Wydawca: National Geographic Kategoria: Styl życia Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 281 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Przystanek Barcelona - Katarzyna Wolnik Vera

Barcelona jest kobietą, cygańską czarodziejką z piosenki Pereta. Uwodzi i rzuca czar, nie przestaje zaskakiwać.

Książka o Barcelonie, której bohaterami są bary, balkony i fiesty? Nie może zabraknąć wielkich Gaudiego i Miró, ale czas poznać nowoczesną, ekologicznie zrównoważoną architekturę i samych barcelończyków, odwiedzić muzeum szynki iberyjskiej lub sklep Johana Cruyffa. Posłuchajcie raz energetycznej katalońskiej rumby, a zapomnicie o dramatycznym flamenco. Przejdźcie uliczkami Starego Miasta, a zobaczycie zachwycającą sztukę uliczną. Czy wiedzieliście, że Barcelonę można podziwiać z ponad dwudziestu punktów widokowych, a pamiątek i miejsca na obiad najlepiej szukać z dala od La Rambli? Barcelona zachwyca i rozkochuje, ale daje się poznać tylko tym, którzy zejdą z turystycznego szlaku i przyjrzą się jej krytycznym okiem.

Zapraszam do mojej Barcelony.

Katarzyna Wolnik-Vera – katowiczanka, która od pięciu lat mieszka w Katalonii. Z wykształcenia jest filologiem polskim, a zaraz po studiach pochłonęła ją praca dziennikarska. Po ośmiu latach pisania o życiu innych postanowiła zmienić swoje i wyjechała za miłością do Barcelony. Zaczęła blogować, zajęła się fotografią. Dziś prowadzi rozmowy z cudzoziemcami w lokalnym radiu, organizuje śluby i zaręczyny w Barcelonie i robi zdjęcia. Fanka kubańskiego son i kuchni śródziemnomorskiej – to w Hiszpanii nauczyła się gotować. W wolnym czasie podróżuje blisko i daleko, codziennie relaksuje się na plaży i biega. Mimo że po hiszpańsku nawet myśli, woli literaturę w polskim przekładzie. A z hiszpańskojęzycznym mężem słucha Niemena.

Opinie o ebooku Przystanek Barcelona - Katarzyna Wolnik Vera

Cytaty z ebooka Przystanek Barcelona - Katarzyna Wolnik Vera

Naprzeciwko Las Arenas wznosi się góra Montjuïc z  pięcioma głównymi miradores . Pierwszym jest plac przed wspomnianym Palau Nacional, w  którym mieści się Narodowe Muzeum Sztuki Katalońskiej ( Museu Nacional d’Art de Catalunya ). Widok jest imponujący i  pocztówkowy. Na owym placu, o  krok od największego zbioru sztuki romańskiej na świecie, między wieżami, pomnikami, fontannami, możemy usiąść sobie na murku i  z  piwem albo colą w  ręku słuchać muzyki na żywo.
Kolejny punkt widokowy to Miramar ( Avinguda Miramar ). Przenosimy się na wschodnie zbocze Montjuïc, całkowicie zmieniamy perspektywę i  – jak wskazuje sama nazwa miejsca – patrzymy na morze. Miramar to wielki balkon położony na wysokości 60 metrów nad poziomem morza z  widokiem 270 stopni na Barcelonę.
Płaski szczyt o  wysokości 173 metrów nad poziomem morza to ostatni punkt widokowy na Montjuïc.  Stoi tu zamek z  XVII wieku, warowna forteca, a  w  czasach Franco miejsce egzekucji więźniów politycznych. To idealne miejsce do obrony, nad brzegiem morza, z  pełną panoramą miasta. Szczególne wrażenie robi najlepiej widoczny właśnie ze szczytu Montjuïc ogromny port handlowy z  kontenerami i  dźwigami. Do zamku można wejść za darmo (w  lecie otwarty do godz. 21.00).
Nie zobaczycie wszystkiego podczas jednej wizyty w  mieście, ale nie możecie wyjechać z  Barcelony, jeśli nie poznaliście takich ulic Eixample jak Passeig de Gràcia, Rambla de Catalunya, Carrer de Girona, Carrer de Mallorca czy Passeig de Sant Joan.
W  1886 roku niejaki Jaume Escofet założył w  Barcelonie firmę produkującą dekoracyjne płyty z  mieszanki cementu, barwników, piasku, wody i  pyłu z  białego marmuru. W  Hiszpanii nazywane są one mosaico hidráulico . Za wzornictwo odpowiedzialne były takie osoby jak Antonio Gaudí i  Lluís Domènech i  Montaner. Monochromatycznymi płytkami (katalońskie panots , hiszpańskie baldosas ) wykładano chodniki, a  kolorowymi, imitującymi dywany, podłogi mieszkań (przetrwały do dziś w  większości budynków w  Barcelonie). Spacerując Passeig de Gràcia, spójrzcie pod nogi. Sześcioramienne płytki zdobione morskimi motywami zaprojektował Antonio Gaudí.
Przed wyjazdem do Barcelony zobaczcie na YouTube (albo na stronie internetowej Casa Batlló) film LOVE Casa Batlló . Ta dwuminutowa prezentacja lepiej niż tomy książek przedstawia, jak natura inspirowała Gaudiego. A  zaraz potem zerknijcie na film Premium Video Guide – Casa Batlló promujący nowy przewodnik wideo w  formie tabletu, z  którym możecie zwiedzać budynek. W  tym roku w  lutym podczas Mobile World Congress

Fragment ebooka Przystanek Barcelona - Katarzyna Wolnik Vera

Redakcja: erte
Korekta: erte
Projekt graficzny, skład i łamanie: www.aorta.com.pl
Okładka: MARIUSZ MROTEK
Redaktor prowadzący: MAŁGORZATA ZEMSTA
Redaktor techniczny: MARIUSZ TELER
Tekst i zdjęcia © 2014 Katarzyna Wolnik-Vera © 2014 National Geographic Society. All rights reserved
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.
Wydanie I elektroniczne
Warszawa 2014
ISBN 978-83-7596-492-9
National Geographic i żółta ramka są zarejestrowanymi znakami towarowymi National Geographic Society.
Burda NG Polska Sp. z o.o. Spółka Komandytowa Licencjobiorca National Geographic Society ul. Marynarska 15, 02-674 Warszawawww.national-geographic.plwww.burdaksiazki.pl Dział handlowy: tel. (48 22) 360 38 41–42, 360 38 42; fax (48 22) 360 38 49 Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77
Konwersja: eLitera s.c.
Od wydawcy:
Z uwagi na ogromne tempo zmian, przed wyjazdem radzimy osobiście sprawdzić aktualność niektórych informacji podanych w książce, takich jak daty, godziny otwarcia, numery telefonóworaz ceny. Wszystkie dane zostały uważnie sprawdzone. Nie ponosimy jednak odpowiedzialności za ich zgodność z rzeczywistością i kompletność.

Wstęp

Wiadomość dnia: śnieg! Śnieg w Katalonii! Regionalna TV3 cały dzień nadaje prosto z zimowego frontu. Korki na drogach, nie kursują autobusy, stoją pociągi i tramwaje, metro w Barcelonie będzie jeździć całą noc, w niektórych miastach są odwołane lekcje w szkole, 200 tysięcy mieszkańców Girony nie ma światła w domach, na wzgórzu Tibidabo jest już 40 centymetrów śniegu. Jutro w stolicy Katalonii termometry wskażą tylko plus trzy stopnie! Takiej zimy nie było w Barcelonie od dziesięciu lat. Zdarzyła się dokładnie wtedy, gdy ja przyjechałam do miasta z dwiema walizkami pełnymi letnich sukienek i dwoma swetrami na wszelki wypadek.

Rankiem 7 marca 2010 nic nie zapowiadało katastrofy. Deszcz, owszem, padał od rana. Potem można było zauważyć (z niedowierzaniem), że deszcz zamienia się w deszcz ze śniegiem. Z czasem płatki stawały się coraz większe i spadały z większą szybkością. Za oknem robiło się biało.

Barcelona, prawie jak u Zafóna...

Światło w pokoju zaczęło migać. Parasol, kozaki, rękawiczki, czapka, szalik, polar, kurtka – jestem gotowa do wyjścia. Sąsiadka ostrzega, żebym nie oddalała się zbyt daleko. Na ulicach zamieszanie: wyją klaksony i syreny, ślizgają się samochody i ludzie. Jedni zmarznięci, inni zaciekawieni wyszli z domu z aparatami fotograficznymi (jeszcze nie było smartfonów). Ci mniej odważni robią zdjęcia z balkonów. Barcelończycy fotografują zimę. Ja też mam na pamiątkę zdjęcie z zasypaną śniegiem palmą. „Tata już dojechał do domu? Mama? Żyjesz? Przewróciłaś się! Dziadek? Nie poszedł do lekarza. Vanessa? Mieliście dziś lekcje? Nie wychodź już dziś nigdzie!” – mój przyszły mąż wydzwania do rodziny. W domu można się ogrzać tylko pod kołdrą i przy elektrycznym grzejniku, bo nie ma kaloryferów, a przez nieszczelne okna hula wiatr. ¡Bienvenida a Barcelona!

To był jednodniowy, niespodziewany, niewytłumaczalny atak zimy w przededniu wiosny. Miasto szybko wróciło do normalnego życia. Zazieleniły się platany, zapełniły tarasy, zjechali turyści. Barcelona pokazała się w pełnej krasie: energetyczna, odważna, czarująca, ciągle młoda. Barcelona z pocztówki czy zdjęcia, ale bez makijażu, bez Photoshopa. Zobaczyłam ją pierwszy raz na starej, nieco wyblakłej widokówce. Miałam wtedy może siedem lat i w nieskończoność oglądałam i segregowałam kartki pocztowe. Dwa kartony po butach pełne obrazków ze świata, głównie z Włoch, Francji i Stanów Zjednoczonych. Pamiętam kipiące kolorami Schody Hiszpańskie w Rzymie. Na odwrocie wykaligrafowany list od cioci zakonnicy, która pięćdziesiąt lat spędziła w Watykanie. Pocztówki w stylu retro z Lazurowym Wybrzeżem przywiózł do Katowic dziadek po II wojnie światowej. Nie wiem, skąd wzięła się w domu cała masa niezapisanych widokówek z Chicago, Nowego Jorku, San Francisco. I Barcelona. Budynek w kolorze piasku, dziwacznie powykrzywiany, przypominał ogromną, rozgrzaną bryłę smaganą suchym wiatrem i spaloną słońcem. Kamień był oszlifowany, kunsztownie zdobiony. Ulica, drzewa, przechodnie – całość tworzyła pełen gracji obrazek. Nie miałam wtedy pojęcia, że to Casa Milà, że Gaudí, że Katalonia i że kiedyś będę obok tej słynnej kamienicy spacerować setki razy i robić jej dziesiątki zdjęć. To był pierwszy obraz Hiszpanii, jaki zapisał mi się w pamięci. Mówią, że Barcelona to nie Hiszpania, bo Katalonia to nie Hiszpania. A może właśnie to miasto, stolica tak uparcie dążącej do secesji krainy, jest hiszpańskim wspólnym mianownikiem? I nie chodzi tu o hiszpańskie mañana, korridę i flamenco. Barcelona to tygiel kulturalny i językowy, emigranci i turyści, gotyk i szklane biurowce, morze i góry. Barcelona to różnorodność.

Passeig de Colom, czyli „deptak Kolumba” (polskie tłumaczenie nie brzmi zbyt dostojnie), to chyba najbardziej fotogeniczny fragment nabrzeża w Barcelonie. Wysadzany kilkoma rzędami palm biegnie wzdłuż malowniczego Port Vell (Starego Portu). Na jednym krańcu deptaka znajduje się El Cap de Barcelona, czyli Głowa Barcelony, rzeźba w stylu popart, projekt słynnego Roya Lichtensteina, na drugim monumentalny posąg Krzysztofa Kolumba. Głowę postawiono tu w 1992 roku, tuż przed igrzyskami olimpijskimi. Ma 15 metrów wysokości i waży 90 ton. Sztuczny kamień, stal nierdzewna i ceramika tworzą abstrakcyjne oblicze uśmiechającej się zawadiacko i zdającej się puszczać oko kobiety. Uwagę turystów częściej przyciąga pobliska polemiczna krewetka, a dla mieszkańców Barcelony to tylko dziwaczna jaskrawa figura. A ta abstrakcyjna i niepasująca do nadmorskiego pejzażu rzeźba to przecież Barcelona: nowoczesna, odważna, dynamiczna, twórcza. Z drugiej strony stary Kolumb z wysokości wskazuje na morze i wypatruje nowych horyzontów. To też Barcelona, wyznaczająca nowe trendy, zuchwała, innowacyjna.

Rzym jest wieczny, Wiedeń cesarski, Madryt dumny, Berlin i Londyn to też stuprocentowe miasta macho, a Barcelona jest kobietą, cygańską czarodziejką z piosenki Pereta. Uwodzi i rzuca czar, nie przestaje zaskakiwać. Barcelona posa’t guapa – Barcelona jest śliczna! Tak brzmiało hasło wymyślonej w 1985 roku kampanii, która dała początek zakrojonej na wielką skalę akcji reformy miejskiej. Odnowiono 27 tysięcy budynków (z ponad 86 tysięcy – tyle kamienic jest w mieście). Barcelona o siebie dba, wie, jak się promować, jak pokazać swój najlepszy profil i ukryć niedoskonałości. Zresztą zakochani w mieście zdają się wad wcale nie dostrzegać, jak to zakochani.

Barcelończycy w strojach z epoki podczas Feria Modernista, modernistycznego jarmarku

Barcelona to najsilniejsza marka na hiszpańskim rynku. Wiele zawdzięcza uprzywilejowanemu położeniu i artystom, ale i własnej pracy i przedsiębiorczości. Ella tiene poder, Barcelona es poderosa Barcelona tiene poder! Barcelona ma moc!

Mówią, że jest hiszpańskim Manchesterem, śródziemnomorskim Paryżem, Porto Alegre Północy. Wydaje się, że Barcelona to miasto kompletne. Co wyznacza jej rytm życia? Z jednej strony są to międzynarodowe targi, wystawy, kongresy. W Barcelonie się produkuje, handluje, tworzy nowe technologie. Przeciwwagą dla wielkiego biznesu jest sztuka, nie tylko ta muzealna i wiekowa, ale również sztuka, która wyszła na ulice, i nowoczesne wzornictwo. I w końcu – to rozrywkowy raj, od plaż poprzez bary, nocne lokale, dyskoteki, teatry, koncerty, festiwale... na piłce nożnej skończywszy. Do Barcelony przyjeżdża się też na zakupy i żeby dobrze zjeść. Barcelona – Radosny Port, w którym się pracuje, tworzy i bawi.

Wschód słońca nad miastem

Tamtej zimy Barcelona i moja przyszłość w mieście były wielkimi niewiadomymi. Przyleciałam 30 grudnia 2009. W Nowy Rok wkroczyłam w hiszpańskim stylu, próbując zjeść o północy dwanaście winogron w czasie dwunastu sekund – do tej pory mi się to nie udaje.

Nie naśladuję wielu hiszpańskich zwyczajów. Nie schodzę na kawę do baru, nie jadam na śniadanie słodkich rogalików, nie odpoczywam podczas sjesty, nie świętuję na Rambli wiktorii Barçy. Za to nie wyobrażam już sobie kuchni bez oliwy czy lata bez wachlarza w dłoni. Jestem Polką w Barcelonie.

Pocztówka z Barcelony

Pod muzeum sztuki katalońskiej

Rekordy

W Hiszpanii żyje 47 milionów ludzi, a co roku przyjeżdża ponad 55 milionów turystów. W zeszłym roku padł rekord – 60 milionów! To prawdziwa inwazja. España znajduje się dziś na trzecim miejscu w rankingu światowych kierunków podróży. Na czele od lat niezmiennie są Stany Zjednoczone i Francja, a tuż za Hiszpanią – Chiny. Pierwszą piątkę zamykają Włochy.

A wszystko zaczęło się w latach 60. XX wieku. Wtedy rząd generała Francisca Franco postanowił, że turystyka będzie pierwszą siłą napędową państwa. Ta idea świetnie wpisała się w plan stabilizacyjny, który miał wyciągnąć kraj z kryzysu. Nadeszła era wielkich przemian, choć nie politycznych. Ze Stanów Zjednoczonych napływały dewizy, na ulice wyjechał pierwszy seat 600, w hiszpańskich domach pojawiły się telewizory i gromadki dzieci, na plażach blondwłose, długonogie piękności z północnej i zachodniej Europy, a wybrzeże Morza Śródziemnego w ekspresowym tempie zapełniało się hotelami.

Najwięcej turystów przyjeżdża do Katalonii, a w Katalonii do Barcelony. W lecie 2013 roku dokładnie 1 628 519. A sama Barcelona ma „tylko” nieco ponad 1 600 000 mieszkańców. W szczycie sezonu turystów jest tu więcej niż tubylców! Razem ponad 3 miliony ludzi na 100 kilometrach kwadratowych! A w ciągu całego roku z hoteli miasta skorzystało ponad 7,5 miliona turystów. Najwięcej jest Brytyjczyków, Niemców i Francuzów. Na drugim miejscu najchętniej wybieranych kierunków znowu Katalonia: Baleary. Potem Walencja, Wyspy Kanaryjskie, Andaluzja, a Madryt daleko w tyle. Te 60 milionów to rekord plaży. Mało kto zapuszcza się do Kastylii czy Riojy, nie wspominając o Estremadurze. W rankingu najpopularniejszych wybrzeży po raz kolejny Katalonia i Costa Brava, potem Costa Blanca w Walencji i Costa del Sol w Andaluzji.

Google twierdzi, że Barcelona jest trzecim najczęściej fotografowanym miastem świata, po Nowym Jorku i Rzymie. Ale Barcelona jest dziesięć razy mniejsza od Rzymu. Jest metropolią w sensie gospodarczym i kulturalnym, ale jest małym miastem. „Tutaj już nikt więcej się nie zmieści, tracimy naszą Barcelonę, to jest już tylko park tematyczny!” – lamentują barcelończycy. Z drugiej strony wiedzą, że masowa turystyka to pieniądze i praca. Dzięki turystyce stolica Katalonii zarabia dziennie 20 milionów euro. Niedawno na YouTube pojawił się film Bye, bye Barcelona – kij w mrowisko, polecam. Z drugiej strony narzekają też turyści, najbardziej na hałas, bezpieczeństwo w mieście i zanieczyszczenie powietrza. Najwyżej natomiast oceniają barcelońską architekturę, kulturę i plaże.

Cobi – maskotka igrzysk olimpijskich w Barcelonie. Po 1992 roku miasto stało się największą atrakcją turystyczną Hiszpanii

Słońce Miró

Czerwony, czarny, żółty, niebieski i zielony to kolory Joana Miró, barcelońskiego malarza i rzeźbiarza surrealistycznego. Styl Miró rozpoznaje się natychmiast. Kilka swoich wielkich dzieł zostawił na ulicach Barcelony, a Hiszpanii dał słynne logo reklamujące turystykę kraju (oficjalna strona Turismo de España: www.spain.info). Miró zaprojektował także logo katalońskiego banku La Caixa (niebieska gwiazda).

Fasadę Terminalu 2 na lotnisku w El Prat de Llobregat zdobi dzieło Joana Miró

Czego nie robią barcelończycy?

Nie spacerują Ramblą, najsłynniejszą ulicą Barcelony. Ramblę (nieprawidłowo nazywaną Las Ramblas) tworzy ciąg krótszych ulic, z których każda nosi inną nazwę, nawiązującą do historii ulicy: Rambla de Canaletes, Rambla dels Estudis, Rambla de Sant Josep, Rambla dels Caputxins, Rambla de Santa Mònica i Rambla del Mar. Ten szeroki bulwar łączący Plaça de Catalunya z portem ma ponad kilometr długości. Na Rambli jest wszystko, Rambla jest dla wszystkich i jest wszystkim. Rambla to styl życia. Rambla nigdy nie śpi. Kilka razy zdarzyło mi się przejeżdżać przez Ramblę około godziny 2.00–3.00 w nocy. Nie uwierzycie, ale stałam w korku. A przez ulicę przetaczały się tłumy podchmielonych turystów, śpiewaków, artystów wszelkiej maści i niegroźnych, lokalnych szaleńców. Na Rambli spotyka się sześć kontynentów i milion kultur. Jest też wielka sztuka, jest kiepskie i drogie jedzenie, są złodzieje, są sprzedawcy tandetnych pamiątek, są kioski z kwiatami, są żywe statuy, tancerze, mimowie, aktorzy, malarze, rysownicy, pucybuci i jest morze zielonych platanów. Rambla płynie do morza i morze turystów płynie przez Ramblę. Spacerują po chodniku wyłożonym płytami w kształcie fal. Na wysokości targu La Boqueria stąpają po mozaice Joana Miró, symbolizującej wejście z morza do Barcelony. W czasach, gdy miastem rządzili Rzymianie, Rambla była potokiem spływającym do morza. W XIII wieku tuż obok owego potoku wzniesiono mury, które wyznaczały granicę miasta i otaczały Barcelonę aż do połowy XIX wieku. Z czasem potok zamienił się w ulicę, której złota epoka zaczęła się w 1847 roku wraz z otwarciem Gran Teatre del Liceu (numer 51), dziś jednego z najlepszych teatrów operowych na świecie. W XIX wieku mówiło się, że nie jest prawdziwym barcelończykiem ten, który dniem i nocą nie spaceruje Ramblą...

Uliczkę znam w Barcelonie

Katalońska ulica to carrer, aleja to avinguda, a rambla? Co to jest Rambla? Rambla to wynalazek barceloński. W samej Barcelonie, poza słynną Ramblą, jest ich kilka: Rambla del Poblenou, Rambla del Raval, Rambla de Prim, Rambla del Carmel, Rambla de Badal, Rambla de Brasil... Wszystkie są szerokimi deptakami otoczonymi drzewami, wąskimi dwukierunkowymi ulicami i w końcu chodnikami. Rambla to w języku hiszpańskim potok, ciek wodny utworzony przed ulewne deszcze. Słowo pochodzi od arabskiego ramla oznaczającego piasek. W języku katalońskim rambla to riera, mamy więc w Barcelonie takie ulice jak Riera Blanca, Riera de Vallcarda, Riera de Sant Andreu. Tylko Rambla ma oficjalną nazwę hiszpańską. Innymi niespotykanymi w Polsce określeniami ulic są katalońska baixada, czyli spadek (na przykład Baixada de la Llibreteria), travessera, czyli ulica przechodnia (na przykład Travessera de Gràcia), ronda, droga, która okrąża dany teren (na przykład Ronda de Sant Antoni), passatge – pasaż (na przykład Passatge de la Concepció), placeta – placyk (na przykład Placeta de Montcada), czy via – droga (Via Laietana).

Passeig del Born

Orientacja w mieście

Barcelonę przecina na pół Avinguda Diagonal (aleja Diagonal), biegnąca skośnie od morza aż do południowo-wschodniej granicy miasta. To kręgosłup Barcelony. Diagonal ma prawie 11 kilometrów. Przejechałam raz na rowerze całą aleję (ma szerokie ścieżki rowerowe), zajęło mi to ponad godzinę. Kto kocha Barcelonę, musi poznać całą Diagonal. Miejski szyk, energia, parki, drogie sklepy, modernistyczne kamienice, nowoczesne wieżowce... Na Diagonal się odpoczywa, biega, robi zakupy i interesy, smakuje życie i Barcelonę. Diagonal jest szykowna i droga, to ulica pija – szpanerska, ale w dobrym guście. Pijos to ludzie dobrze ustawieni, lubujący się w markowych ciuchach i bywający w drogich lokalach. Mówi się, że Diagonal przecina Barcelonę na dwie strefy: północną, bogatą (zona pija) i południową, biedniejszą. To uproszczenie, bo na południe od Diagonal znajduje się na przykład część drogiej dzielnicy Eixample, a po stronie północnej na przykład peryferyjne Nou Barris. Ale faktem jest, że zdecydowana większość sławnych i bogatych osiedla się w górskiej części miasta.

Drugą ważną ulicą jest Gran Via de les Corts Catalanes. Ma 13 kilometrów, przecina całe miasto i biegnie od Hospitalet de Llobregat do Sant Adrià de Besòs. Numery domów na Gran Via sięgają 1000! Gran Via biegnie pod kątem do Diagonal, przecina Plaça d’Espanya (plac Hiszpański), następnie Plaça de Universitat i Passeig de Gràcia (tutaj dotyka ścisłego centrum), a w końcu przecina się z Diagonal na olbrzymim rondzie na Plaça de les Glòries Catalanes. Stąd ku północy wychodzi kolejna ważna aleja – Avinguda Meridiana. Z Plaça d’Espanya zaś wychodzi Avinguda del Paral·lel, która biegnie w kierunku morza i oddziela dzielnicę Poble-sec od Raval. Każda z tych ulic może być waszym przewodnikiem po Barcelonie, za każdym razem zupełnie innej.

Z punktu widzenia szybkiego przemieszczania się po mieście kapitalne znaczenie mają drogi szybkiego ruchu: Ronda Litoral biegnąca wzdłuż całego wybrzeża aż do Sant Adrià de Besòs i wychodząca z tego samego węzła między Hospitalet i Cornellą, ale biegnąca w przeciwnym, północnym kierunku Ronda de Dalt, która okrąża całą Barcelonę od strony wzgórz Collserola aż do Santa Coloma de Gramenet.

Barcelonę najlepiej jest zwiedzać pieszo albo na rowerze

Orientacja w centrum

Na pewno jednym z pierwszych miejsc w Barcelonie, w których się znajdziecie, będzie Plaça de Catalunya (plac Kataloński). Jeśli porównamy go do kwadratu, to z narożników skierowanych w stronę morza wychodzą Rambla i równoległa do niej Avinguda del Portal de l’Àngel, a z drugiej strony odpowiednio Rambla de Catalunya i Passeig de Gràcia. Od Plaça de Catalunya odchodzą więc jedne z najważniejszych ulic w Barcelonie. Te kierujące w stronę portu prowadzą na Stare Miasto, te w stronę gór – do dzielnicy Eixample. Przez plac przebiega też bardzo ważna Ronda de Sant Pere, którą dojdziecie aż do Parc de la Ciutadella (park Cytadeli). Rambla natomiast rozdziela Barri Gòtic i Raval.

Barri Gòtic rankiem

Skąd się wzięła Barcelona?

„Bar-cel-ona” to „Bar-Cielo-Ola”, czyli „bar, niebo i fale” – takiej dekonstrukcji nazwy miasta dokonał tworzący w Barcelonie Javier Mariscal, znany projektant multidyscyplinarny. W 1979 roku wymyślił plakat z napisem miasta przedstawiającym taką właśnie barowo-krajobrazową interpretację. Co oznacza słowo Barcelona? Istnieje wiele teorii i legend na ten temat. Historycy dowodzą, że kilka tysiącleci przed naszą erą tereny dzisiejszej Barcelony zamieszkiwało iberyjskie plemię Lajetanów. Następnie mieli się tu osiedlić Kartagińczycy, a kolonię miał ufundować Hamilkar Barkas, ojciec słynnego Hannibala. To jedna z teorii, ale nie ma żadnych śladów i dowodów na to, że na terenie dzisiejszej Barcelony byli obecni Kartagińczycy. Prawdopodobnie tam nie dotarli. W 218 roku przed naszą erą Rzymianie przybyli do Empúries na dzisiejszym Costa Brava (gdzie wcześniej Grecy założyli pierwszą faktorię) i rozpoczęli podbój Półwyspu Iberyjskiego. Założyli miasto Tarraco (obecna Tarragona), które zostało stolicą rzymskiej prowincji. W I wieku naszej ery, między 10 a 15 rokiem, cesarz Oktawian August ufundował „Colonia Iulia Augusta Faventia Paterna Barcino”. To przyszła Barcelona. Nazwa Barcino ma pochodzić od iberyjskiego Barkeno. W średniowieczu Barcino było między innymi Barchinoną i Barcaloną. Dziś w mieście są nawet bary i restauracje, które nazywają się Barkeno, jest też Gran Hotel Barcino. Znajduje się niedaleko ruin świątyni imperatora Augusta. Zachowały się dokładnie cztery kolumny. Mają ponad 2 tysiące lat, tyle samo co Barcelona. Świątynię zbudowano na miejscu nazywanym wówczas Taber, 16,9 metra nad poziomem morza. Kolumny ukryte są w patio budynku siedziby organizacji kulturalnej Centre Excursionista de Catalunya na Carrer del Paradís, niedaleko katedry. Do patio można wejść poza świętami w poniedziałki w godz. 10.00–14.00, od wtorku do soboty w godz. 10.00–19.00 i w niedziele w godz. 10.00–20.00. Inne rzymskie ślady w Barcelonie to Via Sepulcral Romana, cmentarz na Plaça Vila de Madrid, Domus de Sant Honorat, fragment domu rzymskiego (Carrer de la Fruita, 2). Ważnym historycznym miejscem w Barcelonie jest Plaça del Rei, gdzie w podziemiach kompleksu pałacowego kryją się szczątki Barcelony rzymskiej i średniowiecznej. Wszystkie miejsca są częścią muzeum historii Barcelony.

Via Laietana

Kto tu rządzi?

Na Plaça de Sant Jaume, gdzie rozciągało się starożytne forum, stoją naprzeciwko dwa budynki władz: Ayuntmiento de Barcelona (ratusz), zwany też Casa de la Ciutat, oraz Palau de la Generalitat (pałac rządowy). W jednym rządzi się miastem, w drugim autonomicznym regionem – Katalonią. Obecnym, sto osiemnastym burmistrzem Barcelony jest Xavier Tras. Prezydentem Rządu Katalonii jest Artur Mas. Siedziba parlamentu Katalonii znajduje się w Parc de la Ciutadella, parku zbudowanym na terenie cytadeli z XVIII wieku.

Fragment historii miasta zapisany na ceramice zdobiącej ujęcie wody z 1680 roku. Tutaj, w XIII wieku, na ulicy zwanej dziś Portaferrissa, znajdowała się jedna z bram wjazdowych do miasta (porta to drzwi)

Język

W Katalonii są dwa języki oficjalne: kataloński (català) i hiszpański (castellà). Katalończycy są dwujęzyczni, choć niektórzy przyznają, że mają większy zasób słów w swoim narodowym języku. W Barcelonie, ze względu na wielokulturowy charakter miasta, hiszpański jest częściej słyszanym na ulicy językiem niż kataloński. Katalończycy zwykle przechodzą na hiszpański, gdy rozmówca jest hiszpańskojęzyczny. Dwa razy znalazłam się w sytuacji, gdy w grupie, w której zdecydowana większość rozmawiała po hiszpańsku, kilku Katalończyków nie zmieniło języka. Bywa też tak, że nauczeni ciągłego przestawiania kodów językowych Katalończycy mieszają podczas rozmowy hiszpański i kataloński, nie zdając sobie z tego sprawy. Nie ucząc się w ogóle katalońskiego, osoba mieszkająca kilka lat w Katalonii jest w stanie zrozumieć prawie wszystko. Kataloński jest oczywiście podobny do hiszpańskiego, ale ma też wiele wspólnego z włoskim i francuskim i jest bliższy łacinie. Hiszpański ma łatwiejszą gramatykę i wymowę.

Kto tu mieszka?

W Barcelonie mieszka ponad 280 tysięcy cudzoziemców. Najliczniejszą grupą są Włosi, następnie Pakistańczycy, Chińczycy i Ekwadorczycy. W całej Katalonii mieszka ponad 17 tysięcy Polaków.

Włosi pracują w restauracjach i pizzeriach, Pakistańczycy mają sklepy spożywcze, zakłady fryzjerskie i bardzo popularne w mieście kawiarenki internetowe i telefoniczne (locutorios), Chińczycy mają sklepy i bary. To najbardziej wyspecjalizowane nacje.

Ile kosztuje życie w Barcelonie?

Przeciętna miesięczna pensja to 900–1300 euro. Wynajem najtańszego mieszkania to koszt 450–500 euro, pokoju – 200–300 euro miesięcznie. Transport przy codziennych dojazdach metrem to około 50 euro na miesiąc. Benzyna kosztuje 1,40 euro za litr. Miesięczny rachunek za gaz i prąd to około 80–100 euro, za Internet, telefon stacjonarny i komórkę z abonamentem płaci się około 50 euro. Na jedzenie w domu miesięcznie średnio wydaje się około 350 euro. Mówię o jedzeniu dobrym, zróżnicowanym, ale bez owoców morza kilka razy w tygodniu. Tutaj wyczerpuje się pensja 1000 euro, a dziś wiele osób jest zadowolonych, że tyle zarabia, jednak usamodzielnienie się czy założenie rodziny jest w takim przypadku trudne. Jeśli dodamy dwa razy w miesiącu restaurację dla dwóch osób i kilka wypadów na tapas, to musimy doliczyć około 100 euro. Codzienna kawa w barze to około 40 euro na miesiąc. Dodajmy ratę za samochód około 200 euro, inne raty i karty kredytowe, z których w Hiszpanii korzysta się ochoczo – około 150 euro. Studia w Hiszpanii są płatne, semestr na publicznej uczelni kosztuje 500–1500 euro, na prywatnej od 5 tysięcy.

Tarasy czekają na pierwszych porannych klientow. W barach i restauracjach Hiszpanie i Katalończycy zostawiają część pensji

Pierwsze zdjęcie, pierwsze obrazy i Picasso

Na skrzyżowaniu Via Laietana i Passeig d’Isabel II znajduje się monumentalny pałac zwany La Lonja de Barcelona albo La Llotja de Mar, czyli „targ, rynek”. Ten mało znany turystom budynek to jedna z najbardziej emblematycznych budowli w mieście, od XV wieku symbol potęgi ekonomicznej Barcelony, miejsce spotkań kupców, siedziba Konsulatu Morskiego, giełdy, a dziś mieści się tu Izba Handlu, Przemysłu i Żeglugi. Znajdowała się tu też Szkoła Sztuk Pięknych (Escola d’Arts i Oficis de Barcelona), w której w 1895 roku rozpoczął naukę 13-letni Picasso. Dokładnie naprzeciwko, po drugiej stronie ulicy, znajduje się kolejny reprezentacyjny, neoklasyczny budynek, w którego arkadach mieści się dziś słynna restauracja Set Portas. Kamienica nazywana jest La Casa Xifré albo Els Porxos d’en Xifré od nazwiska jej fundadora Josepa Xifrégo, katalońskiego armatora, który zbił fortunę w Stanach i po powrocie do Barcelony postanowił zbudować kamienicę mieszkalną. La Llotja i La Casa Xifré były pierwszymi sfotografowanymi budynkami w Hiszpanii (10 listopada 1839). Młody Picasso z rodzicami po przyjeździe do Barcelony 21 sierpnia 1895 wprowadził się do mieszkania pod numerem 4, na parterze od strony Passeig d’Isabel II. Potem przeprowadził się do mieszkania na tyłach budynku na Carrer de la Reina Cristina 3 (2. piętro, 2. drzwi). Na tarasie Casa Xifré kilkunastoletni Picasso malował swoje pierwsze obrazy przedstawiające miasto, Barcelonę końca XIX wieku. Dziś można je oglądać w Museu Picasso w Barcelonie.

Tutaj zawsze gra muzyka, Avinguda del Portal de l’Àngel

Barcelona w kawałkach

Barcelona podzielona jest na dziesięć dystryktów, a te na dzielnice.

Głównym turystycznym dystryktem jest Ciutat Vella (Stare Miasto), które otacza Ramblę. Po prawej stronie, idąc od Plaça de Catalunya, rozciąga się Raval, po lewej Barri Gòtic (Dzielnica Gotycka), dalej od Via Laietana jest Born, nazywane też La Ribera, dzielnica, która graniczy z Barcelonetą. Gòtic to najstarsza część Barcelony, średniowieczne miasto zbudowane na rzymskich ruinach z labiryntem wąskich uliczek pełnych oryginalnych sklepików, barów, restauracji, hoteli, muzyki, placyków i... niespodzianek. Gòtic, tak jak Rambla, rzadko zasypia. Mieszkają tu starsi Katalończycy i młodzi ludzie lubiący ten niepowtarzalny klimat miejsca, w którym mieszają się rozrywka, historia i masy turystów. Mieszkania w dobrym stanie są w Dzielnicy Gotyckiej bardzo drogie.

Turyści przemierzający ulice Starego Miasta

Raval jest najbardziej kontrowersyjną i multikulturową częścią miasta, ma reputację miejsca brudnego, brzydkiego, konfliktowego. Po części to prawda, ale jest to też dzielnica świetnych barów, sklepów vintage, wielu instytucji kulturalnych i naukowych, i zabytkowych miejsc. Raval został włączony do miasta na przełomie XIV i XV wieku. Znajdował się za średniowiecznymi murami, dlatego miejsce nazwano Raval, z arabskiego a-rabal, co oznacza tereny będące poza granicami. W dzielnicy powstawały konwenty, szpitale, instytucje pomagające biednym. Dziś w zrekonstruowanym Hospital de la Santa Creu jest biblioteka i Institut d’Estudis Catalans (Carrer de l’Hospital, 56), a na równoległej ulicy jest Casa de Convalescència (Carrer del Carme, 47), gdzie chorzy dochodzili do zdrowia. Oba budynki mają przepiękne patia. W XIX wieku, po wyburzeniu murów, Raval przekształcił się w dzielnicę robotniczą. Przez wiele lat Raval nazywano Barrio Chino, chińską dzielnicą, tak ochrzcił je pewien dziennikarz, ale nie wiadomo dlaczego, bo Chińczycy tam nigdy nie mieszkali. Dziś Raval nazywany jest „Ravalquistán”, bo to główna strefa pakistańska w Barcelonie. Złota epoka Ravalu to lata 20. i 30. XX wieku, kiedy tańczyło się flamenco w Villa Rosa na Carrer de l’Arc del Teatre, 3, używało życia w Madame Petit pod numerem 6, najsłynniejszym domu publicznym Barrio Chino, a pod numerem 11 w barze Kentucky (istnieje do dziś) upijali się wszyscy: tancerki, prostytutki, emigranci i marynarze. W czasach dyktatury Franco wiele barów w Barcelonie miało nazwy angielskie, aby przyciągnąć zamorskich gości.

Born jest dziś najmodniejszą częścią miasta, modnie jest tu mieszkać, modnie ubierać w butikach nowych hiszpańskich i katalońskich projektantów i oczywiście bywać w barach i restauracjach. Przed wiekami było to centrum komercyjne miasta. Na Carrer de Montcada mieszkali najbogatsi. W Born jest mnóstwo interesujących obiektów: Santa Maria del Mar, Mercat de Santa Caterina, Palau de la Música Catalana, Museu Picasso, Estació de França, Arc de Triomf czy Parc de la Ciutadella, gdzie w niedziele lubią wypoczywać barcelończycy.

Barceloneta ma kształt wrzynającego się w morze języka, z jednej strony otaczają ją statki i jachty w Port Vell (Stary Port), a z drugiej jest plaża i morze. Barceloneta jest starą dzielnicą rybacką. Dziś klimat dawnej osady można poczuć, zanurzając się w wąskie i ciemne uliczki między równymi rzędach starych budynków. Przy plaży rozciąga się szeroki deptak, zawsze pełen spacerowiczów, rowerzystów, biegaczy, a nad dzielnicą góruje nowoczesny, luksusowy hotel W, nazywany Vela (żagiel). Barceloneta to synonim restauracji serwujących owoce morza i ryby. Jedną z cieszących się najlepszą sławą jest Suquet de l’Almirall na Passeig de Joan Borbó, 65.

Motory, skutery i platany – ulice Barcelony

Z Barcelonetą graniczy kolejny nadmorski dystrykt Sant Marti, jednak częściej używa się nazw poszczególnych dzielnic wchodzących w jego skład. La Vila Olímpica to wioska olimpijska, zbudowana, jak sama nazwa wskazuje, na igrzyska olimpijskie w 1992 roku. Dziś jest nowoczesną, spokojną strefą mieszkalną. Poblenou to pueblo nuevo, czyli nowe miasto, do połowy XX wieku było strefą przemysłową. Dziś fabryki zostały zamienione na lofty, dyskoteki i galerie, gdzie mieszkają i pracują artyści, życie towarzyskie toczy się wokół sielskiej Rambla del Poblenou, a wizytówką Poblenou jest dziś zrównoważona klimatycznie architektura (s. 109).

Dalej rozciągają się droga dzielnica Diagonal Mar i, granicząca już z miastem Sant Adrià de Besòs, dzielnica Besòs. Tak wygląda pierwsza linia morza w Barcelonie. Do Poblenou należy jeszcze skromny Clot. Z Sant Marti graniczy zamieszkiwany głównie przez Katalończyków dystrykt Sant Andreu, przypominający małe pueblo, ze swoją carrer major (główną ulicą), ramblą (Rambla de Fabra i Puig), bez turystycznego zgiełku. Nad Sant Andreu na północnym krańcu miasta znajduje się odcięte do miasta autostradą i drogą szybkiego ruchu górzyste Nou Barris. Graniczy ze wzgórzami Collserola i Avinguda Meridiana, stąd jego południowa część nazywa się Ciutat Meridiana. Dystrykt zamieszkany jest głównie przez emigrantów, to największe skupisko Romów w Barcelonie, należy do najmniej bezpiecznych i ma najtańsze mieszkania w mieście.

Zielone płuca miasta, wzgórza Collserola

Kolejny północny dystrykt o zupełnie innym charakterze to spokojna, niegdyś wiejska Horta-Guinardó, znana ze swoich parków (Collserola, Laberint), szpitala uniwersyteckiego Vall d’Hebron (należącego do najlepszych w kraju), z rozległą strefą mieszkalną. Trzecim dystryktem u podnóża Collseroli jest najdroższa w mieście Sarrià-Sant Gervasi. Znajdziecie tu małomiasteczkowe klimaty (na przykład Carrer Major de Sarrià), drogie strefy mieszkalne, modernistyczne rezydencje, słynne Tibidabo i peryferyjne, podzielone dziś między San Cugat del Vallès i Barcelonę, zielone Les Planes, gdzie kiedyś barcelończycy spędzali lato. Między dzielnicami Horta i Sarrià znajduje się Gràcia, najbardziej „niepodległościowy” ze wszystkich barcelońskich dystryktów i ukochany przez swoich mieszkańców: katalońskie rodziny, młodych ludzi, studentów, przedstawicieli wolnych zawodów i rzemieślników. Vila de Gràcia przypomina samodzielne pueblo, słynie z kameralnych placów (na przykład Plaça del Sol), życia nocnego, dobrych restauracji, barów, butików z nietuzinkowymi ciuchami. Po zwiedzeniu najstarszej części dystryktu wystarczy przejść przez ulicę Travessera de Dalt i udać się do Park Güell. Między Gràcią i Starym Miastem znajduje się Eixample (s. 81), regularna siatka tysiąca dwustu kwadratowych bloków z najsłynniejszymi modernistycznymi kamienicami i bazyliką Sagrada Família.

Antonio Gaudí wkrótce ma zostać błogosławionym, patronem architektów

Największym dystryktem Barcelony jest Sants-Montjuïc, ważna strefa komercyjna i komunikacyjna z największą atrakcją – Magiczną Fontanną. Sants było niegdyś dzielnicą robotniczą, niedaleko dworca Sants znajduje się ciekawy Parc de l’Espanya Industrial (park przemysłowy). Najbliższej centrum leży Poble-sec z ulicami spływającymi ze wzgórza Montjuïc do Avinguda del Paral·lel. Dzielnica jest w dużej części zamieszkana przez emigrantów, jest znana z autentycznych barów, dobrego jedzenia i życia nocnego. Rozległe tereny na południe od Montjuïc, między portem i lotniskiem w El Prat de Llobregat, zajmuje przemysłowa Zona Franca. Sąsiadujący z Sants dystrykt Les Corts przecina Avinguda Diagonal. Po jednej stronie jest stadion Camp Nou, po drugiej ekskluzywna dzielnica Pedralbes (s. 133) z willami w wyższej części i mieszkaniami o wysokim standardzie w dolnej. W Pedralbes praktycznie nie ma sklepów, ulice są ciche i zielone. Atrakcją turystyczną jest klasztor – Monestir de Pedralbes.

Witajcie w Barcelonie

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki