Wydawca: Bukowy Las Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 119 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Przyjaciółki się nie boją - Gitty Daneshvari

Trzy przyjaciółki, znane również jako straszyciółki, czyli Robecca, Venus i Rochelle, tropią zagadkę tajemniczego zaginięcia dyrektorki szkoły. Najpierw muszą sprawdzić nawiedzony szkolny strych, gdzie ponoć ktoś się ukrywa za zasłoną z  pajęczyn. Kim jest ta osoba i jaki straszny ma sekret? Przyjaciółki go odkryją, ale wraz z nim poznają prawdę o dużo poważniejszej intrydze, która może zagrozić wszystkim uczniom Monster High...

Opinie o ebooku Przyjaciółki się nie boją - Gitty Daneshvari

Fragment ebooka Przyjaciółki się nie boją - Gitty Daneshvari

TYTUŁ ORYGINAŁU: Monster High. Ghoulfriends who’s that ghoulfriend?

Copyright © 2013 by Mattel, Inc. All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

MONSTER HIGH oraz powiązane znaki towarowe i wizerunek handlowy są własnością firmy Mattel, Inc.

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Bukowy Las Sp. z o.o., 2013 Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo Bukowy Las Sp. z o.o., 2013

ISBN 978-83-64481-00-0

ILUSTRACJA NA OKŁADCE: Darko Dordevic PROJEKT OKŁADKI: Steve Scott © 2013 Mattel, Inc. REDAKCJA: Olga Gitkiewicz KOREKTA: Elżbieta Kożuchowska REDAKCJA TECHNICZNA: Adam Kolenda

WYDAWCA: Wydawnictwo Bukowy Las Sp. z o.o. ul. Sokolnicza 5/76, 53-676 Wrocławwww.bukowylas.pl, e-mail: biuro@bukowylas.pl

WYŁĄCZNY DYSTRYBUTOR: Firma Księgarska Olesiejuk Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością S.K.A. ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Mazowiecki tel. 22 721 30 11, fax 22 721 30 01 www.olesiejuk.pl, e-mail: fk@olesiejuk.pl

Skład wersji elektronicznej: pan@drewnianyrower.com

Dla pierwowzoru pani Stein – Erin. Dziękuję za Twe niewyczerpane pokłady cierpliwości i niekończące się słowa zachęty

Na chłodną, kamienną posadzkę z miękkim plaśnięciem spadały krople wosku. Sześć modnie obutych stóp przemykało na palcach korytarzem oświetlonym przez światło świec. Lewa, prawa, lewa, prawa – czerwone niczym żelazo szpilki, miedziane botki i tenisówki na grubej podeszwie sunęły w żołnierskim szyku. Panowała cisza – nie licząc stłumionych odgłosów szalejącej na zewnątrz burzy, które dodawały atmosferze napięcia. Płomyki drgały niespokojnie, na szybach osadzała się para, wyraźnie czuć było charakterystyczny zapach wilgoci. Gładka, zielona dłoń wysunęła się z ciemności, złapała za wysłużoną mosiężną klamkę i pociągnęła. Zardzewiałe zawiasy jęknęły przeraźliwie i drzwi prowadzące na strych stanęły otworem, ukazując ciemne schody.

– Odkąd jesteśmy w Monster High, ciągle musimy chronić szkołę przed niebezpieczeństwem, czy to przez przypadek, czy z własnej woli. Chyba wszystkie przyznacie, że tym razem stawka jest wyjątkowo wysoka – powiedziała ponuro Venus McFlytrap, roślinna potworzyca. Jej szmaragdowa cera i różowo-zielone włosy lśniły w świetle świec. – Zanim tam wejdziemy, chcę was zapytać po raz ostatni: jesteście gotowe?

– Żeby wszystko było jasne, muszę wiedzieć, czy pytasz o gotowość do rozpoczęcia poszukiwań dyrektor Krewnickiej, która stawia opór nieznanym siłom, próbującym przejąć kontrolę nad Monster High, czy też o gotowość do stawienia czoła monstrualnemu pająkowi, który czai się na strychu – odezwała się oficjalnym tonem Rochelle Goyle, drobna gargulica z Przerażancji.

– Jestem przekonana, że te dwie sprawy są ze sobą połączone… w jakiś sposób. Biorąc pod uwagę to, że za kilka chwil znajdziemy się na strychu, w tej chwili bardziej istotna wydaje mi się kwestia pająka – odparła Venus, a zielone pędy otaczające jej ramiona zadrżały nerwowo.

– Potworne pająki są fascynujące. Mają sześć ramion, więc w naturalny sposób mogą robić kilka rzeczy naraz: myć zęby, używać nici dentystycznej, czesać się, nieść torebkę i głaskać psa. Jak dla mnie, to très1 imponujące – zauważyła Rochelle i spojrzała na swoje granitowe dłonie. – Oczywiście, w zależności od usposobienia pająka, wspomnianych sześć ramion może czynić z niego bardzo niebezpiecznego przeciwnika. Jednocześnie może w nas rzucić zszywaczem, piłką do kościkówki, książką, lampą, iTrumną i butem.

– Rochelle, zdecyduj się. Tak czy nie? – Venus próbowała skupić uwagę rozgadanej przyjaciółki.

– Tak – westchnęła gargulica, po czym związała długie, różowe włosy z zielononiebieskimi pasemkami w ciasny kok. Zabieg ten odsłonił niewielkie skrzydła na jej plecach. – Przy okazji, Paragraf 13, punkt 3 Kodeksu Etycznego Gargulców bezwzględnie nakazuje długowłosym potworom związywanie włosów w obecności świec ze względu na ryzyko podpalenia.

– Postaram się pamiętać – prychnęła Venus i zwróciła się do Robekki Steam, urokliwej mechanicznej potworzycy o czarno-niebieskich włosach, napędzanej miedzianym silnikiem parowym konstrukcji jej ojca, szalonego naukowca. – Jak się czujesz, Becco? Gotowa?

– Nie przejmujcie się, jeśli nie macie gumek i spinek. Zawsze noszę przy sobie kilka zapasowych – ciągnęła Rochelle. – Nie wiem, czy będą pasować kolorystycznie do waszych strojów, ale jak to mówimy w Przerażancji: securité avant la mode, bezpieczeństwo jest ważniejsze od mody!

– Dzięki, Rochelle – ucięła ostro Venus i spojrzała na Robeccę z pytająco uniesionymi brwiami.

– Oczywiście w idealnym świecie moda jest bezpieczna – ponownie przerwała jej gargulica.

– Rochelle! Starczy już na temat świeczek, włosów i mody! Może nie zauważyłaś, ale próbuję porozmawiać z Robeccą! – wybuchła zielonoskóra.

– Boo-la-la! Pyłki pewnie aż cię swędzą ze złości, a niepotrzebnie. Chciałam tylko pomóc – obruszyła się Rochelle. Venus przewróciła wymownie oczami.

– Więc jak, Becco? Jesteś przygotowana? – zapytała.

– Rety kotlety! Przygotowana to strasznie mocne słowo. Myślę, że powiedziałabym o sobie, że jestem co najwyżej raczej gotowa, ewentualnie prawie przygotowana – wydukała zdenerwowana Robecca, a z jej miedzianych uszu strzeliły kłęby pary wodnej.

– Posłuchaj, jeśli nie chcesz iść z nami na strych, to w porządku. Nie martw się, Venus i ja damy sobie radę – uspokajała przyjaciółkę Rochelle. – Nasze szanse na powodzenie oceniam na od sześćdziesięciu ośmiu do siedemdziesięciu pięciu procent.

– Czasem mam wrażenie, że zmyślasz te statystyki – wymamrotała pod nosem roślinna potworzyca.

– Ce n’est pas vrai2! Prawdziwy gargulec traktuje takie sprawy z wielką uczciwością – oburzyła się Rochelle i złapała Robeccę za rozgrzane, metalowe ramię. – Na pewno nie zajmie nam to zbyt wiele czasu.

– Ależ nie! Źle mnie zrozumiałyście – zaprotestowała Robecca. – Może nie czuję się gotowa, ale idę z wami. Jak mogłabym postąpić inaczej? Tylko my jesteśmy w stanie pomóc pani dyrektor!

Wiele się wydarzyło przez ten krótki czas, kiedy Robecca, Rochelle i Venus zaczęły chodzić do straszyceum Monster High. W poprzednim semestrze trzy straszyciółki walczyły z zaklęciem Szeptactwa, potężnym czarem, który pozbawił uczniów i nauczycieli wolnej woli. Choć panna Flapper, sprawczyni całego zamieszania, twierdziła, że sama działała pod wpływem złego uroku, dziewczyny nie były do końca przekonane o jej niewinności – w przeciwieństwie do pozostałych uczniów i nauczycieli.

Na początku drugiego semestru nauki wydawało się, że wszyscy w Monster High zdążyli już zapomnieć o tym, iż panna Flapper użyła Szeptactwa, by przejąć kontrolę nad szkołą. Nawet pojawienie się upiornych lalek zagłady i puchatych białych kotów – tradycyjnie uważanych za przynoszące pecha – nie wzbudziło specjalnego poruszenia. Dopiero złowrogie wiadomości i napisy na ścianach, wieszczące nadejście nieznanych sił – mieli to być tajemniczy „oni” – zaalarmowały szkolną społeczność. Mimo to wszelkie podejrzenia zdawały się omijać pannę Flapper szerokim łukiem. Przynajmniej do teraz…

Porywający wiatr, obfita ulewa i rozszczepiające niebo kawalkady błyskawic i gromów huczały nad Salem, pozbawiając okolicę prądu i odcinając straszyceum od reszty świata. By zapewnić swoim podopiecznym choć odrobinę rozrywki, dyrektor Krewnicka zezwoliła na to, by konkurs talentów „Pokaż Pazur” odbył się zgodnie z planem. Jego przebieg został jednak zakłócony w niespodziewany sposób. Punktualnie o dziewiątej wieczorem w szkole pojawił się zombijski kurier z listem, który odczytano na forum: dyrektor Krewnicka została porwana przez normalsów i miała pozostać w niewoli, dopóki wokół Salem nie wyrośnie mur, który skutecznie odetnie miasto!

Przez szkołę przeszła fala strachu i niepewności. Blogerka Spectra Vondergeist zwierzyła się Robecce, Rochelle i Venus z szokujących obserwacji. Wielokrotnie widziała, jak panna Flapper zakradała się na strych. Spectra postanowiła sprawdzić, co znajduje się w tym zapomnianym miejscu. Nie wiedziała, co tam zastanie, ale widok pogrążonego we śnie potwornego pająka zdecydowanie ją zaskoczył.

Odgłos zbliżających się kroków w jednej chwili wytrącił trzy przyjaciółki z zadumy nad wydarzeniami wieczoru.

– Hej! – zawołał chłopięcy głos.

Wysoki i szczupły, lekko przygarbiony Cy Clops wszedł w krąg światła rzucany przez trzymane przez Robeccę, Rochelle i Venus świece, po czym uśmiechnął się nieśmiało. Chłopak towarzyszył dziewczynom w zmaganiach z czarem Szeptactwa i sprawdził się jako zaufany przyjaciel.

– Och, Cy! Wspaniale, że jesteś! – pisnęła radośnie Robecca, rzuciła się jednookiemu na szyję i mocno go przytuliła.

Zwykle alabastrowe policzki chłopaka momentalnie okryły się rumieńcem. Był zadurzony w mechanicznej dziewczynie i nie potrafił tego ukryć.

– Skąd w tobie tyle entuzjazmu? Przecież rozstaliście się najdalej dziesięć minut temu – złośliwie zauważyła Venus.

– Cy, udało ci się namierzyć pannę Flapper? – spytała Rochelle, nerwowo stukając granitowymi szponami w podstawę świecznika.

Kawałki gorącego wosku zaczęły chlapać na lewo i prawo. Cy musiał przykucnąć i zasłonić twarz dłońmi, by uniknąć poparzenia.

– Wybaczcie, ale kiedy ma się tylko jedno oko, naprawdę lepiej pilnować, żeby nic w nie nie wpadło.

– Ach! Je suis desolée!3 To jedna z moich bardziej irytujących gargulich przywar. Przebieram palcami, nawet nie wiedząc kiedy! – kajała się Rochelle.

– Nic się nie stało – zapewnił ją Cy i wyprostował się. – A co do panny Flapper, to widziałem ją w Creepaterii w towarzystwie Jinafire i Skelity.

Jinafire Long, smoczyca z Fanghaju, i Skelita Calaveras, calaca z Heksyku, uwielbiały pannę Flapper, odkąd przekroczyły mury Monster High. Nie było jednak wiadomo, czy po prostu podziwiały pełną niezaprzeczalnego uroku nauczycielkę, czy też trzymało je przy niej coś bardziej złowieszczego, na przykład zaklęcie.

– Jinafire i Skelita są szczerze przerażone wizją inwazji normalsów, więc wydaje mi się, że panna Flapper przez jakiś czas z nimi zostanie – dokończył Cy.

– Dochodzi północ – rzuciła Venus, zerkając na zegarek. – Pora ruszać na strych – dodała i przeszła przez drzwi prowadzące na kamienną klatkę schodową.

Na stopniach leżały rozrzucone przedziwne szkolne parafernalia. Było tu dosłownie wszystko: od starych pucharów sportowych, przez zepsute mikroskopy, po sflaczałe piłki do kościkówki. W odróżnieniu od większości sprzętów zalegających w nieużywanych korytarzach, tych przedmiotów nie pokrywał kurz, tylko delikatne, srebrzyste nitki.

– Przynajmniej w końcu wiadomo, skąd te wszystkie pajęczyny – zauważyła zielonoskóra, rozglądając się dookoła.

– Wydawało mi się très dziwne, że na terenie szkoły jest ich tyle, za to nigdzie nie widać pająków, oczywiście prócz wejścia do naszego dormitorium – dodała Rochelle.

– Nie zapominajcie, że lalki zagłady i te wszystkie wiadomości też były oplątane pajęczymi nićmi – pisnęła Rochelle, potrząsając nerwowo głową. – Jasny gwint, czy straszyceum już zawsze będzie takie stresujące?

– Ten pajęczy potwór z pewnością jest wplątany we wszystkie ostatnie wydarzenia. Pozostaje pytanie, dla kogo pracuje i na kogo tak naprawdę poluje… – zawiesiła głos Venus.

– Myślę, że panna Flapper musi być w to zamieszana, skoro Spectra widziała, jak tu wchodzi – stwierdził Cy, opanowany jak zawsze.

– Pewnie tak, ale czy naprawdę myślicie, że to robota wyłącznie tej dwójki? – analizowała zielonoskóra.

– Ee, Venus? – wyjąkała nerwowo Robecca.

– Słucham?

– Wiesz, nie chcę naciskać, ale jaki właściwie mamy plan? Zamierzamy tak po prostu przedstawić się pajęczemu potworowi i grzecznie poprosić, by wyjaśnił nam, co robi w Monster High? Zapytać, co łączy go z panną Flapper? Dlaczego zostawiał wiadomości, napisy na ścianach i lalki zagłady na terenie szkoły? – wyrzuciła z siebie jednym tchem mechaniczna dziewczyna, praktycznie nie nabierając powietrza pomiędzy pytaniami.

– Technicznie rzecz biorąc, nie mam konkretnego planu – powoli odpowiedziała Venus, robiąc przerwy między kolejnymi słowami. Chciała, by zabrzmiało to możliwie najbardziej obojętnie.

– Pardonnez-moi?4 Możesz powtórzyć? – zawołała stojąca niżej na schodach Rochelle.

– Powiedziałam, że nie mam konkretnego planu – przyznała ponuro Venus.

– Paragraf 80, punkt 7 Kodeksu Etycznego Gargulców mówi o tym, że lider zespołu musi posiadać plan, nim przystąpi do wykonania zadania. Dlatego wnoszę o przerwanie naszych działań, stworzenie planu i wznowienie akcji – zaproponowała gargulica, pokonując kilka schodków i zbliżając się do swej roślinnej przyjaciółki,

– Ile stron liczy ten twój kodeks? Odnoszę wrażenie, że reguluje wszystko, od mycia zębów po oddychanie – mruknęła Venus.

– Ma dokładnie 1714 stron. Twoje podejrzenia są słuszne, rzeczywiście zawiera zarówno sekcję na temat higieny jamy ustnej, jak i prawidłowego wdechu i wydechu – wyrecytowała Rochelle. – Co robimy? Zatrzymujemy się, żeby spisać plan? Mam przy sobie kawałek papieru i długopis, poza tym mam ładny charakter pisma.

– Chcesz coś zapisywać? Chyba nie mówisz poważnie – stęknęła zielonoskóra.

– Gargulce zawsze mówią poważnie, nie zauważyłaś? – wymamrotał pod nosem Cy.

– A jeśli pająk się wścieknie? W gruncie rzeczy nachodzimy go zupełnie niezapowiedziani – martwiła się na głos Robecca. – A może zna sztuki walki? Słyszałam, że pająki mają naturalny talent do dżiu-dżitsu.

– Dżiu-dżitsu? Skąd ty to wytrzasnęłaś? – wybuchła Venus.

– Pająk ma sześć ramion! Jak mam obronić moją…? – Robecca zawiesiła głos. Na jej twarzy malowało się przerażenie. Właśnie przypomniała sobie o swojej mechanicznej pingwinicy. – Penny! Gdzie też posiałam ją tym razem? Mam nadzieję, że nie wsadziłam jej do pralki. Od wirowania okropnie boli ją głowa.

– Penny jest w waszym pokoju w dormitorium razem z Roux i Gryziołem – uspokoił dziewczynę Cy, jednocześnie próbując sobie wyobrazić zwierzątko w pralce.

Ciągle głodna roślina domowa o imieniu Gryzioł, nieustająco szczęśliwy gryf Roux i wiecznie nadąsana mechaniczna pingwinica Penny stanowiły bez wątpienia osobliwe trio.

– Słuchajcie, dziewczyny… i ty, chłopaku. Wiem, że to niebezpieczne, ale jeżeli ten pająk ma coś wspólnego ze zniknięciem dyrektor Krewnickiej, a zdaje się, że zgadzamy się w tych podejrzeniach, to nie ma czasu do stracenia – zarządziła Venus. Stali już u szczytu schodów. Przed nimi rozpościerała się ściana okryta kurtynami z pajęczyn.

Misterne wzory z motywami szkolnego herbu, ptactwa i pnączy pokrywały jedwabiste zasłony wiszące u wejścia na strych.

– Rochelle, przydałyby się nam twoje szpony – zawołała Venus. Pajęczyny były bardzo lepkie.

– Może powinniśmy zapukać? Widział ktoś dzwonek? – bełkotała nerwowo Robecca, bawiąc się swoimi włosami o głębokim odcieniu szafiru.

– Po pierwsze: nie ma tu niczego takiego. To przecież strych. Po drugie: nie da się zapukać w pajęczynę – odparła rzeczowo zielonoskóra.

– Rany Julek, nieźle się nakręciłam, głowa wibruje mi jak szalona – jęknęła mechaniczna potworzyca.

Ostre pazury Rochelle gładko przedarły się przez pajęcze sploty. Z każdym niszczącym ruchem dłoni dziewczyna mrużyła oczy z bólu. Gargulica, zagorzała fanka mody, nawet w najlepszych butikach Przerażancji nie widziała tak fantastycznych wzorów.

Po kilku chwilach, nie przerywając pracy, dziewczyna zniknęła wśród zasłon.

– Widzisz go? – zapytała Venus.

Minęło pięć długich sekund. Nikt jej nie odpowiedział.

– Rochelle? Wszystko w porządku? – zawołała roślinna potworzyca nienaturalnie wysokim głosem. W jej zielonych żyłach zaczęła krążyć adrenalina.

Tym razem również odpowiedziała jej cisza.

1 Bardzo (fr.)

2 To nieprawda (fr.)

3 Tak mi przykro (fr.)

4 Przepraszam? (fr.)

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.