Przestrzeń Zewnętrzna 5. Lewiatan - Jack Campbell - ebook + książka

Przestrzeń Zewnętrzna 5. Lewiatan ebook

Jack Campbell

4,6

19 osób interesuje się tą książką

Opis

„Campbell w genialny sposób łączy military SF i space operę. Nowa misja Geary’ego, tak samo jak misje bohaterów Star Treka, gwarantuje mnóstwo ekscytujących odkryć i eskapad” - Publishers Weekly

Dwa syndyckie systemy gwiezdne padły ofiarą tajemniczej floty kontrolowanej w całości przez sztuczną inteligencję. Geary rozpoznaje wrogie okręty w mgnieniu oka. Są to jednostki opracowane na zlecenie Sojuszu. Miały zapewnić bezpieczeństwo, ale wyrwały się spod kontroli człowieka.

Jeżeli bunt wyjdzie na jaw, wojna między Światami Syndykatu i Sojuszem rozgorzeje na nowo.

Podczas gdy Sojusz stara się ukryć istnienie tzw. ciemnej floty, Geary bezlitośnie ściga wrogie okręty. Niestety bardzo szybko okazuje się, że flota Sojuszu nie jest godnym przeciwnikiem dla armady zawiadywanej przez sztuczną inteligencję.

Z pomocą Tancerzy, jednej z ras Obcych, Geary dociera do tajnej bazy ciemnej floty. Musi dosięgnąć źródła jej potęgi i definitywnie rozprawić się z wrogiem, w przeciwnym razie Sojusz przestanie istnieć.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 459

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Spis serii

1. Nieulękły

2. Nieustraszony

3. Odważny

4. Waleczny

5. Bezlitosny

6. Zwycięski

1. Dreadnaught

2. Niezwyciężony

3. Strażnik

4. Nieugięty

5. Lewiatan

Jeden

Pięć minut do opuszczenia przestrzeni skoku – zameldowała kapitan Tania Desjani ze swojego miejsca obok admirała Johna „Black Jacka” Geary’ego na mostku liniowca Nieulękły. – Wszystkie systemy w maksymalnej gotowości bojowej.

Okręty wojenne znajdujące się pod dowództwem Geary’ego opuściły system Atalia w pościgu za ciemnymi okrętami, które rozpętały tam pandemonium. Nazywali je ciemnymi okrętami, ponieważ ich kadłuby były mroczniejsze od kadłubów większości okrętów wojennych – zapewne dzięki użytym przy ich budowie materiałom zapewniającym im niewykrywalność. Co ciekawe, to nie załogi ciemnych okrętów dopuściły się tych wszystkich okropieństw w Atalii, lecz same ciemne okręty; na ich pokładach zabrakło ludzi, którzy mogliby przejąć kontrolę nad zautomatyzowanymi systemami, pełnymi zabójczych usterek, a może sabotowanymi w ten czy inny sposób przez destrukcyjne oprogramowanie. Mając za sobą zwycięstwo nad Światami Syndykatu, rząd Sojuszu najwyraźniej przestał ufać ludziom, którzy zapłacili wysoką cenę za ten triumf, i zamiast tego zaufał robotom, które zdążyły postawić w ogniu dwa systemy gwiezdne.

Dowodzony przez Geary’ego zespół zadaniowy Tancerz opuścił Varandala w sile dwunastu liniowców, ośmiu ciężkich krążowników, trzynastu lekkich krążowników i dwudziestu pięciu niszczycieli. Liniowiec Sprytny został utracony podczas walk na Atalii; taki sam los spotkał lekki krążownik Lancer oraz niszczyciele Kururi i Sabar. Cztery liniowce, Lewiatan, Smok, Nieugięty i Waleczny, w towarzystwie paru ciężkich krążowników i niszczycieli, pozostały na Atalii, aby nieść pomoc uszkodzonym jednostkom i odzyskać wraki ciemnych okrętów.

Tak więc w grupie pościgowej znalazło się tylko siedem liniowców.

Tyle powinno wystarczyć. Pod warunkiem, że uda im się dogonić te ciemne okręty, które opuściły zdruzgotaną Atalię.

*

– Czy anulowano automatyczne uaktualnienia oprogramowania Nieulękłego? – zapytał Geary.

– Tak jest – potwierdziła Tania, która bywała nieoficjalna, lecz w tych okolicznościach postawiła na służbiste zachowanie, ostrość umysłu i precyzję, czyniące z niej broń w ludzkiej skórze, a wszystko przez ciągnącą się dekadami wojnę z Syndykami. – Moi podwładni mają na wszystko oko. Jeśli zauważą, że coś próbuje przedostać się przez nasze firewalle, bez namysłu wyłączą dany system, po czym obudzą go do życia ponownie z poczynionej dzień wcześniej kopii zapasowej.

– Świetnie – pochwalił Geary. – Paskudna sprawa, że nie możemy ufać własnemu oprogramowaniu.

Tania pokiwała głową.

– Nigdy nie mogliśmy mu w pełni ufać – powiedziała. – I nie chodzi tylko o zwykłe usterki, ale też o destrukcyjne oprogramowanie rozsyłane przez wroga. W gruncie rzeczy godni zaufania są tylko ludzie, którzy pozostają odrębni od maszyn. Tak było, jest i będzie. Dlatego też warto informować o wszystkim podwładnych, ażeby mogli działać, kiedy sztucznej inteligencji coś padnie na mózg.

– Tak było – skorygował Geary, z trudem tłumiąc gniew – do czasu odkrycia ciemnych okrętów.

– To prawda. – Tania nachyliła się bliżej ku niemu i kontynuowała szeptem: – Jeśli te ciemne okręty, które pojawiły się na Varandalu, działały w amoku, podobnie jak na Atalii, możemy mieć problem z powstrzymaniem ich przed wyrządzeniem dalszych szkód. Wyprzedzają nas o prawie dwie godziny. Jeśli w dodatku przyśpieszyły po wyjściu z przestrzeni skoku, powinno być to dla nas sygnałem, że mają wrogie zamiary. A z powodu właściwości, które przejawiają, nikt ich nawet nie spostrzeże, zanim nie będzie za późno.

– Wiem – potaknął Geary, starając się opanować własną frustrację. – Możemy za to podziękować automatycznym uaktualnieniom, które uczyniły ludzi ślepymi na fenomen ciemnych okrętów... Skoro już o tym mowa, czy łaty są gotowe do użycia?

– Tak jest – potwierdziła Desjani. – Kapitanowie tych okrętów Pierwszej Floty, które przebywają na Varandalu, zainstalują łaty na pański rozkaz, ponieważ z głównodowodzącym się nie dyskutuje, ale pozostali, ci, co nie odpowiadają bezpośrednio przed panem, niekoniecznie muszą to zrobić. – Westchnęła. – Będą argumentować, że łaty są nieautoryzowane, w związku z czym trzeba zaczekać, aż przyjdzie rozkaz z góry.

– Cóż... Zakładając, że ciemne okręty, niewykrywalne dla ich systemów, zaczęły już ostrzał, mam pewne podstawy sądzić, iż nawet oni będą skłonni zlekceważyć regulamin w tym punkcie.

– Minuta do wyjścia z przestrzeni skoku – zameldowała porucznik Castries ze swojego stanowiska w tyle mostka.

Geary wbił wzrok w wyświetlacz. Znacznik po jednej stronie był potwierdzeniem, że systemy uzbrojenia Nieulękłego, jak i wszystkich innych jednostek w grupie pościgowej, są gotowe do otwarcia ognia bezzwłocznie po wyjściu z przestrzeni skoku, o ile tylko wykryją w zasięgu rażenia jakiekolwiek ciemne okręty. Z tym że John nie sądził, aby miało się tak stać. Wszystko wskazywało bowiem na to, że procedury wdrażane przez sztuczną inteligencję wroga są identyczne jak te stosowane przez niego. A on w tej sytuacji nie poważyłby się na atak z zasadzki, wiedząc, że przeciwnik dysponuje tak wielką przewagą bojową, jaką teraz posiadał zespół zadaniowy Tancerz.

Black Jack dał się zaskoczyć powrotowi do normalnej przestrzeni. Ledwie zwrócił uwagę na pojawiające się znów w głębi kosmosu gwiazdy i – wciąż oszołomiony przez efekty towarzyszące wyjściu z przestrzeni skoku – spostrzegł, że całe uzbrojenie Nieulękłego pozostało martwe.

Zacisnął powieki, a kiedy je otworzył, skupił wzrok na wyświetlaczu przed sobą.

Zanim zdążył podzielić się z Desjani swoją myślą, kobieta wypaliła:

– Kierują się do wrót hipernetowych!

– Żeby je zniszczyć czy żeby z nich skorzystać? – zastanowił się na głos John. – Tyle dobrego, że nie lecą w głąb systemu z zamiarem destrukcji instalacji i floty.

W przestrzeni nie ma góry ani dołu, wschodu ani zachodu, dzięki którym można by określać kierunek, dlatego ludzie musieli sobie radzić w inny sposób. Każdy system gwiezdny posiada ekliptykę. W jej płaszczyźnie orbitują planety. Jedną stronę tej płaszczyzny nazywano górą, drugą dołem. Ruch w stronę gwiazdy centralnej określano ruchem w prawo, w przeciwną stronę zaś – w lewo. Przyjęte zasady były proste, ale działały, pomagając kapitanom okrętów znaleźć punkty odniesienia w przestrzeni, w której jednostki dowolnego zgrupowania mogły znajdować się w stosunku do siebie pod dowolnym kątem.

Ciemne okręty, które uciekły z Atalii – dwa liniowce, jeden ciężki krążownik i pięć niszczycieli – znajdowały się na lewo od okrętów Geary’ego i kierowały się w dół ze stałą prędkością .2 świetlnej, zmierzając do wrót hipernetowych, które wisiały w przestrzeni sześć godzin świetlnych od punktu skoku.

– Mają nad nami trzygodzinną przewagę – stwierdziła Desjani. – Nie uda nam się ich dogonić. Trzymajmy kciuki, żeby to była ucieczka. No i żeby w amoku nie uznali wrót hipernetowych za wroga.

– Sygnał nadawany przez wrota wskazuje, że mechanizm chroniący przed kolapsem działa – zameldował porucznik Yuon, odpowiedzialny na mostku za systemy uzbrojenia.

– Dziękuję, poruczniku. Wiedząc to, możemy mieć pewność, że nawet jeśli ciemne okręty zaatakują wrota, nie musimy się martwić eksplozją na miarę supernowej... – Tania przeliczyła coś szybko. – Dotrą na miejsce za jakieś dwadzieścia siedem godzin. Przy wrotach stacjonują dwa niszczyciele. Może... A niech to! Na Varandalu mamy tylko parę niszczycieli i lekkich krążowników. Nie wiem, czy uda im się przejąć ciemne okręty.

– Sprawa jest przesądzona. Nie przejęłyby ich nawet wtedy, gdyby je widziały. – Geary pokręcił głową. – Skoro nie damy rady ich złapać, zawsze możemy uczepić się ich ogona. – Sięgnął do komunikatora. – Do wszystkich jednostek w zespole zadaniowym Tancerz. Przyśpieszenie do .25 świetlnej, dół zero trzy stopnia, lewo dwa i pół stopnia. Wykonać natychmiast.

– Będziemy ich gonić przez hiperprzestrzeń? – zapytała Desjani.

– Tak, jeśli będziemy musieli – odparł Geary. – Musimy odkryć ich bazę, gdziekolwiek się znajduje. – Sprawdził stan ogniw paliwowych na wszystkich swoich okrętach i westchnął ze złością. – Gdy to nastąpi, będę potrzebował niszczycieli. Tymczasem niedługo zabraknie im paliwa... No dobrze, odezwijmy się do mieszkańców tego systemu – dodał ponurym głosem. Zdążył bowiem zauważyć, że wszystkie systemy obronne, wszystkie instalacje i okręty wojenne znajdują się w stanie gotowości, mimo że wojna z Syndykami się skończyła. – Dlaczego oni nie przeszli w tryb spoczynku, typowy dla pokoju? – zapytał mrukliwie.

– Ty jeden pamiętasz, co to pokój, John – przypomniała admirałowi żona. – Poza tym... jeśli atak ciemnych okrętów na system Indras sprawi, że Syndycy odpowiedzą ogniem, cały pokój weźmie w łeb, zanim ludzie zdążą zrozumieć, czym naprawdę jest.

– Mam nadzieję, że się mylisz. Zresztą gdy zaatakują nas Syndycy, przynajmniej będziemy ich widzieć.

Nawet doświadczywszy na własnej skórze tego, jak destrukcyjne oprogramowanie uczyniło okręty Sojuszu ślepymi na wroga, Black Jack w dalszym ciągu miał kłopoty z przyjęciem do wiadomości, że nikt, kto mieszka w tym systemie gwiezdnym, nie domyśli się nawet, że przelatuje przezeń przeciwnik. Gwoli ścisłości, instalacje obronne znajdowały się zbyt daleko, aby mogły zauważyć choćby normalne okręty, takie jak flota Geary’ego. Światło porusza się z prędkością zaledwie osiemnastu milionów kilometrów na minutę, co oznacza, że przy dystansach w obrębie systemu gwiezdnego liczonych w setkach milionów czy wręcz miliardów kilometrów, nawet jemu chwilę zajmuje dotarcie w pewne miejsca.

Oczywiście bliższe instalacje, bliższe okręty, te trzymające się tego skraju systemu, powinny do tej pory namierzyć wroga. To znaczy – zakładając, że ich oprogramowanie nie zostało zhakowane.

– To, co zamierzasz, poskutkuje chaosem – zauważyła na boku Desjani.

– Wiem – powtórzył. – Czy w takim razie odradzasz mi takie postępowanie?

– Nie. – Uśmiech miała zaciekły. – Wprost nie mogę się doczekać...

Geary odpowiedział lakonicznym uśmiechem, całkowicie pozbawionym wesołości, po czym spoważniał, sięgnął do komunikatora i rozpoczął nadawanie wiadomości, którą przygotowywał przez całą podróż w przestrzeni skoku, odkąd opuścili Atalię.

– Do wszystkich jednostek Pierwszej Floty! W waszym systemie gwiezdnym pojawiły się wrogie siły, których nie dostrzegacie z tego powodu, że wasze oprogramowanie zostało zhakowane. Nie są to... powtarzam: nie są to okręty Enigmów. Prawdopodobnie mamy do czynienia z w pełni zautomatyzowanymi jednostkami, które nie przeszły w stan spoczynku, wydostając się spod kontroli dowództwa.

Zamilkł na dłuższą chwilę, aby jego słowa dobrze zapadły w pamięć słuchającym.

– Starliśmy się z tymi siłami na Atalii, gdzie zaatakowały one Sojusz bez ostrzeżenia i bez powodu, przy czym ucierpiały nie tylko jednostki wojskowe, ale także cywilne. Straty w ludziach były ogromne, w tym również wśród marynarzy i żołnierzy. Zespół zadaniowy, którym dowodzę, ściga rzeczone wrogie jednostki, obecnie kierujące się do lokalnych wrót hipernetowych. W oparciu o doświadczenia z systemów Indras i Atalia można wnioskować, że każda jednostka Sojuszu, która stanie im na drodze, zostanie ostrzelana i zniszczona. – Wykonał ruch dłonią. – Równolegle przesyłam łaty, które macie wprowadzić do systemów swoich okrętów. Aby były skuteczne, musicie dezaktywować automatyczne uaktualnienia. Pamiętajcie, nie autoryzujcie żadnych innych, zanim nie wydam wyraźnego pozwolenia. W chwili obecnej wszystkie wasze systemy zawierają destrukcyjne oprogramowanie, które czyni was ślepymi na wroga. Gdy skończycie instalować łaty, prześlemy wam wszystkie dane, w których posiadaniu jesteśmy. Możemy to zrobić dopiero wtedy, ponieważ teraz zgodnie z zamysłem hakerów każda informacja o wrogich okrętach zostałaby wytropiona i unicestwiona. Łaty, o których mówię, mają moją autoryzację jako głównodowodzącego Pierwszą Flotą. Mówił admirał Geary, bez odbioru.

Skończył mówić, ale nie na długo. Moment później rozbrzmiała następna wiadomość.

– Do Moździerza i do Serpentyny, mówi admirał Geary. Do waszej pozycji zbliżają się wrogie okręty w przeważającej sile. Nie zobaczycie ich, dopóki nie użyjecie przesłanych właśnie przeze mnie łat, które mają sobie poradzić z destrukcyjnym oprogramowaniem wprowadzającym zamęt w waszych systemach. Rozkazuję wam przyśpieszyć do .2 świetlnej i podczas instalowania łat kierować się na stację Ambaru. Wykonać bezzwłocznie. – Wyłączył komunikator i zwracając się do Tani, dodał: – Dzięki temu nie będzie ich w pobliżu, gdy ciemne okręty dotrą do wrót.

– Zakładając, że wykonają rozkaz – odparła. – I że nie zawrócą natychmiast po zainstalowaniu łat. O ile je zainstalują. Te dwa niszczyciele nie należą do Pierwszej Floty, tylko do lokalnych sił obrony.

– Wiem.

– Tymczasem właśnie powiadomiłeś ich kapitanów o nadlatującym wrogu – kontynuowała myśl Desjani. – Wątpliwe, aby postanowili uciec.

– Nie sugerowałem ucieczki – upierał się przy swoim Geary. – Mają tylko udać się ku jednej z systemowych instalacji, czekając, aż łaty przywrócą wzrok ich systemom.

– Na jedno wychodzi – powiedziała Tania. – Jeżeli mają usłuchać, rozkaz powinien im wydać admirał Timbale. Stacja Ambaru znajduje się w chwili obecnej trzy i pół godziny świetlnej od nas i około pięciu godzin świetlnych od obu niszczycieli, co oznacza, że jeśli Timbale zareaguje wkrótce po tym, jak otrzyma od nas ostrzeżenie, czasu powinno wystarczyć.

– Natychmiast skontaktuję się z Timbale’em – oznajmił Geary i zrobił użytek z komunikatora. – Admirale – odezwał się z napięciem w głosie – mówi admirał Geary. Informuję pana, że w przestrzeni pojawiły się wrogie siły, których nasze systemy nie widzą ze względu na zainstalowane w nich zdalnie destrukcyjne oprogramowanie. Tymczasem siły te, na które składają się liniowce, ciężkie krążowniki i niszczyciele, zadały poważne straty systemowi Indras. Syndyckie władze tego systemu winią o atak Sojusz. Należy jak najprędzej wysłać statki kurierskie do siedziby naczelnego dowództwa, jak również do przyległych systemów, z ostrzeżeniem, że Sojusz może się spodziewać działań odwetowych ze strony Syndyków. Te same wrogie okręty przyczyniły się do licznych strat w ludziach i mieniu w systemie Atalia, a także niesprowokowane w żaden sposób zaatakowały patrolowiec pilnujący Atalii, unicestwiając go bez ostrzeżenia. Atak dotknął także okręty pozostające pod moim dowództwem, mianowicie jeden liniowiec, lekki krążownik i dwa niszczyciele, co nie znaczy, że nie ucierpiała też reszta mojej floty. Mam powody, by wierzyć, że wrogie okręty są całkowicie zautomatyzowane, bez jednego człowieka na pokładzie. Ponadto cechuje je bogate uzbrojenie i niezwykła sterowność. Obecnie przemierzają ten system w drodze do wrót hipernetowych. Ścigam je z myślą o ponownym związaniu walką. Zdążyłem poprosić oba niszczyciele stacjonujące przy wrotach, aby zmieniły swoją pozycję, nie mogę mieć jednak pewności, czy postąpią zgodnie z moim rozkazem. Równolegle przesyłam łaty, dzięki którym pańskie systemy dostrzegą wrogie jednostki i odnotują je w swoich bazach danych. Mówił admirał Geary, bez odbioru.

Opadł na oparcie fotela i poczuł, jak Nieulękły przyśpiesza w pościgu za ciemnymi okrętami. Black Jack wiedział, że podległe mu okręty idą w ślady okrętu flagowego. Pozostało tylko oczekiwanie. Odległości w przestrzeni były zbyt duże, aby mógł zrobić coś, co by uczyniło różnicę. Czekał zatem na reakcję na swoje komunikaty, którym dotarcie do celu zabierze godziny, po czym tyle samo czasu zajmie przesłanie odpowiedzi.

– Przynajmniej w obrębie floty nie ma żadnych niespodzianek – obwieściła Desjani, ze zmarszczonym czołem wpatrując się w wyświetlacz. – Nie utraciliśmy po drodze ani jednego okrętu.

Geary się skrzywił.

– Wszystkie nadal przesyłają raporty o gotowości, niewiele mające wspólnego z rzeczywistością. Muszę się przekonać, w jakim naprawdę są stanie i czy podwładni kapitana Smythe’a poradzili już sobie z większością uszkodzeń powstałych w czasie walki.

– Wydarzenia na Atalii poskutkowały dalszymi zniszczeniami – przypomniała Tania. – Albo mówiąc wprost: ciemne okręty spowodowały wiele dalszych zniszczeń.

Geary skinął głową, nie odrywając spojrzenia od wyświetlacza.

– Smythe niepokoił się, jak poradzi sobie Sprytny, na którego systemach admiralicja chciała zaoszczędzić. Całkiem słusznie się niepokoił. Kto buduje okręt wojenny, idąc na łatwiznę?

– Po stuleciu wojny Sojusz był wyprany ze wszelkich funduszy – powiedziała Desjani.

– Nadal jest z nich wyprany! A jednak znalazł środki na budowę tych przeklętych ciemnych okrętów, które... niewykluczone... właśnie rozpętały kolejną wojnę.

Posłała mu spojrzenie, to, którego tak nie lubił. W jej oczach dostrzegł pewność, że Black Jack poradzi sobie z wszelkimi przeciwnościami – w odróżnieniu od zwykłych ludzi.

– Zdołasz go ocalić.

Wiedział, co jego żona ma na myśli. Chodziło jej o Sojusz.

– Taniu, jak ja... jak ktokolwiek może ocalić Sojusz? On przecież przerasta każdego człowieka, mężczyznę czy kobietę.

– Na pewno nie przerasta Black Jacka. Albowiem w oczach większości ludzi Black Jack i Sojusz to jedno. Powrócił z martwych, kiedy go najbardziej potrzebowaliśmy...

– Nie byłem martwy!

– Technicznie biorąc, nie – przyznała Desjani. – Odnoszę się tutaj do legend i wierzeń. – Odchrząknęła. – Black Jack pokazał nam też, jak daleko odeszliśmy od ideałów głoszonych przez naszych przodków. A co najważniejsze, rozgromił Syndyków. – Uniosła na niego spojrzenie spod opuszczonych rzęs. – Chyba nie będziesz z tym polemizował, John?

Obruszył się.

– Jeszcze nigdy nie wygrałem z tobą żadnej kłótni.

– Słucham twoich rozkazów – powiedziała. – Ale zapytana o zdanie, mówię, co myślę, prosto z mostu. Obecnie uważam, że Black Jack zdoła ocalić Sojusz. Być może przez te wszystkie lata, gdy spałeś zamrożony dla własnego dobra i ludzkość uznawała cię za poległego bohatera wszech czasów, faktycznie rozmawiałeś z przodkami i żywym światłem gwiazd? Być może nadal tak jest?

– Miejmy nadzieję – skwitował. – Aczkolwiek jedyne, co słyszę w tym momencie, to że Black Jack nie poradzi sobie z takim zadaniem sam. Ocalenie Sojuszu to nie robota dla jednego człowieka, tak samo jak nie było nią pokonanie Syndyków. Do tego trzeba wielu mężczyzn i kobiet. Nawet Black Jack bowiem, nawet Black Jack, w którym tyle osób pokłada nadzieję, nie jest cudotwórcą. Będzie mu potrzebna pomoc.

– Możesz na nią liczyć.

– Wiem. – Mimo dręczących go obaw Geary zdołał się uśmiechnąć do żony. – Być może jestem nadzieją ludzkości, ale byłbym nikim, gdyby nie ludzie tacy jak Tania Desjani, która stoi u mojego boku bez względu na wszystko.

*

Wiadomości poruszały się w pustce kosmosu z prędkością światła, znacznie szybciej niż okręty budowane przez ludzi, lecz i tak w ślamazarnym tempie, biorąc pod uwagę czas, który był potrzebny na ich podróż od nadawcy do odbiorcy. Dopiero po sześciu godzinach zaczęły nadchodzić pierwsze odpowiedzi z pokładów okrętów wojennych pozostawionych przez Geary’ego w systemie Varandal. Zaskoczeni kapitanowie meldowali, że instalują łaty, ale chcieliby wiedzieć, o co właściwie chodzi.

Biorąc pod uwagę pozycję Dreadnaughta, aż siedem godzin czekali na odpowiedź kapitan Jane Geary, pod której dowództwem znajdowała się część Pierwszej Floty pozostawiona przez admirała.

– Cieszę się, że pan wrócił, choć nie rozumiem, co się stało. – Takie były jej słowa powitania. – Właśnie instalujemy łaty oprogramowania, choć niektóre jednostki meldują o rzekomym rozkazie admirała Timbale’a, który zabronił im tego robić. – Potrząsnęła głową. – Osobiście nie otrzymałam od niego żadnej wiadomości, co jest dziwne, ponieważ wcześniej kontaktował się ze mną zawsze wtedy, gdy w grę wchodziła Pierwsza Flota. Poprosiłam admirała o wyjaśnienie, zarazem polecając wszystkim jednostkom zastosowanie się do pańskich rozkazów. Powinien pan też wiedzieć, że inspektorzy rządowi przepytali mnie w sprawie prowadzonych napraw. Powiedziałam, co wiedziałam, to znaczy, że wszystkie naprawy są niezbędne, a fundusze przekierowywane są właściwymi kanałami. Po szczegóły odesłałam ich do kapitana Smythe’a. Mówiła kapitan Jane Geary, bez odbioru.

– Smythe się ucieszy, że ma z powrotem porucznik Jamenson – zauważyła Desjani, ledwie zniknął obraz Jane Geary.

– Porucznik Jamenson sporządziła wiele raportów na rozkaz Smythe’a – potwierdził John. – To zdumiewająca kobieta. Potrafi wszystko niesamowicie zamotlać, zarazem czyniąc to zgodnie z regulaminem. Gdybym miał coś do ukrycia, chciałbym mieć ją wśród swojego personelu. Niemniej Jane nie minęła się z prawdą: te naprawy są konieczne, a wszystko odbywa się zgodnie z regulaminem. Twórcy tego regulaminu może nie przewidzieli, że postąpimy w ten sposób, ale tak czy owak nie złamaliśmy ani jednej zasady.

Tania uśmiechnęła się półgębkiem.

– Gdyby regulamin zakazywał motlania wprost, naczelne dowództwo raz-dwa stanęłoby przed sądem.

Geary nie odpowiedział uśmiechem. Ani na moment nie spuszczał wzroku z wyświetlaczy stanowiska dowodzenia. Trzy godziny dalszej podróży – mówiąc inaczej, trzydzieści minut świetlnych, które wciąż dzieliły ich od ciemnych okrętów – dłużyły się straszliwie, tym bardziej że z góry było wiadomo, iż nie mają szans na przechwycenie wroga, zanim ten umknie z systemu. Gdyby przeciwnik jednak postanowił zawrócić i walczyć, Black Jack rozprawiłby się z nim bez trudu, co niestety nie miało znaczenia, skoro ścigane okręty z każdą chwilą były bliżej wrót hipernetowych.

– Taniu, muszę się odwołać do twojej intuicji.

– To główny powód, dla którego tu jestem. – Z pewną siebie miną wskazała wyświetlacze, po czym zapytała: – Zastanawiasz się, czy powinniśmy ruszyć w pościg za ciemnymi okrętami, jeśli wykonają skok?

– Tak. – Milczeniem pominął fakt, że znów czyta w jego myślach jak w otwartej księdze. W tych okolicznościach jego niezdecydowanie było bardziej niż zrozumiałe. – Wiemy, że budowana przez rząd w sekrecie flota miała się składać z dwudziestu krążowników i takiej samej liczby liniowców. Na Atalii zniszczyliśmy cztery krążowniki, aczkolwiek tylko dzięki temu, że mieliśmy przewagę dwa do jednego. Jeżeli te uciekające ciemne okręty wracają do bazy, lecąc za nimi, możemy wpaść na resztę ich floty.

– O tym samym pomyślałam – oznajmiła Desjani. – Inna moja myśl była taka, że podobne starcie okazałoby się dla nas raczej nieprzyjemne. Czy w ogóle stać nas na takie ryzyko?

Geary posłał jej zdziwione spojrzenie.

– Ty o to pytasz?

– Tak, ja o to pytam. Ktoś, kogo oboje dobrze znamy, powiedział mi raz, że rzucanie się w wir walki bez względu na szanse wygranej można nazwać czasami odwagą, a czasami głupotą. To zależy... Zgadzam się, że powinniśmy zlokalizować ich bazę. Która może być dosłownie wszędzie, biorąc pod uwagę, że destrukcyjne oprogramowanie uczyniło nas ślepymi i głuchymi na ciemne okręty. Może nawet na Jedności, gdzie rząd wedle swego mniemania byłby w stanie zapewnić tej flocie najlepszą ochronę.

– Nie wydaje mi się... – powiedział wolno Geary. – Ciemne okręty mogą być niewidoczne w przestrzeni, lecz w dokach, gdzie by je naprawiano, konserwowano i uzupełniano by im zapasy paliwa i pocisków, na pewno dałyby się niektórym zauważyć. A ludzie ci, jak to ludzie, wygadaliby się przed innymi ludźmi z innych systemów.

– Twierdziłeś, że nie wzniesiono żadnych nowych instalacji.

– Tak utrzymywał kapitan Smythe. Jedyne, co mogliśmy zrobić, by to potwierdzić, to prześledzić ruch pieniędzy. Z naszego wywiadu wynika, że budowaniu nowej floty nie towarzyszyła budowa nowych instalacji. To przesądza, że baza musi się znajdować gdzieś, gdzie jej nie widać. Pytanie gdzie?

Desjani się skrzywiła.

– Dowiemy się, jeśli nie spuścimy ich z oka. Powiedziałabym więc raczej, że pytanie brzmi: ile okrętów za nimi posłać. Czy wszystkie, mimo że wiemy, jak to prawdopodobnie się skończy? A może tylko jeden, z rozkazem, aby się na miejscu rozejrzał, po czym błyskawicznie wrócił? Osobiście doradzałabym odczekać, aż będzie wiadomo, dokąd się kierują dzięki wrotom. Jeśli w jedno określone miejsce, najprawdopodobniej będące ich bazą, nie będzie potrzeby śledzić ich na bieżąco. Ale jeżeli na punkt docelowy wybiorą rozległy system, na przykład w rodzaju Jedności, nie będziemy mieli innego wyjścia, jak ich ścigać. Nie możemy pozwolić, aby dzięki dysfunkcji systemów siały znów spustoszenie.

– Zgadzam się z tobą całkowicie – powiedział Geary. – Masz bowiem rację. Możemy spokojnie założyć, że punkt docelowy jest ich bazą, o ile będzie chodzić o miejsce odosobnione, słabo zaludnione, gdzieś na rubieżach, do niedawna stanowiące pierwszą linię obrony przed Syndykami. Powiedzmy Yokai, który to system przekształcono w Specjalną Strefę Obrony, gdzie cywile nie mają czego szukać, bo jeszcze by za dużo zobaczyli. Wszystko inne, jako niejasne, nie ułatwi nam podjęcia decyzji.

– Całe szczęście, że mamy Black Jacka – oświadczyła Tania. – On będzie wiedział, co należy zrobić.

– Bardzo zabawne. – Zerknął na wyświetlacz, gdzie sytuacja nie uległa zmianie. – Serpentyna i Moździerz powinny były ruszyć się z miejsca do tej pory.

Desjani potrząsnęła głową.

– Mówiłam ci, że tego nie zrobią. Kazano im pilnować wrót i będą to robić, na miłość przodków. Nie przestraszy ich jakiś tam niewidzialny wróg. Poza tym tak jak Jane Geary uważam, że otrzymali rozkaz, rzekomo od admirała Timbale’a, który zabronił im korzystania z łat.

Geary skupił wzrok na żonie.

– Obydwie wyraziłyście się tak samo. „Rzekomo”. Dlaczego?

Desjani milczała przez chwilę, marszcząc czoło.

– Wolałabym nie poddawać krytyce działań starszego stopniem...

– Nigdy tego nie robisz.

– A to dobre! – Roześmiała się szczerze. – Usłyszeć coś podobnego z twoich ust... Wracając do tematu. Nie wierzę, aby admirał Timbale przesłał taki rozkaz tym dwóm niszczycielom, ponieważ całe jego wcześniejsze postępowanie świadczy o tym, że jest godnym zaufania oficerem i twoim poplecznikiem. Poparł zdanie Black Jacka więcej niż raz, mimo że nadstawiał przy tym karku, ryzykując własną karierę. W dodatku nie jest wtajemniczany we wszystko, abyś ty mógł mieć wolną rękę w razie czego. Dlaczego miałby kazać twoim podwładnym, żeby zignorowali twoje polecenie?

– Nie widzę powodu – przytaknął John, spoglądając na podłokietniki swego fotela na stanowisku dowódcy. – Niemniej systemy biometryczne stanowiące część każdego komunikatora pilnują, by wiadomość nadana w imieniu danej osoby faktycznie od niej pochodziła.

– A nasze systemy widzą wszystko – podchwyciła Tania. – Tyle że nie do końca. Bo ktoś, kto stoi za ciemnymi okrętami, postanowił się chronić, ingerując w system łączności floty. Nie byłby to pierwszy raz.

– Słuszna uwaga. – Geary kiwnął głową. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w wyświetlacze, rozważając liczne opcje, z których większość kończyła się spalonym mostem. – Ów ktoś sądzi, że jest w prawie. Że wszystkie jego czyny są usprawiedliwione. Bo skoro zasabotował systemy łączności na własnych okrętach, czemu nie miałby pójść o krok dalej, aby mieć pewność, że nikt się o tym nie dowie?

Tania skinęła głową, w jej oczach czaił się gniew.

– Co zamierzasz zrobić?

– To, co trzeba – odparł, sięgając do komunikatora. – Do Moździerza i Serpentyny, mówi admirał Geary. Mój stopień i sytuacja kryzysowa pozwalają mi na wydanie wam bezpośrednich rozkazów. Przyśpieszyć do .2 świetlnej i kierować się do stacji Ambaru. Powtarzam: to rozkaz wydany w obliczu sytuacji kryzysowej i podparty stanowiskiem głównego dowódcy Pierwszej Floty. Czekam na potwierdzenie jego otrzymania i bezzwłoczne wykonanie.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

COPYRIGHT © 2015 BY John G. Hemry jako Jack Campbell COPYRIGHT © BY Fabryka Słów sp. z o.o., LUBLIN 2020 COPYRIGHT © FOR TRANSLATION BY Robert J. Szmidt, 2019

TYTUŁ ORYGINAŁU The Lost Fleet: Beyond The Frontier: Leviathan

WYDANIE I

ISBN 978-83-7964-533-6

Wszelkie prawa zastrzeżone All rights reserved

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

PROJEKT I ADIUSTACJA AUTORSKA WYDANIA Eryk Górski Robert Łakuta

PROJEKT OKŁADKI BLACK GEAR Paweł Zaręba

ILUSTRACJA NA OKŁADCE Ivan Khivrenko Aleksandrovich

REDAKCJA Urszula Gardner

KOREKTA Katarzyna Bagier

SKŁAD WERSJI ELEKTRONICZNEJ [email protected]

SPRZEDAŻ INTERNETOWA

Zamówienia hurtowe Dressler Dublin sp. z o.o. ul. Poznańska 91 05-850 Ożarów Mazowiecki tel. (+ 48 22) 733 50 31/32 www.dressler.com.pl e-mail: [email protected]

WYDAWNICTWO Fabryka Słów sp. z o.o. 20-834 Lublin, ul. Irysowa 25a tel.: 81 524 08 88, faks: 81 524 08 91www.fabrykaslow.com.pl e-mail: [email protected]/fabrykainstagram.com/fabrykaslow