Wydawca: My Book Kategoria: Poezja i dramat Język: polski Rok wydania: 2008

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Pryzmaty myśli - Lucyna Siemińska

Myśli zwykle podążają własnymi ścieżkami. Tworzą zawiłe labirynty, trudne do rozsupłania węzły w poszukiwaniu innych, może lepszych rozwiązań codziennych spraw. Czasem załamują się po przejściu przez swoistego rodzaju pryzmaty. Wszystko po to, aby na nowo rozpocząć wędrówkę sobie tylko właściwą tęczą.

Pryzmaty myśli to kolejny, po Bliżej i Latawcom nie potrzeba skrzydeł, tomik wierszy Lucyny Siemińskiej, bydgoskiej poetki.  Wiersze opatrzył komentarzem Tadeusz Dudek.

Opinie o ebooku Pryzmaty myśli - Lucyna Siemińska

Fragment ebooka Pryzmaty myśli - Lucyna Siemińska

Lucyna Siemińska
Pryzmaty myśli
© Copyright by Lucyna Siemińska 2008
ISBN 978-83-7564-142-4
Wydawnictwo My Bookwww.mybook.pl
Publikacja chroniona prawem autorskim.Zabrania się jej kopiowania, publicznego udostępniania w Internecie oraz odsprzedaży bez zgody Wydawcy.

MOŻNA I TAK

W wygodnym fotelu

jak w zwinnym canoe

płyniesz wraz z nurtem Amazonki

w meandrach myśli tropikalny las

anakonda połyka krokodyla

nie potrzebujesz aż tak wiele

może tylko paluszki i keks.

Na południu Afryka

Sahara sypnęła piachem w oczy

nie pomogą pustynne róże

sucho w gardle i tylko w oazach

daktylowe palmy kłaniają się

tamaryszkom fatamorgana

mineralna pod ręką jak dobrze.

Parę kartek na wschód

chiński mur można ominąć

gorzej z Himalajami i Żółtą Rzeką

stożki wulkanów wznoszą się

wysoko nad ryżowe pola

feng shui i chińskie pałeczki

sprzyjają medytacji przy herbacie.

Daleko do polarnego koła

psie zaprzęgi bez rozkładu jazdy

gdzie Antarktyda a gdzie Arktyka

na skróty przez spis treści wracasz

topnieją kostki lodu w centrum

gdzieś pomiędzy biegunami

bujanego fotela.

ŚLADAMI PODĄŻAM

Jeszcze starożytna agora

tętni hałaśliwym nawoływaniem

brzękiem glinianych dzbanów

wypełnionych po brzegi

słońce południa przegląda się

w wodzie i winie w misach

pełnych dojrzałych owoców.

Jeszcze wiatr rozwiewa

szaty Sokratesa stare znoszone

wypłowiałe modzie na przekór

ponoć nie one zdobią

wszak przeszkadzają niektórym

może nawet samej

Atenie Partenos na Akropolu.

Odwróciła głowę z niesmakiem

chyba nie słyszy słów ironii

echem uśpionych w kamieniach

potem już tylko w Wieży Wiatrów

logicznego dążenia do prawdy

cnotliwą drogą sumienia

aż po kielich cykuty.

Jeszcze przysiądę na chwilę

poprawię rzemyki sandałów

dotyk dłoni zostawię na wieczność

grosz sofistom na szczęście rzucę

i słowami Norwida

o twoją winę zapytam

wciąż nie rozumiejąc dlaczego.

NIEPRZEBRZMIAŁE ECHA

wieczór w Pompejach

cieniem wulkanu się ściele

porośniętego oliwkami i winoroślą

wiatr cicho zawodzi w kolumnadach

wymiatając z atrium piach

dzisiaj pusto na forum

w amfiteatrze tylko wolne miejsca

spektakl gwałtownie przerwany

krzykiem grozy zapisał się w twarzach

na wieki

tańczący faunie

ty znasz zakończenie

kiedy zastygły jęzory ognia

dziko stężałe w żądzy niszczenia

tuman popiołu wypełnił szczeliny

jednym dachem nad miastem się zamknął

by już nigdy więcej

na kamiennej bryle

podciągam kolana pod brodę

Pliniuszu przeczytaj list

raz jeszcze

W PRACOWNI

rzucił kubkiem o ścianę

w gniewie nagle wezbranym

nad surowym kamieniem

zbyt twardym lub zbyt tępym

by poddać się dłoni mistrza

krople wody znaczyły ślad

wilgotnymi wstęgami

związanymi niechlujnie

w obwisłe kokardy

piła chciwie w rytm przekleństw

zagrzewana okrzykami z palestry

może zdąży przed żarem słońca

przed wzrokiem jak grom

hartowany szorstkością

przyglądał się z narożnika

z prawem własności

wyrytym wbrew dumie

z urazą zachowaną na wieki

ostrożnie odkładam pióro

za oknem deszcz

szeptem powtarza starą historię

nikt tam nie ćwiczy zapasów

rozgrzewam dłonie

o filiżankę kawy

ustami dotykam brzegów

pocieram złocone uszko

jakaś ty piękna

PRZED POMNIKIEM NIKIFORA

W akwarelach świat cały

na tekturze skrawkach papieru

czystych kartek wciąż zbyt mało

i nie zawsze w zasięgu ręki

w tej jednej ulotnej chwili

gdy obrazami nawiązuje kontakt.

Pieprzony dziwak

na kamiennej ławce w półsiadzie

bełkocze coś mamrocze pod nosem

i nie rozumie go nikt

jakby głuchy niespełna rozumu

uparcie maluje naiwne obrazki

odrażające prymitywem