Wydawca: Amber Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2014

Proś mnie o co chcesz. Tom 2: Dopóki jestem ebook

Megan Maxwell

4 (2)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 303 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Proś mnie o co chcesz. Tom 2: Dopóki jestem - Megan Maxwell

Młody i władczy szef wciągnął piękną sekretarkę w niewyobrażalny dla niej dotąd świat śmiałych erotycznych gier. Lecz nie wyjawił jej prawdy o sobie…

Eric wyjechał. Nie dzwoni. Nie odpowiada na maile. A Judith wie już, że pragnie tylko jego. I że jest gotowa spełnić każdy jego kaprys, każde żądanie…

 

Nagle Eric wraca. Jego pocałunki nie pozostawiają wątpliwości, że tęsknił za Judith tak jak ona za nim. Jak przyjmie jej wyznanie - wytatuowane na ciele, przeznaczone tylko dla jego oczu? Czy odkryje przed nią wreszcie, co go dręczy?

Opinie o ebooku Proś mnie o co chcesz. Tom 2: Dopóki jestem - Megan Maxwell

Fragment ebooka Proś mnie o co chcesz. Tom 2: Dopóki jestem - Megan Maxwell

Korekta

Hanna Lachowska

Halina Lisińska

Zdjęcie na okładce

© Elena Zidkova/Shutterstock

Tytuł oryginału

Pídeme lo que quieras

Copyright © Megan Maxwell, 2012

Copyright © Editorial Planeta, S.A., 2012

All rights reserved.

For the Polish edition

Copyright © 2014 by Wydawnictwo Amber Sp. zo.o.

ISBN 978-83-241-5067-0

Warszawa 2014. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-952 Warszawa, ul. Wiertnicza 63

tel. 620 40 13, 620 81 62

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

Rozdział 1

W poniedziałek zaczyna się nowy tydzień. Fernando się nie odzywał, za co właściwie jestem mu wdzięczna. Za każdym razem, kiedy pomyślę sobie, co zrobiłam, ogarnia mnie wstyd. Jestem wstrętną świnią. Wykorzystałam słabość, jaką do mnie czuje, a kiedy zdobyłam to, co chciałam, zostawiłam go, nie przejmując się jego uczuciami.

Sprawdzam pocztę tysiąc razy, dwa tysiące, trzy, ale Eric nie odpisuje. Odpowiedzią jest jego milczenie, które mnie jeszcze bardziej wkurza. Nie ma wątpliwości, że nic dla niego nie znaczę. Byłam dla niego jeszcze jedną zdobyczą i muszę się z tym pogodzić. Jestem debilką!

Zjawia się moja szefowa i dziś jest wyjątkowo bezczelna. Miguel próbuje mnie od niej uwolnić w najlepszy sposób, jaki zna. Seks! Ja udaję głupią i zachowuję się tak, jakbym o niczym nie wiedziała. Właściwie jestem Miguelowi wdzięczna za to, że ją czymś zajmuje.

Dni mijają, tatuażu prawie już nie czuję. Przestrzegałam wszystkich wskazówek Nacho, nadal noszę opatrunek, który mi założył.

W dalszym ciągu nie mam wiadomości od Erica.

Szefowa, jak zwykle, jest strasznie sympatyczna. Zarzuca mnie pracą aż do ostatniego dnia, a ja, jak na dobrą pracownicę przystało, ją wykonuję. Jeżeli czegoś nauczył mnie ojciec to właśnie tego, żeby nie zostawiać nic niedokończonego.

W czwartek umawiam się ze znajomymi na piwo. Jest z nami Nacho, pyta o mój tatuaż. Tylko on o nim wie i nie chcę, żeby dowiedział się ktoś więcej. Umawiam się z nim na piątek w jego studio, żeby go obejrzał.

Nareszcie piątek!

Za kilka godzin zaczynam urlop.

Eric nadal nie dał znaku życia ani nie napisał o wyjeździe na delegację, więc temat uznaję za zamknięty. Po przemyśleniu kwestii tysiąc razy, postanawiam dłużej o tym nie myśleć. Ale to niemożliwe, bo Eric mnie nie opuszcza. Wyłączam komputer, żegnam się z kolegami i nie mogę w to uwierzyć. Prawie miesiąc będę z dala od tego biura, od tej atmosfery, i strasznie mi się ta perspektywa podoba. Wychodzę i idę prosto do Nacho. Ogląda tatuaż i mówi, że mogę już zdjąć ochronny opatrunek.

W domu na automatycznej sekretarce mam wiadomość od mojej siostry. Prosi, żebym wzięła siostrzenicę na dwie noce. Ma plany wobec Jesúsa. Nie jestem w stanie odmówić, więc się zgadzam. Moja siostra szaleje z radości, a ja się uśmiecham.

O dziewiątej wieczorem moja niesamowita siostrzenica zjawia się u mnie i zamienia się w panią telewizora, a moja siostra, szepcząc i wzdychając, opowiada mi o swoich ostatnich ekscesach seksualnych. Kiedy wychodzi, siostrzenica prosi, żebym zadzwoniła do Telepizzy i jemy razem pizzę z szynką, a ja jestem zmuszona do oglądania absurdalnej kreskówki o Sponge Bobie. Nie wiem, dlaczego jej się podoba.

O dwunastej, wykończona Sponge Bobem, Skalmarem Obłymnosem i słuchaniem „burger cangreburger”, idziemy do łóżka. Luz upiera się, że chce spać ze mną, a ja jej pozwalam, zadowolona.

W niedzielę rano zjawia się moja siostra, radosna jak skowronek, rzuca mi tylko: „wszystko ci opowiem!”, i szybko wychodzi z moją siostrzenicą. Szwagier czeka w samochodzie, zastawił kogoś. Tego wieczoru, wyciągnięta na kanapie, przyglądam się mojej walizce. Następnego dnia wyjeżdżam do Jerez spędzić parę dni z moim ojcem. Wypijam szklankę wody i kładę się do łóżka i zanim zgaszę lampkę, patrzę na odciśnięte na niej usta Erica. Gaszę światło i postanawiam iść spać. Potrzebuję snu.

Mój przyjazd do Jerez, do domu ojca, jak zawsze jest powodem zamieszania w sąsiedztwie. Lola, barmanka, mnie przytula, Pepi, z winiarni, mnie całuje. Bicharón i Lucena na mój widok robią potrójne salto z radości. Wszyscy mnie kochają. Mój ojciec jest bardzo szanowany. Przez całe życie prowadzi typowy warsztat samochodowy i motocyklowy, Warsztat Flores i jest tu bardziej znany niż dobre wino.

Po południu, kiedy kąpię się w cudownym basenie, który postawił przy domu, zjawia się Fernando.

Podpływając do brzegu, zwracam uwagę na jego białe spodnie i lnianą pomarańczową koszulę. Jest elegancki, jak zwykle, a te kolory idealnie podkreślają odcień jego skóry. Uśmiecha się. To dobry znak.

– Cześć, jerezanko!

– Czeeeeeść!

– Najwyższy czas, żebyś wróciła do domu, niewdzięcznico!

Jego słowa i uśmiech mówią mi, że wszystko u niego w porządku, że już nie jest na mnie zły. To mnie podnosi na duchu. Wychodzę z basenu w bikini w wojskową panterkę i widzę, jak mierzy mnie wzrokiem od stóp do głów. Mój ojciec, który nie widzi jego spojrzenia, podchodzi do nas od tyłu.

– Patrz, kto do ciebie przyszedł, czarnulko. Chcesz piwko, Fernando?

– Dziękuję Manuel, z przyjemnością wypiję.

Ojciec odchodzi, zostawiając nas samych. Patrzymy na siebie.

– Cooooooooo? – pytam go ze śmiechem.

– Bardzo ładnie wyglądasz.

– Dziękiiiiiiiiiiii… – szepczę, zadowolona z komplementu, ocierając twarz ręcznikiem. – Ty też.

Podchodzę do niego i daję mu dwa buziaki. Czuję jego dłonie na mojej mokrej talii i nie wypuszcza mnie, więc go ganię.

– Puść mnie, bo mój tata poleci z opowieściami do twojego i w dwa dni zorganizują nam ślub.

– Jeżeli dzięki temu będę mógł cię częściej widywać, zgadzam się!

Śmieję się, wypuszcza mnie. Siadamy na jednym z krzeseł.

– Co tam u ciebie?

– Dobrze. A u ciebie?

Fernando kiwa głową. Nie chce drążyć tego, co zaszło. W tej chwili pojawia się mój ojciec z dwoma piwami i coca-colą dla mnie.

Przez dobrą chwilę rozmawiamy we trójkę przy basenie. O ósmej Fernando zaprasza mnie na kolację. Chcę powiedzieć, że nie, że nie mam ochoty, ale ojciec szybko zgadza się za mnie. O dziewiątej, wyszykowana, wychodzę z domu ojca z Fernando i wsiadam do jego samochodu.

Zawozi mnie do nowej restauracji w Jerez na całkiem miłą kolację. Fernando jest sympatyczny i nigdy nie brakuje nam tematów do rozmowy. Wychodzimy stamtąd i idziemy na taras się czegoś napić.

– Judith – mówi, kiedy najmniej się tego spodziewam. – Gdybym cię zaprosił, żebyś pojechała ze mną na parę dni do Algarve, zgodziłabyś się?

Mało brakuje, żebym się udławiła.

– Skąd nagle to pytanie? – Patrzę na niego.

Fernando opiera się na stole i odgarnia mi z oczu kosmyk włosów.

– Przecież wiesz.

Patrzę na niego zdezorientowana. Znowu to samo? Nim zdążę cokolwiek powiedzieć, pochyla się do mnie i mnie całuje. Jego język dotyka moich warg.

– Twój szef nie jest dla ciebie odpowiedni.

Chwileczkę. Fernando mówi mi o Ericu?

– Eric Zimmerman nie jest takim mężczyzną, za jakiego go masz.

– O czym ty mówisz?

Fernando pieści moją twarz.

– Powiedzmy, że obraca się w kręgach, które nie są dla ciebie wskazane.

Nie muszę pytać, o co mu chodzi, wiem. Ale krew mi się ścina, kiedy sobie uzmysławiam, że Fernando interesuje się moim życiem. Dlaczego ostatnio wszyscy mnie szpiegują? Patrzę mu w oczy, zła.

– Co ty możesz wiedzieć o moim szefie i kręgach, w których się obraca?

– Judith, jestem policjantem i bez trudu mogę się zorientować w pewnych tematach. Eric Zimmerman jest bogatym niemieckim przedsiębiorcą, który bardzo lubi kobiety. Obraca się w bardzo specyficznym środowisku i wiadomo, że lubi dzielić coś więcej niż przyjaźń.

Świadomość, że Fernando wie pewne rzeczy na temat Erica mnie niepokoi, czuję się niezręcznie.

– Słuchaj, nie wiem, o czym mówisz, ani mnie to nie interesuje – odpowiadam, bo nie jestem w stanie utrzymać języka za zębami. – Ale nie bardzo rozumiem, jakim cudem ty opowiadasz mi o moim szefie i o jego prywatnym życiu.

– Judith, twój szef mnie nie obchodzi, ale ty, tak – wyjaśnia, patrząc na mnie. – Nie chcę, żebyś podjęła złą decyzję. Wiem, kim jesteś, podobasz mi się i nie chcę, żeby ktokolwiek popsuł to, co jest między nami.

– Między nami? A co jest między nami?

– Między nami jest to, co jest. Podobamy się sobie od lat i…

– Booooożeeee… Booooooożeeee – szepczę przerażona.

– Judith, ten mężczyzna nie…

– Dość tego! Nie chcę, żebyś opowiadał o moim szefie ani o moim życiu prywatnym, jasne?

Fernando kiwa głową, że tak, a między nami znów zapada krępująca cisza.

– Odwieź mnie do domu, bo pójdę sama, wybieraj! – Wstaję.

On również wstaje, opróżnia swój kieliszek i wyciąga z kieszeni kluczyki do samochodu.

– Jedziemy.

Wsiadamy do auta. Fernando prowadzi, oboje milczymy.

– Judith, pomyśl o tym, co ci powiedziałem – szepcze, kiedy dojeżdżamy pod drzwi domu mojego taty i kiedy wyłącza silnik.

Przysuwa się do mnie i mnie całuje. Dotyka moich ust ze słodyczą i z początku mu odpowiadam, ale kiedy w moich myślach pojawia się Eric, odsuwam się. Otwieram drzwiczki samochodu, wysiadam i klnąc pod nosem, idę do domu taty.

Rozdział 2

Przez dwa dni Fernando się nie pojawiał, ale przysyła mi esemesy, pytając, jak się czuję, albo po to, żeby zaprosić mnie na obiad czy na kolację. Nie przyjmuję jego zaproszeń. Nie chcę go widzieć.

Świadomość, że interesował się moim życiem i życiem Erica doprowadza mnie do furii. Co się dzieje z tymi facetami?

Piątego dnia budzę się z uśmiechem. Pokój wygląda tak jak zawsze. Tata dba o to, żeby nic się nie zmieniło i kiedy słyszę, jak puka do drzwi, uśmiecham się.

– Dzień dobry, czarnulko.

Ten słodki, andaluzyjski ton, jakim się do mnie zwraca, rozczula mnie. Siadam na łóżku.

– Dzień dobry, tato.

Jak zwykle, tata przynosi mi śniadanie do łóżka, przynosi śniadanie też dla siebie. To nasza chwila w ciągu dnia, kiedy rozmawiamy sobie na różne tematy. Coś, co oboje uwielbiamy.

– Co będziesz dziś robić?

Biorę łyk przepysznej kawy.

– Umówiłam się z Rocío. Chcę poznać jej siostrzeńca.

Ojciec kiwa głową i odgryza kęs grzanki.

– Słodki dzieciak. Dali mu Pepe, po dziadku Pepelu. Zobaczysz, jaki jest ładny. A właśnie, dzwonił Fernando. Chciał z tobą rozmawiać i powiedział, że zadzwoni trochę później.

Nie podoba mi się to, ale staram się nie dać tego po sobie poznać. Nie chcę, żeby tata wyciągnął mylne wnioski. Ale on nie jest głupi.

– Pokłóciłaś się z Fernando?

– Nie.

– To dlaczego nie przyjeżdża po ciebie do domu, jak zwykle?

Świdruje mnie wzrokiem. Wiem, że oczekuje prawdy.

– Słuchaj, tato. Bądźmy szczerzy, jesteśmy dorośli. Fernando chce ode mnie czegoś, czego ja nie chcę od niego. Jest wspaniałym przyjacielem, ale między nami nigdy nie będzie nic więcej, bo obecnie myślę o innej osobie. Rozumiesz mnie, prawda?

Tata odpowiada, że tak. Odgryza kolejny kęs grzanki i przełyka, a potem zmienia temat.

– Wiesz, kiedy przyjeżdża twoja siostra?

– Nic mi nie mówiła, tato.

– Dzwonię do niej, ale ostatnio ciągle jej się gdzieś spieszy. Ale słychać, że jest zadowolona. Nie wiesz dlaczego? – Uśmiecham się. Gdyby tata wiedział…

– Mówiłam, tato, nie mam pojęcia, co zamierza! Ale na pewno przyjadą do ciebie w trójkę na parę dni. Wiesz, że Luz… jak nie zobaczy swojego dziadzia, to nie przeżyje.

Tata uśmiecha się i wzdycha.

– Oj, moja Luz…! Ale się stęskniłem za tym małym brzdącem. – Patrzy na mnie i dodaje: – A jeżeli chodzi o Fernando, od tej chwili zamykam buzię na kłódkę, ale, córciu, chyba nie spotykasz się dalej z tym chłopakiem, z którym widziałem cię ostatnim razem w Madrycie?

Zanoszę się od śmiechu.

– Słuchaj, moja kochana – ciągnie, zanim zdążę odpowiedzieć. – Wiem, że tam, w stolicy, wszyscy jesteście bardzo nowocześni. Ale, ha!, jak mi się nie spodobał ten chłopak, jak zobaczyłem, że ma kolczyk w brwi, a drugi w nosie.

– Spokojnie, tato… To nie on zaprząta mi głowę.

– Cieszę się, czarnulko. Tamten wyglądał na lepszego cwaniaczka.

Słysząc tę uwagę, wybucham śmiechem, a tata razem ze mną. Przeciągamy śniadanie przez dobrą chwilę, aż w końcu tata spogląda na zegarek.

– Muszę iść do warsztatu.

– Dobrze, tato, widzimy się po południu!

– Wpadnij później na tor. Będę tam.

– Na tor? Po co?

Widzę jego roześmiane spojrzenie, ale nie zdradzając nic więcej, wstaje w łóżka.

– Wpadnij o piątej. Mam dla ciebie niespodziankę.

Tata i jego sekreciki. Ale od razu wiem, o co mu chodzi. Przyjmuję zaproszenie. Tata wychodzi, a ja ustawiam domek z tostów.

Rozdział 3

O wpół do dwunastej przychodzi po mnie moja koleżanka Rocío i idziemy razem do jej siostrzeńca. Tak jak mówił tata, mały jest słodki. O pierwszej wracamy do domu i kąpiemy się w basenie. Woda jest chłodna i bardzo orzeźwiająca.

Rocío opowiada mi o swoich sprawach i próbuje wypytać mnie o Fernando, ale widzi, że nie chcę na ten temat rozmawiać, więc odpuszcza i rozmawiamy o innych rzeczach. O wpół do trzeciej moja koleżanka wraca do domu, a ja zostaję w basenie. Dzwoni telefon. Wiadomość. Fernando zaprasza mnie na obiad. Odrzucam zaproszenie i kładę się w hamaku, żeby posłuchać muzyki.

Telefon brzęczy znowu. Klnę. Chwytam go i zapiera mi dech w piersiach, kiedy czytam: Napijesz się czegoś ze mną? To Eric!

Serce mi łomocze.

Eric jest w Madrycie, a mnie dzieli od niego zbyt wiele kilometrów. Biorę coca-colę i wypijam. Nagle zrobiło mi się sucho w gardle, a telefon dzwoni jeszcze raz. Wiesz, że nie jestem cierpliwy. Odpisz.

Drżącymi palcami zaczynam wciskać klawisze, ale mi nie wychodzi. W końcu udaje mi się napisać: Jestem na wakacjach.

Wysyłam i ze ściśniętym żołądkiem czekam na dzwonek telefonu. Czytam odpowiedź: Wiem. Bardzo ładne te czerwone drzwi w domu twojego ojca.

Czytam to, wydaję z siebie pisk, wypuszczam komórkę, chwytam pareo i biegnę do drzwi jak na skrzydłach. Po drodze przewracam krzesła na patio i uderzam się w biodro, ale nie zwracam na to uwagi. Eric tu jest!

Szybko otwieram drzwi, ale jestem tak oślepiona, że nie widzę żadnego samochodu, który mógłby należeć do niego, aż w końcu na dźwięk klaksonu odwracam głowę na prawo i widzę mężczyznę na imponującym motocyklu. Zsiada z niego, zdejmuje kask. Jego oczy i usta śmieją się do mnie. Nie zważając na nic ani na nikogo, pędzę do niego i rzucam mu się na szyję. Wpadam na niego z taką siłą, że mało brakuje, żebyśmy oboje polecieli na ziemię, ale nic, absolutnie nic mnie nie obchodzi. Przytulam się i przebiega mnie dreszcz, kiedy słyszę jego szept.

– Mała… tęskniłem za tobą.

Jestem zdenerwowana. W histerii.

Eric, mój Eric!, jest w moich ramionach. W Jerez. W drzwiach domu mojego ojca. Szukał mnie. Znalazł mnie i tylko o tym chcę myśleć.

Kiedy się od niego odsuwam, czuję na ciele jego wzrok i uświadamiam sobie, jak wyglądam.

– Eric, mogłeś mnie uprzedzić. Zobacz, jak wyglądam.

Nie odpowiada. Patrzy tylko na mnie, a w końcu chwyta mnie za szyję i przyciąga do siebie, żeby pocałować mnie namiętnie, tak, że całe Jerez drży.

– Jesteś piękna, kochanie.

Oj Boże! Nie wytrzymam! W dodatku powiedział do mnie: kochanie!

– Jak twoja ręka? – pyta niespodziewanie.

Unoszę ją i pokazuję mu bliznę po żelazku.

– Świetnie.

Eric kiwa głową, a ja zapraszam go do środka. Wchodzi, proponuję mu piwo. Dziękuje i prosi o wodę. Każę mu czekać przy basenie, aż się ubiorę. Opiera się, ale daję mu do zrozumienia, że to dom ojca, który w każdej chwili może się pojawić. Przyjmuje moje wyjaśnienia i spełnia prośbę. Ubieram się pięć minut. Dżinsy, top i biegnę do Erica. Patrzy na mnie.

– Dostałaś kilka wiadomości od Fernando.

Prycham, ale zanim zdążę odpowiedzieć, Eric przyciąga mnie do siebie i całuje zaborczo. Jego pocałunki nie pozostawiają wątpliwości, że tęsknił za mną tak bardzo, jak ja za nim, i to mi się podoba. Ale musi mi wyjaśnić wiele spraw. Całując się, wchodzimy do kuchni. Eric sadza mnie na stole, żeby dalej zasypywać mnie pocałunkami, przyciskając mnie do siebie. Gorąco… jest mi potwornie gorąco, a robi mi się jeszcze goręcej, kiedy pochyla głowę i przygryza mi piersi przez top. Wygrywa z nami czysta żądza. Pożera nas, aż w kńcu to ja, zapominając o tym, gdzie jestem, o moim ojcu i Maryi z Triany, która jest patronką naszej kuchni, rozpinam mu dżinsy, wsuwam ręce w slipki i go dotykam. Chcę więcej. Eric, ośmielony moimi pieszczotami, rozpina mi spodnie, pociąga i zdejmuje je ze mnie. Za dżinsami lecą majtki i czuję chłód blatu na pośladkach. Dalej siedzę na stole i przyglądam się, jak szybkim ruchem zakłada prezerwatywę. Widzę mój tatuaż, ale on go nie zauważa. Jest zaślepiony żądzą. Podoba mi się to!

Przyciąga mnie do siebie. Oddychając nierówno, z żądzą w oczach umieszcza członek w wejściu do mojej pochwy, wprowadza go na kilka centymetrów, a potem chwyta mnie za pupę i pewnym ruchem zanurza się we mnie do końca, zagryzając wargi.

Tak… tak… tak… Pragnęłam poczuć Erica.

Bez słowa unosi mnie, żebym znalazła się na jego wysokości i opiera mnie o lodówkę. Całuję go… on również mnie całuje, namiętnie, a jego silne, głębokie pchnięcia sprawiają, że mam ochotę krzyczeć z czystej rozkoszy. Raz… dwa… trzy… Moje ciało przyjmuje go z radością… cztery… pięć… sześć… Chcę więcej! Moje ciało znów płonie, pochwa drży od jego pchnięć, a ja dyszę i dochodzę w jego ramionach. Jestem szczęśliwa. Bardzo szczęśliwa i nie chcę myśleć o niczym innym, pozwalam mu brać mnie tak, jak lubi. Tak, jak lubimy oboje. Ostro, zaborczo, po męsku. Po kilku silnych pchnięciach, przy których czuję, że zaraz mnie rozerwie, Eric odchyla się do tyłu i wydaje z siebie jęk. Jego głowa opada na moje ramię i przez kilka sekund oboje opieramy się o lodówkę.

– Co tu robisz, Eric?

– Umierałem, tak chciałem cię znowu zobaczyć.

Kiedy to słyszę, zamykam oczy. Rozpływam się pod wpływem tych słów, ale nie rozumiem, dlaczego nie przyjechał do mnie wcześniej. W końcu mnie całuje, opuszcza na podłogę i idziemy do łazienki, żeby się trochę odświeżyć, a potem, całując się i śmiejąc, wychodzimy z domu taty. Eric prosi, żebyśmy poszli gdzieś coś zjeść.

– Twój? – pytam, kiedy stajemy przed zjawiskowym motocyklem.

Nie odpowiada. Wzrusza ramionami i podaje mi drugi kask, żebym włożyła na głowę.

– Boisz się?

Wkładam kask, który mi podaje.

– Nie boję się, czuję respekt.

Eric się uśmiecha. Wsiada i odpala motocykl.

– Chwyć się mnie mocno. Jeżeli zaczniesz się bać, daj mi znać.

Kiwam głową, a on rusza.

Prowadzę go ulicami Jerez do restauracji Pachuki, koleżanki ojca. Kiedy widzi mnie w tak doborowym towarzystwie, puszcza do mnie oko i prowadzi nas do najlepszego stolika. Obejmuje mnie i gani za to, że tak rzadko do niej wpadam. Widzę, że Eric wystukuje coś w komórce. Kiedy Pachuca wreszcie kończy z pocałunkami i wymówkami, podaje nam kartę.

– Mała, zamów salmorejo, dziś wyszło mi przepyszne.

– Lubisz salmorejo? – Spoglądam na Erica.

– A co to jest? – pyta rozbawiony.

– A więc, chłopcze – tłumaczy mu Pachuca – to rodzaj gazpacho, ale gęściutki. Jeżeli lubisz warzywa, salmorejo Pachuki na pewno będzie ci smakować.

– Dwa razy salmorejo! – mówimy oboje naraz.

Pachuca się uśmiecha.

– Mam tuńczyka w cebulce, można się rozpłynąć, taki pyszny, albo kotleciki. Co wolicie?

– Tuńczyka – odpowiada Eric.

– Dla mnie też.

Kiedy Pachuca odchodzi, Eric patrzy na mnie i wyciąga ręce nad stołem, żeby chwycić moje. Nie odzywamy się, patrzymy tylko na siebie, aż w końcu on przełamuje lody.

– Jestem dupkiem.

– To prawda. Jesteś.

Ta uwaga upewnia mnie w tym, że dostał moje wiadomości.

– Chcę ci powiedzieć, że oszalałem, kiedy zobaczyłem twój ostatni mejl.

Wypuszczam jego dłonie.

– Zasłużyłeś sobie.

– Wiem…

– Zrobiłam to, o co mnie prosiłeś. Ponieważ twój szpieg nie mógł zobaczyć tego, co robiłam w pokoju, postanowiłam sama ci to pokazać.

Spoglądam na jego dłonie. Skóra na kostkach palców napina się, robi się biała.

– Przyznaję się do błędu, ale to, co zobaczyłem, wcale mi się nie spodobało.

Zaskakuje mnie tym. Opieram się na krześle.

– Nie spodobał ci się widok, jak zabawiam się z innym?

Patrzy na mnie. Jego spojrzenie pochmurnieje.

– Nie, bo w tej zabawie nie brałem udziału ja.

Nie chcę przyznać, że dla mnie, owszem, był obecny w tej grze.

– Wybaczysz mi?

– Nie wiem. Muszę to przemyśleć, Iceman.

– Iceman?!

Uśmiecham się, ale nie wyjawiam, że to Miguel nadał mu to przezwisko.

– Twój chłód czasami zamienia cię w człowieka z lodu. Icemana!

Kiwa głową. Wbija we mnie wzrok i domaga się, żebym znowu podała mu rękę.

– Proszę, wybacz mi, że nie dzwoniłem do ciebie przez cały ten czas. Ale uwierz mi w to, że byłem bardzo mocno zajęty.

– Dlaczego nie mogłeś?

Myśli. Myśli… Myśli.

– Obiecuję, że następnym razem zadzwonię – odpowiada w końcu.

Próbuję robić obrażoną minę. Nie odpowiedział mi, ale nie umiem się na niego gniewać. Jestem taka… szczęśliwa, że mnie znalazł i że jest tu ze mną, że mogę się tylko uśmiechać jak głupia i dać się ponieść fali szczęścia. Dzwoni mój telefon. Fernando. Eric widzi imię na wyświetlaczu.

– Odbierz, jeżeli chcesz.

– Nie… nie teraz. – Wyłączam telefon.

Obiad, tak jak mówiła Pachuca, jest przepyszny. Salmorejo jest wyśmienite. A tuńczyk jeszcze lepszy. Kiedy wychodzimy z restauracji, spoglądam na zegarek. Piętnaście po czwartej. Przypominam sobie, że o piątej umówiłam się z tatą.

– Masz ochotę zobaczyć tor w Jerez?

– Mała… – Eric przyciąga mnie do siebie i szepcze mi w usta. – Ochotę mam na coś innego. Słuchaj, wynająłem willę…

– Wynająłeś willę?

– Tak, chcę być blisko ciebie.

Jego bliskość, jego głos i sugestia przyprawiają mnie o gęsią skórkę. Wpada mi do głowy myśl, żeby jak najszybciej jechać do tej willi, ale nie. Nie zrobię tego, choćbym nie wiem, jak chciała. Nie.

– Umówiłam się z tatą o piątej na torze. Masz ochotę go poznać?

– Twojego ojca?

– Tak. Mojego ojca. Spokojnie, nie pożera Niemców.

Słysząc mój komentarz, znowu się uśmiecha. Daje mi klapsa i podaje mi kask.

– Jedźmy poznać twojego tatę.

Rozdział 4

Na torze spotykamy w wejściu Roberto. Kiedy mnie widzi, wita się ze mną i wskazuje, żebym poczekała na tatę w strefie boksów. Pokazuję Ericowi jak tam dojechać, a on droczy się ze mną, dodając gazu tak, że krzyczę i chwytam się go mocniej. W boksach nikogo nie ma. Zsiadamy z motocykla. Oglądam go. Jest piękny.

– Nauczyć cię jeździć?

Jego pytanie mnie zaskakuje. Reaguję jak dziecko.

– Uf, nie wiem.

– Boisz się?

– Nieeeeeeee.

– Więc?

Słońce świeci mi w twarz, więc mrużę jedno oko, żeby lepiej go widzieć.

– Boję się, że się przewrócę i go rozwalę.

– Nie dam ci się przewrócić – odpowiada niezwykle pewnie.

Rozśmiesza mnie. To właśnie Eric, pewny siebie mężczyzna.

W końcu podpuszcza mnie na tyle, że wsiadam na motor. Rozglądam się i widzę, że taty jeszcze nie ma. Eric przez kilka minut tłumaczy mi, że biegi znajdują się w lewym pedale, później pokazuje mi gaz, sprzęgło i jak hamować. A potem uruchamia motocykl.

– Ale ma ryk!

– Mała, ducati wszystkie takie są. Mocne i szorstkie. No, dalej, dawaj pierwszy i…

Robię, co każe i motocykl gaśnie. Z czułym uśmiechem uruchamia go na nowo.

– To jak z samochodem, kochanie. Jeżeli nagle puścisz sprzęgło, zgaśnie. Wrzuć pierwszy, zwolnij powoli sprzęgło i przyspieszaj.

Powiedział do mnie: kochanie dwa razy w ciągu niecałych dwóch godzin. Dwa razy!

Wrzucam znowu pierwszy bieg, powoli puszczam sprzęgło i bach! motor znowu gaśnie.

– Nie przejmuj się – śmieje się.

Powtarza cały proces, a ja, tym razem, się skupiam. Wrzucam pierwszy bieg, powoli puszczam sprzęgło i przyspieszam. Motor zaczyna jechać, on bije brawo, a ja piszczę. Nagle hamuję i tylna część motocykla się podnosi. Eric krzyczy i biegnie do miejsca, w którym się zatrzymałam.

– Przy hamowaniu samym przednim hamulcem, możesz się przewrócić.

– Okej.

Powtarzamy cały proces jeszcze dwadzieścia razy i za każdym razem wychodzi mi gorzej. Hamuję gorzej i mogę się zabić. Eric ma wszystko wypisane na twarzy.

– Dobra, zsiadaj z motoru.

– Nieeeeeee… Chcę się nauczyć!

– Wrócimy do lekcji kiedy indziej – nalega.

– Eric… nie bądź sztywniakiem.

Jego oczy się nie śmieją. Jest spięty.

– Koniec, Jud. Nie chcę, żebyś rozbiła sobie głowę.

Ale ja już połknęłam bakcyla i nie chcę kończyć.

– Jeszcze raz, dobrze? Tylko jeden raz.

Eric patrzy na mnie bardzo poważnie i ulega.

– Ostatni raz, a potem zsiadasz, jasne?

– Dobraaaaaaa! Więc wrzucam pierwszy i… – Po jego szczękach widzę, że jest spięty. – Słuchaj, czym się tak denerwujesz?

– Jud, boję się, że zrobisz sobie krzywdę.

– Niepokoisz się, że nie wiesz, co się stanie?

– Tak.

– Dlaczego?

Nie rozumie moich pytań.

– Bo muszę wiedzieć, że wszystko z tobą w porządku i że nic ci nie jest – odpowiada, marszcząc brwi.

Uruchamiam na nowo motocykl. Wrzucam pierwszy bieg, puszczam sprzęgło i ostrożnie dodaję gazu. Motor jedzie powoli, a Eric idzie obok.

– Eric!

– Słucham.

– Chcę ci powiedzieć, że niepokój, jaki czujesz w tej chwili jest nieporównywalny z tym, co przez ciebie czułam ja przez całe dwa tygodnie. A teraz, patrz!

Wrzucam drugi bieg, przyspieszam i motocykl przyspiesza. Wrzucam trzeci… czwarty i wjeżdżam na tor. We wstecznym lusterku widzę, że stoi jak wryty, i się uśmiecham. Jestem zachwycona, że znowu jadę motocyklem. Zawsze to lubiłam, dzięki temu czuję się wolna. Robiąc zakręty na torze w Jerez, myślę o nim. O jego przejętej minie, i znowu się uśmiecham. Wyobrażam go sobie przy boksach, samego, zdezorientowanego. Przyspieszam. Zjeżdżam z toru do boksów. Zastaję go siedzącego na stopniu. Wstaje na mój widok. Ma surową minę. Iceman powrócił, ale ja, zadowolona z tego, że przez kilka minut kazałam mu cierpieć, podjeżdżam do niego i hamuję gwałtownie, nie gasząc silnika. Zdejmuję kask i spoglądam na niego w stylu Aniołka Charliego.

– Słuchaj, Iceman, ty naprawdę myślałeś, że ja, córka mechanika, nie umiem jeździć na motorze?

Eric podchodzi do mnie. Jestem przekonana, że usłyszę całkiem niezłą wiązankę, ale on chwyta mnie za szyję i całuje z prawdziwą namiętnością. Siedząc na motorze, chwytam się go i pożeram go, aż słyszę głos mojego taty:

– Widziałem, że po torze jeździ moja czarnulka.

Szybko odsuwam się od Erica. Puszczam do niego oko, wywołując uśmiech na jego twarzy, i odwracam się do taty.

– Tato, poznaj mojego kolegę. Eric Zimmerman.

Tata się uśmiecha. Mierzy go wzrokiem i wiem, że wie, że to jest mężczyzna, wokół którego krążą moje myśli. Eric robi krok naprzód i energicznym ruchem podaje mu rękę. Ojciec wyciąga swoją.

– Miło mi pana poznać, panie Flores.

– Mówi mi Manuel, chłopcze, bo inaczej ja będę musiał zwracać się do ciebie tym twoi dziwnym nazwiskiem.

Uśmiechają się obaj i wiem, że przypadli sobie do gustu. Eric spogląda na mnie.

– Panie Manuel, pana córka jest kłamczuszką – zwraca się do mojego ojca. – Powiedziała, że nie umie jeździć na motorze, musiałem jej pokazywać, jak wrzucać biegi, a ona wypruła na tor jak strzała.

– Tak mu powiedziałaś, mała szelmo? – strofuje mnie ojciec.

Kiwam głową, rozbawiona.

– Eric, moja czarnulka przez kilka lat była mistrzynią motocrossu w Jerez i teraz też kosi nagrody.

– Poważnie?

– Aha – przytakuję, rozbawiona.

Eric i mój ojciec żartują przez chwilę, a ja z nimi. Mam przed sobą dwóch mężczyzn, których kocham najbardziej na świecie i jestem szczęśliwa. Po chwili tata rusza i odwraca głowę w naszą stronę.

– Chodźcie za mną, dzieciaki.

Kiedy chcę pójść za tatą, Eric chwyta mnie w pasie i przyciąga do siebie.

– Czarnulko, jesteś pełna niespodzianek.

Mrugam powiekami jak słodka panienka i udaję, że walę go pięścią w brzuch, czym go rozśmieszam.

– Więc uważaj, bo byłam też regionalną mistrzynią karate.

Słyszę, jak gwiżdże, zaskoczony.

– Patrz, co dla ciebie przygotowałem – mówi tata, wchodząc do jednego z boksów.

Mam przed sobą motocykl, na którym zdobyłam nagrody w motocrossie, czysty i lśniący. Ducati Vox Mx 530 z 2007 roku. Podchodzę do niego przejęta i wsiadam. Tacie dzwoni telefon, wychodzi z boksu. Odpalam motocykl i rozlega się jego szorstki ryk. Patrzę na Erica.

– Mówiłam ci, że uwielbiam mocny i głośny ryk ducati, mały? – pytam, a on uśmiecha się od ucha do ucha.

Rozdział 5

Przez sześć dni żyję jak w bajce. Żyję w barwnym świecie, jak Pszczółka Maja, i czuję się jak księżniczka, otoczona osobami, które mnie kochają i chronią.

Fernando nie przestaje dzwonić, a w ostatniej wiadomości daje mi do zrozumienia, że wie, że Eric Zimmerman jest ze mną w Jerez. To mnie denerwuje. Świadomość, że Fernando interesuje się życiem Erica, nie jest najmilsza, ale postanawiam zmilczeć. Jeżeli powiem coś Ericowi, tylko pogorszę sytuację.

Świetnie się z tatą dogadują, i chociaż na początku tata się na niego obraził za to, że wynajął willę, w końcu pogodził się z tym, że jesteśmy dorośli i potrzebujemy prywatności.

Znajomi i sąsiedzi taty szybko nadają Ericowi przezwisko Frankfurt, przez to, że jest Niemcem, a jego to bawi. Hiszpański, a szczególnie andaluzyjski charakter jest tak różny od niemieckiego, że w jego oczach nieustannie widzę zaskoczenie.

Tata, dzień po dniu jest coraz bardziej przejęty Erikiem. Widzę, że go lubi, szanuje i słucha, a to wiele o nim mówi. Kilka popołudni spędzają nawet razem na rybach i wracają zadowoleni i szczęśliwi. Ja, kiedy tylko mogę, wymykam się, żeby pojeździć i poszaleć trochę na moim motorze. Uwielbiam to i sprawia mi to wielką frajdę.

Któregoś popołudnia zjawia się Fernando na motorze. Zajeżdża mi drogę. Zatrzymujemy się oboje.

– Zwariowałaś? Co tu robi ten gość?

Zdenerwowana, ściągam okulary ochronne i kask.

– Przesadzasz. Nie powinno cię obchodzić, co tu robi.

Fernando zsiada z motocykla i podchodzi do mnie.

– Na miłość boską, Judith, czy twój ojciec wie, że to twój szef?

– Nie.

– A kiedy masz mu to zamiar powiedzieć?

Z każdą chwilą ogarnia mnie coraz większa złość.

– Jak będę mieć ochotę.

Fernando podchodzi do mnie szybkim krokiem, chwyta mnie za szyję i dotyka czołem mojego.

– Judith… – szepcze. – Ja cię kocham.

– Fernando, nie…