Prezes - Aldona Skrzypoń-Powroźnik - ebook

13 osób interesuje się tą książką

Opis

 

Jedno przypadkowe spotkanie potrafi wywrócić życie do góry nogami...

 

Matylda to rezolutna i charakterna córka znanego z pierwszych stron gazet miliardera – Wiktora, która umie postawić na swoim. Szkoda tylko, że nie potrafi przekonać do miłości swego ojca.

 

Wiktor to typowy "garniak"- powierzchowny, egoistyczny skurczybyk, mający powiązania ze światem przestępczym. Opresja i problemy? Nie ma mowy! Na wszystko ma gotowe odpowiedzi. Do tej pory kobiety jadły mu z ręki, ale nie Iga...

 

To ona nieświadomie rozdaje karty.

Szara mysz z ciętym językiem, nienawiść, namiętność, szemrane interesy i rodzące się uczucie. Skomplikowane relacje rodzinne, niewyjaśnione sprawy i tajemnice, które mogą zaprzepaścić wszystko.

 

Co przyniesie przypadkowe spotkanie, jaką rolę odgrywa w tym wszystkim Matylda?

 

Obowiązkowa lektura na długie, zimowe wieczory, bo „Prezes” to historia, która rozpali Wasze zmysły do czerwoności. Polecam!

Monika Magoska-Suchar, autorka

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 177

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (1675 ocen)
785
366
259
194
71
Sortuj według:
poziomka1323

Dobrze spędzony czas

Całkiem fajna historia, czyta się szybko.
10
ElzMan

Nie polecam

Tego się nie da czytać... Nie wiem skąd te dobre oceny, aż brak mi słów żeby cokolwiek napisać.
00

Popularność




Copyright © Aldona Skrzypoń - Powroźnik

Copyright © Wydawnictwo Feniks Sebastian Niewiadomski, Łasin 2020

 

Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

All rights reserved

 

Redakcja i korekta:

Anna Fiałkowska-Niewiadomska

Anna Siwa

Paulina Ampulska

Monika Machał

 

Projektokładki:

Justyna Sieprawska

 

Zdjęcie na okładce:

Autor: G-Stock Studio

Źródło: https://www.shutterstock.com

 

Wydawnictwo:

Wydawnictwo Feniks Sebastian Niewiadomski

ul. Tysiąclecia 6A/20, 86-320 Łasin

www.wydawnictwo-feniks.pl

 

Redaktor Naczelny:

Anna Fiałkowska-Niewiadomska

e-mail:

[email protected]

 

Redaktor: Anna Siwa

e-mail: [email protected]

 

Promocja i marketing: Paulina Ampulska

e-mail: [email protected]

 

Druk i oprawa:

Drukarnia Normex

ul. Geodetów 8, 80-298 Gdańsk

 

Dystrybucja:

OSDW Azymut Sp z.o.o

ul. Gottlieba Daimlera 2, 02-460 Warszawa

 

Numer ISBN 978 83 959389 6 2

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kobietom, które nie boją się mówić o swoich potrzebach i pragnieniach.

ROZDZIAŁ 1

Iga

– I jak? Udało się? –zapytała moja współlokatorka Sandra.

– Kasa będzie na twoim koncie popołudniu. Ale proszę cię, przemyśl to jeszcze raz. Jakoś sobie poradzimy. Pomogę ci – zapewniłam ją.

– Już to przemyślałam.

– Nie wybaczysz sobie tego do końca życia.

– Wiem, ale…

– Poczekaj na mnie w domu. Będę za chwilkę.

– Boję się.

– Wiem, ale masz mnie. Kocham cię.

– Czekam.

Rozłączyłam się i schowałam komórkę do torebki. Westchnęłam i potarłam czoło. Kiedy miałam już iść w kierunku metra, zauważyłam skuloną dziewczynkę. Rozejrzałam się, ale żaden z przechodniów nie reagował.

Rewelacja, jeszcze to – westchnęłam w duchu.

– Hej – zagadnęłam, jednocześnie klękając przy niej. – Co ty tu robisz?

Słysząc moje pytanie podniosła głowę i otarła łzy z policzków.

– Nie wolno mi rozmawiać z obcymi.

– To dobrze. – Uśmiechnęłam się do niej lekko. – Na pewno jesteś mądra i rozsądna, tylko widzisz, trochę dziwnie to wygląda, że mała, śliczna dziewczynka siedzi sama na ulicy i płacze. Jak ci na imię? –zapytałam, kiedy już mała uważnie mi się przyjrzała.

– Matylda – odparła, pociągając nosem.

– Piękne imię, pasuje do ciebie.

– A ty? – spytała.

– Iga. Miło mi cię poznać. – Wyciągnęłam do Matyldy rękę.

Przez chwilę przyglądała się niepewnie, spoglądając to na mnie, to na dłoń. W końcu jednak odwzajemniła uścisk, a jej uśmiech był rozbrajający. Chyba ostatnio często odwiedzała ją Wróżka Zębuszka.

– A powiesz mi, co tutaj robisz?

– Zgubiłam się.

– I nie wiesz, gdzie mieszkasz? – dopowiedziałam i szybko pokręciła głową. – No dobrze, a twoja mama?

– Nie mam mamy. – Posmutniała.

Westchnęłam i zapytałam o ojca.

– Jest w pracy – odpowiedziała.

– Świetnie, a wiesz gdzie pracuje?

– W takim dużym wieżowcu.

– Yhym, a jak ma na imię?

– Wiktor.

– A pamiętasz, czym się zajmuje? Jak wygląda jego praca?

– Jest prezesem i całymi dniami siedzi przy biurku.

– Wiktor, prezes, wieżowiec – powtórzyłam pod nosem, rozglądając się wokół. – A nazwy firmy, w której pracuje tatuś, zapewne nie pamiętasz?

– Coś tam, coś tam holding.

Zaśmiałam się słysząc jej odpowiedź.

– No, dobra – westchnęłam i przysiadłam obok niej na krawężniku.

Wyciągnęłam z torebki telefon i wpisałam w wyszukiwarkę: „Wiktor, prezes, holding”. Nie wiem, jakim cudem, ale się udało. Pokazałam jej zdjęcie mężczyzny, swoją drogą niezłego przystojniaka, w dodatku w garniturze, a który facet w nim wygląda słabo?

– Tak, to właśnie mój tatuś – odparła szczęśliwa.

– Ok, muszę tylko znaleźć adres i cię do niego zaprowadzę.

– Nie wiem, czy tatuś się ucieszy.

– Dlaczego tak mówisz? – zapytałam, kiedy w telefonie uruchamiała się nawigacja.

– On mnie chyba nie kocha.

– Nie mów tak. Na pewno kocha cię najbardziej na świecie – zapewniłam ją, chociaż nie miałam pojęcia czy tak właśnie było.

Ale czy rodzice nie kochają swoich dzieci bezwarunkowo?

– Nie kocha! – krzyknęła. – Dlatego, że się urodziłam i zabiłam moją mamę.

Boże, prawdziwa tragedia. Takie małe dziecko i ta świadomość… Przerażające.

– Twoja mamusia umarła przy porodzie, tak? – Skinęła głową i posmutniała. – Tęsknisz za nią?

– Nie pamiętam jej, ale tęsknię.

– A wiesz, dlaczego? Bo masz ją tutaj. – Przyłożyłam dłoń do jej serca. – W serduszku. Chodź. – Wstałam na równe nogi i wyciągnęłam do niej dłoń. – Zaprowadzę cię do twojego taty.

Jakieś dziesięć minut później stałyśmy przed ogromnym, przeszklonym wieżowcem, chyba jednym z większych w Warszawie. Idąc tu, Matylda opowiedziała mi o kolekcji swoich lalek i o tym jak każdego dnia zmienia im kreacje. Cały czas, trzymając mnie za rękę, przeskakiwała z nogi na nogę. Była miłą i radosną dziewczynką, ale było mi jej szkoda. Nie miała matki ani rodzeństwa. W żadnej z opowieści nie wspomniała o ojcu.

Nie wiedziałam, jaki był, ale patrząc na zdjęcie w Internecie, mogłam odnieść wrażenie, że poza tym, iż niewątpliwie był przystojny to sprawiał wrażenie chłodnego, jeśli chodzi o uczucia. Miał smutne, pozbawione życia, ciemne oczy. Ale to tylko zdjęcie. Mogłam się mylić. No tak, ale z kolei na żadnym innym się nie uśmiechał. Lecz czy prezesi w ogóle się uśmiechają?

Przekroczyłyśmy próg budynku i nie zdążyłam nawet rozejrzeć się po holu, kiedy do moich uszu dotarł piskliwy głos.

– Matylda!

Spojrzałam w kierunku, skąd nadbiegał i ujrzałam idącą w naszym kierunku blondynkę. Mała, widząc ją, mocniej ścisnęła moją dłoń. Dała mi tym znak, że nie przepada za tą kobietą.

– Gdzieś ty się podziewała? – zapytała, zupełnie olewając moją obecność. – Twój tata cię wszędzie szuka.

– On nie ma dla mnie czasu – odpowiedziała smutno.

– Jest prezesem, to oczywiste, że nie ma czasu.

– Dobrze, to czy ja mogę zostawić małą pod pani opieką? – wtrąciłam się.

– Oczywiście – odpowiedziała dumnie.

– Nie, nie, proszę. Nie zostawiaj mnie z nią. – Uchwyciła się mojego kolana obiema rękoma i zaczęła płakać.

– No dobrze, tylko nie płacz już. – Pogłaskałam ją po głowie. – Mogę ją zaprowadzić do ojca? – zapytałam kobiety, która nie była zbytnio zadowolona z takiego obroty sprawy.

– Tylko, że pan Wiktor na pewno jest zajęty.

Mała, słysząc to po raz kolejny, wybuchnęła płaczem. Blondynka przyłożyła dłonie do uszu i przymknęła powieki.

– No dobrze, tylko niech ona przestanie tak wrzeszczeć. Łeb mi dziś pęka. Piętro dwudzieste czwarte. Tam jest winda. – Wskazała ręką. – Sekretarka panią zapowie – dodała i odeszła w przeciwnym kierunku, trzymając się za głowę.

– Paniusia – skomentowałam, co nie uszło uwadze Matyldy.

– Tutaj wszystkie takie są. I z kim ja mam tu niby rozmawiać? – Wywróciła oczami, czym mnie rozbawiła.

Weszłyśmy do windy, a Matylda wcisnęła odpowiedni guzik. O dziwo, nie zatrzymałyśmy się na żadnym piętrze. Kiedy winda otworzyła się, dziewczynka wyszła pierwsza, zerkając przez ramię czy za nią idę.

W głębi korytarza stało biurko, a za nim znajdowały się drzwi do gabinetu. Zapewne to tam powinna siedzieć sekretarka, która miała mnie zapowiedzieć.

Świetnie, jestem spóźniona i jeszcze będę musiała czekać.

Dosłownie, ułamek sekundy później z gabinetu, na którym widniała tabliczka z napisem – „PREZES” wyszła kobieta, a za nią mężczyzna. Nie przyglądałam się mu, ale jej tak, gdyż ostentacyjnie poprawiała swoją spódnicę, a mijając mnie otarła kciukiem usta.

Co za suka. Czego się nie robi dla kariery?

Odprowadziłam ją wzrokiem, po czym spojrzałam na Matyldę. A kiedy zauważyłam jej przerażone spojrzenie skierowane ku górze, spojrzałam w tym samym kierunku, napotykając wzrok jej ojca. Zamarłam. Wszystko stanęło w miejscu. Poważnie, jakby świat nagle się zatrzymał.

Wpatrywał się we mnie zimnym, przeszywającym i nienawistnym spojrzeniem. Pomimo tego, że był przystojny, to bił od niego chłód. Wyczułam dystans i wyższość.

– Tato, przepraszam – powiedziała mała, a on wreszcie oderwał ode mnie wzrok.

W głębi duszy odetchnęłam z ulgą.

– Pogadamy w domu – odparł szorstko, a mała chwyciła ponownie za moją dłoń.

Czy ona się go bała?

Usłyszałam zamykającą się windę, więc spojrzałam w jej kierunku. Kobieta, która chwilę wcześniej, jak się domyślałam, umilała czas ojcu Matyldy, właśnie zjeżdżała na dół.

– Czyli to jest powodem, braku czasu dla swojej córki? –Wskazałam za siebie kciukiem.

– Słucham? – odpowiedział równie szorstko, jak poprzednim razem Matyldzie.

Czyli taki był w stosunku do wszystkich, a nie tylko do dziecka.

– Kim pani w ogóle jest? Matyldo, czemu włóczysz się z obcymi?

– To Iga, ona nie jest obca.

– Tak?! A kiedy ją poznałaś?! – wrzasnął, a mała się wzdrygnęła. – Co ja ci mówiłem?!

– Ej, ej, kolego. – Podeszłam do niego bliżej, zasłaniając Matyldę własnym ciałem. – To twoje dziecko, dlaczego ją tak traktujesz?

– Po pierwsze – pokręcił głową, jakby rozluźniał kark i podszedł bliżej.

Dzieliło nas dosłownie kilka centymetrów, a mnie ogarniała panika.

– Nie jestem pani kolegą, a po drugie nikt nie będzie mi mówił, jak mam wychowywać własne dziecko. Matyldo, – zwrócił się do małej. – Wejdź do gabinetu. No już – ponaglił ją, kiedy nie wykonała rozkazu.

Ona jednak nadal nie miała zamiaru się ruszyć. Widząc jego wzbierający na sile gniew, postanowiłam jej pomóc.

– Nie zostawię jej z panem – odparłam pewnym siebie tonem, chociaż w środku byłam przerażona.

– Nie jestem osobą, z której się żartuje.

– To nie był żart! Dzwonię po policję. Stanowi pan dla niej zagrożenie, a pańskie zachowanie pozostawia wiele do życzenia.

– Matylda, po raz ostatni to mówię, idź do mojego gabinetu – mówił do małej, jednak mówiąc to patrzył w moje oczy. – I zamknij za sobą drzwi – dodał, kiedy przekraczała próg. – A my sobie coś wyjaśnimy.

Zrobiłam krok w tył, ale wcale się od niego nie oddaliłam, gdyż się zbliżył. I tak kilka razy, aż uderzyłam plecami w ścianę. Odwróciłam głowę w bok spoglądając na nią, a kiedy przeniosłam wzrok na swojego rozmówcę, zamarłam po raz kolejny tego dnia. Przełknęłam głośno ślinę i czekałam na jego ruch.

Bałam się… Obawiałam się, że coś mi zrobi. Ale on tylko stał i patrzył. Potraktował mnie zimnym i przepełnionym nienawiścią wzrokiem. Wodził spojrzeniem po mojej twarzy, dokładnie mi się przyglądając.

– Odważna jesteś – zaczął nieco łagodniej niż przedtem.

– I co? Uderzysz mnie?

– Dobre – prychnął, a ja przez moment widziałam cień uśmiechu na jego twarzy. – Gwarantuję ci, że gdybyś mnie znała, nie odważyłabyś się podważyć mojego zdania i autorytetu przy córce.

– Traktujesz ją jak gówno. Mam stać i się przyglądać? – zapytałam, nie wiedząc, kiedy wróciła mi odwaga.

– Chcesz jej pomóc telefonując na policję?

Roześmiał się. Tak, zaśmiał się, a nie uśmiechnął. Dlaczego uczepiłam się jego uśmiechu? Może wtedy zobaczyłam w nim człowieka?

– Posłuchaj mnie uważnie. Od lat okupuję listy najbogatszych Polaków…

– I to cię usprawiedliwia? – przerwałam mu. – Masz policję w kieszeni? Ale sądu rodzinnego pewnie już nie.

– Grozisz mi?

– Nie. Zależy mi tylko na szczęściu tej małej. Mówiła mi, że jej nie kochasz, że jej mama…

– Nie mieszaj w to jej matki – warknął, a na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. – Lepiej już idź.

Odsunął się ode mnie, a kiedy zamknął za sobą drzwi gabinetu, odetchnęłam z ulgą

Jezu, co za koleś.

Może i ładnie pachniesz i dobrze wyglądasz, ale cham z ciebie, jakich mało. Ja pierdolę, Jadźka, co to było? – prowadząc wewnętrzny monolog odsunęłam się od ściany i chwiejnym krokiem podeszłam do windy.

Wcisnęłam guzik przywołujący, krzywiąc się, bo znajdowała się zaledwie na pierwszym piętrze. Znów traciłam czas.

No pięknie, postoję tu wieczność – pokręciłam głową zrezygnowana i westchnęłam.

– Iga! Iga!

Odwróciłam się i zobaczyłam biegnącą Matyldę. Uklęknęłam, a ta wpadła w moje ramiona.

– Tata, pozwolił mi się z tobą pożegnać.

Spojrzałam kątem oka w kierunku gabinetu, ale go tam nie było. Nie wiem na co liczyłam? To było dziwne i pokręcone.

– Chciałabyś się jeszcze kiedyś ze mną spotkać? –zapytałam, kiedy się ode mnie odkleiła.

– No pewnie!

Wyciągnęłam z torebki notes i zapisałam swój numer. Wyrwałam kartkę, złożyłam na pół i jej wręczyłam.

– To mój numer. Jeśli tata pozwoli ci się ze mną zobaczyć, to zadzwonisz, dobrze?

Skinęła głową. Winda dotarła i drzwi rozsunęły się z cichym szelestem. Podniosłam się z klęczek i weszłam do środka.

– Tylko słuchaj się taty. On cię bardzo kocha i dlatego się tak martwi. – Wcisnęłam guzik, cały czas na nią spoglądając. – Obiecujesz, że już więcej od niego nie uciekniesz?

– Obiecuję.

– Do zobaczenia – dodałam, kiedy drzwi zaczęły się zasuwać.

Podniosłam wzrok znad małej i zauważyłam stojącego nieopodal mężczyznę.

Uśmiech zszedł mi z twarzy, kiedy dostrzegłam jego wyrachowane spojrzenie. Na ciele mimowolnie pojawiła się gęsia skórka. Przysięgam, że poczułam mrowienie i przeskok iskry. Nie odrywałam wzroku od niego do samego końca.

Dziękowałam w duchu, że zniknął mi z pola widzenia. Ten facet… Otaczał go mrok, jakby nie miał duszy ani serca. Przerażał mnie, a jednocześnie… No właśnie, co?

Przymknęłam powieki i westchnęłam. Moje serce zaczęło mocno bić tak, jakbym została przyłapana na gorącym uczynku. Czułam strach, adrenalinę i ekscytację równocześnie.

– Ja pierdolę, Jadźka – szepnęłam, opierając głowę o ścianę i próbując zapanować nad swoim oddechem.

 

 

 

 

 

 

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.