Wydawca: HarperCollins Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2015

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 141 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Prezent od milionera - Robyn Grady

Zack Harrison, właściciel sieci hoteli na całym świecie, jest zawsze opanowany i niewzruszony. Gdy znajduje w taksówce porzucone niemowlę, nie zamierza się nim zająć. W tym samym momencie do tej samej taksówki wsiada Trinity, która z kolei nie chce zostawić dziecka bez opieki. Zainteresowany piękną kobietą Zack zmienia plany i oferuje im swój dom do czasu wyjaśnienia sprawy. Burza śnieżna uwięzi ich troje na dłużej…

Opinie o ebooku Prezent od milionera - Robyn Grady

Fragment ebooka Prezent od milionera - Robyn Grady

Robyn Grady

Prezent od milionera

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Opanowany, niewzruszony – taki właśnie był Zack Harrison. Nic nie było w stanie wytrącić go z równowagi.

Nietypowy opad śniegu tego popołudnia w Denver traktował raczej jak malowniczy bonus niż niedogodność. Zaistniałe komplikacje w związku z najnowszą transakcją uważał za kolejne wyzwanie, a nie za powód do wpadania w złość. Według Zacka każda droga do celu powinna być wyboista, a pokonanie jej musi wymagać wysiłku. Rozmyślając nad tym, wzruszył ramionami, po czym wsunął ręce w rękawy płaszcza, podziękował portierowi i chwycił teczkę.

Mimo wszystko musiał przyznać, że dziennikarze robili wszystko co w ich mocy, by wystawić na próbę jego cierpliwość. Nie było mu do śmiechu, gdy przez cały zeszły miesiąc robili z niego samego władcę ciemności, który pozbawił dachu nad głową ubogie rodziny, żeby rozbudować swoje imperium zła. W dodatku brukowce żerowały na jego ostatnim związku z początkującą aktorką. Oboje z Ally zgodzili się na relację opartą wyłącznie na zabawie i przyjemnościach. Nie było mowy o pierścionku z brylantem ani o szantażu, w razie gdyby jedna ze stron zdecydowała się zakończyć znajomość. Ale nawet szantaż niczego by nie zmienił. W przeciwieństwie do swojego ojca i rodzeństwa Zack nie dbał o zdanie innych ludzi.

Jednak tego letniego popołudnia, gdy wsiadł na tylne siedzenie taksówki czekającej na niego przed hotelem, nie było mu łatwo zachować spokój. Zrobił głęboki wdech, zanim postukał kierowcę w ramię.

− Pański poprzedni klient najwyraźniej coś zostawił.

Taksówkarz odwrócił się.

− Portfel?

− Nie. Dziecko.

W tej chwili ktoś otworzył tylne drzwi z drugiej strony. Zimny wiatr wdarł się do auta wraz z kobietą w krwiście czerwonym płaszczu z kapturem. Położyła na kolanach torbę w takim samym kolorze jak jej okrycie wierzchnie, po czym zamknęła drzwi i zaczęła pocierać dłonie. W pewnej chwili znieruchomiała. Gdy nieznacznie przechyliła głowę, Zack ujrzał oczy w kolorze fiołków spoglądające na niego z nieskrywanym zdumieniem.

Niespodziewanie przyjemne ciepło rozlało się po całym jego ciele. Chociaż nigdy wcześniej nie spotkał tej kobiety, zaczął się zastanawiać, czy nie mógł jej skądś znać. A może po prostu chciał, żeby tak było.

− Tak bardzo się spieszyłam, że nie zauważyłam, jak pan wsiadał – wyjaśniła pospiesznie, zaciskając wypielęgnowane palce na uchwycie torby. – Właściwie to nic nie widziałam przez cały ten śnieg. Nie uważa pan, że to istne szaleństwo?

Leniwy uśmiech zamajaczył na ustach Zacka.

− No tak – powiedział. – Istne szaleństwo.

− Nie mogłam się doczekać taksówki, którą wezwał dla mnie portier, więc poszłam sprawdzić, czy uda mi się jakąś złapać.

Zack przestał się uśmiechać. Czyli to była jej taksówka? Ponownie pochylił się do przodu, żeby zamienić kilka słów z kierowcą. Zamierzał rozwiązać ten łatwiejszy problem, zanim skupi się na dziecku.

− Odpowiedział pan na zgłoszenie?

− Właśnie przyjechałem z lotniska. – Mężczyzna za kierownicą naciągnął brązowy beret na czoło, zanim postukał w licznik. – Uznałem, że zaczekam tutaj i spróbuję szczęścia. W taką pogodę mało kto wychodzi z domu.

− A ja właśnie wybieram się na lotnisko – poinformował Czerwony Kapturek, dołączając się do rozmowy. – Muszę wrócić do Nowego Jorku, żeby jutro rano przeprowadzić wywiad. Pisuję dla „Story Magazine”. – Jej spojrzenie mówiło, że powinni znać ten tytuł.

Gdy zsunęła kaptur, Zackowi zaparło dech. Zaróżowione policzki wyraźnie odznaczały się na tle cery tak jasnej i gładkiej jak porcelana. Elegancko upięte włosy spływały na szczupłe ramiona niczym beżowy płaszcz, a fiołkowe oczy błyszczały tak intensywnie, że musiał odwrócić wzrok.

Wielokrotnie umawiał się z prawdziwymi pięknościami, które żadnego mężczyzny nie pozostawiły obojętnym, ale w ich obecności nigdy nie czuł się tak jak w tej chwili: powalony na kolana.

Po dzisiejszym nieudanym spotkaniu z właścicielem budynku, przed którym się znajdowali, marzył tylko o tym, żeby jak najszybciej wrócić do domu. Ale uroczy Kapturek najwyraźniej bardzo się spieszył, dlatego był gotów zachować się jak dżentelmen i zaczekać na kolejną taksówkę.

Poza tym, jeśli zaraz wysiądzie, nie będzie musiał martwić się o dziecko.

Spojrzał na uśpione niemowlę, po czym poczuł na sobie wzrok kobiety.

− Widzę, że ma pan maleństwo pod opieką. Jest śliczna. – Westchnęła, odsuwając się do drzwi. – Poproszę portiera, żeby sprawdził, co się stało z moją taksówką.

Gdy sięgnęła do klamki, Zack mimowolnie chwycił ją za rękaw. Nie mógł pozwolić Kapturkowi odejść. Kobieta spojrzała na niego zdumiona, więc ją puścił, wydając przy tym zduszony, zachrypnięty dźwięk przypominający zakłopotany śmiech.

− To nie jest moje dziecko.

Kierowca skrzywił się.

− I z całą pewnością nie moje.

Kobieta zamrugała kilka razy.

− Jak na mój gust ta dama jest zbyt młoda, żeby podróżować w pojedynkę.

− Skąd pani wie, że to dziewczynka? – Nosidełko, kocyk i czapeczka były białe jak sypiący się z nieba śnieg, więc nie sugerowały płci dziecka.

− Ma słodziutką twarzyczkę. Usteczka przypominające płatek róży. Jest urocza i maleńka, za ładna jak na chłopca.

Taksówkarz zabębnił palcami o kierownicę.

− Licznik bije.

− Oczywiście. – Kapturek zaczął szykować się do wyjścia. – Nie będę wam przeszkadzać.

W końcu Zack stracił panowanie nad sobą. Nie tylko nie lubił dzieci, ale też dzieci nie lubiły jego.

− Co mamy z nią zrobić? – zapytał.

− Nie my, chłopie. – Kierowca zmienił bieg.

− Jak już mówiłem, to nie jest moje dziecko – powtórzył Zack wolno i wyraźnie, ignorując zbytnią poufałość taksówkarza.

− To skąd się tutaj wzięło? – zaciekawiła się kobieta.

− Nie mam pojęcia. Kto wysiadł z samochodu jako ostatni?

− Osiemdziesięcioletni staruszek z laską. – Taksówkarz kolejny raz poprawił beret. – Leciał do Jersey na spotkanie z rodziną i z pewnością nie miał ze sobą nosidełka.

Zack jęknął, a kobieta zbladła. Gdy odezwała się po chwili, jej głos był ledwie słyszalnym szeptem.

− Sądzi pan, że ktoś ją porzucił?

− Pewnie odpowiednie władze będą musiały to sprawdzić. – Spojrzał na Czerwonego Kapturka, który bardzo się spieszył, i kierowcę, który nie krył irytacji, po czym westchnął przeciągle. – Zabiorę ją na najbliższy posterunek policji.

− Miną wieki, zanim ktoś właściwie zajmie się tym maleństwem – odparła kobieta.

− Nie wiem, co mogę jeszcze dodać. Wiem tylko tyle, że dzieci nie śpią wiecznie, a ja nie noszę pieluch w kieszeniach marynarki.

Kapturek delikatnie przeszukał nosidełko.

− Widzę butelkę, jakieś mleko i kilka pieluch.

− Funkcjonariusze z pewnością to docenią – burknął cynicznie.

Jednocześnie oboje sięgnęli w kierunku nosidełka. Gdy poczuł muśnięcie jej palców, jego puls odrobinę przyspieszył. W jednej chwili stał się niezwykle wyczulony na jej kuszący zapach i fakt, że nie nosiła obrączki.

− Proszę wziąć taksówkę – powiedziała, chwytając rączkę nosidełka, czym zmusiła go, żeby cofnął rękę. – Zabiorę ją do środka. Nie mogę znieść myśli, że spędzi długie godziny na posterunku policji, zanim zajmie się nią pracownik opieki społecznej. Kto wie, jakie typy się tam kręcą.

Zack otworzył usta, żeby zaprotestować, ale nie znalazł odpowiednich argumentów. Ostatecznie ściągnął łopatki, uniósł wysoko głowę i spojrzał na nią stanowczo.

− Pomogę pani.

− Dam sobie radę.

Zanim zdążył dodać coś jeszcze, otworzyła drzwi i pomachała w kierunku wejścia do hotelu. Zack wyjrzał przez tylną szybę. Poprzez ścianę śniegu brnął w ich stronę boy hotelowy w uniformie, z ogromnym parasolem w dłoni.

James Dirkins, aktualny właściciel hotelu, odrzucił pierwszą ofertę kupna od sieci Harrison Hotels. Mimo to Zack był zdecydowany dobić targu. Odnotował w myślach, że po zamknięciu transakcji pierwszą rzeczą, jaką zrobi, będzie zbudowanie zadaszenia. Skoro nikt nie myślał tutaj o takich rzeczach, nic dziwnego, że nieustannie malała liczba gości.

Tymczasem kobieta podała boyowi swój bagaż, po czym sięgnęła po nosidełko. Rzuciła Zackowi przelotny uśmiech na pożegnanie i zniknęła za zasłoną bieli.

− Na lotnisko? – zapytał kierowca.

− Nie – mruknął Zack w zamyśleniu.

− Mam zgadywać dalej?

Ale Zack go nie słuchał. Nie mógł przypomnieć sobie imienia Kapturka. Nagle wydało mu się, że słyszy płacz dziecka.

− Nie ruszaj się stąd – rzucił pospiesznie do taksówkarza. – Na pewno wrócę.

Trinity Matthews dobrze wiedziała, do czego się zobowiązała: godziny czekania i niepokoju w mieście, w którym nikogo nie znała. Jednak gdy szła po marmurowej posadzce w kierunku recepcji, z nosidełkiem w ręku, nie żałowała podjętej decyzji.

Pracownicy opieki społecznej robili co w ich mocy, ale lista oczekujących na pomoc była długa, a ich zasoby skromne. Trinity smutkiem napawała myśl o porzuconych dzieciach. Gdyby mogła, sama przygarnęłaby je wszystkie.

Zerknęła w dół na twarzyczkę śpiącego dziecka i żal ścisnął ją za gardło. Nikt nie zasługiwał na taki los, a już z pewnością nie ten mały aniołek. Nagle jej uwagę przykuły odgłosy kroków. Spojrzała przez ramię i zobaczyła mężczyznę z taksówki. Już wcześniej zwróciła uwagę na jego niesamowite ciemne oczy i urzekający uśmiech, który wydawał jej się dziwnie znajomy. Wyglądał niezwykle seksownie i Trinity na moment zaparło dech.

− Zapomniałem się przedstawić – powiedział, stając przy niej. – Nazywam się Zackery Harrison.

Kobieta szeroko otworzyła oczy ze zdumienia, gdy wszystkie kawałki układanki znalazły się na właściwych miejscach. W ułamku sekundy przypomniała sobie każdą informację, którą przeczytała na jego temat w prasie: doskonale zbudowany, przystojny niczym gwiazda Hollywood i zabójczo seksowny, a do tego także chciwy i wyrachowany drań.

− Trinity Matthews – wydukała z trudem.

− Panno Matthews – zwrócił się do niej, przybierając pozę, którą widywała na licznych zdjęciach w prasie. – Postanowiłem pomóc przy dziecku.

− Dlaczego? – zapytała bez ogródek.

− Ponieważ mam trochę wolnego czasu, a pani musi wracać do Nowego Jorku.

Trinity napawała się widokiem szerokiego uśmiechu, który uwiódł niejedną piękność w tym kraju i nakłonił licznych urzędników do odebrania ludziom domów w zamian za korzyści finansowe. Zagotowała się ze złości na myśl o pozbawionych skrupułów biznesmenach, takich jak Zack Harrison, którzy brali więcej, niż mogli unieść, podczas gdy tak wielu nie miało zupełnie nic.

− Polecę później – odparła zwięźle. – Może nie należę do grona ekspertów do spraw nowo narodzonych dzieci, ale z pewnością poradzę sobie lepiej od pana.

Gdy Zackery Harrison skrzyżował ręce na piersi, poczuła pokusę, żeby skapitulować i wsiąść w pierwszy samolot do Nowego Jorku. Mimo to odstawiła nosidełko i przybrała taką samą pozę jak on.

− Nie zamierzam stąd wyjechać, zanim nie zyskam pewności, że mała ma się dobrze – dodała z naciskiem.

− Nieopodal mam…

− Powiedziałam: nie.

Dzieci potrzebowały troski i uwagi, a także miłości. Tymczasem Trinity nie była pewna, czy Harrison w ogóle miał serce.

− Mam sąsiadów, którzy zajmują się moim mieszkaniem, gdy podróżuję w interesach. Pani Dale jest dziarską babcią dziesięciorga wnucząt. Nie lubi współczesnej muzyki ani koników polnych, zwłaszcza gdy rozkwitają jej goździki. Ale uwielbia dzieci. Dawniej prowadziła rodzinę zastępczą.

Trinity stłumiła drżenie. Pomimo własnych doświadczeń wiedziała, że na świecie istniało mnóstwo cudownych rodzin zastępczych. Niestety, bez względu na to, jak bardzo się starała, nie potrafiła zapomnieć o przykrościach, jakie spotkały ją ze strony wstrętnej Nory Earnshaw, kobiety prowadzącej rodzinę zastępczą, do której trafiła.

− Pani Dale niedawno zakończyła działalność – kontynuował. – Nadal ma u siebie wysokie krzesełka, kojce i zabawki. Wiem, że z radością pomoże. – Jego ciemne oczy zalśniły. – Na pewno nie chce pani spóźnić się na wywiad.

Trinity zacisnęła pięści. Praca była dla niej wszystkim. Dzięki niej mogła podróżować i poznawać ciekawych ludzi, którzy zarażali zapałem i dawali natchnienie. A Nowy Jork był wspaniałą odmianą po małym miasteczku w stanie Ohio, w którym spędziła większość życia. Zawarła tam wiele przyjaźni i zdołała się urządzić.

Niestety, w jej branży nie można było pozwolić sobie nawet na najmniejsze potknięcie. W tych ciężkich czasach każdy wakat był na wagę złota. Tylko w zeszłym tygodniu w redakcji zwolniono trzech jej współpracowników. Tym bardziej nie powinna dawać szefostwu powodów do niezadowolenia. Ale czy mogła zaufać Zackowi Harrisonowi i powierzyć mu dziecko?

− Skąd pewność, że pańska wspaniała sąsiadka jest teraz w domu? – zapytała.

− Państwo Dale są domatorami, a do tego dziś rano widziałem, jak wracała ze spaceru z jednym ze swoich wnucząt. Właśnie zaczynał padać śnieg, więc nie sądzę, żeby wypuściła się gdzieś później w taką pogodę.

Przygryzając dolną wargę, Trinity rozejrzała się po zatłoczonym holu, a potem spojrzała na śpiące dziecko.

− No dobrze – zdecydowała ostatecznie. – Pojedziemy z panem.

− Pojedziecie?

− Przed wyjazdem chcę dopilnować, że zapewni pan dziecku odpowiednie warunki.

Trinity wydawało się, że przez moment z jego oczu wyzierał szacunek, ale mogła odnieść mylne wrażenie, zważywszy ma natłok emocji towarzyszący całej sytuacji.

− Lepiej się pospieszmy, zanim nasz taksówkarz znajdzie lepszą fuchę – zasugerował Zack ze spokojem.

Jednocześnie oboje sięgnęli po nosidełko i ich ręce ponownie się spotkały. Trinity przeszedł dreszcz, gdy spojrzała na przystojną twarz mężczyzny uśmiechającego się do niej szeroko. Czym prędzej cofnęła rękę i wyprostowała się.

− Zanim pójdziemy, powinnam powiedzieć, że wiem, kim pan jest.

− Oczywiście, przecież się przedstawiłem.

− Potrafię czytać, panie Harrison. Prowadzi pan sieć hoteli. Nie cofa się pan przed niczym, żeby zdobyć to, czego pan chce… − Zawahała się, zanim dodała: − I szczyci się pan uwodzeniem pięknych kobiet.

Uśmiech zamarł na jego twarzy.

− Chce pani dołączyć do mojego fanklubu?

− Chcę tylko, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Przystałam na pańską propozycję, ponieważ chcę dla dziecka jak najlepiej.

− A nie dlatego, że jestem bezwzględny i pociągający?

Jej serce zabiło niespokojnie.

− Zdecydowanie nie.

Spojrzał jej głęboko w oczy, zmniejszając dzielącą ich odległość.

− Skoro wszystko wyjaśniliśmy, powinniśmy już iść. Chyba że…

− Co takiego?

− Chyba że chce kopnąć mnie pani w kostkę, spoliczkować albo dać mi prztyczka w nos.

− Powstrzymuję się resztkami sił.

Przyjrzał jej się uważnie, jakby chciał wyczytać z jej twarzy jakiś sekret.

− Panno Matthews, chyba nie sądziła pani, że zamierzam zrobić coś niestosownego? Na przykład porwać panią w ramiona i pocałować? A może nawet posunąć się dalej?

Zaczerwieniła się zawstydzona. Ten mężczyzna nie znał granic.

− Oczywiście że nie!

− Skoro jestem takim potworem, skąd ta pewność?

− Nie jestem w pana typie – odparła. – A nawet gdybym była, nie zaryzykowałby pan kolejnego skandalu po ostatnich tygodniach złej prasy. – Rozejrzała się wokół pewna swoich racji. – Jesteśmy wśród ludzi, którzy mają komórki z wbudowanymi aparatami.

Oczy Harrisona przygasły.

− Naprawdę uważa pani, że przejmuję się plotkami?

− Nie, nie uważam. – Przechyliła głowę. – Ale może powinien pan zacząć.

Na jego ustach zagościł demoniczny uśmiech.

− Ma pani rację. Może powinienem. – Stanął niecały metr od niej. – A może lepiej sprawię, żeby świat miał o czym mówić?

Tytuł oryginału: Strictly Temporary

Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2012

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2012 by Robyn Grady

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2014, 2015

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-1877-1

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.