Wydawca: Prohibita Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 69

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Prawo - Frederic Bastiat

[font=verdana, geneva]Prawo to obok Co widać i czego nie widać najsłynniejszy esej Frédérica Bastiata. Autor, z właściwymi dla niego zacięciem i błyskotliwością, przeprowadza wywód, w którym zarazem odzwierciedla istotę obecnej korupcji prawa, jak i wskazuje, czym to Prawo być powinno. Nie lękając się obnażyć cele Lewiatana, dzierżącego w swoim uścisku poddane niebywałej inflacji prawodawstwo, Bastiat wykracza poza zwykłą krytykę, starając się też wskazać wzorzec pozytywny w prawie… negatywnym – „wolność od” zamiast „prawa do”.[/font]

[font=verdana, geneva]* * *[/font]

[font=verdana, geneva] "Bastiat wniósł nieśmiertelny wkład w obronę ludzkiej wolności” - Ludwig von Mises[/font]

[font=verdana, geneva] "Każdy, kto przeczyta i zrozumie Bastiata, może uważać się za skutecznie i dożywotnio zaszczepionego na protekcjonistyczną chorobę umysłu czy mrzonki o państwie opiekuńczym. Bastiat zabił protekcjonizm i socjalizm po prostu wyśmiewając je” - Henry Hazlitt[/font]

[font=verdana, geneva] Frédéric Bastiat (1801-1850) – słynny francuski pisarz i polityk, jeden z największych demaskatorów prawdziwego oblicza socjalizmu, zasłynął jako autor pamfletów, w których za pomocą najprostszych przykładów ukazywał absurdalnoość mitów i teorii ekonomicznych przeciwników wolności gospodarczej. Autor szeregu dzieł, które stanowią podstawę wolnorynkowej myśli ekonomicznej, przez wielu uważany za prekursora Szkoły Austriackiej. Główną prawdą wynikającą z prac Bastiata jest stwierdzenie, iż wolny rynek jest naturalnym źródłem „harmonii ekonomicznej” jednostek tak długo, jak rząd jest ograniczony do ochrony życia, wolności i własności obywateli, a więc ochrony przed kradzieżą lub agresją. [/font]

Opinie o ebooku Prawo - Frederic Bastiat

Fragment ebooka Prawo - Frederic Bastiat

Frédéric Bastiat

Prawo

Tłumaczył Piotr Toboła-Pertkiewicz

Warszawa 2009

Copyright © by Wydawnictwo PROHIBITA 2009.

Wydanie I

ISBN: 978–83–61344–33–9

Tytuł oryginału:

La Loi(1850)

Redakcja i korekta:

Jolanta Styczyńska-Klecel,Olga Klecel

Projekt okładki:

Tomasz Tokarski

Wydawca:

Wydawnictwo PROHIBITA

Paweł Toboła-Pertkiewicz

www.prohibita.pl

wydawnictwo@prohibita.pl

Tel. 22 425 66 68

Sprzedaż w Internecie:

www.multibook.pl

Wydawca dedykuje tę książkę wszystkim Polakom, którzy wierzą, że interwencjonizm państwowy przynosi pomnażanie bogactwa.

Claude Frédéric Bastiat (30 VI 1801 – 24 XII 1850)

Prawo znieprawione! Prawo, a razem z nim cały aparat przymusu, jakim dysponuje państwo; prawo – powiadam – nie tylko mijające się ze swoim celem, lecz stosowane do osiągnięcia celu wprost przeciwnego! Prawo, które stało się narzędziem wszelakiej zachłanności, zamiast być jej hamulcem! Prawo, które samo dopuszcza się nieprawości, jaką miało karać z racji swojej misji!

Jeśli powyższe jest prawdą, uważam, iż sytuacja jest na tyle poważna, że czuję się w obowiązku zwrócić na nią uwagę moich współobywateli.

Wszyscy otrzymaliśmy od Boga dar, w którym zawarte jest wszystko. Darem tym jest życie – fizyczne, intelektualne i moralne. Jednakże życie samo siebie nie podtrzymuje. Ten, który nas nim obdarzył, pozostawił nam również troskę o utrzymanie go, rozwijanie i doskonalenie. Dlatego wyposażył nas w cały zespół cudownych zdolności i umieścił nas w różnorodnym otoczeniu. Właśnie dzięki temu, że wykorzystujemy te zdolności do życia w tym środowisku, następuje zjawisko przystosowania, dzięki któremu życie zatacza wyznaczony mu krąg.

Istnienie, zdolności, przystosowanie – innymi słowy: indywidualność, wolność, własność – oto człowiek. To o tych trzech czynnikach można powiedzieć – pomijając wszelkie demagogiczne subtelności – że wyprzedzają one i przewyższają prawodawstwo człowieka.

Indywidualność, wolność i własność istnieją nie dlatego, że ludzkie prawo tak zdecydowało. Wręcz przeciwnie: to dlatego, że wcześniej istniały indywidualność, wolność i własność, ludzie ustanawiają prawa.

Czym zatem jest prawo? Jak to już powiedziałem gdzie indziej, jest to zbiorowe ujęcie indywidualnego prawa do legalnej obrony.

Każdy z nas ma z pewnością ma dane przez naturę czy przez Boga prawo do obrony swojej osoby, wolności i własności. Ponieważ są to trzy główne czynniki tworzące i utrzymujące życie, dopełniają się one wzajemnie i nie można ich zrozumieć odrębnie, lecz tylko jako całość. Czymże bowiem są nasze zdolności, jeśli nie przedłużeniem naszej indywidualności, a czym nasza własność, jeśli nie przedłużeniem naszych zdolności?

Skoro każdy człowiek ma prawo bronić, nawet przy użyciu siły, swojej osoby, wolności i własności, to na podobnej zasadzie także grupa ludzi ma prawo dojść do porozumienia i zorganizować wspólne siły, aby zapewnić sobie legalną i regularną obronę.

Prawo zbiorowe wywodzi zatem swoją zasadę, swoją rację bytu, swoje uzasadnienie z praw jednostek do obrony. A siła wspólna, jak podpowiada rozsądek, nie może mieć innego celu, innej misji niż te jednostkowe siły, które zastępuje. Otóż, skoro siła jednego człowieka nie może w zgodzie z prawem targnąć się na osobę, wolność i własność innego człowieka, to dla tej samej przyczyny siła wspólna nie może być prawnie stosowana do zniszczenia osoby, wolności i własności poszczególnych ludzi czy ich grup.

Takie wynaturzenie siły stałoby bowiem w sprzeczności z naszymi założeniami zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku. Kto odważy się powiedzieć, że udzielono nam siły nie po to, byśmy bronili swoich praw, lecz do unicestwienia równych praw naszych bliźnich? Ponieważ więc nie jest słuszne, by jednostka działając sama używała siły w celu podeptania praw innych ludzi, jak można uznać to za usprawiedliwione w przypadku siły zbiorowej, która jest zorganizowanym połączeniem sił pojedynczych?

Pewne jest jedynie to, że prawo jest zorganizowanym ujęciem naturalnych praw do słusznej obrony. Jest zastąpieniem sił pojedynczych jedną siłą zbiorową, by działała w kręgu, w którym one mają prawo działać, by robiła to, co one mają prawo robić, by ochraniała osoby, wolność i własność, by zagwarantowała każdemu jego prawa, aby sprawiedliwość mogła zapanować dla wszystkich.

Gdyby istniał naród zbudowany na powyższej podstawie, to wydaje mi się, że panowałby tam porządek zarówno w czynach, jak i w myślach. Sądzę, że naród ten miałby rząd najprostszy, najbardziej oszczędny, najmniej dolegliwy, najmniej ingerujący, a przy tym najsprawiedliwszy, a w konsekwencji – najbardziej stabilny, jak można sobie wyobrazić, bez względu na jego formę polityczną.

W takim bowiem ustroju każdy wiedziałby, że dysponuje zarówno możliwością pełni rozwoju, jak i całkowitą odpowiedzialnością za swoje istnienie. Jeśli tylko uszanowana zostanie osoba człowieka, a wolna praca i przynoszone przez nią owoce zabezpieczone będą przed wszelkim niesłusznym atakiem, nikt nie będzie musiał o nic się z państwem spierać. Nie będziemy dziękować mu, to prawda, za swoje sukcesy, gdy będziemy szczęśliwi, ale też będąc nieszczęśliwymi, nie będziemy go winić za swoje porażki, podobnie jak nasi chłopi nie państwu przypisują winę za grad czy przymrozki. Istnienie państwa odczuwać będziemy wyłącznie jako nieocenione dobrodziejstwo bezpieczeństwa i pewności.

Można jeszcze stwierdzić, że dzięki nieingerowaniu państwa w sprawy prywatne, ludzkie potrzeby i ich zaspokajanie rozwijałyby się naturalną koleją rzeczy. Rodziny ubogie szukałyby najpierw chleba, a dopiero potem wykształcenia w dziedzinie literatury. Miasta nie zaludniałyby się kosztem wsi, a wsie kosztem miast. Nie byłoby miejsca dla tych ogromnych przemieszczeń kapitałów, pracy, ludności, spowodowanych decyzjami prawodawców; przemieszczeń, które sprawiają, że źródła egzystencji stają się niepewne, i które przez to obciążają rządy tak wielką odpowiedzialnością.

Niestety, daleko jeszcze do tego, by prawo pełniło tylko swoją rolę. Co więcej, wiele jeszcze brakuje, by ograniczyło się wyłącznie do spraw obojętnych lub podlegających dyskusji. Jest znacznie gorzej. Prawo zadziałało wbrew swoim własnym celom, samo sprzeciwiło się swojej misji. Przyłożyło się do unicestwienia tej sprawiedliwości, której panowanie miało zagwarantować, przekroczyło nawet granicę praw, których respektowania miało strzec. Oddało siłę zbiorową w służbę tych, którzy bez ryzyka i skrupułów chcą wykorzystać osobę, wolność i własność bliźniego. Zapisało w ustawach grabież, aby jej bronić, zaś słuszną samoobronę nazwało zbrodnią, aby móc ją ukarać.

Jakże to znieprawienie prawa się dokonało? Jakie są tego konsekwencje?

Prawo uległo deprawacji z dwóch całkiem różnych powodów: tępego egoizmu i fałszywej filantropii.

Pomówmy o tym pierwszym.

Przetrwanie i rozwijanie się – to dążenia wspólne wszystkim ludziom. Gdyby każdy korzystał ze swobody w używaniu swoich zdolności i z niezależności w rozporządzaniu ich wytworami, postęp społeczny byłby nieustanny, nieprzerwany i nieuchronny.

Istnieje jednakże inna jeszcze skłonność wspólna wszystkim ludziom, mianowicie skłonność, by żyć i rozwijać się, gdy to tylko możliwe, kosztem innych. Nie jest to pochopne oskarżenie powstałe w zgorzkniałym i pesymistycznym umyśle. Historia dostarcza nam wielu dowodów: nieustanne wojny, wędrówki ludów, ucisk kapłanów, rozpowszechnienie niewolnictwa, nadużycia przemysłowe i monopole, którymi wypełnione są jej annały. Ta zgubna skłonność ma swe źródło w samej naturze człowieka, w tym prymitywnym, powszechnym i niezwyciężonym dążeniu, które go pcha ku zadowoleniu i każe uciekać przed cierpieniem.

Człowiek może żyć i posiadać jedynie dzięki przystosowaniu i nieustannemu nabywaniu, ciągłemu stosowaniu swoich talentów do pozyskiwania rzeczy, czyli dzięki pracy. Ten proces jest źródłem własności.

Jednakże, w zasadzie, człowiek może również żyć i posiadać, przywłaszczając sobie wytwory zdolności swoich bliźnich. Ten proces z kolei jest źródłem grabieży.

Skoro praca sama w sobie jest trudem, a człowiek w naturalny sposób skłania się ku ucieczce od trudów, więc – a dowodzi tego historia – wszędzie tam, gdzie grabież jest mniej uciążliwa niż praca, ona właśnie bierze górę i ani religia, ani etyka nie zdołają jej w tym wypadku przeszkodzić.

Kiedy zatem kończy się grabież? Otóż wtedy, kiedy staje się bardziej uciążliwa i bardziej niebezpieczna niż praca.

To oczywiste, że właściwym celem prawa powinno być przeciwstawienie się tej zgubnej skłonności do grabieży z pomocą potężnej zapory jego zbiorowej siły. Właśnie prawo powinno użyć wszystkich środków, którymi dysponuje, by stanąć po stronie własności i przeciw grabieży.

Jednak prawo ustanawiane jest zazwyczaj przez jednego człowieka lub klasę ludzi. I ponieważ nie istnieje ono bez usankcjonowania, bez oparcia w sile dominującej, nie jest możliwe, by nie oddało w końcu swojej siły w ręce tych, którzy prawa stanowią.

To nieuniknione zjawisko, połączone ze zgubnym popędem, którego istnienie w sercu ludzkim potwierdziliśmy, wyjaśnia niemal powszechne wynaturzenie prawa. Łatwo pojąć, w jaki sposób zamiast być hamulcem niesprawiedliwości, staje się ono jej narzędziem, i to narzędziem nie do pokonania. Widzimy bowiem, że niszczy ono w różnym stopniu u reszty ludzi osobowość przez niewolnictwo, wolność przez ucisk, własność przez grabież. Korzyści zaś z tego płynące zgarnia dla siebie ten, kto prawo wydał, w stopniu zależnym od stopnia władzy, jaką dysponuje.

W naturze ludzi leży przeciwstawianie się nieprawości, której są ofiarami. Kiedy więc grabież jest organizowana przez prawo na korzyść klas, które je ustanawiają, wszystkie klasy ograbiane dążą drogą pokojową lub rewolucyjną do zdobycia wpływu na tworzenie ustaw. Klasy te, zależnie od stopnia oświecenia, jakiego dostąpiły, mogą stawiać przed sobą dwa różne cele w trakcie zdobywania swoich praw politycznych: albo będzie to dążenie do położenia kresu legalnej grabieży, albo do wzięcia w niej udziału. Hańba, po trzykroć hańba narodom, w których ta ostatnia myśl dominuje wśród mas wtedy, kiedy to oni z kolei zawładną władzą ustawodawczą!