Wydawca: Studio Astropsychologii Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2010

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Praktyczne NLP - Flavio Anusz

Jakie są Twoje największe atuty?

Tylko Ty, Twoje myślenie, zachowanie i odczuwanie świata decydują o tym, jak szybko osiągniesz sukces i bogactwo. Każdy, kto poznał NLP już wie, że NLP poprawia jakość życia. Otrzymujemy narzędzia, które pozwalają zmienić się w taki sposób, by zdobyć wszystko, czego pragniemy.

Dzięki NLP:

  • poznasz siebie i odkryjesz swoją misję życiową,
  • zhierarchizujesz i osiągniesz cele,
  • wpłyniesz na swoje emocje tak, by realizować się twórczo,
  • staniesz się doskonały w każdej dziedzinie życia,
  • szczegółowo zaplanujesz przyszłość, zaczynając od… dziś!


NLP opiera się na bardzo prostych zasadach – największym skarbem jest nasza wiedza i doświadczenie, nie istnieją błędy, są tylko informacje zwrotne.

Dzięki filarom szczęścia zrozumiesz, skąd bierze się różnica pomiędzy tymi, którzy osiągają sukcesy a tymi, którzy ciągle próbują je osiągnąć.

Planując swoją przyszłość skorzystaj ze strategii time line, by dokładnie przewidzieć, co zdobędziesz już jutro.

To Ty jesteś menedżerem własnego życia!

Opinie o ebooku Praktyczne NLP - Flavio Anusz

Fragment ebooka Praktyczne NLP - Flavio Anusz

Re­dak­cja i ko­rek­ta: Ma­rio­la Będ­kow­ska

Pro­jekt okład­ki: Piotr Pi­siak

Skład: Mar­cin Pio­trow­ski (Em­pe­stu­dio)

Ko­rek­ta: Ewa Skar­żyń­ska

Wy­da­nie I

BIA­ŁY­STOK 2014

Co­py­ri­ght © 2011 by Fla­vio Anusz

© Co­py­ri­ght for this edi­tion by Stu­dio Astrop­sy­cho­lo­gii, Bia­ły­stok, 2011.

All ri­ghts re­se­rved, in­c­lu­ding the ri­ght of re­pro­duc­tion in who­le or in part in any form.

Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Żad­na część tej pu­bli­ka­cji nie może być po­wie­la­na ani roz­po­wszech­nia­na za po­mo­cą urzą­dzeń elek­tro­nicz­nych, me­cha­nicz­nych, ko­piu­ją­cych, na­gry­wa­ją­cych i in­nych bez pi­sem­nej zgo­dy po­sia­da­czy praw au­tor­skich.

15-762 Bia­ły­stok

ul. An­to­niuk Fabr. 55/24

85 662 92 67 – re­dak­cja

85 654 78 06 – se­kre­ta­riat

85 653 13 03 – dział han­dlo­wy – hurt

85 654 78 35 – sklep fir­mo­wy „Ta­li­zman” – de­tal

Wię­cej in­for­ma­cji znaj­dziesz na por­ta­lu www.psy­cho­tro­ni­ka.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Ta książ­ka uka­zu­je się dzię­ki pra­cy i życz­li­wo­ści

wie­lu osób, nie spo­sób wszyst­kim po­dzię­ko­wać.

Dzię­ku­ję więc: Ire­nie Kry­smal­skiej, Mag­dzie Ko­smal,

Ma­rio­li Będ­kow­skiej, Zo­fii Wie­czo­rek, Thes­sie Anusz,

Ani i Idze Anusz, Iwo­nie Trze­pał­ka, Ży­wii Anusz,

La­fay­et­te Pra­do, Na­mu­ro­wi i oczy­wi­ście swo­im ro­dzi­com

za mi­łość i wia­rę we mnie, i wy­daw­com za cier­pli­wość.

OD AUTORA

Ta książ­ka jest skie­ro­wa­na do tych, któ­rzy cią­gle szu­ka­ją no­wych roz­wią­zań i spo­so­bów na po­pra­wę ja­ko­ści swo­je­go ży­cia w każ­dym jego ob­sza­rze – jed­nym sło­wem, do wo­jow­ni­ków dnia co­dzien­ne­go, któ­rzy nie ocze­ku­ją jed­no­ra­zo­wych pi­gu­łek szczę­ścia.

Na pew­no nie jest to książ­ka dla kon­for­mi­stów, któ­rzy ocze­ku­ją, że kra­sno­lud­ki wy­ko­na­ją za nich pew­ne za­da­nia, ani dla tych, któ­rzy wie­rzą, że za po­mo­cą jed­ne­go za­klę­cia są w sta­nie zmie­nić swo­je ży­cie.

W książ­ce znaj­dziesz róż­ne na­rzę­dzia i prze­ko­na­nia, któ­re mogą ci po­móc w pre­cy­zyj­nym okre­śla­niu, hie­rar­chi­zo­wa­niu i osią­ga­niu ce­lów, po­zna­wa­niu sie­bie i od­kry­wa­niu swo­jej mi­sji ży­cio­wej. A w efek­cie w po­lep­sze­niu ja­ko­ści ży­cia.

Na stro­nach tej książ­ki znaj­dziesz wie­dzę, któ­ra po­mo­że ci zro­zu­mieć, że szczę­ście, suk­ces i bo­gac­two za­le­żą przede wszyst­kim od cie­bie; od two­je­go za­cho­wa­nia, my­śle­nia i od­czu­wa­nia świa­ta. Może to brzmi dziw­nie, ale wie­lu czy­tel­ni­ków prze­ko­na się, że już są szczę­śli­wi, choć do tej pory byli prze­ko­na­ni o swo­jej ży­cio­wej klę­sce.

Więk­szość cier­pień ma swo­je źró­dło w tym, że lu­dzie idą przez ży­cie jak „ślep­cy”, kie­ru­jąc się na­wy­ka­mi i od­ru­cha­mi, a przez to nie wi­dzą in­nych moż­li­wo­ści dzia­ła­nia lub – co gor­sza – nie chcą ich wi­dzieć.

Je­stem prze­ko­na­ny, że im wię­cej lu­dzi znaj­dzie szczę­ście, re­ali­zu­jąc swo­je za­mie­rze­nia i mi­sję ży­cio­wą, tym mniej na świe­cie bę­dzie cier­pie­nia i tym bar­dziej wszy­scy bę­dzie­my się cie­szyć bo­gac­twem, któ­re daje nam Zie­mia. Zy­ska­my też wię­cej sił, aby sta­wić czo­ło trud­no­ściom, i we­wnętrz­ne wspar­cie, aby za­mie­nić trud­no­ści na lek­cje do prze­ro­bie­nia.

Co­raz bar­dziej prze­ma­wia do mnie to, że ży­cie czło­wie­ka skła­da się z wie­lu ob­sza­rów i w każ­dym z nich gra­my pew­ną rolę ży­cio­wą. Miło jest, gdy w te­atrze ży­cia nie tra­ci­my z oczu na­szej głów­nej roli. Jed­nak­że pęd ży­cia po­wo­du­je, że za­zwy­czaj zaj­mu­je­my role dru­go­pla­no­we i tra­ci­my z oczu naj­waż­niej­szą, jaką mamy do za­gra­nia, czy­li by­cie sa­mym sobą. Im wię­cej ról nie­zwią­za­nych z nami gra­my, tym wię­cej two­rzy­my sy­tu­acji, któ­re są źró­dłem nie­przy­jem­nych uczuć.

Gra­nie roli bez świa­do­mo­ści za­zwy­czaj pro­wa­dzi do bra­ku spój­no­ści we­wnętrz­nej. Czło­wiek nie sta­no­wi wte­dy har­mo­nij­nej ca­ło­ści. Tak jak mało zna­czą­cy ak­tor, któ­ry aby prze­trwać, gra to, co w da­nym mo­men­cie ktoś mu za­pro­po­nu­je, nie dba­jąc o ja­kość ani war­tość da­nej roli.

Szczę­ście czło­wie­ka, we­dług mnie, za­leż­ne jest od tego, na ile zdo­ła­my po­łą­czyć w spój­ną ca­łość ży­cio­we role, two­rząc sta­ły i zin­te­gro­wa­ny ob­raz sie­bie, któ­ry po­zwa­la wy­peł­niać swo­ją mi­sję na zie­mi. Wte­dy jak me­ga­gwiaz­dy mo­że­my wy­bie­rać rolę, któ­rą chce­my za­grać. Tyl­ko pro­szę, nie uznaj­cie, że spój­na i zin­te­gro­wa­na ca­łość ozna­cza nie­zmien­ną ca­łość.

W tej książ­ce bę­dzie­my się zaj­mo­wać tym, co lu­bię na­zy­wać psy­cho­lo­gią dy­rek­tyw­ną. Jej głów­nym za­da­niem jest pro­wa­dze­nie czło­wie­ka do po­czu­cia spój­no­ści we­wnętrz­nej. Jest to dzie­dzi­na zaj­mu­ją­ca się pro­ce­sa­mi i in­stru­men­ta­mi wio­dą­cy­mi czło­wie­ka do trans­cen­den­cji, czy­li do osią­gnię­cia wyż­szych po­zio­mów eks­pre­sji swo­jej du­cho­wo­ści na zie­mi.

Je­śli po prze­czy­ta­niu tej książ­ki zro­zu­miesz i uwie­rzysz, że błę­dy i cier­pie­nia nie są „karą bo­ską”, tyl­ko wska­zów­ka­mi, że sto­su­jesz nie­wła­ści­wą stra­te­gię ży­cia – war­to było ją na­pi­sać; je­śli na­to­miast po tej lek­tu­rze od­kry­jesz „ta­jem­ni­cę”, jak zmie­nić swo­je ży­cie – po­gra­tu­lu­ję ci od­wa­gi po­trzeb­nej do za­sto­so­wa­nia za­war­tej w niej wie­dzy.

CZEMU CZASAMI TAK TRUDNO ZMIENIĆ BIEG RZEKI?

Nie­kie­dy mam wra­że­nie, że żyję w daw­nych cza­sach, kie­dy na tar­go­wi­skach sły­chać było głos prze­kup­nia za­chwa­la­ją­ce­go cu­dow­ne wła­ści­wo­ści swo­je­go elik­si­ru. Od cza­su jak za­czą­łem in­te­re­so­wać się sa­mo­do­sko­na­le­niem, to zna­czy tym, jak być bar­dziej sku­tecz­nym i szczę­śli­wym w ży­ciu – a od tego cza­su mi­nę­ło już co naj­mniej trzy­dzie­ści lat – wciąż słu­cham o no­wych cu­dow­nych me­to­dach. Przez ja­kiś czas są one mod­ne, jak nowy fa­son spodni, w któ­rych wszy­scy chcą cho­dzić, nie­za­leż­nie od tego, jak na nich leżą, a po­tem moda mija i zo­sta­je wy­lan­so­wa­ny nowy styl. Czę­sto tre­ner, za­chwa­la­jąc swo­je me­to­dy, pod­kre­śla ich sku­tecz­ność i pro­sto­tę, a mil­cze­niem po­mi­ja ogra­ni­cze­nia, któ­re po­sia­da każ­dy pro­dukt. Jest to zro­zu­mia­łe w mar­ke­tin­gu, bo jak tu za­in­te­re­so­wać klien­ta i skło­nić go do kup­na to­wa­ru, je­że­li mó­wi­my o jego ne­ga­tyw­nych wła­ści­wo­ściach.

Uczest­ni­czy­łem w wie­lu warsz­ta­tach, na któ­rych przed­sta­wia­no me­to­dy ma­ją­ce sta­no­wić ist­ne pa­na­ceum. Uczest­ni­kom obie­cy­wa­no, że za­po­zna­ją się z róż­ne­go ro­dza­ju na­rzę­dzia­mi (od bio­fe­ed­back po­przez róż­ne za­klę­cia sto­so­wa­ne przez Ka­hu­nów aż po for­muł­ki psy­cho­lo­gicz­ne), któ­re mia­ły im za­gwa­ran­to­wać ła­twe, szyb­kie i bez­stre­so­we (po pro­stu cu­dow­ne!) roz­wi­nię­cie ukry­tych zdol­no­ści i umie­jęt­no­ści roz­wią­za­nia każ­de­go pro­ble­mu.

Jak za­wsze, w wy­pad­ku pew­nej czę­ści uczest­ni­ków me­to­da za­dzia­ła­ła, po­nie­waż do­sta­li oni to, cze­go po­trze­bo­wa­li i co byli w sta­nie w da­nym mo­men­cie swo­je­go ży­cia zro­zu­mieć. Część w ogó­le nie wie­dzia­ła, o co cho­dzi, i da­lej ich ży­cie to­czy­ło się jak po­przed­nio, a jesz­cze inna gru­pa, któ­ra szu­ka­ła tyl­ko uspra­wie­dli­wie­nia dla swo­ich nie­po­wo­dzeń, po kur­sie już wie­dzia­ła, kogo obar­czyć za nie winą.

Co­dzien­ność jest peł­na cu­dów, mimo to my­ślę so­bie, że czło­wiek pew­nych rze­czy nie prze­sko­czy. Mo­że­my skró­cić czas po­trzeb­ny na przej­ście pew­ne­go od­cin­ka, lecz nie spo­sób owe­go frag­men­tu dro­gi w ogó­le omi­nąć.

Są me­to­dy i na­rzę­dzia bar­dziej lub mniej sku­tecz­ne, ale z mo­ich ob­ser­wa­cji i oso­bi­stych do­świad­czeń wy­ni­ka, że nie ist­nie­je dro­ga na skró­ty. Je­stem tak­że prze­ko­na­ny, że żad­na zmia­na nie na­stą­pi, do­pó­ki czło­wiek do niej nie doj­rze­je. Praw­da jest taka, że nie­za­leż­nie od tego, jak mą­dry jest sys­tem, i tak żad­na po­żą­da­na przez nas zmia­na nie na­stą­pi, je­śli nie je­ste­śmy na nią go­to­wi. Bo­wiem jak­kol­wiek by spoj­rzeć, po­lep­sze­nie ja­ko­ści ży­cia w 90% za­le­ży od nas sa­mych; to zna­czy bez wła­sne­go za­an­ga­żo­wa­nia nie ma cu­dów. My­ślę tak­że, że do­pó­ki nie osią­gniesz punk­tu zwrot­ne­go, czy­li mo­men­tu, w któ­rym czło­wiek doj­rzał już do pod­ję­cia de­cy­zji do­ko­na­nia zmia­ny i przy­ję­cia od­po­wie­dzial­no­ści za skut­ki pod­ję­tej de­cy­zji, bę­dziesz tkwił w sta­rych wzor­cach, chro­nił swo­je źró­dło cier­pie­nia i nie bę­dziesz czuł po­trze­by przy­ję­cia no­wych wzor­ców, któ­re są opty­mal­ne w kon­kret­nej sy­tu­acji.

Są­dzę, że war­to od cza­su do cza­su się za­trzy­mać i przy do­brej ka­wie lub her­ba­cie za­dać so­bie py­ta­nia: cze­go chcę i czy już doj­rza­łem, aby to mieć?

CZTERECH MISTRZÓW – CZYLI TROCHĘ O ŻYCIU I DUCHOWOŚCI WSPÓŁCZESNEGO CZŁOWIEKA

Nie­któ­re fil­my i książ­ki uka­zu­ją mę­dr­ców, któ­rzy żyją w pu­stel­niach, pró­bu­jąc zgłę­bić swo­ją du­cho­wą na­tu­rę, i two­rzą myl­ny prze­kaz, że ży­cie du­cho­we nie ma nic wspól­ne­go ze zma­ga­nia­mi dnia co­dzien­ne­go. Praw­da jest taka, że za­nim przy­stą­pi się do zbie­ra­nia mi­stycz­nych do­świad­czeń, war­to się za­jąć naj­pierw swo­im ży­ciem i oso­bi­stym roz­wo­jem. To one przy­go­to­wu­ją nas do ko­lej­ne­go eta­pu.

Kie­dyś uda­ło mi się na­mó­wić ko­le­żan­kę na wy­kład ko­bie­ty, któ­ra jako szes­na­sto­lat­ka wy­je­cha­ła do Ty­be­tu i tam w gro­cie, w od­osob­nie­niu, spę­dzi­ła bli­sko trzy­dzie­ści lat. Owszem, z jej twa­rzy, mimo że mia­ła pięć­dzie­siąt lat, pro­mie­nio­wał spo­kój, nie było też na niej zmarsz­czek, wi­do­mych oznak stre­su do­świad­cza­ne­go przez oso­bę ży­ją­cą w spo­łecz­no­ści. Była oso­bą ła­god­ną i spo­koj­ną. Moją ko­le­żan­kę jed­nak za­sta­no­wi­ło, po co ktoś, kto tyle me­dy­to­wał i nie po­trze­bo­wał dóbr ma­te­rial­nych, miał na ręku ze­ga­rek.

W sa­mot­no­ści mo­że­my stwo­rzyć i prze­ży­wać od­czu­cia wszech­ogar­nia­ją­cej mi­ło­ści, spo­ko­ju, współ­czu­cia, do­bro­ci, cier­pli­wo­ści itd. Wszyst­ko to do cza­su, aż ży­cie nas prze­ko­na, że ule­gli­śmy je­dy­nie ilu­zji. Jak ktoś może mó­wić o ja­kich­kol­wiek uczu­ciach, je­że­li nie do­świad­cza ca­łej gamy emo­cji, któ­re ży­cie ma mu do za­ofe­ro­wa­nia? Jak ktoś może uznać sie­bie za oso­bę mi­łu­ją­cą dru­gie­go czło­wie­ka, je­śli nie do­znał żad­nej krzyw­dy, któ­ra wy­ma­ga wy­ba­cze­nia? Jak czło­wiek może wie­dzieć, że nie jest ma­te­ria­li­stą, je­że­li nig­dy nie miał tyle pie­nię­dzy, aby z nich zre­zy­gno­wać? Nie je­stem prze­ciw­ni­kiem tego ro­dza­ju do­świad­czeń, „od­da­le­nie się” jest cza­sa­mi ko­niecz­ne, aby na­wią­zać kon­takt z sa­mym sobą. Są­dzę jed­nak, że są lu­dzie, któ­rzy do tego nie doj­rze­li, lecz tyl­ko pró­bu­ją uciec od od­po­wie­dzial­no­ści, któ­rej wy­ma­ga ży­cie w spo­łecz­no­ści.

Naj­wię­cej in­for­ma­cji o so­bie zdo­by­wa­my w kon­tak­tach z ludź­mi. Wte­dy mamy szan­sę po­znać, kim je­ste­śmy. Nie­jed­no­krot­nie wy­ma­ga to od nas we­ry­fi­ka­cji swo­je­go wła­sne­go ob­ra­zu. Dla­te­go ży­cie w gru­pie nie jest ła­twe, a jesz­cze trud­niej­sze jest ży­cie we dwo­je. War­to jed­nak pró­bo­wać zdać ten eg­za­min, bo jest to naj­więk­sza szko­ła, któ­ra przy­go­to­wu­je nas do wej­ścia na ścież­kę roz­wo­ju du­cho­we­go.

Twój ob­raz sie­bie jest jak dia­ment, a naj­lep­szym szli­fie­rzem tego dia­men­tu jest samo ży­cie. Ży­cie to pięk­na szko­ła roz­wo­ju oso­bi­ste­go. Udo­stęp­nia nam nie­od­płat­nie, w peł­nym, dwu­dzie­stocz­te­ro­go­dzin­nym wy­mia­rze, co naj­mniej czte­rech mi­strzów ży­cio­wych. Po­ka­zu­ją nam oni cały czas, kim na­praw­dę je­ste­śmy w da­nym mo­men­cie. Są nimi: nasi wro­go­wie, trud­ne sy­tu­acje ży­cio­we, na­sze świa­do­mie nie­roz­wi­nię­te za­le­ty oraz przy­ja­cie­le – ci praw­dzi­wi, któ­rzy w mą­dry spo­sób mó­wią nam praw­dę w oczy lub co naj­mniej po­ka­zu­ją nam ży­cie z in­nej per­spek­ty­wy. Oni naj­czę­ściej „uru­cha­mia­ją” w nas na­sze sła­be punk­ty, co po­zwa­la nam uświa­do­mić so­bie, nad czym mamy pra­co­wać, aby w ży­ciu dzia­łać bar­dziej sku­tecz­nie i przez to być bar­dziej szczę­śli­wy­mi.

Nasi wro­go­wie są dla nas naj­su­row­szy­mi i naj­bar­dziej wy­ma­ga­ją­cy­mi mi­strza­mi. Z tego po­wo­du war­to, by­śmy ich sza­no­wa­li. Pi­sząc o „wro­gu”, mam na my­śli każ­dą sy­tu­ację, w któ­rej za­cho­wa­nia dru­gie­go czło­wie­ka po­wo­du­ją, że mamy po­trze­bę, aby się bro­nić, bo czu­je­my się w ja­kiś spo­sób ata­ko­wa­ni. War­to uświa­do­mić so­bie, że za­zwy­czaj wro­go­wie – w da­nym mo­men­cie – są dla nas jak lu­stro: szyb­ko i wy­raź­nie uka­zu­ją nam na­sze bra­ki w umie­jęt­no­ści ko­mu­ni­ko­wa­nia się, po­ka­zu­ją sła­be punk­ty w ma­pie rze­czy­wi­sto­ści (kon­cep­cja świa­ta), a poza tym sta­no­wią świet­ną pró­bę dla na­sze­go sys­te­mu war­to­ści (po­ka­zu­ją, na ile war­to­ści, któ­re gło­si­my, są praw­dzi­we). Wy­gła­sza­nie mowy na te­mat mi­ło­ści, to­le­ran­cji i zro­zu­mie­nia bliź­nie­go jest ła­twe, do­pó­ki part­ner na przy­kład nas nie zdra­dzi. Wte­dy trak­tu­je­my go nie jak uko­cha­ne­go przy­ja­cie­la, ale jak wro­ga. Za­daj­my so­bie py­ta­nie, jaki zwią­zek ma szan­se prze­trwać, je­że­li tak re­agu­je­my na po­peł­nio­ny przez part­ne­ra błąd? Upa­ja­my się ża­lem, gnie­wem i roz­cza­ro­wa­niem, co za­zwy­czaj pro­wa­dzi do roz­sta­nia, i na­wet nie sta­ra­my się zro­zu­mieć przy­czy­ny pro­ble­mu. Wro­go­wie uczą nas po­ko­ry i wzmac­nia­ją zdol­ność pa­trze­nia na świat z in­nej per­spek­ty­wy – nie­ko­niecz­nie mą­drzej­szej niż na­sza, ale uzna­wa­nej przez na­sze­go wro­ga za naj­lep­szą kon­cep­cję na świe­cie. Cza­sa­mi lu­dzie sta­ją się dla nas wro­ga­mi, bo pró­bu­je­my na siłę zmie­niać ich świa­to­po­gląd, więc war­to na­by­wać umie­jęt­no­ści da­wa­nia prze­strze­ni in­nym; przy­jąć po­sta­wę ob­ser­wa­to­ra i po­zo­sta­wić oce­nę ta­kiej kon­cep­cji cza­so­wi.

Nie mniej waż­nym mi­strzem, dba­ją­cym o nasz roz­wój, są trud­ne sy­tu­acje ży­cio­we, a przede wszyst­kim cią­gle po­wta­rza­ją­ce się zda­rze­nia (po­dob­ni part­ne­rzy, po­dob­ne związ­ki, po­dob­ni sze­fo­wie itd.). Po­zwa­la­ją nam one od­kryć, cze­go tak na­praw­dę po­trze­bu­je­my i chce­my w da­nej chwi­li, uświa­do­mić so­bie sto­so­wa­ne przez nas stra­te­gie i sche­ma­ty oraz stwier­dzić, dla­cze­go są one mało sku­tecz­ne. In­ny­mi sło­wy, uczą nas za­da­wać so­bie py­ta­nia:

Co w tych sy­tu­acjach funk­cjo­nu­je jako na­gro­da?

Cze­go kon­kret­nie ocze­ku­ję?

Ja­kie mam za­so­by, z któ­rych mogę ko­rzy­stać, aby to zmie­nić?

Co dla mnie jest po­zy­tyw­ne w tej sy­tu­acji?

W ja­kim kie­run­ku zmie­nić ży­cie?

Przy­ja­cie­le tak­że są do­bry­mi mi­strza­mi, ale tyl­ko ci, któ­rzy nie oba­wia­ją się po­wie­dzieć nam wprost, że błą­dzi­my, i po­ka­zać nam na­sze nie­roz­wi­nię­te za­le­ty. Nie­wie­le ta­kich osób po­zna­je­my, bo nie­zwy­kle trud­no na­uczyć się ra­nić świa­do­mie tych, któ­rych ko­cha­my.

Kie­dy uzna­je­my na­sze ży­cie za miej­sce do­sko­na­le­nia się, war­to pil­no­wać, aby nie wpa­dać w „cho­ro­bę nad­mia­ru”. Nie sta­raj­my się cały czas ana­li­zo­wać swo­ich za­cho­wań i sy­tu­acji ży­cio­wych i pró­bo­wać ich zro­zu­mieć, bo prze­kształ­ci­my swo­je ży­cie w jed­no pa­smo udrę­ki. Ist­nie­je taka przy­po­wieść z ży­cia Bud­dy, któ­ra do­brze ob­ra­zu­je ta­kie po­dej­ście.

Bud­da wiódł ży­cie asce­ty w po­bli­żu rze­ki. Któ­re­goś dnia zo­ba­czył łód­kę, a w niej czło­wie­ka, któ­ry grał na ja­kimś in­stru­men­cie. W pew­nym mo­men­cie jed­na stru­na pę­kła. Bud­da na­gle zro­zu­miał, że we wszech­świe­cie nie ma miej­sca na stan sta­łe­go na­pię­cia i zmie­nił swo­ją dro­gę po­szu­ki­wa­nia.

To samo do­ty­czy cie­bie. Nie szu­kaj cały czas tego, co masz w so­bie zmie­nić czy do­sko­na­lić, bo stru­na pęk­nie.

BOGACTWO MATERIALNE, POCZĄTEK BOGACTWA DUCHOWEGO – CZYLI ŚCIEŻKA ROZWOJU ZAWODOWEGO JAKO NAJLEPSZA ŚCIEŻKA ROZWOJU OSOBISTEGO I DUCHOWEGO

Wła­dza nad świa­tem ma­te­rial­nym, po­zba­wio­na mą­dro­ści wy­pły­wa­ją­cej z du­szy, jest zgub­na dla czło­wie­ka. Za­zwy­czaj roz­wój oso­bi­sty i du­cho­wy ko­ja­rzy­my z czymś ode­rwa­nym od ży­cia, przede wszyst­kim nie­idą­cym w pa­rze z bo­gac­twem ma­te­rial­nym i ja­ko­ścią re­la­cji, któ­re two­rzy­my.

Wie­lu z nas trwa w błęd­nym prze­ko­na­niu, że je­że­li ktoś chce się roz­wi­jać du­cho­wo, to ko­niecz­nie musi na­le­żeć do ja­kichś kon­kret­nych struk­tur re­li­gij­nych, po­mi­mo na­szych mie­sza­nych uczuć co do spo­so­bów dzia­ła­nia tych in­sty­tu­cji. Utrzy­mu­je­my, że czło­wiek, któ­ry jest człon­kiem „po­waż­ne­go” Ko­ścio­ła czy in­nej po­wa­ża­nej in­sty­tu­cji re­li­gij­nej, roz­wi­ja się du­cho­wo. Na­wet je­śli bez­myśl­nie żyje we­dług gło­szo­nych przez nie war­to­ści i do­gma­tów, współ­bra­cia po­strze­ga­ją go za­zwy­czaj jako praw­dzi­wie świę­te­go, któ­ry wy­brał dla sie­bie tę jed­ną, je­dy­nie praw­dzi­wą ścież­kę du­cho­wą, pro­wa­dzą­cą do praw­dzi­we­go Boga. Zdo­by­cie ja­kiejś po­zy­cji w hie­rar­chii da­ne­go Ko­ścio­ła uzna­wa­ne jest za rów­no­znacz­ne z osią­gnię­ciem wyż­sze­go po­zio­mu roz­wo­ju du­cho­we­go. Za­po­mi­na­my, że od Bud­dy po Chry­stu­sa po­wta­rzał się je­den pro­sty prze­kaz, że two­je ży­cie jest świa­dec­twem two­jej oso­by. Może więc nad­szedł czas, aby zmie­nić swo­je prze­ko­na­nia i trak­to­wać swo­je ży­cie jako du­cho­wą ścież­kę, a roz­wój spo­łecz­ny i za­wo­do­wy jako jed­ną z pod­sta­wo­wych miar i spraw­dzian roz­wo­ju oso­bi­ste­go i du­cho­we­go.

Ży­cie wrzu­ca nas w róż­ne śro­do­wi­ska, w któ­rych znaj­du­je­my do­sko­na­łe wa­run­ki do roz­wo­ju. Ścież­ka roz­wo­ju za­wo­do­we­go może od­gry­wać waż­ną rolę w ży­ciu czło­wie­ka, w jego roz­wo­ju, je­że­li ma on roz­wi­nię­tą sa­mo­świa­do­mość na tyle, aby tę szan­sę wy­ko­rzy­stać. Pra­cu­jąc w róż­nych fir­mach, za­uwa­ży­łem, że czło­wiek in­stynk­tow­nie wy­bie­ra miej­sce czy urzą­dza po­miesz­cze­nie, w któ­rym ma pra­co­wać, pra­gnąc stwo­rzyć so­bie jak naj­lep­sze wa­run­ki, aby na­uczyć się cze­goś waż­ne­go. Na przy­kład, je­że­li masz trud­ność z mó­wie­niem „nie”, to na pew­no po­dej­miesz taką pra­cę lub znaj­dziesz so­bie ta­kich ko­le­gów, aby móc przy­swo­ić so­bie tę umie­jęt­ność.

Śro­do­wi­sko pra­cy jest jed­nym z naj­lep­szych miejsc, gdzie mo­że­my zbie­rać in­for­ma­cje o so­bie. W pra­cy nie tyl­ko zdo­by­wasz nowe umie­jęt­no­ści za­wo­do­we, lecz tak­że do­wia­du­jesz się wie­le o so­bie: swo­ich re­ak­cjach, ocze­ki­wa­niach i zdol­no­ści do współ­pra­cy. Ry­wa­li­za­cja po­bu­dza nas do do­sko­na­le­nia się. My­ślę, że nie każ­dy uświa­da­mia so­bie, że pra­ca to je­dy­ne miej­sce w ży­ciu, gdzie ktoś nam pła­ci za to, aby­śmy mo­gli się roz­wi­jać.

Trud­no zro­zu­mieć, dla­cze­go tak rzad­ko sły­szy­my po­gląd, że ścież­kę roz­wo­ju za­wo­do­we­go moż­na trak­to­wać jako dro­gę roz­wo­ju oso­bi­ste­go i du­cho­we­go, sko­ro, jak wi­dać, ma wszyst­kie po­trzeb­ne do tego atu­ty. Wdra­py­wa­nie się po ko­lej­nych szcze­blach dra­bi­ny spo­łecz­nej, sze­ro­ko ro­zu­mia­ne jako dą­że­nie do suk­ce­su i bo­gac­twa, może sta­no­wić naj­lep­szą dro­gę do roz­wo­ju oso­bi­ste­go i du­cho­we­go.

Do­pó­ki wszel­kie dzia­ła­nia i wie­dza będą trak­to­wa­ne jako spo­sób na zdo­by­cie co­raz więk­szej wła­dzy i co­raz więk­szych pie­nię­dzy, to nig­dy nie bę­dzie mą­drych lu­dzi, zdol­nych do za­rzą­dza­nia za­so­ba­mi Zie­mi z ko­rzy­ścią dla ca­łe­go spo­łe­czeń­stwa. Bez lu­dzi, któ­rzy po­tra­fią za­rzą­dzać za­so­ba­mi ludz­ki­mi i na­tu­ral­ny­mi w spo­sób eko­lo­gicz­ny, trud­no bę­dzie prze­trwać na­szej pla­ne­cie, nie mó­wiąc o ko­lo­ni­za­cji in­nych pla­net. Zwłasz­cza obec­nie, kie­dy spo­łe­czeń­stwa roz­wi­nę­ły się do ta­kie­go stop­nia, że zo­stał za­kłó­co­ny sys­tem eko­lo­gicz­ny, a do­mi­na­cja nie­któ­rych grup in­te­re­su za­czy­na za­gra­żać nie tyl­ko ca­łej pla­ne­cie, ale i na­sze­mu ga­tun­ko­wi.

Osią­gnię­cie na­stęp­ne­go szcze­bla dra­bi­ny spo­łecz­nej za­zwy­czaj na­rzu­ca po­trze­bę zdo­by­cia no­wych umie­jęt­no­ści i wie­dzy, a to po­cią­ga za sobą ko­niecz­ność prze­zwy­cię­że­nia wła­snych ogra­ni­czeń i lę­ków, co jest jed­nym z pod­sta­wo­wych wa­run­ków roz­wo­ju pola świa­do­mo­ści. To, czy bę­dzie­my z tego ko­rzy­sta­li, to już inna spra­wa. Z ob­ser­wa­cji wi­dać, że mało kto to wi­dzi i z tego ko­rzy­sta.

Nie­wąt­pli­wie, po­czu­cie nie­za­do­wo­le­nia ze swo­jej po­zy­cji i za­rob­ków sta­no­wi dla lu­dzi do­sko­na­łą mo­ty­wa­cję do dzia­ła­nia w kie­run­ku po­pra­wie­nia swo­je­go sta­tu­su. Po­trze­ba zdo­by­wa­nia no­wych umie­jęt­no­ści i po­zna­wa­nia nie­zna­nych do­tąd ob­sza­rów po­wo­du­je, że czło­wiek chce zmie­rzyć się ze swo­imi prze­ko­na­nia­mi, lę­ka­mi i ogra­ni­cze­nia­mi, co stwa­rza do­sko­na­łe pole do pra­cy nad sobą.

Mo­żesz się za­sta­no­wić, dla­cze­go sto­so­wa­nie kry­te­rium bo­gac­twa i wła­dzy jako mier­ni­ka roz­wo­ju oso­bi­ste­go i „przy­go­to­wa­nia” do trans­cen­den­cji jest ta­kie istot­ne. Otóż, jest tak dla­te­go, że na tej dro­dze pod­da­my pró­bie swój sys­tem war­to­ści, prze­ko­nań i kom­pe­ten­cji. Skon­fron­tu­je­my je ze swo­imi lę­ka­mi, umie­jęt­no­ścią po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji i współ­pra­cy oraz z po­sia­da­nym po­zio­mem od­po­wie­dzial­no­ści za wła­sne i cu­dze wy­bo­ry, na któ­re z róż­nych wzglę­dów się go­dzi­my. Mamy moż­li­wość na­uczyć się, jak się nie przy­wią­zy­wać do wła­dzy i dóbr ma­te­rial­nych. Przede wszyst­kim, je­że­li nie chce­my się po­gu­bić, roz­wi­ja­my w so­bie zdol­ność do utrzy­ma­nia rów­no­wa­gi mię­dzy róż­ny­mi sfe­ra­mi ży­cia.

Lu­bię my­śleć, że kie­dy dą­ży­my do do­sko­na­le­nia się, na­le­ży­my do ka­sty wo­jow­ni­ków, ta­kich jak sa­mu­ra­jo­wie, z tą róż­ni­cą, że ka­ta­nę zmie­ni­li­śmy na nowe tech­no­lo­gie i wie­dzę.

Oczy­wi­ście, ka­rie­ra za­wo­do­wa jest jed­ną z wie­lu moż­li­wych dróg roz­wo­ju. Waż­ne, abyś miał świa­do­mość, że każ­dy cel, któ­ry za­mie­rzasz osią­gnąć w ży­ciu – obo­jęt­nie, w ja­kiej sfe­rze – może stać się po­lem roz­wo­ju oso­bi­ste­go i du­cho­we­go. Po­dob­nie dzie­je się w in­nych ob­sza­rach ży­cia. Ileż to osób ma pro­blem z obro­ną swo­ich gra­nic, a na part­ne­ra wy­bie­ra so­bie czło­wie­ka nie­po­tra­fią­ce­go usza­no­wać gra­nic in­nych lu­dzi. My­ślę, że błę­dem jest my­śle­nie, iż tyl­ko in­sty­tu­cje mają pra­wo okre­ślać, kie­dy się roz­wi­jasz du­cho­wo, a kie­dy nie.

Samo ży­cie za­zwy­czaj oka­zu­je się naj­do­sko­nal­szym i czuj­nym mi­strzem, któ­ry cią­gle spraw­dza sku­tecz­ność na­szych dzia­łań. W tym spraw­dzia­nie zo­sta­je też uwzględ­nio­na eko­lo­gia celu, bo cóż z tego, że mamy peł­ne kon­to, kie­dy przy sto­le brak przy­ja­ciół. Ży­cie to mistrz sta­ra­ją­cy się nam prze­ka­zać dwie na­uki, któ­ry­mi są sku­tecz­ność i kon­se­kwen­cja.

Czy dą­że­nie do do­bro­by­tu, obo­jęt­nie, na ja­kim po­zio­mie, nie sta­no­wi dla nas jed­ne­go z naj­lep­szych tre­nin­gów w sfe­rze du­cho­wej? Nie mó­wię, że to je­dy­na i naj­lep­sza ścież­ka roz­wo­ju, ale war­to ją uwzględ­niać.

KAŻDA MONETA MA DWIE STRONY, CZYLI DOBRZE JEST NAUCZYĆ SIĘ ANALIZOWANIA SYTUACJI ZARÓWNO OD STRONY OBIEKTYWNEJ, JAK I SUBIEKTYWNEJ

Moim zda­niem, tym, co nas naj­bar­dziej róż­ni od zwie­rzę­cia, jest po­sia­da­nie du­żych zdol­no­ści do kom­pli­ko­wa­nia so­bie ży­cia bez po­trze­by. Trze­ba przy­znać, że do­pro­wa­dzi­li­śmy tę umie­jęt­ność do per­fek­cji. Czło­wiek po­tra­fi wy­ko­rzy­stać ogrom­ne po­kła­dy ener­gii, aby ze swo­je­go ży­cia zro­bić pie­kło na zie­mi. Jego dar kom­pli­ko­wa­nia spraw po­ka­zu­je, że i Pan Bóg mie­wa czar­ne po­czu­cie hu­mo­ru, bo jak in­a­czej mo­że­my in­ter­pre­to­wać fakt ob­da­ro­wa­nia czło­wie­ka ta­kim da­rem, ja­kim jest wy­obraź­nia?

Cza­sem trud­no być obiek­tyw­nym, ale do­brze jest na­uczyć się ana­li­zo­wa­nia sy­tu­acji za­rów­no od stro­ny obiek­tyw­nej, jak i su­biek­tyw­nej. Po­sta­raj­my się okre­ślić na­sze su­biek­tyw­ne od­czu­cia i obiek­tyw­ne prze­słan­ki, za­sta­nów­my się, czy te dwa czyn­ni­ki z sobą współ­gra­ją. Przy­kła­do­wo, je­że­li bo­ga­ty czu­je się bied­nym, to obo­jęt­ne, ile pie­nię­dzy mu po­da­ru­jesz, i tak nie zmie­ni to jego po­czu­cia. Jego pro­blem znaj­du­je się na po­zio­mie su­biek­tyw­nym. Na­to­miast ofia­ro­wa­nie pie­nię­dzy bied­ne­mu szyb­ko może „wy­le­czyć” go z po­czu­cia bie­dy, przy­najm­niej na ja­kiś czas.

Czę­sto zda­rze­nia ży­cio­we sta­ją się dla nas pro­ble­mem, po­nie­waż błęd­nie trak­tu­je­my na­szą mapę jako rze­czy­wi­stość, gu­biąc w ten spo­sób isto­tę rze­czy. Two­rzy­my w swo­jej gło­wie róż­ne­go ro­dza­ju „wi­zje” opar­te na lę­kach i prze­ko­na­niach, któ­re po­wo­du­ją, że mały pro­blem ura­sta do ran­gi ka­ta­stro­fy.

Czło­wiek ma więk­sze ten­den­cje do prze­ży­wa­nia pro­ble­mów niż do dzia­ła­nia w kie­run­ku ich roz­wią­za­nia. Na­uczy­li­śmy się utoż­sa­miać ze swo­imi emo­cja­mi i „roz­ko­szo­wać” się ich prze­ży­wa­niem, a do­pie­ro po­tem oce­niać nasz pro­blem od stro­ny obiek­tyw­nej. Może cza­sa­mi jest to do­bra stra­te­gia, zwłasz­cza w re­la­cjach in­ter­per­so­nal­nych, ale w biz­ne­sie może mieć sku­tek pa­ra­li­żu­ją­cy i zgub­ny dla sys­te­mu, bo ro­dzi emo­cje, a nie roz­wią­za­nia. Umie­jęt­ność roz­gra­ni­cza­nia sy­tu­acji na obiek­tyw­ne i su­biek­tyw­ne bar­dzo po­ma­ga w stu­dze­niu emo­cji.

W każ­dej sy­tu­acji ob­sza­ry su­biek­tyw­ne mie­sza­ją się z obiek­tyw­ny­mi i od­wrot­nie. War­to więc je upo­rząd­ko­wać, to zna­czy usta­lić, któ­ry ob­szar okre­ślo­nej sy­tu­acji jest naj­waż­niej­szy. Kie­dy zde­cy­du­jesz, na ja­kim po­zio­mie chcesz ana­li­zo­wać sy­tu­ację, ukie­run­ku­jesz swój stru­mień świa­do­mo­ści. Wte­dy ła­twiej od­kryć, gdzie tak na­praw­dę tkwi źró­dło pro­ble­mu i jak go roz­wią­zać. Jest taka man­tra, któ­rą war­to czę­sto po­wta­rzać: „Ja­kie są fak­ty”! War­to na­by­wać umie­jęt­no­ści za­sta­na­wia­nia się, jaką ukry­tą in­for­ma­cję nie­sie ze sobą każ­de uogól­nie­nie. Uszcze­gó­ło­wie­nie i upo­rząd­ko­wa­nie in­for­ma­cji bar­dzo po­ma­ga w od­se­pa­ro­wa­niu fak­tów od do­my­słów.

Kie­dy prze­ży­wa­my ja­kąś sy­tu­ację, mamy sil­ną ten­den­cję, żeby utoż­sa­miać ją z ca­ło­ścią na­sze­go ży­cia, za­po­mi­na­jąc, że skła­da się ono z wie­lu ob­sza­rów. Do­sta­je­my re­pry­men­dę od sze­fa i prze­ży­wa­my to­tal­ny stres; ze­psu­je się nam sa­mo­chód, a stra­ci­my na­wet chęć na seks; brak pie­nię­dzy na nową ko­szu­lę nie po­zwo­li nam cie­szyć się słoń­cem i kry­sta­licz­ną wodą itd. Im sil­niej­sze emo­cje wy­zwa­la w nas dana sy­tu­acja, tym trud­niej zo­ba­czyć, z ja­ki­mi sfe­ra­mi na­sze­go ży­cia się ona wią­że, a z ja­ki­mi nie, i na ile jest to tyl­ko wy­twór na­szej fan­ta­zji.

Każ­da sy­tu­acja obej­mu­je kon­kret­ny ob­szar, nad któ­rym war­to pra­co­wać. Stwier­dze­nia­mi typu: „Nic mi się nie uda­je”, „Nie je­stem zdol­ny”, „Lu­dzie mnie nie ko­cha­ją”, „Nie je­stem kom­pe­tent­ny”, „Mam pe­cha”, „Szef jest zło­śli­wy”, „Wszy­scy lu­dzie są pod­li” itd., nic nie osią­gnie­my. Więc uczmy się od­ru­chu za­da­wa­nia so­bie py­tań: jak, gdzie, z kim, kto, kie­dy – po to, aby uści­ślić, cze­go chce­my i jak to osią­gnąć.

My­ślę, że nie­wie­lu z nas mia­ło szczę­ście przejść tre­ning w ure­al­nia­niu kon­cep­cji, któ­re two­rzą się i mno­żą w na­szych gło­wach, nie mó­wiąc o ich świa­do­mym kon­tro­lo­wa­niu i ukie­run­ko­wa­niu. Za­zwy­czaj bez spraw­dza­nia rze­czy­wi­sto­ści przyj­mu­je­my, że jest ona taka, jak za­kła­da­my i da­lej bu­du­je­my całą nową rze­czy­wi­stość. Dia­log we­wnętrz­ny, któ­ry cza­sa­mi pro­wa­dzi­my ze sobą, czę­sto od­zwier­cie­dla tę pra­wi­dło­wość.

Na przy­kład, kto od cza­su do cza­su nie lubi sto­so­wać stra­te­gii kró­li­ka, aby utrud­nić so­bie ży­cie? Nie znasz jej? Przed­sta­wiam ci jed­ną z naj­lep­szych stra­te­gii wpro­wa­dze­nia się w stan przy­jem­ne­go cier­pie­nia.

Strategia królika

Był so­bie kró­lik. Pew­ne­go dnia do­stał od ko­le­gi tu­zin ja­jek i po­my­ślał so­bie, że do­brze by­ło­by zjeść ja­jecz­ni­cę. Po­szedł więc do żony i po­pro­sił ją o jej przy­rzą­dze­nie. Żona od­po­wie­dzia­ła, że i owszem, ale nie ma pa­tel­ni. Za­su­ge­ro­wa­ła mu, żeby po­ży­czył od ko­goś pa­tel­nię.

Kró­lik przy­po­mniał so­bie, że jego naj­lep­szy ko­le­ga niedź­wiedź ma do­brą że­liw­ną pa­tel­nię i na pew­no mu ją po­ży­czy. Wy­szedł więc z domu, ale po dro­dze za­czął ze sobą taką oto roz­mo­wę:

– Jaki ten mi­siu jest faj­ny, jak ja go lu­bię, na pew­no bę­dzie bar­dzo szczę­śli­wy, że chcę po­ży­czyć od nie­go pa­tel­nię.

– No tak! Ale z dru­giej stro­ny, ta jego żona to ka­wał zoł­zy, ona mnie nie lubi i na pew­no mu na­ga­da, że nie zwró­cę pa­tel­ni.

– Ale co tam! Miś to faj­ny gość, może na­wet za­pro­szę go na ja­jecz­ni­cę.

– Co za po­mysł?! Wte­dy do­pie­ro dał­bym pre­tekst pani mi­sio­wej, na pew­no po­wie­dzia­ła­by: „Zna­jąc kró­li­ka, to na pew­no idzie­cie się na­pić, bo kró­lik to naj­więk­szy pi­jak w le­sie”.

– Jak ona może mnie tak na­zy­wać? Ale ona jest okrop­na, jak niedź­wiedź może z nią wy­trzy­mać?

– No tak, ale ja z ko­lei mogę po­wie­dzieć mi­sio­wi gło­śno, że zwró­cę pa­tel­nię wie­czo­rem i wte­dy jego żona nie bę­dzie mia­ła się do cze­go przy­cze­pić.

– Ale zna­jąc ją, na pew­no po­wie: „Hej, kró­lik, ale ona ma być cała i przy­nieś ją wie­czo­rem, bo je­steś bar­dzo nie­słow­ny”.

I tak kró­lik całą dro­gę co­raz bar­dziej na­krę­cał się prze­ciw­ko żo­nie mi­sia. Kie­dy za­pu­kał do drzwi i otwo­rzy­ła mu uśmiech­nię­ta pani domu, kró­lik wście­kły za­wo­łał: „Wiesz co, już nie chcę tej two­jej pa­tel­ni, wsadź ją so­bie w d...!”.

Po­tem wra­cał do domu pe­łen pre­ten­sji do żony o to, że na­mó­wi­ła go na po­ży­cze­nie pa­tel­ni i na­ra­zi­ła go na taką sy­tu­ację. Po­stą­pi­ła tak, bo na pew­no go nie ko­cha. Gdy­by go ko­cha­ła, nie po­sła­ła­by go po pa­tel­nię. Wie­dzia­ła, że pój­dzie po­ży­czyć pa­tel­nię od mi­sia. A tak w ogó­le ży­cie jest do bani!

Stra­te­gia kró­li­ka i jej po­dob­ne bar­dzo po­ma­ga­ją nam w bu­do­wie róż­ne­go ro­dza­ju ma­łych pie­kie­łek. Ile osób sto­su­je stra­te­gię kró­li­ka, aby pod­sy­cać w so­bie nie­na­wiść? Cza­sa­mi więc war­to na­uczyć się sto­so­wać roz­ma­ite me­to­dy, któ­re po­mo­gą nam ochro­nić się przed ta­ki­mi „pie­kiel­ny­mi” stra­te­gia­mi.

Ćwi­cze­nie: „Ucho”

Przy­po­mnij so­bie sy­tu­ację kon­flik­to­wą, któ­ra uru­cho­mi­ła w to­bie dia­log we­wnętrz­ny. Przy­po­mnij so­bie, jak ze sobą roz­ma­wia­łeś, ile gło­sów bra­ło w tym udział, gdzie one w two­im we­wnętrz­nym świe­cie się znaj­do­wa­ły. Zwróć uwa­gę na to­wa­rzy­szą­ce temu dia­lo­go­wi od­czu­cia. Prze­pro­wadź go po­now­nie, tyl­ko od­dal po tro­chu każ­dy z tych „gło­sów” i spraw­dzaj, co się zmie­ni­ło. Po­tem zmień miej­sce, w któ­rym sły­szysz „gło­sy” i sprawdź, jaką zmia­nę to spo­wo­do­wa­ło. Pa­mię­taj, że jest to tyl­ko zmia­na per­spek­ty­wy od­bio­ru in­for­ma­cji, więc je­że­li czu­jesz dys­kom­fort, jest to dla cie­bie znak, że war­to spraw­dzić, dla­cze­go dana zmia­na go wy­wo­łu­je. Kie­dy dana zmia­na ci się nie spodo­ba, po­wróć do sta­nu wyj­ścio­we­go.

Te stra­te­gie two­rzą po­zor­ne pro­ble­my, któ­re rzad­ko sta­no­wią od­zwier­cie­dle­nie rze­czy­wi­sto­ści, mimo że dla nas są jak naj­bar­dziej re­al­ne.

FILARY SZCZĘŚCIA, CZYLI ZAŁOŻENIA, KTÓRE UŁATWIĄ NAM ZROZUMIENIE ŻYCIA

Choć ży­cie to pro­ces zło­żo­ny i trud­ny do ogar­nię­cia, ist­nie­je kil­ka za­ło­żeń, któ­re po­mo­gą nam zro­zu­mieć wie­le wy­da­rzeń w nim za­cho­dzą­cych i po­zwo­lą nam osią­gnąć więk­szą sku­tecz­ność, a co za tym idzie – szczę­ście. Za­ło­że­nia owe to­wa­rzy­szą czło­wie­ko­wi od mo­men­tu, kie­dy za­czął po­rząd­ko­wać swo­ją wie­dzę zdo­by­tą przez ob­ser­wa­cję ota­cza­ją­ce­go go świa­ta, a więc od bar­dzo daw­na, ale czę­sto o nich za­po­mi­na­my.

Fi­lar I

Wszyst­kie rze­czy się ze sobą łą­czą, za­le­żą od sie­bie i two­rzą je­den ogrom­ny sys­tem. Je­ste­śmy jed­ną wiel­ką ro­dzi­ną! Wszech­świat jest jed­nym ogrom­nym sys­te­mem, skła­da­ją­cym się z pod­sys­te­mów. Inne przy­kła­do­we pod­sys­te­my to ro­dzi­na, ty, śro­do­wi­sko, pra­ca itp. Po­nie­waż wszyst­ko po­cho­dzi z jed­ne­go źró­dła, wszy­scy je­ste­śmy czę­ścią tej uni­wer­sal­nej ro­dzi­ny. Dla­te­go waż­ne jest, aby sta­rać się nie oce­niać ży­cia in­nych, lecz zro­zu­mieć pro­ce­sy, któ­re do­pro­wa­dzi­ły do da­nych skut­ków oraz war­tość każ­de­go ele­men­tu tego wiel­kie­go sys­te­mu.

Po­nie­waż we wszech­świe­cie wszyst­ko jest ze sobą po­łą­czo­ne, nie może w nim ist­nieć próż­nia. To zna­czy, że je­że­li ja­kiś ele­ment tej ukła­dan­ki zni­ka, na jego miej­scu two­rzy się na­tych­miast inny. Po­ka­zu­je nam to mię­dzy in­ny­mi, że żad­na zmia­na w na­szym ży­ciu nie jest moż­li­wa, je­że­li w miej­sce sta­re­go mo­de­lu nie stwo­rzy­my mo­de­lu za­stęp­cze­go. Na przy­kład – chcesz ze­rwać z kimś zna­jo­mość – two­rzysz wte­dy „próż­nię” na róż­nych po­zio­mach, mię­dzy in­ny­mi na po­zio­mie cza­so­wym. Wte­dy war­to wy­peł­nić ją czymś in­nym, na przy­kład nową zna­jo­mo­ścią, aby nie my­śleć cały czas o roz­sta­niu. Je­że­li chcesz po­zbyć się ja­kie­goś na­wy­ku, to w jego miej­sce za­le­ca­ne jest stwo­rzyć inny, bo je­śli ty o to nie za­dbasz, zro­bi to za cie­bie twój or­ga­nizm. Czę­sto wi­dzi­my lu­dzi, któ­rzy chcą prze­stać pa­lić. Nie się­ga­ją po pa­pie­ro­sa, ale po­nie­waż nie stwo­rzy­li so­bie po­dob­ne­go „ja­ko­ścio­we­go” na­wy­ku za­stęp­cze­go, or­ga­nizm kom­pen­su­je to so­bie sam – na przy­kład za­czy­na­ją ob­ja­dać się sło­dy­cza­mi.

Sys­tem to ca­łość, w któ­rej każ­dy ele­ment jest jed­na­ko­wo waż­ny i wszyst­kie te ele­men­ty wpły­wa­ją na sie­bie na­wza­jem i współ­dzia­ła­ją na rzecz wspól­ne­go celu. Czło­wiek jako część tego uni­wer­sal­ne­go sys­te­mu nig­dy nie po­wi­nien czuć się sa­mot­ny. Sa­mot­ność to uczu­cie po­ja­wia­ją­ce się w mo­men­cie, kie­dy czło­wiek za­po­mi­na, że jest mi­kro­sys­te­mem współ­pra­cu­ją­cym z ma­kro­sys­te­mem, w któ­rym żyje. Za­zwy­czaj wy­ni­ka to z fak­tu, że stra­cił kon­takt ze swo­ją mi­sją ży­cio­wą, żyje „od celu do celu” i nie łą­czy ich w żad­ną ca­łość. In­ny­mi sło­wy, po­czu­cie sa­mot­no­ści bie­rze się za­zwy­czaj z mało roz­wi­nię­tej umie­jęt­no­ści współ­pra­cy.

Kie­dy za­ak­cep­tu­je­my za­ło­że­nie, że sta­no­wi­my sys­tem bę­dą­cy czę­ścią in­ne­go ogrom­ne­go sys­te­mu, ła­twiej nam wy­pra­co­wać nowy styl my­śle­nia i pa­trze­nia na ży­cie, uwzględ­nia­ją­cy jed­no­cze­śnie per­spek­ty­wę szcze­gó­ło­wą i ogól­ną. Po­nie­waż wie­my, że:

⇒ Każ­dy pod­sys­tem two­rzy pew­ną ca­łość i za­ra­zem jest czę­ścią in­nej ca­ło­ści. Ana­li­za owe­go pod­sys­te­mu ma uwzględ­niać jego in­te­rak­cję z resz­tą sys­te­mu i od­wrot­nie. To zna­czy, kie­dy pa­trzy­my na część, uwzględ­nia­my ca­łość i od­wrot­nie.

⇒ Każ­dy sys­tem od­zwier­cie­dla za­ro­dek po­cząt­ko­wy, więc ba­da­jąc ge­ne­zę po­wsta­nia da­ne­go sys­te­mu, mo­że­my prze­wi­dy­wać kie­ru­nek jego roz­wo­ju, po­nie­waż ten prze­bie­ga we­dług okre­ślo­nej ma­try­cy. Ba­da­jąc mi­kro­ko­smos, mo­że­my od­kry­wać za­leż­no­ści rzą­dzą­ce ma­kro­ko­smo­sem i na od­wrót.

⇒ Mo­że­my pa­trzeć na ży­cie wo­kół nas jak na współ­pra­cu­ją­ce ze sobą sys­te­my (np. ro­dzi­na to sys­tem, któ­ry współ­pra­cu­je ze śro­do­wi­skiem pra­cy, a ten z ko­lei ze związ­ka­mi itd.).

⇒ Po­nie­waż ele­men­ty sys­te­mu współ­dzia­ła­ją ze sobą na za­sa­dzie sprzę­że­nia zwrot­ne­go, zmia­na w jed­nym ele­men­cie po­wo­du­je re­ak­cję in­ne­go (np. na­sze dzia­ła­nia wy­wo­łu­ją re­ak­cję oto­cze­nia, a ona po­wo­du­je z ko­lei, że my sta­ra­my do­pa­so­wać się do oto­cze­nia).

⇒ Sys­tem jako ca­łość i jako część ca­ło­ści dzia­ła we­dług pew­nych re­guł, któ­re moż­na opi­sać w for­mie sche­ma­tów. Po­zwa­la nam to spoj­rzeć na zda­rze­nia ży­cio­we nie jako na sku­tek złej kar­my, ale na­tu­ral­ną kon­se­kwen­cję ukła­du sił, bar­dziej lub mniej dla nas czy­tel­ną. Dzię­ki temu ła­twiej nam uwie­rzyć, że nasz los za­le­ży wy­łącz­nie od nas, że mamy moż­li­wość kon­tro­li ja­ko­ści swo­je­go ży­cia i do­ko­ny­wa­nia po­zy­tyw­nych zmian, gdyż zmia­na sche­ma­tu za­cho­wa­nia, my­śle­nia, re­ago­wa­nia itd. siłą rze­czy po­wo­du­je zmia­nę w sys­te­mie.

⇒ W ob­rę­bie sys­te­mu nie ist­nie­ją roz­wią­za­nia lep­sze lub gor­sze – po­nie­waż każ­de pro­wa­dzi do ja­kichś efek­tów – ale nie­któ­re z nich mogą być bar­dziej sku­tecz­ne z na­sze­go punk­tu wi­dze­nia, z punk­tu wi­dze­nia ca­łe­go sys­te­mu oraz w za­leż­no­ści od obec­ne­go po­zio­mu świa­do­mo­ści czy doj­rza­ło­ści oso­bi­stej. W sys­te­mie nie my­śli­my w ka­te­go­riach „de­cy­zja do­bra” czy „de­cy­zja zła” – cho­dzi nam o de­cy­zję opty­mal­ną w da­nym mo­men­cie.

⇒ Każ­dy sys­tem cha­rak­te­ry­zu­je się tym, że dąży do osią­gnię­cia okre­ślo­ne­go celu i utrzy­ma­nia go. Sys­tem za­wsze wal­czy o swo­ją in­te­gral­ność. Raz stwo­rzo­ny sys­tem bę­dzie dą­żył do utrzy­ma­nia in­te­gral­no­ści. Mo­że­my za­tem za­kła­dać, że two­je naj­bliż­sze śro­do­wi­sko nie­ko­niecz­nie bę­dzie za­chwy­co­ne wpro­wa­dza­ny­mi przez cie­bie zmia­na­mi, a tak­że że te zmia­ny nie będą obo­jęt­ne dla sys­te­mu, któ­re­go je­steś czę­ścią. Dla przy­kła­du, ro­dzi­na – z de­fi­ni­cji – po­win­na mieć na celu opie­kę, ochro­nę i roz­wój po­szcze­gól­nych jej człon­ków. Ale nie­kie­dy może ona mieć swo­je ko­rze­nie nie w mi­ło­ści, lecz w po­trze­bie roz­wi­ja­nia i pod­trzy­my­wa­nia dys­funk­cji po­szcze­gól­nych człon­ków ro­dzi­ny, na przy­kład róż­ne­go ro­dza­ju uza­leż­nień – al­ko­ho­li­zmu, pra­co­ho­li­zmu, ner­wic, chro­nicz­nej zło­ści itp. Le­cze­nie tych cho­rób spra­wia, że sys­tem albo do­sto­su­je się do no­wej sy­tu­acji – okre­ślo­nej jako zdro­wa – albo się roz­pad­nie. Po­dob­nie ma to miej­sce w róż­ne­go ro­dza­ju or­ga­ni­za­cjach, po­wo­ła­nych w ja­kimś kon­kret­nym celu, kie­dy ze­spół jako sys­tem dąży do osią­gnię­cia zu­peł­nie in­nych ce­lów. Współ­pra­co­wa­łem kie­dyś z fir­mą, w któ­rej ze­spół od­po­wie­dzial­ny za sprze­daż, za­miast kon­cen­tro­wać się na osią­gnię­ciu wyż­sze­go po­zio­mu sprze­da­ży, zaj­mo­wał się ge­ne­ro­wa­niem na­pięć i nie­ja­sno­ści w re­la­cjach. Usta­le­nie praw­dzi­we­go celu sys­te­mu jest nie­odzow­ne, aby roz­po­cząć nad nim pra­cę.

⇒ W tak ogrom­nym mo­rzu współ­dzia­ła­nia przy­czy­na i sku­tek nie mu­szą być ze sobą bez­po­śred­nio zwią­za­ne w cza­sie i prze­strze­ni. Dla­te­go nie za­wsze war­to szu­kać źró­dła da­nej sy­tu­acji w po­bli­żu „miej­sca”, w któ­rym wy­stę­pu­ją symp­to­my na­sze­go pro­ble­mu, po­nie­waż może on być wy­ni­kiem wcze­śniej­szych dzia­łań, nie­ko­niecz­nie bez­po­śred­nio po­wią­za­nych z sy­tu­acją.

Pa­trze­nie na ży­cie z per­spek­ty­wy sys­te­mu daje nam po­czu­cie, że „rze­czy” mają swój po­czą­tek, śro­dek i ko­niec, a każ­de dzia­ła­nie ma swój kie­ru­nek. Dzię­ki temu nie czu­je­my się jak nie­świa­do­mi wę­drow­cy w mo­rzu zda­rzeń, któ­re nas ota­cza­ją. Mo­że­my od­kryć, że to, co cza­sa­mi wy­glą­da jak pa­smo nie­prze­rwa­ne­go „pe­cha”, jest skut­kiem na­sze­go świa­do­me­go i nie­świa­do­me­go dzia­ła­nia, aby utrzy­mać kie­ru­nek sys­te­mu, w któ­rym ży­je­my. Wy­obraź­my so­bie ro­dzi­nę, któ­ra jest prze­ko­na­na, że pie­nią­dze to rzecz brud­na, przy­no­szą­ca wię­cej nie­szczę­ścia niż ra­do­ści i że tyl­ko nie­uczci­wą dro­gą moż­na dojść do wiel­kich pie­nię­dzy. Mo­że­my stwier­dzić z dużą dozą praw­do­po­do­bień­stwa, że sys­tem bę­dzie się sta­rał ten stan rze­czy utrzy­mać, po­nie­waż owe prze­ko­na­nia sta­no­wią wła­śnie jego cele. Cała ro­dzi­na bę­dzie wspie­rać tego swo­je­go człon­ka, któ­ry jest „goły i we­so­ły”, ale nie zwró­ci uwa­gi na tego, któ­ry osią­gnie suk­ces (lub uczy­ni to w spo­sób ne­ga­tyw­ny, czę­stu­jąc go uwa­ga­mi typu: „za dużo pra­cu­jesz”, „zo­ba­czysz, że i tak nikt cię nie do­ce­ni”, „do gro­bu tych pie­nię­dzy nie za­bie­rzesz” itp.). Pa­mię­taj, że suk­ces fi­nan­so­wy dla tej ro­dzi­ny jest w pew­nym sen­sie po­raż­ką, po­nie­waż sys­tem ich dąży do tego, aby utrzy­mać prze­ko­na­nia, któ­re pro­wa­dzą do bie­dy i cier­pięt­nic­twa.

Sys­te­mo­we po­dej­ście do ży­cia daje nam po­tęż­ne na­rzę­dzie roz­po­zna­nia pro­ce­sów, któ­re za­cho­dzą w na­szym ży­ciu. Głę­bo­ko wie­rzę, że wszyst­kie zmia­ny w na­szym świe­cie we­wnętrz­nym w du­żej mie­rze wpły­wa­ją na świat ze­wnętrz­ny, zgod­nie z za­sa­dą, że zmia­na jed­ne­go ele­men­tu sys­te­mu po­cią­ga za sobą zmia­nę w ca­łym sys­te­mie. Więc każ­dą zmia­nę za­czy­na­my od sie­bie.

Fi­lar II

Naj­więk­szym skar­bem, jaki po­sia­da­my, jest w na­sza wie­dza i do­świad­cze­nia.

Je­że­li chce­my wpro­wa­dzić ja­kieś zmia­ny w ży­ciu, za­zwy­czaj za­czy­na­my od spraw­dze­nia, czy mamy pod­sta­wy ma­te­rial­ne do do­ko­na­nia owych zmian. Za­zwy­czaj je­ste­śmy prze­ko­na­ni, że za­so­by to wy­pcha­ny port­fel, po­sia­da­ne przez nas dy­plo­my lub inne do­bra ma­te­rial­ne. Za­po­mi­na­my, że cały ba­gaż do­świad­czeń, któ­re prze­ży­li­śmy i zdo­by­li­śmy, sta­no­wi ogrom­ny ar­se­nał za­so­bów, z któ­rych mo­że­my ko­rzy­stać bez ogra­ni­czeń.

Za­zwy­czaj po­sia­da­my wię­cej za­so­bów, niż nam się wy­da­je. War­to każ­dą se­kun­dę swo­je­go ży­cia trak­to­wać z na­le­ży­tym sza­cun­kiem, gdyż każ­de do­świad­cze­nie może stać się dla nas waż­nym za­so­bem. Jest to szcze­gól­nie waż­ne w przy­pad­ku lu­dzi, któ­rzy są na­sta­wie­ni na kry­ty­kę i znaj­do­wa­nie bra­ków – tak­że w sa­mych so­bie.

Kie­dy de­cy­du­jesz, że chcesz wpro­wa­dzić zmia­ny w swo­im ży­ciu, ozna­cza to, że je­steś świa­do­my, iż two­je ży­cie może prze­bie­gać in­a­czej. Ta świa­do­mość wy­ni­ka stąd, że masz za­so­by w po­sta­ci wła­snych do­świad­czeń oraz ob­ser­wa­cji. Po­ja­wia­ją­ce się pro­ble­my po­trak­tuj jako wska­zów­ki okre­śla­ją­ce ob­szar two­je­go dzia­ła­nia.

Je­śli uwa­żasz, że two­ja prze­szłość była zbyt trud­na, nie za­po­mi­naj, że two­ja przy­szłość za­czy­na się wła­śnie w tej chwi­li. Przy­szłość daje ci moż­li­wość od­kry­wa­nia wszyst­kie­go, cze­go pra­gniesz w swo­im ży­ciu, ale tak­że tego, co jest ci po­trzeb­ne, aby być szczę­śli­wym. Nie trak­tuj swo­jej prze­szło­ści jak prze­kleń­stwa, gdyż to ona sta­no­wi pod­sta­wę two­jej przy­szło­ści.

Aby zro­zu­mieć war­tość na­wet naj­mniej­szych za­so­bów, po­le­cam na­stę­pu­ją­ce ćwi­cze­nie.

Ćwi­cze­nie:Oce­na wła­snych za­so­bów.