Pragnienie miłości - Robyn Grady - ebook
Opis

„Jesteś dorosła i chcesz tego, powiedziała sobie. Odpręż się i korzystaj. Wzięła głęboki oddech i weszła do pogrążonego w półmroku pokoju. Zbliżyła się do łóżka, odsunęła narzutę i opuściła ręcznik. Zdążyła się położyć, kiedy w drzwiach dostrzegła męską sylwetkę. Zabrakło jej tchu. Jeszcze nigdy nie była w takiej sytuacji, jednak teraz właśnie tego pragnęła. Pragnęła tego mężczyzny”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 149

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Robyn Grady

Pragnienie miłości

Tłumaczenie:

PROLOG

Grace Munroe odwróciła się od dużego lustra i zdjęła sukienkę. Zrzuciła też szpilki oraz bieliznę, po czym owinęła się w puszysty i pachnący ręcznik.

Jesteś dorosła i chcesz tego, powiedziała sobie. Odpręż się i korzystaj.

Wzięła głęboki wdech i weszła do pogrążonego w półmroku pokoju. Zbliżyła się do łóżka, odsunęła narzutę i opuściła ręcznik. Zdążyła się położyć, kiedy w drzwiach dostrzegła męską sylwetkę. Zabrakło jej tchu. Jeszcze nigdy nie była w takiej sytuacji, jednak teraz właśnie tego pragnęła. Pragnęła tego mężczyzny.

Ruszył w jej stronę, rozpinając koszulę i pasek. Po chwili pieścił czubkiem języka jej pierś. Kiedy się odezwał, jego zarost zadrapał jej wrażliwą skórę.

– Chciałbym wiedzieć, jak się nazywasz.

– A ja chciałabym, żebyśmy już zaczęli.

Tego wieczoru Grace wybrała się na spacer, by przewietrzyć myśli. Odkąd zjawiła się w Nowym Jorku, prześladowały ją obrazy i wspomnienia. Mijając jeden z barów, usłyszała dźwięki fortepianu i weszła do środka. Wkrótce do jej stolika podszedł mężczyzna.

Wiele kobiet przyglądało mu się z jawnym zainteresowaniem, ale Grace nie miała ochoty na towarzystwo. On jednak nie zamierzał jej podrywać. Rzucił tylko celną uwagę na temat gry pianisty, dopił drinka i ruszył do baru. Miał urzekający uśmiech.

Grace nagle zmieniła zdanie. Przywołała go i zaprosiła do stolika. Uprzedziła, że zostanie jeszcze tylko przez kwadrans. Mężczyzna skinął głową i zamierzał się przedstawić, ale mu przerwała. Nie chciała nic o nim wiedzieć ani opowiadać o sobie. Zmarszczył brwi, ale się nie sprzeciwił. W skupieniu słuchali muzyki.

Kiedy pianista zrobił przerwę, pożegnała się. Mężczyzna również wychodził. Naturalnym gestem dla niego było ją odprowadzić. Idąc, rozmawiali o muzyce, sporcie, jedzeniu i teatrze. Był miłym i zabawnym towarzyszem. Jego uśmiech i głos nie dawały jej spokoju. Było w nich coś znajomego.

Gdy mijali jego dom, czuła się, jakby znała go od lat. Zaproponował, żeby weszła, a ona nie odmówiła.

Teraz w sypialni, kiedy jego usta szukały jej warg, nie żałowała. To było jednak zupełnie nie w jej stylu. Czy to postęp, czy ucieczka?

Rok temu Grace była z kimś związana. Sam był bohaterskim strażakiem, szanującym jej rodziców i przez wszystkich lubianym. Kochał ją i pewnej nocy się jej oświadczył. W tej jednak chwili coś innego zaprzątało jej myśli.

Rozchyliła wargi pod naporem języka mężczyzny, czując budzący się głód. Była rozczarowana, gdy przerwał pocałunek. Pociągał ją intelektualnie i fizycznie, i jeszcze w jakiś bliżej nieokreślony sposób. Miło byłoby znów kiedyś go zobaczyć. Niestety, to niemożliwe. Ta noc była wynikiem spontaniczności i pożądania. Jednorazowy numerek, nic więcej.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Śliczna, prawda?

– Nie chcę być nieuprzejmy, ale ta druhna chyba jest dla ciebie trochę za młoda – powiedział Wynn Hunter z krzywym uśmiechem.

– No pewnie. Przecież to moja córka – odparł z dumą Brock Munroe.

Wynn drgnął, a po chwili przypomniał sobie, że musi oddychać. Brock miał trzy córki. Wynn właśnie uświadomił sobie, którą z nich widzi.

– To jest Grace? – wykrztusił osłupiały.

– Wyrosła na piękną kobietę.

Gdyby trzy noce wcześniej Wynn coś podejrzewał, w życiu nie zabrałby jej do swojego mieszkania. Nie tylko przez szacunek do Brocka, który był przyjacielem jego ojca, Guthriego Huntera, potentata australijskich mediów i szefa Hunter Enterprises, ale przede wszystkim dlatego, że w dzieciństwie szczerze jej nie znosił. Doprowadzała go do szału.

Zacisnął zęby. Jak to się stało, że spędził z nią najwspanialszą noc w życiu?

– Grace i pozostałe dwie moje córki są bardziej podobne do matki – oznajmił Brock, kiedy orkiestra zaczęła grać wolny weselny przebój. – Pamiętasz tamte święta w Kolorado, które spędziliśmy wspólnie?

Brock i Guthrie spotkali się w wakacje, zaraz po skończeniu studiów na Uniwersytecie Sydney, w nowo otwartym Vail Resort. Zaprzyjaźnili się i utrzymywali z sobą kontakt. Kiedy dwadzieścia lat później ich rodziny postanowiły razem spędzić święta, Wynn miał osiem lat.

Ilekroć ze starszymi braćmi lepił bałwana przed chatą, którą dzieliły obie rodziny, tyle razy Grace i jego młodsza siostra, Teagan, go niszczyły. Wtedy żyła jeszcze matka Wynna. Wytłumaczyła mu, że sześciolatki po prostu chcą się przyłączyć do zabawy.

Teraz Wynn szefował Hunter Publishing, nowojorskiej filii Hunter Enterprises. Zawsze był miły i uprzejmy. Tylko wtedy, jeden jedyny raz stracił nad sobą panowanie. Grace podstawiła mu nogę, a on upadł jak długi w śnieg, uderzając czołem w kamień. Uciekła do domu z powiewającymi na wietrze kucykami, a jego przytrzymali bracia. Mimo upływu lat był pewien, że nikt nigdy nie wyprowadził go z równowagi tak jak tamta nieznośna smarkula.

Musiał jednak przyznać, że się zmieniła. Mysie ogonki zamieniły się w pszenicznozłotą kaskadę. Jej niegdyś patykowate nogi były teraz apetycznie kształtne. Wtedy krzywił się na jej widok, teraz patrzył z przyjemnością.

Gdy spotkali się w barze, nie wiedziała, kim jest. Ale czy na pewno?

– Co słychać u twojego ojca? – zapytał Brock, patrząc na córkę tańczącą z drużbą. – Kiedy rozmawialiśmy dwa miesiące temu, wspomniał o zamachach na swoje życie. To wprost nie do uwierzenia. – Westchnął, splatając ręce na piersi. – Czy policja już wie, kto to zrobił?

Nie odrywając wzroku od fascynująco rozkołysanych bioder Grace, Wynn zaczął opowiadać.

– Ze dwa tygodnie po tym, jak próbowano zepchnąć auto ojca z drogi, ktoś do niego strzelił. Na szczęście chybił. Kiedy ochroniarz ojca rzucił się w pościg, facet wbiegł wprost pod samochód. Zginął na miejscu.

– Podobno potem był jeszcze jeden incydent?

– Tak, ojca znów zaatakowano – przytaknął Wynn, wspominając telefon od wściekłego Cole’a. – Policja prowadzi śledztwo, ale brat wynajął prywatnego detektywa, z którym od lat się przyjaźni.

Brandon Powell i Cole chodzili razem do szkoły. Teraz Brandon prowadził agencję detektywistyczno-ochroniarską i przemierzał ulice Sydney na harleyu. Był godnym zaufania profesjonalistą, miał doskonały instynkt. Idealny człowiek do takich zadań.

Melodia przyspieszyła. Taniec Grace stał się bardziej prowokacyjny. Drużba przekazał ją następnemu partnerowi, który z trudem utrzymywał ręce przy sobie.

Wynn dopił drinka. Nie sądził, by go dostrzegła wśród trzystu weselnych gości. Prawdopodobnie nie zdawała sobie sprawy z tego, co łączyło ich przed laty. Pozostanie na przyjęciu może być krępujące, uznał.

– Będę się zbierał – powiedział Brockowi. – Rano mam ważne spotkanie.

– W niedzielę? Chociaż, odkąd dwa lata temu przejęliście „La Trobes” musisz mieć pełne ręce roboty. Olbrzymia dystrybucja.

– Niestety, musieliśmy zamknąć kilka publikacji, a także zmniejszyć zatrudnienie w zagranicznych filiach.

– Czasy są trudne – przyznał Brock, wzruszając ramionami. – Przystosuj się lub giń. Jest tak kiepsko, że nie można liczyć nawet na reklamodawców.

Brock był prezesem agencji reklamowej, w której miał też większość udziałów. Jej biura znajdowały się nie tylko na Florydzie i w Kalifornii, ale też w Nowym Jorku. Wynn nie wiedział, czy członkowie rodziny Munroe’ów pomagają w prowadzeniu firmy. Podczas wspólnie spędzonej nocy on i Grace nie zwierzali się sobie. Nie wymienili nie tylko numerów telefonów i informacji o pracy, ale nawet imion czy nazwisk.

– Grace pracuje dla ciebie? – Wynn nie mógł powściągnąć ciekawości.

– Niech ci sama powie. Właśnie do nas idzie.

Wynn zerknął na parkiet. Kiedy Grace go dostrzegła, jej uśmiech znikł. Nie uciekła jednak. Wyprostowała ramiona i nadal przedzierała się przez tłum.

Po chwili położyła dłoń na ramieniu Brocka i pocałowała go w policzek. Potem, przechylając głowę, spojrzała na Wynna. Jej włosy spłynęły złotą kaskadą na jedno ramię. Wspomnienie ich dotyku na skórze zelektryzowało Wynna.

– Widzę, że masz nowego znajomego – rzekła do ojca.

– Wcale nie jest nowy. Wy też się znacie.

– Doprawdy? – Udała zdziwienie, posyłając Wynnowi znaczące spojrzenie.

– To przecież Wynn, trzeci syn Guthriego Huntera.

– Wynn? – powtórzyła Grace łamiącym się głosem.

– Właśnie wspominaliśmy – oznajmił Brock, odstawiając kieliszek na tacę. – Pamiętasz tamte święta w Kolorado?

– To było dawno – powiedziała Grace, odzyskując równowagę. – Nie wydaje mi się, żebyś nadal lepił bałwany – oznajmiła, unosząc brwi.

– To zbyt niebezpieczne.

– Niebezpieczne… – powtórzyła i przypomniała sobie. – Aha! Bawiłeś się z braćmi na podwórku i rozbiłeś sobie głowę.

– Nigdy nie podziękowałem ci za tę bliznę – mruknął Wynn i potarł skroń.

– Jak to?

– Podstawiłaś mi nogę.

– O ile pamiętam, potknąłeś się o własne sznurówki. Często ci się to zdarzało.

Zanim Wynn zdążył zaprotestować, Brock zmienił temat.

– Grace od szkoły średniej przyjaźni się z panną młodą.

– Z kolei Jason i ja studiowaliśmy w Sydney.

– Linley i Jason są parą od trzech lat i nigdy nie słyszałam, żeby o tobie wspominali.

– Straciliśmy kontakt, to fakt. Nie spodziewałem się zaproszenia na ślub.

– Cóż. Świat jest pełen niespodzianek – oznajmiła.

– Wynn prowadzi nowojorską filię Hunter Enterprises i trudni się drukiem – oznajmił Brock i zerknął na Wynna. – Czy Cole nadal zajmuje się mediami w Australii?

– Tak, ale ostatnio nieco zwolnił tempo. Wkrótce się żeni.

– Zawsze był oddany firmie. Pracoholik, jak jego ojciec. – Brock się zaśmiał. – To dobrze, że zamierza się ustatkować. Zawsze powtarzam, że każdy zasługuje na znalezienie swojej drugiej połowy – oznajmił i zerknął na córkę.

Grace odwróciła wzrok. Brock porzucił temat, rozejrzał się po sali i ostentacyjnie pomachał do znajomych.

– Widzę Dilshanów, chyba pójdę się przywitać – mruknął i pocałował córkę w policzek. – A wy sobie jeszcze porozmawiajcie.

Kiedy odszedł, Wynn postanowił oczyścić atmosferę.

– Nie martw się, nikomu nic nie powiem.

– Nie podejrzewam, że będziesz się chwalił dziewczyną poderwaną w barze.

– Nadal nie masz ochoty rozmawiać?

– Przecież już się znamy.

– Nie mam na myśli czasów sprzed dwóch dekad, tylko teraźniejszość.

– Chyba lepiej nie – odparła z wymuszonym uśmiechem.

Wynn przypomniał sobie jej reakcję na słowa ojca o dwóch połówkach oraz niechęć do rozmowy o życiu prywatnym. Najwyraźniej panna Munroe ma swoje sekrety. Nie szkodzi. To i tak nie jego sprawa. Miał dość własnych problemów. Chociaż, zanim się rozstaną, zamierzał sprostować jedną rzecz.

– Powiedz, tamtej nocy wiedziałaś, kim jestem?

– Ależ masz poczucie humoru! – Parsknęła i odwróciła się, żeby odejść.

Wynn chwycił ją za ramię i poczuł jakby dreszcz. Grace drgnęła spłoszona. Nie chciał jej przestraszyć.

– Zatańcz ze mną.

– To nie jest dobry pomysł – odparła, obrzucając go czujnym spojrzeniem miodowych oczu.

– Nie kusi cię, żeby mi znów podstawić nogę?

– Przyznaj, że byłeś niezdarą – odcięła się.

– A ty nieznośną smarkulą – odparł i poprowadził ją na parkiet.

Gdy wziął ją w ramiona, musiał przyznać, że mylił się, myśląc, że nigdy Grace nie polubi. Jej dorosła wersja idealnie do niego pasowała. Popatrzył jej w oczy.

– No i jak?

– Jeszcze mnie nie mdli.

– A nie masz ochoty podstawić mi nogi?

– Dam ci znać.

Ich przekomarzanie rozbawiło Wynna.

– A gdzie twoja matka?

– Z babcią – odparła, poważniejąc. – Babcia ostatnio gorzej się czuje.

– Mam nadzieję, że to nic poważnego.

– Powoli traci siły. Dziadek odszedł nie tak dawno. Był opoką babci – dodała z westchnieniem. – Pamiętam, że parę lat temu moi rodzice jechali na pogrzeb twojej matki.

Wynn drgnął. Wciąż pamiętał rozpacz ojca, który nie mógł jeść ani spać. Matka była cudowną osobą. Nigdy o niej nie zapomną i zawsze będą za nią tęsknić. Życie jednak biegło dalej.

– Ojciec ożenił się ponownie.

– Jest szczęśliwy? – zapytała, pamiętając, że rodzice byli również na ślubie Guthriego.

– Chyba tak.

– Nie jesteś pewien?

– Macocha jest córką jednej z przyjaciółek matki.

– O rany, to dość skomplikowana sytuacja.

Delikatnie rzecz ujmując. Cole i Dex, pozostali synowie Guthriego, uznali, że poleciała na kasę ojca. Jednak nie wszystko w Eloise było czarno-białe. W końcu była matką Tate’a, najmłodszego brata Wynna. Dzieciak miał dość stresów związanych z zamachami na ojca i należało mu oszczędzić plotek o zachowaniu matki. Z całego rodzeństwa Wynn najbardziej kochał małego braciszka. Był czas, kiedy marzył o takim synu jak on. Teraz już nie.

Nagle poczuł czyjąś dłoń na ramieniu. Obok, z głupim uśmiechem, stał niski facet.

– Odbijany? – zagaił.

– Nie – uciął Wynn, odpływając z partnerką.

– To nie było miłe – zauważyła Grace.

– To kumpel – skłamał Wynn.

– Hm. Cole to pracoholik, Dex playboy, a ty byłeś tym wrażliwym.

– Wyrosłem z tego.

– Stwardniałeś – poprawiła.

– A i tak zrobiłem na tobie wrażenie.

– Nie powiedziałabym – zaprzeczyła ze sceptycznym uśmiechem.

– Ach tak? Więc co robiłaś u mnie trzy noce temu?

– Pofolgowałam sobie – przyznała bez mrugnięcia okiem.

– Czyli jednak coś nas łączy.

– Jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło – szepnęła, kryjąc twarz na jego ramieniu.

– Mnie też nie.

– Nie potrafię żałować tamtej nocy – oznajmiła z westchnieniem – ale też nie mam ochoty na dłuższą znajomość. To nie jest dobry moment.

– Nie przypominam sobie, żebym cię o to prosił – powiedział Wynn z diabelskim uśmieszkiem.

– Widocznie dałam się zwieść twojej ręce na moim tyłku i temu czemuś twardemu w spodniach – mruknęła kwaśno. – Nie szukam związku, Wynn. Nie teraz.

Wynn chciał tym tańcem coś udowodnić, ale nie pamiętał już co. Trzy noce temu zauroczył go jej wygląd. Ujęła inteligencja. Zelektryzował dotyk. Miała rację, nadal to czuł. Grace Munroe jednak jasno się określiła. Właściwie się z nią zgadzał. Wypuścił ją z ramion.

– Pozwolę ci wrócić do gości – powiedział.

– Przekaż moje pozdrowienia Teagan i braciom.

– Dobrze.

Wprawdzie ostatnio rzadko się widywali, ale wkrótce miał się odbyć ślub Cole’a z australijską producentką telewizyjną, Taryn Quinn, co oznaczało rodzinny spęd. A także spotkanie z prześladowanym ojcem, fałszywą macochą i tysiącem pytań o jego prywatne życie. Jeszcze nie tak dawno temu to właśnie Wynn, nie Cole czy Dex, miał stanąć na ślubnym kobiercu.

Oczywiście było to, zanim miłość jego życia, Heather Matthews, oznajmiła, że ma inne plany. Wynn wykaraskał się z załamania, zostawił za sobą złość i teraz starał się po prostu korzystać z życia. Było mu z tym tak wygodnie, że nie planował nikogo dopuszczać bliżej.

Nawet seksownej panny Munroe.

Odnalazł państwa młodych i złożył im życzenia. Zamierzał się wymknąć, ale w drodze do drzwi wpadł znów na Brocka. Podejrzewał, że nie był to przypadek.

– Widziałem, jak tańczyliście.

– Tak. Przez wzgląd na dawne czasy.

– Może Grace ci wspomniała… Dwanaście miesięcy temu opuściła Nowy Jork. Teraz przyjechała na Manhattan spotkać się z przyjaciółmi – powiedział i wymienił nazwę jej hotelu. – Gdybyś chciał wpaść i pogadać… byłbym ci wdzięczny. To pomogłoby jej otrząsnąć się ze wspomnień – powiedział Brock, ściszając głos. – Niedawno straciła kogoś bliskiego.

– Wspominała, że dziadek…

– Miałem na myśli raczej kogoś w jej wieku… Był strażakiem. Dobrym człowiekiem. Mieli ogłosić zaręczyny, ale wydarzył się ten wypadek.

– Grace była zaręczona?

– Pewnie. Wypadek zdarzył się tu, w Nowym Jorku, rok i tydzień temu.

Wynn uwierzył, gdy Grace oznajmiła, że to był jej jedyny taki wyskok, że nigdy wcześniej nie poszła do łóżka z nieznajomym. Teraz rozumiał, dlaczego to zrobiła. Chciała zatracić się w jego towarzystwie i stłumić wspomnienia. Nie był na nią zły. Aż za dobrze ją rozumiał. Czy on sam również nie szukał pociechy w czyichś ramionach?

– Stara się być dzielna, ale ten ślub i ci wszyscy znajomi, którzy wiedzą, przez co przeszła… Teraz byłaby już mężatką. – Westchnął. – Nikt nie lubi litości, ale też nikt nie chce być sam – podsumował Brock i życzył mu powodzenia na porannym spotkaniu.

Wynn zdążył dotrzeć do drzwi, kiedy zatrzymał go głos didżeja.

– Zapraszamy wszystkie wolne panie! Panna młoda rzuci bukiet!

Wynn nie mógł się oprzeć i zerknął przez ramię. Nie mylił się, Grace nie podeszła, wręcz odsunęła się od rozbawionej grupki panien.

Panna młoda zawirowała w rytm muzyki i mocno rzuciła za siebie wiązankę. Po sali przebiegło westchnienie. Bukiet leciał wprost na Grace. Kiedy to zauważyła, cofnęła się. Wiązanka uderzyła przed nią w ziemię i zatrzymała się u stóp Wynna.

Ktoś romantycznej natury mógłby wziąć to za omen. Niewidzialna linia lotu bukietu połączyła Wynna i Grace, jakby pisane im było wspólne życie. Ale większość gości wiedziała, że Grace nie szuka partnera. Wciąż była w żałobie po narzeczonym.

On i Grace patrzyli sobie w oczy. Napięcie rosło. Wynn zawsze miał w sobie nutkę przekory.

Pod wpływem impulsu schylił się po kwiaty i ruszył w stronę Grace. Zatrzymał się tuż przed nią i uważnie obejrzał kwiaty. Białe i czerwone róże. Przez tłum przeszedł szmer. Nie podał jej jednak bukietu. Wziął ją w ramiona i teatralnie przechylił, szukając jej warg.

Tytuł oryginału: One Night, Second Chance

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2014

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2014 by Robyn Grady

© for the Polish edition by Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2015

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Gorący Romans są zastrzeżone.

Wyłącznym właścicielem nazwy i znaku firmowego wydawnictwa Harlequin jest Harlequin Enterprises Limited. Nazwa i znak firmowy nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Harlequin Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-1098-0

GR – 1060

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o. | www.legimi.com