Wydawca: Amber Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2015

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 446 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Pozwól mi pragnąć - J. Lynn

Stephanie wierzy w miłość, choć nigdy jej nie przeżyła. Wierzy, że gdzieś jest, na pewno. I ma nadzieję, że kiedyś ją spotka. Tymczasem jej życie wypełnia praca i romanse z przystojnymi facetami. Ale Nick to ktoś więcej niż przystojny facet. Połączy ich tajemnica. Zwiąże nadzieja na przyszłość, o jakiej Stephanie nigdy nie marzyła. A rozdzieli tragedia…
Nick pod maską pewnością siebie ukrywa przeszłość, o której nikt nie powinien wiedzieć. Spotkanie ze Stephanie zmienia wszystko. Burzy mury, które chroniły go przed związkami i zobowiązaniami. A ona stawia je na nowo, by nie dopuścić do siebie bólu. Ale czy teraz może się cofnąć, kiedy jest tą jedyną, której kiedykolwiek pragnął?

Opinie o ebooku Pozwól mi pragnąć - J. Lynn

Fragment ebooka Pozwól mi pragnąć - J. Lynn

Korekta

Hanna Lachowska

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcie na okładce

© g_studio/iStock/Thinkstock

Tytuł oryginału

Forever With You

FOREVER WITH YOU by Jennifer L. Armentrout writing as J. Lynn.

Copyright © 2015 by Jennifer L. Armentrout.

Published by arrangement with the Author.

All rights reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2015 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-5717-4

Warszawa 2015. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-952 Warszawa, ul. Wiertnicza 63

tel. 620 40 13, 620 81 62

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

P.U. OPCJA

Rozdział 1

Przepełniony karton do przeprowadzek, który niosłam, zachwiał się niebezpiecznie, kiedy dałam krok w bok i biodrem zatrzasnęłam tylne drzwi mojego samochodu. Stałam na parkingu przy czyimś wielkim motorze i sparaliżowana, wstrzymałam oddech. Karton nadal się chwiał i coś w nim dziwnie grzechotało.

Jeden. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć…

Gdy dotarłam do sześciu, karton wreszcie przestał się chybotać, a ja mogłam wypuścić powietrze. To, co się znajdowało w środku, było zbyt cenne, żeby to upuścić. Szkoda, że nie pomyślałam o tym wcześniej, zanim dopakowałam do kartonu milion innych rzeczy.

No, ale teraz było już za późno.

Westchnęłam i ponad brzegiem pudła spojrzałam na chodnik i wejście do budynku, potem z silnym postanowieniem, że nie upuszczę kartonu ani nie skręcę sobie karku w trakcie jego przenoszenia, ruszyłam przed siebie. Dzięki Bogu i wszystkim jego – lub jej – dmącym w trąby aniołom, moje mieszkanie znajdowało się na parterze.

Naprawdę miałam nadzieję, że nie będę się musiała w najbliższej przyszłości znowu przeprowadzać. Chociaż nie miałam wiele do spakowania i tak przeprowadzka okazała się upierdliwym przedsięwzięciem. Na szczęście większe rzeczy – łóżko, kanapę i resztę mebli – sprowadziłam przez firmę transportową. Ale i tak byłam zdziwiona, że podczas pobytu w akademiku zdążyłam zebrać tyle śmieci.

Udało mi się dotrzeć do chodnika i szerokich schodów prowadzących na wyższe piętra, kiedy palenie w mięśniach rąk się nasiliło. Pudło znowu zaczęło się chwiać, a ja siarczyście zaklęłam pod nosem – tak siarczyście, że mój tata i jego tata byliby ze mnie bardzo dumni.

Jeszcze tylko kilka kroków, powtarzałam sobie w myślach, tylko kilka kroków i… Karton wymsknął mi się z uścisku. Kolana się pode mną ugięły, gdy próbowałam uchwycić go mocniej, ale było za późno. Pudło po brzegi wypełnione tłukącymi się rzeczami leciało na ziemię.

– Pieprzony karton, pierdolone pudło, podstępny pieprzony szczur…

Na kilka centymetrów nad ziemią karton nagle się zatrzymał, co tak mnie wystraszyło, że zaniemówiłam, i tym samym urwał się sznureczek przekleństw. Moje uwolnione od ciężaru ramiona zapłakały z ulgi. Z początku przyszło mi na myśl, że być może w jakiś cudowny sposób nabyłam super siły, ale potem na obu bokach pudła dostrzegłam dwie bardzo duże dłonie, które nie były moimi.

– Podziwiam każdego, kto potrafi zawrzeć w zdaniu zwrot „podstępny pieprzony szczur”.

Moje oczy, na dźwięk niesamowicie głębokiego głosu, zrobiły się wielkie jak spodki. Rzadko się czerwienię. Prawie nigdy. W gruncie rzeczy to raczej ja wywołuję rumieniec u innych. Ale wtedy się zaczerwieniłam. Twarz paliła mnie tak, jakbym przytknęła policzki do słońca. Przez chwilę tkwiłam w zawieszeniu, zapatrzona w dłonie trzymające karton. I w palce, długie i eleganckie, z krótko przyciętymi paznokciami, otoczonymi naskórkiem kilka odcieni ciemniejszym niż naskórek przy moich.

Potem karton powędrował w górę i kiedy się wyprostowałam, pozwoliłam, by mój wzrok przesunął się ponad niego i najpierw spoczął na szerokich barkach, a następnie na twarzy ich właściciela.

Ale facet… A niech mnie…

Przede mną stało ucieleśnienie wysokiego, ciemnowłosego i przystojnego ciacha. Widziałam już wielu seksownych gości, ale ten był po prostu poza skalą. Może miało to związek z jego unikalną kolorystyką. Ciemne włosy, przycięte krótko po bokach, nieco dłuższe na środku, obramowywały twarz o wysoko osadzonych kościach policzkowych i ostrej, kwadratowej szczęce. Skóra miała ten głęboki oliwkowy odcień, który sugeruje egzotyczne korzenie. Możliwe że hiszpańskie? Nie byłam pewna. Mój pradziadek był Kubańczykiem i jakieś ślady jego pochodzenia przeszły również na mnie.

Za zasłoną gęstych rzęs kryły się szokujące oczy. Były naprawdę nieziemskie. Jasnozielone przy źrenicach i prawie niebieskie na obrzeżach. Zdawałam sobie sprawę, że to musi być jakaś optyczna iluzja, mimo to te oczy robiły wrażenie.

Cały chłopak robił wrażenie. Był imponujący.

– Zwłaszcza kiedy pada on z ust ładnej dziewczyny – dodał i uśmiechnął się półgębkiem.

W tym momencie, jeszcze zanim musiałabym użyć śliniaka do otarcia cieknącej z ust śliny, otrząsnęłam się z zamroczenia.

– Dziękuję. Bez ciebie na sto procent upuściłabym ten karton.

– Nie ma sprawy. – Jego wzrok objął moją twarz, potem skierował się niżej i skupił na innych częściach mojego ciała. Ponieważ byłam w samym środku rozpakowywania samochodu i biegania od niego do mieszkania i z powrotem, wszystko, co na sobie miałam, mimo że było chłodno, to były krótkie sportowe spodenki i opięty podkoszulek. A te spodenki trudno było nawet nazwać spodenkami, takie były kuse.

– Chętnie posłucham ciągu dalszego tego strumienia wymyślnych przekleństw. Ciekawy jestem, jakie jeszcze kombinacje potrafisz wymyślić.

Usta mi zadrgały i ułożyły się w uśmiech.

– Jestem przekonana, że byłoby to coś epickiego, ale niestety właściwy moment minął.

– Cholerna szkoda. – Wciąż z kartonem w rękach, odsunął się w bok. Staliśmy obok siebie i choć jestem dość wysoka, on i tak przewyższał mnie prawie o głowę. – Powiedz, dokąd mam to zanieść.

– Nie, nie trzeba. Stąd już dam radę. – Wyciągnęłam ręce, żeby zabrać od niego karton.

Wygiął w łuk ciemną brew.

– Mogę zanieść. Naprawdę. Chyba, że zamierzasz znowu kląć, wtedy się zastanowię.

Roześmiałam się i zarazem mu się przyjrzałam zza lekko spuszczonych rzęs. Był w skórzanej kurtce, ale założyłabym się o całe moje oszczędności, że pod nią kryły się ładnie wyrzeźbione mięśnie.

– W takim razie okej. Moje mieszkanie jest tam.

– Proszę prowadzić, proszę pani.

Wyszczerzyłam się do niego, strzepnęłam długi kucyk z ramienia na plecy i ruszyłam przed siebie.

– Prawie mi się udało donieść to pudło bez upuszczenia go – rzuciłam, kiedy otwierałam drzwi. – To taki krótki odcinek.

– A jednak zarazem taki długi – dokończył i mrugnął, gdy rzuciłam mu zdziwione spojrzenie.

Przytrzymałam dla niego drzwi.

– Święta prawda.

Wszedł za mną do mieszkania, w którym panował niezły bałagan. Rzeczy, które zdążyłam rozpakować, leżały na kanapie i na podłodze.

– Mam to postawić w jakimś konkretnym miejscu?

– Tam będzie dobrze. – Wskazałam na jedyny wolny skrawek podłogi przy kanapie.

Przeszedł do niej i ostrożnie odstawił pudło, a ja, jak jakaś totalnie napalona kretynka, nie mogłam się powstrzymać, żeby nie otaksować jego aktywów, kiedy się pochylił. Niczego sobie. Gdy się wyprostował i odwrócił, uśmiechnęłam się i klasnęłam w dłonie.

– Dopiero co się wprowadziłaś? – spytał i się rozejrzał. Kartony piętrzyły się przy wejściu do kuchni i na małym stole.

Na widok półuśmiechu na jego ustach roześmiałam się.

– Wczoraj.

– Wygląda, że czeka cię jeszcze sporo roboty. – Po tych słowach dał krok w przód i wyciągnął rękę. – Tak przy okazji, mam na imię Nick.

Przyjęłam jego dłoń. Jej uścisk był ciepły i mocny.

– A ja Stephanie, ale prawie wszyscy mówią do mnie Steph.

– Miło cię poznać. – Nie puszczał mojej dłoni, a jego spojrzenie znowu osunęło się w dół. – Nawet bardzo miło, Stephanie.

Na dźwięk jego głosu, gdy wypowiadał moje imię, w brzuchu poczułam coś gorącego.

– I wzajemnie – wymamrotałam i popatrzyłam mu w oczy. – W końcu, gdybyś przypadkowo tędy nie przechodził, pewnie wciąż bym stała na ulicy i klęła.

Nick zachichotał, a mnie bardzo się spodobało, jak to zabrzmiało. Bardzo.

– To chyba nie najlepszy sposób na zawieranie nowych znajomości.

– W twoim przypadku sprawdził się całkiem dobrze.

Półuśmiech rozchodził się na ustach powoli, przechodząc w pełen uśmiech, a ja uznałam, że moja wcześniejsza ocena, że Nick jest przystojny, to stanowczo zbyt słabo powiedziane. Wow. Ten facet był tak cudowny, jak był pomocny.

– Wyjawię ci pewną małą tajemnicę – rzekł i ścisnął moją dłoń, zanim ją puścił. – Ty nie musiałabyś wymyślać specjalnych sposobów, żebym chciał się z tobą zapoznać.

Och, moje małe uszka od razu czujnie się wyprężyły. To dopiero flirt.

– Dobrze… dobrze wiedzieć. – Podeszłam bliżej i odchyliłem głowę w tył. Od Nicka bił lekki zapach wody kolońskiej, coś świeżego. – No więc, Nick, ty też mieszkasz w tym bloku?

Pokręcił głową i pasmo ciemnych włosów opadło mu na czoło.

– Mieszkam po drugiej stronie miasta. A tutaj wpadłem, żeby pomagać pięknym paniom wnosić ciężkie pudła do ich mieszkań.

– Och, to wielka szkoda.

Jego oczy zapłonęły, przez co pogłębiła się barwa zielonej tęczówki. Przez chwilę wpatrywały się w moje, potem rozchylił wargi.

– Ano szkoda. – Znowu uniósł dłoń i kompletnie mnie tym zaskakując, przeciągnął kciukiem po kąciku moich ust. – Miałaś tu jakiś brudek. Ale już go starłem.

Puls mi podskoczył i wgapiona w Nicka, po raz pierwszy w życiu absolutnie nie wiedziałam, co powiedzieć. Jestem śmiałą dziewczyną. Odważną. Tam do diabła, mój tatko zawsze mówił, że mam jaja jak facet. Nie najwspanialsze porównanie, jednak zgodne z prawdą. Kiedy czegoś chcę, staram się to zdobyć. Taka mentalność została mi zaszczepiona już w dzieciństwie. Stopnie. Licealna drużyna cheerleaderek. Chłopcy. Studia. Kariera zawodowa. Ale pomimo całej mojej śmiałości, ten facet zbijał mnie z tropu.

Interesujące.

– Muszę lecieć – oznajmił i opuścił dłoń. Uśmiech na jego twarzy, ten uwodzicielski półuśmieszek, mówił, że świetnie wiedział, jakie wrażenie na mnie wywarł. Ruszył do drzwi i przy nich obejrzał się przez ramię. – A przy okazji, pracuję jako barman w knajpce niedaleko stąd. Nazywa się U Mony. Jeśli się będziesz nudziła… albo będziesz chciała pogadać o tworzeniu nowych kombinacji z przekleństw, to mnie tam odwiedź.

Potrafię czytać facetów. Wyćwiczyłam się w tym. Nick mnie podrywał i bez owijania w bawełnę wysunął zaproszenie. Podobało mi się to. Naśladując go, uśmiechnęłam się do niego półgębkiem.

– Będę o tym pamiętała, Nick.

Gdy przyniosłam z samochodu ostatni karton i gdy go postawiłam przy innych, cała byłam zakurzona. W porę uniosłam dłonie do ust i głośno kichnęłam. Kichnięcie było tak gwałtowne, że głowa mi podskoczyła i kucyk poleciał w górę i prawie uderzył mnie w twarz.

Zgięłam się w pół i czekałam. Czułam, że kichnę ponownie, i się nie pomyliłam. Znowu kichnęłam i tak mną wstrząsnęło, że było blisko, że zwaliłabym słupek z kartonami, przy których stałam.

Wyprostowałam się, przerzuciłam kucyk na ramię i chwilę stałam i napawałam się widokiem. W końcu to zrobiłam.

Przeprowadziłam się.

Nie do jakiegoś mieszkanka w tym samym mieście, w którym dorastałam i w którym studiowałam, ale do mieszkania w zupełnie innym stanie. Po raz pierwszy od dwudziestu trzech lat nie mieszkałam w odległości dwudziestu minut jazdy od mamy. Nawet podczas studiów mieszkałam w akademiku, z którego miałam bardzo blisko do domu. To było trudne… trudniejsze niż sobie wyobrażałam. Odkąd skończyłam piętnaście lat, byłyśmy tylko mama i ja. Rozstanie z nią, mimo że mama nie miała nic przeciwko, było trudne. Towarzyszyły temu łzy, a dla mnie to coś dużego, bo rzadko płaczę. Po prostu nie jestem… aż tak emocjonalna.

Chyba że w telewizji puszczają jedną z tych reklam schronisk dla bezdomnych, chorych zwierząt, zwłaszcza tę z piosenką Arms of an Angel. Fuj. Wtedy pod moimi oczami pojawiają się te maleńkie mokre kropelki.

Łobuzy.

Po dwóch dniach rozpakowywania się wreszcie skończyłam i kiedy się rozglądałam po moim mieszkaniu, czułam się cholernie zadowolona z tego, co mi się udało osiągnąć.

Mieszkanie z jedną sypialnią było naprawdę słodkie, chociaż wolałabym mieć dwie sypialnie. No, ale chociaż raz w życiu musiałam się wykazać rozsądkiem, dlatego poprzestałam na jednej, dzięki czemu zresztą zaoszczędziłam mnóstwo kasy. Mieszkanie posiadało wspaniałą kuchnię ze sprzętami ze stali nierdzewnej i z gazową kuchenką – kuchenką, której pewnie nigdy nie użyję ze względu na mój irracjonalny lęk, że się wysadzę w powietrze.

Ale salon i sypialnia były duże, a poza tym byłam prawie pewna, że w budynku mieszka jakiś gliniarz, bo odkąd się wprowadziłam, na parkingu często widywałam wóz patrolowy.

No i któryś z mieszkańców bloku ma naprawdę odlotowego znajomego o imieniu Nick.

Punkt dla mnie.

Podeszłam do blatu kuchennego, na którym zostawiłam zdjęcie oprawione w ramkę. Po wytarciu zakurzonych dłoni w spodenki sięgnęłam po nie i ostrożnie zdarłam z niego folię bąbelkową, po czym zacisnęłam usta i przeciągnęłam kciukiem po srebrnej ramce.

Ze zdjęcia uśmiechał się do mnie mężczyzna w średnim wieku w beżowym mundurze. Za jego plecami w tle rozciągały się niekończące się złote piaski pustyni. Obok postaci mężczyzny widniała dedykacja napisana czarnym flamastrem.

W najmniejszym stopniu nie aż tak piękna jak ty, Stephanie.

Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka i zaniosłam zdjęcie do sypialni. Szarą narzutę na łóżko i białe postarzane meble sprezentowali mi mama i dziadkowie. Nadawały one pokojowi przytulną wiejską atmosferę.

Podeszłam do półki, którą zawiesiłam tuż nad telewizorem ustawionym na komodzie, wspięłam się na palce i umieściłam zdjęcie obok drugiego, też dla mnie ważnego. Byłyśmy na nim ja i moje przyjaciółki ze studiów. Zrobiłyśmy je w Cancun, które odwiedziłyśmy podczas naszej ostatniej wiosennej przerwy. Moje usta ułożyły się do uśmiechu.

Czarne bikini, które miałam wtedy na sobie, ledwie zasłaniało mi cycki. I tyłek, jeśli dobrze zapamiętałam – w gruncie rzeczy to było wszystko, co potrafiłam sobie przypomnieć z tamtego wiosennego wypadu. No to i zawodników z drużyny Texas Twins…

W Teksasie wszystko było zdecydowanie większe.

Po obu stronach zdjęć stały szare świece, które wyglądały tam bardzo dobrze.

Pasowały do otoczenia jak ulał.

Odsunęłam się i przez chwilę wpatrywałam w zdjęcia, potem ciężko westchnęłam i się odwróciłam. Budzik na nocnej szafce powiedział mi, że jest jeszcze za wcześnie, żeby się kłaść, a choć cały dzień się rozpakowywałam, nie byłam zmęczona. Moje myśli powędrowały do Nicka i do tego, co powiedział poprzedniego dnia, o barze, w którym pracuje. Kiedy zeszłego wieczora pojechałam na zakupy, widziałam ten bar.

Przygryzłam dolną wargę i przestąpiłam z nogi na nogę. W zasadzie to dlaczego by nie wypaść na jakiegoś drinka? Który być może doprowadzi do czegoś całkiem miłego. Byłam stuprocentową zwolenniczką niezobowiązujących randek. Mimo to nigdy nie rozumiałam i nie zrozumiem istniejących na świecie podwójnych standardów. Facetom wypada zadbać o własną przyjemność, a babkom nie?

Nie w moim świecie.

Jeśli spotkam Nicka w barze i jeśli nadal będzie ze mną flirtował tak jak wczoraj, dzisiejszy wieczór… cóż, dzisiejszy wieczór może się zakończyć bardzo interesująco.

Strasznie chciałam zabrać Nicka do siebie i robić z nim zbereźne rzeczy – nago. Zbereźne rzeczy, na myśl o których powinnam się spalić ze wstydu. Albo co najmniej zaczerwienić, bo wyobrażałam sobie, jak się ze sobą zabawiamy w miejscu publicznym.

Ale się nie zaczerwieniłam.

Nawet trochę.

Byłam ofiarą czystej chuci, która domagała się natychmiastowego zaspokojenia. Nick pociągał mnie na jakimś zwierzęcym poziomie, a ja byłam na tyle świadomą siebie kobietą, że potrafiłam się do tego przed sobą przyznać.

Oczy barwy mchu napotkały spojrzenie moich po raz kolejny. Lekko opuszczone gęste rzęsy przysłaniały te niesamowite jasnozielone tęczówki. Jezu, zawsze miałam słabość do ciemnowłosych facetów z jasnymi oczami. Ten szokujący kontrast zawsze dziwnie działał na wszystkie wrażliwe miejsca w moim ciele. Niemniej takich oczu, jak Nicka, jeszcze nigdy u nikogo nie widziałam. Były zdecydowanie zielone, jednak ilekroć odsuwał się od baru, gdzie było mocne oświetlenie, do cienia, ich barwa zdawała się zmieniać na wodnistoniebieską.

Tym oczom Nick zawdzięczał kilka mocnych punktów bonusowych.

– Umieram z ciekawości, więc muszę zapytać. Co cię, na Boga, sprowadziło na spotkanie w Plymouth, Steph?

Na dźwięk znajomego głosu okręciłam się na stołku i spojrzałam w górę. Okazało się, że patrzę się w błękitne oczy Camerona Hamiltona. Zaraz po wejściu do pubu ze zdumieniem stwierdziłam, że w środku siedzi kilka osób, z którymi chodziłam na studia. Byłam zaszokowana faktem, że Cam i reszta tu są, kilka godzin drogi od ich rodzinnych stron, czyli Uniwersytetu Shepherd.

Przywitałam się, a potem szybko przeniosłam swój tyłek do baru, chociaż widziałam, że mają do mnie tonę pytań. No ale, szczerze mówiąc, ich widok trochę mnie speszył. Nie spodziewałam się, że U Mony spotkam kogoś, kogo znam, a już z pewnością nie spodziewałam się, że będą to nie jeden, a dwóch chłopaków, z którymi… no cóż, w pewnym okresie byłam dość blisko.

Trochę krępująca sytuacja, zważywszy, że nigdy tak naprawdę nie wiedziałam, na czym stoję w odniesieniu do dziewczyn Cama i Jase’a Winsteada. Już dawno temu odkryłam, że sporo dziewczyn odczuwa niechęć do byłych babek swoich facetów, nieistotne, jak poważne były to związki lub jak niepoważne. Nie każda dziewczyna taka jest, ale większość… taa… większość niestety tak ma.

A ja uważałam to za… no cóż, cholernie głupie zachowanie.

Większość dziewczyn w pewnym momencie ich życia bywa byłymi swoich ekschłopaków. Więc tak naprawdę te zazdrosne rzucają gromy na same siebie.

Więc starałam się schodzić im z drogi, gdy wszyscy studiowaliśmy w Shepherd, i to się sprawdzało aż do tego wieczoru, gdy natknęłam się na Teresę – dziewczynę Jase’a i młodszą siostrę Cama – kiedy wrzeszczała histerycznie po tym, jak znalazła zwłoki swojej współlokatorki z akademika. Od tamtej pory, mimo że kiedyś chodziłam z Jasem, Teresa uważała, że musimy się przyjaźnić. Trochę mnie to krępowało i przypominało dziewczynę, z którą się zaprzyjaźniłam na pierwszym roku – Lauren Leonard.

Uff. Już na samo wspomnienie jej imienia chciało mi się rzygnąć drinkiem w czyjąś twarz. Lauren tylko udawała, że się ze mną przyjaźni, a w rzeczywistości mnie nienawidziła, bo kiedyś pocałowałam się z chłopakiem, z którym ona się spotykała. Nie liczyło się, że ten pocałunek miał miejsce na rok przed tym, nim Lauren poznała tego gościa.

A sam pocałunek wcale nie był aż taki wspaniały. Na pewno nie zasługiwał na taki dramat, jaki odstawiła Luren.

– Mogłabym ci zadać to samo pytanie – odpowiedziałam w końcu, podnosząc drinka.

Na usta Cama, który oparł się o bar, wypłynął powolny uśmieszek.

– Znasz Callę Fritz?

– Nie znam, ale o niej słyszałam. – Obejrzałam się, żeby spojrzeć na ładną blondynkę. Obejmowała w pasie chłopaka, od którego na kilometr biło, że jest wojskowym. Znam się na tym. Mój ojciec miał taki wygląd. Wygląd, który krzyczał: Potrafiłbym połamać ci wszystkie kości, ale mam zasady, które nie pozwalają mi tego zrobić… chyba że zagrozisz komuś z moich bliskich. Chłopak o rdzawych falujących włosach właśnie dokładnie tak wyglądał.

– Jej chłopak, Jax, jest właścicielem tego baru. Kiedyś należał on do jej matki, ale to długa historia. – Cam zrobił pauzę. – Tak czy owak, Teresa przyjaźni się z Callą, więc kiedy jedzie do niej, żeby ją odwiedzić, zabieramy się z nią. A ponieważ to tak blisko Filadelfii, mamy fajną wycieczkę.

– Och – mruknęłam w odpowiedzi. Mały świat. – A ja właśnie rozpoczęłam pracę w Akademii Lima i wynajmuję mieszkanie niedaleko stąd.

– Naprawdę? – rzucił Nick zza baru, a ja w żołądku poczułam przyjemny ucisk. – Pracujesz u trenera Brocka Mitchella Bestii?

Z trudem powstrzymałam śmiech, bo w głosie Nicka usłyszałam nutkę podziwu. Chociaż z podobną reakcją spotykałam się zawsze, ilekroć padało imię Brocka. Był wschodzącą gwiazdą mieszanych sztuk walki i w dodatku pochodził stąd. Dlatego wszyscy go tu uwielbiali i traktowali jak jakiegoś bożka.

– Tak, ale jeszcze nie poznałam Bestii. Z tego, co mi wiadomo, jest teraz chyba w Brazylii.

Nick oparł łokcie na barze i bezczelnie przeciągnął wzrokiem po mojej sylwetce.

– Więc co? Ty też trenujesz sztuki walki?

Odchyliłam głowę w tył i się roześmiałam.

– Uch, nie. Pracuję w biurze. Będę asystentką dyrektora.

– Fajnie – rzucił Cam. – Taki kierunek skończyłaś, prawda? Zarządzanie?

Potwierdziłam skinieniem głowy, nie do końca zaskoczona, że to zapamiętał. Kiedyś się przyjaźniliśmy, poza tym Cam to dobry chłopak. Podobnie jak Jase. A skoro o nim mowa… Kiedy ponownie spojrzałam w stronę stołu bilardowego, przy którym wszyscy się tłoczyli, zobaczyłam, że Jase założył Teresie… nelsona?

No dobra. Co mnie to obchodzi.

Uśmiechnęłam się.

– Więc na jak długo przyjechaliście? – spytałam i łyknęłam drinka. W tym samym momencie za Nickiem przeszła dziewczyna barmanka w okularach w różowej oprawce, która rzuciła mu spojrzenie nie całkiem dla mnie zrozumiałe.

Nick ją zignorował.

– Wracamy w niedzielę. – Cam odepchnął się od baru. – Nie bądź świnią – dodał i się wyszczerzył, kiedy zobaczył, że wywróciłam oczami. – Zbierz tyłek ze stołka i przyjdź do nas, okej? – Kiedy ponownie kiwnęłam głową, Cam spojrzał na Nicka. – Będziesz jutro wieczorem u Jaksa?

– Zależy, o której tu skończę, ale spróbuję.

Interesujące. A więc Cam i Nick są kolegami. Odczułam ulgę, że tak jest. Cam potrafił ocenić czyjś charakter. Wprawdzie już wiedziałam, że Nick to pomocny mały czaruś, ale teraz czułam, że mogę bezpiecznie uznać, że nie jest też kimś w rodzaju seryjnego mordercy.

Cam odszedł do reszty, a ja sięgnęłam po swojego drinka. Jeszcze się nie zdecydowałam, czy przyjmę zaproszenie Cama i dołączę do grupy przy stole bilardowym. Może to zrobię. Może nie.

– Jeszcze jeden rum z colą?

Na dźwięk głębokiego, męskiego głosu kąciki moich ust powędrowały w górę. Od chwili gdy usadziłam tyłek na stołku przy barze, ja i Nick gawędziliśmy sobie z przerwami, i wydawało się, że Nick był zadowolony, że przyszłam.

Trafiłam w samą dziesiątkę z tym chłopakiem.

– Nie, już mi wystarczy. Ale dzięki, że zapytałeś. – Ostatnie, czego chciałam, to się ululać. Uśmiechnęłam się do Nicka, którego leniwe spojrzenie znowu otaksowało moje ciało, co mi sprawiło wielką przyjemność. – U was zawsze taki tłok w weekendy?

Zauważyłam, że Nick był mistrzem w prowadzeniu powierzchownych rozmówek, co raczej nie dziwiło, zważywszy, że był barmanem. Przy okazji był też bawidamkiem. Kobiety jak pszczoły tłoczyły się przy barze, kiedy on przy nim stał. Ale jego koleżance, też barmance, chyba to nie przeszkadzało.

– Nie nazwałbym tego tłokiem, chociaż rzeczywiście w soboty schodzi się więcej klientów. – Popatrzył w głąb sali i spytał: – A więc chodziłaś z nimi na jedną uczelnię, tak? – Kiwnął brodą w stronę, w którą odszedł Cam.

– Taa… – Pochyliłam się i oparłam łokcie na barze. – Nie miałam pojęcia, że mają tu znajomych. Totalne zaskoczenie.

– Mały świat – rzucił, powtarzając moją wcześniejszą myśl. – Ale to nie są jacyś bliscy znajomi.

To było stwierdzenie, nie pytanie.

– Dlaczego tak sądzisz?

– No cóż, gdyby byli, domyślam się, że siedziałabyś z nimi. Chyba że…

Nick był spostrzegawczy.

– Chyba że co?

Jeden kącik jego ust uniósł się w górę. Skrzyżował ręce na piersiach. Ten gest przyciągnął moją uwagę, bo wrażenia wzrokowe zawsze silnie na mnie oddziałują. Chociaż nikt by mi się raczej w tym momencie nie dziwił. Czarna koszula, którą Nick miał na sobie, bardzo seksownie napięła się na jego wyraźnie zarysowanych bicepsach.

– Chyba że wolisz posiedzieć tu ze mną.

Ucisk w moim żołądku przybrał na sile.

– Aż tak łatwo mnie rozszyfrować?

– A cóż w tym złego? – Sięgnął po butelkę. – Cieszę się, że wpadłaś. Wczoraj, ilekroć drzwi się otwierały, miałem nadzieję, że to ty.

– Czyżby?

– Mówię szczerą prawdę. – Uśmiech, jakim mnie poczęstował, uwodził. – Skończyłaś się rozpakowywać?

– Tak.

– I co, musiałaś tworzyć nowe kombinacje z pieprzonymi szczurami?

Roześmiałam się.

– Kilka razy się zdarzyło.

– Trochę mi szkoda, że tego nie słyszałem.

– Nic straconego, jak sądzę. – Bawiąc się szklanką, spojrzałam mu w oczy. – No więc, Nick, masz jakieś nazwisko?

– Blanco – odparł po chwili zawahania. – A ty?

– Keith. – Widząc, jak opuszcza te swoje muskularne ramiona, szeroko się uśmiechnęłam. – Mam jeszcze jedno pytanie.

Przysunął się do baru i oparł na nim dłonie.

– Strzelaj.

– Masz dziewczynę? – Trochę mnie przytkało, kiedy się do mnie niespodziewanie nachylił. Nasze usta znalazły się tak blisko siebie, że tlen pobieraliśmy z tego samego maleńkiego skrawka powietrza. – Albo chłopaka?

Nawet powieka mu nie drgnęła.

– Nie. Ani jedno ani drugie. A ty?

Eksplozja punktów bonusowych!

– Też nie – odparłam, z przyjemnością witając mrowienie przebiegające po moim kręgosłupie, podczas gdy oddech Nicka ogrzewał mi usta.

Przechylił głowę na bok, tak żeby jego wargi znalazły się dokładnie naprzeciwko moich. Dzieliły je od siebie zaledwie milimetry. Poczułam, że zaczynam się czerwienić.

– Masz jakieś plany na wieczór, Stephanie Keith? – spytał. Jego głos był teraz niższy i bardziej ochrypły.

Zaprzeczyłam potrząśnięciem głowy; puls w moich żyłach odprawiał radosny taniec.

Uśmieszek na ustach Nicka zamienił się w pełen uśmiech. Byłam pewna, że kobiety na jego widok padały jak muchy.

– No to teraz już masz.

Rozdział 2

Tylko pamiętaj, żeby na mnie czekać – rzucił z leniwym uśmiechem, kiedy schodziłam ze stołka. – Kończę o pierwszej. Będę u ciebie dwadzieścia minut po, a może nawet szybciej.

Nic na to nie odpowiedziałam, tylko na odchodnym do niego pomachałam. Nie wątpiłam, że Nick dotrzyma obietnicy, i w moich żyłach szumiało zdrożne podniecenie. Uśmiechnęłam się pod nosem i okręciłam na pięcie.

I o mało nie wpadłam na tę dziewczynę w różowych okularach. Za barem wydawała się o wiele wyższa, ale teraz się okazywało, że z moim metrem siedemdziesiąt pięć sporo nad nią górowałam. Różowe pasemko w jej włosach pasowało do koloru okularów, ale to nie było wszystko, na co zwróciłam uwagę. Z bliska zauważyłam, że ma podbite oko.

Co do jasnej…?

Dziewczyna wyciągnęła do mnie rękę.

– Cześć, nazywam się Roxy.

– Cześć. – Ujęłam jej dłoń i nią potrząsnęłam. – Ja mam na imię…

– Steph. Wiem. Twoi znajomi wszystko mi o tobie opowiedzieli – wyjaśniła, ja zaś zesztywniałam i natychmiast przywołałam nieodgadniony wyraz twarzy. No bo, kto to wie, co oni jej mogli naopowiadać. – Studiowaliście na jednej uczelni.

– Tak. Zgadza się. – Moje spojrzenie na chwilę przeniosło się do miejsca, gdzie stali Teresa z Jasem, Jax i Calla. Avery i Cam już wyszli. – Byłam zaskoczona, że ich tu spotkałam.

– Wyobrażam sobie. – Uśmiech Roxy był ciepły i zaskakująco szczery. – Tak czy owak, słyszałam, że dopiero się tu sprowadziłaś, więc chciałam się przywitać i przy okazji upewnić, że to nie jest twoja ostatnia wizyta w Monie.

Okej. To było dziwne.

– Podoba mi się tutejsza atmosfera, więc prawdopodobnie wrócę.

– W takim razie jestem zachwycona. – Brązowe oczy rozpromieniły się za szkłami okularów. – Musi być okropnie przeprowadzić się do nowego miasta i nikogo w nim nie znać.

Kiwnęłam głową.

– Trochę tak. Człowiek nie zdaje sobie sprawy, jak ważni są znajomi, dopóki się nie znajdzie gdzieś, gdzie ich nie ma.

Przez twarz Roxy przemknął cień współczucia.

– Wiem, że to może wyglądać, jakbym się narzucała, ale w każdą niedzielę Katie – naprawdę fajna laska, chociaż zwariowana – i ja umawiamy się na śniadanie. Serdecznie zapraszam, żebyś do nas dołączyła. Wtedy nie będziesz już gdzieś, gdzie nie masz żadnych znajomych – dokończyła i znowu się szeroko uśmiechnęła.

Huh. To było bardzo… miłe, ale z jakiejś przyczyny miałam niejasne przeczucie, że coś mi umyka. Jakbym włączyła się do czyjejś rozmowy w jej środku.

Zanim zdążyłam wymyślić odpowiedź, Roxy znowu zaczęła mówić:

– No i dodam, że Nick to naprawdę dobry chłopak.

Czułam, że wyraz mojej twarzy już nie jest tak nieprzenikniony. Czyżby nadzwyczajnie przyjazna propozycja Roxy miała jakiś związek z Nickiem? Oczywiście, że tak. Może Nick się jej podobał, a widziała, że rozmawialiśmy i że się umawialiśmy na później. Pamiętałam dziwne spojrzenia, jakie mu rzucała, gdy go mijała. Czyżby to taka strategia w stylu „przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej”? Część buzującej we mnie ekscytacji nieco przygasła.

Boże, ale ze mnie cyniczka. Ale to pewnie przez moje doświadczenia z przeszłości.

– Jesteś nim zainteresowana? – zapytałam, bo chociaż nie znałam Roxy, byłam nowa w tym mieście i ostatnią rzeczą, na jakiej mi zależało, to nastąpienie komuś na odcisk.

Roxy przez chwilę gapiła się na mnie szeroko otwartymi oczyma, potem odchyliła głowę i zaczęła tak chichotać, że aż jej kucyk podskakiwał.

– Wiem, że facet jest zabójczy, ale mam własnego, którego bardzo kocham, więc nie. Nick i ja tylko się przyjaźnimy. Po prostu chciałam, żebyś wiedziała, że jest w porządku i, no cóż… – umilkła i wzruszyła ramionami. – Tylko tyle chciałam ci powiedzieć.

Naprawdę nie miałam pojęcia, jak na to wszystko zareagować.

– Okej. Fajnie… fajnie to słyszeć. – Obejrzałam się przez ramię i zobaczyłam, że Nick patrzy w naszą stronę. Odwróciłam się z powrotem do Roxy. – Cóż, teraz już polecę. Miło było cię poznać.

– Mnie też – odrzekła radośnie z promiennym uśmiechem. – Tylko o nas nie zapominaj.

Uśmiechnęłam się, wyminęłam ją i pomachałam ogólnie w stronę Teresy i Jase’a, a następnie wyniosłam się z baru. Na zewnątrz przywitało mnie dość chłodne powietrze, więc musiałam włączyć w samochodzie ogrzewanie. Zdecydowanie mieliśmy już jesień, a zima też nie była daleko. Podczas krótkiej jazdy do mieszkania moje myśli krążyły wokół nieprzewidzianego spotkania z ludźmi z Shepherd oraz niespodziewanej dziwnej pogawędki z Roxy, a także wokół tego, co się miało wydarzyć w nocy.

Nie miałam pojęcia, co powinnam myśleć o rozmowie z Roxy. Nadal czułam się tak, jakbym czegoś nie rozumiała, no i, szczerze mówiąc, nie byłam przyzwyczajona do tego, że kompletnie obcy ludzie są tacy mili i przyjaźni, zwłaszcza wobec mnie. Nie raz mi zarzucano, że jestem wyniosła i wredna.

Prawda wyglądała tak, że nie tyle byłam wredna lub niechętna ludziom, tylko raczej generalnie nie potrafiłam swobodnie rozmawiać z kimś, kogo nie znałam, no i przede wszystkim należałam niestety do tych, którzy ciągle mają skrzywioną minę.

Gdybym dostawała dolara za każdym razem, gdy ktoś mi mówił, żebym się uśmiechnęła, byłabym bogatsza od królowej angielskiej.

Zaraz po wejściu do mieszkania zebrałam kartony leżące przy drzwiach i wyniosłam je do wielkiego kontenera na śmieci na tyłach domu. Kiedy je wrzucałam w otwór, zerknęłam w stronę starannie przystrzyżonego trawnika. Nie było go wiele, bo porastały go wysokie gęste drzewa, których gałęzie sterczące w nocne niebo skojarzyły mi się z palcami szkieletu. Szybko się odwróciłam i uciekłam spod śmietnika. Nocą, w ciszy zakłócanej tylko odgłosem odległego szumu ulicznego, było tam trochę strasznie.

Kiedy wróciłam, na zegarku w kuchence sprawdziłam, która jest godzina, po czym w podskokach ruszyłam do łazienki. Zostało mi trochę czasu na przygotowanie się – zawsze musi być czas na przygotowanie się.

Szczerząc do siebie zęby, z szafki pod zlewem wyciągnęłam nową maszynkę do golenia i zabrałam się do dzieła. Przez cały czas w żołądku czułam przyjemne wiercenie i ucisk. I trochę mi się kręciło w głowie, jakbym wpompowała w siebie całą zgrzewkę red bulla.

Byłam podekscytowana, w całym ciele czułam drżenie. To nie oznaczało, że się wahałam lub coś takiego. Tam do diabła, znałam ludzi, którzy się ze sobą przespali po jeszcze krótszym czasie od zapoznania. Dlatego nie zamierzałam zmarnować tej nocy. Jeśli dojdzie do punktu, że zedrzemy z siebie ubrania lub będzie potrzebna prezerwatywa, będę ją miała, jeśli Nick nie będzie przygotowany.

Nie, moje zdenerwowanie brało się stąd, że Nick bardzo mi się spodobał. Ale tylko w sensie fizycznym. Był to pociąg czysto fizyczny. Nic więcej.

Po numerku na jedną noc można się poczuć bardzo nieprzyjemnie, jeśli oczekiwało się czegoś więcej, ale ja nie oczekiwałam niczego poza szczęśliwym uśmiechem na mojej twarzy, kiedy już będzie po wszystkim. Szczerze mówiąc, nawet raz w całym moim życiu nie chciałam od chłopaka czegoś innego poza oczywistymi rzeczami jak szacunek, bezpieczeństwo i czasami przyjaźń.

Nigdy nie byłam zakochana.

Nie żebym w to nie wierzyła. Och, wprost przeciwnie. Ale zawsze chciałam takiej miłości, jaka łączyła moich rodziców – takiej z rodzaju na zawsze, wiecznej, jednak jak na razie nigdy niczego takiego nie doświadczyłam, nawet w przybliżeniu.

I dopóki nie doświadczę, nie miałam problemu z tym, że po drodze trochę sobie poeksperymentuję. No bo, czy kupilibyście samochód, wcześniej go nie testując? Nie sądzę. Zachichotałam pod nosem.

Z powrotem wciągnęłam na siebie dżinsy, potem założyłam koszulkę z wbudowanym stanikiem i nie związując włosów, pomaszerowałam do kuchni po zapalniczkę. Podpaliłam nią świeczkę, którą postawiłam na stoliku przy kanapie. W powietrzu, gdy wracałam do kuchni, żeby odłożyć zapalniczkę do koszyczka, rozniosła się woń dyni.

Na zewnątrz zagrzmiał ryk silnika, więc szybko się odwróciłam, żeby sprawdzić godzinę na zegarze na kuchence. Piętnaście po pierwszej. To możliwe, że to już on? Rzuciłam się do dużego okna i bardzo ostrożnie odsunęłam zasłonę, żeby wyjrzeć na ulicę, zupełnie jak jakaś zdewociała podglądaczka.

– A niech mnie szlag – szepnęłam.

To był Nick.

Nick na motorze.

Przypomniało mi się, że widziałam ten motor na parkingu w czwartek, ale potem zupełnie o nim zapomniałam. Nick zaparkował tuż pod domem, prawie przed samą klatkę. Po zejściu z siodełka ściągnął kask, podniósł dłoń i przeczesał włosy. Przyglądałam się, jak przechodzi na tył motoru, za siedzenie. Po coś sięgnął, ale już wtedy zmusiłam się, żeby się oderwać od okna.

Odwróciłam się w stronę pokoju, wzięłam głęboki oddech i czekałam, a w tym czasie moje rozszalałe serce wykonywało w piersi mocne przytupy. Niecałą minutę później usłyszałam pukanie. Na siłę się uspokoiłam, wolno podeszłam do drzwi i zajrzałam w wizjerek, żeby, zanim otworzę, upewnić się, że to Nick, a nie ktoś inny.

– Hej – przywitał się z uśmiechem. Z jednej ręki zwisała mu niebieska plastikowa torba, pod pachą drugiej tkwił kask.

Cofnęłam się w głąb mieszkania.

– Mówiłeś, że będziesz dwadzieścia po.

Wszedł do środka i zamknął drzwi nogą.

– Albo szybciej. Pewnie zapomniałaś.

– Ach, no chyba tak.

Podniósł torbę, wyminął mnie i poszedł do kuchni.

– Przyniosłem coś. – Położył torbę na blacie, sięgnął do środka i wyciągnął dwie butelki. – Masz otwieracz?

Włączyłam górne światło i z szuflady w szafce przy kuchence wyjęłam otwieracz.

– Cydr? Lubię go. Skąd wiedziałeś?

Zabrał ode mnie otwieracz i z wprawą podważył nim kapsle.

– Pomyślałem, że będziesz miała ochotę na coś słodkiego. – Podał mi butelkę.

Była zimna.

– Lubię też, żeby było mocne… – Obrzucił mnie szybkim spojrzeniem, a ja się szeroko uśmiechnęłam. – Mówię o piwie.

Zachichotał.

– Ty tak na serio?

– Jak najbardziej. – Uśmiechnęłam się półgębkiem, podniosłam butelkę do ust i pociągnęłam łyk.

Nick w tym czasie ściągnął kurtkę i rzucił ją na blat obok torby.

– Chyba cię lubię.

– Powinieneś usunąć z tego zdania słowo „chyba” – odparłam. – Żeby odpowiadało prawdzie.

On też podniósł butelkę, a z jego gardła ponownie wytoczył się ochrypły chichot.

– No, skoro rozmawiamy aż tak szczerze, to przyznam się, że wcale nie miałem nadziei, że przyjdziesz do baru.

Opuściłam butelkę i wygięłam brwi.

– Och, naprawdę?

– Naprawdę. – Upił piwa. – Wiedziałem, że przyjedziesz. To było nieuniknione.

– Nieuniknione? – powtórzyłam. – Mocno powiedziane.

Jego ospałe spojrzenie napotkało moje i znowu poczułam to nerwowe trzepotanie w całym ciele.

– Ale taka jest prawda.

– Zarozumialec z ciebie, co?

– A z ciebie nie?

Roześmiałam się i oparłam o blat.

– Możliwe.

– Podoba mi się to. Widać po tobie, że nie marnujesz czasu i nie bawisz się w gierki.

Moje dłonie mocniej się zacisnęły na butelce, skrzyżowałam nogi w kostkach.

– Tak szybko potrafisz ocenić takie rzeczy?

Skinął głową.

– Wczoraj, gdy tylko na siebie spojrzeliśmy, od razu się zorientowałem, że jesteś dziewczyną, która wie, że gdy wychodzi na ulicę, cały ruch uliczny zamiera. Jesteś pewna siebie. Nie ma w tobie nawet krztyny nieśmiałości czy wstydu.

– I potrafiłeś wyciągnąć taki wniosek po jednym spojrzeniu w moje oczy? – rzuciłam kpiąco.

– Tak naprawdę wyciągnąłem go, kiedy zobaczyłem te twoje króciutkie spodenki, w których wczoraj byłaś – odparł, czym mnie zaskoczył. – Nie ma na świecie dziewczyny z takimi długimi nogami jak twoje, która by nie wiedziała, że każdy facet na widok tych nóg wyobraża je sobie oplecione wokół własnej talii.

Zamrugałam, po raz kolejny pobita we własnej grze. Musiała minąć chwila, zanim doszłam do siebie.

– Więc spodobały ci się moje szorty?

– Jak cholera. – Podniósł butelkę do ust i wyszczerzył do mnie zęby.

Może w takim razie trzeba mi było założyć je zamiast dżinsów.

– Cóż, wygląda, że udało ci się mnie rozgryźć już po dwóch krótkich rozmowach, a ja gapa, ponieważ nie jestem aż tak spostrzegawcza, nic o tobie nie wiem.

– To nieprawda – zaprzeczył łagodnie. – Wiesz, jak mam na imię, i znasz moje nazwisko. I wiesz, gdzie pracuję.

– Wow. Czyli mogłabym już napisać o tobie całą biografię. – Przyglądałam się, jak jego wargi lekko podrygują i układają się do półuśmieszku. – Może zabawimy się w pewną grę. Pytanie za pytanie.

Zasznurował usta i przechylił głowę na bok.

– Chyba mogę na to pójść. Panie mają pierwszeństwo.

Strzepnęłam włosy z ramion i pociągnęłam z butelki.

– Ile masz lat?

– Dwadzieścia sześć.

– Czyli jesteś jeszcze dzieciak.

Zmarszczył brwi.

– A ty ile masz?

– Dwadzieścia trzy – odparłam.

– Co? – roześmiał się i skóra w kącikach jego oczu zbiła mu się w zmarszczki. – To nie ma sensu. – Umilkł. – Chyba że normalnie gustujesz w starszych facetach lub coś w tym stylu.

Cicho psyknęłam.

– To nie twoja kolej na pytanie, tylko moja. Mieszkasz tu całe życie?

– Z przerwami. Urodziłem się w okolicy. – Oczy mu zabłysły. – Odpowiedz na moje pytanie.

– Nie gustuję w starszych facetach, chociaż z drugiej strony chyba w ogóle nie mam jakiegoś specjalnego typu facetów, którzy mnie kręcą.

– A więc korzystasz z każdej okazji, jaka się nadarzy?

– Coś mi się wydaje, że chyba nie łapiesz, na czym ta zabawa polega, Nick.

Prychnął.

– Sorry.

– Studiowałeś, a może nadal gdzieś studiujesz? – spytałam.

Wygiął brew.

– Czy to nie są dwa pytania?

– Och, racja. Wybierz któreś.

Spuścił głowę.

– Studiowałem. Pierwszy raz mieszkasz z dala od domu?

Przyglądając się, jak jego kciuk gładzi szkło butelki, upiłam łyk ze swojej.

– Podczas studiów mieszkałam w akademiku, ale teraz po raz pierwszy zamieszkałam w innym stanie. No więc jak, skończyłeś studia?

Kiwnął głową.

– Tak.

Na końcu języka formowało mi się pytanie. Chciałam się dowiedzieć, dlaczego jest barmanem. Byłam tego ciekawa, ale nie w oceniający sposób, bo uważałam, że nie ma nic złego w tym, że się pracuje jako barman. Nick w barze zarabiał pewnie więcej niż ja miałam zarabiać. Jednak mimo wszystko zdusiłam to pytanie. Jak dla mnie było… trochę nazbyt osobiste. Postukując palcem w butelkę, szukałam innego, lepszego.

– Jakie jest twoje ulubione hobby?

– Poza pieprzeniem się? – spytał, kryjąc spojrzenie za zasłoną gęstych rzęs.

Mój żołądek wykonał salto. Dobry Boże, to było zdecydowanie jednoznaczne i pewne istotne miejsca w moim ciele wyraźnie się podekscytowały w reakcji na to stwierdzenie.

– Tak, poza tym?

– Hm… – Sznurując usta, powędrował spojrzeniem do sufitu, po czym z powrotem wbił je we mnie. – Gdybym miał wybrać jedno, powiedziałbym, że najbardziej lubię robić coś, do czego muszę używać rąk.

Wstrząsnął mną silny dreszcz podniecenia.

– Z jakiegoś powodu odnoszę wrażenie, że twoja odpowiedź ma podwójne znaczenie.

Jedno z jego ramion uniosło się w górę. Znowu upił piwa.

– A ty? Jakie jest twoje ulubione hobby?

– Poza pieprzeniem się?

Roześmiał się głośno i gardłowo, chociaż jego spojrzenie nie było już takie rozleniwione.

– Tak, poza tym – potwierdził, powtarzając moją odpowiedź.

– Hm… – Jego kciuk nadal gładził szyjkę butelki i nie mogłam się powstrzymać przed wyobrażaniem sobie tej dłoni na sobie, tego kciuka, gdy mnie gładzi. Zrobiło mi się sucho w ustach, a mój umysł odleciał do bardzo, bardzo nieprzyzwoitych miejsc. Podniosłam wzrok. – Chyba muszę powiedzieć, że oglądanie filmów. Widziałam ich już chyba z kilka tysięcy.

– Interesujące. – Przypatrywał mi się ponad otworem w szyjce butelki.

Ja odstawiłam swoją, chwyciłam się rękoma blatu po obu stronach bioder i czekałam na kolejne pytanie. Ale Nick się nie spieszył.

– Wiesz co? – Odstawił swoją butelkę na blat i odsunął się od niego, a ja, widząc to, wyprostowałam się. – Nie przyszedłem tu grać w „dwadzieścia pytań”.

Przechyliłam głowę na bok.

– No coś ty, nie gadaj? – Uśmiechałam się słodko, chociaż czułam, że piersi mi tężeją, a krew gęstnieje.

Nick znowu przywołał na twarz ten swój uwodzicielski półuśmieszek.

– I ty też nie po to mnie tu zaprosiłaś.

Kiedy się przysunął i stanął tuż przede mną, spojrzałam mu w oczy. Każda komórka mojego ciała była super świadoma jego bliskości.

– Jeśli znowu odpowiem „no, coś ty”, będzie to znaczyło, że się powtarzam?

– Tylko troszeczkę – wymamrotał, nachylając się do mnie i kładąc mi ręce na biodrach. – Więc może zapomnijmy o pytaniach i odpowiedziach i zajmijmy się tym, na co oboje czekamy.

Trzepotanie najpierw pojawiło się w mojej klatce piersiowej, potem spłynęło w dół, do podbrzusza.

– Nie jesteś z tych, co owijają w bawełnę, co?

– Nie. – Jego dłonie mocniej zacisnęły się na moich biodrach. Spojrzałam mu głęboko w oczy, a on wytrzymał moje spojrzenie. – I ty też do takich osób nie należysz. Też masz dosyć zadawania pytań.

– Tak? – Oddech uwiązł mi w gardle, bo poczułam, że jego palce na moich biodrach wpijają się w nie bardzo intensywnie.

– Tak. – Pochylił głowę, tak że jego usta znalazły się blisko mojego ucha. – Chcesz wiedzieć, skąd to wiem? Podnieciłaś się już w chwili, gdy powiedziałem, że moim hobby jest pieprzenie. – Uniósł jedną dłoń i nie przerywając kontaktu wzrokowego, przeciągnął kciukiem po mojej piersi. Bez problemu odnalazł nabrzmiały sutek. A one robiły się twardsze z każdą sekundą.

Och, słodki Jezusieńku. Z moich piersi wystrzeliła fala przyjemności i rozeszła się po całym ciele, rozpalając każdy nerw. Zupełnie odjęło mi mowę, co dla mnie było nowością.

– I przy okazji chcę ci bardzo podziękować, że włożyłaś tę bluzeczkę. – Jego dłonie znowu osunęły się na moje biodra. – Podoba mi się prawie tak samo jak tamte spodenki.

Położyłam mu ręce na piersi, a potem zsunęłam mu je po brzuchu, czubkami palców powiodłam po wyściełających go twardych mięśniach.

– W takim razie może ci się spodobać też to, co mam pod dżinsami.

Nick wydał z siebie niski pomruk, a jego dłonie z bioder przeniosły się na pośladki i się na nich zamknęły.

– Nie mogę się doczekać, żeby to sprawdzić.

– Więc nie czekaj. – Pociągnęłam go za koszulkę, a on w odpowiedzi ochryple się roześmiał. Wtedy wypuściłam koszulkę i spojrzałam mu w oczy. – Ale chodzi tylko o tę jedną noc.

– Czyli jesteśmy zgodni. – Odsunął się i sięgnął do tylnej kieszeni spodni, z której wyciągnął portfel. Otworzył go potrząśnięciem ręki, a ja, gdy ujrzałam pakiecik w srebrnej folii, nie mogłam powstrzymać śmiechu.

– Prezerwatywa w portfelu? – rzuciłam. – Jakież to banalne.

– Może i tak, ale za to jestem zawsze przygotowany – odparł i mrugnął. Portfel z kondomem rzucił na blat, a potem chwycił brzeg koszuli, podciągnął ją i ściągnął ją sobie przez głowę. Mięśnie na jego barkach i ramionach prężyły się i falowały, kiedy odrzucał koszulę tam, gdzie leżała kurtka.

Dobry Boże, stać mnie było jedynie na to, żeby się na niego gapić. Chłopak o siebie zadbał. Klatę miał napakowaną, w pasie był szczupły, choć umięśniony. A już brzuch wyglądał po prostu jak dzieło sztuki. Nick miał sylwetkę biegacza albo pływaka. Miałam straszną ochotę go dotknąć.

– Twoja kolej.

Zatkało mnie. Nie byłam jakoś specjalnie wstydliwa, niemniej moje palce drżały, kiedy je zacisnęłam na brzegu bluzki. Jednak w jakiś dziwny sposób, którego nie rozumiałam, fakt, że tak naprawdę prawie się nie znaliśmy, ułatwił mi jej ściągnięcie. Może dlatego, że ani ja, ani Nick niczego po tym zbliżeniu nie oczekiwaliśmy, a może, bo chodziło tylko o jedną noc.

Oczy Nicka powoli oderwały się od moich, ja tymczasem już w ogóle przestałam myśleć. Bliskość mocno zaciśniętych ust i szczęki Nicka działała na mnie tak, jakbym podeszła zbyt blisko do ognia. Ognia wywołanego intensywnością czającą się w spojrzeniu Nicka. Patrzył na mnie tak pożądliwie, że z miejsca poczułam się, jakby ktoś zadał mi cios w pierś i tym samym odciął dopływ powietrza do płuc.

Nic nie mówiąc, uniósł dłoń i położył mi ją na piersi. Sapnięcie, jakie mi się wyrwało, zabrzmiało, jakbym się dusiła. Przeciągnął kciukiem po stwardniałym sutku, a potem uchwycił go między palce. Moje plecy same wygięły się w łuk, a na usta Nicka na ten widok wypłynął uśmieszek zadowolenia.

– Jesteś piękna – wymamrotał zduszonym głosem. – Założę się, że resztę też masz równie zachwycającą.

Kiedy odpowiadałam, serce waliło mi jak młotem, a głos był ochrypły.

– Chcesz się o tym przekonać?

– A masz jeszcze jakieś wątpliwości?

Uśmiechnęłam się, złapałam go za nadgarstek i przyciągnęłam jego dłoń do guzika moich dżinsów. Nie potrzebował dalszych instrukcji. A potem pobił rekord w szybkości oswobadzania mnie ze spodni.

– Miałaś rację. – Jego palce, kiedy mnie obracał, przesunęły się po cienkim paseczku na moim biodrze, po czym duża dłoń wsunęła się za koronkę zasłaniającą moje podbrzusze. – Faktycznie, to też mi się bardzo podoba.

Stringi były uszyte z dosłownie skrawka cienkiego materiału, nie stanowiły żadnej przeszkody dla jego gorącej dłoni, którą mi wsunął między uda.

– Boże – sapnął zduszonym szeptem. – Jesteś już gotowa.

Byłam.

Już od momentu, gdy jasno wyraził swoje intencje. Nie usuwając dłoni spomiędzy ud, przyciągnął mnie do siebie. Czułam go przez materiał jego dżinsów, dużego i twardego, wciskającego się we mnie. Wygięłam plecy i z ust wydarł mi się zduszony jęk, bo poczułam, że jego palce przystąpiły do dzieła, wślizgnęły się pod materiał mokrych od soków stringów. Chwyciłam go za ramię, a drugą ręką oparłam się o blat. I cała się spięłam, gdy się do mnie nachylił, przyklejając się piersią do moich pleców. Wstrząsana dreszczami narastającego napięcia, potęgowanego gorącym oddechem Nicka na mojej skroni, poruszając biodrami, zaczęłam się ocierać o jego rękę.

– Jeśli chcesz, możemy to zrobić tutaj. Mogę podsadzić twoją słodką pupcię na blat albo oprę cię o lodówkę – zaproponował i musnął mnie wargami po obrzeżu ucha. – Albo wezmę cię na stole lub na kanapie. – Wzbudzając we mnie dreszcze, jego ręka prześliznęła mi się po boku i zamknęła na piersi. – Albo zerżnę cię tu i teraz, od tyłu. – Jego usta wpiły się w moją szyję, w miejscu, gdzie najbardziej tętnił na niej puls. Ugryzł mnie w nią lekko i w tym samym momencie dołączył do palca drugi, a ja głośno sapnęłam. – Wybieraj, co wolisz.

Dobry Boże…

Już same jego słowa popychały mnie za krawędź. Poprzez głośne dudnienie mojego serca usłyszałam cichutki zgrzyt rozsuwanego rozporka. Prezerwatywa zniknęła z blatu i znalazła się na właściwym miejscu, zanim jeszcze zdążyłam się zniecierpliwić.