Wydawca: Wydawnictwo Albatros Kategoria: Sensacja, thriller, horror Język: polski Rok wydania: 2019

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
14 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 557 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Poziom śmierci - Lee Child

Pierwsza powieść z Jackiem Reacherem!

W Margrave, sennym miasteczku w Georgii, wszystko wygląda idealnie. Tak idealnie, że aż budzi grozę. Zero problemów, zero przemocy. Jack Reacher zamierza spędzić tu leniwy weekend, ale ledwie przekracza granice miasta, zostaje aresztowany. Właśnie popełniono morderstwo, a że Reacher jest jedynym obcym, automatycznie staje się głównym podejrzanym.

Kilkadziesiąt godzin spędzonych w więzieniu wśród najbardziej niebezpiecznych kryminalistów to dopiero początek jego kłopotów. Nie ma pojęcia, że wdepnął w aferę, która sięga Waszyngtonu, a w Margrave zrobi się naprawdę gorąco.

Opinie o ebooku Poziom śmierci - Lee Child

Cytaty z ebooka Poziom śmierci - Lee Child

Niepokoiłem się. Czułem się jak bohater książki dla dzieci, który wpada do dziury i nagle odkrywa, że znalazł się w dziwnym świecie, gdzie wszystko wygląda inaczej, niesamowicie, tak jak Alicja w krainie czarów. Czy ona wpadła do dziury? A może wysiadła z Greyhounda w niewłaściwym miejscu?
Widział też przed sobą większy problem: musiał powiedzieć szefowi, że nie mogło mnie być na miejscu o północy. Będzie musiał uprzejmie wyciągnąć od niego odwołanie zeznań. Trudne, gdy jest się nowym pracownikiem, zatrudnionym zaledwie od pół roku, i gdy osoba, z którą ma się do czynienia, to całkowity dupek, a w dodatku szef.
Pozbawia tekst kąśliwości, przekształca go w lament, przepowiednię, pociechę – to, czym powinien być blues. Leniwa tonacja G-dur sprawia, że melodia niemal nabiera słodyczy. Przestaje brzmieć w niej ból.
Mylą się. By zrozumieć podróżnego bluesa, trzeba spędzić trochę czasu w zamknięciu, w celi albo w wojsku, gdzieś, gdzie człowiek tkwi w klatce. Gdzieś, gdzie oświetlony komin fabryczny wydaje się odległym pomnikiem niewyobrażalnej wolności.
Teraz odszedłem. Wspaniałe uczucie, uczucie wolności, jakby przez całe życie dręczył mnie ćmiący ból głowy, ale ja nie dostrzegałem go, póki nie minął. Jedynym problemem było utrzymanie. Jak się utrzymać, nie rezygnując z wolności? Niełatwo.
Nie, Finlay, to nie jest w porządku. Wiesz, że niczego nie zrobiłem. Do diabła, wiesz, że to nie ja. Cholernie boisz się tego tłustego kretyna Morrisona. A ja trafię do więzienia, bo jesteś tchórzliwym mięczakiem.
Długie doświadczenie nauczyło mnie, iż najlepszą reakcją jest całkowite milczenie. Powiedz coś, a mogą cię źle usłyszeć, źle zrozumieć, błędnie zinterpretować twoje słowa, co może doprowadzić do skazania i do śmierci.
Ta część z dowiedzeniem, że można mu ufać, bo się nie wygada, brzmiała nieźle. Kimkolwiek byli, z pewnością to zauważą. Kilka dni w więzieniu to jak rytuał wtajemniczenia. Zaszczytny order, to się liczy. Dobrze kombinujesz,
Nie znalazłem u niego żadnych czułych punktów, z wyjątkiem oczu. Wbiłem mu więc kciuk w oko, czubkami palców chwyciłem ucho i nacisnąłem. Mój paznokieć poruszył gałkę oczną, przesunął. Wepchnąłem kciuk do środka. Jego oko niemal całkowicie wypadło. Wrzeszczał, szarpiąc mnie za przegub. Nie puszczałem.
Zabiłem jednego faceta i oślepiłem drugiego. Teraz będę musiał stawić czoło swojemu sumieniu. Ale niewiele czułem, prawdę mówiąc – nic. Ani śladu wyrzutów sumienia czy żalu. Nic z tych rzeczy. Jakbym ścigał w łazience dwa karaluchy i w końcu je rozdeptał. Karaluch jest jednak przynajmniej rozsądną, odpowiedzialną, doskonałą pod względem ewolucyjnym istotą.
Zaatakowanie mnie było niczym otwarcie zakazanych drzwi: po drugiej stronie czeka coś, co jest wyłącznie jego problemem, jego ryzykiem. Nie powinien otwierać tych przeklętych drzwi. Wzruszyłem ramionami i zapomniałem o wszystkim.
Potrzebuję pomocy. – Dostałeś już wszelką pomoc – odparłem. – Beze mnie leżałbyś teraz na łóżku, a kolejka wielkich, napalonych facetów sięgałaby aż za drzwi. Jak dotąd, nie paliłeś się, by okazać mi wdzięczność.
Gdy zdarzy się coś nieoczekiwanego, nie trać czasu, nie zastanawiaj się, jak do tego doszło i dlaczego, nie żałuj, nie zgaduj, czyja to wina, nie zastanawiaj się, jak następnym razem uniknąć podobnego błędu. Wszystko to można załatwić później, jeśli się przeżyje. Najpierw należy dokonać oceny, przeanalizować sytuację, rozpoznać plusy i minusy, odpowiednio się zachować. Dzięki temu może udać się przeżyć i zająć resztą.
Byliśmy nowi wśród skazańców. Nie przeżyjemy bez odpowiedniego statusu, a my go nie mieliśmy. Rzucą nam wyzwanie. Będziemy musieli przyjąć pozycję na samym dole hierarchii dziobania. Czeka nas nieprzyjemny weekend, może śmiertelny.
Zmarł pierwszej nocy, zgwałcony analnie, jak oceniono, około pięćdziesięciu razy. Podczas sekcji znaleziono w nim litr spermy. Nowy przybysz, pozbawiony statusu, na samym dole hierarchii dziobania. Dostępny dla każdego nad nim.
Wpoili mi umiejętności, metody, nawyki, a przede wszystkim nauczyli właściwego podejścia – tego, iż zahamowania mogą zabić: uderzać należy wcześnie i mocno. Zabijać pierwszym ciosem. Natychmiast odpłacić pięknym za nadobne. Oszukiwać. Dżentelmeni grający według zasad nikogo nie mogli wyszkolić – nie żyli.
Czas interweniować. Nie dla Hubble’a, nic mnie nie obchodził. Musiałem jednak zrobić to dla siebie. Tchórzostwo Hubble’a rzuci cień także na mnie. Będą w nas widzieć parę. Jego kapitulacja zdyskwalifikuje nas obu w więziennej grze o pozycję.
Jeden – zacząłem. Brak reakcji. – Dwa. – Brak reakcji. A potem oszukałem. Zamiast powiedzieć: trzy, rąbnąłem go z główki prosto w twarz. Odbiłem się stopą, prostując nogi, i walnąłem go dokładnie w nos. Piękna robota.
Kto następny? – spytałem. – Ale odtąd będzie jak w Las Vegas, podwójnie albo nic. Ten klient trafi do szpitala na jakieś sześć tygodni, gwarantowana metalowa maska. Zatem następny dostanie dwanaście tygodni w szpitalu, rozumiecie? Strzaskane łokcie czy coś w tym stylu. No więc, kto następny?
Adrenalina sprawiła, że cały się trząsłem, ściskał mi się żołądek, dyszałem, ciśnienie spadło mi do zera. Czułem się okropnie, ale nie aż tak źle, jak bym się czuł, gdybym niczego nie zrobił. Do tej pory zdążyliby już skończyć z Hubble’em i zabrali się do mnie.