Opis

Powieść Stanisława Ignacego Witkiewicza (Witkacego) opowiada o dojrzewaniu i upadku młodego dekadenta Atanazego Bazakbala. Jego działania i wszelkie eksperymenty (narkotyczne, erotyczne, psychiczne) doprowadzają do samobójstwa jego żonę, zaś on sam popada w całkowitą zależność od Heli Bertz; pierwowzorem tej postaci była żydowska piękność, Izabela Hertz.

Powieść stanowi również rozważania na temat przyszłości, studium dekadencji (upadek wartości, sekularyzacja, znużenie światem) i opis ówczesnego rozwoju społecznego, etapów rewolucji i tego w jaki sposób degraduje ona świat „pożerając własne dzieci” (w imię szczytnej idei niwelistycznej – staje się dyktaturą). Autor wyraża swoje przekonanie o końcu kultury indywidualistycznej.

 

"Pożegnanie jesieni" to trzecia część kolekcji dzieł Witkacego udostępnionych przez wydawnictwo Avia Artis. Zachęcamy do zapoznania się z innymi naszymi propozycjami.

 

Kolekcja dzieł Witkacego:

- Szewcy

- Kurka Wodna

- Pożegnanie jesieni

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 603

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 19 godz. 4 min

Lektor: Michał Breitenwald

Popularność


Przedmowa

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Część I: Przygotowania

Część II: Fakty

Rozdział VII

Rozdział VIII

Przypisek autora

Stanisław Ignacy Witkiewicz

POŻEGNANIE

JESIENI

POWIEŚĆ

Motto:

 Czymże jest o naturo twych pocieszeń mowa Wobec żądz, które budzisz twym mrocznym obszarem.

 Antoni Słonimski

Projekt okładki: Avia Artis

W projekcie okładki wykorzystano autoportret „Przerażenie wariata” Stanisława Ignacego Witkiewicza (1931r.)

Wydawnictwo Avia Artis

2017

ISBN 978-83-65810-24-3

Przedmowa

 Wobec niespełnienia obietnic zawartych w przedmowie I-szej, to jest napisania tego, co nazywam „powieścią metafizyczną“, piszę drugą — tylko parę słów.

 1) Z góry odpieram zarzut, że powieść ta jest pornograficzna. Uważam, że opisanie pewnych rzeczy, o ile one dają pretekst do wypowiedzenia innych, istotniejszych, musi być dozwolone. Stefan Żeromski umieścił odnośnik w „Przedwiośniu“, w którym pisze, że wstrzymuje się w danem miejscu od opisu pewnych scen, dlatego, że polska publiczność tego nie lubi. Nie uważam tego za słuszne. Wobec tego co piszą Francuzi (przychodzi mi na razie na myśl: Mirbeau, Paul Adam, Margueritte), nie uważam, żeby rzeczy zawarte w tej książce były zbyt przepotwornione. Czasem lepsza jest kropka nad „i“ i ogonek przy „ę“, niż dyskretne kropeczki i myślniki. Od czasu jak Berent, wydrukował słowo „skurwysyn“ („Ozimina“), a Boy zdanie, w którem było wyrażenie: „rżną się jak dzikie osły“ (Przedmowa do „Panny de Maupin“) uważam, że można się czasem nie krępować o ile to opłaca się w innym wymiarze. Oczywiście zawsze można powiedzieć: „co wolno księciu, nie wolno prosięciu“, — trudno: trzeba zaryzykować.

 2) Również odpieram z góry możliwy zarzut niepoważnego stosunku do kwestji religijnych. Tyle jest u nas zakutych łbów, że i to jest możliwe. Stanowczo przeciw temu protestuję.

 3) Kwestje społeczne są traktowane naiwnie, bez fachowej znajomości, bo jej nie posiadam. Chodzi o tło. Nie robię też żadnych aluzji do rzeczy aktualnych: żadnych wypadków majowych z r. 1926, czy marcowych z r. 1927. Mógłbym równie dobrze umieścić całą tę historję w Wenezueli, czy Paragwaju i zaopatrzyć „bohaterów“ w hiszpańskie, czy portugalskie nawet nazwiska. Nic toby nie zmieniło istoty rzeczy.

 4) Ponieważ nie mam pojęcia o tem, co to jest życie zbytkowne, traktuję tę kwestję trochę humorystycznie i fantastycznie, à la Madzia Samozwaniec. Pomysł wprowadzania fantastycznych nazw dla nieistniejących n. p. potraw, wziąłem ze zniszczonej niestety w r. 1917 powieści Leona Chwistka p. t. „Kardynał Paniflet“, pisanej w r. 1906-tym, w której „występowały“ nieistniejące rośliny. Zamiast kopjować jakieś „menu“ zjedzone w Hôtel „Australia“ w Sydney, czy też z uczty u majora miasta Bendigo koło Melbourne, albo po prostu od Rydza w Warszawie, wolałem podać nazwy potraw nieistniejących. W ten sposób nawet dla klubu smakoszy w Paryżu mogłyby te potrawy posiadać pewien urok. To samo stosuje się do purpurowych koni, mebli, obrazów i t. p.

 5) Indji nie znam, poza kilkogodzinnym pobytem w Bombayu. Za to byłem 2 tygodnie na Ceylonie w przejeździe do Australji, w r. 1914. (Musiałem się z tem pochwalić, bo jeśli mam snobizm to tylko australijski). Jednak nie wiem czemu przeniosłem pewne wypadki do Indji, opierając się na rzeczach widzianych na Ceylonie. Nie trzymałem się również ściśle geografji krajowej.

 6) Umieszczam jako motto urywek z wiersza jednego z najprzykrzejszych moich „wrogów“, Antoniego Słonimskiego, nie dlatego, żeby pozować na fałszywy objektywizm, tylko poprostu dlatego, że mi się ten wiersz bardzo podoba i jest jako motto odpowiedni. Jednak muszę zaznaczyć że w sądach moich o sztuce nie kieruję się ani osobistemi względami, ani polityką, ani niczem innem, oprócz tego, czy uważam daną rzecz za artystycznie dobrą, czy złą. Niestety muszę stwierdzić, że ten stosunek do dzieł sztuki jest u nas rzadkością.

 7) To, co pisze drugi mój bardzo przykry „wróg“ Karol Irzykowski, o stosunku krytyki do dzieł sztuki poprzez autora jest bardzo słuszne. Babranie się w autorze à propos jego utworu jest niedyskretne, niestosowne, niedżentelmeńskie. Niestety każdy może być narażony na tego rodzaju świństwa. — Jest to bardzo nieprzyjemne.

 P. S. Za „przykrego wroga“ uważam takiego, z którym nie można walczyć wskutek braku u niego określonego jednoznacznego systemu pojęć i takiego, który nie jest szczery w stosunku do samego siebie — nie analizuje siebie dość starannie, przystępując do krytyki czy polemiki, no i nie rozumie idei przeciwnika.

 8) Zaznaczę jeszcze, że powieść ta jest drugą, którą napisałem. Pierwszą „622 upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta“ napisałem w latach 1910—1911. Z powodów niezależnych odemnie nie może być wydana.

 9) Powieści nie uważam za dzieło sztuki, według mojej definicji, sztuki wogóle. Poglądy na powieść wyraziłem w krytyce „Wniebowstąpienia“ J. M. Rytarda w styczniowym „Skamandrze“ z r. 1925.

 10) Nikt nie zmusi mnie abym pięknie brzmiące słowo dwusylabowe: „tryumf“, drukował „triumf“. Zamienia się ono w ten sposób na jednosylabowe, niezgodne zupełnie z duchem polskiego języka. Niemożna dla jakichś wymagań pisowni zmieniać przyjętego od wieków brzmienia słów, tembardziej, jeśli objektywnie w poprzedniej pisowni brzmią one lepiej. Zdaje się, że to wszystko.

 30. X. 1926.

S. I. W.