Wydawca ebooka: Burda Książki (dawniej G+J Gruner +Jahr) Wydawca audiobooka: Burda Książki Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 140 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz na:

tablecie MP3
smartfonie MP3
komputerze MP3
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 4 godz. 41 min Lektor: Grażyna Szapołowska

Opis ebooka Poza mną - Grażyna Szapołowska

Bezdomna śpiąca pod ogromną witryną wypełnioną kolorowymi łóżkami, kobieta, która kradnie różowy perłowy naszyjnik dziecka swojego kochanka, próbując ochronić miłość, dziewczynka łapiąca spadające gwiazdy w nadziei, że jedna z nich przywróci jej obecność ojca – to tylko kilka postaci z drugiego zbioru opowiadań Grażyny Szapołowskiej. Poza mną jest zapisem cudzej codzienności dostrzeżonej przez autorkę na ulicach Warszawy, Delhi, w zaułkach Moskwy, na dubajskiej pustyni, plażach w Kostaryce czy Portimao. Szapołowska z zauważonych gestów, mimowolnych reakcji, usłyszanych słów buduje rzeczywistość swoich bohaterów. Ich historie opisane obrazowym, sensualnym i momentami przewrotnym językiem zdumiewają autentycznością. Poza mną intryguje, bawi i wzrusza, a autorce czasem wystarczą dwie strony papieru, by zamknąć w nich opowieść o czyimś intymnym świecie.

Opinie o ebooku Poza mną - Grażyna Szapołowska

Fragment ebooka Poza mną - Grażyna Szapołowska

Redakcja: JOANNA GRZEŚKOWIAK-STEPOWICZ
Korekta: erte
Okładka: studio graficzne aorta / www.aorta.com.pl
Redaktor prowadząca: MAŁGORZATA ZEMSTA
Redaktor techniczny: MARIUSZ TELER
Zdjęcia: (okładka i środek) MAGDA WUNSCHE
Tekst © 2013 Grażyna Szapołowska Copyright: © 2013 G+J Gruner+Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Spółka
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie, w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.
Wydanie I elektroniczne
Warszawa 2013
ISBN 978-83-7778-563-8
G+J Gruner+Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Spółka Komandytowa ul. Marynarska 15, 02-674 Warszawa Dział handlowy: tel. (48 22) 360 38 38, 360 38 42; fax (48 22) 360 38 49www.gjksiazki.pl
Konwersja: eLitera s.c.

Marzeniem bliska

Była tu po raz pierwszy. Usiadła w osiedlowej knajpce tuż przy oknie. Doskonale było stąd widać ogrodzone kolorową siatką przedszkolne podwórko.

– Poproszę kawę z koniakiem – rzuciła w stronę młodziutkiej kelnerki stojącej za jasnym szklanym barem. Przymrużyła zmęczone oczy. Promienie jesiennego słońca padały na furtkę ozdobioną czerwonym parowozem z tańczącymi, kolorowymi wagonikami. Joanna wyjęła z kieszeni jasnego płaszcza papierosy. Przez moment wahała się, po czym odłożyła je wraz z małą białą zapalniczką na stolik. Kolejna nieprzespana noc dawała o sobie znać. Ból w okolicy szyi zaciskał się coraz mocniej, nie pozwalając na swobodny oddech.

Powiedział jej dwa dni temu, że odchodzi od żony. Mówił spokojnie, lecz stanowczo, nie dając jej dojść do słowa. Delikatnie położył dłoń na jej ustach. Nie domyślała się, co mogło spowodować tak nagłą decyzję właśnie teraz. Wychodząc z jej mieszkania poprosił, aby wyjechała razem z nim, daleko, do innego miasta, na zawsze i że jest to konieczne.

– Co się stanie z twoją córeczką? – zapytała. – Przecież nie możesz jej tak zostawić.

Wstał, przez dłuższy czas chodził po pokoju. Zatrzymał się przy drzwiach. Pochylił nisko głowę. Otworzył drzwi i powoli wyszedł, zamykając je za sobą. Po minucie uchylił je ponownie i powiedział.

– Nie wiem.

Podszedł do niej, nachylił się i przez ułamek sekundy ujrzała jego zamglone oczy. Potem gwałtownie się wyprostował i wyszedł. Słyszała oddalające się kroki, potem dźwięk odjeżdżającego samochodu.

Kochała w nim wszystko. Spojrzenie, głos, to jak zaciągał się papierosem, dłonie, zegarek na skórzanym czarnym pasku, zapinany tuż przy nadgarstku, odgłos kroków, czarne lśniące włosy i to, jak odgarniał z czoła opadający lok. Najbardziej wzruszały ją drobiazgi pozostawiane przez niego w roztargnieniu.

Zapamiętała szczególnie jeden z nich. Leżał u niej w dolnej szufladzie szafki przy łóżku. Malutkie różowe perełki nawleczone na sznurek. Kupił je w Paryżu u ulicznego sprzedawcy. Chyba pół roku temu, dla swojej córeczki. Wyślizgnęły mu się z kieszeni, kiedy kochali się na dywanie po jego powrocie z Francji. Potem o nich zapomniał, a ona sama, chyba powodowana odrobiną zazdrości, ukryła je w szufladzie. Teraz, siedząc w kawiarni, wyczuwała palcami ich kształt w kieszeni wełnianego płaszcza.

Dreszcz prześlizgnął się przez jej szczupłe ciało. Nieprzespana noc ponownie dawała o sobie znać. Delikatnie oparła brodę na dłoni, masując palcami skroń. Kątem oka spostrzegła nadchodzącą kelnerkę. Gdy dziewczyna pochyliła się, podając jej kawę, Joanna dostrzegła tańczące na jej twarzy piegi i duże szmaragdowe oczy. Kiedy odchodziła z przyjętym zamówieniem w stronę baru, zauważyła jej króciutką spódniczkę i zgrabne nogi. Ciekawe, czy Jerzy zaglądał tu przed odbieraniem córeczki z przedszkola, pomyślała. Czy patrzył na pośladki dziewczyny, jak robi to większość mężczyzn?

Uśmiechając się do własnych myśli, spojrzała na zegarek owijający się złocistą bransoletką wokół jej lewej ręki. Dochodziła trzecia po południu. Coraz więcej rodziców wchodziło przez kołyszącą się furtkę do przedszkola po swoje pociechy. Podniosła do ust filiżankę. Poczuła smak karmelu i odrobiny koniaku.

Do knajpki wszedł starszy pan z małym białym pieskiem. Kelnerka o piegowatej twarzy, zamykając za nim drzwi, przywitała go pocałunkiem w policzek. Może to jej ojciec, przebiegło jej przez myśl. Wraz z mężczyzną wiatr wcisnął do pomieszczenia zapach wczesnej jesieni. Ten zapach był w niej obecny od dzieciństwa. Budził dawne wspomnienia wspólnych spacerów z ojcem nad Bałtykiem.

Po chwili ponownie otworzyły się drzwi. Tym razem weszła kobieta. Poprosiła przy barze o tabliczkę białej czekolady i szybko wyszła. Joanna odwróciła się w stronę starszego pana. Biały piesek lizał jego dłoń opartą na kolanie. Suczka przypominała mu bezgłośnie o swoim istnieniu. Joanna wypiła ostatni łyk kawy i zapaliła papierosa. Spojrzała w kierunku okna. Ponownie poczuła silny skurcz w gardle powodujący ból, który stopniowo przechodził na ramiona, zaciskał się pętlą wokół piersi i schodził w dół aż do żołądka. Wyprostowała plecy, na moment odchylając głowę. Westchnęła i głęboko zaczerpnęła powietrza. Starszy pan spojrzał na nią z zainteresowaniem. Nie przestając gładzić psa, zapytał:

– Pani tu pierwszy raz, prawda?

– Tak, bardzo tu przytulnie – odpowiedziała i głośno poprosiła kelnerkę o jeszcze jedną kawę. Nie miała ochoty na rozmowę.

– Ma pani rację. Kawa jest tu wyśmienita. Zwłaszcza jak parzy ją moja wnuczka.

Pozwala jej pan chodzić w stanowczo za krótkich spódniczkach, pomyślała. Starszy pan, jakby odgadując jej myśli, dodał:

– Odkąd pomaga swojej matce, przychodzę tu codziennie. Wie pani, to taki trudny wiek. Zawsze o piątej odprowadzamy ją z moją sunią do szkoły. To niedaleko.

Nie odpowiedziała. Kiwnęła tylko lekko głową na znak, że rozumie, i odwróciła głowę, patrząc w przestrzeń za oknem. Starszy pan chciał jeszcze coś powiedzieć, ale dostrzegł jej niechęć i zrezygnował. Joanna ponownie powróciła myślami do ostatnich kilku dni i nocy spędzonych z Jerzym. Przypominała sobie wszystkie jego słowa i sygnały, które mogły wróżyć tak nagłą decyzję o ich wspólnym wyjeździe. Zawsze zaznaczał, że ich ukrywana miłość nie powinna wedrzeć się do jego rodziny. Tyle razy z czułością opowiadał jej o swoim dziecku. Z dużą troską mówił o żonie i jej problemach związanych z ciągłymi atakami depresji. O jej milczących powrotach do domu ze szpitala, w którym starała się leczyć dzieci chore na białaczkę. Często wspominał o jej emocjonalnym chłodzie, który, jak przypuszczał, wynikał z przeżyć w szpitalu. Czasami głośno tłumaczył jej zachowanie. Patrząc w oczy Joanny, sprawdzał, czy rozumie, czy jest to dla niej tak samo oczywiste, jak dla niego. Pomału zaczynała czuć się cząstką jego świata. Odgrywała w jego życiu rolę terapeuty. Przypominała sobie chwile, w których oczekiwał od niej potwierdzenia własnych słów. Często przytulał się do niej, pozwalając długo gładzić swoje włosy. Czasem siadał w fotelu i wpatrywał się w nią. Wiedziała, że ją kocha.

– Czy chciałbyś ze mną zamieszkać? – zapytała którejś nocy.

– Bardzo... Ale codziennie widzę buzię mojej małej dziewczynki, która jest kochana. I nagle mówisz jej, że tato nie będzie już z nią mieszkał? Czy masz pomysł, jak miałbym jej to powiedzieć?

Nie zrozumiał jej pytania. Może nie chciał. Może ona też nie chciała. Może ona sama szukała tej dziewczynki w sobie. Może była nią.

Teraz, siedząc przy oknie i obserwując furtkę prowadzącą do przedszkola, nie wiedziała, czy jest jakaś sensowna odpowiedź. Nie miała ochoty na tłumaczenie sobie, jak daleko posunęli się w egoizmie swojej miłości.

Kochała go. Kochała w nim siebie. Nie umiała istnieć bez codziennego widywania się z nim. Mogły to być tylko chwile, strzępki słów lub przypływy gwałtownych pożądań, które wystarczały do nabrania odwagi w jej świecie rozedrganej stabilności.

Dotykając w kieszeni płaszcza owalu drobnych perełek, poczuła do siebie niechęć. Z jej winy do tej pory nie sprawiły swojej niedoszłej właścicielce radości. Jak mogła je zatrzymać? Ukrywać tyle czasu? Teraz, gdy powiedział jej o nieodwołalnej decyzji wyjazdu tylko z nią na zawsze, poczuła się niezręcznie.

Oparła łokcie na stoliku i palcami dotknęła ust. Była coraz bardziej przerażona w obliczu swoich niewyrażonych domysłów, które stawały się rzeczywistością. Zastygła w bezruchu wpatrzona w okno. Dlaczego tu przyszła? Dlaczego chęć zobaczenia go razem z córeczką była tak nieodparta? Może chciała porównać swoje wyobrażenie z rzeczywistością. Może chciała uchwycić ich wzajemne podobieństwo. Dlaczego chce go zobaczyć właśnie dziś i tu? Czyżby przerażała ją niespodziewana i nagła decyzja odejścia od rodziny?

Odwróciła się na chwilę w stronę baru. Chciała coś powiedzieć do stojącej tyłem dziewczyny, o coś ją poprosić. Wypowiedziała nie dość wyraźnie pierwsze słowo i w tym momencie dostrzegła Jerzego.

Instynktownie, nie chcąc być zauważoną, cofnęła się lekko. Szedł powoli, nie spiesząc się. Był zamyślony. Miał postawiony kołnierz marynarki. Dłonie trzymał w kieszeniach zielonych sztruksowych spodni. Czuła zza szyby fizyczność każdego jego ruchu bioder. Zatrzymał się przed furtką. Pomału otworzył ją i zniknął, wchodząc do budynku. Mijały minuty, które wydawały się jej rozciągnięte w pajęczą sieć jak pułapka labiryntu.

Biały pies starszego pana popiskiwał, dając do zrozumienia, że najwyższa pora, aby zmienić miejsce. Do knajpki weszli młodzi ludzie. Dziewczyna przy barze nastawiła głośniej muzykę. Podjechał sportowy srebrny samochód. Wyskoczył z niego kierujący mężczyzna. Otworzył drzwi pasażerce. Pomógł jej wysiąść. Przytuliła się do niego, szukając jego ust. To nie są siostrzane pocałunki, pomyślała. Dziewczyna długo szeptała mu coś do ucha. Mężczyzna pocałował ją ponownie i szybko odjechał. Pomachała mu lewą dłonią. Kobieta miała na sobie czerwony płaszcz. Wyglądała na szczęśliwą. Odwróciła się w stronę przedszkola i szybko wbiegła do środka. Czas mijał i Joanna zaczynała się niepokoić. Za godzinę miała ważne spotkanie z inwestorem branżowym. Miała przedstawić mu projekt wprowadzenia nowej marki kosmetyków na rynek wschodni. Nie mogła się spóźnić. Spojrzała na zegarek, potem odwróciła się w stronę baru jednocześnie prosząc o rachunek. Ponownie spojrzała za szybę. Jerzy stał przy furtce, przytrzymując ją, aby się nie zamknęła. Mijała go sześcioletnia dziewczynka. Za nią szła ta sama kobieta w czerwonym płaszczu. Mała trzymała ją za rękę, domagając się, aby podała drugą rękę tacie. Potem we trójkę przystanęli, rozmawiając. Dziewczynka w pewnym momencie trzykrotnie pocałowała dłoń Jerzego. Joanna zauważyła w tym geście podobieństwo do małej białej suczki, liżącej dłoń swego pana. Kobieta w czerwonym płaszczu pochyliła się nad nią, przeczesując palcami jej włosy. Wychodzący z przedszkola zaczęli pomału odchodzić w stronę zaparkowanych samochodów. Jerzy objął czule kobietę. Małą dziewczynkę przyciskał do siebie. Oddalali się.

Joanna głośno przełknęła ślinę, rozluźniając gardło. W półprzymrużeniu... w półuśmiechu... marzeniem bliska.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki