Wydawca: WAB Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2012

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Powrót Młodego Księcia - Alejandro Guillermo Roemmers

Niezwykła, poetycka i głęboko, do trzewi przejmująca książka.
Bestseller, który w samej tylko Argentynie sprzedał się w blisko siedemdziesięciu tysiącach egzemplarzy.

Samotny kierowca, przemierzający bezkresną Patagonię, dostrzega dziwacznie ubranego, leżącego przy drodze nastolatka. Nic dziwnego, że chłopak jest wyczerpany - przybył właśnie z odległej planety, by odnaleźć utraconego przed laty przyjaciela. Kierowca zabiera go ze sobą, nie spodziewając się, że wspólna, trzydniowa podróż odmieni jego życie.
Młody Książę to zagubiony obieżyświat, który już kiedyś odwiedził planetę Ziemię. Teraz wrócił i, choć czasy się zmieniły, on nadal potrafi poruszyć ludzkie serca. Zadając pozornie banalne pytania, zmusza swojego towarzysza do zastanowienia się nad sprawami najprostszymi, a zarazem najważniejszymi. A spotkanie z nim jest szansą nie tylko na zmierzenie się z problemami, ale przede wszystkim na ujrzenie w innym świetle prawd, w które wierzyło się do tej pory.
W książce, która powstała w ciągu dziewięciu dni spędzonych w odosobnieniu, autor, jak sam przyznaje, zawarł mądrość i doświadczenie, które zbierał przez całe swoje życie.
Dla czytelników w każdym wieku.


Powrót Młodego Księcia sprawi, że przypomnimy sobie o tym wszystkim, o czym nigdy nie powinniśmy zapominać - o miłości, braterstwie, wychowaniu, rodzinie; te wartości stanowią fundamenty istnienia cywilizowanego społeczeństwa.
Bruno d'Agay, krewny Antoine'a de Saint-Exupéry'ego

Ta książka nie jest dalszym ciągiem Małego Księcia, ale stanowi jego dopełnienie.
„Paris Match"

Opinie o ebooku Powrót Młodego Księcia - Alejandro Guillermo Roemmers

Fragment ebooka Powrót Młodego Księcia - Alejandro Guillermo Roemmers

Tytuł oryginału: The Return of the Young Prince

Przekład: Agnieszka Walulik

Copyright © A.G. Roemmers

c/o Guillermo Schavelzon & Asoc., Agencia Literaria

www.schavelzon.com

© Editorial Planeta, S.A., 2011

Avda. Diagonal, 662-664, 08034 Barcelona (España)

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo W.A.B., 2011

Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo W.A.B., 2011

Redaktor prowadząca: Natalia Sikora

Redakcja: Anna Adamiak

Korekta: Małgorzata Kuśnierz, Elżbieta Jaroszuk

Redakcja techniczna: Alek Radomski

Projekt okładki: © Mucho / www.mucho.ws

Ilustracje: © Laurie Hastings

Opracowanie okładki polskiej i stron tytułowych na podstawie wersji oryginalnej: Szymon Wójciak

Zdjęcie autora: © Daniel Mordzinski

Skład i łamanie: manufaktura

Wydawnictwo W.A.B.

02-386 Warszawa, ul. Usypiskowa 5

tel./fax (22) 646 01 74, 646 01 45, 646 05 10, 646 05 11

wab@wab.com.pl

www.wab.com.pl

ISBN 978-83-7747-354-2

Wydanie I

Warszawa 2011

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

PROLOG

Kilka lat temu, w Buenos Aires, miałem szczęście poznać Alejandra Guillerma Roemmersa. Wcześniej opowiedziałem kuzynom, siostrzeńcom Saint-Exupéry’ego, o swoim zamiarze odbycia wyprawy śladami pilotów, którzy przyczynili się do stworzenia w Argentynie i Chile portów pośrednich na linii pocztowej Aeropostale.

Kuzyni natychmiast dali mi namiary na Alejandra i poradzili, bym się z nim skontaktował. Zadzwoniłem, jak tylko przyjechałem i jeszcze tego samego dnia jedliśmy razem kolację.

Tak dowiedziałem się o istnieniu tej książki. Rozmawialiśmy cały wieczór. Wróciłem do domu z egzemplarzem Powrotu Młodego Księcia. Niedługo później rozpocząłem długą podróż przez Andy i Patagonię.

W trakcie lektury natknąłem się na wstęp do pierwszego argentyńskiego wydania. Napisał go Frédéric d’Agay, cioteczny wnuk Saint-Exupéry’ego i ówczesny przewodniczący fundacji imienia autora. Pisał on:

„Alejandro Roemmers zachował w sobie duszę dziecka. Kiedy spotkał w Argentynie Małego Księcia, zapragnął opowiedzieć o tym w swojej książce po to, by zwrócić naszą uwagę na to, co najważniejsze”. Frédéric miał rację. Roemmers jest nie tylko uznanym poetą, ale teraz stał się również podróżnikiem, opowiadającym o książce i dzielącym się swoimi ideami.

Gości w szkołach średnich, podstawowych i na uniwersytetach. Mówi tam o swoich przekonaniach i o tym, co stanowi motto jego życia: dzięki edukacji, wierze, odwadze i samozaparciu możemy uwolnić się od biedy, analfabetyzmu i zwątpienia. Nieustannie podkreśla, że magia miłości może uratować pozbawiony wartości współczesny świat.

W książce opowiada o podróży Młodego Księcia przez wyludnioną, pustynną krainę Patagonii. Podczas niej pewien dorosły otrzymuje przywilej rozmowy z nieznajomym nastolatkiem, który znalazł się na środku pustkowia i który zmusza swojego towarzysza, aby ten patrzył głębiej i dostrzegł coś więcej niż tylko to, co na zewnątrz.

Najważniejsze pytania filozoficzne bohater zadaje w sposób jasny i zrozumiały, zmieniając tym samym swojego rozmówcę i jego spojrzenie na innych. Dla młodych ich dialog staje się podróżą wtajemniczającą w sprawy najważniejsze, dla zagubionych dorosłych jest zaś powrotem do źródeł.

Niektóre fragmentyPowrotu Młodego Księcia wydają się rodzajem współczesnego katechizmu, napisanego w XXI wieku przez człowieka, którego ambicją jest wprowadzenie wielkich zmian w społeczeństwie, w strukturach politycznych i w systemie wychowania, niezdolnym nauczyć nadziei. Książka sprawia, że przypominamy sobie o tym wszystkim, o czym nigdy nie powinniśmy zapominać – o miłości, braterstwie, wychowaniu, rodzinie. Te wartości stanowią fundamenty istnienia cywilizowanego społeczeństwa.

Ustami swojego bohatera pisarz i poeta przypomina nam o ludziach, którzy byli chlubą Aeropostale, a przede wszystkim o wielkim pilocie Antoine de Saint-Exupérym. Przypomina o tych, którzy swoim postrzeganiem świata, odwagą, poświęceniem, a nieraz nawet ofiarą z życia wyznaczyli ścieżkę, którą mamy podążać.

Powrót Młodego Księcia jest książką, która rozświetli naszą drogę i wzbudzi w nas miłość zdolną odmienić wszystko.

Bruno d’Agay

KILKA SŁÓW WSTĘPU

W świecie wyniszczonym wojną, szybko zatracającym wszelką niewinność i radość życia pewien zuchwały francuski pilot, Antoine de Saint-Exupéry, napisał książkę pod tytułem Mały Książę, która szybko miała stać się uniwersalnym symbolem tych utraconych wartości.

Być może to właśnie żal i rozczarowanie Saint-Exupéry’ego wyraźnym zanikiem uduchowienia, nie zaś nieprzyjacielski ogień, były powodem jego przedwczesnej śmierci w wodach Morza Śródziemnego.

Podobnie jak wielu innych, którzy przeczytali Małego Księcia, mnie również poruszyła prostota jego przekazu. Podzielałem smutek Saint-Exupéry’ego, kiedy chłopiec, który sięgnął do głębi mojej duszy, zmuszony był powrócić na swoją asteroidę.

Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem, że nienawiść, ignorancja, nacjonalizm, brak solidarności, materializm i inne zagrożenia uczyniłyby jego życie na naszej planecie niemożliwym.

Wiele razy zadawałem sobie pytanie – być może Ty również, Czytelniku – jaki byłby los tego wyjątkowego dziecka, gdyby żyło ono dzisiaj wśród nas. Jakie byłoby jego dorastanie? Jak zdołałoby ono uchronić swoje niewinne serce przed skażeniem?

Wiele lat zabrało mi znalezienie odpowiedzi na te pytania, a mimo to może się okazać, że tylko według mnie są one właściwe. Lecz niewykluczone również (taką mam nadzieję), że posłużą, by choć trochę oświetlić drogę dziecku, które wszyscy w sobie nosimy.

Dlatego właśnie ośmielam się zwracać do Ciebie, Drogi Czytelniku, u początku nowego wieku i nowego tysiąclecia, z nieco bardziej pozytywnym przesłaniem, w nadziei, że choć trochę Cię ono uszczęśliwi.

Na wypadek gdybyś spodziewał się fotografii, z przykrością muszę stwierdzić, że nie mogę zaspokoić Twojej ciekawości. Od wielu lat nie zabieram ze sobą w podróż ani aparatu, ani kamery wideo. Właściwie przestałem to robić od czasu, kiedy zorientowałem się, że moi znajomi tak bardzo koncentrują się na wizualnych zapisach, że przestali zwracać uwagę na opowieści. Poważnym niedopatrzeniem z mojej strony jest również fakt, że nie załączyłem większej liczby rysunków. Decyzja ta bierze się jednak z głębokiego szacunku wobec Twojej wyjątkowej pamięci i wyobraźni, a nie ze wstydu powodowanego brakiem talentów artystycznych. Pragnę, byś mógł oglądać wszystko za pośrednictwem moich słów, podobnie jak Mały Książę był w stanie dostrzec baranka we wnętrzu pudełka. Jednak nie traktuj mojej opowieści zbyt poważnie.

Mam też nadzieję, Drogi Czytelniku, że wybaczysz mi, iż zamieściłem tu także wrażenia i przemyślenia, które przychodziły mi do głowy w trakcie opisywanych wydarzeń, a na które chciałbym zwrócić uwagę.

To powiedziawszy, opowiem teraz dokładnie, co i jak się wydarzyło.

Jeśli czujesz się całkowicie opuszczony, jeśli Twoje serce nadal jest czyste, jeśli Twoje oczy wciąż jeszcze mają w sobie zdumienie dziecka, to być może czytając te strony, odkryjesz, że gwiazdy znów się do Ciebie uśmiechają, i usłyszysz ich dźwięk, jakby były one pięciuset milionami dzwonków.

Rozdział I

Jechałem pustą autostradą przez Patagonię (kraina ta wzięła rzekomo swoją nazwę od plemienia o bardzo dużych stopach, czyli patas), kiedy nagle na skraju drogi zauważyłem dziwny, skulony kształt. Odruchowo zwolniłem i ujrzałem kędzior jasnych włosów wystający spod niebieskiego koca, który zdawał się otulać ludzką postać. Zatrzymałem auto, a kiedy wysiadłem, ogarnęło mnie zdumienie. Oto tutaj, setki kilometrów od najbliższej wioski, w samym środku jałowego skrawka ziemi, gdzie nie było widać żadnego domu, płotu ani nawet drzewa, jakiś młody człowiek spał sobie spokojnie bez śladu troski na niewinnej twarzy.

To, co wziąłem za koc, okazało się w rzeczywistości długą niebieską peleryną z epoletami, spod której wystawała fioletowa podszewka i białe spodnie, przypominające nieco bryczesy. Ich nogawki wsunięte były w czarne, lśniące, skórzane buty.

Cały ten ubiór nadawał chłopakowi książęcy wygląd, który zupełnie nie przystawał do tych szerokości geograficznych. Szal w kolorze zboża powiewał niedbale w wiosennej bryzie, stapiając się z włosami młodzieńca i nadając mu melancholijny wygląd sennej zjawy.

Stałem przez chwilę osłupiały, jakbym miał przed sobą jakąś niewytłumaczalną tajemnicę. Zdawało mi się, że nawet wiatr, pędzący z gór w potężnych podmuchach, omijał chłopca swoim pylistym oddechem.

Było jasne, że nie mogłem zostawić go na tym pustkowiu pogrążonego we śnie, bezradnego, bez wody ani pożywienia. Jego wygląd nie wzbudzał najmniejszych obaw, lecz mimo to musiałem pokonać w sobie wyuczoną niechęć do kontaktu z obcym człowiekiem. Z wysiłkiem podźwignąłem go w ramionach i położyłem na fotelu obok siedzenia kierowcy.

Chłopak nie obudził się, co bardzo mnie zaskoczyło. Przez chwilę obawiałem się nawet, że nie żyje. Słaby, lecz regularny puls upewnił mnie, że jednak tak nie jest. Kiedy na powrót złożyłem jego bezwładną rękę na fotelu, przyszło mi do głowy, że gdybym nie był tak bardzo przyzwyczajony do tradycyjnych, skrzydlatych wizerunków, pomyślałbym, że oto jakiś anioł zstąpił z nieba na ziemię. Potem dowiedziałem się, że chłopiec był po prostu wyczerpany i u kresu sił.

Przez długi czas rozmyślałem nad tym, jak to dorośli, z tymi swoimi ostrzeżeniami dla naszego własnego bezpieczeństwa, odsuwają nas od innych ludzi – do tego stopnia, że samo dotknięcie kogoś lub spojrzenie prosto w oczy wzbudza w nas nieprzyjemne zażenowanie.

– Pić mi się chce – odezwał się znienacka młodzieniec. Drgnąłem zaskoczony, bo zdążyłem już prawie zapomnieć, że nie jestem sam. Chłopiec mówił cicho, lecz głos miał dźwięczny.

W długie podróże, które mogą trwać nawet do trzech dni, zawsze zabieram ze sobą napoje i kanapki, żebym nie musiał zatrzymywać się po cokolwiek z wyjątkiem benzyny. Tak było i tym razem. Podałem mu butelkę, plastikowy kubeczek i kanapkę z wołowiną i pomidorem, owiniętą w folię aluminiową. Jadł i pił bez słowa. Tymczasem w mojej głowie mnożyły się pytania. Skąd pochodzisz? Jak się tu dostałeś? Co robiłeś przy drodze? Czy masz rodzinę? Gdzie ona jest? I tak dalej. Obdarzony zostałem niespokojną, ciekawską naturą, toteż do dziś jeszcze gratuluję sobie, że przez te dziesięć niekończących się minut zdołałem zachować milczenie, czekając, aż młodzieniec odzyska siły. On pochłaniał jedzenie i picie, jakby było rzeczą najoczywistszą pod słońcem, że człowiek kładzie się samotnie na pustkowiu i nagle pojawia się ktoś, kto częstuje go napojem i kanapką z wołowiną.

– Dziękuję – powiedział, kiedy skończył, i na powrót oparł się o okno, jakby to jedno słowo starczyło za wszelkie wyjaśnienia.

Zdałem sobie sprawę, że nie spytałem nawet, dokąd chce się udać. Znalazłem go po prawej stronie drogi, więc odruchowo założyłem, że zmierza na południe, ale przecież było o wiele bardziej prawdopodobne, że próbował dostać się do stolicy, która leżała na północy.

To niezwykłe, z jaką łatwością zakładamy, że inni zmierzają w tę samą stronę co my.

Kiedy odwróciłem się, żeby na niego spojrzeć, było już za późno. Chłopiec na nowo zapadł w sen, który przeniósł go daleko, daleko stąd.

Rozdział II

Czy powinienem był go obudzić? Nie, bo musieliśmy jechać dalej. Nie mogłem się zatrzymać, a to, czy jechaliśmy na północ, czy na południe, nie miało znaczenia.

Przyspieszyłem. Tym razem było inaczej niż przy innych okazjach, kiedy to marnowałem swój czas i życie na zastanawianie się, którą drogę obrać.

Przez długi czas oddawałem się tym rozmyślaniom, gdy niespodziewanie poczułem, że przypatruje mi się z ciekawością para roziskrzonych niebieskich oczu.

– Witam – powiedziałem, odwracając się przelotnie do tajemniczego młodzieńca.

– Co to za maszyna, którą podróżujemy? – spytał, wędrując wzrokiem po wnętrzu auta. – Gdzie ma skrzydła?

– Masz na myśli samochód?

– Samochód? Więc nie jest w stanie oderwać się od ziemi?

– Nie – odparłem, a moja duma z pojazdu zachwiała się.

– I nie może też opuścić tego szarego paska? – Chłopiec wskazał palcem w kierunku przedniej wycieraczki. Jego słowa sprawiły, że uświadomiłem sobie własne ograniczenia.

– Ten pasek to autostrada – wyjaśniłem, zastanawiając się, skąd też urwał się ten dzieciak. – A gdybyśmy zjechali z niej przy tej prędkości, to byśmy się zabili.

– Czy autostrady zawsze są takimi tyranami? Kto je wymyślił?

– Ludzie.

Jego pytania były bardzo proste, ale odpowiedzi na nie wydawały mi się niezwykle trudne.

– Skąd pochodzisz? – spytałem. – Jak tu trafiłeś?

Zdałem sobie sprawę, że jego wygląd wydawał mi się dziwnie znajomy.

– Czy na Ziemi jest wiele autostrad? – odpowiedział pytaniem tajemniczy młodzieniec, ignorując moje dociekania.

– Tak, niezliczona ilość.

– Ja byłem w miejscu bez autostrad – stwierdził.

– Ale w takich miejscach ludzie się gubią – zauważyłem, czując, jak z każdą minutą narasta we mnie ciekawość.

– Jednak czy tam, gdzie nie ma autostrad – odparł chłopiec niespeszony – ludziom nie przychodzi do głowy, żeby poszukać drogi na niebie? – I spojrzał przez szybę ku górze.

– Nocą – powiedziałem z namysłem – można się kierować gwiazdami. Ale kiedy słońce za mocno świeci, ryzykowalibyśmy ślepotą.

– Aha