Wydawca: Muza Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2017

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 424 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Powrót do starego domu - Ilona Gołębiewska

Alicja Pniewska ma 37 lat. Porzucił ją mąż, straciła lukratywną posadę, musiała opuścić wygodny apartament. Uciekając przed demonami przeszłości, znajduje schronienie w rodzinnym domu w malowniczej miejscowości Pniewo. Zaskakujące zdarzenia, niezwykli ludzie i tajemnica sprzed lat wystawią jej życie na ciężką próbę.

Pewnej upiornej nocy Alicja spotyka Dziada – legendę wydarzeń, które przed kilkudziesięcioma laty wstrząsnęły Pniewem. Otrzymuje od niego pamiętnik swojego dziadka Jana, który opisuje w nim piekło wojny. Na dodatek Alicja odnajduje w starej szafie na strychu list, który odkryje przed nią tajemnicę przeszłości. Na idealnym dotąd wizerunku jej rodziny powstaje rysa. Tragiczny los małego Michałka zmieni podejście Alicji wobec życia, a miłość upomni się o nią w najmniej spodziewanym momencie. Czy prawda o przeszłości rodziny pozwoli odnaleźć jej szczęście u boku wybranego mężczyzny?

Prawdziwa, wstrząsająca i trzymająca w napięciu do ostatnich stron książka o sile ludzkich pragnień i marzeń. Daje wiarę i nadzieję na to, że nigdy nie jest za późno, by budować swoje życie od nowa. Przenosi do świata dziecięcych wspomnień, czyli miejsca, które w sercu każdego człowieka ma szczególne znaczenie – rodzinnego domu.

Opinie o ebooku Powrót do starego domu - Ilona Gołębiewska

Fragment ebooka Powrót do starego domu - Ilona Gołębiewska

Projekt okładki: Izabella Marcinowska

Redaktor prowadzący: Małgorzata Burakiewicz

Redakcja techniczna: Anna Sawicka-Banaszkiewicz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Maria Śleszyńska

Ta książka jest fikcją literacką i wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieństwo do realnych osób i zdarzeń jest niezamierzone i całkowicie przypadkowe. Prawdziwe jest tylko Pniewo i wydarzenia, które miały tam miejsce w maju 1944 r.

Zdjęcia wykorzystane na okładce

© Paweł Kazimierczak/Shutterstock

© Elina-Lava/Shutterstock

© Drozdowski/Shutterstock

© by Ilona Gołębiewska

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2017

ISBN 978-83-287-0559-3

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2017

FRAGMENT

Moim Rodzicom z miłością,

w podziękowaniu za bajkowe dzieciństwo

i dom pełen wspomnień,

do których zawsze mogę wracać

Najważniejsze jest, by gdzieś istniało to, czym się żyło: i zwyczaje, i święta rodzinne.

I dom pełen wspomnień. Najważniejsze jest, by żyć dla powrotu.

ANTOINE DE SAINT-EXUPÉRY

Prolog

W miejscu, gdzie nieposkromiona pamięć zarzuciła kotwicę ludzkiego losu…

Poczuła na sobie chłodny powiew wiatru. Z ciekawością spojrzała w górę i zachwyciła się labiryntem gałęzi utworzonym przez konary klonów i kasztanów, z których spadał deszcz jesiennych liści. Usłyszała ich melodię i zanuciła nieśmiałym głosem: „W jesiennym ogrodzie deszcz uderza cichutko o dywan liści”. Wyobraziła sobie, że jest panią magicznego królestwa, w którym każde drzewo oddaje jej pokłon, a ona odpowiada uśmiechem. W pośpiechu chwyciła kilka klonowych liści i zrobiła z nich bukiet, mając nadzieję, że będzie pasował do przygotowanego wcześniej naszyjnika z brązowych kasztanów. Spojrzała w dal na stojący na wzgórzu stary dom i zapragnęła znaleźć się na jego werandzie jak najszybciej.

Zrobiła niepewnie kilka kroków, przypominając sobie, że musi kogoś powiadomić o swoich planach. Uśmiechnęła się przez ramię do stojącego nad stawem ojca i pomachała mu ręką na znak, że wraca do domu. Posłał jej pełne ciepła i miłości spojrzenie, które zawsze oznaczało, że może czuć się bezpiecznie. Zaśmiała się w głos i zaczęła biec, ile tylko sił w nogach. Okrążyła olbrzymi staw, który zawsze kojarzył się jej z zamkową fosą, jednym skokiem pokonała drewnianą kładkę, przebiegła wzdłuż akacjowej alei. Jej dwa długie warkocze rytmicznie uderzały o plecy. Według małej dziewczynki to właśnie była definicja wolności.

Nagle zaczepiła nogą o wystający korzeń i upadła na ziemię. Jej ciało przeszył ból, jednak nie to było teraz najważniejsze. Wzięła głęboki wdech… Tak, to ten najpiękniejszy zapach, zapach wrzosu… Zapach, w którym można zakląć wszystkie smaki, barwy, dźwięki, widoki i marzenia dzieciństwa. Od dawna wiedziała, że to właśnie jest zapach jej życia, delikatnego niczym gałązki wrzosu. Jednym ruchem podniosła się z ziemi i pozbierała bukiet, licząc na to, że nie straci swojego fasonu. Zadowolona z jego wyglądu ruszyła dalej przed siebie, tym razem nieco spokojniejszym krokiem. Szła przez stary przedwojenny sad, rozkoszując się jego kolorami i widokiem krwistoczerwonych jabłek na wiekowych jabłoniach. Podziwiała chylące się ku ziemi grusze, na których wisiały dorodne owoce. Ostrożnie przedostała się przez wyrobioną w płocie dziurę. To było jej sekretne przejście do świata pełnego tajemnic i przygody. Stanęła mocno na nogach i głośno wciągnęła powietrze.

Uwielbiała ten widok. Stary drewniany dom stojący na środku podwórka. Jej dziecięce serce podpowiadało, że nie ma na świecie piękniejszego domu, a smutek, strach, ból, zmartwienia zawsze zostają przed progiem drewnianych drzwi. Oaza spokoju, jej przystań na złe dni i miejsce, gdzie ma wszystkich, których tak bardzo kocha. W promieniach jesiennego słońca stary dom wyglądał wprost bajecznie. Miała wrażenie, że patrzy na obraz namalowany ręką niezwykłego artysty. Widziała kiedyś taki w muzeum i tak właśnie wyobrażała sobie swój dom. Porośnięta mchem dachówka łapała ostatnie promienie dziennego światła, mieniąc się tysiącem kolorów. Pochylone nad domem potężne świerki przypominały dwóch strażników, którzy chronią go przed niebezpieczeństwem. Alicja bardzo lubiła budować między nimi swój domek do zabaw i spędzała tam mnóstwo czasu. Jedynie podczas burzy świerki budziły w niej strach, uderzając silnie gałęziami o stare okna, które zamieniały się wtedy w mały plac bitwy. Dziadek też nie lubił burzy, za bardzo przypominała mu dni spędzone w wojennym piekle. Brał wtedy Alicję do spiżarni i tam przy blasku świecy opowiadał jej różne niezwykłe i niesamowite historie.

Teraz drewniane okna były oazą spokoju, a suszące się nad nimi zioła dodawały im tajemniczości. Stare drewniane ściany domu wydawały się unosić nad trawą skąpaną w coraz gęstszej przedwieczornej mgle. Dochodziła z nich melodia minionych lat, bo dom był tak stary, że zapewne widział i słyszał niejedną ciekawą historię. Uchylone wejściowe drzwi zapraszały do środka, choć przeszkodą był leżący na progu czarno-biały kot. Nie zamierzał nikomu ustępować miejsca.

Mama grabiła klonowe liście. Porozrzucane po okolicy, tworzyły kolorowy witraż. Zerkała z dumą na rosnące wokół domu kwiaty, wśród których najwięcej podziwu budziły chryzantemy, astry, dalie, jeżówki i begonie. Wyglądała wśród nich jak dobra wróżka, która swoim dotykiem zamienia świat w miejsce pełne uroków. Alicja zrobiła to, co zawsze, gdy tylko chociaż na chwilę stęskniła się za mamą. Znienacka podbiegła do niej i rzuciła się jej na szyję. Wiedziała, czego może oczekiwać w zamian – tysiąca słodkich jak miód całusów, delikatnych muśnięć ręką po długich włosach i zapewnień, że jest największym skarbem w całej rodzinie i że wszyscy ją bardzo kochają. Był to typowy rytuał Alicji i jej mamy, przynoszący im wielką radość.

Po chwili zaczęła się skradać do wysokiej werandy, która w porównaniu z jej wzrostem wydawała się być bramą potężnej twierdzy. Przytuliła twarz do wyrzeźbionego w drewnie wzoru i miała nadzieję, że ponownie ujrzy ten widok, który codziennie wzbudzał radość w jej dziecięcym sercu. Nie myliła się. W kącie werandy, na dwóch bujanych fotelach, siedzieli babcia i dziadek. Jej dwa największe szczęścia i dwie największe tajemnice. Doskonale wiedziała, co mogą robić o tej porze. Dziadek miał głowę opartą o fotel, oczy przykrył ulubioną czapką, co zazwyczaj robił, odkąd ponad rok temu zupełnie stracił wzrok. W dłoniach trzymał starą fajkę zrobioną z duńskiej porcelany, którą co jakiś czas przykładał do ust. Alicja bardzo lubiła jej zapach, ale dziadek zwykle starał się palić wtedy, gdy nie było jej w pobliżu. Zawsze powtarzał, że jest to bardzo niezdrowe dla dzieci. Babcia trzymała na kolanach wielką księgę i czytała na głos, od czasu do czasu odwracając głowę w stronę dziadka. Alicja nie rozumiała jeszcze, czym tak naprawdę jest miłość, ale przeczuwała na swój dziecięcy sposób, że dziadków łączy coś niezwykłego, coś, czego nie jest w stanie sobie wyobrazić. Jednak wierzyła, że w jej życiu również pojawi się ktoś tak ważny, jak ważna była babcia dla dziadka, a on dla niej. Nie rozumiała też dorosłych książek, które babcia czytała z rzadko spotykanym zachwytem. Dziadek słuchał każdego jej słowa i wydawał się trochę nieobecny, jakby przenosił się do tych miejsc i ludzi, opisanych na pożółkłych już kartkach. Alicja chciała zrozumieć tajemnice czytanych przez babcię książek, ale wiedziała też, że będzie musiała jeszcze długo poczekać, aby stało się to możliwe. Postanowiła upomnieć się o uwagę ukochanych dziadków i wskoczyła na werandę.

– Wręczam ci, królowo, ten magiczny bukiet, żeby w twoim wazonie przypominał, iż w naszym lesie rosną magiczne drzewa. – Podała babci nieco już sfatygowane liście i mocno się do niej przytuliła.

– Dziękuję, moja kochana królewno, za tak wytworny prezent. – Babcia nie mogła wyjść z podziwu. Pogłaskała wnuczkę po jasnych włosach.

– Tobie, królu, daję ten wspaniały naszyjnik na znak, że rządzisz naszym królestwem. Nie możesz go zobaczyć, ale za to możesz dotknąć tych magicznych kształtów, wypowiedzieć zaklęcie, a wtedy spełni się każde twoje marzenie. – Przełożyła przez głowę dziadka kasztanowy naszyjnik, przy okazji zrzucając z jego oczu czapkę, na co wszyscy zareagowali śmiechem.

– Moje słoneczko, to jest najwspanialszy prezent, jaki w życiu dostałem. Jeszcze nigdy nikt nie pozwolił mi czarować.

– To teraz już możesz czarować, ile chcesz, jak stąd do szosy i z powrotem! Albo jeszcze dużo, dużo, dużo więcej, masz moje słowo! A wróżki, takie jak ja, nigdy nie oszukują!

– Cóż to za pomysły, moja wróżko! – Mama weszła na werandę z pękiem świeżo ściętych kwiatów. – Zobacz, tata wraca znad stawu, pewnie ma ryby. Dziadek z babcią jeszcze chwilę poczytają, a ty chodź, pomożesz mi ułożyć kwiaty w chabrowym wazonie i przygotować stół.

– I będzie wytworna kolacja! Jak w prawdziwym zamku w prawdziwej bajce!

Stary dom był bajką. Spełnieniem dziecięcych marzeń o szczęśliwej rodzinie, bezpiecznym domu i ludziach, którzy kochają z całego serca. Dziecko marzy tylko o tym, by być kochane.

Alicja zapamiętała ten dzień na zawsze, bo bardzo chciała pamiętać, kim tak naprawdę była, póki życie jej jeszcze nie zawiodło. Tego dnia nie wiedziała, że za chwilę nie będzie starego domu, dziadków, rodziców, a jej marzenia rozbiją się w drobny mak o twarde mury szarej rzeczywistości. Nie wiedziała, że los wystawi ją na ciężkie próby, które zabiorą radość, wiarę i nadzieję małej dziewczynki na bardzo długi czas.

Ale ten stary dom, zapisany na zawsze w pamięci małego dziecka, miał być bezpieczną przystanią, do której w końcu zaprowadzą kręte ścieżki życia. Człowiek wraca zawsze tam, gdzie nieposkromiona pamięć zarzuca kotwicę ludzkiego losu… Alicja powróci tutaj, do starego domu, by na nowo odnaleźć siebie, swoją przeszłość i związane z nią tajemnice.

Tam jest dom twój ukochany, gdzie jest miłość twoja,

wspólnych życzeń dla przyszłości nic nie pokona.

Tam witają bliskich ludzi ciepłe spojrzenia,

ich obecność chroni cię od zapomnienia.

W szalonym pędzie czas zatoczył wielki krąg,

na mojej mapie znów jest dzisiaj stary dom.

Rozdział I

Uciekam jak najdalej stąd!

Brak wiary w siebie, rezygnacja z życia i stosy chusteczek

Czuję w głowie tykającą bombę, która pewnie za chwilę wybuchnie. Mówią, że z wiekiem nabiera się rozumu. W moim przypadku ta reguła w ogóle się nie sprawdza. Stara baba już ze mnie, a głupia jak podlotek. A może wcale jeszcze nie dorosłam? Otwieram oczy. Obok mojej ręki siedzi biało-rudy kot, pupil Doroty i jej dziewczynek.

– Czego się na mnie gapisz, wstrętny futrzaku?

Kot ani drgnie. Wlepił we mnie swoje zielone oczyska i nie ma zamiaru odpuścić. Filon. Głupie imię jak dla kota. Kot też jest głupi. Wszystko jest głupie. Szczególnie ja. Kot o tym wie, dlatego tak się na mnie gapi. Pewnie nie widział nigdy tak zaniedbanej i beznadziejnej kobiety. A niech się gapi, ja też go nie lubię. Zawsze, gdy tylko spuszczę go z oczu, włazi do mojej torby. Ale teraz nie wlazł, wiernie przy mnie czuwa. Co się dzieje? Gdzie jestem? Czarna komoda. To musi być mieszkanie Doroty. W końcu gapi się na mnie jej kot. I zjadł ostatniego cukierka! Czym teraz zagłuszę rozpacz? W chwili załamania najlepsze są słodycze, zawsze po nie wtedy sięgam.

Trzeba wstać i posprzątać te wszystkie zużyte chusteczki. Na łóżku aż biało, są wszędzie.

– Dziewczynki, bardzo was proszę, tylko bez kłótni.

– Zosia ma większą kanapkę! To niesprawiedliwe!

– Nieprawda! Ty masz większą!

– Tylko spokojnie, zaraz wychodzimy do przedszkola, a wy nadal niegotowe.

– Nie będę jadła śniadania, jak w tym domu nie mam żadnych praw!

– Zuzia, nie przesadzaj, to tylko kanapka.

– Nie lubię was!

W kuchni jak zwykle trwa poranna batalia. Dorota to ma szczęście. Dwie urocze córeczki, kochający mąż, który świata poza nią nie widzi, wymarzona praca. Trochę ciasno tu mają, ale w ich domu jest miłość.

– Psik! Uciekaj stąd! To mój teren! – mówię do kota. Chyba pójdę spać, całą noc przepłakałam, więc ten durny dzień mogę spędzić na odsypianiu. Na chlipanie nie mam już siły. No i brakuje mi chusteczek. Tak, sen będzie dobrym wyjściem.

– Tego się po tobie, kochana, nie spodziewałam! – Do pokoju z impetem weszła filigranowa piękność o sile boksera i uporze osła. Zawsze z nią przegrywam. Jednym ruchem odsłoniła zasłony, a mocne promienie słońca mnie oślepiły. Ależ ona potrafi być wredna! Moja Dorcia kochana! Co ja bym bez niej zrobiła?

– Wstawaj! Szkoda pięknego dnia! Filon! Ile razy mówiłam, żebyś nie siadał na łóżku! Uciekaj! A ty wstawaj! W nocy słyszałam te twoje zawodzenia.

– I dobrze. Tylko to mi zostało.

– Ciocia! Ciocia wstała! – Do pokoju wpadły moje ukochane bliźniaczki. Wskoczyły na łóżko i od razu wzięły się do targania moich włosów.

– Chyba ciocia znowu płakała.

– Ma takie wielkie czerwone oczy!

– Dziewczynki, nie męczcie cioci, musi odpocząć.

– Po płakaniu?

– Nie płakałam, śnił mi się dzisiaj koszmar i się nie wyspałam.

– Taki z duchami i potworami?

– Można tak powiedzieć. Był w nim taki jeden straszny potwór, którego dobrze znam.

– Wujek Paweł?

– Przesadzacie, moje kochane. Już, szybko wkładajcie buty i marsz do przedszkola.

– Pa, ciociu. Wieczorem obejrzymy razem bajkę?

– Oczywiście, a teraz uciekajcie do przedszkola.

– To my się już zbieramy. – Do mojego pokoju zajrzał też Maciek. – Kochanie, zostawiłem na stole papiery do przejrzenia. Będą mi potrzebne na wieczór. – Spojrzał na Dorotę z ogromną czułością.

– Nie ma sprawy, zajmę się tym. Jedź ostrożnie i przypilnuj, żeby dziewczynki nie zapomniały wziąć plecaków.

– Pamiętam, trzymaj się, buziak.

– Buziak.

– Do zobaczenia, Alu, trzymaj się!

– Z tym akurat nie jest u mnie najlepiej, ale dzięki za miłe słowo. – Maciek i dziewczynki zniknęli za drzwiami, chociaż ich radosne głosy było jeszcze słychać na klatce schodowej. Zostałam sama ze swoimi problemami.

– Wstawaj! – Nie, jednak nie zostałam sama. Dorota mnie teraz zamęczy. – Nie pozwolę, żebyś wypłakiwała sobie oczy przez jakiegoś dupka. No już! Wstawaj i ogarnij się! Musimy szczerze porozmawiać!

– Nie chcę się stąd nigdzie ruszać, dobrze mi tu. Nikt mnie nie widzi, nie słyszy, nie poucza, nie oszukuje, nie zdradza, nie wyrzuca na śmietnik jak zużytą rzecz.

– A ty znowu swoje! Już to przerabiałyśmy. Paweł nie jest wart twoich łez. Lepiej pomyśl o odebraniu swoich rzeczy, do których masz prawo.

– Nic od niego nie chcę!

– Dumę schowaj do kieszeni. Tobie też się coś od niego należy, przez trzynaście lat małżeństwa sporo wniosłaś do waszego domu. A teraz podnoś się i zrób coś z włosami, bo wyglądasz tragicznie. – Zerwała ze mnie kołdrę i tym sposobem obnażyła marność mojego istnienia.

– Dzięki za szczerość.

– Czekam na ciebie w kuchni z pyszną kawą.

Co za drań z tej Doroty. Nie rozumie, że jedyną rzeczą, której teraz potrzebuję, jest spokój?

Wstaję, z wielkim trudem stawiam lewą nogę na podłodze (znowu będzie pech!), otwieram zapłakane ślepia i staram się poskładać swoje myśli w logiczną całość. Trzynaście lat małżeństwa! Dorota jednak potrafi być wredna. Co to za pomysł, żeby od samego rana przypominać mi o zmarnowanych trzynastu latach życia? A może to taka specjalna terapia? Szokowa czy jakoś tak. Dobra, zmuszę się do życia, ale to nie będzie takie proste. Chociaż, co mi tam! Może będzie to pierwszy krok do uwolnienia się z tej pajęczyny, którą Paweł omotał mnie zaraz na początku naszej znajomości i w niej mnie hodował. Uwolniłam się w ostatniej chwili.

Snuję się po pokoju jak cień i zmierzam w stronę łazienki. A tam szok! Nie mogę rozpoznać samej siebie! Jeszcze nigdy tak źle nie wyglądałam! Prawie jak staruszka! Oczy zapuchnięte, ledwo widzę, jakby ktoś mnie pobił. Twarz czerwona, podrażniona, policzki umazane tuszem do rzęs, który mam nawet na szyi, na głowie jeden wielki kołtun, nie wiem, jak rozczeszę te włosy. Wszystko mnie boli, szczególnie głowa. Kto by pomyślał, że kiedykolwiek będę w takim stanie. Jestem Brzydka, Bezwartościowa, Beznadziejna. Wszystko przez wielkie B!

– I jak tam samopoczucie? – Dorota przygląda mi się uważnie. Widzę w jej oczach przerażenie. Pewnie nie spodziewała się, że może być aż tak źle. Czuję w gardle ucisk, jakby ktoś zawiązał mi na szyi gruby sznur. Zaczynam płakać. – Już dobrze. Nie płaczemy. Starczy tych łez. – Przytula mnie z taką samą miłością, jak przed chwilą swoje dziewczynki.

– W tym lustrze widzę właśnie, do jakiej ruiny doprowadził mnie Paweł. Spójrz tylko. Wyglądam jak straszydło. Gdzie moja radość życia? Gdzie chęć zmian? Gdzie dawna Alicja? Umarłam na zawsze! – Znowu się rozszlochałam.

– Przestań, nie mów tak. Chodź, napijemy się kawy, to cię postawi na nogi. Masz tu chusteczki.

– Na płacz też trzeba mieć siłę, a ja już dawno jej nie mam.

– Zaparzyłam rumianku, mnie zawsze pomaga na opuchnięte oczy.

– Dorcia, kiedy ostatnio miałaś powód do płaczu? Chyba wtedy, jak zdechł wam kot. Też mi powód.

– Czepiasz się. Żal mi było dziewczynek i dlatego płakałam.

Ta rozbrajająca szczerość zawsze zwala mnie z nóg. Uwielbiam obserwować jej radosną twarz. Gdyby nie burza kasztanowych loków, zapewne nie byłaby aż tak intrygującą osobą. Nie wiem czemu, ale od zawsze przypomina mi śliczną czarownicę. Jest zielonooką pięknością o alabastrowej skórze, na której rysuje się kilka wyraźnych piegów.

– Chciałabym mieć takie zmartwienia. A! Szczypie! – Dwie duże torebki rumianku wylądowały na moich powiekach.

– Musi trochę szczypać, to dobry znak, rumianek błyskawicznie zlikwiduje tę opuchliznę.

– Kto by pomyślał, że tak się rozkleję. Co za palant z niego! Wierzyłam naiwnie, że wczorajsza rozprawa będzie ostatnią i nie będę zmuszona więcej go oglądać.

– Trzeba przyznać, że ma tupet. Rozpieprzył ci życie i jeszcze żąda rozwodu z twojej winy!

– Jego niedoczekanie! Aż tak mnie nie upodli.

– I tak trzymać! Jeszcze mu pokażesz swoją siłę!

– Widziałaś tę jego lalę? Jak paradowała przy nim dumnie i wisiała na jego ramieniu?

– Trudno było jej nie zauważyć.

– A on? Usiądź, kochanie, może wody? Jak się czuje nasze maleństwo? Nie jest ci za gorąco? Ble, ble, ble… Rzygać mi się chciało od tego przymilania się. Do mnie nigdy tak nie mówił. Nawet jak byłam w ciąży! – Znowu wzbiera we mnie złość.

– Tylko już nie płacz!

– Swoją drogą, faceci to jednak są durni. Niby nie mogą wytrzymać z jedną kobietą, a pakują się w kolejne związki.

– A kto ich tam zrozumie.

– Akurat ty nie powinnaś mieć powodów do narzekania.

– Niby tak, ale wiesz, jak jest. Chciałabym coś zmienić, żeby w moim życiu było więcej szaleństwa, spontaniczności, zabawy. Maciek jest taki przewidywalny.

– Za takiego Maćka oddałabym wszystkie skarby świata. Ciekawe, jak ja skończę. Może wyląduję w psychiatryku lub znajdą mnie gdzieś tułającą się po mieście.

– Nie mogę tego słuchać! Koniec! Mam plan na dzisiaj. Pokażesz Pawłowi, że nie dałaś się wczoraj wyprowadzić z równowagi.

– Nie rozumiem…

– Zaraz do niego pojedziemy.

– Co?! Chyba oszalałaś! Nigdy w życiu!

– Spokojnie, dokładnie to sobie zaplanowałam.

– Szkoda, że beze mnie!

– Wysłuchasz mnie do końca czy dalej będziesz się nad sobą użalała?

– Słucham.

– Zostawiłaś u Pawła najcenniejsze rzeczy. Podobno wszystko jest już spakowane.

– I co z tego?

– Trzeba to stamtąd jak najszybciej zabrać. Chyba nie chcesz, żeby ta lala wyrzuciła pamiątki po twoich rodzicach i dziadkach?

– Udusiłabym zołzę, jak Boga kocham, udusiłabym!

– I tu cię mam! Trzeba jak najszybciej wszystko odebrać, inaczej może być za późno.

– Nigdzie nie jadę. Zobacz, jak wyglądam. Mam dać im satysfakcję, że doprowadzili mnie do takiego stanu?

– Zaraz się tobą zajmiemy. Zaczniemy od gorącej kąpieli. Jak głowa?

– Lepiej, chociaż nadal czuję, że pulsuje mi w skroniach.

– Zbyt długo płakałaś. U nas odzyskasz spokój, wszyscy się tobą zajmiemy.

– Chyba żartujesz?! I tak siedzę wam na głowie od dwóch tygodni!

– Z czego się bardzo cieszymy, zwłaszcza dziewczynki. Nie muszę wynajmować dla nich opiekunki, ponieważ mają wspaniałą ciocię Alę.

– Wiem, że starasz się mnie pocieszyć, ale nie mam zamiaru siedzieć wam dłużej na głowie.

– Niech ci będzie. Ale mam jedno podstawowe pytanie… Co dalej? Jakie masz plany?

– Z tym jest problem. Teraz dopiero widzę, jaka byłam naiwna. Dałam się namówić Pawłowi na sprzedaż mieszkania po moich rodzicach. Czy to nie był przejaw totalnej głupoty?

– Niestety, tak. Sorry, staram się być szczera.

– Doceniam.

– Przecież masz swoje pieniądze, możesz coś kupić lub wynająć. Rozwód ci w niczym nie przeszkodzi, macie podpisaną intercyzę.

– Wiedział, bydlak jeden, jak mnie wyrolować. Dołożyłam się do jego durnego domu, więc na pewno już nie zobaczę swoich pieniędzy.

– Sąd wszystko ustali.

– Chyba za sto lat! Nie mam żadnych dokumentów, które by poświadczyły moje słowa. Widzisz, jak jeden facet potrafi wyprać kobiecie mózg. Mam nauczkę. Już nigdy nie zaufam żadnemu mężczyźnie.

– Tak tylko mówisz.

– Przysięgam, jak tu siedzę. Jak mi coś odbije i okaże się, że kogoś mam, możesz mnie zastrzelić. Pozwalam ci. W ten sposób uratujesz mnie od kolejnej życiowej porażki.

– Nie biorę twoich słów na poważnie. Mniejsza o facetów. Co zamierzasz, skoro nie chcesz dłużej korzystać z naszego skromnego mieszkania?

– Nie chcę dłużej siedzieć wam na głowie, ale nie mam domu, nie mam mieszkania, nie mam siły na kupno czegokolwiek, więc zostaje mi nocleg pod mostem.

– Jesteś okropna! Brak seksu odebrał ci zdolność realnego myślenia.

– Seksu to ja nie miałam… Uuu… Lepiej nie będę się jeszcze bardziej pogrążała…

– Przyjdzie czas i na to.

– W bajki nie wierzę.

– Słuchaj, a może pojechałabyś do domu dziadków, do tego… no…

– Do Pniewa.

– O, właśnie!

– Chyba nie mówisz serio?

– Dlaczego nie? Przecież nic cię tu nie trzyma.

– Wiesz, kiedy ostatni raz tam byłam? Pięć lat temu, na jeden dzień, żeby zabezpieczyć dom i poprosić sąsiadów o opiekę nad nim. Obiecałam to szczególnie tacie, który miał ogromny sentyment do tego starego domu.

– Dlatego uważam, że nie ma dla ciebie lepszego miejsca. Odetniesz się od wszystkich problemów, od Pawła, nabierzesz dystansu do pewnych spraw.

– Łatwo ci powiedzieć. Jakoś nie widzę siebie na wsi, w drewnianym domu i bez ciebie.

– Będę cię odwiedzać, obiecuję. Przecież kiedyś kochałaś to miejsce. Wyprawa tam będzie w pewnym sensie powrotem do dzieciństwa, które tam spędziłaś.

– Potrafisz czarować. Chociaż… może i masz rację.

– Wiedziałam!

– Nic mnie tu nie trzyma. Jaśnie pan Paweł nawet z pracy wyrzucił mnie na zbity pysk.

– Był na tyle szczodry, że dał ci pokaźną odprawę.

– Mam gdzieś jego pieniądze, niech je sobie weźmie.

– Chwila, nie musisz być od razu taka hojna, walcz o swoje.

– Brzydzę się nawet tymi samodzielnie zarobionymi pieniędzmi. To nie była praca, tylko zwykłe oszukiwanie. Ile razy wciskałam komuś lipny kredyt i wmawiałam, że złapał Pana Boga za nogi? Jestem zwykłą oszustką.

– Mam wrażenie, że całą winę zwalasz na siebie. Obie doskonale wiemy, jak było naprawdę.

– To nie zmienia faktu, że się na wszystko godziłam. Gdyby było inaczej, podobnie jak ty siedziałabym teraz za biurkiem i robiła szkice wspaniałych ogrodów.

– Nigdy nie jest na nic za późno. Pojedziesz do swojego starego domu, odpoczniesz i zaczniesz wszystko od nowa. Na razie nie masz pracy, więc daj sobie trochę czasu na odpoczynek od warszawskiego życia. W końcu znajdziesz jakieś ciekawe zajęcie. Porozmawiam z szefem, może uda mi się coś dla ciebie załatwić.

– Nie kłopocz się tym. Na pewno coś znajdę, przecież nie jestem aż taka głupia. Rzeczywiście, może pomieszkam trochę w Pniewie, dopóki nie znajdę jakiegoś przytulnego mieszkanka w Warszawie.

– Nareszcie zaczynasz mądrze gadać.

W jaskini lwa – strach miesza się z rozgoryczeniem

Zgodziłam się. Dorota ma na mnie zdecydowanie zły wpływ. Zawsze się zgadzam na jej pomysły. Od czasu studiów, kiedy się poznałyśmy. Jestem za to wdzięczna losowi do dzisiaj. Nie wiem, jak bym poradziła sobie w życiu bez Doroty. Szczególnie teraz, gdy trzeba rozliczyć się z przeszłości, pozamykać stare sprawy i zacząć wszystko od nowa, chociaż będzie bardzo ciężko.

Przygotowania do wyjścia trwały dobre pół dnia. Przecież musiałam zamaskować oznaki całonocnego płaczu. A to nie takie proste. Coś o tym wiem, bo takich nocy miałam w życiu naprawdę dużo. Za dużo. Siedząc w wannie wypełnionej pianą, przysięgałam sobie, że już nigdy nie będę płakać z powodu mężczyzny. Żaden z nich nie jest wart moich łez.

Dorota pochwaliła moje postanowienia i wzięła się do przekształcania okropnie brzydkiej Ali w atrakcyjną kobietę – to są jej słowa, nie moje. Nigdy nie uważałam się za piękność. Dorota jest innego zdania. Najpierw zrobiła mi manicure, potem szałową fryzurę, a na koniec rewelacyjny makijaż.

– Nie wiem, czy ten dupek zasługuje na takie starania z naszej, to znaczy, z twojej strony.

– Niech widzi, co stracił.

– Pewnie nawet nie zauważy.

– O, kochana, mylisz się. Jak cię zobaczy, to mu szczęka opadnie. Ta jego lala będzie wyglądać przy tobie jak uboga krewna.

– Chciałabym mieć już to za sobą.

– Czeka nas niezły ubaw, Paweł nie spodziewa się naszego przyjazdu.

– Tego boję się najbardziej.

– Spójrz, która ci się bardziej podoba. Czerwona czy zielona?

– Co?! Mam to na siebie włożyć?

– Nie pytałabym bez powodu.

– Dorota! Chcesz mnie ubrać tak, jakbym szła na wystawną kolację.

– Tak będzie! Po wszystkim pójdziemy na kolację. Masz coś przeciwko?

– Jesteś szalona!

– I za to mnie kochasz! A więc która? Proponuję czerwoną, doda ci trochę drapieżności.

– Zgoda. Chociaż to może być niebezpieczne, bo i tak będę walecznie nastawiona. W jaskini lwa trzeba być ostrożnym.

– Nie będziesz sama. I nie zapominaj, kto trenował karate.

– Będziesz moim bodyguardem.

– Z przyjemnością. Przebieraj się. Musimy wyruszyć, zanim Maciek przywiezie dziewczynki z przedszkola.

– A ty na niego narzekasz. Wstydź się!

– Spokojnie, na razie załatwmy twoje sprawy.

– Zdaję się na ciebie.

Przez pięć minut walczyłam z sukienką. Nie mogłam ustalić, gdzie jest przód, a gdzie tył. Jak ja nie lubię sukienek! Jestem typową chłopczycą. Dziwne, że przez tyle lat chodziłam w biznesowych uniformach i nie zwariowałam.

– Gotowa?

– Fizycznie tak, psychicznie jestem w rozsypce. Gdyby wszystko było tak proste, jak myślisz…

Dorota robi dobrą minę do złej gry, przecież widzę strach w jej oczach. Boi się Pawła tak samo jak ja. Kochana jest, udaje twardą, żebym tylko się aż tak bardzo nie martwiła. Ma rację, muszę odebrać Pawłowi swoje rzeczy. Pamiątki po rodzicach są dla mnie bezcenne. Nie chcę się zamartwiać, że może za chwilę wylądują na śmietniku, bo przecież Paweł zawsze uważał je za niepotrzebne rupiecie. Zrobię mu dzisiaj przysługę, a jeśli się będzie rzucał, powiem, co tak naprawdę o nim myślę. Jasne… Tak tylko mówię, a kiedy już spojrzę mu w oczy, jak zwykle ogarnie mnie panika.

– Chciałabym widzieć go dzisiaj po raz ostatni, ale to marzenie ściętej głowy. Domyślam się, że przez długi czas nie da mi spokoju z rozwodem. Uwziął się.

– Maciek nie z takimi dawał sobie radę, więc teraz też nie zawiedzie.

– Nawet jego w to wszystko wplątałam. Ciągle zawracam wam głowę swoimi problemami.

– Wiesz dobrze, że nigdy nie zostawię cię samej z żadnym problemem.

Parkujemy przed bramą. Sama już nie wiem, ile razy wchodziłam przez tę pięknie rzeźbioną furtkę, podziwiałam ogromny dom i zastanawiałam się, dlaczego zamiast kaskady kolorowych kwiatów wszędzie jest beton. To już przeszłość. Dziś jestem tu zapewne ostatni raz. Skradamy się z Dorotą do wejścia, nie chcąc obudzić lwa w jego potężnej jaskini. Drżącą ręką naciskam dzwonek. Stało się. Słyszę, jak ktoś zbliża się do drzwi.

– Tak? Czego panie tu szukacie? – Zamiast Pawła widzę jego młodą pannicę, która pręży się przede mną z odstającym brzuchem i delikatnie go gładzi.

– Zastałam Pawła?

– Czy to coś pilnego? Kotek jest teraz dosyć zajęty. Dlaczego przyjeżdżacie bez uprzedzenia?

– Tak, dziecko, to bardzo pilne – odzywa się Dorota. – Poza tym nie przypominam sobie, żebyś kiedykolwiek była moją koleżanką i żebyśmy przeszły na „ty”. To samo dotyczy pani Alicji. I nie wymądrzaj się tak, bo zaraz mogę ci przypomnieć, kto ma prawa do tego domu.

Moja kochana Dorota wpada w szał, nie może znieść, że ta małolata panoszy się w miejscu, w którym tak naprawdę to ja powinnam być kimś najważniejszym. Przecież miało być inaczej…

– Dorota, nie warto – mówię, po czym zwracam się do dziewczyny: – Proszę zawołać mojego męża. Wciąż jeszcze mojego męża.

– To tylko kwestia czasu, ale skoro pani nalega… Kotek, ktoś do ciebie!

Wydaje się jeszcze ładniejsza niż wczoraj w sądzie. Ale zaraz… Przecież ona jest moim przeciwieństwem! Sztuczna lala ze sztucznymi cyckami, tlenionymi blond lokami i tandetnie ubrana. Czy Paweł jest aż tak ślepy? A może od dawna gustował w tego typu kobietach, a ja byłam tylko przykrywką? Trzeba jednak przyznać, że ona jest ładna. No i młodsza ode mnie na pewno ponad dziesięć lat. I może mieć dzieci…

– Nie spodziewałem się tu ciebie. – W drzwiach pojawia się Paweł.

Myślałam, że ukłucie w sercu nie będzie aż tak mocne. Pomyliłam się. Jest tak samo przystojny jak wczoraj i jak kilkanaście lat temu. Nigdy nie zapomnę jego dłoni błądzących po moim ciele w poszukiwaniu nieziemskiej rozkoszy. A potem były miłe słowa, takie od serca. Gdy na niego patrzę, na jego piękną twarz, jakby wziętą z płótna słynnego malarza, zastanawiam się, ile w naszym związku było prawdy, a ile fikcji. Coraz częściej boję się, że była to tylko fikcja. Bo jak można – ot tak! – wyrzucić kogoś z domu po trzynastu latach małżeństwa? Zawsze byłam naiwna, ale uważam, że sakramentalne „tak” to coś więcej niż tylko formułka. Cóż, pewnie jesteśmy z odmiennych epok i dlatego coraz częściej nie było nam po drodze.

– Przepraszam, że przyjeżdżam bez zapowiedzi, ale mówiłeś wczoraj, że spakowałeś moje pamiątki. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, chciałabym je odebrać.

– Jasne, zaczekaj chwilę, mamy tu mały bałagan. – Zdążyłam się już zorientować, o co chodzi, ale widok Pawła z pędzlem w ręku i w pobrudzonym farbą ubraniu należy naprawdę do rzadkości.

– Szykujemy pokój dla naszego maleństwa – poinformowała grzecznie lala.

– Sandra, czy mogłabyś zostawić nas na chwilę samych i zająć się wyborem tapet?

– Przecież mówiłeś…

– Bardzo cię proszę. – Paweł spojrzał na nią z lekką irytacją. Odwdzięczyła mu się śmiesznym wydęciem ust typowym dla małych dziewczynek, gdy się dąsają lub nie dostają tego, czego chcą.

– Tylko nie każ mi za długo na siebie czekać.

– Sandra ma teraz zmienne nastroje, trzeba być wyrozumiałym – zwrócił się do mnie, a ja zastanawiałam się, od kiedy on jest taki wyrozumiały. Dla mnie nie był. – Zapraszam do środka. – No proszę, jeszcze niedawno to był mój dom, a teraz muszę czekać na specjalne zaproszenie. Takich czasów dożyłam!

– Nie zajmę ci dużo czasu, zależy mi wyłącznie na moich pamiątkach.

– A właśnie, jest taka sprawa… Pamiętasz ceramiczną wazę, którą przywiozłaś z Chin? Tak sobie pomyślałem, że mógłbym w nią wstawiać kije golfowe. Miałabyś coś przeciwko temu, żeby została u mnie?

Zabolało mnie to jak mało co. I dało do myślenia. Przecież od dawna te wstrętne kije były sto razy ważniejsze niż ja. Oddałabym wszystko, aby choć przez chwilę popatrzył na mnie z takim uczuciem!

– Nie będzie mi do niczego potrzebna, więc możesz ją zatrzymać – wydusiłam z siebie.

Nie potrafię już patrzeć Pawłowi w oczy i udawać, że nic się nie stało. Przecież oboje wiemy, jak jest, chociaż on już od dawna ma nowy plan na życie. Gorzej ze mną. Nie mam nic – ani planu na życie, ani życiowych sił. Jestem wypalona.

– Zaraz wszystko przyniosę.

Paweł pobiegł na górę, a my zostałyśmy same w towarzystwie Sandry, która chyba pilnowała, żebyśmy przypadkiem niczego nie ukradły. Ma dziewczyna tupet! Nie mogłam oderwać wzroku od jej pięknego brzuszka i przez chwilę nawet wyobraziłam sobie, że jestem na jej miejscu. Z głupich rozmyślań po kilku minutach wyrwał mnie Paweł, który znosił z góry trzy ogromne pudła. Ledwo go było spoza nich widać.

– Kotuś, nie dźwigaj tyle, znowu będą cię bolały plecy. – Sandra za wszelką cenę chciała podkreślić swoją obecność.

– To wszystko, co udało mi się znaleźć, resztę rzeczy wyślę kurierem. Chociaż będzie mnie to kosztowało.

– Pretensje możesz mieć sam do siebie, kurier to twój pomysł – powiedziałam głosem pozbawionym jakichkolwiek wyrzutów.

– Co planujesz dalej?

– Nie rozumiem.

– W sprawie rozwodu. Czy zgodzisz się na moje warunki?

– W tej sprawie kontaktuj się z moim adwokatem, nie mam ci nic więcej do powiedzenia.

– Nie musimy mieszać w to adwokatów. Jesteśmy dorośli i chyba potrafimy brać odpowiedzialność za swoje decyzje?

– Szkoda, że nie pomyślałeś o tym wcześniej.

– Chciałem tylko…

– Chyba Alicja już ci wszystko wyjaśniła? – wtrąciła się Dorota. – Naprawdę nie rozumiesz tego? Kontaktuj się z moim mężem, to on prowadzi sprawy Alicji i to z nim musisz wszystko uzgadniać – warknęła. Myślałam, że za chwilę rzuci się na Pawła z pazurami. Nie potrafiła opanować wściekłości.

– Przyjechałam jedynie po swojej pamiątki – powiedziałam. – Dzięki za pudła.

– Dobrze wiesz, że nie uciekniesz przed formalnościami. – Paweł nie chciał dać za wygraną.

– Podobnie jak ty. Nie zapominaj, że nie jestem już tą samą Alicją, co kiedyś i nie pozwolę, żebyś dłużej traktował mnie jak popychadło.

– Jeśli myślisz, że uda ci się…

– Wystarczy! – Dorota wrzasnęła tak głośno, że Sandra aż podskoczyła. – Alicja, zbieramy się. Nie musisz rozmawiać z tym typem. Od tego są adwokaci. A panu bardzo już dziękujemy! Proszę nie marnować dla nas czasu. Masz teraz inny obiekt westchnień, więc plany Alicji nie powinny zaprzątać twojej uwagi. – Dorota energicznie podniosła ciężkie pudło, a ja, nie chcąc być gorsza, zrobiłam to samo. Dosłownie w pięć minut wszystkie kartony znalazły się w moim audi. Miałyśmy już jechać, ale ja jeszcze wróciłam do domu, żeby się pożegnać.

– Jeszcze raz dzięki za spakowanie moich rzeczy. – Nie chciałam na koniec zgrywać wielce obrażonej. Dla mnie wszystko było jasne, po prostu nam nie wyszło.

– Jeśli kiedykolwiek potrzebowałabyś pomocy, daj znać. – Odniosłam wrażenie, że Paweł chce mnie przytulić. Jakby się żegnał ostatecznie. Właściwie chciałam usłyszeć, że w razie problemów mogę na niego liczyć, chociaż wiem, że nigdy nie poproszę go o pomoc. Muszę się całkowicie od niego odciąć. – Przepraszam cię za wszystko… – powiedział jednym tchem.

– Nie przepraszaj. To twoje życie, więc możesz układać je po swojemu. Powinnam już iść, Dorota się niecierpliwi. Cześć!

– Do zobaczenia!

Jakie do zobaczenia? Nie mam zamiaru więcej go oglądać. Chociaż nie wiem, czy będzie to możliwe. Przecież czekają mnie jeszcze kolejne rozprawy rozwodowe. A poza tym nie wierzę w przeprosiny Pawła. Przecież człowiek nie zmienia się tak z dnia na dzień. Pewnie odgrywał uczciwego faceta przed tą swoją pannicą.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: info@muza.com.pl

Dział zamówień: +4822 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz