Powrót do Florencji - Catherine George - ebook
Opis

Rose Palmer jedzie do swojej przyjaciółki Charlotte do Florencji. Na miejscu okazuje się, że Charlotte właśnie wyjechała. Oznajmił jej to Dante Fortinari, którego cztery lata temu poznała na weselu Charlotte. Spędzili razem noc, lecz zaraz potem Dante zniknął, a Rose dowiedziała się, że ma narzeczoną. Teraz jest już po rozwodzie, lecz Rose ma do niego wielki żal. Poza tym w jej życiu są sprawy, o których nie ma zamiaru mówić Dantemu…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 160

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Catherine George

Powrót do Florencji

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Rose nie lubiła latać samolotami. Teraz też czuła zdenerwowanie, ale nie było już odwrotu. Od lat odrzucała zaproszenia przyjaciółki do Florencji, nie chcąc rozstawać się z córką.

– Błagam cię, przyjedź – Charlotte naprawdę była zdeterminowana. – Spędzimy kilka dni w luksusowym hotelu. Na pewno przyda ci się krótki urlop. Zapłacę za wszystko i przyślę ci bilet. Wiesz, że Bea doskonale będzie się bawiła z twoją mamą, więc nie chcę słyszeć słowa „nie”. Naprawdę cię potrzebuję, Rose. Przyjedź, proszę.

W końcu Rose się poddała. Charlotte była jej najlepszą przyjaciółką, z którą znały się od zawsze.

– No dobrze, skoro tak ci na tym zależy, przyjadę. Ale dlaczego w hotelu, a nie u ciebie?

– Chcę cię mieć tylko dla siebie.

– Fabio nie będzie zachwycony. Akurat wypada wasza rocznica ślubu, mam rację?

– I tak w tym czasie ma wyjechać w interesach. Zresztą on nic nie wie o naszych planach.

Rose wciąż nie była przekonana. Fabio Vilari należał do zaborczych mężczyzn i pomysł, żeby jego żona spędziła z najlepszą przyjaciółką kilka dni w hotelu mógł się mu wcale nie spodobać. Charlotte dzwoniła do niej każdego dnia, aby się upewnić, że nie zmieniła zdania. Poleciła jej wziąć ze stacji kolejowej Santa Maria Novella taksówkę.

– Będę czekać na ciebie w hotelu. Zjemy razem kolację. Już nie mogę się doczekać!

Pieniądze nie stanowiły dla Charlotte problemu, ale Rose wyczuła, że coś niedobrego się dzieje w jej małżeństwie. Nie bardzo wiedziała, jak może przyjaciółce pomóc, ale postanowiła przynajmniej jej wysłuchać. Tak więc Rose zostawiła matce całą listę zaleceń, wycałowała córkę, jakby miała jej więcej nie zobaczyć, i wyruszyła na Heathrow.

Zaraz po wylądowaniu odebrała bagaż i wsiadła do pociągu jadącego do Florencji. Jednak zamiast podziwiać przepiękne widoki mijane po drodze, zamartwiała się ewentualnymi problemami, które mogły wyniknąć w domu, i tymi, które czekały ją na miejscu.

Jej córka przepadała za babcią i spędzała z nią dużo czasu, ale Rose zawsze wracała do domu wieczorem i kładła małą spać. Wiedziała jednak, że kiedyś będzie musiała zacząć ją od siebie uniezależniać i ten wyjazd wydawał się doskonałą ku temu okazją.

Rose wysiadła z pociągu i ruszyła przez zatłoczoną stację, ciągnąc za sobą walizkę. Taksówkarz, którego zatrzymała, spojrzał na hotelową broszurę, którą trzymała w ręku, i ruszył ostro zatłoczonymi uliczkami. Dojechali do rzeki Arno i wkrótce samochód zatrzymał się przed hotelem. Widząc szerokie schody przykryte purpurowym dywanem, pożałowała, że nie ubrała się jakoś bardziej elegancko. Podeszła do recepcji i podała stojącemu w niej mężczyźnie swoje nazwisko.

– Buonasera – przywitał ją, ale potem ku jej uldze przeszedł na angielski. – Witamy we Florencji, panno Palmer. Pragnę panią poinformować, że signora Vilari zamówiła dla pań kolację w hotelowej restauracji.

Rose uśmiechnęła się z wdzięcznością.

– Dziękuję.

– Prego. Gdyby pani czegokolwiek potrzebowała, proszę zadzwonić. Życzymy miłego pobytu.

Boy hotelowy wniósł jej walizkę do windy i wjechali na drugie piętro. Dała mu napiwek i weszła do pokoju. Był wspaniały. Z okien roztaczał się przepiękny widok na rzekę i znany most Ponte Vecchio.

A więc była we Florencji. Napisała esemes do Charlotty i zadzwoniła do matki.

– Wszystko w porządku, kochanie. Bea doskonale się bawi. Jest teraz w ogrodzie z Tomem i zaraz idziemy do kąpieli. Chcesz z nią rozmawiać?

– Chciałabym bardzo, ale chyba to nie jest najlepszy pomysł. Jeśli dobrze się bawi, to nie będę jej przeszkadzać.

– Nie martw się o nią. My tu się nią zajmiemy, a ty odpocznij wreszcie i baw się dobrze.

Zapewniła matkę, że taki ma zamiar, i usiadła na balkonie, chłonąc zapachy i dźwięki Florencji. Po raz pierwszy od bardzo dawna nie miała absolutnie nic do robienia, ale zbyt mocno tęskniła za córką, żeby się z tego cieszyć. Przestań wreszcie, zganiła się w duchu. Teraz jest we Florencji i powinna się z tego cieszyć, ile się da. Ale co, na Boga, dzieje się w małżeństwie Charlotty i Fabia? Czyżby ją zdradzał? Gdyby to ona miała męża i gdyby się okazało, że nie jest w jego życiu jedyną, na pewno bardzo by to przeżyła.

Spojrzała na milczący telefon i postanowiła wziąć kąpiel. Chociaż raz mogła się nią cieszyć tak długo, jak chciała.

Wciąż nie miała wieści od Charlotte. Żeby się czymś zająć, zaplotła włosy w misterny kok i zrobiła staranny makijaż. Widząc swoje odbicie w lustrze pokiwała głową z aprobatą. Założyła swoją ulubioną małą czarną, wiedząc, że jak zwykle Charlotte pojawi się w czymś niezwykle drogim i efektownym. Fabio Vilari lubił, żeby jego żona przyciągała uwagę.

W tym momencie zadzwonił jej telefon. Nareszcie!

– Halo?

Jednak mina jej zrzedła, kiedy dowiedziała się, że w recepcji czeka na nią list.

List?

– Dziękuję, zaraz schodzę.

Zbyt niecierpliwa, żeby czekać na windę, zbiegła po szerokich schodach i podeszła do recepcji.

Duża koperta bez wątpienia została zaadresowana ręką Charlotte. Recepcjonista powiedział jej ponadto, że dżentelmen, który dostarczył list, chciałby z nią porozmawiać.

– Buonasera, Rose – usłyszała za sobą głos. – Witaj w Firenze.

Serce załomotało jej w piersiach. Odwróciła się wolno i spojrzała na wysokiego, szczupłego mężczyznę z ciemnymi włosami stojącego naprzeciw niej. Jego twarz miała na zawsze wrytą w pamięć, choć wcale tego nie pragnęła. To z jego powodu tak skrupulatnie unikała podróży do Toskanii. Nie chciała spotkać ponownie ojca Bei.

– Wielkie nieba, Dante Fortinari – powiedziała, wierząc, że jej głos brzmi normalnie. – Cóż za niespodzianka!

– Mam nadzieję, że miła. – Ujął ją za rękę i lekko ścisnął. – Bardzo się cieszę, że znów cię widzę, Rose. Napijesz się czegoś?

W pierwszej chwili chciała odmówić, ale po chwili zastanowienia zgodziła się.

– Chętnie.

– Chodź. – Zaprowadził ją do odosobnionego stolika i zaprosił, żeby usiadła. – Napijesz się wina?

Mówiąc szczerze, miała ochotę na coś mocniejszego, ale zdecydowała się na wodę.

– Pozwolisz, że przeczytam list?

Dante Fortinari zamówił napoje i patrzył, jak Rose w skupieniu czyta list. Od ich ostatniego spotkania minęły cztery lata, w ciągu których Rose bardzo się zmieniła. Kiedy ją poznał na ślubie Charlotte Vilari była niewinną, dwudziestojednoletnią dziewczyną, podczas gdy teraz miał przed sobą dojrzałą kobietę. Ubrana w prostą sukienkę, włosy miała zawiązane w skomplikowany węzeł, co sprawiało, że jej wygląd można było nazwać wyrafinowanym. Z wyrazu jej twarzy domyślił się, że nie jest uszczęśliwiona jego widokiem. Nie dziwiło go to. Spodziewał się nawet, że weźmie list i w ogóle nie zechce z nim porozmawiać.

Rose tymczasem czytała wiadomość od przyjaciółki.

Wiem, że będziesz na mnie wściekła i wcale cię za to nie winię. Wczoraj rano Fabio obudził mnie, trzymając w ręku bukiet kwiatów, złotą bransoletkę i dwa bilety lotnicze do Nowego Jorku.

Och, Rose, odczułam taką ulgę! Kilka dni temu przypadkowo odkryłam te bilety w domu i uznałam, że Fabio chce tam lecieć z kimś innym, wmawiając mi, że to podróż w interesach. I to w naszą rocznicę ślubu! Dlatego tak bardzo cię potrzebowałam.

Wybacz mi, że tak to wszystko wyszło. Miałam do ciebie zadzwonić i przełożyć nasze spotkanie, ale Fabio powiedział, żebym tego nie robiła. Uznał, że małe wakacje doskonale ci zrobią i przyznałam mu rację. Ciesz się pobytem w tym pięknym mieście i smakiem la dolce vita. Zasłużyłaś na wypoczynek.

Finansami się nie martw. Fabio powiedział, że pokryje wszystkie wydatki, a jeśli nie przyjmiesz jego podarku, obrazi się śmiertelnie. Kup prezenty dla swoich bliskich.

Niedługo się zobaczymy.

Kocham cię,

Charlotte

– Złe wieści?

Rose spojrzała na niego lekko nieprzytomnym wzrokiem.

– Przyleciałam tu, żeby spędzić kilka dni z Charlotte, ale wygląda na to, że Fabio zabrał ją w niespodziewaną podróż do Nowego Jorku. – Uśmiechnęła się, żeby pokryć rozczarowanie. – Nie szkodzi. Zawsze chciałam zobaczyć to miasto.

– Ale nie sama tylko w towarzystwie Charlotte. – W jego błękitnych oczach pojawiło się współczucie.

Rose wzruszyła ramionami.

– Oczywiście, że wolałabym zwiedzać Florencję z nią, ale na pewno nie będę się nudziła. Mam zamiar odwiedzić tyle galerii i muzeów, ile się da, jadać pyszne kolacje i oglądać wystawy wszystkich sklepów, które mi się spodobają.

A nawet wydać trochę z pieniędzy, które Charlotte przysłała jej w liście.

– Ale to wszystko będzie jutro. Dziś jest pora na kolację. Charlotte zamówiła stolik na dwie osoby, więc skoro jej tu nie ma, może pozwolisz, żebym ją zastąpił? – Sięgnął przez stolik, dotykając jej ręki.

– Czy twoja żona miałaby do nas dołączyć?

– Cosa? Może zapomniałaś, ale nie mam już żony.

Oczy Rose rozszerzyły się ze zdumienia. Czyżby żona Dantego zmarła?

– Przepraszam, nic nie wiedziałam.

– Charlotte nie powiedziała ci, że Elsa ode mnie odeszła?

– Nie.

– Coś podobnego. Tutaj przez dłuższy czas o niczym innym się nie mówiło. Byłem szczęśliwy, że mogłem wyjechać na jakiś czas w interesach do Kalifornii. – Wypił swoje wino i odstawił kieliszek. – Czy teraz, kiedy już wiesz, że jestem solo, zechcesz przyjąć moje zaproszenie na kolację, panno Palmer?

Spojrzała na niego w milczeniu. W pierwszej chwili miała ochotę odmówić. Spożywanie posiłku w towarzystwie mężczyzny, który tak totalnie zmienił jej życie, nie wydawało się najmądrzejszym pomysłem. Rozum podpowiadał jej, żeby mu odmówiła, serce jednak doradzało zgoła co innego. Postanowiła choć raz posłuchać głosu tego drugiego. Nigdy więcej tu nie przyjedzie, co więc jej szkodzi skorzystać z zaproszenia?

– Widzę, że nie możesz się zdecydować. Życzysz sobie mojego towarzystwa czy nie?

– Chętnie. – Spojrzała na niego z zaciekawieniem. – Jak to się stało, że Charlotte dała ci ten list?

Dante wzruszył ramionami.

– Byłem winny Fabiowi przysługę, więc Charlotte postanowiła to wykorzystać. Zgodziłem się od razu, bo bardzo chciałem cię zobaczyć. – Dał znak kelnerowi, żeby podał im menu.

– Mieszkasz we Florencji? Z tego, co pamiętam, miałeś dom w winnicy Fortinari.

– Teraz mam dom w Fortino, kilka kilometrów od winnicy. Odkąd mój ojciec przeszedł na emeryturę, prowadzę firmę razem z bratem, Leem. On zajmuje się produkcją wina, a ja jego sprzedażą.

– W takim razie musiałeś odbyć daleką drogę, żeby dostarczyć mi ten list.

– Lubię przyjeżdżać do Florencji. Nie wspominając o tym, że bardzo chciałem zobaczyć ciebie.

– Jestem zdziwiona, że w ogóle pamiętasz mnie po tylu latach.

– Nigdy cię nie zapomniałem, Rose – oznajmił, uśmiechając się do niej w sposób, od którego zrobiło jej się dziwnie miękko. – Allora, na co masz ochotę?

– Cokolwiek, czego sama nie będę musiała ugotować!

Spojrzał na nią znad menu.

– Mieszkasz sama?

– Nie, zajmuję część domu mamy.

– Pamiętam ją. Urocza dama, która wygląda zbyt młodo na to, aby być twoją matką.

– To prawda. Co byś mi polecił?

– Jeśli lubisz ryby, spróbuj łososia. Mają też słynną bistecca alla Fiorentina, czyli tutejszy stek. Domyślam się, że jesteś bardzo głodna po całym dniu podróżowania.

– To prawda, ale nie na tyle, żeby wziąć stek. Spróbuję łososia.

Słuchała, jak Dante zamawia dania, żałując, że przerwała naukę włoskiego. Cóż, nie starczyło jej czasu na dogłębne poznanie tego języka.

Widząc napływających do restauracji gości cieszyła się, że jest w towarzystwie Dantego. Sama czułaby się tu niezręcznie. Spróbowała ravioli, które sobie zamówił, i ze smakiem zjadła swojego łososia z warzywami. Zdecydowanie jednak odmawiała picia wina, pozostając przy wodzie.

– Kiedy się poznaliśmy, piłaś szampana – przypomniał jej. – Miałaś na sobie śliczną sukienkę i wyglądałaś przepięknie.

– To było dawno temu.

– Nie wspominasz naszego spotkania z przyjemnością?

Spojrzała mu w oczy.

– Oczywiście, że tak. W końcu to był ślub Charlotte. Ja skończyłam właśnie studia i byłam cała w euforii.

Skończyli jeść i poszli do baru napić się kawy.

– Masz ochotę na odrobinę koniaku do kawy?

– Chętnie.

Potrzebowała czegoś, żeby się nieco rozluźnić. Wreszcie miała okazję przyjrzeć się spokojnie swojemu towarzyszowi. Nie był już tym młodziakiem, który całkowicie zmonopolizował jej czas na ślubie Charlotty. Wyglądał znacznie dojrzalej, ale było mu z tym do twarzy.

– Jesteś bardzo wyciszona.

– To był męczący dzień.

– Opowiedz mi o sobie, Rose. Czym zarabiasz na życie?

– Prowadzę księgarnię.

– Wydawało mi się, że studiowałaś kierunek związany z księgowością.

– Tak, ale zajęłam się czymś innym. Chociaż wiedza zdobyta na studiach bardzo mi się przydaje. – Zmieniła temat. – Dante, wiem, że to trochę spóźnione kondolencje, ale naprawdę bardzo mi przykro z powodu twojej babci.

– Grazie. Bardzo mi jej brakuje.

– A nie brakuje ci żony?

– Wcale. Moje małżeństwo było pomyłką. Kiedy Elsa zostawiła mnie dla innego mężczyzny, Leo powiedział, że dobrze się stało. Miał rację.

– Dziwne, że nie wspomniałeś o niej, kiedy się poznaliśmy.

– Byłem na nią wściekły. Nie zgodziła się odwołać pokazu mody, żeby być ze mną na ślubie Fabia. Nie chciałem psuć sobie czasu, jaki spędziłem z tobą.

– Więc byłam po prostu jej substytutem.

– Nieprawda! Bardzo dobrze się z tobą czułem. Wiem, że zostawiłem cię niespodziewanie, ale przekazano mi wiadomość o śmierci babci.

– Rozumiem to, ale kiedy dowiedziałam się, że masz narzeczoną, nie byłam zachwycona.

Dante zacisnął szczęki i skinął na kelnera.

– Muszę się jeszcze napić. Masz ochotę na drugi koniak?

– Nie, dziękuję. – Wstała. – Jestem trochę zmęczona, więc jeśli pozwolisz…

– Nie, proszę, zostań ze mną jeszcze, Rose. Jest wcześnie. Rose, per favore.

Skinęła głową i z powrotem usiadła na stołku. Spojrzała na jego kieliszek.

– Chyba nie powinieneś tyle pić, skoro masz jechać samochodem.

– Nigdzie nie jadę. Zarezerwowałem pokój w hotelu. Chciałbym zostać jutro twoim przewodnikiem po mieście.

Rose zesztywniała.

– Charlotte cię o to prosiła?

– Nie, to był mój pomysł. Jeśli nie masz ochoty na moje towarzystwo, to jutro rano wyjadę.

Rose zdawała sobie sprawę, że to byłoby najrozsądniejsze rozwiązanie. Jednak z drugiej strony jego towarzystwo znacznie ułatwiłoby jej zwiedzanie Florencji.

– Chętnie przystanę na twoją propozycję, Dante.

– Będę zachwycony! Postaram się, żeby ten pobyt na zawsze utkwił ci w pamięci.

Wiedziała, że nie będzie to wymagało od niego wielkiego wysiłku. Doskonale pamiętała, jakie wrażenie zrobił na niej cztery lata temu. Był uroczym towarzyszem i miała wrażenie, że podobała mu się równie mocno, jak on jej. Było jej przykro, kiedy powiedziano jej, że ma narzeczoną. Kiedy się o tym dowiedziała, postanowiła raz na zawsze wyrzucić go z pamięci. Charlotte wielokrotnie próbowała o nim opowiadać, ale Rose twardo odmawiała rozmowy na jego temat. Mimo to przyjaciółka zdecydowała się użyć jego osoby jako posłańca. Będzie musiała porozmawiać o tym z panią Vilari, kiedy się spotkają.

– Jesteś pewien, że nie znudzi cię oprowadzanie mnie po mieście, które tak doskonale znasz?

– Będę patrzył na Florencję twoimi oczami. Powiedz mi, dlaczego nie przyjechałaś tu przez te wszystkie lata? Miałem nadzieję, że cię tu zobaczę, ale nic z tego.

– Byłam zapracowana. A z Charlotte widuję się regularnie, kiedy przyjeżdża w odwiedziny do ojca.

– Powiedziała mi, że signor Morley jest partnerem twojej matki. Co ty na to?

– Jestem szczęśliwa, że ona jest szczęśliwa.

– Ja mam jeszcze oboje rodziców, ale bardzo tęsknię za babką. Była dla mnie bardzo ważna. Tylko wiadomość o tym, że umiera, mogła mnie tak gwałtownie oderwać od ciebie. Całe szczęście zdążyłem jeszcze pożegnać się z nonną. Trzymałem ją za rękę, kiedy odchodziła…

– To dobrze, że mogłeś przy niej być – powiedziała cicho.

– Nonna zostawiła mi swój dom. – Oczy Dantego pociemniały. – Początkowo nie chciałem mieszkać w Villa Castiglione. Obawiałem się, że będę za nią zbyt mocno tęsknił, w końcu jednak się tam wprowadziłem.

– Mieszkasz sam? Nie znalazłeś kobiety, która zastąpiłaby Elsę?

– Myślisz, że to takie łatwe?

– Wcale o tobie nie myślę. Widzieliśmy się tylko raz w życiu.

– I najwyraźniej to spotkanie nie pozostawiło miłych wspomnień?

– Wręcz przeciwnie. Ale kiedy dowiedziałam się, że masz narzeczoną, przestałeś dla mnie istnieć. – Uśmiechnęła się i wstała. – A teraz naprawdę chciałabym się położyć. Padam z nóg.

Dante poszedł z nią do windy.

– Kiedy wracasz do domu?

– W czwartek wieczorem.

– Tak szybko! Tak naprawdę mamy tylko jeden dzień na zwiedzanie. Musimy się umówić na śniadanie.

– Myślałam, że zjem w pokoju…

– Nie, nie! Zabiorę cię na śniadanie na Piazza della Signoria. Od tego zaczniemy zwiedzanie. Spotkamy się we foyer o dziewiątej, d'accordo?

Skinęła głową.

– Które piętro? – spytała, kiedy znaleźli się w windzie.

– To samo co ty. Jeśli będziesz miała w nocy jakieś problemy, możesz do mnie zadzwonić. Przyjdę z pomocą.

– Nie będzie takiej potrzeby, Dante.

– Che peccato! Zamknij swoje drzwi od wewnątrz na zasuwkę.

Skinęła głową.

– Dziękuję ci za dzisiejszy wieczór, Dante.

– Chcesz powiedzieć, że lepiej było spędzić go ze mną niż samej?

Nie odpowiedziała, tylko zamknęła drzwi od pokoju.

Dante poszedł do swojego. Wyszedł na balkon i w zamyśleniu popatrzył na rzekę. Rose Palmer była zupełnie inną kobietą od tej, która zrobiła na nim takie wrażenie pamiętnej nocy. Myślał o niej bardzo często i miał nadzieję znów ją zobaczyć, ale ona nigdy więcej nie przyjechała do Florencji.

Kiedy się dowiedział, że Charlotte nie będzie mogła spędzić z nią tych kilku dni, z radością zaoferował swoją pomoc. Doskonale wiedział, że Rose zgodziła się na jego propozycję jedynie dlatego, że nie chciała zwiedzać miasta sama. Jutro musi zrobić wszystko, żeby zapamiętała ten wyjazd na zawsze.

Rose zasnęła, jak tylko zamknęła oczy. Kiedy je znów otworzyła, pokój był skąpany w słonecznym blasku. Sięgnęła po telefon i zobaczyła, że ma wiadomość od mamy. Była zwięzła i konkretna: Wszystko w porządku. Baw się dobrze.

Napisała odpowiedź i położyła się z powrotem do łóżka, ciesząc się wolnością. W końcu wstała, owinęła się szlafrokiem i wyszła na balkon. Miała spędzić dzień z Dantem Fortinarim i zamierzała odpowiednio się do tego przygotować.

W ciągu minionych lat wielokrotnie o nim myślała, przekonując samą siebie, że wcale nie jest tak wspaniały, jak go zapamiętała. Miała rację. Był jeszcze bardziej interesujący. Dojrzały mężczyzna, niepozbawiony wszakże chłopięcego uroku. Skoro los ponownie postawił go na jej drodze, postanowiła to wykorzystać i dobrze się bawić w jego towarzystwie.

Wczoraj Dante miał na sobie doskonale skrojony garnitur, było więc wielce prawdopodobne, że dziś ubierze się podobnie. Rose zdecydowała się na różowe dżinsy, białą bawełnianą koszulę, drobne złote kolczyki. Włosy spięła szeroką klamrą z muszli, a na nogi założyła wygodne sandały. Była gotowa na spotkanie dnia.

Kiedy zeszła na dół tuż przed dziewiątą, Dante już na nią czekał. Spojrzał na jej stopy.

– Bene. Widzę, że jesteś przygotowana do długiego marszu.

– Zawsze.

Wyszli z hotelu i Rose z zachwytem popatrzyła na lśniącą rzekę.

– Moje codzienne spacery odbywają się w zgoła odmiennym otoczeniu.

– Ale miasto, w którym mieszkasz jest ładne, prawda?

– Tak, ale mimo to cieszę się, że mogłam na jakiś czas zmienić otoczenie. Ostatni raz wyjeżdżałam z domu, kiedy studiowałam.

– Pamiętam, jak się cieszyłaś, kiedy skończyłaś studia. Ale, jak rozumiem, nie kontynuowałaś nauki w dziedzinie księgowości?

– Nie. – Wskazała ręką w kierunku pobliskiego budynku. – Opowiadaj, panie przewodniku. Chcę poznać nazwę każdego z tych budynków.

Dante posłusznie zaczął opowiadać o mijanych cudach architektury. Po jakimś czasie oddalili się od rzeki i doszli do Piazza della Signoria, na którym królował piętnastowieczny Palazzo Vecchio. Poinformował ją, że tu właśnie znajduje się ratusz. Minęli kolejkę ludzi czekających do kasy, w której sprzedawano bilety do słynnej Uffizi Gallery i usiedli w Caffe Rivoire.

– Potem obejrzysz sobie rzeźby – oznajmił stanowczo. – Teraz trzeba coś zjeść.

Rose skinęła głową.

– Cokolwiek rozkażesz. Chętnie zjem śniadanie, na które w domu nigdy nie mam czasu.

– Kupię ci przewodnik, żebyś mogła pokazać mamie, co widziałaś.

Kiedy kelner przyniósł zamówiony posiłek, nalał jej soku.

Rose spojrzała znad szklanki na swojego towarzysza.

– Czemu tak srogo na mnie patrzysz? – spytał, podając jej talerz z ciepłymi bułkami.

– Właśnie pomyślałam o tym, jaki jesteś uprzywilejowany, mogąc mieszkać w takim wspaniałym miejscu. Pewnie tobie wydaje się to oczywiste, ale wcale tak nie jest.

– Nie mieszkam we Florencji – przypomniał jej. – Nie zapominaj, że te wszystkie rzeźby nie zostały tu postawione jedynie w celach dekoracyjnych. Ten biały Neptun na środku fontanny upamiętnia starożytne zwycięstwa w morskich bitwach.

– A ten seksowny Perseusz wywijający głową Meduzy? Popatrz tylko na jego muskulaturę!

Dante roześmiał się.

– Jest ostrzeżeniem dla wrogów. A replika Davida Michała Anioła uosabia zwycięstwo republikanów nad ich ciemiężycielami. Ale dość już lekcji. Na co masz teraz ochotę?

– Nie możemy tak po prostu tu sobie posiedzieć?

– Co tylko zechcesz. – Dał znak kelnerowi, żeby przyniósł im więcej kawy.

Rose uśmiechnęła się promiennie do kelnera, który postawił przed nią filiżankę z kawą.

– Prego! – mężczyzna odpowiedział na jej uśmiech równie szerokim uśmiechem.

– Dobrze, że tu z tobą jestem. – Dante nie wyglądał na zadowolonego.

– Dlaczego?

– W przeciwnym razie Włosi nie daliby ci spokoju. Jesteś piękną kobietą, Rose.

– Nic podobnego. Jak się postaram, wyglądam atrakcyjnie, ale nic ponadto.

– Nie zgadzam się z tobą. Jesteś gotowa na dalsze zwiedzanie Florencji?

– Pozwól mi zapłacić, Dante.

– Cosa? – Spojrzał na nią ze zdziwieniem.

– Poświęcasz mi swój czas, nie możesz do tego mnie żywić.

– To dla mnie wielki zaszczyt. I przyjemność.

– Ale ja czuję się niezręcznie. Jakbym ci się narzucała.

– Nic podobnego. – Ujął ją za rękę i pociągnął na chodnik. – Ostatnio opuściłem cię w takim pośpiechu, że ledwie zdążyłem się pożegnać. Może tym razem będziesz miała o mnie lepsze zdanie.

– Robisz wszystko, żeby tak było. – Podniosła wzrok na posąg Perseusza. – Co innego jest oglądać reprodukcje w książce, a co innego stanąć twarzą w twarz z taką rzeźbą.

– Cellini był mistrzem. Podobnie jak Giambologna. Podoba ci się jego Porwanie Sabinek? Zostało wyrzeźbione w jednym bloku marmuru, ale są na nim rysy.

Rose zmarszczyła nos.

– Ta akurat niezbyt mi się podoba.

– W takim razie chodźmy do Bargello. Kiedyś to było więzienie, a teraz zostało przerobione na galerię. Tu właśnie znajduje się David Donatella. Sądzę, że ci się spodoba. No i oczywiście nie możesz wyjechać z Florencji, nie zobaczywszy w Akademii marmurowego Davida dłuta Michała Anioła.

Dante miał rację. Rose natychmiast zakochała się w Davidzie, jak tylko zobaczyła tę rzeźbę.

– Widziałam go w telewizji. Kobieta, która przeprowadzała jego renowację najwięcej radości miała, kiedy pucowała jego pośladki!

Dante roześmiał się.

– Nic się nie zmieniłaś, bella. Ale teraz nadeszła pora na tramezzini i coś do picia. Niewykluczone, że będziemy musieli trochę poczekać, zanim dostaniemy się do Akademii.

– Dante, po tym śniadaniu jestem pełna. Chodźmy zwiedzać.

Dante miał rację. Musieli trochę poczekać, ale kiedy wreszcie stanęli przed białym posągiem, Rose zaniemówiła.

– Robi wrażenie, prawda?

– Niesamowite. – Niechętnie oderwała wzrok od patrzącego ponad ich głowami posągu. – Dziękuję, że mnie tu przyprowadziłeś.

– Cała przyjemność po mojej stronie. Chodźmy teraz coś zjeść. Chcesz pójść do Caffe Rivoire czy gdzieś indziej?

– Do Rivoire, ale tylko na kawę i małą kanapkę.

– Na co tylko masz ochotę, bella.

ROZDZIAŁ DRUGI

Rose co jakiś czas spoglądała na swój telefon, aż w końcu Dante nie wytrzymał.

– Czekasz na telefon od kochanka? – spytał z rozbawieniem.

– Przepraszam, to sprawa służbowa – skłamała. Nie chciała mu mówić, że sprawdza, co słychać u jej dziecka, które w dodatku jest także jego dzieckiem. Nagle zrobiło jej się zimno. Co by się stało, gdyby Dante dowiedział się o Bei? Czy rościłby sobie do niej jakieś prawa? Nie ma opcji, żeby się nią dzieliła. Bea jest jej i tylko jej.

– Sprawiasz wrażenie spiętej. Zapomnij o pracy, jesteś na urlopie. Cieszmy się wspólnie spędzanym czasem. Musisz trochę odpocząć, a potem pójdziemy, dokąd zechcesz.

Początkowo nie chciała się zgodzić, żeby nie tracić czasu, ale potem zmieniła zdanie.

– Bene – powiedział, kiedy wrócili do hotelu. – Widzę, że oczy ci się zamykają. Spotykajmy się w foyer o trzeciej.

– Posłuchaj, Dante. I tak zabrałam ci już dużo czasu. Jeśli masz coś innego do zrobienia…

– Co może być ważniejszego od spędzania czasu z tobą, Rose?

– Jesteś pewien? – spytała, tłumiąc ziewnięcie.

Dante roześmiał się.

– Widzisz? Powinnaś odpocząć.

Rose skinęła głową i ruszyła do windy.

– Gdybym została w tym mieście dłużej, kompletnie bym się rozleniwiła.

– Czasami tego właśnie nam potrzeba. Do zobaczenia o trzeciej, chyba że chcesz pospać dłużej.

– Nie, będę gotowa o trzeciej.

Zadzwoniła do matki, która powiedziała jej, że Tom odebrał małą z przedszkola i poszli potem do parku karmić kaczki i zjeść lody.

– Nie płacze za mną w nocy?

– Nie, kochanie. Powiedziała tylko, że nie jestem taka dobra w czytaniu bajek jak ty, ale poza tym wszystko jest okej. Przestań się więc martwić i ciesz się tym wyjazdem.

Rose położyła się na krótki odpoczynek, po czym wzięła prysznic i przebrała się w koszulkę polo. Kiedy pojawiła się w foyer, dostrzegła, jak oczy Dantego rozjaśniły się na jej widok.

– Przespałaś się?

– Nie, ale wzięłam prysznic.

– Ja też.

Sama się tego domyśliła, widząc, że się przebrał, a jego ciemne włosy były wilgotne.

– Dokąd teraz?

– Powłóczymy się po sklepach, naturalmente!

Pierwszy przystanek zrobili na Ponte Vecchio. Najpierw zajrzeli do jubilera, ale kiedy zobaczyła ceny poszli do sklepu, w którym sprzedawali krawaty.

– Szukasz prezentu dla narzeczonego?

Miała ochotę skłamać, ale pokręciła przecząco głową.

– To dla Toma, ojca Charlotte. – Wskazała na jedwabny krawat w tonacji brązowo-kremowej. – Co myślisz o tym?

– Dobry wybór. Co zamierzasz kupić mamie?

– Myślałam o jednej z tych jedwabnych apaszek. Która ci się podoba?

Dante wskazał na apaszkę utrzymaną w tej samej tonacji co krawat.

– Ta jest ładna.

Rose była bardzo zadowolona z zakupów. Poszli potem przejść się Via de Tornabuoni i pooglądać wystawy ekskluzywnych sklepów, a na koniec Dante zabrał ją na Piazza della Repubblica, do domu towarowego La Rinascente, z którego Rose mogłaby w ogóle nie wychodzić.

– Następnym razem możesz zostać tu, jak długo zechcesz, ale teraz chciałbym cię zabrać na Santa Croce do Bar Vivoli Gelateria. Sprzedają tam najlepsze lody na całym świecie.

– Takiej propozycji nie mogę się oprzeć. – Roześmiała się beztrosko.

Dante spojrzał na nią rozjaśnionym wzrokiem.

– Co?

– Wreszcie się roześmiałaś! Przez chwilę zobaczyłem Rose sprzed kilku lat.

– To tylko iluzja, Dante.

Niespiesznie poszli na Santa Croce, gdzie było mnóstwo małych sklepików. W jednym z nich Rose wypatrzyła obrazek z namalowanymi warzywami, który kupiła dla matki i Toma.

– Oboje uwielbiają pracę w ogródku, więc na pewno im się spodoba. Ponadto jest lekki i zmieści się do walizki.

– Jak dotąd nie kupiłaś jeszcze nic dla siebie – powiedział, uśmiechając się do niej.

– Niczego nie potrzebuję. Chętnie natomiast zjadłabym loda, którego mi obiecałeś.

Kiedy spróbowała loda truskawkowego, przewróciła z zachwytu oczami.

– Coś wspaniałego. Ty nie zamierzasz spróbować żadnego?

Dante potrząsnął przecząco głową.

– Chcesz jeszcze pochodzić po sklepach czy pójdziemy zobaczyć kościół Świętego Krzyża?

– Bardzo bym chciała go zobaczyć, ale myślę, że zostawię to na inną okazję. Możemy już wracać do hotelu?

– Cokolwiek sobie zażyczysz. Gdzie chciałabyś zjeść dziś kolację?

Perspektywa wspólnego posiłku bardzo ją ucieszyła, choć jednocześnie zirytowała.

– Może znów zjemy w hotelu?

– Nie ma sprawy, ale we Florencji jest wiele wspaniałych restauracji. Chętnie zabrałbym cię do mojej ulubionej tu na Santa Croce. Zastanów się i później zdecydujesz.

– Dobrze.

Dante zamówił taksówkę i już po kilkunastu minutach byli z powrotem pod hotelem.

– W takim razie do zobaczenia o dziewiątej.

– Będę gotowa. Idziesz teraz odpocząć?

– Muszę podzwonić i załatwić kilka spraw. Ciao.

Rose upewniła się, że Dante zniknął za drzwiami swojego pokoju, po czym popędziła na Piazza della Repubblica, żeby kupić kilka drobiazgów dla córki. Kiedy wróciła do hotelu, pochowała zakupy do walizki i sprawdziła wiadomości w telefonie. Były krótkie, ale konkretne. Wszystko było w porządku i Bea doskonale się bawiła. Charlotte również wspaniale spędzała czas i Rose przez chwilę jej pozazdrościła. Była tak zmęczona, że zaraz po prysznicu położyła się do łóżka i zasnęła jak kamień. Obudził ją telefon.

– Księgarnia Willow House – powiedziała sennym głosem. Dopiero śmiech Dantego przywrócił ją do rzeczywistości.

– Cara, jesteś we Florencji. Chyba dobrze ci się spało.

– Nawet bardzo. – Stłumiła ziewnięcie. – Ojej, już tak późno?

– Najwyraźniej tego potrzebowałaś. Jak chcesz, możesz jeszcze pospać.

– Daj mi pół godziny. Będę gotowa.

– Przyjdę po ciebie do pokoju.

Rose zrobiła makijaż, założyła tę samą sukienkę co wczoraj i zarzuciła na ramiona szal, który kupiła dla matki. Żeby coś zmienić, zostawiła włosy rozpuszczone i zmieniła kolczyki.

– Wyglądasz wspaniale, cara.

– Zadziwiające, jakie cuda czyni krótka drzemka. – Uśmiechnęła się przepraszająco. – Mam nadzieję, że mama nie miałaby nic przeciw temu, że założyłam jej chustę. Muszę tylko uważać, żeby jej nie poplamić.

– Nic się nie martw. Najwyżej kupię ci drugą. Więc jak, jemy w hotelu czy masz ochotę na coś bardziej animado, gdzie jadają tubylcy?

– Zdecydowanie wybieram coś bardziej animado. Chętnie pójdę na piechotę.

– W takim razie zabiorę cię do trattorii niedaleko lodziarni. Jest bardzo popularna i zawsze jest w niej dużo ludzi.

– Brzmi świetnie. Prowadź.

Wieczór był bardzo przyjemny i spacer u boku Dantego sprawił jej prawdziwą przyjemność. Starała się myśleć o nim jak o starym przyjacielu, a nie mężczyźnie, który swego czasu przewrócił jej życie do góry nogami. Trattoria rzeczywiście była zatłoczona, ale właściciel znalazł dla nich stolik. Było ciasno, ale przyjemnie. Wszyscy głośno mówili, śmiali się i Rose była tym miejscem zachwycona.

Dante zamówił wino, wodę i zaczęli studiować menu. Rose bezradnie spojrzała na talerze sąsiadów.

– Pomożesz mi coś wybrać?

Dante przetłumaczył jej nazwy potraw i zaproponował, żeby spróbowała ryby z grilla ze szpinakiem.

– Chyba rzeczywiście się na nią skuszę. A ty co zamówisz?

– Chyba to samo. – Dante skosztował wina i skinął głową z uznaniem. – Grazie. Spróbuj wina, cara i powiedz mi, jak ci smakuje.

– Doskonałe. Co to za wino?

– Frontinari Classico – odparł, nie kryjąc dumy. – Jestem zdziwiony, że je tu mają.

– Domyślam się, że nie jest tanie. Dante, proszę, pozwól mi…

– Nie! Moją nagrodą będzie oglądanie twojej zadowolonej miny.

Rose rozejrzała się wokół siebie.

– Muszę przyznać, że bardzo mi się tu podoba. – W tej chwili kelner przyniósł zamówione dania. – Grazie – uśmiechnęła się do niego promiennie.

Zjedli ze smakiem posiłek, a na deser zamówili kawę.

– Opowiedz mi o miejscu, w którym mieszkasz.