Powieści o zbójcach, opryszkach i hajdamakach - Józef Cichoszewski - ebook
Opis

Tom zawiera zbiór opowiadań o zbójcach, opryszkach i hajdamakach, które to postaci od wieków rozpalają wyobraźnię czytelników i budzą emocje. Przedstawiani często jako obrońcy uciśnionych, którzy ograbiają bogatych, a wspierają biednych, stawali się nieraz bohaterami ludowymi. Czy słusznie? Lektura pozwala przenieść się czytelnikom w świat niebezpieczeństw, do których w realnym świecie wielu śmiałków nawet by się nie zbliżyło. I choć autor we wstępie przekornie dziwi się, że zbójectwo takim się cieszy zainteresowaniem, i przezornie zaznacza, że zbiór powstał, aby „przede wszystkim wzbudzić odrazę od zbójeckiego rzemiosła”, to dodaje też, że lektura może się „przyczynić do miłego spędzenia czasu podczas długich zimowych wieczorów”. Józef Chociszewski był przede wszystkim redaktorem i wydawcą. W swojej karierze opiekował się wieloma tytułami prasowymi. Był także zaangażowanym działaczem narodowym oraz prowadził ożywioną działalność społeczną jako organizator wielu stowarzyszeń kulturalno-oświatowych. Poprzez swoje działania często narażał się władzom pruskim, za co karano go i więziono. Był także autorem wielu książek, utworów teatralnych i artykułów oraz wydawcą książek popularnych z zakresu historii i literatury polskiej.

Obecne wydanie zostało przygotowane przez firmę Inpingo w ramach akcji „Białe Kruki na E-booki”. Utwór poddano modernizacji pisowni i opracowaniu edytorskiemu, by uczynić jego tekst przyjaznym dla współczesnego czytelnika.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 202

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Józef Chociszewski

Powieści o zbójcach, opryszkach i hajdamakach

Warszawa 2012

Wstęp

Dawnymi czasy było w naszym kraju zbójectwo dość powszechnym, o czym świadczą liczne opowiadania, które jeszcze po dziś dzień krążą pomiędzy ludem. Dziwna rzecz, że zbójcy w powieściach i na scenie są bardzo sympatycznymi postaciami, chociaż w rzeczywistości życie rozbójników wcale nie jest powabnym. Zbójca wciąż żyje w przestrachu, a ile nacierpi się głodu, zimna i w ogóle nędzy! Trzeba nieraz dla ocalenia życia i wydarcia mienia zabijać bliźnich, a to zbrodnią i grzechem. Wyrzuty sumienia zatruwają życie zbójcom, a przy tym obawa, że po śmierci czeka ich piekło.

Czemu się dzieje, że mimo to powieści o zbójcach są ulubione, a mianowicie od młodzieży? Oto zwykle w powieściach rozbójnicy występują jako ludzie szlachetni, którzy rabują bogatych, a wspierają biednych. Często też zbójcy karali ciężkie zbrodnie ciemiężycieli ludu, przy tym byli to zawsze ludzie nieszczęśliwi, a nieszczęście, mniejsza o to czy zasłużone lub niezasłużone, budzi zwykle litość u ludzi.

Zbójcy przebywają najczęściej w górach i lasach i cieszą się nieograniczoną swobodą, to także powiększa urok zbójeckiego życia. Wszystko, co mało znamy i co tajemniczością osłonięte, budzi zwykle zajęcie.

Wydając zbiór powieści i opowiadań o zbójcach, chcemy przede wszystkim wzbudzić odrazę od zbójeckiego rzemiosła. Rozbójnik przestępuje często piąte, a w każdym razie siódme przykazanie Boże. Cóż z tego, że wspiera nieraz biednych, religia potępia takie dobrodziejstwo, bo ukradziony i zrabowany grosz nie posiada błogosławieństwa Bożego. Nieraz słyszymy nawet legendy, że zbójcy budowali kościoły. Czyż może być miłą Panu Bogu ofiara, złożona rękami, które się skalały krwią i krzywdą bliźnich?

W naszym kraju jest już zbójectwo wytępione, ale w południowych krajach, a mianowicie we Włoszech jeszcze po dziś dzień bandyci niepokoją spokojnych ludzi.

„Hajdamaka” jest wyraz ruski, oznaczający zbójcę, a „hajdamaczyznę” zwano na Rusi powstanie kozaków przeciw żywiołowi polskiemu i Żydom. U Serbów słynęli zbójcy, zwani hajdukami, którzy mścili się na Turkach za popełnione bezprawia i mordy.

Polecam uwadze czytelników dwie sztuki teatralne, umieszczone w niniejszym dziełku, tj. „Nawróceni zbójcy” i „Wór pieniędzy w lesie”, które się mogą przyczynić do miłego spędzenia czasu podczas długich zimowych wieczorów.

J. Chociszewski

Rozbójnicy

Wiersz napisany przez ks. biskupa Hołowińskiego.

Trzy góry wyniosłe,

Drzewami porosłe,

A rzeka u spodu gór:

Płaszczyzna za rzeką

Ciągnie się daleko

A w głębi czernieje bór.

Gdzie góra środkowa

Tam w grocie się chowa

Mnich Jan, chcąc samotnie żyć;

Lecz braci niemało

Do niego przystało,

By Stwórcę w pustyni czcić.

Lud widząc wzorowe

Ich życie surowe,

Obfite jałmużny słał;

Przez niedługie lata

Świątynia bogata

I klasztor na górze stał.

Skarbami dźwignięty

Od królów gmach święty

Nie ma tyle łaski sił:

Jak ten, co postami,

Czuwaniem i łzami

I modły wzniesiony był.

Raz w północnej chwili

Tam zbójcę przybyli.

Pragnąc zrabować ten gmach;

Blask w oknie wciąż błyska,

I patrzą tam z bliska,

A nagle zdejmuje ich strach.

Bo zbójcę ujrzeli,

Że krzyżem wśród celi

Leżał i modlił się Jan;

Lecz trudny był połów,

Bo przy nim aniołów

Wokoło postawił Pan.

W niezmiernym przestrachu

Natychmiast od gmachu

W gęstwinę ruszyli w skok;

Strach przeszedł, i we dnie

Już mówią: To brednie,

Tuman omamił nam wzrok.

W noc drugą przychodzą

Mur wielki znachodzą,

Co wkoło otaczał gmach;

I to ich zdziwiło,

Bo we dnie nie było,

I znowu ogarnął strach.

Jan właśnie w tej porze

Wkoło przy klasztorze

Chodząc na modlitwie trwał;

A szczere te modły

Mur wielki wywiodły,

Co w oku tych zbójców stał.

Strach przeszedł, i we dnie

Znów mówią: to brednie,

Tumanem zwiodła nas noc.

Porzucim ich cele,

Bo tylko w kościele

Skarbów zebrana jest moc.

I w nocnej godzinie

Przyszli pod świątynię.

Blask widzą i słyszą śpiew;

I mówią: znać rano,

Nim modły ustaną

Skryjmy się w gęstwinę drzew.

Idą do świątnicy

Wszyscy zakonnicy,

A zbójców ogarnie gniew

Tfu, czy czarów siła

Tak nas omamiła,

Żeśmy słyszeli ten śpiew.

Obstąpmy dokoła,

Wpadniem do kościoła,

I mnichów wytniemy w pień;

Gmach złupim do szczętu

Ze skarbów i sprzętu,

Nim jeszcze zabłyśnie dzień.

Gdy kościół otoczą,

I do drzwi przyskoczą,

Cud straszny wstrzymał ich krok:

Gmach wzbił się od ziemi

I zawisł nad niemi,

W zdumieniu podnoszą wzrok.

I żaden w kościele

Nie czuł, jak Bóg wiele

Uczynił w modlitwy czas!

A zbójcy w przestrachu

Natychmiast od gmachu

Piorunem pobiegli w las.

Lecz kilku wróciło

I w zakonie było.

Gładząc pokutą swój błąd;

A tych, których Boga

Nie tknęła przestroga,

Pojmanych ćwiartował sąd.