Potworaki usypiaki - Aneta Todorczuk-Perchuć - ebook
Opis

Przygody siedmioletniej Jadzi i jej największego przyjaciela Mukiego, uroczego potwora, który mieszka pod łóżkiem dziewczynki, w krainie zwanej Podłóżkolandią. Jadzia musi zdobyć pięć MUK, czyli pięć stopni wtajemniczenia, żeby mogła zwiedzać Podłóżkolandię i poznawać jej mieszkańców. Dziewczynka zawsze staje przed jakimś problemem, raz jest to walka z tremą, innym razem lęk przed dentystą, trudność powiedzenia „przepraszam”, czy zmierzenie się z własnym kłamstwem. Wspaniała książka i dla rodziców i dla dzieci, dotykająca w inny sposób małych, w inny dużych.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 138

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

REDAKCJA: Urszula Przasnek

KOREKTA: Kinga Szafruga

DTP: Aureusart / Arkadiusz Zawadzki

Tekst © 2015 Aneta Todorczuk-Perchuć

Ilustracje i projekt okładki © 2015 Nika Jaworowska-Duchlińska

Rysunki: Zosia Perchuć

Copyright © 2015 by Wydawnictwo Jaguar Spółka Jawna

ISBN978-83-7686-423-5

ADRES DO KORESPONDENCJI: Wydawnictwo Jaguar Spółka Jawna

ul. Kazimierzowska 52

02-546 Warszawa

www.wydawnictwo-jaguar.pl

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

Stasiowi, który ciągle poznaje swoje emocje

PODZIĘKOWANIA: Przede wszystkim dziękuję mojej córce Zosi, dzięki której w ogóle powstał pomysł napisania „Potworaków”. To ona była najbliższą recenzentką i decydowała o kształcie historii Jadzi i Mukiego. Dziękuję Mężowi za wsparcie i ważne słowa, Rodzicom, Teściom za bardzo wnikliwą korektę, „Martulce” Marcie Perchuć-Burzyńskiej, pani Ewie Holewińskiej za wiarę we mnie i Magdalenie Trus-Urbańskiej, mojej przyjaciółce i osobistej pani psycholog, za wsparcie od początku do końca pracy nad „Potworakami” i za zadawanie mi ważnych pytań. Wielkie wyrazy wdzięczności dla Niki Jaworowskiej-Duchlińskiej za zaufanie i ogromne serducho artystyczne.

Aneta Todorczuk-Perchuć

Jadzia Tuzinek ma siedem lat, szesnaście piegów i burzę rudych loczków, a wygląda mniej więcej tak:

Jadzia ma też ogromne szczęście, bo po pierwsze, ma fajnych rodziców i trochę mniej fajnego starszego brata Filipa. Po drugie, chodzi do superszkoły, do pierwszej klasy, w której ma fajne koleżanki i kilku nawet fajnych kolegów (no, może pomijając Antka). A po trzecie, ma najwspanialszego na świecie przyjaciela. I to jest jej największe szczęście.

Przyjaciel nazywa się Muki i jest prawdziwym potworem. A wygląda tak:

Inne dzieci na pewno bardzo by się go bały, ale nie Jadzia. Bo Jadzia lubi chodzić po drzewach, zawsze nosi dwie różne skarpety, czasem lubi trochę pokrzyczeć i tupnąć mocno nogą. Może właśnie dlatego Muki na swoją przyjaciółkę wybrał właśnie ją?

Muki mieszka pod łóżkiem Jadzi. Jego świat to Podłóżkolandia. Kraina, w której żyje, jest ogromna, chociaż dla ludzi bardzo malutka, ledwie dostrzegalna. Ale ponieważ dorośli nie mają tyle odwagi co dzieci i zazwyczaj nie mają też czasu, by słuchać o tym, że potwory naprawdę istnieją i naprawdę, ale tak naprawdę, wcale nie są straszne, tylko oni chcą tak o nich myśleć, to nie warto im w ogóle o tym opowiadać. Bo i tak nie uwierzą. Dlatego o przyjaźni Jadzi z Mukim nie wie nikt. To jest ich słodka tajemnica. Jadzia nie powiedziała o Mukim nikomu ani słowa – ani mamie, ani nawet najlepszym koleżankom, Tośce i Elwirze.

Natomiast Muki jako jedyny na świecie zna wszystkie Jadzine tajemnice. Tylko jemu Jadzia może naprawdę ufać i wszystko opowiedzieć. Bo Muki nigdy nie krzyczy. Muki zawsze ma dla Jadzi czas i nigdy nie mówi „zaraz”. Muki ZAWSZE słucha do końca opowieści Jadzi i NIGDY jej nie przerywa. Muki jest uważny i cierpliwy, zawsze się długo zastanawia, co odpowiedzieć, a potem, jak już odpowie, to Jadzia jest spokojna i nigdy nie ma strasznych snów. No, i na Mukiego Jadzia ZAWSZE może liczyć.

W przyjaźni Jadzi z Mukim jest jeszcze jedna fajna rzecz. Zwykle Muki jest malutki jak główka od szpilki i trudno go zauważyć. Nawet mama, kiedy sprząta pod łóżkiem, nie jest w stanie go zobaczyć. Ale kiedy Muki opuszcza Podłóżkolandię, żeby jak co wieczór pogadać z Jadzią, dzięki specjalnemu zaklęciu, które oboje nazywają KODOWANIEM, staje się taki duży jak Jadzia. Muki jest bardzo błyszczący, wręcz śliski, a jego serce jest ogromne. Zwyczajnie mówiąc, serce ma kształt i wielkość Mukiego, po prostu wypełnia go CAŁEGO, i właśnie dlatego Jadzia uwielbia się do niego przytulać. Poza tym serce Mukiego jest też wyjątkowe. Nie tylko bije jak każde inne serce, ale też grzeje jak kaloryfer, kiedy jest zimno, a ochładza, kiedy jest zbyt gorąco. Właśnie dlatego Jadzia uwielbia przytulać się do Mukiego.

Muki znika, kiedy Jadzia się budzi. To znaczy, chyba wieczorem czeka z tym znikaniem, aż Jadzia zaśnie, bo dziewczynka zawsze jest zdziwiona (może nawet trochę rozczarowana), że kiedy mama budzi ją do szkoły, Mukiego już nie ma. Ale może to i dobrze, bo przecież wtedy mama dowiedziałaby się o istnieniu Mukiego, a tego żadne z nich nie chce.

Jadzia i Muki zawarli umowę. Jadzia wie, że kiedyś będzie mogła odwiedzić Podłóżkolandię, ale najpierw musi skończyć kurs MUKOWANIA. MUKOWANIE polega na zdobyciu pięciu stopni wtajemniczenia. Każdy, kto ukończy MUKOWANIE, osiąga mądrość i dojrzałość. Kiedy Jadzia zdobędzie te pięć stopni, nazwanych przez Mukiego „mukami”, przyjaciel zabierze ją do swojej krainy. Obiecał jej to. A Jadzia mu ufa. I to jest dla Jadzi bardzo ważne.

„Dwie małe świnki spojrzały na swoją siostrę z niechęcią, ale też ze szczerym podziwem. W końcu to dzięki niej przeżyły niełatwą walkę z nieustępliwym wilkiem” – przeczytała mama i zamknęła książkę. Potem delikatnie ucałowała Jadzię w czoło, bo córeczka już smacznie spała.

– Dobranoc, kochanie – powiedziała jeszcze i cichutko wyszła.

Jadzia powoli otworzyła jedno oko i upewniwszy się, że mama naprawdę wyszła, szybko wyprostowała się i cichutko zanuciła następującą melodyjkę:

– Kat – Tapi – Pat – Tuku – Kup – Dydu – Złup – Tapi – Pat. – Wystukała na brzegu łóżka KODOWANIE, po czym szepnęła: – Muki, Muki, śpisz?

Spod łóżka słychać już było znane Jadzi chrząkanie, jakiś chrzęst, taki dziwny znajomy dźwięk, który oznaczał, że Muki zaraz się pojawi. Jadzia nigdy nie potrafiła określić, z czym jej się ten dźwięk kojarzył – brzmiał trochę jak zgrzyt przekręcanego klucza w zamku, a trochę jak skrzypienie drzwi jej starej szafy na ubrania. W ułamku sekundy pojawił się obok niej długaśny zielony stworek, który miał błyszczące, trochę smocze ciało i wystające zęby. Zapewne niejedno dziecko na jego widok zaczęłoby krzyczeć, ale nie Jadzia. Na twarzy Jadzi natychmiast pojawił się szeroki uśmiech, a w prawym policzku zrobił się śliczny dołeczek. Zadziorne zazwyczaj spojrzenie miała jednak trochę smutne, a oczy jakby zapłakane.

– Nie wyglądasz najlepiej – powiedział Muki, któremu jeden rzut oka wystarczał, by wyczuć każdy nastrój Jadzi. Jadzia popatrzyła na niego smutno, potem przestała się uśmiechać i spuściła głowę, ale nie powiedziała nic.

– Dobra, dobra, znam cię trochę. Co się wydarzyło? – zapytał Muki.

– Jestem rudą Piegowatą Wiewiórą – wyszeptała cichutko.

Muki przyjrzał się jej uważnie.

– No, nie da się ukryć, że jesteś – powiedział, nie odrywając wzroku od rudowłosej Jadzi.

Spojrzała na niego z wyrzutem.

– Jak możesz?! – syknęła i natychmiast zanurkowała pod kołdrę.

Muki spokojnie odkrył buzię Jadzi i z uśmiechem, patrząc jej prosto w oczy, rzekł:

– Przecież masz piękne czerwone loczki i najsympatyczniejsze złote piegi na świecie. Do tego słodki dołeczek w policzku. Wiewiórki też są rude i bardzo sympatyczne, i każde dziecko spacerujące po parku marzy o tym, żeby je przytulić. Nieprawdaż? No co, ty nigdy tego nie chciałaś?

– Noooo… chciałam… ale nigdy mi się nie udało. One zawsze uciekają – powiedziała Jadzia.

– Bo są wolne. Poza tym mają mnóstwo ważnych rzeczy do załatwienia i nie mają czasu na to, żeby tak po prostu dawać się obcym przytulać – wyjaśnił Muki. – Myślę też, że czasami mają dość tego, że wszyscy się na nie gapią. I łażą, i biegają za nimi, i chcą je złapać. One mają w nosie to, że inni zachwycają się ich urodą, bo zupełnie im na tym nie zależy. Mają ważniejsze sprawy na głowie. Zupełnie tak jak ty – zakończył z uśmiechem.

Jadzia zamyśliła się. Rzeczywiście, ona też nigdy nie zastanawiała się nad tym, jak wygląda i w co jest ubrana, i pewnie dlatego często miała na nogach dwie różne skarpety. No i raczej nie przepadała za noszeniem falbaniastych różowych sukieneczek, zdecydowanie wolała spodnie z dziurami na kolanach.

– No, ale z wiewiórek nikt się nie naśmiewa. Nikt im nie dokucza z tego powodu, że są RUDE! – krzyknęła wreszcie z miną, jaką przybiera zawsze Filip, kiedy mama każe mu posprzątać pokój. Siedziała na łóżku nadąsana, przewracając wielkimi oczami i patrząc gdzieś na sufit.

– Niech zgadnę. Piegowatą Wiewiórą nazwał cię Antek?

Jadzia nie musiała odpowiadać. Jej twarz przypominała teraz nadąsany pyszczek kota Furfla, kiedy jest bardzo zły. Z tym że Furfel nigdy nie płacze.

– Ale dlaczego myślisz, że on się z ciebie naśmiewał? – nie dawał jej spokoju Muki.

– Bo to było tak. – Jadzia otarła łzę. – Bawiliśmy się dziś na przerwie w pociąg. I nagle podczas zabawy Antek ugryzł Kacpra, tego najmniejszego i najmłodszego w naszej klasie. Kacper się rozpłakał, a wtedy Antek powiedział, że to nie on, a ja widziałam, że to on, i powiedziałam głośno, że Antek kłamie. I wtedy on krzyknął: „A ty jesteś Piegowata Wiewióra!”. I zrobił do mnie taką minę, że nawet Elwira się śmiała! – Tu Jadzia zrobiła minę Antka, która wyglądała mniej więcej tak:

Muki zaczął się głośno śmiać. Jadzia spojrzała na niego trochę oburzona, ale też trochę rozbawiona. Chociaż nie rozumiała, co w tej sytuacji może być śmiesznego.

– Ale przecież on powiedział ci coś bardzo miłego! Tylko że sam o tym nie wiedział! Najpierw porównał cię do pięknej wiewiórki, którą wszyscy ludzie NIERUDZI chcą oglądać, bo sami nie mają tak pięknego rudego futerka, a potem pokazał ci, jak Antek kłamczuch naprawdę wygląda! Przecież właśnie mi go pokazałaś! – Muki pękał ze śmiechu.

Jadzia przez chwilę była jeszcze obrażona, ale potem zaczęła rechotać razem z Mukim. Wreszcie przetarła zmęczone oczy i dodała:

– W takim razie przygotuję sobie jutro tabliczkę z napisem „Piegowata Wiewióra!”. Namaluję na niej Pippi Langstrumpf i podpiszę: „Jestem dumna z moich rudych włosów!”. I z obrazkiem Pippi zawieszonym na szyi pójdę do szkoły. – Jadzia uśmiechnęła się sennie.

– I zobaczysz, maleńka, że jutro wszyscy będą się z tego śmiać! Każdy z nich chciałby mieć takie piękne rude loczki jak ty, a najważniejsza jest twoja mądrość, wartość i dobre serduszko. I… chcę ci teraz powiedzieć, Jadziu, że należy ci się pierwsza muka. MUKA ZA POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI. Właśnie ją zdobyłaś. – Muki urwał, bo zobaczył, że Jadzia już śpi ze słodkim dołeczkiem w policzku i uśmiechem na ustach.

– Jutro z pewnością będzie dobry dzień. A do Podłóżkolandii na pewno cię niedługo zabiorę. Tak jak obiecałem. Ale teraz nie jesteś na to gotowa, zostały ci jeszcze cztery muki – szepnął na koniec Muki. Potem w mgnieniu oka zrobił się malutki jak główka od szpilki i przeniósł się do swojej Podłóżkolandii.

Przecież zobaczą się jutro.

– Bojdusza! Bojdusza! – wykrzykiwał Filip z wykrzywioną buzią, pokazując siostrę palcem i wyśmiewając się z niej. Zawsze tak robił, kiedy chciał jej dokuczyć.

Jadzia wyglądała jak mały piecyk, stojący na dwóch chyboczących się nóżkach, spod pokrywy którego wydobywają się chmury czerwonego dymu. Siedziała z zaciśniętymi zębami na swoim łóżku i miała tak wściekłą minę, jakby za chwilę jej uszami rzeczywiście miał wyjść dym. – Wypad stąd, natychmiast! Do swojego pokoju, słyszysz?! – wykrzyczała wreszcie, a potem poderwała się i z zadziwiającą siłą wypchnęła Filipa za drzwi. Kiedy zatrzasnęły się z hukiem, spojrzała zaskoczona na swoje ręce, potem znowu na drzwi i na jej twarzy pojawił się szelmowski uśmiech.

– Wow, kobieto, ale z ciebie siłaczka! – powiedziała do siebie, ale kiedy przypomniała sobie, dlaczego jej głupi brat się z niej naśmiewał i nazywał Bojduszą, zły humor natychmiast powrócił.

– Agggghhhhh… Wrrrrr… Grrrrrrrrr…… Eeeech! – Jadzia rzuciła się na łóżko, wydając wściekłe dźwięki. Leżała tak, gwałtownie oddychając, próbując złapać oddech i patrząc intensywnie w sufit.

– Kat – Tapi – Pat – Tuku – Kup – Dydu – Złup – Tapi – Pat.

Znajoma melodyjka plus znajome KODOWANIE uświadomiły jej, kto zaraz się pojawi. Ucieszyła się, mimo że wściekłość wcale jeszcze jej nie opuściła. Jadzia przekrzywiła głowę i nagle zobaczyła sympatycznego zielonego stwora podłóżkowego.

– Czeeeść, Muki – powiedziała ciepło, ale wciąż smutno. Muki zmarszczył po swojemu nosek i kilka razy poruszył nim w prawo i w lewo – to był jego sposób na natychmiastowe wyczuwanie nastroju Jadzi.

– Filip przezywa mnie dziś cały dzień Bojduszą – mruknęła Jadzia. – I ma rację, bo boję się, boję się, boję się potwornie! Wrrrrrrr! – warknęła znowu.

– A czegóż to się boisz, moja droga przyjaciółko? – zapytał poważnie Muki.

– Upiornego lekarza w zielonym kitlu, zwanego dentystą! – burknęła, a Muki mógłby przysiąc, że w tym momencie na głowie stanął jej dęba wielki jeż rudych włosów.

– A byłaś już kiedyś u dentysty? Czy może to twój wspaniałomyślny brat cię tak nastraszył? Hę? – spytał Muki. I dodał: – Żeby się czegoś bać, trzeba mieć PRAWDZIWY powód. To, że dentysta ubrany jest w zielony kitel, wcale nie musi oznaczać, że będzie strasznie. – Mówiąc to, Muki uśmiechnął się ciepło.

– Opowiem ci pewną historię, chcesz?

Jadzia kiwnęła głową i natychmiast cała zamieniła się w słuch, a Muki zaczął snuć opowieść o tym, że w jego krainie, Podłóżkolandii, w Zastraszającym Buszu, mieszka Kindel. Kindel jest małym, sympatycznym, trochę nieśmiałym bladoniebieskim potworakiem, łysym jak kolano, i przypomina ducha. Wygląda trochę tak:

– Kindel, podobnie jak ty, bał się dentysty, chociaż tak naprawdę nie wiedział nawet, kto to jest. Bał się, bo inne potworaki go nim straszyły. Było mu trochę wstyd, że on, całkiem już groźny potworak, czegoś się boi. I wtedy tata

Kindla opowiedział mu, co robi dentysta i z czego zbudowane są zębiska potworaków. Że to nie są zwyczajne ząbki, bo przecież często są bardzo ostre i duże, no i muszą robić wrażenie.

– W każdym twoim ząbku ukryty jest nerw, taki kręgosłup ząbka – wyjaśnił tata. – Kiedy do zęba dostanie się bakteria, nerw reaguje i wtedy ząbek cię boli. My idziemy tylko pokazać dentyście twoje ząbki, żeby sprawdził, czy nie ma w nich wydrążonych przez bakterie korytarzyków, którymi mogłyby dotrzeć do nerwu. Na szczęście takie drążenie trwa długo. Wtedy w ząbku robi się duża czarna dziura. Ty jednak masz zawsze dokładnie umyte białe ząbki i jeśli coś próbuje się dokopać do twojego nerwu, jest jeszcze niewidoczne. Tylko dentysta może zauważyć, że gdzieś tam czai się mała bakteria, która chciałaby zrobić w którymś ząbku taki tunel. – Kindel uważnie słuchał taty i nagle stwierdził, że teraz boi się trochę mniej. – Możemy pójść po prostu obejrzeć Królestwo Dentysty, te wszystkie lupy, ssaki i maszynki do usuwania bakterii. Chcesz?

Kindel milczał chwilę i w końcu wyszeptał, wyraźnie zaciekawiony:

– Pójdźmy jutro, chcę to zobaczyć.

Kiedy nazajutrz wrócili z wizyty w Królestwie Dentysty, Kindel, dumny i szczęśliwy, opowiadał mamie:

– Mamusiu, Królestwo Pana Dentysty było super! Rzeczywiście, na początku wyglądał on trochę strasznie! A ten jego zielony kitel…! Ale zanim zajrzał mi do paszczy, pokazał mi mnóstwo ciekawych rzeczy! W jego Królestwie było bardzo zielono, wszystko było zupełnie inne niż u nas! Zielonkawe światło, ogromny fotel, na którym pozwolił mi pojeździć trochę w górę i trochę w dół, a potem pokazał mi wszystkie wiertareczki! – wykrzykiwał zachwycony Kindel. – Każda z nich wydawała inny dźwięk. Te malutkie piszczały tak: „fiii, fiiii”, a te większe, do dużych dziur i tuneli zębowych, brzmiały trochę jak mały traktorek, który dostałem od dziadka na urodziny! Potem pozwoliłem, żeby obejrzał moje zęby i usłyszałem, że prawie wszystkie są zdrowe. Wystraszyłem się, że PRAWIE wszystkie, ale pan dentysta powiedział, że na jednym jest taka mała dziurka i tam właśnie próbowała mnie zaatakować bakteria, ale nie zdążyła. I pogratulował mi, że przyszedłem w porę. I powiedział, że jest taka malutka dlatego, że często myję zęby. A widzisz? Nawet pan dentysta to potwierdził! – Kindel wyrzucał z siebie słowa z szybkością karabinu maszynowego. – I obiecał, że skoro jest taka malutka, to na pewno nic nie poczuję, bo do nerwu to jeszcze daleko! – Wreszcie Kindel zrobił pauzę. – No i ja mu wtedy ZAUFAŁEM – powiedział, dumny, że zna takie trudne słowo. – I słusznie, że ZAUFAŁEM, bo okazało się, że wiertareczka, ta najmniejsza, robiła swoje „fiii, fiiii” jedynie przez chwilę, a potem już tylko taka mała pompka pryskała wodą i strasznie dziwnie to łaskotało – roześmiał się, przypominając sobie to śmieszne uczucie – i teraz mam w zębie taką kolorową plastelinkę, o! – Rozdziawił paszczę i pokazał mamie swoje dzisiejsze osiągnięcie. – Naprawdę, bałem się tylko trochę, i to zupełnie niepotrzebnie!

Jadzia popatrzyła na Mukiego prawie całkiem rozchmurzona.

– Myślisz, że u ludzkiego dentysty może być podobnie? – zapytała wreszcie. – Że też będę mogła mu ZAUFAĆ?

Muki spojrzał na Jadzię, a oczy zaświeciły mu się na fioletowo, jak zawsze, kiedy był CAŁKOWICIE PEWNY, ŻE MA RACJĘ.

– Tak. Myślę, że twoi rodzice wybrali ci najlepszego dentystę w mieście. A Filipem w ogóle się nie przejmuj. Pewnie sam kiedyś bał się dentysty. Zresztą wiesz, że on lubi cię denerwować, ale w głębi duszy życzy ci jak najlepiej. Bo cię kocha. Tyle że, jak każdy starszy brat, lubi ci trochę podokuczać.

– Jutro powiem mu – na Jadzinej buzi pojawił się wreszcie uśmiech – że może troszeczkę się boję, ale mam ZAUFANIE do pana dentysty. I dlatego pójdę tam jutro z uśmiechem – powiedziała z przekonaniem. – Przecież tata na pewno wybrał takiego, który mówi prawdę.

Jadzia ziewnęła szeroko i przytuliła się mocno do poduszki. Nie potrzebowała już tygryska Bu ani osiołka Miłka, miała przecież najmądrzejszego na świecie prawdziwego, potwornego przyjaciela Mukiego, którego pewnie przestraszyłby się każdy jej kolega, a nawet własny brat. Ale nie Jadzia. Jadzia nigdy.

– I nie zapomnij, że obiecałeś mnie tam w końcu zabrać, do tej twojej Potwornej Krainy – wyszeptała jeszcze. – Bo skoro nie boję się już dentysty, to przecież wyprawy do Podłóżkolandii tym bardziej… – mruknęła, zasypiając.

A Muki cichutko powiedział:

– Zdobyłaś dziś kolejną mukę, moja droga. MUKĘ ZA ODWAGĘ.

Ale Jadzia już tego nie słyszała. Uśmiechnięta, spała kamiennym snem.