Wydawca: Rebis Kategoria: Sensacja, thriller, horror Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 714 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Poszukiwacze. Łańcuch Proroka - Luis Montero

Drugi, po Stole króla Salomona, tom trylogii „Poszukiwacze”.

Niebezpieczna wyprawa do serca Afryki śladem arabskiej relikwii, która zapewnia posiadaczowi mądrość absolutną.

Tajny Korpus Poszukiwaczy, dla którego pracuje Tirso Alfaro, przechodzi trudne chwile. Nad organizacją wisi widmo rozwiązania. Tymczasem dochodzi do serii włamań do archiwów i bibliotek. Ktoś kradnie stary islamski kodeks znany jako Mardud z Sewilli.

Poszukiwacze ruszają do Mali, żeby odnaleźć skarb opisywany w Mardudzie. Ich misja nie będzie prosta: muszą przeniknąć do kraju wyniszczonego przez wojnę pomiędzy Tuaregami, fundamentalistami islamskimi, armią francuską i jednym z najstarszych i najbardziej tajemniczych plemion Afryki. Tirso i jego towarzysze szybko się przekonują, że za jedną ze stron kryje się korporacja Voynich i jej niejasny Projekt Lilith. Wszyscy chcą zdobyć zagadkowy Łańcuch Proroka.

Opinie o ebooku Poszukiwacze. Łańcuch Proroka - Luis Montero

Fragment ebooka Poszukiwacze. Łańcuch Proroka - Luis Montero

Tytuł oryginału: La cadena del profeta Copyright © 2015, Luis Montero Manglano Copyright © 2015, Penguin Random House Grupo Editorial S.A.U. All rights reserved Copyright © for the Polish e-book edition by REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2016 Informacja o zabezpieczeniach W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa. Redaktor: Agnieszka Horzowska Projekt i opracowanie graficzne serii oraz okładki: Paweł Panczakiewicz / PANCZAKIEWICZ.ART.DESIGN – www.panczakiewicz.pl Fotografie na okładce © Grant Murray / Arcangel © Richard Peterson / Shutterstock.com Wydanie I e-book (opracowane na podstawie wydania książkowego: Łańcuch Proroka, wyd. I, Poznań 2016) ISBN 978-83-8062-756-7Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o. ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań tel.: 61 867 81 40, 61 867 47 08 fax: 61 867 37 74 e-mail: rebis@rebis.com.plwww.rebis.com.pl Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer

Dla Marty.

Dziękuję, że czytasz je wszystkie.

Pod Łukiem Życia, gdzie miłość i śmierć,

Strach i tajemnica strzegą jej schronienia, ujrzałem

Piękno na tronie.

DANTE GABRIEL ROSSETTI

Tylko tajemnica trzyma nas przy życiu. Tylko tajemnica.

FEDERICO GARCÍA LORCA

OD AUTORA

Dla ułatwienia załączam kalendarium najważniejszych wydarzeń, jakie rozegrały się w Mali od początku historii państwa aż do dziś.

VIII w.: lud Soninke buduje imperium Ghany.

1087 r.: podbój Ghany i rozpad na dwanaście mniejszych państewek.

1234 r.: bitwa pod Kiriną. Sundiata Keita (Książę Lew) doprowadza do ponownego zjednoczenia dwunastu państw i ogłasza się królem królów (mansa) imperium Mali. Wywodzi się z grupy etnicznej Mande.

1312 r.: koronacja Mansy Musy na władcę Mali. Jego panowanie przypadło na okres największej potęgi i splendoru imperium. Musa I szerzył islam na podległych sobie ziemiach, wysyłał okręty na wyprawy po Atlantyku, wspierał handel i kulturę oraz przyczyniał się do rozwoju najważniejszych miast imperium.

1327 r.: rozpoczęcie budowy wielkiego meczetu Dżingereber, perły architektury malijskiej, przez andaluzyjskiego architekta Abu Iszaka Es-Sahelego.

XV w.: uciekając przed tuareskimi łowcami niewolników, Dogoni osiedlają się w okolicach uskoku Bandiagara dzięki pomocy autochtonicznego plemienia Pigmejów zwanego Tellem.

1464 r.: Sunni Ali, songhajski książę z Gao, proklamuje niepodległość swojego kraju od władców Mali.

1492 r.: songhajski generał Mohammed Ture nadaje sobie tytuł „Askia” („Zdobywca”). Wyrusza z Gao, stolicy królestwa, na serię wypraw wojennych, która zakończy się niemal całkowitym podbojem imperium Mali.

1496 r.: Askia Mohammed I Wielki ogłasza się kalifem i zakłada imperium Songhaju, największe państwo Afryki Zachodniej.

1591 r.: bitwa pod Tondibi. Diego de Guevara, znany jako Dżaudar Pasza, rozbija wielką armię Iszaka II, ostatniego władcy z dynastii Askia, i zdobywa imperium Songhaju. Po jego śmierci imperium rozpada się na mnóstwo maleńkich państewek, które kolejno zajmują dominującą pozycję w regionie.

1885 r.: generał Joseph Gallieni podbija Mali i ogłasza państwo kolonią francuską.

1960 r.: proklamacja niepodległej Republiki Mali.

2012 r.: Tuaregowie z Narodowego Ruchu Wyzwolenia Azawadu, w sojuszu z islamistami z Ansar ad-Din, wszczynają rebelię przeciwko rządowi Amadou Toumaniego Tourégo. Prezydent podaje się do dymisji, kiedy rebelianci przejmują kontrolę nad połową kraju.

2014 r.: za zgodą ONZ i na wniosek rządu Mali Francja rozpoczyna operację Serwal mającą powstrzymać fundamentalistów islamskich.

Mój ojciec był dobrym narratorem. Potrafił tak poprowadzić opowieść, żeby wciągnąć słuchacza, nie znudzić go i nie pozwolić mu zgubić wątku.

Niestety, za życia zdążył opowiedzieć mi tylko jedną historię: o królu, czarownicy i stole mającym boskie moce. I nawet tej opowieści nie zdołał doprowadzić do końca – sam musiałem dopisać zakończenie.

To też niezła historia i mógłbym ci ją opowiedzieć, ale znam lepszą.

Chciałbym opowiedzieć ją tak, jak zrobiłby to mój ojciec. Może gdyby było nam dane spędzić razem więcej czasu, nauczyłby mnie wszystkich narratorskich sztuczek. Zniknął jednak z mojego życia zbyt wcześnie, z niezależnych od siebie powodów. Ta historia również jest ciekawa.

Ale, jak już wspominałem, znam lepszą…

Opowiem ci o imperiach i zdobywcach.

Mógłbym zacząć moją opowieść od jakiegoś mocnego, wymownego obrazu, od opisu ognistych muz czy zastępów nieśmiertelnych dusz. Ja jednak wolę użyć własnych słów – tej historii nie trzeba dodatkowo upiększać.

Na początku była rodzina Guevarów – mauryjski ród z Toledo, tak stary, że kiedy Wizygoci pojawili się na Półwyspie Iberyjskim, Guevarowie postrzegali ich jako obcych przybyszów. Niewiele więcej o nich wiadomo, prócz tego, że z czasem postanowili przejść na islam, a także że około XV wieku otrzymali – w ramach podziękowania za gościnę – pewną księgę od sędziego zwanego Al-Kuti, który uciekał przed Inkwizycją z Toledo do Afryki Północnej.

Gdyby to mój ojciec opowiadał tę historię, w tej chwili na pewno bym mu przerwał i zapytał o tytuł tej książki. On zaś spojrzałby na mnie z szelmowskim uśmiechem na ustach i odpowiedziałby jak zwykle:

– Chciałbyś to wiedzieć? Pewnie, mógłbym ci powiedzieć, ale znam lepszą historię.

Niektóre wady są chyba dziedziczne. Największą przywarą ojca była skłonność do zdradzania informacji dopiero wtedy, kiedy sam uznał, że przyszedł na to czas, kiedy jego zdaniem najbardziej pasowały do opowieści i mogły uczynić ją bardziej efektowną.

Guevarowie zachowali cenną księgę i związaną z nią tajemnicę – którą powierzył im Al-Kuti – przez kolejne sto lat. Przekazywali je z pokolenia na pokolenie, aż w XVI wieku jeden z potomków rodu, niejaki Diego, poznał opowieść o księdze z ust starszych członków rodziny. Już jako dorosły mężczyzna Diego zapisał na marginesach kodeksu to, co usłyszał w dzieciństwie.

„Opowiadali o wielkim sekrecie”, pisał, „tak wielkim, że nikt nie potrafił w pełni uchwycić jego natury. Chodziło o jakiś skarb, ale jednocześnie o znacznie więcej. Nienazwane dziedzictwo strzeżone przez imperatorów, w samym sercu ziem zajmowanych przez naszych braci w wierze”.

Kiedy mały Diego, zżerany ciekawością, zadawał dorosłym pytania, ci odpowiadali mu enigmatycznie – może dlatego, że sami nie znali bliższych szczegółów. O jakim skarbie była mowa? Nie wiedzieli. Gdzie się znajdował? Daleko. Na południu, na końcu długiej drogi zwanej przez nich Łańcuchem Proroka. Tym prorokiem był Musa, chrześcijanom – niewiernym kanibalom żądnym krwi i mięsa – znany jako Mojżesz. Droga Musy biegła aż za wielką rzekę zwaną Isa Ber czy też Egerew n-igerewen. Co leżało na jej końcu? Tą wiedzą dysponowali wyłącznie Mojżesz i Allach.

Tajemnica imperatorów.

Diego de Guevara w młodości słuchał tych fascynujących legend. Potrafił godzinami czytać księgę Al-Kutiego, szukając między wierszami mapy nienazwanego skarbu – tylko od jego wyobraźni zależało, jak wspaniały mu się wydawał. Często w zamyśleniu wpatrywał się w kierunku południowym, rozmyślając o wielkich rzekach i odległych imperiach. „To tam – myślał – zaczyna się Łańcuch Proroka, u podnóża świata”. Choć nie wiedział, co znajduje się u kresu drogi ani czy Łańcuch Proroka istnieje w rzeczywistości, czy stanowi tylko abstrakcyjną ideę, czuł przemożną potrzebę, by wyruszyć na poszukiwania. Z czasem zaczął pragnąć tego bardziej niż samego skarbu.

Diego de Guevara miał duszę Poszukiwacza. Można go uznać za pierwszego z nas.

Po powstaniu Maurów w 1568 roku Guevarowie opuścili Kastylię i wyjechali do Almerii. Za rządów Filipa II Hiszpania stała się miejscem dla nich nieprzyjaznym. Jak wielu innych Maurów, młody Diego de Guevara wylądował w Marrakeszu – tamtejszy sułtan Abd al-Malik z otwartymi ramionami przyjmował braci w wierze prześladowanych przez bezlitosnych Habsburgów.

Mimo życia na uchodźstwie Diego zdobył gruntowne wykształcenie. Wyrósł na odważnego i sprytnego mężczyznę, równie biegle władającego piórem, jak mieczem, ambitnego i żądnego przygód. Choć mieszkańcy Maghrebu zwykli gardzić przybyszami z Hiszpanii, Diego szybko udowodnił swoją wartość i dzięki bohaterskiej postawie zapracował na szacunek nowych krajanów.

W roku 1578 do brzegów Maroka przybiła potężna armia Portugalii z królem Sebastianem I na czele. Młody, chorowity monarcha cierpiał na megalomanię, którą podsycali jeszcze jego jezuiccy nauczyciele. Uważał się za przywódcę wielkiej krucjaty przeciwko mauretańskim muzułmanom. Podzielone Maroko, gdzie toczyły się wówczas walki pomiędzy pretendentami do tronu królestwa, stanowiło łakomy kąsek dla spragnionego podbojów władcy Portugalii.

Maurowie i chrześcijanie starli się pod Al-Kasr al-Kabir w bitwie trzech królów – dwóch sułtanów i portugalskiego monarchy. Walczył w niej również nieustraszony Diego de Guevara, gotów przelać portugalską krew swoim bułatem; ten Kastylijczyk z dziada pradziada bardziej niż niewiernych nienawidził bowiem wyłącznie Portugalczyków.

Żadnemu z trzech władców nie było dane dożyć końca bitwy. Po młodym Sebastianie słuch zaginął: zdematerializował się gdzieś pomiędzy wydmami, na skutek czego nastąpił koniec dynastii i upadek monarchii. Pusty tron został z czasem zajęty przez Filipa II, co uczyniło z Portugalii klejnot w koronie habsburskiej. Diego jednak nie tylko przeżył, lecz także okrył się chwałą. Ahmad I, nowy sułtan Maroka, w nagrodę za męstwo mianował go kaidem Marrakeszu.

Dobry sułtan Ahmad, zapewne zachęcony zwycięstwem w bitwie pod Al-Kasr al-Kabir, zaczął spoglądać w stronę ziem sąsiadujących od południa z jego królestwem i zdecydował potraktować je jako punkt wyjścia do budowy swojego afrykańskiego imperium. Ahmad słyszał o położonych za górami Atlas wspaniałych miastach, bogatych w złoto i sól. To tam znajdowało się Timbuktu, wrota Sahary. Jak mówiło stare przysłowie, „złoto pochodzi z południa, sól – z północy, ale najwspanialsze cuda i słowo Boże znaleźć można tylko w Timbuktu”. Jeszcze dalej leżało miasto Gao, stolica imperium Songhaju, z pałacem władców z dynastii Askia, skąd panowali oni nad najrozleglejszym państwem Afryki Zachodniej.

Żyzne i tajemnicze ziemie Mali rozciągały się wzdłuż brzegów Wielkiej Rzeki, w Songhaju zwanej Isa Ber, przez Tuaregów zaś – Egerew n-igerewen, co w ich języku oznacza „rzekę nad rzekami”.

To rzeka Niger.

Kiedy Diego de Guevara dowiedział się o niej, owładnęły nim trudne do opisania emocje. Jego umysł aż kipiał od legend poznanych jeszcze w Kastylii, a wspomnienia płynęły falą podobną do gorącej lawy na skraju wulkanu. Nareszcie, po tylu latach, dowiedział się, gdzie znaleźć Łańcuch Proroka, drogę Musy do wielkiego skarbu!

Diego poprosił, by pozwolono mu stanąć na czele armii wysyłanej przez sułtana Ahmada na podbój imperium Songhaju, złożonej z 2,5 tysiąca arkebuzerów, 1,5 tysiąca jeźdźców lekkiej kawalerii, ponad 8 tysięcy wielbłądów, a nawet 8 angielskich armat… Na wyprawę zabrał jedynie starą księgę, w której mowa o ukrytym skarbie.

Imperator Askia Iszak II wystawił przeciwko Diegowi de Guevarze całą swoją armię. Władca jednak trochę przesadził – 70 tysięcy dzielnych Malijczyków czekało na marokańskiego najeźdźcę pod Tondibi, wioską nieopodal Gao. Najbardziej ostentacyjna zasadzka w historii. Iszak II miał malowniczą wizję stratowania wrogiej armii przez woły – taka strategia nieraz już mu się przysłużyła.

Kiedy Diego dotarł do Tondibi i zobaczył zwarty mur bestii wyrywających się ku jego armii, w jego twarzy nie drgnął nawet mięsień – żaden mężczyzna, w którego żyłach płynie iberyjska krew, nie stchórzył jeszcze przed rogatym zwierzęciem. Diego odpalił armaty i nakazał arkebuzerom strzelać. Byki – przerażone niebem walącym się im na głowy – zrobiły w tył zwrot i natarły na songhajskich żołnierzy. Imperator, który nie dysponował bronią palną, mógł tylko patrzeć, jak jego wojska są dziesiątkowane i miażdżone przez tysiące racic. Od tamtej pory podbój imperium przypominał raczej paradę wojskową.

Wielu arkebuzerów pochodziło z Andaluzji, a ich nazwiska, jak Pérez, López czy Martínez, brzmiały w tych stronach egzotycznie. Przerażeni Malijczycy na widok żołnierzy z bronią gotową do strzału wskazywali na diabelskie narzędzia i krzyczeli arma, arma, czyli „broń”, bo tak nazywali arkebuzy sami Hiszpanie. Z czasem potomkowie Andaluzyjczyków zyskali przydomek Arma i do dziś pod takim mianem znani są w regionie.

I tak Diego de Guevara podbił całe imperium i został władcą legendarnego Timbuktu, miasta cudów i słowa Bożego. Sułtan Maroka przyznał temu Hiszpanowi tytuł paszy, wrogowie zaś nadali mu przydomek Dżaudar. Miał on pochodzić od brzmiącego dość podobnie hiszpańskiego zwrotu, którym zdobywca zwykł zagrzewać swoje wojska przed każdą bitwą.

– Naprzód, dziady! Naprzód, do boju!

Nigdy jeszcze na podstawie tak potocznego, nieco obraźliwego słowa nie ukuto przydomka, na którego dźwięk wszyscy drżeli. Wystarczyło wspomnieć o Dżaudarze Paszy, by wzbudzić popłoch wśród wrogów.

Na krótko przed tymi wydarzeniami Hernán Cortés zajął imperium azteckie, a Francisco Pizarro podbił Inków – dzieci Słońca. Dżaudar Pasza, pilny uczeń obu konkwistadorów, również marzył o podboju świata – w jego żyłach płynęła w końcu ta sama hiszpańska krew, a kastylijski był jego pierwszym językiem. Oddawali jednak cześć różnym bogom i władcom (Cortés i Pizarro królowi Hiszpanii, Dżaudar – sułtanowi Maroka), więc różnie też potraktowała ich historia: konkwistadorzy wsławili się na całym świecie, a wieść o dokonaniach paszy nigdy nie wyszła poza granice Sahary i przepadła w mrokach zapomnienia.

Nie zależało mu jednak na nieśmiertelności: dla Diega de Guevary liczyło się tylko odnalezienie skarbu ukrytego na końcu Łańcucha Proroka. Już jako pasza imperium Songhaju Diego poświęcił wszystkie siły na doprowadzenie poszukiwań do końca.

Po wielu latach, około 1599 roku, stary Dżaudar Pasza wrócił do Maroka. Na dworze sułtana spisał wspomnienia z podboju Songhaju, na marginesach księgi, która była jego nieodłączną przewodniczką we wszystkich przygodach. Pamiętniki spisał w języku podbitego imperium.

O skarbie pisze jednak irytująco mało, a czasem zdaje się wręcz bredzić:

Podążałem wzdłuż rzeki Niger, śladem Złotej Ryby, od Timbuktu aż do Miasta Umarłych, od Miasta Umarłych do Nieprzemijalnej Oazy. Znalazłem tam skarby, które otworzą drzwi tajemnicy: Ster, Czaszkę i Cegłę ze złota. Wreszcie miałem szansę zakończyć misję poszukiwawczą, która doprowadziła do podboju imperium.

Na własne oczy widziałem próg, ale Allach sprawił, że nie dane mi było go przekroczyć. Strzegą go dżinny, istoty straszniejsze nawet od tych stworzonych z ognia bez dymu na początku czasu. Mieszkańcy Stromego Miasta nigdy nie przekraczają granic Nieprzemijalnej Oazy – paraliżuje ich strach przed dziwnym, starożytnym i okrutnym kultem. Ogarnął mnie lęk i zawróciłem z drogi, bo nieważne, jaki skarb kryłby się na końcu Łańcucha Proroka, nie jest on przeznaczony dla ludzi.

Zatrzymałem mapy i znaleziska. Jako że Allach nie obdarzył mnie potomstwem, każę umieścić je w miejscu mojego wiecznego spoczynku w Timbuktu. Może któregoś dnia ktoś bardziej ode mnie odważny (lub lekkomyślny) odważy się spojrzeć na skarb proroka Musy.

Tam znajdują się wszystkie wskazówki dla tych, którzy chcą zdobyć ów skarb. Niech Allach ma ich w opiece, a Jego Wszechwładna Dłoń niech ich prowadzi; w przeciwnym razie bowiem czeka ich jedynie zguba i los gorszy nawet niż Dżahannam – piekielne jezioro ognia.

Tak brzmiały ostatnie zapiski Dżaudara Paszy w księdze Al-Kutiego. Zdobywca zmarł w Marrakeszu w roku 1605. Zgodnie z testamentem miał zostać pochowany w Timbuktu wraz z całym dobytkiem. Nikt jednak nie wie, czy jego ostatnia wola została spełniona.

Kiedy zabrakło Dżaudara Paszy, Armowie rozpierzchli się po całym Mali, tworząc społeczności mocno oparte na hiszpańskich korzeniach. Choć przejęli miejscowy język i zwyczaje, kultywowali tradycje, aby nie zapomnieć, skąd pochodzą i co ich tu przygnało. Być może wśród ich wspomnień są i tajemnice, które Dżaudar Pasza zabrał ze sobą do grobu.

Opowieść o starej księdze i skarbie ukrytym u ujścia wielkiej rzeki, w ślad za Złotą Rybą.

Opowieść, której zakończenie akurat dobrze znam. Byłem tam, a mój ojciec w pewnym sensie był razem ze mną.

Chcesz poznać tę historię?

Zapewniam, że jest niezła.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki