Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2011

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Pościg za ukochaną - Raye Morgan

Welon i korona. Książę Mychale, zmęczony życiem światowca, ukrył się w swej rodowej posiadłości w górach. Nie spodziewał się, że zastanie tam młodą kobietę z dzieckiem. Opiekuje się nią troskliwie, czuje, że właśnie przy niej jest szczęśliwy. Jednak ma zobowiązania wobec królewskiego rodu i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że Abby zupełnie nie nadaje się na książęcą narzeczoną. Ona rozumie jego sytuację i pewnego dnia bez słowa znika...

Opinie o ebooku Pościg za ukochaną - Raye Morgan

Fragment ebooka Pościg za ukochaną - Raye Morgan

Raye Morgan

Pościg za ukochaną

TłumaczyłaElżbieta Chlebowsk

Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa

Tytuł oryginału: Abby and the Playboy Prince

Pierwsze wydanie: Harlequin Romance, 2008

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

copy; 2008 by Helen Conrad

copy; for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o. o., Warszawa 2011

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B. V.

Wszystkie postacie w tej książce są fkcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak frmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone.

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o. o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25

Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa

ISBN 978-83-238-8078-3

ROMANS – 1054

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Książę Mychale z królewskiej dynastii Montenevadów zerwał się na równe nogi. Wokół panowała atramentowa ciemność. Nie wiedział, co go obudziło, ale najwyraźniej znowu dręczyły go koszmary, bo był sztywny z niepokoju, a nerwy miał napięte jak postronki. Nawet we śnie nie był w stanie się odprężyć.

Jęknął, zwlókł się z łóżka i spróbował po omacku trafć do łazienki. Gdzieś w pobliżu rozległ się odgłos grzmotu. Odruchowo nacisnął kontakt i zaklął, gdy przypomniał sobie, że zapewne ktoś ze służby odciął elektryczność w tym opustoszałym od wielu miesięcy domostwie. Jakby w odpowiedzi niebo przecięła błyskawica i na sekundę dostrzegł swe odbicie w lustrze.

Wygląda tragicznie. Czego można się spodziewać po kimś, kto od dawna nie przespał po bożemu całej nocy? Jakaś gwiazdka flmowa, której imienia już nie pamiętał, wyprawiła na jego cześć szaleńczą zabawę na jachcie, więc gdy tylko przycumowali w marinie w Cannes, wskoczył do swojego lamborghini, ruszył z piskiem opon i jechał przez cały dzień, przekraczając granice, ignorując ograniczenia prędkości, aż wreszcie dotarł do domu.

Dom. Niewielkie królestwo Carnethii, którym po wieloletniej walce znowu włada ród Montenevadów i gdzie on, Mychale, jako najmłodszy z braci jest trzeci w kolejce do tronu. Najważniejsze miejsce na świecie, a jednocześnie źródło tak wielkiej frustracji, że zamiast pojechać prosto do pałacu w stolicy, gdzie rezydowała cała rodzina królewska, skierował się do opuszczonej posiadłości w krainie górskich jezior.

W czasie ostatniej wojny była tu ich kryjówka i bastion ruchu oporu. Idealne miejsce, by odzyskać siły i jasność umysłu konieczne do podjęcia decyzji, co dalej robić. Mychale potrzebował trochę czasu tylko dla siebie. I samotności.

Odkręcił kurek i z ulgą stwierdził, że wodociąg działa. Gdy tylko się rozjaśni, zajmie się podłączeniem bojlera. Wtedy wreszcie będzie mógł zmyć z siebie zapach Stephanie. Woń jej perfum dręczyła go jak zmora senna. Ściągnął koszulę i rzucił ją na podłogę. Wyciągnął złożone dłonie, by ochlapać się zimną wodą.

– Au! – Szybko cofnął ręce. Woda była gorąca. – Co u diabła?

Coś się tu nie zgadza. Nikt odpowiedzialny nie zostawiłby włączonego bojlera w domu zamkniętym na cztery spusty. Dziwne.

Ale teraz nie ma siły na rozwikłanie zagadki. Ustawił odpowiednią temperaturę, umył twarz i wrócił do sypialni. Rzucił się na łóżko z westchnieniem. Może się walić i palić, ale nic nie przerwie mu snu.

Abby Donair na paluszkach podkradła się do książęcej sypialni. Panowała tam cisza jak makiem zasiał. Musi zaryzykować i odzyskać pęk kluczy, który książę zabrał ze służbówki. Bez kluczy nie dostanie się do za pasów, a w zamkniętej spiżarni znajdowało się coś, co było jej niezbędne.

Co za pech. Młody książę pojawił się jak spod ziemi. Znała ten dom jeszcze z dzieciństwa i świetnie wiedziała, jak dostać się do środka, choć od kilku miesięcy, od czasu restytucji monarchii, stał zamknięty na cztery spusty. Kiedy rozglądała się za najlepszą kryjówką, opustoszały królewski pałac wydawał jej się najwłaściwszym miejscem. Uznała, że znajdzie w nim bezpieczne schronienie, odpocznie trochę i ułoży dalszy plan działania. A tu klops.

Przymknęła oczy, usiłując przypomnieć sobie, czy jest inny sposób, by się wkraść do spiżarni. Jeśli otworzy drzwi do sypialni księcia, musi brać pod uwagę ryzyko, że zostanie złapana na gorącym uczynku. Jednak jedyne alternatywne rozwiązanie, które jej przyszło do głowy, to sforsowanie ciężkich drzwi spiżarni za pomocą siekiery. Odpada.

Huknął grzmot. Przy tej pogodzie nie ma mowy o dalszej ucieczce. Przynajmniej nie teraz. Jakie licho go tu dziś przyniosło? Tyle planów, tyle przygotowań i wszystko na nic. A przecież przez ostatnich parę miesięcy w posiadłości nie pokazał się nikt z królewskiej rodziny. Była pewna, że pościg jej tu nie znajdzie.

Dosyć tego marudzenia. Czas działać. Odrzuciła do tyłu długie jasne włosy, wstrzymała oddech i delikatnie przekręciła gałkę w drzwiach.

W ciemności dostrzegła sylwetkę mężczyzny na łóżku. Kolejne błyskawice przecięły niebo i wtedy zobaczyła go lepiej. Był półnagi. Może nawet całkiem nagi, trudno zgadnąć, bo okrywało go prześcieradło.

To nieważne, może Mychale się nie obudzi. Jeśli ją przyłapie, może ją uznać za bezdomną lub złodziejkę, która włamała się w niecnych celach pod nieobecność właścicieli. Wychowywano go na wojownika, a chociaż wojna się skończyła, zanim zdążył się sprawdzić na polu walki, nigdy nie wiadomo, jak zareaguje na widok intruza we własnym domu.

Następny rozbłysk, po którym dostrzegła obiekt pożądania – wielki pęk kluczy na stoliku nocnym, tuż obok portfela. Wstrzymała oddech i na paluszkach pokonała niewielki dystans.

Deski podłogi skrzypiały pod jej bosymi stopami. Przygryzła wargi, ale nie cofnęła się. Jeszcze dwa kroczki i klucze znajdą się w zasięgu ręki.

Mychale przewrócił się, pochrapując cicho. Abby zastygła. Nadchodził świt i mimo burzy w pokoju zrobiło się trochę jaśniej. Teraz mogła się przyjrzeć młodemu księciu. Widziała go wielokrotnie, ale to było dawno. Zawsze uważała, że jest najładniejszy z braci. Od tego czasu wyrósł i zmężniał; z chłopca zmienił się w atrakcyjnego i pewnego siebie mężczyznę. Poczuła, że drżą jej ręce. Czyżby jego bliskość do tego stopnia wytrąciła ją z równowagi?

Jest u celu i nie może stchórzyć. Nie stać jej na nieudaną próbę. Zacisnęła zęby i wychyliła się bezszelestnie, by sięgnąć po klucze. Jeszcze tylko centymetr…

Zdołała zaledwie musnąć metal, gdy nagle cały plan wziął w łeb. Książę się poruszył. Uchyliła się gwałtownie, ale to nic nie dało. Znalazła się na łóżku, unieruchomiona jego ręką. O ironio, dopiero teraz mogła w pełni docenić, jak twarde ma mięśnie i gładką skórę.

– Puść – wykrztusiła, gdy rozluźnił uścisk.

– Czegoś szukasz? – spytał ironicznie.

Poczuła na twarzy jego oddech. Tego nie brała pod uwagę, gdy zastanawiała się, co może pójść źle. Przygniatał ją własnym ciężarem i przytrzymywał ręce. Jeszcze nigdy nie znalazła się w sytuacji tak deprymującej, a zarazem tak intymnej. Jak to się dzieje, że można czuć jednocześnie strach i podniecenie?

– Puszczaj! – Szarpnęła się, ale jej wysiłki były bezskuteczne.

– Nie mogę – odrzekł Mychale spokojnie. Po jego twarzy przemknął cień uśmiechu, jakby teraz, gdy minął pierwszy szok, sytuacja zaczęła go bawić. – Jeśli cię puszczę, obudzę się sam, a bardzo mi się podobasz, zjawo senna.

Spiorunowała go wzrokiem. Poczuła się upokorzona, że on lekceważy potencjalne zagrożenie z jej strony. I jeszcze z niej kpi! Złość wzięła górę nad strachem.

– Zawsze tak bezceremonialnie traktujesz kobiety? Zwłaszcza nieznajome?

– Dla ciebie zrobię wyjątek – mruknął jej do ucha. Był tak blisko, że wargami połaskotał jej szyję. – Zresztą zdążyliśmy się już trochę poznać. Masz ochotę to kontynuować?

Teraz dopiero się zaniepokoiła. Czyżby zamierzał ją zniewolić? Słyszała dziesiątki pikantnych historyjek o jego ekscesach seksualnych i przygodach. Kobiety, które powtarzały sobie te plotki, zdawały się dobrze wiedzieć, o czym mówią. Może uprawiał seks z każdą dziewczyną, która wylądowała w jego łóżku? Biorąc pod uwagę jego opinię, pewnie uważał takie zachowanie za całkiem normalne.

Czeka go niemiłe przebudzenie, bo ona z pewnością nie ulegnie jego uwodzicielskiemu urokowi.

– Puszczaj! – krzyknęła ponownie.

Odsunął się trochę, ale nadal trzymał ją mocno.

– Spałem sobie spokojnie – zauważył – gdy wtargnęłaś na moje terytorium.

Ma rację. Abby uspokoiła się trochę i postanowiła spróbować bardziej racjonalnego podejścia. Najwyższa pora przejąć kontrolę nad sytuacją.

– Przepraszam – powiedziała pokornie i zabrzmiało to prawie zupełnie szczerze. – Nie miałam zamiaru… Nie chciałam cię obudzić. Myślałam, że po prostu sięgnę po klucze bez zawracania ci głowy.

Mychale przyglądał się jej badawczo. Trudno było nie zauważyć, jaki jest atrakcyjny z tymi ciemnymi potarganymi włosami spadającymi na czoło. Dzieliła ich tylko cienka warstwa jedwabnych prześcieradeł i leciutka bawełniana tkanina jej nocnej koszuli, więc miała wrażenie, że leżą obok siebie zupełnie nadzy. Zawstydziła się nagle.

– Pójdę już – szepnęła.

– Obiecujesz?

– Nie rozumiem?

– Czy obiecujesz, że sobie pójdziesz? Włam się do innego domu, a mnie pozwól spać.

Nagle dotarło do niej, że nie żartuje. Naprawdę jest śmiertelnie zmęczony i chce, by go zostawić w spokoju. Co za ulga. Kłopot tylko w tym, że Abby nie może spełnić jego życzenia. Jeszcze nie teraz.

– Wcale nie zamierzasz się stąd wynieść – odczytał trafnie z jej wyrazistej twarzy. – Będziesz mi siedziała na karku.

– Może nie zauważyłeś, ale… strasznie pada. – To najlepsza wymówka, bo prawdziwa.

– Rozumiem. Nie masz zamiaru szukać innego schronienia.

– Przynajmniej nie w czasie burzy – przyznała uczciwie.

Zaśmiał się cicho. Naburmuszyła się, trochę urażona.

– Co cię tak śmieszy?

– Ty. – Sturlał się na bok łóżka i oswobodził ją. – Nie masz wielkiej wprawy w złodziejskim rzemiośle, co? Może powinnaś szukać szczęścia w innym fachu. Zdecydowanie nie nadajesz się na włamywaczkę.

Usiadła, podciągając kolana i otulając się koszulą nocną.

– Wcale nie jestem włamywaczką.

Zmarszczył brwi, sygnalizując, że nie ma siły na nocne debaty. Przez chwilę zatrzymał wzrok na piersiach Abby, rysujących się wyraźnie pod cienkim materiałem.

– Jeśli próbujesz mnie uwieść, również tutaj przydałoby ci się parę lekcji. – Ziewnął. – Przepraszam, ale oczy mi się same zamykają. – I nagle przyjrzał jej się uważniej. – Chwileczkę. Czy my się przypadkiem nie znamy?

Mózg dziewczyny pracował gorączkowo. Chyba bezpieczniej będzie przyznać się do wcześniejszej znajomości – o ile można ją tak określić. Prawda i tak wyjdzie wkrótce na jaw.

– Nazywam się Abby Donair. Pewnie już mnie widziałeś. Może nawet tutaj, w krainie jezior, przed laty. Albo ostatnio w pałacu. Mieszkam z moim wujem, doktorem Zavierem.

Miał taką minę, jakby wszystkie kawałki układanki znalazły się wreszcie na swoim miejscu.

– Oczywiście. Nasz poczciwy doktor. Człowiek, który zna wszystkie rodzinne sekrety.

– Nic mi na ten temat nie wiadomo – odparowała ostro. Nie wiedziała, co chciał przez to powiedzieć, ale aluzje jej się nie podobały. – Z pewnością nigdy nic mi nie powiedział na twój temat – wyjaśniła szybko.

– To dobrze. – Przyjrzał jej się przez zmrużone oczy. – Teraz sobie przypomniałem. Byłaś na urodzinach mojej siostry w zeszłym miesiącu. Zauważyłem cię wtedy. Grałaś na pianinie.

Oblała się rumieńcem na myśl o swojej dalekiej od wirtuozerii grze.

– Owszem. Odbębniłam sonatę Księżycową. To nie było najlepsze wykonanie i chętnie przeproszę swoje audytorium.

– Nie przysłuchiwałem się. Pomyślałem tylko, że jesteś czarująca.

Nie umiała ukryć zaskoczenia, że w ogóle ją dostrzegł. Ale książę najwyraźniej nie był w nastroju do salonowej konwersacji. Ziewnął całkiem jawnie.

– Boże, jestem tak zmęczony, że zasnę w pół słowa. Czy możemy to przełożyć na później?

– To znaczy?

– Powinienem się zachować jak oburzony gospodarz i zrobić ci solidną awanturę, ale nie mam na to siły. Mam tylko nadzieję, że nie poderżniesz mi gardła we śnie ani nie wyniesiesz rodowych sreber. Umowa stoi?

– Śpij spokojnie. Ani jedno, ani drugie mnie szczególnie nie pociąga.

– W porządku. Na wszelki wypadek włożę swój portfel pod głowę, żeby cię nie korcił. Zobaczymy się za kilka godzin. Dobranoc.

Opadł na poduszki i natychmiast zasnął.

Patrzyła na księcia w milczeniu. Naprawdę jest wyjątkowo atrakcyjnym młodym mężczyzną, myślała. Nic dziwnego, że kobiety za nim szaleją. Pod skórą ramion rysowały się mocne mięśnie, pierś unosiła się w równym oddechu, brzuch był płaski i twardy, a resztę skrywały skotłowane prześcieradła. Wyglądał jak ożywiony posąg greckiego boga. Z trudem oderwała od niego wzrok.

Po cichutku ześliznęła się z łóżka i wymknęła z pokoju, bezszelestnie zamykając za sobą drzwi.

– Wszystko się dobrze skończyło – mruknęła do siebie na korytarzu. Z triumfalnym uśmieszkiem sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła pęk kluczy. Najwyższy czas pójść do spiżarni po mleko dla niemowląt.

– Chwilka cierpliwości – szepnęła, jakby śpiące w innym pokoju dziecko mogło ją usłyszeć. – Twoja butelka już się robi. Zaraz ją przyniosę.

Z westchnieniem ulgi skierowała się w stronę kuchni.

W okolicach południa ulewa zelżała i zamieniła się w drobny kapuśniaczek. Abby dawno już zastawiła stół w jadalni i zastanawiała się, kiedy wreszcie książę zejdzie na śniadanie. Przygotowała bułeczki cynamonowe, sałatkę owocową, omlety, pieczone kiełbaski i zaparzyła aromatyczną mocną kawę.

Spiżarnia była wypełniona po brzegi zapasami, ale na omlety musiała wziąć bezcenne świeże jajka, które kupiła przy dworcu kolejowym, a jeśli Mychale nie pojawi się w ciągu kwadransa, całe przygotowania zdadzą się psu na budę. Wszystko jest gotowe. Zamierzała trafć przez żołądek do serca mężczyzny. No, może nie do serca, ale chciała mieć w nim sojusznika.

Ułożyła perfekcyjny plan. Książę pojawi się wypoczęty i głodny jak wilk. Na widok pysznego śniadania uśmiechnie się do niej z wdzięcznością, a ona na koniec posiłku zapyta od niechcenia:

– Nie będziesz miał nic przeciwko temu, że zostanę tu przez parę dni? Potrzebuję spokojnego miejsca, żeby przemyśleć kilka spraw w swoim życiu.

– Oczywiście, bądź moim gościem – odpowie Mychale, bo sen i smakowite jedzenie wprowadzą go w doskonały nastrój. Wtedy zrozumie, że Abby jest poczciwą dziewczyną i nie ma żadnych nieprzyjaznych zamiarów wobec rodziny królewskiej.

Najpewniej książę jest w drodze na przyjęcie w posiadłości zaprzyjaźnionych arystokratów albo potajemną schadzkę, więc zatrzymał się w swoim zamku tylko na nocleg i wkrótce ruszy w dalszą drogę. Pozwoli jej tu zostać? Nie miała pewności, ale trzeba przynajmniej spróbować.

Mówiąc szczerze, była w sytuacji bez wyjścia. Przy tej pogodzie nie mogła się przedostać za granicę – a w każdym razie nie z niemowlęciem. Abby miała też nadzieję, że książę weźmie pod uwagę jej pokrewieństwo z osobistym lekarzem rodziny królewskiej. Nie dostrzegała żadnych słabych punktów w swoim planie.

Oczami wyobraźni widziała już, jak książę z westchnieniem ukontentowania wstaje od stołu, macha jej ręką na pożegnanie i mówi coś w rodzaju:

– Pilnuj dobrze tego starego zamczyska.

– Naturalnie – odpowie mu i będzie patrzyła w ślad za oddalającym się modnym sportowym wozem, którym zajechał wczoraj z fasonem. Mychale nigdzie nie zapuszcza korzeni. Stale jest w ruchu.

Proste. Logiczne.

Jednak parę szczegółów mogłoby rozwalić tę misterną konstrukcję. Po pierwsze, przygotowane z wielką pieczołowitością potrawy wkrótce wystygną i będą się nadawały do wyrzucenia. Po drugie, co będzie, jeśli dziecko zacznie płakać?

Maleńka Brianna, Bree. Abby rzuciła okiem na schody. Ani śladu księcia. Nie tracąc czasu, pobiegła w głąb domu, do pokoiku zajmowanego uprzednio przez służącą, gdzie spało niemowlę – w sprokurowanym naprędce łóżeczku z głębokiej szufady wyłożonej dziecinnymi kocykami.

Kiedy tak patrzyła na uśpione maleństwo, coś ściskało ją w gardle. Jej siostra urodziła córeczkę zaledwie przed dwoma miesiącami. Teraz opieka nad Bree spadła na nią i wokół dziecka koncentrowało się jej życie. Dziewczynka była taka słodka: z jasnym puchem na główce i różowymi policzkami.

– Jestem teraz twoją mamusią – szepnęła Abby, a łzy popłynęły jej z oczu na wspomnienie tragicznej śmierci siostry. – Obiecałam Julienne, że się tobą zajmę. Nie martw się, słoneczko, zrobię dla ciebie wszystko. Wywiążę się z przysięgi najlepiej, jak potrafę.

Klęcząc przy łóżku umierającej siostry, nie wiedziała, jak drogo przyjdzie jej zapłacić za dotrzymanie słowa. Gdy tylko zorientowała się, jakie makiaweliczne plany snuje ich wuj, postanowiła zabrać dziecko jak najdalej od niego. Na szczęście był tak zajęty swoimi intrygami, że nawet nie zauważył, kiedy Abby pojechała na rekonesans do starej posiadłości królewskiej.

Potem wszystko poszło jak z płatka. Przyjechała z dzieckiem autobusem, tak jak za pierwszym razem. Przed granicą wysiadła i bez przeszkód dotarła do zamku. Na wszelki wypadek przygotowała sobie fałszywe papiery, ale nikt jej nie zatrzymywał po drodze, więc nie musiała się nimi posługiwać.

Ta część planu nie przedstawiała większych trudności. W dzieciństwie mieszkała w najbliższej okolicy, więc znała ją jak własną kieszeń. Po drugiej stronie granicy, w Dharmie, mieszkali wówczas jej dziadkowie. Abby pamiętała, jakie szlaki prowadzą z Carnethii do Dharmy i w jaki sposób omijać punkty kontrolne. Oczywiście, trudniej jej będzie przedostać się na drugą stronę z niemowlęciem w ramionach, ale na pewno sobie poradzi. Z Dharmy jest już niedaleko do północnych Włoch. Można tam dojechać pociągiem.

A co potem? To pytanie pozostawało otwarte.

Brianna na chwilę wykrzywiła usteczka, ale tylko sapnęła i spała dalej. Abby uśmiechnęła się przez łzy. Zrobi wszystko, by w życiu osieroconego dziecka pojawiła się nadzieja. Nadzieja na fortunną przyszłość. Nadzieja dodaje sił.

Jeszcze tylko przydałoby się odrobinę szczęścia.

Mychale przymknął oczy i wystawił się na uderzenia strumienia gorącej wody. Taki prysznic jest równie dobry jak masaż. Gdyby tylko docierał do wszystkich zakamarków jego duszy.

Minionej nocy śniło mu się, że zmywa z siebie zapach Stephanie i staje się lekki i szczęśliwy, jakby wraz z rytualnymi ablucjami znikał gdzieś problem z nią związany. W świetle dnia trudno karmić się podobnymi mrzonkami. Stephanie nie rozwieje się niczym mara senna, a on jest z nią nieodwołalnie zaręczony. Ślub odbędzie się jesienią.

Aż jęknął na tę myśl. Cały pomysł był od początku kompletnie idiotyczny. Jakim cudem Dane, jego starszy brat, zdołał go namówić do tego szaleństwa? W głębi duszy Mychale znał odpowiedź. Można go było zmusić do wszystkiego, grając na poczuciu winy, którym reagował na przemowy o honorze i obowiązkach wobec rodu Montenevadów. Dla świętego spokoju uległ bratu i w efekcie jest zaręczony z kobietą, której szczerze nie znosi. Nawet przebywanie z nią w tym samym pomieszczeniu jest trudne do zniesienia. Musi znaleźć jakieś wyjście z tej nieznośnej sytuacji i właśnie po to przyjechał do tutejszej samotni.

Prysznic dobrze mu zrobił. Wyszedł z kabiny odświeżony i zrelaksowany. Jakoś z tego wszystkiego wybrnie. Coś wymyśli. Na moment zrobiło mu się słabo i musiał oprzeć się o ścianę, ale to skutki głodu i zbyt gorącej wody. Poczuje się lepiej, gdy tylko znajdzie coś do jedzenia.

Wyciągnął z szafy czyste spodnie i koszulę. Kiedy zapinał mankiety, nagle przypomniał sobie nieproszonego gościa. Abby Donair. Kolejna kobieta, z którą ma problem i której musi się pozbyć. Może udało mu się ją wypłoszyć. Jasno dał do zrozumienia, że zamierza tu zostać, więc niewykluczone, że poszukała sobie bardziej gościnnego domu.

Energicznie zbiegł po schodach. Zawsze kochał to stare domiszcze przyklejone do zbocza góry niczym orle gniazdo. Wszystko tutaj kojarzyło mu się z dzieciństwem: ogromne kominki i boazeria z ciemnego drzewa, długie korytarze oraz mnóstwo różnych zakamarków.

W czasach, kiedy budowano ten pałac, ostatnim krzykiem mody były nastrojowe neogotyckie budowle, jednak teraz przydałaby się mu modernizacja. Kanalizacja była archaiczna, pokoje potrzebowały świeżej farby. Powinien przyjechać tu kiedyś na dłużej, przeprowadzić gruntowny remont. Wymieniłby całą instalację, zamówił granitowe blaty do kuchni i alabastrowe płytki do łazienek. Można by też dobudować saunę i oranżerię. Mógłby nawet się tu przeprowadzić, zrezygnować z uroków życia playboya na rzecz prostych wiejskich przyjemności.

Sama ta myśl go rozśmieszyła.

Jednak chwilę później stanął twarzą w twarz z Abby i uśmiech zastygł mu na ustach. Oboje wpatrywali się w siebie, czekając, że przemówi to drugie.

Zastanawiał się, jaką jest osobą, ale wymykała się prostej kategoryzacji. Była bardzo ładna i bardzo młoda, miała smukłe ciało wyrośniętego podlotka. Jasne włosy spadały jej na plecy jak jedwabista zasłona i sięgały aż do pasa. Wyglądała jak studentka pierwszego roku albo hipiska przeniesiona żywcem z lat sześćdziesiątych, produkt epoki dzieci kwiatów. Z łatwością można było sobie ją wyobrazić tańczącą w rytm psychodelicznej muzyki, z włosami falującymi w powietrzu przy każdym ruchu.

– Najwyraźniej nie jesteś snem minionej nocy – skonstatował w końcu.

– Oczywiście, że nie – odparowała, piorunując go wzrokiem.

– W takim razie wraca pytanie, co tu do diabła robisz?