Wydawca: Poligraf Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 126 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Poradnik negatywnego myślenia - Paweł Mendela

Niezwykły zbiór opowiadań, który powinien znaleźć się na półce każdego czytelnika. Siedem różnorodnych utworów przenosi nas w najciemniejsze miejsce ludzkiej psychiki. Tam, gdzie nie można odróżnić, co jest dobrem, a co złem...

* * *

– Zabij mnie... – wyjęczała.
– Właśnie mam to zamiar zrobić, skarbie – wykrzyczał, wychylając głowę z samochodu. – Byłaś wspaniała, naprawdę!
Nawrócił pojazd i rozpędził się dostatecznie, aby rozgnieść jej głowę jak arbuz.
Fragment opowiadania "A ty, masz ochotę?"

Opinie o ebooku Poradnik negatywnego myślenia - Paweł Mendela

Fragment ebooka Poradnik negatywnego myślenia - Paweł Mendela

RANDKA W CIEMNO

 

„Piękna kobieta podoba się oczom, dobra kobieta – sercu. Pierwsza jest klejnotem, druga – skarbem”.

Napoleon Bonaparte

 

 

Ostatnie promienie październikowego słońca wpadły do pokoju, oświetlając pociągłą twarz śpiącego. Wszędzie leżały śmieci spożywcze, od pudełek po pizzy zaczynając, na skórkach po bananach kończąc. W powietrzu unosił się zapach sosu pomidorowego oraz alkoholu. Warkot silnika z podwórza obudził Roberta nagle, lecz nie przestraszył go.

– Nigdy nie będę więcej pił. – Jego słowa odbiły się głucho w pokoju. Nie było w nim zbyt wiele mebli oprócz biurka z komputerem, szafy na ciuchy i dwóch bliźniaczych głośników. Zwlókł się z łóżka, drapiąc się po tyłku. Miał na sobie tylko bawełniane spodnie od piżamy, które liczbą dziur mogły konkurować z serem szwajcarskim. Na wszystko patrzył jak przez mgłę, a to przez zbyt dużą ilość wódki, która dostała się do jego organizmu wczorajszego wieczoru. Bałagan nie przerażał go tak bardzo, jak fakt, że nic nie pamięta. Wiedział, że dziś jest dla niego bardzo istotny dzień.

– Roberto! Siemanko, alkoholiku, dobrze cię wiedzieć stojącego na nogach! – Do pokoju jakby spod ziemi wszedł Jacek, zajadając waniliowego loda. – Jak się czujesz? Dziś twój wielki dzień! – kończąc, posłał mu najbardziej sarkastyczny uśmiech, na jaki było go stać.

– Jak tu ty wlazłeś? – Robert nie przestawał drapać się po tyłku.

– Ooo, widzę, że nic nie pamiętamy. – Zimny deser w jego dłoni powoli stawał się przeszłością. – No to tak na szybko. Spiłeś się wczoraj tak bardzo, że obrzygałeś wszystko w łazience i nikt nie odważył się tego posprzątać. Jeszcze chwilę bredziłeś coś o kapeluszu, więc położyliśmy cię spać. Zamknąłem mieszkanie twoimi kluczami i obiecałem chłopakom, że rano wpadnę zobaczyć, czy jeszcze żyjesz, i oto jestem. – Kolejny uśmiech Jacka, tym razem taki, aby zamaskować wybuch śmiechu. – Aha! No i przyszedłem, bo chcę ci pomóc w dzisiejszym spotkaniu.

– Skąd wiesz, że mam dzisiaj spotkanie? – Robert stał jak skazaniec w obozie koncentracyjnym i nie za bardzo kojarzył fakty.

– Sam mi to powiedziałeś – patyczek po lodzie wylądował na podłodze. – Wszystkim powiedziałeś.

– Ja pierdolę! – Twarz domownika pobladła. Był przystojnym brunetem o piwnych oczach. Co prawda nie należał do muskularnie zbudowanych, ale też nie miał nic z chudzielca. Mimo to miał trudności w kontaktach z dziewczętami przez to, że wychowywał się z ojcem, który nie do końca wpoił mu, jak rozmawiać z płcią przeciwną, o bliższych kontaktach nie wspominając. Zdziwił się, że wygadał wszystko chłopakom po pijaku. Nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło.

– Spokojnie tutaj ogarniemy, pomyślimy i randka wyjdzie ci jak marzenie. – Jacek wiedział, o czym mówi. W tej materii był idealnym doradcą. Co prawda nie był tak przystojny, jak Robert, ale osobowością nadrabiał wszystkie niedostatki swej urody.

– No to co proponujesz, amigo?

– Po pierwsze, sprzątamy twoją łazienkę i ogarniamy mieszkanko. Po drugie, ogarniamy ciebie, a wujek Jacuś pomoże ci dobrać ubiór. Po trzecie, objaśnię ci zagadówkę i wszystkie malutkie niuanse, które mogą ci się przydać.

Nie minęły dwie godziny, a mieszkanie nie przypominało tego, które otwierał Jacek. Nie bez małej pomocy innych uczestników wczorajszej imprezy. Podczas sprzątania Robert z wrodzoną nieśmiałością opowiedział o Klaudii – zielonookiej szatynce, z którą miał się spotkać. Poznał ją tydzień temu na maratonie filmowym. Ona sama była równie nieśmiała, za wszelką cenę unikała kontaktu wzrokowego i rzadko niepytana zabierała głos. Robert zdążył się już o tym dowiedzieć i chyba tylko dlatego zdecydował się zaprosić ją do knajpy. Czasem ciekawość pokonuje wszystkie nasze słabości.

Godzina siedemnasta dwadzieścia dwa. Nieubłaganie zbliżał się punkt kulminacyjny wieczoru. Robert był ubrany w jasne zamszowe mokasyny, czarne dżinsy oraz sportową marynarkę, pod którą miał białą koszulkę z podobizną chłopaków zThe Ramones.

– Teraz kilka ważnych trików, abyś nie spalił się w blokach startowych. – Uśmiech nie schodził z twarzy Jacka od samego rana. – Po pierwsze, musisz się uśmiechać. Kobitki lubią, jak facet się uśmiecha, a szczególnie jeśli mówią coś zabawnego i nieważne, czy to będzie cię śmieszyć, czy nie. Po drugie – tutaj jego kompan podrapał się po głowię – musisz komplementować, ale nie za bardzo. Możesz powiedzieć, że ślicznie wygląda, ale kurwa nie mów, że jej kolczyki pasują odcieniem do koloru butów. Nie rób z siebie cioty i przed…

– Aaa, zamknij się już – przerwał reanimowany od poranka Robert. – Ty lepiej zajmij się sobą, a ja sobie doskonale dam radę.

– Tak samo, jak poradziłeś sobie z Marceliną. – Sarkazm w tych słowach był tak wyraźny, że zawisł w powietrzu. Robert poczuł go, ale nie chciał się denerwować. Nie dziś i nie przez dziewczynę, której w zasadzie nie pamiętał. – Pamiętaj, że już raz się przez nią spieprzyło przez to, jak nasrała ci do głowy.

– Och, zamknij się wreszcie. Dobra, trzeba wychodzić, nie mam zamiaru spóźnić się ani minuty.

I rzeczywiście, dziesięć minut przed czasem przystojny brunet w marynarce pojawił się w parku Dmowskiego. Niedługo potem dołączyła do niego bardzo drobna szatynka. Była ubrana jak typowa studentka, a na uwagę zasługiwały idealne pośladki, które opinały ciemne dżinsy. Zapewne na korytarzach uczelni napalone kujony obgadywały jej tyłek tysiącami słów, których niewątpliwie nie używa się w kościele.

Atmosfera była napięta, zapewne dlatego, że oboje byli tak sztywni od zdenerwowania, że jakiś pijany drwal mógłby pomylić ich z kłodami dębu. Nieznaczna mimika twarzy tylko pogarszała sytuację. Robert oczywiście nie korzystał z którejkolwiek z rad Jacka. Nawet jeśli były całkiem sensowne, miał swoją wizję wszystkiego. Planu na spotkanie z Klaudią nie miał żadnego, no, może oprócz odwiedzenia Yellowpointa – swej ulubionej knajpy. Jeśli, drogie panie, myślicie, że miał na myśli zaciągnięcie jej do łóżka, możecie pominąć tę historię. Nic z tego. Jeśli myślicie, że jedyne, o czym myśli większość facetów, to zaciągnąć kobietę do łóżka, to macie rację. Oczywiście są też inni, nazywa się ich mężczyznami. Cała reszta to orangutany wychowane na stronach porno, masturbujące się osiem razy dziennie bez nadziei na cokolwiek przyjemniejszego. Ta część męskiej płci albo ożeni się, kończąc jako pantoflarze, byle tylko raz na jakiś czas wepchnąć kutasa, albo jako seryjni gwałciciele lub co gorsza pedofile. Robert wreszcie zdołał przełamać pierwsze lody i zaprosić swą partnerkę do restauracji. Z każdą chwilą Klaudia podobała mu się coraz bardziej. Nie tylko fizycznie, ale także tak bardziej mentalnie.

– Byłaś już kiedyś wYellowpoincie?

– Nie. Kiedyś zapraszała mnie tam przyjaciółka, ale nie chciałam iść. Nie wiem, dlaczego. – Zielone oczy Klaudii uciekały przed wzrokiem dzisiejszego kompana, ale on też zbyt intensywnie na nią nie spoglądał.

Podróż do niewielkiej, ale cieszącej się najlepszą renomą w mieście knajpy przebiegała w przytłaczającej ciszy. Robert totalnie panikował przy każdej próbie konwersacji. Wiedział, że gdy będzie milczał, nie pozostawi złudzeń, jednak miał także w świadomości fakt, że gdy spieprzy coś w rozmowie, może wykopać sobie wąwóz, którego nie będzie w stanie przeskoczyć. Gdy już chciał zagadać o cokolwiek…

– Dlaczego się ze mną umówiłeś? – zapytała. Jej głowa nie drgnęła ani o milimetr, zdawało się, jakby zadawała to pytanie komuś przed sobą.

– Heeeh, skąd to pytanie? – Robert zmarszczył czoło. Nawet nie starał się ukrywać zaskoczenia. – To chyba normalne, że chłopaki czasem zabierają dziewczęta na takie spotkania.

– Nie musisz się martwić. Pytam, ponieważ rzadko mi się to zdarza. – Dwa zielone punkty utkwiły w jego ciele, aż przeszły go dreszcze.

– Ano, trudno mi odpowiedzieć wprost, jakby coś wewnątrz mnie kazało mi się z tobą spotkać.

– To bardzo miłe. – Ciepło otuliło gardło Roberta. „Jest dobrze” – pomyślał. – Tylko nie rozumiem, dlaczego padło akurat na mnie. – W jej głosie było słychać nutkę zaskoczenia.

– Bo mylisz pojęcia. To, że chciałem się spotkać, nie musi oznaczać, że liczę na coś więcej. Miło jest poznawać nowych ludzi, a mnie nie zdarza się to zbyt często. – Głos powoli zaczął mu się załamywać.

– Przerwę ci, bo za bardzo się denerwujesz. – Tak jak podejrzewał, miała cudowny uśmiech. – Ja nie jestem zła o to spotkanie, a swoją drogą masz sporo racji w tym, co mówisz…

– W takim razie jest jeden zero dla mnie. – Oboje uśmiechnęli się do siebie szczerze i po raz pierwszy spojrzeli głęboko w oczy. Robert, uśmiechając się, pomyślał o radach Jacka: „Skurwiel może mieć trochę racji”.

Restauracja była świetnie oświetlona i zrobiła na Klaudii spore wrażenie. Wnętrze ozdobiono plakatami z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych nadawały lokalowi specyficzny klimat. Szczególną uwagę przykuwał ogromny plakat Rity Hayworth, wiszący nad barem. W powietrzu unosiły się zapachy smażonego mięsa i zwietrzałego tytoniu. Ten drugi wniosło dwóch facetów w płaszczach, wracających z przerwy na papierosa. Za dwa piwka dla znajomego, który dorabiał jako kelner, Robert załatwił rezerwację przy najlepszym stoliku, który znajdował się w samym centrum i był usytuowany na nieznacznym, ale wyraźnym podwyższeniu.

– Nie wiem jak ty, ale ja jestem dziko głodny, a czy ty jesteś, czy nie, i tak musisz coś zamówić, bo ja na pewno nie będę jadł sam. – Kolejny uśmiech na zakończenie słów. Już teraz pojawiał się automatycznie na twarzy młodzieńca.

– W porządku, ale nie obiecuję, że zjem wszystko.

Frekwencja była kiepska jak na piątkowy wieczór, lecz restauracja w gruncie rzeczy nie narzekała na brak klientów. Zapewne zawdzięczała to swojemu niepowtarzalnemu klimatowi, dobremu żarciu i przystępnym cenom jak dla młodych ludzi, którzy stanowili większość klienteli. Obsługa była ubrana w żółtokanarkowe koszule w stonowanym odcieniu, jednak wystarczająco jaskrawe, aby się odróżniać. To pomagało namierzyć kelnera, gdy trzeba było coś zamówić lub poprosić o rachunek. Do stolika na podwyższeniu podszedł najwyższy kelner.

– Co państwu podać? – zapytał, puszczając do Roberta oko. Nie był to nikt inny, jak jego kumpel z studiów, z którym wypili razem hektolitry piwa.

– Ja poproszę spaghetti carbonara, do tego sok pomarańczowy, a na przystawkę krążki cebulowe. – Zamówienie koślawym pismem pojawiło się w notesie kelnera.

– A dla pani?

– Dla mnie to samo. – Klaudia sprawiała wrażenie tak zagubionej, że nie była w stanie zastanawiać się nad posiłkiem. W zasadzie nie była głodna, towarzystwo przystojnego faceta karmiło ją wystarczająco.

– Tak więc, Robercie, czym w zasadzie się zajmujesz? Uczysz się? – zapytała, ale z tak wielką niepewnością, że można było uznać, iż pytanie nie padło.

– Studiowałem filologię angielską, lecz zrezygnowałem po drugim semestrze. Teraz pracuję w reklamie, w Internecie. Fajne zajęcie, ale bardzo czasochłonne. A ty?

– Studiuję architekturę, ale bardziej z powodu rodziców niż z własnej pasji. Cóż, tak już jest, gdy rodzice obarczają dzieci własną ambicją, ale nie mogę powiedzieć, abym nudziła się na uczelni. – Bardzo zmysłowo bawiła się kosmykami swoich włosów, co podniecało jej towarzysza.

– No to teraz powiedz mi, jak to jest z tym kinem krótkometrażowym. Tym, o którym mi opowiadałeś podczas maratonu. Nie wiem, czy pamiętasz, ale nie dokończyłeś, a ja, swoją drogą, jestem bardzo ciekawa. – Teraz przygryzła dolną wargę, co było jeszcze bardziej zmysłowe niż zabawa włosami.

– Pokochałem kino krótkometrażowe – odpowiedział, popijając swój posiłek. – Miłość ta, choć platoniczna, rozwija się w szalonym tempie. Całe życie uważałem, że po co tworzyć zbędne, rozbudowane historie, skoro można w szybki, prosty i tani sposób przedstawić wiele problemów. Najgorsze są słowa, które zostały powiedziane niepotrzebnie. Oglądając normalny film możemy stracić wątek i w rezultacie całe przesłanie, które chce przekazać nam reżyser. Minimalizm w sztuce filmowej jest konieczny i tyle. – Ta wypowiedź zaimponowała Klaudii. Gdyby zadano jej to pytanie, odpowiedź byłaby identyczna. Ceniła u mężczyzn trafność i swobodę wypowiedzi.

Jeszcze przez czterdzieści minut rozmawiali w knajpie, po czym Robert zaproponował spacer. Od dziecka lubił spacerować. Czasem w późne letnie wieczory sam przechadzał się po mieście, rozmyślając nad wszystkim, co wpadło mu do głowy. Gdy pogoda dopisywała, widok liści we wszystkich odcieniach czerwieni, brązu i żółci mógł przyprawiać o miłe dreszcze. Jesień to raj dla fotografów i każdy profesjonalista to potwierdzi. Dla amatorów spacerów (jakim jest nasz bohater) wszystko zależało od sił natury. Wystarczał niewielki deszcz, aby uziemić Roberta w domu. Teraz para spacerowała powoli, stres już ulotnił się wraz z posiłkiem. Atmosfera stała się magiczna, a pozytywna energia unosiła się jak londyńska mgła. Mgła pojawiła się na trasie ich podróży po parku. Ktoś, kto naoglądał się niskobudżetowych horrorów, mógł poczuć niepokój. Rozmawiali o tym, o czym Robert myślał zawsze podczas samotnych spacerów – o wszystkim. Jednak nie zrobiło się romantycznie. Jeszcze nie. Na takie sprawy mogliby mieć mnóstwo czasu. Właśnie – mogliby.

Odkąd weszli do parku, Robert odnosił dziwne wrażenie, że ktoś ich śledzi. Starał nie rozglądać się nerwowo, aby nie zepsuć nastroju, lecz czuł coraz większy niepokój. Potęgowało to nieodparte uczucie, jakby tu już był w takich samych okolicznościach. Déjà vu? Spomiędzy pięknych kasztanowców powoli wyłaniała się sylwetka szpiega. Mimo sporej pomocy księżyca niewiele można było dostrzec.

– Kim jesteś?! – krzyknął Robert, podnosząc ręce na wysokość piersi. Ten krzyk tak wystraszył Klaudię, że aż podskoczyła.

– Robert, kogo ty tam widzisz? Tam nikogo nie ma…

– Jak to nie ma? – Robert odwrócił się i spojrzał na nią podejrzliwie. Gdy odwrócił się ponownie, nikogo już nie było. Nie było, ponieważ intruz stał tuż za dziewczyną. Miał długi czarny płaszcz i spory kapelusz zamszowy. Jego twarz była niewidoczna w mroku, w prawej dłoni trzymał stylową hebanową laskę z oryginalną rączką prawdopodobnie z kości słoniowej. Robert znał tę postać. Znał ją ze snów. To ona namawiała go do strasznych rzeczy, które musiał popełniać. W głębiach swego umysłu uśmiercił już wszystkich sąsiadów, rodzinę i znajomych. Jednak w realnym świecie jeszcze nikt nie ucierpiał. Sny to przecież fikcja – co nie?

– Zabij ją – odezwał się kapelusznik. O dziwo, w ogóle nie poruszał ustami.

– Kim jesteś? – zapytał Robert, odchylając się w lewo, aby zobaczyć jego twarz.

– Robert, z kim ty do cholery rozmawiasz?! To wcale nie jest zabawne! – Klaudia