Porachunki - Marek Kamień - ebook
Opis

Jeżeli ktoś się spodziewa dysertacji naukowej, to się zawiedzie – naukowcem nie jestem.
Jeśli ktoś spodziewa się traktatu teologicznego – zawiedzie się – teologiem nie jestem.
Jestem tylko ekskatolikiem i ekspatriotą, który postanowił przestać milczeć.

Ani kościół, ani nacjonaliści nie mają najmniejszych oporów, by w sposób agresywny, wręcz inwazyjny, narzucać swoje ideologie. Dlaczego ja miałbym mieć jakieś skrupuły w tej materii? Rzeczowość argumentacji i logikę wywodów łamią co chwilę emocje, ale nie potrafię o tych sprawach pisać spokojnie.

Niezwykle osobisty, czysty, surowy zapis myśli i odczuć autora, który w pewien sposób próbuje uporządkować swoje relacje z Bogiem i ojczyzną. Miłość, również ta do Boga czy do ojczyzny jest w swej istocie zjawiskiem suwerennym. W najmniejszym stopniu nie podlega naszej woli.

Czy rozdrapywanie światopoglądowych ran może być dla kogoś interesujące?
Każdemu wolno wyrażać swoje opnie, emocje i przemyślenia.
Każdemu wolno marzyć. Czyż nie?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 196

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Marek Kamień
Porachunki

Wersja Demonstracyjna

Wydawnictwo Psychoskok

Marek Kamień „Porachunki”

Copyright © by Marek Kamień, 2019

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2019

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie

 może być reprodukowana, powielana i udostępniana w 

jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Redaktor prowadząca: Wioletta Tomaszewska

Projekt okładki: Robert Rumak

Autor zrezygnował z korekty publikacji

Skład epub, mobi i pdf: Kamil Skitek

ISBN: 978-83-8119-548-5

Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]

Jak się kilka miesięcy temu dowiedziałem, że być może rozwija się we mnie choroba, która za niedługo może uniemożliwić mi racjonalną wypowiedź, postanowiłem spróbować nie odchodzić w milczeniu. To są moje z Bogiem i ojczyzną porachunki.

*

 Tu nie chodzi o jakieś małe sprzeczności. Niezgadzające się szczegóły. Tu chodzi o sprzeczności fundamentalne. Dwa manifesty ideowe mające się do siebie jak czerń i biel. Jak można w jednym pojęciu zamykać rzeczy tak różne: promieniującą miłością bliźniego ideę pawłową i ociekający krwią brutalny jahwizm Starego Testamentu?

 Co zrobić z postulatem miłości Boga? ''Będziesz miłował Pana Boga swego...''.

Jak kochać Boga? Boga od św. Franciszka, Boga dobrego? – to akurat jest proste, ale jak kochać Boga złego, Boga od Abrahama każącego mu wykonać makabryczny eksperyment z Izaakiem, Boga potwora każącego Saulowi wymordować Amalekitów z kobietami i dziećmi ,czy Boga bestię topiącego ludzi w potopie lub mordującego pierworodnych Egipcjan? No jak? Myślałem, że obrona takiego Boga jest niewykonalna i nikt się jej nie podejmie. Myliłem się. Dowódca Einsatzgruppe D Otto Ohlendorf pytany na procesie norymberskim dlaczego rozstrzeliwali również dzieci ,odpowiedział, że nie mogli dopuścić aby wyrośli z nich mściciele. Logiczne? Ku swojemu zdumieniu identyczną odpowiedź przeczytałem na jakimś chrześcijańskim portalu , gdzie osoba duchowna broniła Boga domagającego się wykonania prawa klątwy na Amalekitach. Nikogo to nie porusza?

 Dla dwóch miliardów chrześcijan to nie ma znaczenia. Wierzą w swoją Bozię bezrefleksyjnie w myśl zasady, że w coś wierzyć trzeba . Nikt nie chce być renegatem. Życie poza stadem boli.

 Mi się jednak wydaje, że jeśli już ten czy inny Bóg wyposażył nas w rozum to chyba po to byśmy go używali.

To jest wyróżnik człowieczeństwa czyniący nas kimś jakościowo innym niż lepiej wytresowana małpa. Jeśli tenże rozum mówi nam ,że wkładanie ręki do ognia parzy, skakanie do głębokiej wody jest niebezpieczne a wiara w to, że bocian jeździ na rowerze jest głupia, to ja bym radził w takie podpowiedzi rozumu wierzyć, a nawet traktować je jako realizację Bożego zamysłu – "Daję ci człowiecze rozum i myśl, bo po to ci go daję".

 Jeśli słyszy się dwa sprzeczne ze sobą , wykluczające się nawzajem komunikaty to nie sposób nie powziąć wątpliwości co do prawdziwości takiego przekazu. Który z tych Bogów jest prawdziwy? Obaj nie mogą. A jednak magisterium kościoła każe wierzyć, że mogą, że ten Dr Jekyll i Mr Hyde są jedną osobą. Jeśli tak to uczciwy odbiorca tej paranoi głupieje. Przecież starotestamentowemu Bogu ogon wystaje spod ornatu a aureola wisi na rogach. Kto tego nie widzi – czytać jeszcze raz i jeszcze raz, do skutku. Przecież ten dobry Bóg ,Sędzia Sprawiedliwy ukuty jest na wzór i podobieństwo kacyka plemiennego z 10. wieku przed naszą erą ze wszystkimi jego cechami, z których makabryczna brutalność jest jedną z łagodniejszych. Na dodatek ukazuje się jako Bóg Izraela, Bóg partykularny opiekujący się tylko narodem wybranym. Nie spotkałem się z takim odczytaniem, ale mi wydaje się oczywiste ,że jak się coś wybiera, to resztę się odrzuca. Narody odrzucone chyba nie są w pełni ludźmi. Można i należy je wyrzynać czyszcząc Kanaan dla narodu wybranego. Najstarsze zapisy sugerują wyraźnie, że ówczesny Jahwe był bogiem plemiennym bez najmniejszych aspiracji uniwersalnych. Internacjonalizm dosztukował Mu Paweł później, znacznie później.

 Nie jest to prometejski zryw szalonego buntownika tylko wynik spokojnej refleksji. Bóg Starego Testamentu nie jest dobry ,Bóg Starego Testamentu jest zły, a katechizm kłamie. Ja postuluję żeby go jednak nie kochać, bo złą jest rzeczą kochać zło, a bez unieważnienia Starego Testamentu zło jest Boga cechą immanentną. Poza wszystkim – –''serce nie sługa''. Jak mu można nakazać kochanie? Ten kto twierdzi że Boga kocha to albo nie czytał pism, albo ma chore inklinacje do ''toksycznego'' miłowania, albo oszukuje sam siebie i ludzi. 

Dowieść, że coś jest prawdą bywa czasem bardzo trudno, ale aby odczytać fałsz wystarczy zauważyć wewnętrzną sprzeczność. Czy może być większa sprzeczność niż ta, gdy raz ci każą kochać bliźniego a raz bliźniego zabijać? Zło w czystej postaci nazywają dobrem. Nie wolno ''rozumowi bluźnić''.

*

 Co począć z gordyjskim zapętleniem ofiary odkupienia?

Jesteśmy podobno coś Bogu winni za to, że nasi przodkowie Adam z Ewą świsnęli jabłko. Odpowiedzialność zbiorowa? Dziedziczenie winy? Wszystko się we mnie buntuje przed taką sprawiedliwością. Babcia mówiła "kaczki grykę zjadły a bocian w dupę dostał". Ale niech tam.

 Dobry Bóg wysyła na ziemię Swojego Syna , my Go zabijamy i jest po kłopocie? Jesteśmy kwita?

Jak by mi ktoś syna zabił ,nie poczytywałbym mu tego za zasługę, ale Boże prawo kombinować inaczej.

Magisterium kościoła racjonalizuje to w ten sposób, że Chrystus był chwilowo człowiekiem i działał w imieniu i na rzecz ludzkości dając się zabić , co chyba dobremu Bogu miłym być musiało , bo inaczej czy przyjąłby taką ofiarę? Na dodatek sam Swego Syna ,który na dodatek był Nim Samym na śmierć wysłał. Jakiż to przedziwny i niepojęty rodzaj dobroci – żądać takiej i przyjmować taką ofiarę. Czy ktoś to rozumie? Ale niech tam.

Ale zabójcami byli przecież również ludzie, więc dług chyba zaciągnęliśmy ponownie? Przedziwna i niepojęta ekonomia. Proszę zwrócić uwagę: Jest to taki kłębuszek poplątanych myśli, że aż się prosi ciąć. W jedno wierzę święcie i niezachwianie: Wszechmocny nie może żądać wiary w rzeczy niewiarygodne i bezsensowne . Jaki jest ten Bóg skoro Go można zabijaniem czy umieraniem przebłagać? Najbardziej mnie wkurzają miny szafarzy wiedzy teologicznej – prawią o tym zapętleniu jakby wszystko rozumieli. Powiem więcej – chyba są o tym swoim rozumieniu głęboko przeświadczeni. Jak można rozumieć coś co jest nie do pojęcia? W racjonalizowaniu magisterium wyrobiło się niesamowicie. Tłumaczą kwestię nie do wytłumaczenia tak długo i zawile, że pod koniec odpowiedzi pytający zapomina o co pytał.

*

 „Kto we mnie wierzy, nie umrze na wieki”.

Duża premia – za co? Uwierzyć w coś niewiarygodnego? Kolejny fikołek intelektualny. Samo słowo wiara wydaje się być jakimś niższym stopniem przeświadczenia – na pewno nie pewnością. Po pierwsze po co Bogu funkcjonowanie w sferze takiej "prawie pewności"? Jeśli Bogu potrzebna jest nasza o nim wiedza to niech się objawi (nic prostszego dla wszechmocnego).Po co Bogu ten proces poszlakowy? Po co mamy się Boga domyślać? Po co" prawie" o nim wiedzieć? Jakoś cała Jerozolima nie padła na kolana po tryumfie zmartwychwstania, a świadczą o nim jakoś dziwnie tylko krewni i znajomi...i co z paruzją która miała być tylko patrzeć , a nie ma jej do dziś. Gdyby zmartwychwstanie było rzeczą oczywistą to za Chrystusem nie poszedłby tylko beznogi – ale by się poczołgał. Kajfasz, Annasz ,Piłat też. Jaki cel by miało opłacanie strażników by świadczyli nieprawdę w obliczu'' Światłości Przedwiecznej'' i który by się zgodził fałszywie świadczyć? Czemu tak wielka nagroda za coś co zasługą jest wątpliwą i tak wielka kara za to, że ktoś użył ,otrzymanego przecież od Boga ,rozumu i zwątpił? A co z tymi którzy z przyczyn geograficznych (Chińczycy, Hindusi) otrzymali inną ofertę religijną i w co innego uwierzyli? Jeśli Bóg chce by uznać Go za "Sędziego Sprawiedliwego ,który za złe karze a za dobre wynagradza" to czas coś poprawić w regulaminie zbawczo–potępieńczym. Jeśli rzeczywiście "błogosławieni którzy nie widzieli, a uwierzyli", to gdzie zabezpieczenie tych świętych naiwniaków przed uwierzeniem w cokolwiek "co pijany w karczmie śpiewa". Ludzkość nie miałaby prawa przetrwać bez krytycyzmu, pożytecznej nieufności która ostrzega przed niebezpieczeństwem i oszustami. Co za dziwny pomysł premiować głupotę a karać za mądrość. Do czego prowadzi ufność i łatwowierność widać na przykładzie powszechnej akceptacji paranoi hitlerowskiej w społeczeństwie niemieckim, czy stalinowskiej w sowieckim. Ci ludzie uwierzyli. Łatwość ulegania zaczadzeniu ideologicznemu jest porażająca. Tylko krytycyzm jest tu ratunkiem. Nieufność wobec "autorytetów" powinna być wykładana w szkołach. Aby nie dać się poprowadzić jak cielę na bezdroża jakichś sekt czy religii należy każdą myśl trzy razy obejrzeć z każdej strony zanim uzna się ją za swoją. Oczywiście jeśli zależy nam na naszej podmiotowości i godności człowieczej. 

*

 Że zbyt obcesowo? – Hiobowi było wolno a mi nie?.Ja tylko pytam.

Zapewne błądzę , bo niemożliwą jest rzeczą aby dwa miliardy ludzi z potężnymi autorytetami na czele powodowane jedynie inercją cywilizacyjną i lękami eschatologicznymi podążało za iluzją .No chyba że uznać, że jest to pożyteczna iluzja .Może jest ona dla ludzkości tym samym czym był Korczak dla dzieci wchodzących do komory gazowej –po prostu mniej się bały gdy był z nimi. Wierzący mniej się boją umierania. To tak jakby wchodząc do ciemnego pokoju mieć obiecane, że stoi w nim choinka z masą prezentów i przejście progu jest tylko przejściem do nowego, lepszego a nie skokiem w nicość. Trudno zaprzeczać – atrakcyjne. W zasadzie na tej konstatacji powinno się zamknąć temat i nie bełtać błękitu w głowach. Może ta pomoc w umieraniu jest ważniejsza niż prawda? Może? .Ale jest w człowieku jakiś złośliwy chochlik który nie pozwala. Przez długie dziesięciolecia milczałem uważając słusznie zresztą , żem niegodzien ,że trzeba najpierw wiele, wiele zrozumieć, a potem nieśmiało zaproponować swoje przemyślenia innym. Tak uważam i dziś ale czas nie stoi w miejscu i są sygnały mówiące ,że mogę nie zdążyć. Zmądrzeć już nie zmądrzeję, co najwyżej jeszcze bardziej stetryczeję, a chciałbym czymś pomachać przez okno tym co zostają ,jak mój pociąg będzie odjeżdżał. Z góry przepraszam za infantylizm, pretensjonalność, emocjonalność może nadmierną ale nie jestem pisarzem, a za te moje defekty proszę składać reklamację u Producenta. Babcia mówiła: "jakiego mnie Panie Boże stworzyłeś, takiego mnie masz". Jak tu się zresztą nie emocjonować czując jak cię magisterium w "butelkę nabija". Do dziś nie wiem ilu z nich działa w dobrej wierze a ilu z cynicznego cwaniactwa. Usłyszałem kiedyś jak o jednym ze swoich kolegów powiedzieli "dobry ksiądz – wierzący". Po co ten wyróżnik?.Daje do myślenia. 

*

 Nie twierdzę ,że Boga nie ma. Uważam tylko, że nie może być takim jakim pokazuje go kościół. Zamiast wymyślać kolejne na kolejnych soborach fikołki intelektualne i głosić je jako prawdę objawioną, może uczciwiej by było na trudne pytania odpowiedzieć z pokorą : nie wiem? No ale z czego by żyli szamani? Niewiedzę to każdy ma swoją i nie ma popytu na taki towar. Nikt nie wrzuci złamanego grosza na tacę duszpasterzowi, który się przyzna że drogę zagubił i tak naprawdę to nie wie dokąd prowadzi swoje owieczki. Handlarze fałszywej mądrości tuczą się na ludzkiej tęsknocie do prawdy. Tylko broń Boże dać po sobie znać ,że się czegoś nie wie.

 Bezczelność tej uzurpacji jest gigantyczna. Namiestnictwo swoje wywodzą w prostej linii od Boga a przecież gdyby im pogański jeszcze Konstantyn w Nicei nie poukładał pism, wyrzucając co bardziej niespójne, to do dziś nie wiedzieliby w co wierzyć. Przed 325. rokiem każda większa wieś miała swoją teologię. Dopiski legitymizujące kapłańskie wywyższenie są przecież czytelne .Pamiętam jak przed laty pierwszy raz w katolickim wydaniu Biblii przeczytałem w przypisach "Fragment nieautentyczny ale kanoniczny". Przeczytałem jeszcze raz i jeszcze raz. No nie chce być inaczej tylko: "wiemy że to fałszywka ale macie w nią wierzyć". Nie wolno''rozumowi bluźnić''! Przed soborem w Konstancji było czterech papieży na raz. Sobór dołożył piątego. Wszyscy byli nieomylni? Czy ten Boży atrybut nieomylności spłynął na nich dopiero w dogmacie soboru watykańskiego pierwszego, kiedy go Pijus 9. wynalazł i urbi et orbi ogłosił? Trudno o bardziej wyrazisty przykład ludzkiej pychy ,zarozumialstwa i pogardy dla maluczkich. Dowodu na nieomylność papieży nie ma ani jednego, na omylność całe tabuny. Jak można trwać w tym obłędzie? Fałszerze podrabiają Bożą pieczęć na kwitkach które sami wyskrobali. I jeszcze nazywają się duszpasterzami. Za każdym razem jak słyszę to słowo odbieram je jako policzek. Przecież słowo duszpasterz w sposób nieuchronny implikuje istnienie duszbaranów i to my nimi jesteśmy. 

*

 Nie przekonuje mnie tłumaczenie ,że Stary Testament jest trochę jak stare palto –niby moje ale już nie używane. Że jest w dużej mierze odbiciem czasów w których powstawał ,czasów brutalnych ,barbarzyńskich i prymitywnych. Trochę tak jakby sugerowano potrzebę wybaczenia mu błędów młodości cywilizacyjnej. Niby tak, ale jak ksiądz dobrodziej czyta w niedzielę coś z Izajasza to na końcu mówi "oto słowo Boże". Zważywszy ,że Chrystus powiedział wyraźnie, że nie przyszedł po to by "znosić pisma" i zabraniał choćby "na jotę" je zmieniać, świątynię jerozolimską traktując jako "dom Ojca", to o co chodzi? Jego, a zatem i nasza afiliacja do litery i ducha Starego Testamentu jest oczywista. Magisterium kościoła nie ma prawa unieważniać słów Chrystusa – On tę ciągłość wyznaczył i zatwierdził. Jeśli jest to prawdą ,a zaprzeczyć trudno ,to złożenie tych dwóch przekazów – staro i nowotestamentowego skutkuje nie tyle wypełnieniem co dezintegracją. Te dwa przekazy sobie nawzajem zaprzeczają. I co z tym począć? Teologowie twierdzą że Chrystus przyszedł z nowym otwarciem. Z jakim nowym?– przecież Kananejce wyjaśnił, że przyszedł działać dla dobra Izraela a gdzie jest miejsce pogan? – z psami."Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota ani jedna kreska nie zmieni się w prawie". To są słowa Chrystusa. Kto mówi że Stary Testament nie obowiązuje ,musi unieważnić ten passus. Będzie ciężko. Nowe otwarcie wykoncypował dopiero Paweł po trosze wbrew ojcom jerozolimskim. No ale nie ma z czego ulepić Boskiej pieczęci do tego pawłowego samodziału. Takie wizje jakie miał pod Damaszkiem to miewa i mój znajomy z AA, a Jakub był bratem Pana. Rozumował tak jak reszta prawdziwych apostołów w duchu jak najbardziej prawowiernego judaizmu. Sakralizacja tekstów jakie wpadły Konstantynowi w ręce w Nicei ,gdzie dominuje Paweł, jest równie niesamowita co skuteczna. Działa. Czemu działa – nie wiem. Wytrych intelektualny że "nie przyszedł zmieniać ale wypełnić" niczego nie tłumaczy. Dalej nie wiemy czy mamy kobiety za cudzołóstwo kamienować czy już nie, czy może tak ale mniejszymi kamykami? Oko za oko czy może tylko palec? Mamy mścić czy wybaczać. Niby powiedział nierządnicy ''i ja cię nie potępiam'', ale bezsprzecznie każe ''prawa wypełniać''. Przecież to jest kwadratura koła. Próby pogodzenia Boga Starotestamentowego z Bogiem pawłowym są żałosne. Chyba konstantynowa komisja musiała to przeoczyć. Tu chyba jest feralne felerne sprzęgło między starym a nowym. Bo że coś tu ''nie sztymuje'' widać gołym okiem. 

*

 Ja tylko bronię ludzkiej godności. Złą jest rzeczą i niegodną ludzi tumanić. Nie mogę spokojnie patrzeć jak nosiciele wszechwiedzy ludziom mózgi w budyń zamieniają. Jeśli z własnej głupoty – niech tam, ale podejrzewam ,że często z niskich pobudek. Oczekiwanie, że istota myśląca będzie wierzyć w przekaz niespójny, niezborny i wewnętrznie sprzeczny jest nieuzasadnione i obraźliwe. Pomysł prof. Świderkówny aby czytać pisma "niedosłownie" byłby genialny gdyby nie to "oto słowo Boże" po każdym czytaniu potwierdzające świętość każdego słowa Pisma przecież Świętego. Poza tym "niedosłowność" uwalnia dowolności interpretacyjne i przestajemy mieć do czynienia z doktryną, a zaczynamy z całą chmurą doktryn. Katechizm wywiedziony osobliwą pomysłowością teologów podobno z tychże pism ma się do nich nijak. Opowiada coś o Bogu dobrym, sprawiedliwym, uniwersalnym, Bogu całej ludzkości. Zaglądamy do źródeł a tam co? Kaszana – nic nie pasuje. Bóg dobry okazuje się Bogiem złym,sprawiedliwy–niesprawiedliwym,uniwersalny–nacjonalistycznymw najpaskudniejszym tego słowa znaczeniu. W którym miejscu się mylę? Bo mylić muszę się na pewno. Tylko w którym? Nie chce się wierzyć, że aż tak bardzo niesłyszalną jest tego rodzaju krytyka. O co tu chodzi? Czy ludzie nie chcą się" kopać z koniem"? Salman Rushdie musi się ukrywać od tylu lat – coś w tym jest. Wydaje mi się, że takie rozumowanie wcale nie jest czymś wyjątkowym(cóż wyjątkowego może być w oczywistości?)Wyjątkowym jest upowszechnianie takiego myślenia..A może jest to tak oczywista oczywistość ,że rzeczą omalże obraźliwą jest tłumaczyć "że w niedzielę święto", a cała Biblia jest tylko Biblią Pauperum dla "ubogich duchem" a wtajemniczeni mrugają do siebie okiem? Jak to funkcjonuje w obszarze powszechnym jest to czytelne i do pojęcia. Nie do pojęcia jest jak bibliści ,adepci zawodu księdza w seminariach czy inne osoby które z jakichś innych powodów przeczytały Stary Testament, mogą pozostać przy ''wierze ojców''. Może wytłumaczeniem jest to, że tych którzy przeczytali należy liczyć nie w procentach a w promilach populacji. Tak oczywista mistyfikacja a światłe umysły obchodzą ją szerokim łukiem. Udają, że nie widzą? Musi być jakieś wytłumaczenie. Może za Voltaire'em uważają, że trzeba Go było wymyślić jako bat na maluczkich? Ktoś kiedyś powiedział, że wiara w karę za grzechy niweluje potrzebę zatrudnienia tysięcy policjantów. Ludzie wolą z przyczyn czysto pragmatycznych dobrze działający fałsz niż destrukcyjną w swych skutkach prawdę. Może tak? A co do obrazy uczuć to uprzedzając cios informuję ,że moje uczucia zostały obrażone po wielekroć wciskaniem mi głupoty.

*

 Skąd taka niesamowita, trwająca dwa tysiące lat, żywotność tej wydmuszki udającej jajko? Jeszcze jedna odpowiedź wydaje się prawdopodobna: Ludzie tak naprawdę to nie mają czasu ani ochoty wgłębiać się w tajniki i niuanse i udają że wierzą na zasadzie "prawda czy nieprawda nie wiem, ale bezpieczniej nie sprawdzać". Jest to rodzaj asekuracji na wypadek ewentualnej konieczności odpowiadania przed sądem ,bądź co bądź, ostatecznym. Ich moralność w gruncie rzeczy jest prostym układem "coś za coś". Ja będę grzeczny a Ty mi Panie Boże dasz życie wieczne. Ma to tyle wspólnego z altruizmem co każda inna umowa handlowa. Teza że ludzie religijni są z definicji lepsi jest bezzasadna. Stokroć szlachetniejszym jest nie wierząc czynić dobro. Wtedy robi się to za darmo. Lud boży czuje się posiadaczem polis nie wiedząc ,że jego towarzystwo asekuracyjne zbańczyło. Jest to szwindel genialny :nikt jeszcze nie wrócił stamtąd z reklamacją. Motyw chyba również niebagatelny – lęk atawistyczny przed siłami natury .Nie bez powodu Gromowładnym Go kiedyś nazywano (moja babcia w moim dzieciństwie wystawiała w oknie zapaloną gromnicę w czasie każdej burzy).Funkcja religii jest w pewnym aspekcie funkcją usługową. Odpowiada na realne zapotrzebowanie .Osaczeni zewsząd zagrożeniami ,targani lękami, ludzie potrzebują takiego panaceum ,choćby to miało być tylko placebo. Jest to jednak sprzężenie zwrotne. Niepostrzeżenie usługodawcy stali się tak niezbędni ,że aż się szarlataneria wyemancypowała – sięgnęła po władzę. Już, co prawda, nie palą na stosach, krucjat nie prowadzą ale coś tam jeszcze mogą. W małych środowiskach jest czymś niesamowicie ''dołującym'' rodzinę nieboszczyka ,jak proboszcz odmawia katolickiego pogrzebu. Frustracja i wstyd dla najbliższych niesamowity. Najważniejszy jednak jest efekt dyscyplinujący dla trzódki. Frekwencja coniedzielna zwłaszcza wśród staruszków rośnie. Funkcjonariusze tej największej na świecie korporacji tak utrzymują swoje owieczki w subordynacji. Reglamentacja sakramentów jest tu też bardzo użytecznym narzędziem. Cała klasa idzie do pierwszej komunii a moje dziecko ma być "malowanym ptakiem"? A spowiedź to już w ogóle skrajne upokorzenie. Kleszcze takich mechanizmów trzymają żelaznym uściskiem i ludzie wolą się nie szamotać przywykłszy do "długo i cierpliwie noszonej obroży, gotowi kąsać rękę co ją ściąga".

*

 Ale gdyby prawdą była taka bezpośrednia zależność skłonności do występku od poziomu religijności chrześcijańskiej, musiałoby to być bardzo czytelne w statystykach porównujących przestępczość w Polsce czy Italii z krajami gdzie religia nie obiecuje kary za grzech ani nagrody za zasługę w zaświatach. Nie słyszałem o tak prostym zastosowaniu statystyki do celów misyjnych, a przecież aż się prosi. Powiem więcej – spacerując po czeskich ulicach w najmniejszym stopniu nie odczuwałem , że mam do czynienia z ludźmi z gruntu gorszymi tylko dlatego, że są najbardziej w Europie zlaicyzowanym społeczeństwem. Teza ,że kościół pełni w społeczeństwie pożyteczną rolę w sensie socjologicznym jest co najmniej wątpliwej jakości. Za to rozpychanie się ,zawłaszczanie przestrzeni wspólnej w świeckim nominalnie państwie jest równie oczywiste co oburzające."Nie kradnij" – a czymże jest korzystanie z potencjału, utrzymywanej ze środków pochodzących również od niekatolików, państwowej szkoły? Dodam że wbrew woli niekatolików. To już nawet nie jest kradzież – to jest rabunek. Krzywda dziecka, stygmatyzowanego alienacją gdy cała klasa jest na lekcji religii a ono siedzi samo na korytarzu, woła o pomstę do nieba. Czym jest uzurpowanie sobie prawa do zawieszania swoich symboli w miejscach wybitnie wspólnych? Ta przestrzeń jest wspólna .Nie wolno jej zawłaszczać ,czyli kraść. Nauczyciele niekatolicy zmuszani do prowadzania dzieci do kościoła na rekolekcje – brakuje słów żeby to nazwać. Tłumaczenie że to jest w porządku, bo tak chce większość, jest manifestacją barbarzyńskiego prymitywizmu myślenia. Wola większości to nieodzowna, ale tylko połowa warunku aby było "w porządku". Druga połowa to nie czynienie przy okazji krzywdy mniejszości. Jeśli ją pominiemy ,będziemy musieli uniewinnić Hitlera . On bezsprzecznie realizował wolę większości.

*

 To nie jest demagogia, to jest uczciwy głos w dyskursie , a że podkręcony – no cóż "nikt nie jest doskonały". Jak ktoś latami dusił w sobie oburzenie ,to teraz nie może się powstrzymać. O poprawność niech martwią się naukowcy. Ja nie muszę. Że nie ma w tym jakiegoś planu ,jakiejś harmonii? Nie ma ,bo piszę tak jak się złość ze mnie wylewa – bezładnie, bardzo przepraszam, jak z wiadra. Złość i żal że zbyt dużo czasu w młodości straciłem na próbach ułożenia tych puzzli które nijak nie dają się ułożyć. To jest zmieszane po pół kompletu z dwóch różnych kompletów.

 '' Przedmurze ,obrońcy Naszej cywilizacji ,która jest czymś unikalnym i jedynym ,powszechnym, Bożą ręką zasianym, po stokroć lepszym niż to co na zewnątrz'' Otóż nie powszechnym i nie unikalnym – katolicyzm to jedynie 16% populacji świata a konkurencja ma o sobie identyczne ,identycznie niezachwiane przekonanie. Jak popatrzeć na to chłodnym okiem, to wszystkich łączy jedno – wymachiwanie świętymi pismami prosto od Pana Boga. Tylko że są to "kwity lewe". Do takiego wniosku staram się przekonywać. Antropogeniczność co do treści i co do wyboru (samych ewangelii przed Niceą było ponad trzydzieści) świętych pism jest oczywista.

Multi-kulti, synkretyzm jest i tak czymś nie do zatrzymania jak wiatr. Przy takim postępie komunikacji jest tylko kwestią czasu kiedy ludzkość stanie się cywilizacyjnym melanżem. Czymś o co warto zabiegać , u schyłku epoki plemiennej, jest niwelowanie różnic, łagodzenie agresji, szukanie tego co łączy, abyśmy się pod koniec tych czasów niebezpiecznych nie powybijali nawzajem, na sztandarach mając każdy swojego "złotego cielca". Że to "cielce" jedynie, ludzie muszą pojąć, żeby przetrwać. Dopiero homogenizacja cywilizacji ,która prędzej czy później nastąpi, da ludzkości odetchnienie od strachu przed wojnami. Wszak ''biskup, pastor, rabin błogosławią karabin'' aby strzelać do obcych – do swoich nie ma sensu. Epigoni anachronicznych formacji tylko spowalniają postęp. Trwając w swych osobliwościach ogradzają i najeżają swoje stada . Na stykach takich ksenofobicznych społeczeństw musi dochodzić do napięć, groźnych napięć. Tylko w łagodnym przenikaniu i jednoczeniu jest ratunek dla ludzkości. Militarne "pałki" jakie trzymają w rękach nasi przywódcy zdolne są zabić nas po wielekroć. Pałka ,poza wszystkim, jest znacznie poręczniejsza niż erystyka. Wyrazistość partykularnych tożsamości jest tyle piękna co niebezpieczna. Temu "innemu" zawsze łatwiej przywalić niż przekonywać go do swoich racji. Tym bardziej gdy on ma swoje racje – równie egoistyczne jak nasze i równie silnie ugruntowane .Moim skromnym zdaniem ludziom zupełnie nie opłaca się różnić. A już na pewno nie w sprawach, których obiektywna waga warta jest funta kłaków. Zróżnicowanie religijne, kulturowe wynika z przypadkowego ,przecież, miejsca urodzenia. Ta zewnętrzna forma ,w którą ubrany jest człowiek, jest tylko formą. Nie jest to wystarczający motyw ,by się nawzajem szczuć. Funkcjonariusze partykularnych integracji (religia jest jedną z nich) są przekonani ,że takie jednoczenie jest wartością samą w sobie. Otóż niekoniecznie. Moim zdaniem każde jednoczenie jest jednocześnie wyodrębnianiem. Wyodrębnianie dzieli na swoich i obcych. Konsekwencje podziałów historia zna aż za dobrze. Że takie myślenie prowadzi w ślepy zaułek? Chyba odpowiedź jest w partykularyzmie. Trzeba bardzo uważać, aby wokół integracji nie budować muru. W murze łatwo wycina się strzelnice. 

*

 Muszę na odchodnym wykrzyczeć świętoszkom pewnym, że służą prawdzie. Muszę wykrzyczeć – błądzicie! Po co – sam nie wiem. Może dlatego że,  ''głową muru nie przebijesz'', ale z drugiej strony nikt nie zwolnił z usiłowań. Odnaleźć prawdę – trochę za trudne, ale demaskować fałsz – trzeba. To jest człowiecza powinność. Chyba.

*

 Miłość bliźniego, wybaczanie wrogom. Fantastyczne pierwiastki chrześcijaństwa. Ich unikalna uniwersalna wartość, wartość pacyfikująca międzyludzkie antagonizmy jest niepodważalna. Tylko dlaczego ta piękna idea ciągnie za sobą tak wstrętny ogon? Tradycja, inercja, bezwład historyczny nie uzasadniają w 21. wieku utrzymywania takiego balastu. Ale wygląda na to, że nie ma odważnego by odciąć. Amputacja ponad dwóch tysięcy lat przedchrystusowego judaistycznego dziedzictwa chrześcijaństwa może być dla pacjenta śmiertelnie niebezpieczna. Ludzie zanim pojmą – odejdą. Na to korporacja nie może pozwolić. Chyba ta myśl podtrzymuje status quo. Na różnych rzeczach może korporacji zależeć ale na trwaniu przede wszystkim. Siła jej polega właśnie na tym, że udziela odpowiedzi. Nieważne, że jej nie zna – udziela. Klient odchodzi zadowolony z szybkiej i sprawnej obsługi, a że dostał puste pudełko dowie się umierając. Przecież nie przyleci z pretensjami.

*

Te Deum laudamus.

Jeśli odrzucić hipotezę, że chodzi tu o ćwiczenia z retoryki, to jaki może być inny powód dla którego Bóg oczekuje od nas abyśmy mu cześć oddawali? Jeśli jest wszechmocny ,to z definicji wie, że jest wszechmocny. Po co mu te, plecione z dołu, tautologizmy? Zdaje się, że jest to kolejny dowód demaskujący Jego antropomorfizm. Jest, na wzór i podobieństwo ludzi władzy wszystkich czasów, pyszny i próżny. Siedzi w narcystycznym samouwielbieniu na niebieskim stolcu i chce żeby Mu kadzić. Jest to próżność wcale nie maskowana. W czasach kiedy pisma powstawały czołobitność wobec władcy była czymś naturalnym i oczywistym – elementem savoir vivre'u. Władca żył w ciągłym lęku, że mu się poddani zbuntują ,więc oczekiwał by mu stale okazywano, że tak nie jest , że nic nie knują i że się go boją. Dzisiaj wygląda to z boku jakby wazeliniarze podlizywali się Szefowi. ''Szefie ale jesteś mądry ,ale jesteś wielki, ale...Myślą że Szef nie ma nic innego do roboty tylko słuchać wazeliniarzy. A przecież Bałkany, Korea, Rwanda...

*

 Fikołek nr 3 – wolna wola i łaska wiary. Jeśli Bóg może łaskę wiary dać lub odebrać ,a że może – wiem po sobie, to gdzie tu miejsce na wolną wolę. Kto tu jest winny ,że czegoś nie ma? Ten co mu zabrano, czy ten co zabrał? Poza wszystkim z wiarą jest trochę jak z miłością – nie jest zjawiskiem wolicjonalnym. Spływa na człowieka na pewno nie dlatego, że tak zdecydował. Zasądzenie potępienia wiecznego człowiekowi – dziełu rąk Bożych jest jak rozbicie młotkiem komputera przez projektanta i budowniczego tegoż komputera. Jaka niezawisła wina wystąpiła w obu przypadkach? Człowiek stworzony przez Boga ląduje w świecie stworzonym przez Boga i ma się niby posługiwać wolną wolą. Niby jak skoro ani jeden jon nie przepłynie neuronami jego mózgu bez Bożej dekretacji. Każda cząsteczka otaczającego go świata porusza się za Bożym przyzwoleniem. To gdzie tu wolna wola? Bo jeśli nie każda?....To teologowie znowu coś skopali w katechizmie. Miał być wszechmocny. A może Jego omnipotencja ma taką cechę, że czasem może a nie chce. To by rozwiązywało problem. Niby tak ale jako bezsprzeczny autor wszystkich przyczyn moim zdaniem odpowiada za wszystkie skutki. Za skutki które były przyczynami następnych skutków i następnych itd. A zaniechanie też jest rodzajem sprawstwa. Sam zbudował ten zegar, sam nakręcił a teraz ma pretensję ,że duża wskazówka goni małą a balans lata w te i wewte? Jesteśmy mieleni przez deterministyczne tryby tej maszyny a wolność nasza jest naszą iluzją. Składam oficjalny protest. Jeśli zamierza mnie smażyć na piekielnym grillu za moje grzechy to ja się nie zgadzam. Sprawstwo kierownicze moich występków nie leżało w moich rękach. Proceder który mnie jak po sznurku do nich doprowadził rozpoczął się dużo wcześniej. Podejrzanymi mogą być tylko ci którzy byli obecni ''na początku'' – Bóg i ciemność. Bóg się do odpowiedzialności nie poczuwa ,to może ciemność?

*

 Miłość Boga to rozpaczliwy objaw choroby sierocej człowieka który nie chce zostać sam na sam z przerażającymi pytaniami egzystencjalnymi. Ucieka ''pod spódnicę'' Matki Boskiej, która w polskim kościele przejęła boże kompetencje (jak ktoś ma wątpliwości proponuję policzyć w czasie trwania mszy ile razy wymieniony będzie Bóg ,a ile Matka Boska).Trudno mieć o to pretensje. W poszukiwaniu bezpieczeństwa lub choćby jego iluzji ludzie wiedzeni atawistycznym instynktem garną się ''do Mamy''. Nawiasem mówiąc ten ryt polskiego katolicyzmu paradoksalnie napisał chyba sam lud boży ,adoptując do nowych celów echo jeszcze pogańskiego kultu, a nie hierarchowie. Instytucja nagięła się tylko, aby się nie złamać. Żeńskie bóstwo na czele patriarchalnego monoteistycznego kościoła – ciekawe. Monoteizm? Jakiż to monoteizm gdzie obok Trójcy funkcjonuje jeszcze cały klucz świętych ,który obsiadł niebo aż się wygięło. W koło lata dwa dywizjony aniołów i eskadra archaniołów. Nie wspomnę o tym na dole, który się tak wyemancypował, że odważył się składać różne lukratywne propozycje samemu Chrystusowi. Na pewno jest w swych poczynaniach bardziej autonomiczny niż niejeden bóg z greckiego panteonu ,a nikt tej mitologii monoteizmem nie nazywa. Jak widać da się na skostniałe schematy spojrzeć inaczej i trudno temu spojrzeniu racjonalności odmówić. 

Koniec Wersji Demonstracyjnej

Dziękujemy za skorzystanie z oferty naszego wydawnictwa i życzymy miło spędzonych chwil przy kolejnych naszych publikacjach.

Wydawnictwo Psychoskok