Wydawca: Świat Książki Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 248 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Ponad światem - Paul Bowles

Paul Bowles był jednym z najwybitniejszych amerykańskich pisarzy XX w. Jego powieści to już klasyka, na czele z otoczoną niemal kultem debiutancką „Pod osłoną nieba”, znaną również z wersji filmowej w reżyserii Bernardo Bertolucciego. Nigdy nie publikowana w Polsce „Ponad światem” to czwarta i ostatnia powieść w dorobku Bowlesa, która we frapujący sposób podejmuje podobną tematykę co „Pod osłoną nieba”: lęku przed nieznanym, kryzysu osobowości, zagadki ludzkiej natury, w której mimo cywilizacyjnej ogłady drzemią mroczne siły.

Amerykańskie małżeństwo w czasie wakacyjnej podróży po Ameryce Środkowej poznaje kulturalnego, czarującego młodzieńca i niepostrzeżenie zostaje wciągnięte w psychologiczną grę, w której - zdaje się - nie ma zasad. Niczym w soczewce skupiają się w tej powieści charakterystyczne cechy stylu Bowlesa: zwięzłość a zarazem celność opisu, narastająca atmosfera osaczenia i niepokoju, psychologiczna dociekliwość, aż po opisy stanów granicznych i halucynacji.  

To kolejny tytuł w serii dzieł Paula Bowlesa, w większości niewydawanych w Polsce. W 2014 roku ukażą się jeszcze: „Podróże. Pisma zebrane 1953-1990”, „Bez zatrzymywania. Autobiografia” i powieść „Dom pająka”.

Opinie o ebooku Ponad światem - Paul Bowles

Fragment ebooka Ponad światem - Paul Bowles

Tytuł oryginału: UP ABOVE THE WORLD
Wydawca: GRAŻYNA SMOSNA
Redaktor prowadzący: TOMASZ JENDRYCZKO
Redakcja: KAROLINA IWASZKIEWICZ
Korekta: EWA GRABOWSKA
Skład i łamanie: Akces
Copyright © 1966, Paul Bowles All rights reserved Copyright © for the Polish translation by Michał Juszkiewicz, 2014
ISBN 978-83-7943-940-9
Świat Książki Sp. z o.o. 02-103 Warszawa, ul. Hankiewicza 2 Księgarnia internetowa: Fabryka.pl
Konwersja: eLitera s.c.

1

Państwo Slade zasiedli do śniadania bardziej rozespani niż rozbudzeni. Ich statek stał już w porcie; słyszeli żałobny jęk syreny pokładowej, kiedy przybijał do brzegu w środku ciemnej nocy. Teraz pozostało im tylko zaokrętować się z bagażem. Poprzedniego wieczoru wybrali się przed snem na spacer po wyludnionym mieście; po powrocie usłyszeli od właściciela hotelu, że mogą być spokojni: nocny stróż obudzi ich o piątej trzydzieści, a o szóstej podadzą śniadanie w jadalni. Dochodziła za dwadzieścia siódma. Na środku sali czarnoskóra kobieta szorowała na klęczkach i bez tego nieskazitelną drewnianą podłogę. Oprócz niej w pobliżu nie było nikogo, chociaż od strony kuchni dobiegały przytłumione odgłosy. Ktoś, uznali, przyrządza kawę, która nareszcie postawi ich na nogi. Nie sprzątnięto jeszcze po wieczornym posiłku; przy każdym nakryciu stała miseczka z niedojedzonym sosem angielskim.

– Jeśli nie zdążymy na statek, to się zabiję – oznajmiła pani Slade.

– Boże... – jęknął jej mąż, po czym, jakby chciał się poprawić, dodał: – Zdążymy.

Za oknem krople rosy z porannej mgiełki kapały po liściach bananowca. Zegar nad kredensem tykał szybko i głośno. Bomba zegarowa, pomyślał doktor Slade, patrząc przez okno na mokrą zieleń hotelowego ogrodu.

– Nie denerwuj się – powiedział i ziewnął. – Mamy mnóstwo czasu.

Nie było to zwyczajne swobodne ziewnięcie, raczej spazmatyczny dygot, dobywający się z głębi trzewi. Doktor Slade odliczył do dziesięciu i zerwał się.

– Co z tą kawą, u diabła?! – zawołał z niespodziewaną furią i obrócił się gwałtownie, rozglądając się za drzwiami do kuchni.

Do jadalni weszła tęga kobieta o rumianej twarzy; kiedy się zbliżyła, zauważył jej błyszczące policzki i przez chwilę myślał, że może to być żona właściciela hotelu. Wymamrotał Buenos días, ale kobieta przywitała się po angielsku i szeroko się uśmiechnęła. Ruszył dalej śladem kuchennych odgłosów i dotarł do ich źródła, mrocznej pieczary, gdzie senny Murzyn rozniecał ogień w piecu, omiatając wachlarzykiem dymiący stosik drewna na palenisku.

– Café! Café! – zawołał doktor Slade.

Mężczyzna wskazał w stronę ogrodu, doktor wyszedł więc za drzwi, na gruby, ostry piasek. Rosły tu młode melonowce otoczone krzewami poinsecji o kwiatach jakby wyciętych z mokrej czerwonej bibuły. Zaklął i wrócił bocznymi drzwiami do jadalni, gdzie ujrzał na stole dwie parujące filiżanki z kawą. Pani Slade już nie było.

Perspektywa wypicia gorącej jeszcze kawy, chociaż jak zwykle z mlekiem skondensowanym, była zbyt kusząca, by ją zignorować. Usiadł. „Mam nadzieję, że wycieczka się udała”, powie, kiedy żona wróci. Albo: „Trawienie to też ważna sprawa”. Na ulicy, tuż pod oknem, wściekle ujadał pies, słychać było też przejęte uniesione głosy.

– Gdy człowiek ma naprawdę niewiele czasu, sztuką jest właściwe spożytkowanie każdej sekundy – wyjaśniał ktoś. – Po prostu każdą rzecz, jaką ma się do zrobienia, należy wykonać w odpowiednim momencie.

Dziewczyna z kuchni przyniosła chleb na talerzu.

– Hay mantequilla?[1] – zapytał.

Spojrzała na niego, wzruszyła ramionami i oznajmiła, że sprawdzi. Zawołał za nią, aby przyniosła mu drugą filiżankę kawy, po czym zerknął na zegar: za dwanaście siódma.

W korytarzu rozległ się pospieszny stukot obcasów. Zanim zdążył odstawić filiżankę i się odwrócić, pani Slade była już przy stole. Kiedy siadała, na jej twarzy malowało się rozbawienie pomieszane z troską.

– Szalenie zabawne – powiedziała, bardziej do siebie niż do męża, i zaczęła popijać kawę, podczas gdy on czekał na wyjaśnienie.

Wróciła dziewczyna; masła nie było, ale przyniosła dwa talerze z szynką i jajkami.

– Co takiego? – zapytał doktor Slade, zanim zaczął jeść.

Żona, jakby go nie dosłyszawszy, ochoczo zabrała się do śniadania.

2

Ulica dochodziła do samego nabrzeża, skąd widać było stojący pośrodku okrągłej zatoki statek, olbrzymi i nieruchomy. Po lśniącej wodzie między jego burtą a brzegiem przemykała łódź motorowa z zielonym daszkiem. Państwo Slade czekali przed barakiem odprawy celnej.

– Dzień, mimo wszystko, zapowiada się ładnie – oznajmił doktor Slade z satysfakcją. – Ta mgła to była tylko dekoracja.

Postawił walizkę na ziemi i oparł ją o nogę.

– Stoimy tutaj i czekamy, a oni tylko patrzeć jak podniosą kotwicę i odpłyną, to byłoby całkiem w ich stylu – burknęła ponuro jego żona.

Roześmiał się. Gdyby naprawdę do tego doszło, przejąłby się znacznie bardziej niż ona, ale doświadczenie mówiło mu, że świat jest urządzony racjonalnie.

– Oby tylko umieli przyrządzać mrożone daiquiri[2] – odparł; wiedział, iż tego rodzaju uwaga powinna ją na chwilę uspokoić.

Mała łódź motorowa z warkotem silnika dobiła do nabrzeża. Wysiadła z niej tęga rumiana kobieta, którą widzieli rano w jadalni. Jej szerokie czoło lśniło od potu. Zaczęła wymachiwać ściskanymi w dłoni papierami do dwóch umundurowanych mężczyzn stojących w pobliżu; wskazali jej barak odprawy celnej.

– Spójrz no na tę wariatkę – powiedział doktor Slade z zaciekawieniem. – To ci dopiero! Zdążyła już obrócić na statek i z powrotem.

– Zapomniała o akredytywie – wyjaśniła jego żona.

Obejrzał się na nią.

– Skąd wiesz?

– Powiedziała mi. Ma bilet, ale na statku nie honorują akredytywy, więc stara się znaleźć jakiś bank i zdobyć trochę gotówki. To cała historia. Pożyczyłam jej dziesięć dolarów.

– Pożyczyłaś jej pieniądze? – wykrzyknął zgorszony. Usłyszawszy, jak to zabrzmiało, zmitygował się, spróbował zmienić ton i dokończył z dostrzegalnie sztuczną delikatnością: – Po co?

– Na pewno wszystko odda, mój drogi – odparła pani Slade takim głosem, jakim uspokaja się małe dziecko.

Kobieta szła w ich stronę i ciężko przy tym dyszała. Doktor Slade zdążył jedynie szepnąć „Nie o to chodzi”.

– Tylko proszę nie pozwolić im odpłynąć beze mnie! – zawołała i w żartobliwym geście potrząsnęła torebką z czarnej skóry.

– Och, sądzę, że ma pani czas – uśmiechnęła się pani Slade.

– Mam nadzieję – dodał jej mąż niezbyt sotto voce i z taką intonacją, iż zabrzmiało to jak „Mam nadzieję, że nie”.

– Proszę im powiedzieć, że muszą zaczekać! – krzyknęła kobieta przez ramię.

– Komiczne – prychnął doktor Slade.

– A moim zdaniem to ujmująca osoba – mruknęła pani Slade zamyślona, odprowadzając wzrokiem oddalającą się postać.

Nie odpowiedział. Wpatrywał się w spokojną zatokę i myślał, że czasami dwie bliskie osoby mogą być doprawdy bardzo daleko od siebie. Potem, gdy podążył za tą myślą, zawiesiwszy wzrok na postrzępionej linii porośniętych drzewami gór, które wznosiły się nad położonym w głębi lądu portem, słowo „ujmująca” nabrało nieznanego, niepokojącego wydźwięku.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Przypisy

[1]Hay mantequilla? – Czy jest masło? (wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza, a objaśniane w nich zwroty obcojęzyczne są hiszpańskie).

[2] Daiquiri – koktajl z rumu i soku z limety lub cytryny.