Polskie poszukiwania „innej Rosji” - Tadeusz Sucharski - ebook
Opis

Autor analizuje twórczość pisarzy, którzy mimo że doświadczyli pobytu w więzieniach i obozach sowieckich, umieli dostrzec w Rosji coś więcej niż tylko opresywne totalitarne państwo. Umiejętność odróżnienia systemu komunistycznego od kultury rosyjskiej jako takiej i od postaw zwykłych obywateli, którzy również byli tego systemu ofiarami i przeciwnikami, dowodzi, że w ocenie Rosji wykraczano czasem poza negatywne uogólnienia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 635

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Mojej Żonie

Wykaz skrótów

W książce stosuję następujące skróty (podane w tekście liczby oznaczają stronę, a w wypadku Mojego wieku najpierw tom, potem stronę):

DD – Józef Mackiewicz, Droga donikąd, Londyn1993 [Dzieła, t. 1];

DS – Stanisław Vincenz, Dialogi z Sowietami, Kraków 1991;

K – Józef Mackiewicz, Kontra, Londyn1993 [Dzieła, t. 3];

KK – Anatol Krakowiecki, Książka o Kołymie, Londyn1987;

LW – Józef Mackiewicz, Lewa wolna, Londyn1994 [Dzieła, t. 7];

MW – Aleksander Wat, Mój wiek. Pamiętnik mówiony, rozmowy prowadził i przedmową opatrzył Cz. Miłosz, do druku przygotowała L. Ciołkoszowa, Warszawa 1990;

NZ – Józef Czapski, Na nieludzkiej ziemi, Warszawa1990;

NT – Józef Mackiewicz, Nie trzeba głośno mówić, Londyn1993 [Dzieła, t. 8];

PZ – J. Gliksman, Powiedz Zachodowi. Wspomnienia autora z okresu niewoli w obozie pracy przymusowej w Związku Sowieckich Socjalistycznych Republik, New York bd [1951];

SPM – Józef Mackiewicz, Sprawa pułkownika Miasojedowa, Londyn1993;

WDN – Beata Obertyńska (Marta Rudzka), W domu niewoli, Warszawa1991.

Wstęp

Gorzkie refleksje wywołało w Gustawie Herlingu-Grudzińskim niewielkie zainteresowanie wydanym w kraju tomem jego „rosyjskich” esejów Upiory rewolucji. Z nieukrywanym zdenerwowaniem, by nie powiedzieć, że nawet z pewną irytacją, pisarz komentował naszą narodową niezdolność do wyrwania się z martyrologicznego zapętlenia: „Ceni się w Polsce opisy rosyjskiej czy sowieckiej opresji […], natomiast nie chce się słyszeć o istnieniu «innej Rosji». Jakież to umysłowe marnotrawstwo w naszym położeniu! Lekcję komunizmu i sowietyzmu musimy solidnie przerobić, we wszystkich jej składnikach, bo należy do naszego doświadczenia narodowego, bo w jakiś sposób staniemy się dzięki niej dojrzalsi w spojrzeniu na współczesny świat. Niech nikt mi nie mówi, że przerobiliśmy ją na własnej skórze. To nie dosyć, musimy ją  p r z e m y ś l e ć”1.  Skupienie na cierpieniu, trwanie w martyrologii oznacza dla Herlinga intelektualną niedojrzałość. Pisarz wzywa zatem do wysiłku myślowego opanowania polskiego doświadczenia rosyjskiego komunizmu. Wzywa także, co wydaje się jeszcze ważniejsze, do otwarcia świadomości na „inną” Rosję. Ale żeby dostrzec jej istnienie, nie wystarczy tylko pokonać ideologiczno-ustrojową fasadę, niezbędne jest spojrzenie wyleczone z bielma niechęci.

Blisko piętnaście lat temu Wojciech Karpiński w książce Polska a Rosja. Z dziejów słowiańskiego sporu podjął odważną próbę pokazania „obrazu Rosji i stosunków polsko-rosyjskich u tych polskich myślicieli XIX wieku, którzy szukali jakichś szans porozumienia czy zrozumienia między dwiema zbiorowościami w okresie formowania się nowoczesnej świadomości politycznej i społecznej, czyli w latach 1831–1871”2. W ciągu tych kilkunastu lat pojawiło się kilka prac, głównie książek zbiorowych, które pokazywały równie trudne, jeżeli nie trudniejsze, próby szukania porozumienia i zrozumienia między dwoma narodami sto lat później. Na szczególną uwagę zasługuje kilkutomowe dzieło, efekt pracy interdyscyplinarnego zespołu badaczy, poświęcone Wzajemnym uprzedzeniom pomiędzy Polakami i Rosjanami. W dalszym ciągu jednak brakuje książki, w której podjęty by został niezwykle ważny problem stosunku do Rosji polskich pisarzy w różnym stopniu doświadczonych przez Rosję komunistyczną. Publikowali oni swe utwory na emigracji, wolni byli zatem od nacisków ideologicznych. Ich odbiór Rosji determinowany był więc „tylko” polskimi cierpieniami i kompleksami. Ale także polskim zainteresowaniem Rosją i chęcią znalezienia z nią porozumienia. Twórcy ci bowiem dostali szansę – i skorzystali z niej skwapliwie – poznania obszarów kultury rosyjskiej, uznanych teraz bez wątpienia za jej szczytowe osiągnięcia, a wymazanych z poznawczego i badawczego horyzontu w kraju3.

W roku 1957, a więc w okresie względnej wolności kultury polskiej, Czapski podkreślał, że mimo istnienia w Polsce takich pism, jak „Przyjaźń” czy „Opinie” „badanie Rosji  w o l n e  […] jest najeżone nieskończoną ilością trudności, które nie istniały nie tylko w latach niepodległości, ale nawet za czasów carskich”4. Dziesięć lat później w eseju Księga krzywd Grudziński z sarkazmem zauważył, że w cieniu „braterskiej przyjaźni polsko-radzieckiej” największe triumfy święcił „tradycyjny antyrosyjski stereotyp polski”5 i podkreślał, że peerelowska edukacja doprowadziła do utożsamienia ustroju z narodem, zatarcia różnicy między oprawcami a ofiarami. Otóż pisarze emigracyjni kładli fundamenty pod budowę innych relacji między Polakami i Rosjanami. Doświadczywszy terroru komunistycznego, konsekwentnie utrzymywali postawę antysowiecką i antykomunistyczną, ale przełamywali polski atawizm, polską rusofobię6. Podkreślając w przedmowie do paryskiego wydania Innego świata znaczenie „wspólnego cierpienia”, z którego „powstaje wspólna nadzieja”7 , Grudziński wyraził poglądy także innych twórców emigracyjnych. Połączyli oni bowiem w swojej twórczości „lekcję sowietyzmu” z poszukiwaniem i badaniem „innej Rosji”, co pozwala mówić o istnieniu rosyjskiego nurtu w literaturze Drugiej Emigracji.

Takiej perspektywy – Herling na pewno miał rację – zabrakło w dotychczasowych badaniach piśmiennictwa emigracyjnego. Ujawniała się czasami w ważnych publikacjach poświęconych literaturze łagrowej (E. Czaplejewicz, Polska literatura łagrowa, Warszawa1992; H. Siewierski, Spotkanie narodów, Paryż 1984; I. Sariusz-Skąpska, Polscy świadkowieGUŁagu. Literatura łagrowa1939–1989, Kraków 1995), ale raczej jako temat dodatkowy, poboczny. W podobny sposób, nie dostrzegając chyba znaczenia nurtu rosyjskiego, podchodzili do problemu autorzy prac i monografii prezentujących sylwetki poszczególnych pisarzy. Doprowadziło to w konsekwencji do tego, że znacząca część emigracyjnej prozy (literatura dokumentu osobistego, eseje, opowiadania, powieści, pamiętniki mówione), połączona wszak wspólną płaszczyzną tematu rosyjskiego, jest rozproszona. I, co gorsza, dominuje w niej łagrowo-martyrologiczna perspektywa. Chodzi zatem o to, by pokazać, iż polskie emigracyjne spojrzenie na Rosję nie było podporządkowane tylko doświadczeniu krzywdy, że trudna i bolesna przeszłość nie uniemożliwiała myślenia o przyszłości, że w wielu dziełach podjęto próbę przełamania polsko-rosyjskiego fatalizmu dziejowego.

Rosyjski nurt w polskiej literaturze emigracyjnej tworzyli przede wszystkim (ale nie tylko) pisarze, którzy in gremio doświadczyli całego spektrum terroru sowieckiego – od życia pod okupacją, zagrożenia deportacją, poprzez aresztowanie, długotrwałe więzienie, zsyłkę, łagier, Kołymę, aż po kilkunastotygodniowe oczekiwanie w celi śmierci na rozstrzelanie. Skala doświadczenia zaowocowała jednak odpowiednią szerokością i głębią poznania. Polscy świadkowie „cywilizacji koncentracyjnej”, poznawszy dokładnie jej kolejne „kręgi”, odtworzyli je w swoich dziełach po szczęśliwym opuszczeniu „kraju niewoli”, odsłonili zasady funkcjonowania tiuriemnoj ciwilizacji, jak stalinowski system określiła Nadieżda Mandelsztam. W swojej twórczości przekroczyli horyzont polskich oczekiwań, przezwyciężyli tendencję ograniczania się do „własnej skóry”. Jednocześnie domagali się analogicznych procedur badawczych. Dla części z nich (Beata Obertyńska, Wacław Grubiński) proces poznawania Rosji na tym się zakończył, ale dla dużej grupy pisarzy (Gustaw Herling-Grudziński, Józef Czapski, Jerzy Gliksman, Stanisław Vincenz, Aleksander Wat) zrekonstruowanie dramatycznych doświadczeń sowieckich oznaczało początek długiej twórczości, w której problem Rosji stawał się jednym z głównych, często niemal dominujących tematów. Pisarze ci zapuszczali literacką sondę w codzienność komunistycznego państwa, zwłaszcza tę skrzętnie przesłanianą, czytali i omawiali dzieła, na których istnienie owo państwo nie wyrażało zgody, a jej twórców tępiło.

„Inna Rosja”, spopularyzowana nie tylko w refleksji rusycystycznej dzięki pracom Andrzeja Drawicza, pojawiła się jednak dużo wcześniej. Już w połowie lat pięćdziesiątych Czapski i Herling niemal równocześnie zaczęli pisać o „Rosji nowej”, „Rosji innej”8 , której wcześniej doświadczyli na „nieludzkiej ziemi” i którą opisali w swoich dziełach. W tym miejscu ujawnia się pewna różnica między „inną Rosją” „polskich świadków GUŁagu”9 i Drawicza. Badacz ten użył tego terminu w odniesieniu do postaw tych Rosjan, którzy dowiedli kłamliwości sowieckiej propagandy głoszącej, „że Rosja mieści się tylko na swoim geograficznie wytyczonym obszarze, że trzeba w niej być za wszelką cenę”10. „Inna Rosja” Drawicza w wersji najwcześniejszej to Rosja w izgnanii, Rosja literacka i kulturalna na emigracji. A polscy świadkowie tę „inną Rosję” znaleźli w granicach „innego świata”, pośród więźniów, łagierników i przypadkowych towarzyszy podróży, pośród zagłodzonych mieszkańców imperium. Dopiero później, po opuszczeniu „nieludzkiej ziemi”, ich poszukiwania skupiły się na literaturze. Pomińmy jednak drobne różnice między rusycystą krajowym a pisarzami emigracyjnymi; ważniejsze jest bowiem to, co ich łączy. Podobnie akcentowali oni znaczenie „współtworzenia” Rosji jako duchowej wspólnoty opierającej się na fundamencie wartości alternatywnych wobec ideologii komunistycznej. Kierował nimi też ten sam imperatyw „stworzenia na nowo instynktu zatraconej solidarności z tą Rosją inną, która nigdy istnieć nie przestała”. Gdyż, jak pisał Czapski, „tylko wtedy marzyć możemy o przyszłości”11 .

W połowie lat osiemdziesiątych, już w epoce głasnostii w ZSRR, Grudziński w Dzienniku pisanym nocą zanotował, że „pokładać nadzieję w innej Rosji znaczyło dla wielu «realistów» oszukiwać samego siebie i mrzonkami bałamucić biednych czytelników”12. Owe mrzonki jednak, inaczej niż wszelkie teorie realistów ufundowane na lękach i idiosynkrazjach, były przecież oparte na życiowym doświadczeniu, na kontakcie z człowiekiem. Ale także z kulturą rosyjską, diagnozującą i kształtującą rzeczywistość duchową Rosji. Były zatem w pewnym sensie bardziej „realistyczne” od opinii „zdroworozsądkowych” obserwatorów rzeczywistości sowieckiej. Jako motto pierwszego eseju Upiorów rewolucji wykorzystał Herling słowa markiza de Custine’a, który pisał o Rosji mikołajewskiej: „Życie społeczne w tym kraju jest permanentną konspiracją przeciw prawdzie. Tam, kto nie daje się okłamać uchodzi za zdrajcę”13. Przepiękny komentarz autorski do tej wypowiedzi stanowiły słowa na końcu eseju, w których Grudziński, doceniając bystrość obserwacji francuskiego markiza, stwierdził jednakże, iż dobrze działało tylko jedno jego oko. „Było jeszcze za wcześnie, by zaostrzyło się także drugie i ujrzało pod powierzchnią kraj podziemny, w którym życie społeczne jest permanentną konspiracją w obronie prawdy”14. AutorListów z Rosji tego nie dostrzegł. Inaczej Herling – patrzył on na Rosję sowiecką dwojgiem oczu, być może nawet szczególnie wyostrzał spojrzenie na „kraj podziemny”, „rewolucjonistów”, „wrogów porządku” walczących z oficjalnym kłamstwem. Podobnie Czapski, w nieco mniejszym zakresie zaś Vincenz i Wat. I dzięki temu mogli polscy pisarze „bałamucić” emigrantów i nielicznych czytelników krajowych nadzieją zmian w imperium. Trudno przy tym nie wyrazić podziwu, że owe wizje „innej”, niesowieckiej Rosji, które wydawały się politycznym awanturnictwem, Czapski i Herling zaczęli głosić ponad pięćdziesiąt lat temu, gdy bardziej realne i prawdopodobne zdawało się być zrealizowanie antyutopii Zamiatina i Orwella.

* * *

W książce tej przyjąłem zasadę indywidualnego podejścia do pisarzy. Jej konsekwencją jest poetyka szkicu do portretu, pozwalająca połączyć analizę twórczości konkretnego autora z wychwyceniem „rosyjskich” rysów na jego wizerunku. Metoda taka daje szansę innego spojrzenia na twórczość pisarzy już znanych, pozwala przybliżyć autorów, którzy nie doczekali się jeszcze należnego im miejsca w historii literatury, a także umożliwia wyciągnięcie z mroków niepamięci tych, którzy zginęli nie tylko z horyzontu czytelniczego, ale nawet badawczego. Próbuję dowieść, że „rosyjski problem” u każdego z tych pisarzy odgrywa niezwykle istotną rolę i wzbogaca „nurt” rosyjski w piśmiennictwie Drugiej Emigracji. Perspektywą badawczą objęci zostali autorzy emigracji niepodległościowej w różny sposób i w różnym stopniu poddani sowieckiemu terrorowi, którzy swoje zainteresowanie Rosją ujawnili w publikacjach powstałych w powojennym piętnasto-, dwudziestoleciu i często kontynuowali je właściwie aż do końca twórczości. Takie założenie wyeliminowało z badawczego oglądu niezwykle ważne dzieła późniejsze, by wymienić choćby W cieniu Katynia Stanisława Swianiewicza czy Po wyzwoleniu Barbary Skargi (Wiktorii Kraśniewskiej).

Oczywiście, więcej byśmy znaleźli przestrzeni wspólnych doświadczeń, podobnych problemów, tożsamych wniosków, dlatego też wielokrotnie kreśląc doświadczenia jednego twórcy, przywołuję refleksje, spostrzeżenia innych. Ważne jest dla mnie jednak dostrzeżenie „własnego” wysiłku dochodzenia do Rosji, pokazania inności dróg wiodących z różnych punktów wyjścia do podobnego celu. Zależy mi również na zaprezentowaniu możliwie najszerszego spektrum polskiego poszukiwania „innej Rosji”, ukazaniu determinantów polskiego jej widzenia. Jest więc Rosja postrzegana z perspektywy Polki jednoznacznie deklarującej przynależność narodową i katolicką, ale także polskiego kosmopolity i chrześcijanina otwartego na inne wyznania i religie; jest Rosja socjalisty i rozczarowanego komunisty; jest Rosja polskiego Żyda świadomego własnej tożsamości i Żyda ową tożsamość ukrywającego. Jest też Rosja pisarzy „inkubowanych” w jej kulturze i jest Rosja twórców manifestujących kulturową obcość.

Nie o wszystkich autorach dzieł włączonych do kanonu literatury Drugiej Emigracji piszących o Rosji powstał osobny szkic, ale żaden z ważnych pisarzy, jak się zdaje, nie zniknął z badawczego horyzontu. Sądzę jednak, że kompletność nazwisk i tekstów nie jest ani możliwa, ani chyba celowa. Mnogość dzieł poświęconych zwłaszcza polskiemu doświadczeniu w Rosji sowieckiej zmuszała do dokonania arbitralnego wyboru, na który niewątpliwie istotny wpływ wywarły sympatie czytelnicze piszącego. Jednak decydującym kryterium doboru pisarzy była możliwość zaprezentowania przy okazji kreślenia szkicu do portretu specyficznych cech postawy polskiej wobec Rosji.

ROZDZIAŁ PIERWSZYDrogi i bezdroża do „innej” Rosji

Rosyjskie „asocjacje” Polaków

Józef Czapski w jednym z esejów przytacza gorzkie słowa Aleksandra Hercena: „nie ma narodu sąsiadującego z Rosją, który by znał mniej Rosję niż Polska. Na zachodzie najprościej nie znają Rosji, ale Polacy nie znają jej z  p r e m e d y t a c j ą”1. Polski eseista nie tylko zgadza się z opinią Hercena, w której wyraźnie pobrzmiewa nuta nieodwzajemnionej sympatii, ale – mimo upływu prawie stu lat – akcentuje jej ciągłą aktualność. Podkreśla głęboką szkodliwość polityczną, ale także zasadniczą niestosowność w sensie humanistycznym polskiego ignorowania Rosji. I to niezależnie od okoliczności historycznych i politycznej koniunktury.

Równolegle z tym powszechnie akceptowanym polskim brakiem zainteresowania Rosją, dostrzegamy, „poczynając od romantyzmu, a kończąc na dniach dzisiejszych”, zastanawiającą skłonność „do najostrzejszej krytyki Rosji”. Polska, jak podkreśla Maria Janion, „uznawała się za największą znawczynię wszystkich nieprawości Rosji, zarówno Rosji carskiej, jak i Rosji sowieckiej. Stale kładła nacisk na to, że Rosja nie należy do Europy”2. Tak oto stajemy wobec niezwykłej sytuacji: ostrej krytyce Rosji towarzyszy brak wiedzy o niej, nawet więcej – wprost deklarowana niechęć do jej zdobycia. Czy może to wynikać z intuicyjnej pewności, że „Polacy wiedzą o Rosjanach to, co Rosjanie wiedzą o sobie samych, nie chcąc się do tego przyznać, i odwrotnie”3? Ale chyba właśnie kontentowanie się „taką” wiedzą uniemożliwia wypracowanie innej postawy, skazuje na posługiwanie się stereotypem, wykorzystywanie resentymentów, odwoływanie do trudnych doświadczeń, zawodów i kompleksów.

Zarówno konstatacja Hercena, jak i komentarz Czapskiego, trafne przecież w ogóle, wypowiedziane zostały jednak w szczególnych momentach historycznych, w których niechęć wobec Rosji miała, z ludzkiej perspektywy, jednakowo silne uzasadnienie. Sytuacja polityczna w żadnym razie nie mogła skłaniać do poznawania Rosji, a zwłaszcza do zgłębiania jej sine ira et studio. Hercen napisał swoje słowa w postyczniowych latach nasilonej polityki rusyfikacyjnej. Czapski zaś, jak jego dziewiętnastowieczni poprzednicy na paryskim bruku, w epoce oficjalnej przyjaźni polsko-radzieckiej, która przesłaniając podporządkowanie Polski wschodniemu sąsiadowi, zmusiła do emigracji setki tysięcy Polaków, skazała na całkowite zapomnienie agresję wrześniową, zbrodnię katyńską, sowiecką okupację i terror, w wyniku czego wielowiekowe uprzedzenia i abominacje uległy jeszcze spotęgowaniu.

Obaj pisarze byli świadomi negatywnych konsekwencji akceptacji stereotypu. Dlatego też mądry Hercen, jak się wydaje, kładł mniejszy nacisk na samą niechęć Polaków do Rosji niż na niechęć do podjęcia przez nich wysiłku jej poznania. Słusznie bowiem w poznaniu upatrywał szansę przełamania uprzedzeń, przezwyciężenia, by tak powiedzieć, polskiej antyrosyjskości apriorycznej, „organicznej”4, obejmującej zresztą wszystko, co rosyjskie: państwo, jego mieszkańców, język, przyrodę. Pewnie nawet rosyjską kulturę5. Najgłębszą niechęć i nienawiść zdają się bowiem reprezentować ci, którzy przejmują je jako niekwestionowane dziedzictwo (rodowe, narodowe, kulturowe), jak w egzaltowanym posłaniu Do Moskali wyraził to Krasiński: „…bo z mlekiem wyssałem, / Że was niecierpieć jest święcie i pięknie! / I ta nienawiść mojem dobrem całem!”6. I nie poprzestając na tej świętej, „arcypolskiej” deklaracji, utwierdzają się w niej, śledząc kolejne odsłony wielowiekowego dramatu polsko-rosyjskiego.

Nieszczęściem w naszych relacjach było to, że wzajemne poznawanie odbywało się niemal zawsze poprzez najazdy, wojny, okupacje, że było skutkiem polityki gwałtu i wynaradawiania, zsyłek i deportacji. W tym „rodzinnym sporze domowym” Słowian7 trwającym od niemal trzech stuleci Polakom przypadła rola ofiary. I jakże często w ciągu tych wieków musiały padać słowa podobne do tych, które napisał – równocześnie niemal z Hercenem – anonimowy autor artykułu To i owo o literaturze Moskali: „Krzywdy, jakich doznaliśmy i doznajemy od rządu moskiewskiego oraz ten świeżo po roku 1863 rozbudzony duch nienawiści, jaki trysnął spod pióra Katkowa i Katkowców, a wionął na nas z całą zjadliwością, nie pozwalają nam bez odrazy spoglądać na wszystko, co rosyjskie”8. Ale przecież na obrotowej scenie owego historycznego dramatu zdarzały się akty, w których role były rozdane inaczej. Wcześniej, o czym na ogół zapominamy skupieni na niedawnych stosunkowo klęskach, „to my szliśmy na wschód, to my imponowaliśmy [Rosjanom] przez długi czas, to oni bali się, że ich spolonizujemy”9. Dopiero na początku wieku XVIII sytuacja odwróciła się diametralnie: Rosja dosłownie weszła w polskie życie, w polskie myśli, w naszą literaturę, jak pisał Adam Zagajewski w wierszu zadedykowanym zresztą Josifowi Brodskiemu i stylizowanym chyba na Wielką elegię Johna Donne’a10.

Od tego czasu Polacy stereotypowo uznają Rosjan za agresorów, najeźdźców, odwiecznych i naturalnych wrogów. Ich siła jest brutalna, przeciwstawiamy jej siłę miłości i wybaczania, sytuujemy się po stronie zwycięstwa duchowego, co podkreślał Herbert w wierszu 17września. Najpełniejszy wyraz ów stereotyp znalazł w „historii Polski w niesamowitym skrócie” zamieszczonej w narodowo-katolickiej „Gazecie Polskiej”. Oto ona: „966 – początek, 1772 – weszli Ruscy, 1793 – weszli Ruscy, 1795 – weszli Ruscy, 1831 – Ruscy wyszli, ale znów weszli, 1863 – Ruscy wyszli, ale znów weszli, 1918 – Ruscy wyszli, 1920 – Ruscy weszli, ale zaraz wyszli, 1939 – weszli Ruscy, 1944 – weszli Ruscy, 1981 – podobno mieli wejść (Ruscy), 1992 – Ruscy mówią, że zaraz wyjdą, 1993 – Ruscy wyszli, 1994 – Ruscy mówią, że jeszcze wejdą, 1995 – Ruscy mówią: NATO – przyjdzie czas! 1996 – Ruscy wymyślili «korytarz», żeby mieli czym wejść”11.

W tym nagromadzeniu dat „wejścia” Ruskich do Polski osiem wieków, w których najeźdźcy i zaborcy nie było, jest ledwo zauważalnym momentem. Odbiorca, czytelnik owej „historii”, musi pozostać przekonany o ciągłym zagrożeniu ze strony odwiecznego wroga. W tekście tym bowiem, jak słusznie zauważa Prokop, święci tryumf „zdemonizowany mit-stereotyp, utożsamiający rosyjskość i sowietyzm pod wspólnym pojęciem idei imperialnej, od zawsze zagrażającej bytowi polskiego narodu”, choć w tym wypadku w postaci „konfrontacji etnosów raczej niż idei i wartości”. Jest to więc przeciwstawienie „Narodu Krzywdziciela (Rosjan – nieateistycznego komunizmu!) – Narodowi Skrzywdzonemu (Polakom)”, „Imperium Zła” – „Królestwu Jasności”. Maria Janion dodaje: satanizacji Rosji towarzyszy angelizacja Polski12.

Otóż taka sytuacja niezwykle utrudnia, by nie powiedzieć, uniemożliwia wręcz chęć poznawania Rosji. Tiutczew w słynnym wierszu przestrzegał, że nie da się Rosji objąć rozumem, że można w nią tylko wierzyć. Mistykę serca postulował i realizował w badaniach nad rosyjską ideą Bierdiajew. Odrzucał on postawę empiryczną, uważając, że zbyt wiele zdarzeń w jej historii odstręcza. Żeby zrozumieć Rosję, potrzebne są, zdaniem filozofa, ewangeliczne cnoty „wiara, nadzieja i miłość”13. A jakże możliwe jest to dla Polaka, którego w nieobjęte przestrzenie Rosji wyrzucił ów zmitologizowany odwieczny wróg? Polskiemu zgłębianiu Rosji jednak towarzyszyła także mistyka, źródło nienawiści wszak znajduje się w sercu. Niewiele jest bowiem dzieł polskich zgłębiających con amore problem Rosji, a jeśli już takie się pojawiło, to jego autor musiał się liczyć z przyjęciem na siebie ciężkiego brzemienia apostazji narodowej14. Najważniejsze polskie dzieła poświęcone Rosji powstawały po naszych największych klęskach w walkach z wschodnim sąsiadem, w czasach – z wyjątkiem lat postyczniowych15 – nasilonych represji i polityki terroru. Kiedy bowiem Rosja upomniała się o „swoje”, kiedy z brutalną premedytacją zmuszała Polaków do bliższego z sobą zaznajomienia, wtedy najwrażliwsi jej „badacze”, zarówno ci zesłani w jej nieogarnione przestrzenie, jak i ci, którzy poznali ją na „ojczyzny łonie”, stworzyli dzieła ważkie i wielkie. W epoce Hercena były to dzieła Mickiewicza (Ustęp do Dziadów częściIII, Literatura słowiańska), Henryka Kamieńskiego, walczącego z „niepojęciem Rosji”16 (Rosja i Europa. Polska. Wstęp do badań nad Rosją i Moskalami17), pisma Norwida – by poprzestać na najważniejszych. Została w nich przekroczona bariera przeciętnej, intuicyjnej wiedzy Polaka, rzeczywistość rosyjskiego imperium doczekała się analizy przeprowadzonej z perspektywy głębokiej i uniwersalnej, polskiej i europejskiej18, politycznej i humanistycznej. To przecież w romantyzmie, który do polskiego rozumienia Rosji wniósł najwięcej, powstało rozróżnienie carskiej Rosji i rosyjskiego ducha narodowego, czemu najpełniejszy wyraz dał Mickiewicz w Ustępie do Dziadów częściIII19. W wielu tekstach poetyckich podkreślano, że nienawiść do caratu w niczym nie umniejsza przyjaźni do Rosjan i nadziei na wolność obu narodów w przyszłości. Norwid przestrzegał, że „przywiązywanie ohydy do słowa  M o s k a l,  do słowa  M o s k w a  jest zarazem przeciw-historyczną i przeciw-polityczną działalnością”20. „Wrogiem caryzmu, przyjacielem rosyjskiego narodu” określał się „syn pokutnej Polski”, Kornel Ujejski21. Walkę z caratem często tłumaczono obroną prawdziwej Rosji. Pojawiały się zarzuty zniemczenia bądź zmongolizowania krwi słowiańskiej, znieprawienia Rosji przez wpływy azjatyckie lub zachodnioeuropejskie, co rozpoczął Piotr I, siłą narzucając obcą powłokę cywilizacyjną. Caryzm łączył więc „azjatyckie okrucieństwo i pogardę ludzi z elementem sprawnej, prusko-niemieckiej machiny organizacyjnej oraz francuskiego luksusu i rozwiązłości obyczajów”22.

„Pewne przesunięcia akcentów”23 w stosunku do literatury romantycznej w polskim poznawaniu Rosji przyniosły dzieła powstałe po klęsce powstania styczniowego. Istotne miejsce w owej zmianie zajmuje twórczość Józefa Ignacego Kraszewskiego24, a zwłaszcza powieść Moskal (1865). W eseistycznym wstępie Bolesławita konstatuje, iż kilka wieków pisania o Rosji i Rosjanach nie wystarczyło, by kraj ten i naród poznać. Pełni obrazu nie stworzyły ani „płatne apologie”, ani „ostre diatryby”. Pierwsze dawały „kłamliwe ideały”, drugie zaś „dziwaczne karykatury”25. Pomylił się zarówno de Custine, jaki i Haxthausen26. Kraszewski przyjął więc zasadę poznania empiryczno-eksperymentalnego, małe polskie dziecko „zesłał” na wychowanie do Rosji, by później w pełni ukształtowanego dorosłego Rosjanina skonfrontować ze światem, z którego wyszedł. Genetyczne determinanty poddał, jak byśmy dzisiaj powiedzieli27, próbie zaprogramowania kulturowego. To ciekawe założenie osłabia jednak przyjęta a priori i wyłożona we wstępie teza. Konflikt polsko-rosyjski pisarz tłumaczy ścieraniem się idei swobody z niewolą, polską wyższością moralną nad moskiewskim zepsuciem. Kraszewski wierzy w możliwość powstania „narodu potężnego i wielkiego”28, wszakże pod warunkiem odstąpienia od wychowania moskiewskiego, które niszczy szlachetność, zbydlęca człowieka, kształcąc w nim pychę, samolubstwo, próżność. Każdy Rosjanin, któremu szczęśliwie uda się zachować w sobie ludzkie cechy, zostanie zniszczony na katordze, na wygnaniu, zostanie zrównany z innymi niewolnikami. Puszkin, Lermontow, Gogol to dla pisarza tylko niezrozumiały wypadek pojawienia się „kwiatów na pognoju”29. W „krótkim kursie” historii Rosji, kompensując chyba rozpacz z powodu klęski styczniowej, autor Moskala podkreśla, że na nic zdały się działania kolejnych carów, bo nie posunęły one „o krok cywilizacji rosyjskiej”30, nie zmieniły braku szacunku do człowieka. Kraszewski przełamuje dychotomiczną koncepcję romantyzmu, oddzielającą dobrego Rosjanina (Słowianina) od okrutnego caratu. Albo inaczej, romantyczne rozróżnienie caratu i narodu u Bolesławity nie oznacza obarczenia odpowiedzialnością tylko despotycznego systemu władzy, ponieważ według niego „pozorny” patriotyzm uczynił Rosjan „wspólnikiem zbrodni popełniających się w Polsce”31. Ale pisarz przestrzega przed typowo polskim grzechem – brakiem troski o rozdzielenie „rządu od narodu”, dzięki któremu łatwo w Polsce uzyskać popularność, „okazując nienawiść do Moskali”.

Do romantycznego spojrzenia na Rosję nawiązywał Stanisław Brzozowski32. Był on bowiem przekonany, że „kto myśli o przyszłości Polski, musi rozumieć Rosję, musi ją rozumieć lepiej, niż ona sama siebie pojmuje, jeżeli chce ją wyprzedzić”33. Wysiłek ten podjął przede wszystkim w Płomieniach (1907), w żywej dyskusji z Biesami Dostojewskiego, który, jak czytamy w Legendzie Młodej Polski, „przyjmuje moralną odpowiedzialność za całe straszliwe dzieje Rosji, przyjmuje rzeczywistą Rosję jako  k o n k r e t n y   d z i e j o w y   k s z t a ł t   w ł a s n e j   d u s z y”34. W kolejnych utworach powracał Brzozowski do Rosji, poprzez jej literaturę poruszał problematykę uniwersalną, przeciwstawiał dynamiczność, dorosłość i otwartość duszy rosyjskiej zaściankowej duszy polskiej35. Zarzucał Polakom duchowy arystokratyzm ograniczający możliwość zrozumienia „człowieka podłego”, dostrzeżenia w nim człowieczeństwa. Zresztą podobnie jak Wacław Berent w Oziminie (1911), w której Rosjanin obnaża i demitologizuje tak zwaną polską naturę.

Literatura dwudziestolecia zapoznała piękną tradycję „Mickiewiczów, Norwidów, Brzozowskich”36. Bliższy epoce zdawał się być Kraszewski, którego Moskal został wznowiony w roku 1930. Międzywojnie, kreując generalnie negatywny obraz Rosji i Rosjanina, rekompensowało w ten sposób ponad stuletnie ograniczenia i konieczność sięgania przez twórców po język ezopowy. Trzeba jednakże pamiętać, że zdobycie niepodległości, także w piśmiennictwie, spowodowało przesunięcie tematu Rosji na plan znacznie dalszy, niż to było w epokach poprzednich. Wyjątek stanowiły jedynie lata wojny z bolszewikami, kiedy powstało mnóstwo utworów satyrycznych i dokumentarnych, mało wszak wartościowych. Polscy pisarze zmagali się z przerażającym fenomenem przewrotu, a potem z wejściem jego dzikich aktorów („wściekłych psów”37) w sielankową przestrzeń ziemiańskiego świata. Ową atmosferę świetnie oddaje tytuł książki I. Lutosławskiej Bolszewicy w polskim dworku (1922), który poza skonstatowaniem niemożliwego, poza przerażeniem, wstrętem i pogardą odsłania zetknięcie się dwóch światów, dwóch cywilizacji, a właściwie cywilizacji z barbarią. To historyczne przerażenie nakładało się niczym w palimpseście na kształtowane przez wieki idiosynkrazje, antyrosyjskie wychowanie patriotyczne.

W literaturze międzywojennej, której przyszło zmierzyć się z nowym wyzwaniem, z Rosją bolszewicką, nie zauważono właściwie jakościowej różnicy między Rosjaninem przedrewolucyjnym a Rosjaninem z czasów sowieckich. Dominowało przekonanie o przejęciu przez „czerwony carat” dziedzictwa „białego caratu”, czemu najpełniejszy wyraz dał Jan Kucharzewski w swojej monumentalnej, wielotomowej historii Rosji38. Nowy antybolszewizm nałożył się na tradycyjną polską rusofobię39. I ta niedobra tendencja przetrwała i utrwaliła się w powojennych latach „przyjaźni polsko-radzieckiej”. Pierwsze przejawy tego zjawiska ujawniły się właśnie w czasie wojny polsko-bolszewickiej, którą odbierano jako próbę narzucenia młodemu, suwerennemu państwu nowych porządków zaprowadzonych w Rosji, a także jako kontynuację antypolskiej polityki Rosji. W takim ujęciu nie był to tylko konflikt wartości i idei, ale odwieczny konflikt wrogich narodów, choć kłóciło się to z intencją odezwy Piłsudskiego wydanej w najtrudniejszych dniach lata 1920 roku, kiedy do Warszawy zbliżała się armia bolszewicka: „Nie naród rosyjski jest tym wrogiem, wciąż nowe siły pędzącym do boju – wrogiem tym jest bolszewizm, który – twardym jarzmem nowej, straszliwej tyranii spętawszy lud rosyjski – chce narzucić z kolei ziemi naszej […] swe rządy mroczne i krwawe”40.

Piłsudski tymi słowami nie tylko raz jeszcze dowiódł, że był dziedzicem literatury romantycznej (wyraźne jest tu bowiem przeciwstawienie tyrańskiej władzy, tym razem bolszewików, ludowi rosyjskiemu), ale także antycypował nastawienie najwartościowszych dzieł powojennych.

Wówczas dominował przecież nurt atawistycznej nienawiści. Juliusz Kaden-Bandrowski, jeden z najważniejszych prozaików międzywojnia, we wspomnieniowej, adresowanej do młodzieży książce Nad brzegiem wielkiej rzeki umieścił fragment jednoznacznie kształtujący nastawienie do Rosji. Opowiedział w niej swoje przeżycia towarzyszące oglądaniu mapy, która przedstawiała kraje europejskie za pomocą ludzi i zwierząt: „Malutka Polska w rogatywce płakała do białej chusteczki, z jednej strony groził jej Prusak w hełmie, z drugiej Austriak z piórkami strzeleckimi na głowie, z trzeciej sięgała po rogatywkę ogromna niedźwiedzica biała, z czarnym nosem i czarnymi oczami.

– To Rosja.

Rysunku tego, boleści, jakiej na ten widok doznaliśmy, nigdy nie zapomnę. Układaliśmy długo zemstę […] licząc, ilu i jakich potrafilibyśmy przeciw Rosji wystawić żołnierzy”41.

Wcześniej Kaden wspominał, że w dziecięcej zabawie „pokrzywy były zawsze Rosjanami, wycinaliśmy je drewnianymi mieczami, za to, że Rosjanie gnębią Polaków”42. Jego książka, odtwarzając klimat patriotycznego wychowania w epoce zaborów, co prawda, w Galicji, podtrzymywała i kształtowała polską antyrosyjskość w czasie niepodległości. Podobnie jak wiersze Iłłakowiczówny poświęcone walce komunistów z religią, z polskimi kapłanami w Rosji sowieckiej. Jeden z nich poetka zatytułowała Opowieść o moskiewskim męczeństwie, wpisując zamordowanego księdza w poczet ofiar kilkuwiekowego terroru rosyjskiego, czego jaskrawym dowodem jest epitet w tytule poematu. W książce przedstawiającej polską myśl historyczną XIX i XX wieku wobec Rosji Andrzej Wierzbicki zrekonstruował, „krąg «rosyjskich» asocjacji, które […] [od dawna stanowiły] dla wielu Polaków swoisty szablon identyfikacyjny, odnoszony do rosyjskiego ludu i rządzonego przez samowładcę państwa: więzienie – okrucieństwo – niewola, car – knut – biurokracja”43. I ta właśnie antyrosyjska, martyrologiczna tradycja święciła triumfy w dwudziestoleciu. Ową postawę celnie i gorzko podsumował Leon Kozłowski: „Mieliśmy przed sobą nowe zjawisko zupełnie, ale nie widzieliśmy jego cech właściwych, bo patrzyliśmy przez pryzmat przekazany przez tradycję”44. Z podobnym problemem zetkną się ich synowie i wnuki. I znaczna część powtórzy błędy swoich przodków.

Istotną cezurą w dziejach międzywojennego pisania o „nowej” Rosji mógł stać się rok 1932, w którym rząd II Rzeczypospolitej podpisał układ ze Związkiem Sowieckim. Umożliwił on wjazd do „ojczyzny proletariatu” polskim reportażystom i pisarzom, „zbuntowanym przekornie przeciw […] dostępnej wówczas […] rzeczywistości”45. Dał im szansę dostrzeżenia różnic między imperium carskim a stalinowskim. Liczne teksty46 powstałe po tych kontrolowanych wyjazdach nie miały jednak tej rangi co nieco późniejsze dzieła Celine’a (Mea culpa) czy Gide’a (Powrót zZSRR, wydane w języku polskim w roku 1937). Odpowiedziały natomiast na olbrzymie zainteresowanie i równie wielki niepokój Polaków, „jak jest w Rosji”47. W odpowiedziach podkreślano raczej „wieczną Rosję”48, modyfikując tylko pewne człony triady „szablonu identyfikacyjnego”. Polscy autorzy nie zdołali zatem „rozwiązać rebusu sierpa i młota”, jak pisał Janta, nie „zamanifestowali swojej współczesności i pozycji na wysokości czasów idących”49.

I to była najbliższa tradycja „polskich świadków GUŁagu”. Wychowani w atmosferze antyrosyjskości, kształceni na martyrologicznej literaturze, z tą wizją „odwiecznego wroga” stawali się poddanymi Rosji sowieckiej. Świetnym przykładem zakorzenienia w takim myśleniu, będącym jednocześnie dowodem bezradności w poznawczym opanowaniu nowej sytuacji, jest fragment powieści Herminii Naglerowej Sprawa Józefa Mosta. Jej główna bohaterka na wieść o aresztowaniu przez NKWD towarzysza życia „sięgnęła […] do pomocy czytanych kiedyś opisów rewizji, aresztowania, więzienia. Dopowiedziała sobie jeszcze i to: kajdany, katorga, Sybir…”50. Słusznie zarzucając jej niezdolność do przekroczenia tradycyjnego progu polskiego poznania („Szacujecie nas podług zewnętrznych, śmieszących was braków, nieokrzesania, jak to nazywacie”), sliedowatiel podkreślił absolutną niewystarczalność tych kryteriów wobec rzeczywistości „idei realizowanej w stu procentach”51. Bohaterka Naglerowej nie zauważyła bowiem, podobnie jak setki tysięcy jej podobnych, że w historycznym porządku pokoleń żyjących „przeciw państwu, które nie mogło nas pokonać groźbą ni karą”, jej generacji przyszło się zmierzyć z „państwem doskonałym”52.

Wobec „państwa doskonałego”

Zrozumienie rzeczywistości „państwa doskonałego” wymagało stworzenia nowych kryteriów poznawczych. Nie przypadkowo niemal nazajutrz po opuszczeniu „nieludzkiej ziemi” Czapski, znający przecież Rosję jak żaden inny Polak, skarżył się, że nie może „z nikim się podzielić istotą swoich przeżyć”, bo i dla niego samego „istota ta niezupełnie jest jasna, jest w niej «jądro ciemności», do końca nieuświadomione, ale tak ostro wyczuwalne, że aż dławi, odgradza od innych ludzi”53. Jednak w większości licznych tekstów wspomnieniowych54, powstałych bezpośrednio po opuszczeniu „państwa doskonałego” i podporządkowanych optyce „świeżego wspomnienia krzywdy”55, polskie widzenie Rosji sowieckiej wpisywało się w utrwalone tradycją „doświadczenie Sybiru”56, we wzorzec rosyjskiego terroru i narodowej martyrologii57. Jakże często odpowiedzialnością za uwięzienie w kraju obarczano nie tylko system w nim panujący, ale także jego mieszkańców, język, kulturę, przyrodę, choć nie oznaczało to polonocentryczności. Herminia Naglerowa miała bowiem rację, dowodząc, że „wszystkie lub prawie wszystkie polskie książki na temat sowiecki […] upominają się o człowieka, o każdego człowieka znoszącego to, co jest nie do zniesienia. Wytrzymały i godny, spodlony i uległy, oporny, załamany – każdy należy do zespołu ludzkiego i nie wolno go się wyrzec, wyrzucić poza obręb człowieczeństwa”58.

Otóż w polskiej literaturze łagrowej owo napięcie między obowiązkiem patriotycznym a powinnością ogólnoludzką miało, jak się wydaje, podstawowe znaczenie. Polscy świadkowie głęboko przejęli się obowiązkiem wobec pozostałej w obozach niezliczonej rzeszy „krzywdzonych i poniżanych”. Gdyż nawet u autorów (świetnym przykładem jest tu Beata Obertyńska), w których postawie dominowała niemal organiczna pogarda, ból i strach, którzy gotowi byli winić za uwięzienie wszystko i wszystkich, można dostrzec proces przezwyciężania niechęci wobec towarzyszy niedoli. Pragnienie dania literackiego świadectwa indywidualnemu cierpieniu, a także narodowemu po opuszczeniu „domu niewoli” nie stępiło wrażliwości ani zdolności dostrzeżenia cierpień innych, zwłaszcza Rosjan. Płaszczyzna narodowa nie przesłoniła płaszczyzny ogólnoludzkiej59. Najpełniejszą artykulację powinności „polskich świadków gułagu” znajdziemy w przemowie Herlinga, który odbierając nagrodę za Inny Świat, deklarował: „dopóki ta hańba współczesnego niewolnictwa nie zostanie starta z ziemi, dopóty każdy pisarz, który dotknie jej swym piórem i potrafi w całej grozie odsłonić przed oczami czytelników, odda nie tylko przysługę ludzkości, ale nawiąże do najlepszych tradycji literatury”60. I taka perspektywa obecna jest w większości dzieł. Jerzy Gliksman w szczególny sposób zaakcentował ją już w tytule swojej książki Tell the West (Powiedz Zachodowi), wydanej w 1946 roku w Nowym Jorku61. Anatol Krakowiecki „składał zeznanie przed skamieniałym sumieniem świata”62. Słusznie więc generał Anders skonstatował we wstępie do Diabła w raju Tadeusza Wittlina wypełnienie przez Polaków „obowiązku wobec własnego narodu i wobec całego cywilizowanego świata”63.

Ale przecież mimo gotowości przezwyciężenia uprzedzeń, mimo heroicznego wysiłku wypracowania empatii dla cierpień ludzi innych narodowości64, w tym Rosjan, liczne książki wspomnieniowe skupione są właściwie, co bynajmniej nie oznacza próby zdyskredytowania ich wartości dokumentalnej czy emocjonalnej, tylko na zrekonstruowaniu bolesnych przeżyć indywidualnych na „nieludzkiej ziemi”, na ukazaniu relacji: prześladowca – prześladowany, oprawca – ofiara. A to w żadnym wypadku nie jest tożsame z gotowością do refleksji nad specyfiką „domu niewoli”, nad przekroczeniem polskiego continuum Rosji.

W cytowanym przemówieniu Herling próbował sprecyzować problematykę Innego świata oraz książek swoich „starszych kolegów”: Czapskiego, Naglerowej, Obertyńskiej, Krakowieckiego, Grubińskiego. Nie przyszło mu to łatwo, zastanawiał się bowiem, czy są to „książki o Rosji” czy o rosyjskich obozach koncentracyjnych65. Pomińmy w tym miejscu zaskakujące w pisarstwie Herlinga, choć dość powszechne w polskiej literaturze powojennej, zastosowanie nazwy Rosja w odniesieniu do Związku Radzieckiego oraz użycie przymiotnika „rosyjski” na określenie instytucji sowieckiej66, czego w późniejszej twórczości pisarz nie tylko starał się konsekwentnie unikać, ale nawet innych przestrzegał przed popełnianiem takich błędów. Istotne są wątpliwości, w których odnaleźć można odpowiedź na pytania, co łączy tak różne przecież książki i co je różni w stosunku do innych tytułów polskiej literatury zsyłkowej67? Otóż ich wartość, niezależnie od poziomu artystycznego, zawiera się właśnie w sztuce zespolenia w dziele opisu losu polskiego, ogólnoludzkiego z próbą zrozumienia Rosji, z pragnieniem jej poznania. A często także odróżnienia Rosji od państwa sowieckiego, z przyświecającą temu koniecznością przemyślenia „lekcji komunizmu i sowietyzmu”. A więc przekroczenia narodowych obciążeń i ograniczeń, które zarzucał Polakom Hercen i które dostrzegał u rodaków i w większości polskich książek Józef Czapski.

Jego esej O „Wyborze pism” Rozanowa ukazał się w takim momencie, gdy ważne książki-świadectwa z Rosji sowieckiej zostały już opublikowane. Czapski zresztą nie tylko znał efekty poznawania Rosji, ale sam je współtworzył i wytyczał szlaki tym „badaniom”. Wspomnienia starobielskie (1944) były przecież najwcześniejszym68 polskim świadectwem ze stalinowskiej Rosji. Kilka lat później ukazało się jego opus magnum – Na nieludzkiej ziemi, które poprzedziły Cofnięty czas Mariana Czuchnowskiego, Czerwony Sfinks Zygmunta Szyszko-Bohusza, W domu niewoli Beaty Obertyńskiej, Przez kraj niewoli Jana Kazimierza Umiastowskiego, Tell the West (i spolszczona wersja Powiedz Zachodowi) Jerzego Gliksmana. A zaraz po nich Między młotem a sierpem Wacława Grubińskiego, Książka o Kołymie Anatola Krakowieckiego i – last but not least – Inny świat Herlinga-Grudzińskiego, najważniejsze obok książek Sołżenicyna, Szałamowa, Weissberga-Cybulskiego, ale dużo wcześniejsze dzieło świadka sowieckiej „cywilizacji koncentracyjnej”. Dokumentarnym tekstom towarzyszyły i wspierały je dzieła sfabularyzowane – Dzieje rodziny Korzeniewskich Melchiora Wańkowicza, Ludzie sponiewierani i Sprawa Józefa Mosta Herminii Naglerowej, Diabeł w raju Tadeusza Wittlina, Tyfus, teraz słowiki Mariana Czuchnowskiego, Budujemy kanał Witolda Olszewskiego. Ową galerię dzieł polskiego poznawania Rosji sowieckiej i Rosjan w powojennym piętnastoleciu znacząco wzbogacił Józef Mackiewicz powieściami Droga donikąd i Kontra.

Już po eseju Czapskiego Vincenz opublikował Dialogi z Sowietami, a Józef Mackiewicz wydał kolejne powieści (Sprawa pułkownika Miasojedowa, Lewa wolna, Nie trzeba głośno mówić). Ukazały się też eseje Herlinga, Czapskiego, Mackiewicza, Vincenza, Miłosza, Wata, wspomnienia Barbary Skargi, Stanisława Swianiewicza, Oli Watowej, by wymienić tylko najważniejszych twórców. Ich dzieła stanowią nie tylko wkład do refleksji Polska–Rosja, nie tylko wpisują się w kolejny rozdział polskiego doświadczania Rosji, tym razem komunistycznej, ale tworzą (lub powinny tworzyć) znaczący fragment światowego rosjoznawstwa i jego dwudziestowiecznej mutacji – sowietologii. Byłyby one ważnym głosem w ówczesnej rzeczywistości, mogłyby w istotny sposób się przyczynić do „otwarcia oczu Zachodu”69 na inny wizerunek Związku Sowieckiego, gdyby ów świat chciał te oczy otworzyć. Emigracyjna literatura polska demistyfikowała obraz Rosji jako wyzwoliciela Europy, pokazywała światu Rosję inną od dominującego jeszcze w czasie wojny obrazu dzielnego i wiernego alianta70. A później zasadniczo inną od kreowanego przez zachodnie elity intelektualne obrazu państwa sprawiedliwości społecznej, za każdym razem trafiając na gwałtowny opór ze strony tego świata. Pisarze realizowali więc założenie bliskie Kamieńskiemu walczącemu z europejskim „niepojęciem” Rosji, choć tu raczej powinniśmy mówić o niechęci poznania. Trzeba było jednak dopiero dzieła Sołżenicyna, by w opisie tym dostrzeżono sprawiedliwy obraz Rosji stalinowskiej, a nie przejaw polskiej rusofobii.

Twórcy literatury zsyłkowej ukształtowani przez literaturę międzywojenną sięgnęli bowiem do romantycznej szkoły pisania o Rosji. Wrócili, pomijając swoich bezpośrednich nauczycieli, do pięknej tradycji rozróżniania Rosji carskiej od rosyjskiego ducha narodowego; do postawy, której najpełniejszy wyraz dał Mickiewicz w Prelekcjach paryskich, kiedy mówił, że choć pochodzi „z tego ludu, który wysilając się do ostatka, stawia opór Rosji”, ma „odwagę wyrzec, że nienawiści do Rosji nie ma”71. Z romantykami łączyło ich podobieństwo doświadczeń, uwzględniając oczywiście fundamentalną różnicę między „pięknym wiekiem” XIX72 a „wilczym wiekiem” XX73. Po wstępnych, wymuszonych siłą „badaniach” z  p r e m e d y t a c j ą  pogłębiali wiedzę o Rosji, już wbrew wyraźnym zakazom jej sowieckich władców. Literatura stawała się odpowiedzią na gwałt, ale oznaczała także przezwyciężenie niechęci do poznawania Rosji. Akt twórczy – przetwarzanie okrutnych doświadczeń w dzieło literackie – stwarzał szansę przezwyciężenia nienawiści, pozwalał na wypracowanie dystansu emocjonalnego74. Odtwarzanie skrajnie dramatycznych doświadczeń życia w brutalnej rzeczywistości zmuszało do weryfikacji uprzedzeń, pozwalało poznać i skonfrontować owo realne imperium zła z wieczną i okrutną Rosją mityczną, czego konsekwencją stała się swoista „detronizacja” Iwana Groźnego jako dotychczasowego symbolu największego okrucieństwa75. Stwarzało też możliwość innego spojrzenia na wielonarodową ludność tego kraju, bez której pomocy przetrwanie byłoby prawie niemożliwe.

Wszystko to może prowadzić do wniosku, że polscy pisarze podważyli trafność konstatacji Hercena i Czapskiego. Dlaczego zatem Londyńczyk z paryskiej „Kultury”, Juliusz Mieroszewski, stawiając tezę, że „nie ma znawstwa Rosji, są tylko różne stopnie ignorancji w tej dziedzinie”, podkreślał, iż przejęty przez Polaków ze wschodu „pryncypializm utrudnia im – a często uniemożliwia – obiektywne spojrzenie na Rosję i wszystko co rosyjskie”76? Jakże blisko „pryncypializmowi” Mieroszewskiego do „premedytacji” Hercena! Jakże współbrzmią słowa „Londyńczyka” z goryczą Czapskiego. Mimo pokaźnej liczby „wyjątków” felietonista „Kultury” nie wahał się napisać kategorycznie o „intuitywnym polskim znawstwie” wypaczonym stronniczością i nienawiścią. I tu chyba kryje się odpowiedź na pytanie, dlaczego Czapski zgodził się z tezą Hercena, chociaż dokonania polskiej literatury zdawały się ją kwestionować. W jakim bowiem stopniu zmieniły one polską  p r e m e d y t a c y j n ą  niechęć do poznawania Rosji? Wystarcza nam stereotypowy pogląd, atawizm zamiast wiedzy. Może dlatego, że ich przekroczenie zmusza do głębokiej refleksji nad determinantami niechęci. Maria Janion podkreślała, że „celem osiągnięcia poznawczej swobody – zwłaszcza wobec Rosji – konieczne jest zrozumienie własnego położenia, własnych racji, ale i własnych uprzedzeń”77. Ale jest to wyzwanie, które odważyli się podjąć tylko bardzo nieliczni.

Rosja „inna” – czyli jaka?

„Inny świat”, „nieludzka ziemia”, „dom niewoli”, „kraj niewoli” – już w tytułach polskich świadectw z sowieckiej Rosji jest zawarty i podkreślony nie tylko represyjny charakter rzeczywistości, do której trafili polscy pisarze, ale głównie świat antywartości, antyhumanistycznej aksjologii i antropologii. Paradoks tych dzieł polega jednak na tym, że w owym „innym świecie”, wrogim ex definitione, pisarze polscy odnaleźli „inną Rosję”, której „inność” objawia się zresztą na kilku poziomach.

Rosja była dla Polaków niemal zawsze „inna”, inna wobec świata, z którego pochodzili. Inna była nieobjęta przestrzeń, inny czas78, inna wiara, inna mentalność człowieka, inna władza i inny do niej stosunek podwładnych. Inność wynikała także z dostrzeżenia przepaści między kulturą materialną też przecież niebogatego świata, z którego zostali wyrwani, a świata, do którego siłą zostali wepchnięci. Maria Janion świetnie podkreśla, że „ p o l s k a   s a m o i d e n t y f i k a c j a  dokonuje się zazwyczaj poprzez przedstawienie Rosji jako nie w pełni wartościowego, lecz niebezpiecznego Innego”79. W owej kategorii inności polscy pisarze starali się zawrzeć niezrozumiałość świata, jego gorszość, ale przede wszystkim wyrazić wrogość, obcość, lęk. Czapski we Wspomnieniach starobielskich przekonuje zresztą, że „inność” materialna nie przekreśla tego świata ani nie dyskwalifikuje ludzi, którzy w nim żyją, a raczej mobilizuje do wysiłku dostrzeżenia czegoś, co się kryje za brudną i ponurą zasłoną świata materialnego. Abowiem jeśli w utworach realizujących tradycyjny wzorzec martyrologiczny i antyrosyjski „inność” obejmowała najszersze spektrum doświadczenia negatywnego, to w dziełach przywołanych pisarzy przeżycie „inności” staje się doświadczeniem pozytywnym. Różna jest jednak płaszczyzna odniesienia, wobec innego comparans inność jest doświadczana. Jeżeli bowiem w pierwszym wypadku odniesieniem dla materialnej nędzy Rosji był świat Polski, to w drugim – odniesieniem dla znieprawionej antropologii sowieckiej staje się ogólnoludzki humanizm. Nie dzieje się to od razu, jest to proces, którego odzwierciedleniem są najważniejsze polskie książki doświadczenia sowieckiego. Wielokrotnie już podkreślano, że Inny świat Herlinga-Grudzińskiego można czytać jako „Bildungsroman […] sowieckiej cywilizacji więziennej”80 (chciał tego sam autor), zbyt mało jednak pojawiło się konkretnych propozycji takiej lektury. Otóż niewątpliwie owo dzieło stanowi najdoskonalsze świadectwo odkrycia „postaw zwiastujących narodziny nowej formacji rosyjskiej”81. Ale jest to tylko jeden aspekt owej „powieści rozwojowej”, posiada ona wszakże i drugi. Zanim pisarz (i jemu podobni) dokonał tego odkrycia, przeszedł proces wtajemniczenia w Rosję. Jednak w odróżnieniu od większości piszących nie zatrzymał się tylko na „drodze do Rosji”, nie poprzestał na konstatacji „inności” owej – jak pisał Mickiewicz – „krainy pustej”, ale zakończył, jak jego wielki poprzednik, posłaniem do „przyjaciół Moskali”, których postawa dawała pewność zwycięstwa dobra nad złem, uratowania człowieczeństwa w systemie antyludzkim. Jeżeli zatem „inny świat” oznacza świat „odwróconego Dekalogu”82, to „inna Rosja” w „innym świecie” oznacza Rosję Dekalogu przywróconego, Rosję bliską duchowo polskim łagiernikom, wyznającą podobne wartości.

Antysowieckość „polskich świadków GUŁagu”, inaczej niż w literaturze międzywojennej, nie jest zatem nową wersją tradycyjnej rusofobii. Wręcz przeciwnie, skłania i zachęca ich do poszukiwania takich postaw w sowieckiej „cywilizacji więziennej”, które odznaczały się wiernością wobec humanistycznej tradycji dziewiętnastowiecznej myśli rosyjskiej. Toteż odrzucając „koncepcję” Rosji jedynie jako „szkoły upodlenia”83, której dziedzicem miałby stać się Związek Sowiecki, pisarze dążą do wykazania, że Rosja to „także […] świat walki i miłości człowieka”84. Sowiecki nie znaczy więc rosyjski, a sowiecka „nieludzka ziemia” to nie to samo co Rosja. Literatura emigracji dwudziestowiecznej, podjąwszy dziedzictwo romantycznego rozróżnienia „dwóch Rosji”, starała się owo zróżnicowanie jeszcze pogłębić. Dostrzegła bowiem zasadniczą, bo jakościową i ilościową odmienność między terrorem carskim a terrorem komunistycznym.

Pojawia się naturalne pytanie – gdzie ową „inność” polscy pisarze odnaleźli? Doświadczenie pozytywnej „inności” w łagrze, ale także poza nim, na tak zwanej wolności, wynikało przede wszystkim ze spotkania z człowiekiem. Czapski podkreślał z radością, że mimo niewyobrażalnego terroru, uporczywego dążenia władz sowieckich do podporządkowania jednostki, zdławienia osoby ludzkiej, „człowiek nie został tam całkowicie zniszczony”85. Autorzy najważniejszych literackich zapisów polskiego doświadczenia Rosji sowieckiej przeciwstawiają się „bezpłodnej i bezmyślnej idiosynkrazji”86, przezwyciężają narodowe resentymenty. Pojawia się też przekonanie, że największe ofiary ponieśli Rosjanie, że to oni właśnie najbardziej ucierpieli od systemu komunistycznego. W powieści Tyfus, teraz słowiki Mariana Czuchnowskiego krytyka akcentowała: „spojrzenie na  w s z y s t k i c h  obywateli sowieckich jako na współtowarzyszy niedoli, postrzeganie ich jako ofiary (a nie narzędzia) systemu”87. We wstępie do obu rosyjskich wydań Innego świata (w Londynie i w Moskwie w tłumaczeniu Natalii Gorbaniewskiej) Grudziński podkreślał, że w relacjach Polaków i Rosjan najpilniejszą potrzebą jest „pogłębianie poczucia wspólnego losu”88.

Przyjęcie takiej postawy prowadzi do zmiany postrzegania Rosjanina, do istotnej korekty jego polskiego, stereotypowego wizerunku. „Inny” Rosjanin w polskich świadectwach w żadnym razie nie daje się zaklasyfikować jako homo sovieticus, co nie oznacza, że takich postaci w tych tekstach nie znajdziemy. Nie jest to już wieczny i bezwolny rab poddany „heroizmowi niewoli”. Najpiękniejszą egzemplifikację tych poszukiwań, choć nie brak ich we wszystkich tekstach, znajdujemy w Innym świecie. Herling-Grudziński uchwycił bowiem bunt mentalny, opisał narodziny wolności wewnętrznej (o czym później napisze Sołżenicyn89) w uwięzionych Rosjanach, przyjęcie dobrowolnego męczeństwa, gotowość poniesienia największych ofiar, dotrzymanie wierności ideałom, wytrwanie w wierze w transcendentną wartość osoby ludzkiej, duchowy i fizyczny heroizm w jej obronie (pisał o tym także wielokrotnie Czapski). Mógł więc w Innym świecie dojść do przekonania, że w łagrze powoli kształtuje się inna, niesowiecka Rosja. Warto tu przypomnieć, że taki pogląd nie był w polskiej literaturze czymś zupełnie niezwykłym – otóż w Ustępie z powieści sybirskiej Kornela Ujejskiego z roku 1851 syberyjskie piekło na ziemi staje się miejscem ucieczki „wolnych duchów”, które „w ukryciu się plenią”90, by zwalczyć carat. Profetycznej wizji zwycięstwa wolnego ducha rosyjskiego w przestrzeni uwięzienia i zniewolenia nie może pomniejszać fakt, że w rzeczywistości ów zaczyn nowej Rosji stanowiła zaledwie garstka więźniów. Znaczące jest bowiem to, że polscy pisarze kierowali życzliwy strumień światła właśnie na te postaci, że dostrzegli je w bezwolnej masie, że w ogóle chcieli je widzieć.

Dostrzeżenie pozytywnej inności w „kraju niewoli” zaowocowało pragnieniem dalszego jej poszukiwania. Jedyną przestrzenią, w której owe badania mogły być prowadzone przez pisarzy żyjących za żelazną kurtyną komunizmu, była literatura rosyjska. Ale być może tu właśnie przekroczenie polskich ograniczeń okazywało się najtrudniejsze. Jeśli bowiem we wspólnocie więzienno-łagrowych cierpień różnice mentalne między Polakami a Rosjanami schodziły często na dalszy plan, zwyciężane przez cielesną kondycję, to jakże często w świecie wolnym owa „inność”, a często i niechęć u byłych ofiar ujawniała się ze spotęgowaną siłą. Żeby więc pisać o „innej Rosji”, odwołując się do literatury rosyjskiej, konieczne było przezwyciężenie polskiego paradygmatu (albo zaprogramowania) kulturowego, zasadniczo innego od paradygmatu rosyjskiego91.

Lechoń, komentując w swoim Dzienniku amerykańską ekranizację Gracza, zdobył się poza kąśliwymi uwagami na temat typowych dla tej kinematografii uproszczeń, także na kilka uwag na temat prozy Dostojewskiego: „mieszanie Pana Boga do sprawy tego wariata, bez jakichkolwiek wędzideł moralnych po prostu śmieszyło mnie jak ordynarny kicz, ale zawsze śmieszył mnie też Mitia Karamazow. Wolę Kmicica”92. Ta pozornie tylko kuriozalna wypowiedź prowokuje do zadania kilku podstawowych pytań: czy postaci Jędrusia Kmicica i Miti Karamazowa mogłyby personifikować kulturę polską i rosyjską? Czy w ich przeciwstawieniu można znaleźć główną opozycję między obiema kulturami? Czy w słowach Lechonia wyraża się głos tylko pewnej formacji kulturalnej, czy może też wstydliwie ukrywane nasze polskie skłonności, nasze dyspozycje, nasze estetyczne, ale i etyczne wybory?

Witold Gombrowicz zauważył, że od czasu Sienkiewicza „nic innego Polakowi nie mogło się naprawdę podobać […]. To zaszpuntowanie naszej wyobraźni sprawiło, że wiek nasz przeżywaliśmy jak na innej planecie i niewiele z myśli współczesnej przenikało w nas”. W Sienkiewiczu, grzmi Gombrowicz, jakby utwierdzając wybór Lechonia, w tym „pierwszorzędnym pisarzu drugorzędnym”, zawiera się „ostateczny, najbardziej intymny sekret polskiego smaku, polski «sen o urodzie»”. Literatura polska „prawie zawsze utożsamiała urodę z cnotą”, a w Sienkiewiczu się to skumulowało. Można by w tym miejscu zaoponować, że trudno przypisać Kmicicowi, zwłaszcza w jego wczesnych postępkach, nadmiar cnoty, że przecież był grzeszny i występny. Ale jego grzech, jak bezlitośnie peroruje Gombrowicz, to „grzech sympatyczny, grzech poczciwy, grzech uroczy, grzech «czysty», […] grzech z nadmiaru sił żywotnych i czystego serca”. Polska kultura nie chciała albo nie mogła przyjąć do wiadomości, że „istnieje piękno hańby i podłości, piękno pogańskie grzechu”. Musieliśmy, musimy, jako naród słaby troszczyć się o naszą urodę, „która jest wezwaniem do świata: patrz, nie prześladuj mnie, kochaj”93.

Zestawienie słów Lechonia z diagnozą Gombrowicza umożliwia, jak się wydaje, znaczne rozszerzenie dotychczasowego myślenia o przyczynach polskiej niechęci do kultury rosyjskiej, przekroczenie determinantów wyłącznie historycznych, martyrologicznych. Przełamać tę awersję to przezwyciężyć w Polaku Sienkiewicza. Stanisław Vincenz zauważył niegdyś, że antypatie do Rosji mogą być powodowane „sienkiewicziadą”94. Żeby więc docenić Rosję, należy wyleczyć się z wirusa arcypolskości, ultrakatolicyzmu i ksenofobii. Ale i z tego nieuświadamianego, wyrażonego przez Lechonia i zdiagnozowanego przez Gombrowicza bakcyla utożsamienia urody z cnotą. Niewielka grupa pisarzy, którzy podjęli ten wysiłek95, świadczy najlepiej, że nie jest to łatwe.

W świadectwach z „domu niewoli” refleksja nad literaturą rosyjską zajmuje bardzo niewiele miejsca. Pisał o niej Czapski, wspominając spotkania z twórcami rosyjskimi, nieco uwagi poświęciła jej też Naglerowa w cyklu Przekroczone granice z wydanego pośmiertnie tomu Kazachstańskie noce, wyraźnie podkreślając, że w czasie przesłuchań „sprawa pisarstwa nic mnie nie obchodziła”96. Zapiski z martwego domu przeczytane w jercewskim łagrze wpłynęły na obozowy los Herlinga, który z doświadczenia lekturowego uczynił doświadczenie egzystencjalne. Jedynym chyba polskim twórcą, który we wspomnieniach z „kraju niewoli” głębiej zastanawiał się nad problemami literatury (w każdym więzieniu i obozie szukał biblioteki), był Wacław Grubiński. Upoważniała go do tego niejako „śmierć za napisanie sztuki”97. Osip Mandelsztam mawiał, że tylko w Związku Sowieckim naprawdę szanuje się poezję, bo „nigdzie indziej nie zabija się za wiersze”98. Grubiński przekonał się o słuszności tego strasznego spostrzeżenia, skazany na karę śmierci za sztukę dramatyczną Lenin, powstałą dwadzieścia lat wcześniej w niepodległej Polsce99. W książce Między młotem a sierpem, będącej zapisem tych dramatycznych doświadczeń, zdystansowana, bierno-agresywna postawa autora100 przekłada się także na jego stosunek do literatury rosyjskiej. Grubiński ex cathedra wypowiada „myśli” na jej temat, przyjmując wobec „nieobjętej”, chaotycznej „duszy rosyjskiej”101 protekcjonalne spojrzenie europejskiego racjonalisty102. W ujęciu autora Między młotem a sierpem literatura poszerza przestrzenie obcości, utwierdza w inności, która znaczy także wrogość. Inaczej niż w twórczości Herlinga, Czapskiego, Vincenza, którzy w rosyjskiej literaturze odnajdywali nie tylko zapis pełni ludzkiego doświadczenia, nie tylko dowody „przebudzenia” i ujawniania się „innej Rosji”, ale także szanse na polsko-rosyjskie porozumienie.

ROZDZIAŁ DRUGIJózefa Czapskiego na „dobre i złe z Rosją”

Szczęśliwym „zbiegiem okoliczności” zebrane w jednym tomie, „rozproszone”1 wcześniej teksty Józefa Czapskiego otwiera i zamyka szkic „rosyjski”. Można by to uznać za przypadek, gdyby lektura owych utworów nie zmuszała do zastanowienia, czy nie uwidacznia się tu działanie owych „praw nieznanych”, których istnienie pisarz podejrzewał już u progu swojej twórczości2. W obu szkicach zostały bowiem zaakcentowane, by użyć słów samego Czapskiego, „krzyżowe punkty [jego] życia”3. Klamra spinająca tom Rozproszone mogłaby posłużyć Konstantemu Jeleńskiemu za kolejny dowód potwierdzający jego teorię koincydencji. W pierwszym tekście zamieszczonym w książce pisarz zacytował słowa Mariana Zdziechowskiego, które można przecież potraktować jako motto wieloletnich poszukiwań autora Swobody tajemnej: „dla nas, Polaków, poznanie psychiki rosyjskiej jest palącą koniecznością”4. Z kolei ostatni tekst Czapskiego, Dorożkarz i koń, jakby wyrastający ze Zbrodni i kary, jakby ewokowany snem Raskolnikowa, kończy wspomnienie oczu Dymitra Fiłosofowa czytającego na warszawskich, „ciężkich stopniach wygnania” wiersz Mandelsztama z zamykającym każdą strofę refrenem „Twoj brat, Pietropol, umirajet”5. Pierwszy tekst został napisany w roku 1925, ostatni zaś został podyktowany przez niemal niewidzącego starca sześćdziesiąt cztery lata później, w roku 1989. Blisko siedemdziesiąt lat głębokiej i mądrej refleksji nad Rosją, jakże często na przekór rodakom. Zaskakująco długie i konsekwentnie twórcze zainteresowanie Rosją Czapskiego nie ma podobnego odpowiednika w polskiej literaturze.

Niezwykle istotne okazują się także postaci Zdziechowskiego i Fiłosofowa przywołane w owych granicznych szkicach. Ich obecność na skrajnych biegunach twórczości urasta do niemal symbolicznego charakteru, wskazuje bowiem duchowych patronów refleksji Czapskiego. Zdziechowski to chyba najpoważniejszy polski badacz Rosji (także „wpływów rosyjskich na duszę polską”) na początku wieku XX, przełamujący narodowy imperatyw ignorowania zaborcy6. Fiłosofowa zaś, który był dla Czapskiego nauczycielem i przyjacielem, pisarz stawiał na pierwszym miejscu pośród najwybitniejszych poznanych przez siebie ludzi. A trzeba pamiętać, że należeli do nich niemal wszyscy wielcy polscy pisarze XX wieku, od Żeromskiego poczynając. Pomiędzy nimi byli także Achmatowa i Sołżenicyn, Camus, Maritain i Marcel, wybitni politycy i dowódcy wojskowi z Piłsudskim i generałem Andersem na czele.

Ta niezwykła koincydencja w tomie Rozproszone mogłaby utwierdzić Czapskiego w przekonaniu, powtarzanym za Proustem (bliskim także Jeleńskiemu), „że przyszliśmy ze świata lepszego i że po śmierci tam wrócimy na to, żeby żyć pod władzą tych praw nieznanych, którym byliśmy posłuszni, nie wiedząc, kto je nam wykreślił, i do których każda głęboka praca umysłu nas zbliża”7. Z tej perspektywy twórczość pisarska autora Na nieludzkiej ziemi może się wydać realizacją właśnie tego przyznanego mu prawa (albo raczej niezwykle trudnego obowiązku) stworzenia najpełniejszego w XX wieku opisu polskiego doświadczenia Rosji. W swoim bardzo długim życiu Czapski towarzyszył bowiem wszystkim niewyobrażalnym przemianom, jakim Rosja podległa w ciągu całego wieku XX, które w pełni może uzmysłowić dopiero zestawienie faktów. Józef Czapski urodził się w roku 1896, niemal równocześnie z koronacją ostatniego cara Mikołaja II, nieco ponad miesiąc przed katastrofą na Chodynce8. Zmarł krótko po powołaniu Federacji Rosyjskiej, w roku 1993, niecały rok po przekazaniu władzom Rzeczypospolitej przez prezydenta Rosji Borysa Jelcyna dokumentów zbrodni katyńskiej. Doczekał więc oficjalnego potwierdzenia prawdy, której świadczeniu i ujawnieniu poświęcił pół życia. Był elewem w Korpusie Paziów w ostatnich miesiącach panowania Mikołaja II i więźniem Stalina. Przeżył upadek obu imperiów – monarchii Romanowów i państwa genseków; widział odrzucenie dwugłowego orła i jego powrót na sztandary rosyjskie po zdjęciu z nich gwiazdy, sierpa i młota. Był naocznym świadkiem rewolucji lutowej w Petersburgu (przemianowanym wówczas na Piotrogród) i pierwszych miesięcy eksperymentu bolszewickiego w tym zagłodzonym wówczas mieście. Towarzyszył wielkim nadziejom rosyjskim i okrutnym rozczarowaniom, przyznawaniu swobód obywatelskich i bezgranicznemu dławieniu człowieka. Brał udział w dwóch wojnach z Rosją bolszewicką i dwukrotnie na rosyjskiej ziemi poszukiwał zaginionych żołnierzy polskich, za każdym razem bezskutecznie. W pierwszym wypadku było ich pięciu, w drugim – ponad piętnaście tysięcy…

Równie niezwykłe były jego spotkania z Rosjanami. Czapski przyjaźnił się z Mierieżkowskim i Fiłosofowem, spotkał z Riemizowem, Achmatową, Aleksym Tołstojem, Erenburgiem, Sołżenicynem. Bywał na koncertach Rachmaninowa, wysłuchał ostatniego występu Skriabina. Uczestniczył w wieczorach poetyckich Igora Siewierianina i baletowych przedstawieniach Diagilewa. Rozmawiał z księciem Lwowem, premierem rządu po rewolucji lutowej, i szefami NKWD na Łubiance. Jego wuj Aleksandr Meyendorff, poseł, „jakiś czas nawet wicemarszałek czy marszałek Dumy”9, ze wzruszeniem czytał mu w ostatnich tygodniach przed bolszewickim puczem „Dziennik Ustaw”, który donosił o darowaniu wszystkim mieszkańcom Rosji praw obywatelskich, w tym wolności wyznań, i przyznaniu pełnych praw mniejszościom narodowym. Inny krewny i kuzyn wspomnianego marszałka, Gieorgij Cziczerin (wielki miłośnik poezji Słowackiego)10, znajdujący się po drugiej stronie rosyjskiej barykady, najpierw był zastępcą Trockiego, a potem przez ponad dziesięć lat komisarzem spraw zagranicznych Rosji sowieckiej. Jednak zdecydowanie największą wartość dla Czapskiego miały spotkania ze zwykłymi ludźmi, rozmowy w pociągach, kiedy najłatwiej można było pokonać mur obcości, niepewności i milczenia. Doświadczał wówczas owego „tak bardzo rosyjskiego błyskawicznego kontaktu z człowiekiem, którego nigdy nie widziałem i już nigdy pewnie nie zobaczę” (NZ 246). To właśnie te rozmowy kształtowały opinie pisarza o Rosjanach, pozwalały mu dostrzec zmiany, jakim podlegali oni w przeciągu niemal pół wieku.

Wacław Zbyszewski, konsekwentny w dążeniu do obrzydzania Polakom kultury rosyjskiej, pytał na osiemdziesięciolecie Józefa Czapskiego „skąd [u niego] to kulturalne moskalofistwo, skąd to ubóstwienie literatury rosyjskiej”. Jego zdziwienie było tym większe, że w twórcy Na nieludzkiej ziemi widział człowieka „do gruntu, do szpiku kości zachodniego, […] z pochodzenia, z kultury, z temperamentu zapadnika?”11. Zbyszewski w swoim narodowym zacietrzewieniu nie mógł zrozumieć, że pytaniem tym kompromituje polskie rozumienie europejskości i ujawnia jednocześnie własną zaściankowość. Michaił Heller także widział w Czapskim wzór Europejczyka. Dla rosyjskiego badacza oznaczało to jednak niezwykłe połączenie „Polaka i człowieka uniwersalnego”, który rozumiał, że „kultura rosyjska i polska są ze sobą związane i wzajemnie się dopełniają”12.

Nad szczególnym miejscem i znaczeniem Rosji w swoim życiu zastanawiał się zresztą, i to dość wcześnie, sam twórca. W posłowiu do niemieckiego wydania Na nieludzkiej ziemi pisał: „osobista biografia, studia w Petersburgu, przyjaźnie rosyjskie, literatura rosyjska, Tołstoj i jego wpływ, potem Dostojewski, rewolucja rosyjska tam przeżyta, udział w walce w 1920 roku z najazdem bolszewickim, a w wojnie ostatniej obozy w Rosji, udział w tworzącej się tam na nowo armii polskiej – wszystko to powiązało […] losy w złym i dobrym z Rosją. Może dlatego odczuwam świat rosyjski wcale nie tylko od strony polskich krzywd, ale w całej złożonej, ze skrajności utkanej, konkretnej rzeczywistości. Dlatego wszystkie totalne sądy o niej tak mi się wydają fałszywe i nawet zdrożne” (NZ 399).

Słowa te zostały napisane już po doświadczeniach „nieludzkiej ziemi”. Nie przesłoniły one jednak wcześniejszych, wieloletnich i wielostronnych spotkań z Rosją. Czapski powracał do nich w swoich powojennych esejach, szkicach, wspomnieniach. Jaką Rosję zapamiętał i jaką chciał pokazać? Jaki wpływ kultura rosyjska wywarła na tego wielkiego twórcę – pisarza, malarza, myśliciela religijnego? Poszukiwanie odpowiedzi na te ważne pytania pozwoli przyjrzeć się duchowej strukturze Czapskiego sprzed „nieludzkiej ziemi”, czego badacze jego twórczości zbyt często unikają13. Umożliwi również podjęcie kwestii prawie całkowicie zapomnianego aspektu relacji polsko-rosyjskich u progu naszej niepodległości, których autor Wspomnień starobielskich był i pozostał niemal jedynym świadkiem i kronikarzem.

„Jak szlachcic kresowy dał się uwieść ekstremizmowi rosyjskiemu”?

Maria Czapska zastanawiała się, w jaki sposób u dzieci w tej europejskiej par excellence rodzinie, której nie groził żaden nacjonalizm, której przodkowie znali tyle języków i z każdej kultury brali to, co im odpowiadało, zrodził się „ten polski patriotyzm i ta nienawiść do Rosji”14. Jej brat, już po latach, ów patriotyzm określił jednak jako „letnią polskość”, jako realizację dziecięcego katechizmu, rodzaju „kto ty jesteś – Polak mały”15, który, o dziwo, kształtowała matka – Austriaczka z Czech16. Ojciec bowiem, Polak po mieczu dziedziczący tradycję barską i styczniową i Niemiec inflancki po kądzieli, hołdujący zasadzie posłuszeństwa wobec dynastii Romanowów, prezentował narodową obojętność, ważniejsze dla niego było zachowanie majątku. Podobnie zresztą jak i dziadek Marii i Józefa Czapskich, który „pisał za młodu o Rosji nôtre patrie”. Później jednak „zerwał zupełnie z Rosją i wtedy nie było tak brutalnego słowa, którego by nie użył, mówiąc o Rosji”17. Być może wpłynęło to na tę „nienawiść”, o której wspomniała jego wnuczka Maria, a na pewno kształtowało ów „klasyczny patriotyzm dziecięcy”, typowy, jak podkreślał Józef Czapski, dla „wszystkich dworów szlacheckich”18. Z wielu jego wspomnieniowych tekstów zdaje się jednak wynikać wniosek, że infantylizm tych uczuć, w pełni zrozumiały u dzieci, przekraczał próg dorosłości, był jednym z negatywnych czynników kształtujących polskość „zdziecinniałą” dworu przyłuckiego. Jeśli nawet owe konstatacje wygłaszał człowiek już bardzo sędziwy, który głęboko przeżył i przemyślał Brzozowskiego, Wyspiańskiego i Norwida, jeśli nie miał – bo nie mógł mieć, takiej świadomości jako młodzieniec na kresowym dworze ziemiańskim, to przecież musiała w nim tkwić owa niechęć do tej uproszczonej narodowej egzaltacji, do „polskości sentymentalnej i rozwodnionej”19. Świadczy o tym dobór lektur, świadczą poszukiwania drogi życiowej po wyjeździe z Przyłuk. „Ideowe rzeczy – jak wspomina w rozmowie z Piotrem Kłoczowskim – zaczęły mnie obchodzić dopiero wtedy, […] kiedy pojechałem do Rosji, jak przeczytałem Tołstoja, zacząłem czytać Dostojewskiego”20. A w dużo wcześniejszym szkicu O Brzozowskim napisał wprost: „Jeżeli gdzie wyczuwałem, że traktuje się sprawy intelektualne tak, jakby to były sprawy życia i śmierci, to właśnie w Rosji”21.

Autora Braci Karamazow poznał jednak nieco później dzięki sugestiom Dymitra Mierieżkowskiego22. Najważniejszym odkryciem pierwszych poszukiwań ideowych była twórczość geniusza z Jasnej Polany. Czapski stał się „namiętnym tołstojowcem”, pacyfistą. Zafascynowała go idea niesprzeciwiania się złu siłą23. Przeniósł się w świat abstrakcyjnych marzeń o powszechnym dobru. Maksymalizm etyczny, którym Czapskiego „zaraziły” dzieła Tołstoja, był jego odpowiedzią na „letnią polskość” najbliższego środowiska. Gdyż chyba właśnie w owym nieuświadamianym do końca rozczarowaniu kryje się odpowiedź na fundamentalne pytanie Zdziechowskiego (bardzo przecież mu bliskiego): jak Czapski, „szlachcic kresowy dał się uwieść ekstremizmowi rosyjskiemu”24? Nie była to przecież narodowa apostazja, bo atmosfera kosmopolitycznego pałacu w Przyłukach w istotny sposób odbiegała od patriotycznego klimatu dworów szlacheckich pośród „pagórków leśnych”, pośród „łąk zielonych”. Ale przecież to nie rosyjskość sama w sobie ujawniła swoją atrakcyjność. Wciągała ideowość rosyjskiej literatury, jej niesamowita temperatura emocjonalna. „Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucać z mych ust”25 – przypomina Stawroginowi słowa Apokalipsy mnich Tichon w zatrzymanym przez cenzurę rozdziale Biesów. Owe ekstrema okazały się dla Czapskiego świetnym antidotum na polską „letniość” jego kresowej rzeczywistości, na Polskę „połaniecką” i „podfilipską”.

„Do jakich stopni rewolucyjności ja musiałem dojść, żeby stać się nareszcie Polakiem?” – zastanawiał się pisarz w przywołanej już rozmowie z Kłoczowskim. W wielu tekstach, na dziesiątkach stron Czapski próbował zrekonstruować swoją drogę do polskości dojrzałej, której brakowało mu w kosmopolitycznym dworze w Przyłukach. Na pierwszym etapie owej drogi dominowało jednak nie poszukiwanie polskości, ale głęboka potrzeba zakorzenienia w świecie wartości absolutnych. To ten imperatyw wyrwał go z „połanieckich” (szczególnie po śmierci matki) Przyłuk. Nie przypadkowo Czapski wspominał, jak głęboko w pamięć zapadły mu słowa Krasińskiego z Przedświtu: „rzeczywistość się pomału w świat przemienia ideału”26, w których upatrywał nieomal wezwanie do działania27. Dążenie do wyeliminowania zła ze świata, pod duchowym przewodnictwem Tołstoja, stanowiło w tym kontekście pierwszy etap przekształcania rzeczywistości. Uwieńczeniem owych działań miała być wszechświatowa rewolucja religijna. Ale ów projekt oddalał jeszcze bardziej od Polski. Maria Czapska, towarzyszka owych poszukiwań, po wielu latach z krytycznym pobłażaniem podkreślała naiwność owego „programu”: „Bez szerszych podstaw myślowych, bez czucia historii, żyliśmy przekonaniem, że wiara góry przenosi, po odrzuceniu wszelkich kompromisów, włącznie z kompromisem posiadania”28. Młodzieńcza żarliwość w dochowaniu wierności wyznawanym ideałom nie była jednak u Czapskiego pozą, nie licząc się bowiem z ostatecznymi konsekwencjami, młody pacyfista powziął decyzję odejścia z tworzonego właśnie wojska polskiego29.

Z tej utopii wyzwolił Czapskiego Dymitr Mierieżkowski, poznany na początku roku 1919 w Piotrogrodzie, dokąd młody dezerter udał się w niewątpliwie ekspiacyjnej misji odnalezienia zaginionych żołnierzy, kolegów z porzuconego I Pułku Ułanów Krechowieckich. Mierieżkowski, pisarz dziś niemal zapomniany, w owym czasie był twórcą wysoko cenionym, podziwiano go zarówno jako pisarza, jak i filozofa, jeszcze w latach trzydziestych kandydował wraz z Buninem i Gorkim do Nagrody Nobla30. On to w okresie spotkań z młodym tołstojowcem przełamał niezwykły wpływ autora Zmartwychwstania na Czapskiego, „wskazał [mu] do jakiego stopnia cała filozofia Tołstoja jest po jakiemuś prostacka, ekstremistyczna i nieżyciowa”31. To właśnie Mierieżkowski opowiedział mu legendę o dwóch świętych, Mikołaju i Kasjanie, którzy w białych szatach starali się dotrzeć do nieba. Pierwszy pobrudził odzienie, pomagając napotkanemu po drodze człowiekowi, i przed Panem Bogiem stanął utytłany w błocie. Drugi natomiast, troszcząc się o zachowanie czystości sukien na spotkanie z Bogiem, nie pomógł potrzebującemu. Pierwszego Bóg nagrodził świętem i nabożeństwem dwa razy w roku, drugiego zaś świętem tylko w roku przestępnym32. Czapski napisał: „to wszystko było krzyżowym punktem mojego życia. Poświęcić się, zapomnieć się dla bliźniego jest lepiej niż mieć czyste szaty. Jakże możesz nie iść do wojska, gdy Polska się broni, Polska chce teraz być”33. Otóż Mierieżkowski pokazał mu, że odwrócenie się od rzeczywistości jest inną odmianą „letniości”. Chrześcijaństwo bowiem według rosyjskiego filozofa, jak pisze Wiktoria Krzemień, „powinno być przyjęciem, a nie negacją świata”34.

Mierieżkowski w duchowym życiu Czapskiego zajął miejsce opuszczone przez Tołstoja i w istotny sposób wpłynął na kształtowanie się jego światopoglądu, zarówno społeczno-politycznego, jak i religijnego. To on wskazał mu lektury, które pozostały ważne już na całe życie: Bracia Karamazow, Biesy Dostojewskiego, Osamotnione