Wydawca: AGORA SA Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2014

Polska Ogórkowa. Podręcznik dla wszystkich klas ebook

Michał Ogórek  

2 (1)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 195 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Polska Ogórkowa. Podręcznik dla wszystkich klas - Michał Ogórek

System edukacji jest tak urządzony, aby do szkoły musieli chodzić tylko młodzi. W szkole młody człowiek musi się uczyć życia starszych ludzi, które nie jest dla niego nic a nic interesujące. Coraz bardziej dramatyczne staje się pytanie: dlaczego to młodzi mają uczyć się od starszych, jak było, a nie raczej starsi od młodych, jak jest?
Odwróceniu tej fatalnej tendencji służyć ma niniejszy podręcznik, skierowany wyłącznie do osób, które już wiele się nauczyły, ale niekoniecznie tego, co im się w życiu przydaje.
Oddajemy Państwu do rąk pierwszy podręcznik dla wszystkich klas, bez ograniczeń wiekowych, do tego w coraz bardziej popularnej cyfrowej wersji e-booka.

Zatwierdzam do użytku pozaszkolnego.
Podręcznik wieloletni.
Joanna Kluzik-Rostkowska

„Polska jest dla mnie jak dziecko, którym trzeba się ciągle zajmować, a ono sika i kopie. Nie pozwala zasnąć, nie daje nawet pomyśleć o niczym innym. Ale kiedy przychodzi co do czego, to okazuje się, że nic innego nie mamy” – Michał Ogórek

Opinie o ebooku Polska Ogórkowa. Podręcznik dla wszystkich klas - Michał Ogórek

Fragment ebooka Polska Ogórkowa. Podręcznik dla wszystkich klas - Michał Ogórek

REDAKTOR

Mariusz Burchart

KOREKTA

Bartosz Choroszewski

PROJEKT GRAFICZNY OKŁADKI

Jacek Gawłowski, Paweł Panczakiewicz

PROJEKT GRAFICZNY MAKIETY I SKŁAD

Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN – www.panczakiewicz.pl

RYSUNKI

Jacek Gawłowski

WYBÓR RYSUNKÓW

Katarzyna Stańczuk

REDAKTOR NACZELNY

Paweł Goźliński

PRODUCENCI WYDAWNICZY

Małgorzata Skowrońska, Robert Kijak

KOORDYNACJA PROJEKTU

Magdalena Kosińska

WYDAWCA

Agora SA

ul. Czerska 8/10

00-732Warszawa

www.wydawnictwoagora.pl

© copyright by Michał Ogórek

© copyright by AGORA SA 2014

© copyright by Jacek Gawłowski

WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

WARSZAWA 2014

ISBN 978-83-268-1581-2 (epub)

ISBN 978-83-268-1582-9 (mobi)

Oddajemy Państwu do rąk pierwszy podręcznik dla wszystkich klas, bez ograniczeń wiekowych.

System edukacji jest tak urządzony, aby do szkoły musieli chodzić tylko młodzi. W szkole młody człowiek musi się uczyć życia starszych ludzi, które nie jest dla niego nic a nic interesujące. Na lekcjach nauczyciele opowiadają, jak to było, kiedy ludzie musieli obchodzić się bez koła albo elektryczności. A co to uczniów obchodzi, jak nauczycielom kiedyś się powodziło? Albo: jak to na świecie było prymitywnie, kiedy żyły tylko jamochłony. Nauczyciele ust nie mieli do kogo otworzyć.

Coraz bardziej dramatyczne staje się pytanie: dlaczego to młodzi mają uczyć się od starszych, jak było, a nie raczej starsi od młodych, jak jest? Szczególnie drastyczną formę nierówność ta przybiera w szkołach i na kursach wieczorowych, gdzie młodzi wykładowcy uczą starszych od siebie uczniów tego, czego się na ich temat dowiedzieli.

Profesorowie od swoich uczniów nauczyliby się zresztą wszystkiego prędzej aniżeli uczniowie od nich, bo z natury rzeczy profesorom nauka łatwiej przychodzi.

Odwróceniu tej fatalnej tendencji służyć ma niniejszy podręcznik, skierowany wyłącznie do osób, które już wiele się nauczyły, ale niekoniecznie tego, co im się w życiu przydaje.

JĘZYK POLSKI
SZCZĘŚLIWI CZASOWNIKA NIE LICZĄ

Nie należy nie doceniać gramatyki, bo dopiero ostatnio okazało się, jak jest ona przydatna do opisu świata. Może to Państwa zdziwi, ale niektórzy z Was są czasownikami.

Mogłoby to ich wbić w dumę, jako że bez czasownika nie ma zdania i osoby te na gruncie polszczyzny mogłyby się uważać za fundament, ale, niestety, nie do końca jest to wyraz uznania. Jeśli czasowniki są jakąś formą podstawową, to jedynie obecnej sytuacji na rynku pracy. Czasownik jest to bowiem oficjalne określenie tak zwanych firm doradztwa personalnego na osoby zatrudniane nie na stałe, tylko okresowo – każdy z takich pracowników jest czasownikiem.

Każdy, kto zna trochę stojących pod sklepem jak bierniki pracowników sezonowych, wie, że taki czasownik prowadzi nas bardzo łatwo do orzeczenia, najczęściej skazującego. Odwrotnie niż w gramatyce raczej należy więc u nas życzyć każdemu, aby nikt nie musiał być czasownikiem i aby nie dało się z niego nigdy utworzyć orzeczenia.

Dla młodzieży dużo przyjemniejszą opcją jest być partykułą. Według szkoły nie jest to rzecz tak ważna jak czasownik, bo szkoła ciągle żyje w przekonaniu, że przygotowuje absolwentów do pracy, ale dla uczniów od dawna najważniejsza jest impreza. Każde party, więc i partykuła.

Mam nadzieję, że choć w części byłem Państwa wyrazem.

POLYGLOTYZM

Polityka kładzie już to, że musi się przedstawić: polytyk. Już wizerunek dobry zaczną sobie tworzyć, kiedy zawsze dojdą w przemówieniu do miejsca mówiącego o czyimś oblyczu. Już ustawa przyjęta, a tu wyrasta nowe widmo: nowelyzacja. Porozumienie z Unią Europejską zawarte, ale ciągle z Brukseli przychodzą jakieś nowe lysty. Wydawałoby się: na arenie międzynarodowej powinno im być łatwiej. Ale gdzie tam: jak już jakaś wojna, to z talybami.

Był taki minister zdrowia, który zawsze powtarzał „lekarze leczo”. Istotnie, przerobił lekarzy na tę węgierską potrawę, która polega na tym, że wszystko kroi się na drobne kawałki, bardzo piekące w smaku. Lekarze leczo, a potem pacjenci trzęso się ze złości, i po co?

KTO NAMI POWODUJE

Zarząd m.st. Warszawy („m.st.” oznacza prawdopodobnie „mnóstwo stołków”) ogłosił, że w czasie kampanii wyborczej w mieście „zawieszane elementy nie mogą powodować zagrożenia przechodniom”. Jak każdy program wyborczy tak i ten został sformułowany językiem całkowicie niezrozumiałym – tak aby w razie czego można było powiedzieć, że miało się zupełnie co innego na myśli. Jeżeli bowiem zarządowi mnóstwa stołków chodzi o to, że plakaty wyborcze nie mogą grozić przechodniom, to jest postulat nie do zrealizowania w mieście, po którym przechadzają się Leszek Balcerowicz czy różni ministrowie prywatyzacji, którym plakaty grożą ciągle. Może zarząd chciał dobrze i chodzi mu o to, że „elementy nie mogą powodować zagrożenia przechodniem”, to znaczy nie powinny go rozjuszać.

PRZYSŁOWIA LUDOWE

BABA Z WOZU – dowód dyskryminacji kobiet propagujący fałszywe wzorce zachowań, dający jasne wskazówki, kogo z wozu należy wyrzucić w pierwszej kolejności. Wyeliminowanie przysłowia na drodze prawnej jest jednak trudne, bo Trybunał Konstytucyjny musiałby uznać, że mądrości narodu, jakimi są przysłowia, mogą być szkodliwe. Dlatego nie należy się spodziewać rozstrzygnięcia wcześniej niż przed babim latem.

PRZYSZŁA KOZA DO WOZA mówi o tym, że już każde, nawet najmarniejsze stworzenie do jakiegoś tam wozu w życiu jednak w końcu dojdzie. (To, że koza przychodzi w końcu do jakiegoś woza, nie jest dla niej jakimś wielkim osiągnięciem, zważywszy, że już w dawnych czasach w wozach siadano na koźle).

Jakie to jednak są wozy, mówi przysłowie „raz na wozie, raz pod wozem”: na każdego kierowcę na każdy okres spędzony za kierownicą przypada następnie okres spędzony pod wozem. O tym jest też przysłowie „wóz albo przewóz”, mówiące, że nie ma już wozu, jeśli się nim coś przewiezie.

DUPA ODERWANA OD (DESY)GNATU

Słowo wulgarne w polszczyźnie poznaje się po tym, że używane jest na oznaczenie wszystkiego, tylko nie tego, co rzeczywiście oznacza. Wyraz „kurwa” wyrażać może wszystko: zdenerwowanie, poruszenie, ból, uwielbienie, wzruszenie, podziw, zdumienie, czułość, groźbę, zniechęcenie, sympatię, rezygnację, zachętę, zwątpienie, powątpiewanie, dodawanie otuchy, niedowierzanie, sceptycyzm, entuzjazm, gniew, rozgoryczenie, prośbę, żal, litość, zawód, współczucie, napięcie, uspokojenie, obojętność, zainteresowanie, oburzenie, powitanie, pożegnanie, szacunek, respekt, pogardę, lekceważenie, rozczarowanie – a są to tylko wybrane przykłady – tylko nie oznacza puszczającej się kobiety. Takie zachowanie określa się bowiem jako swobodę obyczajową.

Słowa „burdel” używa się na określenie wszystkiego w Polsce, to jest: Sejmu, systemu prawnego, każdego urzędu i instytucji, jak również własnego domu – nikt jedynie nie określi tak samego burdelu. Na jego określenie zarezerwowano termin „agencje towarzyskie”, przez które rozumie się organizacje społeczne lansowane codziennie przez czołowe pismo rewolucji moralnej – „Życie Warszawy” (dopóki istniało).

Także słowo „dupa” wyszło z użycia jako oznaczenie określonego fragmentu człowieka, a oznacza raczej jego całego: zarówno w sensie afirmatywnym („ale dupa”), jak i pogardliwym („ale dupa”). „Dupą” nazwiemy np. osobę, która tego nie rozumie.

PRAWDA W USZY KOLNIE

Przed miesiącem zaginął szyfrant, który znał wszystkie kody, i teraz nic nie można zrozumieć. Oto komunikat, jaki przekazał prezes Telekomunikacji Polskiej, a który zaczyna się tak: „Mieliśmy przeprowadzić operację bardzo wyraźnego rebrandingu”.

Rozumiemy naturalnie, że w telefonii wszystko musi być bardzo wyraźne, żeby cokolwiek było słychać. Ale prawdę mówiąc, bardziej wyraźny byłby ten rebranding, gdyby było wiadomo, co to takiego, czego się niestety nie dowiemy, bowiem „nie jest to moment na wprowadzanie nowego brandu”.

Jeśli miałby to być nowy rodzaj brandy, to się z tym nie zgadzamy, bo uważamy, że na jego wprowadzenie każdy moment jest dobry.

Chyba jednak nie jest to nic do picia. Albowiem „rebranding jest wprowadzany tam, gdzie nie jest bardzo kosztowny, i tam, gdzie jest natychmiastowy payback biznesowy”. Rebranding musi być więc nie tylko bardzo wyraźny, ale i tani, i musi wydawać jakiś bek, co już robi za niego prezes.

Nic nie rozumiemy, jak to przez telefon, niestety, jest to dopiero początek. „W każdej firmie istnieją rezerwy wydajnościowe i każdej firmie część wydatków CAPEX nie zwraca się tak, jak miała się zwracać, i w związku z czym jest to droga do tego, żeby kryteria kontroli CAPEX zaostrzyć” – powiedział prezes dziennikarzom. Prawdopodobnie chodzi o to, że nie został zwrócony jakiś kapeć i teraz prezes weźmie każdy kapeć pod swój pantofel.

Teraz powstaje najważniejsze pytanie: czy sytuacja z tym brandy i kapciem jest dla firmy dobra, czy wręcz przeciwnie? Tego bez zaginionego szyfranta się nie dowiemy.

Jedynym konkretem jest to, że Telekomunikacja ta zamierza „sprzedać część swoich budynków”. I tak dobrze, że nie zamierza na razie sprzedać części budynków nie swoich. Skoro zaś sprawa polega na tym, aby było co sprzedać, to Telekomunikacji Polskiej bardziej przydałby się nie rebrand, ale jakiś Rembrandt.

SŁOWNICZEK TRUDNIEJSZYCH TERMINÓW:

TELEFUNKEN – telefon do zabawy.

NAJPIĘKNIEJSZE POLSKIE SŁOWA

1. PAN, PANI – w Europie Wschodniej do każdego Polaka mówi się „panie” albo „pane”. Słowo pozostające w trwałej opozycji zarówno do amerykańskiego „ty”, jak i sowieckiego „wy”. Komunizm w Polsce skapitulował dlatego, że nie można w naszym języku do nikogo poważnie powiedzieć: „słuchajcie, Kowalska”. Polska przewrotność spowodowała, że w procesie likwidowania „panów” stał się nim już każdy: sam mam w notesie wpisanego „pana hydraulika”, a znajoma, dzwoniąc do swojej pomocy domowej, przedstawia się: „mówi pani pani”. „Frère Jacque” to u nas „panie Janie” i najważniejsza polska książka to „Pan Tadeusz”, istna pan-demonia.

2. Pochodne od tego słowo PAŃSTWO podszyte jest podkopującą je dwuznacznością: kiedy ktoś deklaruje, że robi coś z myślą „o państwie”, od razu wszyscy w Polsce pytają, czy o państwie Kaczyńskich, czy Komorowskich. Nawet wydawcom czasopisma o tytule „Nowe Państwo” – jak się szybko wyjaśniło – tak naprawdę chodziło o pismo „Nowi Państwo”.

3. DZIADEK ma w sobie jakąś czułość dla osób starszych, ale posługuje się słowem „dziad”. Ta bliskość wydaje się znacząca, jak w nazwie pewnego ministerstwa, określanego dość powszechnie mianem Kultury i Dziadostwa Narodowego. Czyż nie jest wystarczająco wymowne, że prezydent Lech Kaczyński – uznany powszechnie za wykonawcę testamentu naszych dziadów – pozostawił po sobie w zasadzie jeden bon mot: „spieprzaj, dziadu”?

4. NO Polacy bąkają w chwilach, kiedy coś chcą niewyraźnie potwierdzić. We wszystkich językach słówko „no” – w wielu wariantach i różnie wymawiane – oznacza „nie”, tylko po polsku znaczy „tak”. Jest to jednak „tak” wahające się, do odwołania, wyrażające cały nasz skomplikowany stosunek do otaczającej nas bardzo niejednoznacznej przecież zwykle prawdy.

5. I najpiękniejsze polskie słowo: PONIEKĄD. Słowo, którego w ogóle nie ma w innych językach, a i sami nie wiemy, co oznacza po polsku. Wiemy jednak, po co się go używa. Zawiera ono w sobie całą polską rezerwę i dystans wobec świata, kiedy nawet mówiąc coś, od razu w to wierzymy nie do końca i już w momencie zajmowania jakiegoś stanowiska je podważamy. Polska była krajem poniekąd socjalistycznym, tak jak obecnie jest poniekąd kapitalistycznym. Dobrze się nam tu poniekąd żyje, bo to nasze jest poniekąd państwo. Bez tego słowa Polska nie byłaby poniekąd Polską.

WSPÓLNY JĘZYK

Pomysł ogłoszenia gwary śląskiej osobnym językiem nie ma żadnego uzasadnienia. Większość rzeczy powiedzianych po śląsku po polsku bowiem się zgadza.

Mówiąc „po leku”, Ślązacy mają na myśli „lekko, spokojnie i łagodnie”. Po doświadczeniach z kampanii wyborczej Jarosława Kaczyńskiego, kiedy po leku złagodniał, wiadomo, że znaczy to to samo.

Po ostatnich reakcjach biskupów można powiedzieć, że Kościół okazał się gorszy. Po śląsku „się gorszy” oznacza, że się gniewa; oba warianty są prawdziwe.

Popularne w środowiskach prawicowych hasło „goń Komorowskiego” po śląsku oznacza polowanie prezydenta. To jest ta „goń”. Tak więc śląski nawet jakby grzeczniejszy.

MĘSKI KOŃCÓWEK

Było do przewidzenia, że ministrowie zażądają zmiany swej nazwy, która jest uwłaczająca i sugerująca, że nie jest to nic wielkiego. Ministra Mucha domaga się na razie, aby wszelkie określenia rodzaju męskiego w ministerstwach miały też żeńską formę. Wydaje się to zresztą nieuchronne, można postulować jedynie pewną parytetę i wzajemność. Puszek Pandory został bowiem otwarty.

Są przecież słowa wykluczające mężczyzn. W znanym sformułowaniu o ziemiach zachodnich, które wróciły do macierzy, powinny one również wrócić do pacierzy. Męskiej formy nie ma operowa diwa; facet może zostać tylko ewentualnie divadlem, a i to po czesku. Mężczyz­na nie może być muzą, a tylko muzykiem, a w Rosji mużykiem, a to nie to samo. Mąż żadnej przywódczyni nie może się nazywać „pierwsza dama”, ale tylko – co nie jest przecież zbyt eleganckie – pierwszy dam.

ZADANIE DOMOWE

Co rozumiesz przez zdanie: „Główny świadek prokurator Ginter”?

• że prokurator jest świadkiem,

• że prokurator ma świadka,

• że świadek jest prokuratorem

• nic z tego nie rozumiem.

Brawo, każda odpowiedź jest poprawna.

Z WYSOKIEJ POLKI

Do wielkiej społecznej kampanii medialnej na rzecz zachowania polskich liter chcemy zaprosić Radio Maryja i Telewizję Trwam. Oto bowiem, jak wyglądałyby ich audycje po likwidacji naszych znaków.

KAZANIE Z WYSOKIEJ POLKI

Umilowani!

Co najbardziej teraz tylu ludzi ludzi? Powiem Wam. Plec!

Normalna, zdrowa wiez to tylko maz i zona. To prawdziwe jest zlaczenie. Maz potrzebuje zony, a nie meza. Maz z mezem to polaczenie niezgodne z polskim obyczajem! Niech robi tak czarnoskory, jak musi. Niech sobie zacznie na Zydzie. Takie polaczenia niepolskie.

Dopiero po sakramencie dzielimy loze. Nigdy przedtem. Nawet jak kobieta namietna. Ale trudno: bez sakramentu zegnaj, Pamelo, czyli Pamela do zegnania jest.

Wplata obejmuje proboszcza. Jemu dajcie swoje obraczki ze zlota. Nie jest to problem blahy.

No i zobaczymy, jak przyjdzie czas Sadu Ostatecznego! To jest Wasza pieta achillesowa!

Chcecie poglebienia nauk? To zapraszam do kolek rozancowych.

Kobietom calujemy raczki.

Niech laska Boska zostanie z Wami.

O! LEKSYKON!

To, że nikt się z nikim nie potrafi w Polsce porozumieć, jest to prawdopodobnie kwestia języka: te same słowa i pojęcia znaczą dla każdego ugrupowania co innego. Opracowaliśmy pierwszy – wstępny – słownik, jak rozumie się różne pojęcia w zależności od zapatrywań.