Polscy szpiedzy 2 - Sławomir Koper - ebook + książka

Polscy szpiedzy 2 ebook

Sławomir Koper

3,9

Opis

Napoleon Bonaparte powiedział kiedyś, że jeden szpieg we właściwym miejscu jest cenniejszy niż 20 tysięcy żołnierzy na polu bitwy. Natomiast po szarży pod Somosierrą stwierdził, że dla jego Polaków nie ma rzeczy niemożliwych. Minęło dwieście lat, a historia dowiodła, że polscy szpiedzy to światowa elita tajnych służb. Zachwycali skutecznością i niestandardowymi działaniami. Geniusze kamuflażu, niepozorni samotnicy. Zdrajcy i patrioci. Nielegałowie, wtórniki i krety. Bohaterowie i zwyczajni z pozoru ludzie, których życiorysy zaskakują do dziś. Książka ta przedstawia sylwetki polskich agentów, których szpiegowskie gry miały wpływ na losy świata.

Niniejsza książka jest luźną kontynuacją Polskich szpiegów, którzy ukazali się nakładem wydawnictwa Bellona rok temu.

Przedstawione są w niej bardzo różne aspekty „szpiegowskiej roboty” i mocno zróżnicowane postacie bohaterów. Pokazani zostali zarówno szpiedzy z okresu II Rzeczpospolitej czy II wojny światowej, jak i też agenci działający w epoce PRL. Ludzie, którzy dla rodzinnego kraju oddali wszystko łącznie z życiem, jak też powszechnie uznawani za zdrajców. Nie zabrakło tzw. nielegałów, czyli oficerów działających pod przykryciem i wykorzystujących cudze tożsamości, ale także agentów służących pod własnym nazwiskiem. Oficerów do końca wiernych przysiędze złożonej władzom II Rzeczpospolitej, jak i agentów z czasów Polski Ludowej. A także ludzi, którzy z różnych względów działali na rzecz obcych wywiadów, za co czasami płacili najwyższą cenę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 319

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,9 (29 ocen)
12
7
6
2
2

Popularność




Projekt okładki i stron tytułowychPaweł Panczakiewicz

Redaktor merytorycznyJanusz Uhma

Redaktor prowadzącyZofia Gawryś

Redaktor technicznyMarcin Adamczyk

KorektaEwa GrabowskaGrażyna Ćwietkow-Góralna

Copyright © by Dressler Dublin Sp. z o.o., Ożarów Mazowiecki 2020 Copyright © by Sławomir Koper, 2020

Wydawca: Bellona ul. Hankiewicza 2 02-103 Warszawa

www.bellona.pl Dołącz do nas na Facebooku:www.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona Księgarnia internetowa:www.swiatksiazki.pl

Dystrybucja: Dressler Dublin sp. z o.o. ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Mazowiecki tel. (+ 48 22) 733 50 31/32 e-mail: [email protected] www.dressler.com.pl

ISBN 978-83-11-15920-4

Od Autora

Nie bez powodu szpiegostwo uważane jest za trzeci z najstarszych zawodów świata (po prostytucji i stręczycielstwie). Zapewne istniało już w epoce jaskiniowej, gdy jedna horda naszych odległych przodków wykradła innej hordzie tajemnicę rozniecania ognia. Być może już wówczas nie ograniczano się wyłącznie do szpiegostwa gospodarczego i „agentów” wykorzystywano także do zbierania informacji, które mogły być użyteczne podczas walk o tereny łowieckie czy lepsze siedziby. Nie ma bowiem co ukrywać, że szpiegostwo jest równie stare jak ludzkość.

Warto jednak zauważyć, że z upływem wieków zmienił się publiczny wizerunek szpiega. Jeszcze nie tak dawno uważano ich działalność za bardzo przydatną, ale mało honorową, a czasami wręcz wstydliwą. Zdemaskowani szpiedzy byli po prostu wieszani lub wbijani na pal, raczej nie stosowano wobec nich bardziej honorowych metod uśmiercania, jak ścięcie czy pluton egzekucyjny. Nawet Napoleon Bonaparte, który bardzo wysoko cenił swoich agentów, nie nagradzał ich na równi ze swoimi oficerami. Zwykł bowiem mawiać, że ordery ma dla żołnierzy, a dla szpiegów tylko złoto. To jednak uległo zmianie i już w XX stuleciu szpiegów zaczęto uznawać za elitę sił specjalnych. Przyczyniły się do tego liczne publikacje książkowe, a później także filmy i seriale telewizyjne, których bohaterami byli właśnie szpiedzy. Przy okazji wreszcie powiedziano głośno, że działalność szpiegowska czy wywiadowcza faktycznie miała ogromny wpływ na losy wojen i polityki. A jeżeli dodamy jeszcze aurę tajemnicy, jaka otacza ten fach, zainteresowanie opinii publicznej stało się w pełni zrozumiałe.

Niniejsza książka jest luźną kontynuacją publikacji Polscy szpiedzy, która ukazała się nakładem wydawnictwa „Bellona” rok temu. Z różnych względów tym razem samodzielnie jestem autorem tej pozycji i przedstawiam bardzo różne aspekty „szpiegowskiej roboty” oraz mocno zróżnicowane postacie bohaterów. Pokazani zostali zarówno szpiedzy z okresu II Rzeczypospolitej czy II wojny światowej, jak i agenci działający w epoce PRL. Ludzie, którzy dla rodzinnego kraju oddali wszystko łącznie z życiem, jak też osoby powszechnie uznawane za zdrajców. Nie zabrakło tzw. nielegałów, czyli oficerów działających pod przykryciem i wykorzystujących cudze tożsamości, ale także agentów służących pod własnym nazwiskiem. Oficerów do końca wiernych przysiędze złożonej władzom II Rzeczypospolitej, jak i agentów z czasów Polski Ludowej. A także ludzi, którzy z różnych względów działali na rzecz obcych wywiadów, za co czasami płacili najwyższą cenę. Nie ograniczałem się do przedstawienia ich działalności wyłącznie w charakterze szpiegów, starałem się bowiem nakreślić ich losy także w okresie późniejszym, a do tego odnaleźć motywy ich działania. Czasami było to możliwe, czasami nie, gdyż agenci tajnych służb bardzo rzadko zdradzają swoje tajemnice, a nawet jeżeli to robią, to natychmiast rodzi się pytanie o szczerość ich wypowiedzi. Prawdziwym szpiegiem trzeba się bowiem urodzić, a potem już tylko doskonalić swoje rzemiosło.

Sławomir Koper

Rozdział 1   Ofiara zawiści kolegów – Jan Henryk Żychoń

W budynku przy ulicy Powstańców Wielkopolskich 5 w Bydgoszczy – wspominał SS-Sturmbannführer Helmut Bishoff – miał swoją siedzibę służbową major Jan Żychoń, dobrze nam, wschodnioniemieckim ludziom znany. Natychmiast po zajęciu miasta za pomocą drabin wtargnęliśmy przez okno na pierwszym piętrze do budynku i zastaliśmy go zupełnie pustym. W mieszkaniu służbowym mieszczącym się w gmachu, które też było puste, leżał jakby na nasze powitanie – na środku biurka – bilet wizytowy dawno zbiegłego pana majora Żychonia. Jeden z obecnych oficerów powiedział: »Ptaszek, jak mi się wydaje, ma humor«”[1].

Jan Henryk Żychoń to jeden z głównych bohaterów Oddziału II Sztabu Generalnego, czyli tzw. Dwójki. Dla wielu stanowił niedościgniony wzór oficera wywiadu: kompetentny i efektywny, skutecznie rywalizujący z niemiecką Abwehrą. Dla innych: zwykły birbant, kobieciarz i malwersant, często balansujący na granicy prawa. Jego sukcesy sprawiły, że koledzy po fachu, oficerowie Dwójki, oskarżyli go o współpracę z Abwehrą, co miało przynieść fatalne skutki. Losy majora w pełni zatem upoważniają do postawienia pytania, czy przypadkiem jeden z największych paradoksów szpiegostwa nie tkwi w fakcie, że wielkie sukcesy wzbudzają podejrzenia u przełożonych. Czy zatem nie bardziej opłaca się być przeciętnym szpiegiem, gdyż mistrzowie tego zawodu zbyt często źle kończą?

Burzliwa młodość szpiega

Oficer wywiadu powinien umieć działać nie tylko w białych rękawiczkach, ale w razie potrzeby przemienić się w dywersanta i sabotażystę. Wszystko wskazuje na to, że taka właśnie rola przypadła Żychoniowi, który od dzieciństwa lubił chadzać własnymi drogami. Gdy wybuchła I wojna światowa, miał dopiero 12 lat, co nie przeszkodziło mu w ucieczce z rodzinnej małopolskiej Skawiny do Legionów Piłsudskiego. Chociaż dodał sobie trzy lata, na front jednak nie trafił i znalazł się w służbie pomocniczej. W 1917 roku, po kryzysie przysięgowym, wcielono go do armii austriackiej i wysłano na front włoski, ale zdezerterował i zgłosił się do oddziałów pułkownika Józefa Hallera. Pod koniec wojny trafił do obozu dla internowanych, a po zwolnieniu znalazł się w szeregach Polskiej Organizacji Wojskowej.

Jego życiorys zachowany do dzisiaj w Centralnym Archiwum Wojskowym w Rembertowie przypomina biografię bohatera. W wieku 16 lat, w stopniu kaprala, wziął udział w opanowaniu austriackiego pociągu pancernego, a potem objął nad nim dowództwo. Dowodził też innym pociągiem pancernym, uczestniczył także w walkach o Lwów, przy okazji awansując do stopnia sierżanta, a zaraz potem podchorążego. W październiku 1919 roku został oddany do dyspozycji Oddziału II Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego i rozpoczął karierę w wywiadzie.

W tym czasie rodziła się wolna Polska, a na Górnym Śląsku wybuchły dwa powstania. Gdy po zorganizowanym plebiscycie większość spornego terenu zamierzano przyznać Niemcom, doszło do wybuchu trzeciego powstania śląskiego. Młody Żychoń wziął w nim udział, dowodząc kompanią w grupie dywersyjnej Wawelberg. Po zakończeniu walk otrzymał stopień porucznika, a miał wówczas niespełna 20 lat.

„Zajmując zawsze odpowiedzialne stanowisko – charakteryzował Żychonia generał Jan Romer – dzięki swojej inicjatywie, inteligencji, gruntownej znajomości służby, jak również taktowi wywiązywał się zawsze dobrze z poruczonych zadań, zdobywając sobie uznanie przełożonych”[2].

Jednak w październiku 1923 roku został skazany na cztery tygodnie więzienia za nieprzyzwoite zachowanie wobec urzędnika na służbie. Wyrok (chyba celowo) odraczano i ostatecznie Żychoń nie trafił za kratki. Najwyraźniej twarde rygory dyscypliny wojskowej nie zawsze pasowały do psychiki przyszłego asa wywiadu.

Sprawa karna nie zatrzymała kariery Żychonia. W 1924 roku został szefem Posterunku Informacyjnego nr 2 z siedzibą w Katowicach, którego główne zadanie stanowiła działalność kontrwywiadowcza. Żychoń nie ograniczał się jednak wyłącznie do kontrwywiadu i zorganizował własną siatkę agentów na pogranicznych terenach Niemiec. Jednym z jego sukcesów było zdobycie materiałów obciążających lidera mniejszości niemieckiej Ottona Ulitza, któremu udowodniono szpiegostwo.

Katowice przed wybuchem I wojny światowej (Lestath)

„Żychoń Jan pełni od roku – informował major Adam Studencki – funkcję kierownika Posterunku Informacyjnego Ekspozytury w Katowicach. Na stanowisku tym rozwinął nadzwyczaj energiczną, umiejętną działalność, osiągając dosłownie fenomenalne wyniki. Zachowanie się w służbie i poza służbą bez zarzutu”[3].

Przy okazji nasz bohater uzupełniał też wykształcenie, w 1927 roku w Lublinie zdał egzamin z języka polskiego z zakresu szkoły średniej, a kilka lat później zdobył uprawnienia notariusza. Nic zatem dziwnego, że tak utalentowanego oficera postanowiono przenieść na bardziej eksponowane i znacznie trudniejsze stanowisko. Wtedy też po raz pierwszy okazało się, że jego sukcesy nie u wszystkich wzbudzają entuzjazm. Wśród kolegów z wywiadu szeptano, że Żychoń żyje ponad stan i właściwie nie wiadomo, skąd bierze na to pieniądze.

Szpiedzy nad Motławą

Wolne Miasto Gdańsk utworzono w 1920 roku jako kompromisowy organizm polityczny, który zaspokoi zarówno interesy niemieckie, jak i polskie. Za naszym krajem przemawiała historia i kwestie gospodarcze, natomiast pod względem etnicznym Gdańsk był niemal całkowicie niemiecki (Polacy stanowili tam zaledwie około 10%). Racje obu stron miały swoje uzasadnienie, w tej sytuacji miasto szybko stało się symbolem konfrontacji polsko-niemieckiej.

Zgodnie z ustaleniami traktatu wersalskiego terytorium Wolnego Miasta zostało zdemilitaryzowane, Gdańsk posiadał własny parlament, walutę, flagę, herb i hymn. Jego specyficzny status przyciągał ludzi robiących legalne i nielegalne interesy. Obywatele Gdańska nie potrzebowali wiz na wjazd do Polski czy Niemiec, zatem w mieście powstawały setki firm i spółek. Część z nich służyła jak przykrywka dla działalności wywiadowczej.

Gdańsk szybko stał się „ulubionym” miejscem szpiegów. Krzyżowały się tam interesy polskie, niemieckie, sowieckie, litewskie, brytyjskie, francuskie, przede wszystkim jednak miasto stało się główną niemiecką bazą wypadową na Polskę. W Warszawie doskonale zdawano sobie sprawę z faktu, że w Gdańsku mieści się jedna z głównych ekspozytur berlińskiej Abwehry, dysponująca odpowiednimi środkami do rozbudowywania i nadzorowania sieci komórek wywiadowczych w Polsce.

Jan Henryk Żychoń

Natomiast polski wywiad początkowo nie odnosił większych sukcesów na terenie Wolnego Miasta. Ustępował Abwehrze na wielu polach; inna sprawa, że Niemcy mogli liczyć na poparcie władz gdańskich i większości mieszkańców. Sytuacja miała się zmienić dopiero po pojawieniu się nad Bałtykiem kapitana Żychonia.

Przybył tam w 1927 roku i zamieszkał w pięciopokojowym mieszkaniu przy Hauptstrasse 49 (obecnie aleja Grunwaldzka). Towarzyszyła mu niedawno poślubiona żona, zamożna Ślązaczka, Helena Kiełbasówna.

Czas sukcesów

„Nowy szef oddziału lądowego, kapitan Jan Żychoń – wspominał pracownik Komisariatu Generalnego w Gdańsku, Roman Wodzicki – liczący sobie wówczas zaledwie 26 lat, zrobił na mnie wrażenie człowieka znacznie starszego, przeoranego doświadczeniami życiowymi. Mimo dość regularnych rysów i mocnej sylwetki, nic w jego powierzchowności nie uderzało. A jednak wyczuwało się w Żychoniu jakiś wyjątkowo ciężki, przygotowany do wybuchu ładunek energii, choć lubił grać rolę rubasznego brata-łaty, rzekomo ustawicznie podnieconego alkoholem, i sypać żartami w gwarze podkrakowskich łobuzów”[4].

Młody kapitan oficjalnie stanął na czele Referatu Lądowego Wydziału Wojskowego Komisariatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Gdańsku. Podlegała mu składnica na Westerplatte wraz z jej załogą. Nieoficjalnie natomiast kierował Ekspozyturą nr 7 Oddziału II, zwaną też Biurem Informacyjnym w Gdańsku.

Siedziba parlamentu Wolnego Miasta Gdańska

Sytuację miał znacznie lepszą niż wielu jego kolegów po fachu. Jako polski oficer na placówce w Gdańsku, nie musiał udawać wroga marszałka Piłsudskiego czy podszywać się pod cudzą tożsamość. Jednak z drugiej strony Wolne Miasto Gdańsk było beczką prochu; utrzymywanie tam agentury stanowiło zadanie skrajnie trudne, a zarazem fundamentalne dla bezpieczeństwa Polski. Dlatego Żychoń doskonale wiedział, że nie będzie anonimowym mieszkańcem. Każdy jego ruch z uwagą śledziła Abwehra i lokalna prasa. Niemcy doceniali jednak przeciwnika, w jednym z raportów określono go mianem człowieka bez skrupułów i wyjątkowo niebezpiecznego.

Było to jak najbardziej zgodne z prawdą, gdyż kapitan wykorzystywał każdą nadarzającą się okazję. Od razu zwrócił uwagę na fakt, że doskonałym miejscem do działalności szpiegowskiej będzie kasyno mieszczące się w Sopocie. Gdy bowiem po zakończeniu wojny spadła liczba turystów, władze Wolnego Miasta postanowiły zachęcić do przyjazdu nad Bałtyk wielbicieli hazardu.

Jeszcze w 1920 roku powstało pierwsze w tej części Europy kasyno. Początki były skromne – zaledwie dwa stoły z ruletką, interes jednak szybko zaczął się rozkręcać. W sezonie letnim kasyno odwiedzało dziennie po kilka tysięcy amatorów gry, a wielu hazardzistów niemieckich i polskich zamiast podróży do Monte Carlo wybierało krótki wypad nad Bałtyk. Tu również zdarzały się tragedie, a promenadę przed kasynem nazywano aleją wisielców, gdyż często znajdowano tam samobójców, którzy przy zielonym stoliku stracili cały majątek.

Oczywiście miejsce to nieustannie obserwowały wywiady różnych państw. Nic więc dziwnego, że częstym bywalcem kasyna w Sopocie stał się także nasz kapitan.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

1 Za: J. Bochaczek-Trąbska, W tajnej służbie. Z działalności majora Jana Henryka Żychonia,Częstochowa 2011, s. 148.

2 Za:ibidem, s. 25.

3 Za:ibidem, s. 25.

4 R. Wodzicki,Wspomnienia: Gdańsk – Warszawa – Berlin 1928–1939,Warszawa 1972, s. 87–88.