Wydawca: WAB Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Połówka grejpfruta - Alice Munro

Opowiadanie ze zbioru „Za kogo ty się uważasz?”

Dziesięć powiązanych ze sobą opowiadań, z których każde tworzy samodzielną, kunsztownie zbudowaną całość, składa się na poruszającą i przenikliwą opowieść o dojrzewaniu.

Rose pochodzi z biedniejszej części Ontario. Mieszka z ojcem i macochą Flo w domu na tyłach należącego do rodziny sklepu meblowego. Jako dziecko z niechęcią i strachem obserwuje życie mieszkańców swojego miasta. Potem ucieka, by zacząć studia w Toronto, wyjść za mąż i podjąć pracę zawodową. I przez cały czas próbuje odpowiedzieć na zawarte w tytule książki pytanie, które w dzieciństwie usłyszała od macochy.

O trudnych wyborach i bolesnych kompromisach Munro opowiada z prostotą, bezpretensjonalnie, z cudowną lekkością człowieka, którego nic nie może zaskoczyć.

Opinie o ebooku Połówka grejpfruta - Alice Munro

Fragment ebooka Połówka grejpfruta - Alice Munro

Alice Munro

POŁÓWKA GREJPFRUTA

Przełożyła Elżbieta Zychowicz

Opowiadanie ze zbioru Za kogo ty się uważasz?

Wydano z pomocą finansową

We acknowledge the support of the Canada Council for the Arts, which last year invested $154 million to bring the arts to Canadians throughout the country.

Nous remercions le Conseil des arts du Canada de son soutien. L’an dernier, le Conseil a investi 154 millions de dollars pour mettre de l’art dans la vie des Canadiennes et des Canadiens de tout le pays.

Tytuł oryginału: Who Do You Think You Are?

Copyright © Alice Munro 1978

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo W.A.B., 2012

Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo W.A.B., 2012

Wydanie I

Warszawa 2012

Połówka grejpfruta

Rose zdała egzamin wstępny i zaczęła chodzić przez most do szkoły średniej.

W klasie były cztery duże czyste okna i nowe świetlówki. Wprowadzono nowy przedmiot, higienę i zasady zdrowotne. Po Bożym Narodzeniu chłopcy i dziewczęta mieli wspólne zajęcia z życia w rodzinie. Nauczycielka była młoda i tryskająca optymizmem. Nosiła fantazyjną czerwoną kloszową suknię. Chodziła między rzędami ławek w tę i z powrotem, w tę i z powrotem, pytając wszystkich po kolei, co jedli na śniadanie, by sprawdzić, czy przestrzegają kanadyjskich reguł żywieniowych.

Szybko ujawniły się różnice między miastem a wsią.

– Smażone ziemniaki.

– Chleb z syropem kukurydzianym.

– Owsiankę i herbatę.

– Jajecznicę, wiejską szynkę i herbatę.

– Ciasto z rodzynkami.

Tu i ówdzie rozległy się śmiechy, nauczycielka bezskutecznie robiła groźne miny. Skierowała się do miejskiej części klasy. W sposób naturalny utrzymywał się w klasie podział na część miejską i wiejską. Tutaj uczniowie twierdzili, że jedli grzanki z dżemem, jajka na bekonie, płatki kukurydziane, nawet gofry z syropem. Kilka osób wymieniło sok pomarańczowy.

Rose usadowiła się w tylnych ławkach miejskiej części. West Hanratty nie było reprezentowane, Rose była jedyną jego przedstawicielką. Ogromnie pragnęła sprzymierzyć się z mieszkańcami miasteczka przeciwko miejscu, skąd pochodziła, przyłączyć się do tych jedzących gofry i pijących kawę, powściągliwych i znających się na rzeczy posiadaczy wnęki jadalnej.

– Połówkę grejpfruta – powiedziała odważnie. Nikt inny o tym nie pomyślał.

Prawdę mówiąc, Flo uważałaby jedzenie grejpfruta na śniadanie za rzecz równie naganną jak picie szampana. Nawet nie sprzedawali ich w sklepie. W ogóle było mało świeżych owoców. Kilka pokrytych plamami bananów, małe nieciekawe pomarańcze. Podobnie jak większość mieszkańców wsi Flo uważała, że wszystko, co nie jest ugotowane, szkodzi na żołądek. Na śniadanie też jedli owsiankę i pili herbatę. Latem preparowany ryż. Pierwszego ranka, gdy preparowany ryż, lekki jak pyłek, trafiał do misek, było to tak odświętne, tak zachęcające, jak pierwszy dzień, gdy można spacerować bez konieczności wkładania kaloszy, po twardej drodze, albo pierwszy dzień, gdy można zostawić drzwi otwarte w krótkim uroczym czasie pomiędzy mrozem a muchami.

Rose była zadowolona, że przyszedł jej do głowy grejpfrut, jak również podobał jej się sposób, w jaki to powiedziała: śmiało, a jednak naturalnie. Była tak straszliwie zdenerwowana, że serce podchodziło jej do gardła, oddech zamierał jej w piersi, bluzka lepiła się do ciała, mimo że użyła dezodorantu.

Gdy kilka dni później wracała do domu przez most, usłyszała, że ktoś ją woła. Nie po imieniu, wiedziała jednak, że chodzi o nią, zwolniła więc i nadsłuchiwała. Głosy dochodziły chyba spod mostu, choć gdy spojrzała w dół między szparami w deskach, nie dostrzegła niczego poza rwącą wodą. Ktoś musiał się kryć za palowaniem. Głosy były tęskne, tak delikatnie zmienione, że nie potrafiła poznać, czy należą do chłopców, czy do dziewcząt.

– Połówka grejpfruta!

Przez lata słyszała czasami te słowa wykrzykiwała z jakiegoś zaułka lub ciemnego okna. Nigdy nie dała po sobie poznać, że usłyszała, ale po chwili przesuwała dłonią po twarzy, ścierając wilgoć znad górnej wargi. Pocimy się z powodu naszych aspiracji.

Mogło być gorzej. Najłatwiej najeść się wstydu. Szkolne