#Polish beauty. Przewodnik naturalnego piękna dla Polek - Marta Krupińska - ebook

57 osób właśnie czyta

Opis

  • Czy oleje są dobre dla tłustej cery?
  • Dlaczego tonik jest lepszy niż serum?
  • Komu najbardziej zagraża smog?
  • Jak dbać o siebie w duchu eko i nie zwariować?

K-beauty, jad żmii, konturing... Wzięłam pod lupę najpopularniejsze praktyki pielęgnacyjne i „cudowne składniki” z różnych stron świata. Przeprowadziłam śledztwo, czy są one odpowiednie dla Polek. Podpowiem ci, co powinno się znaleźć w twojej kosmetyczce, a z czego możesz zrezygnować. Zdradzę, jak w dziesięć minut zrobić make-up no make-up, który podkreśli twoje naturalne atuty. Bez teatralnych sztucznych rzęs, tipsów i hebanowej opalenizny rodem z solarium. Dowiesz się, jak świadomie kupować kosmetyki i na co zwracać uwagę w ich składzie. Z korzyścią dla urody, środowiska i portfela. Poznasz opinie ekspertek oraz patenty na zdrowie i urodę Polek, dla których kosmetyki są pracą i pasją. Dołącz do społeczności „Polish beauty”.

Bądź sobą i bądź piękna!

Ilustracje: Weronika Kuc


Myślałam, że o pielęgnacji wiem już wszystko...a jednak!!! Marta niesamowicie rzetelnie podeszła do sprawy! Stworzyła książkę, a raczej podręcznik dla każdej z nas. Polecam zarówno młodym dziewczynom, jak i dojrzałym kobietom. Dbajmy o siebie świadomie!

Zofia Zborowska-Wrona

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 184

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Przewodnik naturalnego piękna dla Polek

Kolejna książka o pielęgnacji? Tak reagowałam, gdy na moje biurko szefowej działu urody ELLE trafiały coraz to nowe poradniki o sekretach piękna kobiet z rozmaitych zakątków świata. Brakowało mi jednak takiego przewodnika dla Polek, „szytego na miarę”, stworzonego z myślą o ich rzeczywistych potrzebach i problemach.

Inspiracją do powstania tej książki stały się też moje rozmowy i wywiady z dermatologami i kosmetologami, którzy nie zawsze podzielali zachwyt nad zagranicznymi nowościami i trendami pielęgnacyjnymi lansowanymi w mediach społecznościowych.

J-beauty, K-beauty, francuska nonszalancja, australijski luz – to tylko niektóre z nich. Jednak to, co pochodzi z daleka, wydaje się egzotyczne i ładnie wygląda na Instagramie, niekoniecznie sprawdza się w rzeczywistości. Czasem może nawet bardziej nam zaszkodzić, niż pomóc.

Razem z najlepszymi polskimi ekspertkami od urody wzięłam pod lupę najbardziej popularne praktyki pielęgnacyjne i „cudowne składniki” z różnych stron świata. Przeprowadziłam śledztwo, na ile sprawdzają się one na polskim gruncie. Podpowiem ci, co powinno się znaleźć w twojej kosmetyczce, a z czego możesz bez wyrzutów sumienia zrezygnować. Zdradzę, jak w dziesięć minut zrobić make-up no make-up, który podkreśli twoje naturalne atuty, bez teatralnych sztucznych rzęs, tipsów i hebanowej opalenizny rodem z solarium. Z tej książki dowiesz się, jak świadomie kupować kosmetyki i na co zwracać uwagę w ich składzie, jednocześnie nie szkodząc środowisku. Poznasz też patenty na zdrowie i urodę Polek, dla których kosmetyki to praca i pasja jednocześnie. To urodzone ambasadorki „Polish beauty” – naturalne, zadbane, spełnione kobiety. Pełne energii, zarażające optymizmem, które kochają siebie i świat dookoła. I w tym tkwi ich piękno. Do tego samego namawiam ciebie. Dołącz do społeczności „Polish beauty”. Bądź sobą i bądź piękna.

Marta Krupińska

Jestem szefową działu urody ELLE i ELLE MAN. Wcześniej pisałam między innymi dla „Wysokich Obcasów” i „Viva! Moda”. Testuję dziesiątki kosmetyków, a znajomi żartują, że moje mieszkanie zmieniło się w drogerię. Chciałabym być kosmetyczną minimalistką, ale chyba uda mi się to dopiero w następnym wcieleniu. Mam słabość do brokatu, kadzidlanych perfum i kredek do brwi.

Kocham podróże, ale najlepiej czuję się na warszawskim Mokotowie. Szybko mówię i chodzę, dużo czytam, słucham i oglądam. Żałuję, że nie urodziłam się w latach siedemdziesiątych. Z natury jestem choleryczką, próbuję być zen, wyginając się w asanach. 

Ekspertki #polishbeauty

Anna Grela

Kosmetolożka z dwudziestopięcioletnim doświadczeniem zawodowym. Wiedzy i inspiracji szuka, studiując tradycyjną kosmetykę, kosmetologię i medycynę naturalną. Zwolenniczka holistycznego podejścia i terapii manualnych z wykorzystaniem naturalnych kosmetyków. Podczas warsztatów i konsultacji uczy kobiety, jak dbać o skórę na każdym etapie życia. Pracę wzbogaca doświadczeniami wyniesionymi z praktyki jogi, medytacji, holistycznej pracy z ciałem i zdrowego odż[email protected]

Wioletta Kaniewska

Absolwentka Wydziału Farmacji Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Kosmetolożka, od lat związana z laseroterapią. Nie mogą jej ominąć nowości z chemii i technologii produkcji kosmetyków. Szkoleniowiec, autorka i współautorka licznych artykułów z branży beauty. Szuka balansu między hi-tech a naturą. Właścicielka niezliczonych zaawansowanych technologicznie kremów z kwasami oraz naturalnych peelingów do ciał[email protected]

Iwona Radziejewska-Choma

Flebolożka, lekarz medycyny estetycznej. W roku 2002 ukończyła Warszawską Akademię Medyczną. Jako jedna z 96 lekarzy w Polsce posiada certyfikat potwierdzający jej kwalifikacje w zakresie medycyny estetycznej nadawany i honorowany przez Polskie Towarzystwo Lekarskie i Międzynarodowe Stowarzyszenie Medycyny Estetycznej w Paryżu. W 2012 roku uzyskała tytuł specjalisty medycyny przeciwstarzeniowej. Od 2014 roku prowadzi własną klinikę Saska [email protected]_clinic_dr_radziejewska

Sylwia Rakowska

Makijażystka. Pracuje przy kampaniach reklamowych i sesjach fotograficznych dla najważniejszych magazynów. Dba o wizerunek polskich gwiazd, między innymi Ewy Chodakowskiej, Weroniki Książkiewicz, Katarzyny Sokołowskiej i Danuty Stenki. Zwolenniczka naturalnego piękna i minimalistycznego makijażu. Inicjatorka instagramowej akcji #[email protected]

#shelfie

Selfie to już przeżytek. Dziś w mediach społecznościowych królują #shelfie, czyli perfekcyjnie wystylizowane zdjęcia półek i toaletek wypełnionych kosmetykami. Bez względu na geolokalizację na wielu z nich znajdziemy te same produkty. Nic dziwnego. W dobie e-commerce i Instagrama jesteśmy na bieżąco z kosmetycznymi nowinkami z całego świata i mamy do nich nieograniczony dostęp. Podpatrujemy to, co lansują zagraniczne gwiazdy, blogerki i trendsetterki, i inspirujemy się tym. Stosujemy wieloetapową koreańską pielęgnację, chcemy mieć nonszalancką fryzurę jak Francuzki, zazdrościmy złocistej opalenizny Australijkom.

Czy wszystkie te rytuały są dla nas rzeczywiście dobre? Przecież żyjemy w odmiennym klimacie, mamy zupełnie inną skórę i różne potrzeby. Zanim więc rzucisz się w wir kosmetycznych rewelacji z najodleglejszych zakątków świata, sprawdź, co naprawdę powinno się znaleźć na twojej półce, a z czego możesz bez żalu zrezygnować. Gotowa?

Made in Korea

Naszą przygodę z zagranicznymi trendami zacznijmy od Korei. To zdecydowanie najmodniejszy kierunek w branży beauty. Kobiety na całym świecie oszalały na punkcie koreańskiej pielęgnacji. Palec pod budkę, kto nie ma w kosmetyczce choćby jednego kremu BB. Ja noszę go zawsze w torebce. To dla mnie świetna alternatywa dla podkładów, bo nie lubię uczucia „tapety” na twarzy. Kremy BB są lżejsze, mniej kryjące i nie wywołują efektu maski.

To właśnie od nich parę lat temu zaczął się boom na K-beauty. Jednak mało kto wie, że tak zwany blemish balm lub beauty balm to wynalazek europejski, i do tego wcale nienowy – ma już prawie sześćdziesiąt lat. Pierwszy tego typu produkt stworzyła w latach sześćdziesiątych XX wieku niemiecka dermatolog dr Christine Schrammek z myślą o pacjentach po zabiegach laserowych. Kremy te miały przyspieszać regenerację skóry, łagodzić podrażnienia i redukować zaczerwienienia.

BB i spółka

Ale to właśnie Koreankom zawdzięczamy renesans kremów BB. Trudno o lepszą rekomendację. W całej Azji, a zwłaszcza w Korei, kobiety mają obsesję na punkcie idealnie gładkiej, jasnej, nieskazitelnej cery. Dlatego na potęgę nawilżają skórę i zabezpieczają ją przed słońcem – przez okrągły rok, od rana do wieczora. Dzięki zawartości składników nawilżających oraz filtrów chroniących przed szkodliwym promieniowaniem UV krem BB sprawdza się w obu tych zadaniach, jednocześnie maskuje drobne niedoskonałości, na przykład rozszerzone pory, a także delikatnie matuje i reguluje wydzielanie sebum, dając efekt baby face – młodzieńczej, naturalnie promiennej, zdrowej i zadbanej cery.

Po BB przyszła moda na podkłady cushion (wsączone w gąbkę i nakładane poduszeczką), maski w płachtach i egzotyczne składniki kremów, ze śluzem ślimaka na czele. Oraz last but not least: koreański rytuał 10 kroków. Zaczyna się od dogłębnego oczyszczenia skóry, które składa się z trzech etapów: demakijażu (najczęściej z użyciem olejku), umycia twarzy (żelem lub pianką, które zmywa się wodą) i peelingu. Co dalej? Tonik, esencja, serum, maska w płachcie, krem pod oczy, krem do twarzy i ochrona przeciwsłoneczna. Sporo tego. W drogeriach pojawiły się więc nawet osobne działy z produktami K-beauty. Koreańska pielęgnacja podbiła też media społecznościowe. Nic dziwnego – designerskie kosmetyki „made in Korea” w bajecznie kolorowych opakowaniach są gadżeciarskie, fotogeniczne i „Instagram-friendly”. Ale czy również „skin-friendly”?

„To, co rzeczywiście warto zapożyczyć od Koreanek, to demakijaż, oczyszczanie i ochrona przeciwsłoneczna – mówi Anna Grela, kosmetolożka i założycielka sklepu internetowego z naturalnymi kosmetykami Warsztat Piękna. Jednak nie u każdej z nas sprawdzi się azjatycki sposób dbania o skórę. – Od wielu klientek słyszę, że nie miały problemów z cerą, dopóki nie zaczęły stosować koreańskiej pielęgnacji. Trzeba pamiętać, że nie wszystkie kosmetyki rodem z Azji są świetnej jakości i niekoniecznie odpowiadają naszym europejskim cerom”.

Adres ma znaczenie

Dlaczego koreańskie rytuały piękna nie zawsze nam służą? Z prostej przyczyny: Koreanki mają inny rodzaj skóry, żyją w odmiennym klimacie, stosują różniącą się od naszej dietę. Przy wyborze kosmetyku trzeba się kierować przede wszystkim potrzebami i rodzajem cery: tym, czy jest mieszana, tłusta czy raczej sucha. A także szerokością geograficzną, na której mieszkamy.

„Pielęgnacja musi być dopasowana do warunków, w jakich na co dzień żyjemy. W Azji panuje kult wybielania, praktycznie każdy kosmetyk ma rozjaśniać i wyrównywać koloryt cery, likwidować przebarwienia. Azjatki mają też naturalnie grubszą i bardziej porowatą skórę niż Polki. U nas po czterdziestym roku życia robi się ona cieńsza, rozszerzają się pory. Do tego często zmagamy się z trądzikiem różowatym, przesuszeniem, alergiami. Dlatego kosmetyk, który na Dalekim Wschodzie jest hitem, niekoniecznie sprawdzi się w polskich warunkach” – mówi flebolożka, lekarka medycyny estetycznej i anti-aging Iwona Radziejewska-Choma.

(Zbyt) wiele kroków do piękna

Powiedzmy sobie szczerze: mało która z nas (na czele ze mną) ma czas, cierpliwość i ochotę na codzienny rytuał 10 kroków. I wcale nie musimy z tego powodu rwać włosów z głowy. Eksperci są zgodni: możemy bez wyrzutów sumienia odpuścić niektóre kroki (na przykład emulsję), a inne (na przykład maskę w płachcie) stosować raz, dwa razy w tygodniu. Uff… Przynajmniej mam o jeden grzech mniej na koncie.

Zresztą nawet Azjatki mają już chyba dość tak czasochłonnej pielęgnacji, bo coraz częściej omijają niektóre kroki albo sięgają po kosmetyki wielofunkcyjne, które łączą właściwości kilku produktów, na przykład jednocześnie nawilżają i rozjaśniają. Trend skip-care (ang. skip – ominąć, przeskoczyć) to zwrot w stronę bardziej minimalistycznej pielęgnacji. Chodzi o to, aby używać mniej kosmetyków, za to skuteczniej działających i o wyższej zawartości składników aktywnych. Jednak w odniesieniu do podstawowego kroku, demakijażu, nie ma taryfy ulgowej.

Pielęgnacja po polsku

Co zatem powinno się znaleźć na #shelfie Polki? Zacznijmy od podstaw.

Po pierwsze, oczyszczanie

„To podstawa codziennej pielęgnacji. Nawet jeśli wracasz po całonocnej imprezie, bezwzględnie usuń makijaż, bo on bardzo zatyka pory skóry” – tłumaczy Iwona Radziejewska-Choma.

Wieloetapowe oczyszczanie nie polega jednak na tym, żeby skórę maksymalnie odtłuścić. Po demakijażu powinna mieć ładny kolor i być miękka, bez uczucia ściągnięcia, napięcia czy pieczenia. Zdaniem Anny Greli Polki często oczyszczają twarz niewłaściwymi preparatami, zbyt mało starannie lub wręcz przeciwnie, zbyt katując skórę. „Używamy za dużo kosmetyków i do tego źle dobranych. Gdy nasza cera ma skłonność do przetłuszczania się, to na półce mamy wyłącznie kosmetyki matujące, wysuszające, przeciwzapalne. W ten sposób niszczymy naturalną barierę ochronną skóry, przez co traci ona odporność i zaczyna reagować alergicznie. Z kolei przy cerze wrażliwej boimy się, że wszystko jej zaszkodzi, i skupiamy się na kamuflażu, ukrywaniu zaczerwienień”.

Efekt? „Sucha jak wiór skóra, zapchane pory i problemy z podrażnieniami, zaskórnikami i trądzikiem” – wyjaśnia Anna Grela. Jej zdaniem staranne oczyszczenie twarzy jest dużo ważniejsze niż stosowanie kremu nawilżającego. Z prostej przyczyny: jeśli najcudowniejszy, najbogatszy w składniki aktywne krem nałożysz na nieoczyszczoną skórę, i tak nie będzie skuteczny.

Czysta sprawa z olejem

Od produktów do oczyszczania twarzy, pod którymi uginają się półki w drogeriach, można dostać zawrotu głowy. Do wyboru mamy żele, mleczka, śmietanki, pianki, emulsje, musy i olejki myjące. Te ostatnie, oparte na naturalnych olejach, stanowią podstawę demakijażu Koreanek i robią międzynarodową karierę. W swojej ofercie ma je również coraz więcej polskich marek. Ale czy równie dobrze sprawdzą się na skórze Polek?

Tak, zwłaszcza jeśli masz cerę suchą, wrażliwą lub atopową. Olejki i oliwki myjące nie będą podrażniać i wysuszać skóry, pomogą też odbudować jej warstwę hydrolipidową – naturalny płaszcz ochronny, który zabezpiecza naskórek przed wysychaniem i szkodliwymi czynnikami z zewnątrz: wiatrem, zimnem, smogiem. A przy tym skutecznie rozprawią się nawet z wodoodpornym tuszem do rzęs. „Olej rozpuszcza tłuszcz i zanieczyszczenia. Powinien jednak być hydrofilny, czyli w kontakcie z wodą tworzyć emulsję – wtedy rzeczywiście będzie usuwał makijaż” – potwierdza Iwona Radziejewska-Choma.

Jeśli decydujesz się na olejowe oczyszczanie, weź przykład z Koreanek i oprócz olejku przynajmniej raz dziennie zastosuj produkt zmywany wodą, na przykład żel, który usunie resztki oleju i rozpuści zatykające pory sebum. „Zatkanie porów, zwłaszcza przy skórze wrażliwej lub naczyniowej, będzie stymulowało stan zapalny, powstawanie zaskórników i uszkadzanie kolejnych naczynek” – tłumaczy ekspertka.

Do tematu olejków i tego, jakie wybierać, powrócimy wkrótce przy okazji olejowej odnowy.

Cel na micele

Zanim przyzwyczaiłam się do olejowego demakijażu z „poślizgiem”, przez lata byłam wierna płynom micelarnym. Dzięki temu, że są lekkie jak woda i nie zostawiają żadnych śladów na skórze, to ulubiony produkt makijażystek gwiazd. Znajdziesz je też w każdym gabinecie dermatologicznym. Tajemnica ich sukcesu tkwi w mikroskopijnych cząsteczkach, micelach, które działają jak magnes – przyciągają i wchłaniają nadmiar sebum, resztki makijażu i wszelkie zanieczyszczenia.

Ale uwaga. „Micele zostają na skórze i przyczepiają się jak rzep do naszych gruczołów łojowych, komórek naskórka oraz cementu międzykomórkowego, który go spaja. Naturalne sebum na powierzchni skóry też potraktują jak zanieczyszczenie. W rezultacie mogą więc wysuszać” – ostrzega kosmetolożka Wioletta Kaniewska. Aby tego uniknąć, po oczyszczeniu twarzy płynem micelarnym przemyj ją wodą zwykłą lub termalną albo tonikiem. Tak samo z mleczkiem i śmietanką do demakijażu – zmyj ich resztki, aby nie pozostawiać na skórze tłustej warstwy i przywrócić prawidłowy poziom pH.

I pamiętaj: płyn micelarny to nie to samo co tonik. Nie stosuj tych produktów zamiennie. „Płyn micelarny ma za zadanie zmyć makijaż i zanieczyszczenia, a tonik tonizuje, to znaczy przywraca skórze naturalne pH, zwęża pory, zapobiega stanom zapalnym i przygotowuje twarz do przyjęcia kolejnych kosmetyków” – wyjaśnia Iwona Radziejewska-Choma. Dlatego po zastosowaniu płynu micelarnego koniecznie sięgnij po tonik.

Esencja natury

Tonik możesz zastąpić hydrolatami, czyli wodami roślinnymi zawierającymi naturalne ekstrakty i wyciągi z ziół, kwiatów i owoców. Sięga po nie coraz więcej Polek. Sama jestem ich fanką. Moim absolutnym faworytem są wody różane polskich marek kosmetyków naturalnych Make Me Bio i Ministerstwa Dobrego Mydła. Pięknie pachną, delikatnie łagodzą oraz pozostawiają skórę gładką i miękką. Lubię użyć wody różanej rano pod krem i w ciągu dnia do odświeżenia skóry. Spryskuję nią twarz i delikatnie wklepuję opuszkami palców.

„Hydrolaty zawierają naturalne kwasy, które obniżają pH. Odczyn pH skóry nie powinien przekraczać 5,5. Gdy zachowuje właściwy poziom, działa jak naturalna tarcza ochronna: hamuje rozwój bakterii i poprawia przenikanie kosmetyków do głębszych warstw skóry” – tłumaczy Iwona Radziejewska-Choma.

Akcja eksfoliacja

Po demakijażu twoja skóra jest gotowa na peeling, który pobudzi krążenie, pomoże w usuwaniu zanieczyszczeń i obniży napięcie mięśni twarzy. Jeśli masz z natury cienką i wrażliwą skórę (witaj w klubie), zamiast peelingów mechanicznych wybieraj enzymatyczne, na przykład z łagodniejszymi enzymami z owoców lub kwasami owocowymi, które rozpuszczają martwe komórki naskórka bez konieczności tarcia. Nakładaj je raz lub dwa razy w tygodniu jak maskę, na pięć, dziesięć minut, a następnie zmyj. „Łuska suchej skóry zaburza wytwarzanie nowych, zdrowych komórek naskórka, utrudnia jej oddychanie i cyrkulację wody oraz blokuje wchłanianie kosmetyków. W efekcie cera staje się szara i niedotleniona. Peeling usunie to, co niepotrzebne, poprawi koloryt skóry i zwęzi pory. Enzymatyczny działa lepiej przy dużej wilgotności powietrza, dlatego warto nakładać go pod prysznicem” – radzi Wioletta Kaniewska.

Peeling sprzyja też samoregeneracji skóry. „Amerykański lekarz, autor książki Skóra pełna blasku, doktor Harold Lancer, do którego przychodzą gwiazdy, między innymi Jennifer Lopez, Victoria Beckham i Kim Kardashian, potwierdza, że regularne złuszczanie delikatnym peelingiem poprawia jędrność skóry. Działa jak masaż, pobudza krążenie, sprawia, że kosmetyki lepiej się wchłaniają, a poza tym pobudza skórę do odnowy” – wyjaśnia Anna Grela. A nawet najbogatsze kremy nie dokonają tego, co skóra jest w stanie zrobić sama.

Pamiętaj jednak, że złotym środkiem jest umiar. Nie przekraczaj podanych przez producenta częstości ani czasu stosowania, aby nie podrażnić skóry. Ostrożnie zwłaszcza przy cerze atopowej – zbyt częste lub drażniące peelingi mogą zaostrzyć stan zapalny.

WSPARCIE W GABINECIE

Cerze problematycznej, tłustej i trądzikowej dobrze zrobi seria peelingów w gabinecie kosmetycznym. Wioletta Kaniewska poleca do zabiegów eksfoliacji kwas ferulowy, który działa antyoksydacyjnie, jest równocześnie filtrem UV i nie powoduje przebarwień, więc można go stosować także latem. Łagodne i bezpieczne nawet dla cery wrażliwej, podczas ciąży i terapii retinoidami są też peelingi na bazie kwasów migdałowego i azelainowego.

Dobre bakterie

Peeling usunie martwy naskórek, ale też „wyreguluje” florę bakteryjną i sprawi, że twoją skórę będą zasiedlać „dobre” bakterie. To one razem z innymi mikroorganizmami tworzą nasz mikrobiom, czyli naturalną tarczę, która zabezpiecza skórę przed alergenami, toksynami i zanieczyszczeniami. Mikroflora, zarówno ta na skórze, jak i w przewodzie pokarmowym (jej masa w jelitach wynosi około trzech kilogramów!), decyduje o naszej odporności. Gdy jest zaburzona, na przykład po kuracji antybiotykami albo na skutek spożywania zbyt dużej ilości cukrów, jesteśmy bardziej podatni na infekcje, choroby autoimmunologiczne czy nietolerancje pokarmowe. Pomóc może dieta bogata w warzywa, owoce, kiszonki i produkty fermentowane, jak kefir, oraz suplementacja probiotykami.

Te ostatnie znajdziemy też w kosmetykach. Naturalnymi probiotykami są na przykład lanolina, wosk pszczeli czy drożdże, o których mówi się, że mogą wydłużyć żywotność komórek skóry. Wykorzystuje się je w ekskluzywnych japońskich kosmetykach SK-II, uwielbianych między innymi przez Cate Blanchett i Nicole Kidman. Eksperci tej marki odkryli, że osoby, które pracują przy produkcji sake, mają idealnie gładką skórę dłoni. Okazało się, że to zasługa drożdży ryżowych. O skuteczności drożdży wiedziały też nasze mamy i babcie. Na wypryski kładły maseczki z drożdży, które łagodziły zaczerwienienia i stany zapalne skóry.

Wybieraj kosmetyki, które zawierają filtraty drożdżowe. Filtrat wydobywa esencję, zostawiając na skórze to, co najlepsze. „Można je porównać do kiszonek, które mają zbawienny wpływ na nasz układ pokarmowy. Probiotyki normalizują florę bakteryjną skóry i wzmacniają jej naturalną barierę ochronną” – tłumaczy Wioletta Kaniewska. Dlatego właśnie często wykorzystuje się je w pielęgnacji antysmogowej. Ale o niej później.

Maskę włóż

Peeling i maska – to mój ulubiony sposób na wieczorne ekspresowe domowe spa z Netflixem w tle. Często sięgam po jednorazowe maski w płachtach: łagodzące z ekstraktem z róży, bawełny albo zielonej herbaty, mocno nawilżające z kolagenem i rozjaśniające z witaminą C. Zawsze zabieram je ze sobą w podróż – są niezawodne po długim locie czy opalaniu. Po ich użyciu skóra jest przyjemnie gładka, miękka i napięta. Szkoda, że na tak krótko.

Ale przekonałam się, że nadgorliwość również w tym wypadku nie popłaca. Odradzam zostawianie takiej maski na twarzy na kilka godzin albo – co gorsza – na całą noc. Zamiast nawilżyć skórę, wysuszy ją, wyciągając wodę z naskórka. Wystarczy, że potrzymamy ją na twarzy około kwadransa. „Maska w płachcie jest nasączona płynem ze składnikami aktywnymi i ma pomóc we wchłanianiu ich przez skórę. Jeśli zostawimy maskę na całą noc, skóra nie będzie mogła swobodnie oddychać, odwodni się i będzie zaczerwieniona” – ostrzega Anna Grela. Lepiej sięgnij po specjalne maski na noc. To mocno odżywcze kremy o właściwościach maski okluzyjnej, których składniki lepiej przenikają przez naskórek.

W temacie masek do wyboru masz też między innymi chłodzące i nawilżające żelowe oraz bardziej odżywcze lub oczyszczające, o konsystencji kremu lub pasty. W składzie tych ostatnich często znajdziesz glinki, które wykazują wszechstronne działanie. „Zielona odtłuszcza, ściąga pory i wchłania nadmiar sebum, ale może wysuszać. Dla cery suchej i wrażliwej bardziej wskazane będą łagodzące glinki różowe. Zawierają mnóstwo minerałów i mikroelementów, które działają odżywczo na skórę” – tłumaczy Anna Grela.

Ale i w tym wypadku co za dużo (i za długo), to niezdrowo. „Tylko w przypadku masek, których zadaniem jest wchłonięcie dużej ilości sebum, trzeba pozostawić glinkę do podeschnięcia. Nie trzymaj jej zaschniętej na skórze przez dwadzieścia minut, bo wysuszy ją i podrażni” – radzi Wioletta Kaniewska.

ZRÓB TO SAMA

Zgodnie z filozofią DIY (ang. do it yourself) maskę bez problemu zrobisz sama w domu, wykorzystując dobrane do potrzeb skóry glinki i ulubione oleje. Anna Grela poleca miks białej glinki francuskiej, którą miesza z jogurtem naturalnym, najlepiej ze sklepu ze zdrową żywnością (ważne, by nie zawierał mleka w proszku), i olejami, na przykład lnianym czy rokitnikowym. Taka maska dobrze nawilża, wygładza i pięknie rozświetla. Możesz też dodać do niej regenerujący miód albo sok z cytryny, który poprawi koloryt skóry.

ZNISZCZ PRYSZCZ

W wypadku cery tłustej, trądzikowej i z tendencją do wyprysków świetnie sprawdzi się domowa maska, do której możesz wykorzystać puder kalaminowy. Ja stosuję ten od Ministerstwa Dobrego Mydła. Ta naturalna mieszanka węglanu cynku i tlenku żelaza działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia i reguluje pracę gruczołów łojowych. Wystarczy wymieszać go z odrobiną wody lub hydrolatu, dodać kilka kropli dowolnego naturalnego oleju i tak powstałą pastę nałożyć na wilgotną skórę na mniej więcej kwadrans. Można też aplikować ją punktowo, na niedoskonałości. Kalamina sprawdzi się również po goleniu (wymieszaj odrobinę z balsamem) i jako łagodzący dodatek do kąpieli.

Na dobranoc

Noc to pora regeneracji. Właśnie wtedy twoja skóra odpoczywa od makijażu, zanieczyszczeń i innych „atrakcji”, jakie serwujesz jej za dnia. Wykorzystaj ten czas na pielęgnację anti-aging (na przykład retinoidami) czy kurację odżywczą z ceramidami. I połóż się spać. Sen to najtańszy i niezawodny kosmetyk.

Olejowa odnowa

W ramach nocnej regeneracji dobrze sprawdzą się też oleje. Lubię sięgać po nie w okresie zimowym, gdy skóra jest smagana zimnem i wiatrem, a jednocześnie przesuszona przez ogrzewanie. Nieraz zdarzyło mi się przesadzić z ich ilością, przez co moja buzia świeciła się jak księżyc w pełni. Dlatego stosuję je na noc i dozuję z aptekarską precyzją – wystarczy dosłownie kilka kropli. Najchętniej wybieram gotowe sera z naturalnymi olejami, na przykład IOSSI (zawiera między innymi olejek z dzikiej róży, pestek winogron i wiesiołka), które nakładam pod krem.

Ale olej olejowi nierówny. „Najlepsze są surowe, tłoczone na zimno. Skóra odbiera je jako coś przyjaznego, jak swoje naturalne sebum, zwłaszcza gdy jest odwodniona. Uruchamia się wtedy proces samoregeneracji” – mówi Anna Grela.

Czemu tłoczenie na zimno jest takie ważne? „Bo wtedy olej zachowuje swoje najważniejsze właściwości. Jeśli podgrzejemy go do wysokiej temperatury, zrobi się jałowy” – wyjaśnia. W procesie oczyszczania oleje rafinowane są pozbawiane cennych substancji, na przykład nienasyconych kwasów tłuszczowych. Dodawane są za to różne komponenty, które mają poprawić ich kolor, zapach i trwałość. Jeśli masz wrażliwą skórę i położysz na nią taką mieszankę, stanie się podrażniona i odwodniona lub mogą zablokować się pory.

Różne oleje mają odmienne właściwości i przeznaczenie. Ten z pestek malin może być stosowany nawet przy skórze tłustej, z jojoby będzie zaś wskazany dla cery suchej. Ale nie dowiesz się, dopóki nie spróbujesz. „Wszystko zależy od tego, co lubimy, z czym się dobrze czujemy, w jakim stanie jest nasza skóra, czy jesteśmy przed miesiączką czy po niej” – tłumaczy Anna Grela. Dla niepewnych bezpiecznym rozwiązaniem mogą być mieszanki kilku olejów, na przykład z awokado, jojoby, pestek moreli, konopi i pestek winogron.

OLEJ NA MOKRO

Olej (lub serum na bazie olejków) nakładaj zawsze na wilgotną skórę, na przykład spryskaną hydrolatem. Inaczej utworzy nieprzepuszczającą wody skorupę i zamiast nawilżać, będzie wysuszać, zaburzając prawidłową „ucieczkę” wody z naskórka (TEWL, ang. transepidermal water loss). O TEWL dowiesz się więcej w dalszej części książki.

CZY TŁUSTA CERA WYKLUCZA STOSOWANIE OLEJKÓW?

Nie. Cera tłusta też się odwadnia i traci lipidy, zwłaszcza gdy nadmiernie ją matujesz. Przy skórze skłonnej do przetłuszczania się świetnie sprawdzi się na przykład olej z wiesiołka, dzikiej róży, czarnuszki, konopny czy wspomniany już olej z pestek malin. Należą one do grupy tak zwanych olejów schnących, które szybko się wchłaniają, są niekomedogenne (nie zatykają porów) i nie pozostawiają na skórze tłustego filmu. Zawierają za to mnóstwo cennych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6.

Poranny rytuał