Wydawca: Burda Książki Kategoria: Poradniki Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 356 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Pokonaj depresję - Stephen S.Ilardi

Depresję można pokonać!

Program Terapeutycznej Zmiany Stylu Życia sprawdza się u każdego.

Ludzie nie zostali stworzeni do zawrotnego tempa współczesnego życia, które w przeważającej mierze spędzamy na siedząco, w zamkniętych pomieszczeniach, odizolowani od innych, niedospani, kiepsko odżywieni. Skutkiem tego jest przygnębienie albo nawet depresja, która zaczyna być epidemią.

Ale ty wcale nie musisz chorować! Poddaj się zaleceniom terapii Stephena S. Ilardiego. Program Terapeutycznej Zmiany Stylu Życia jest znacznie skuteczniejszy niż leczenie depresji w sposób tradycyjny, głównie farmakologicznie.

Jedz produkty bogate w kwasy tłuszczowe omega-3.

Ruszaj się, uprawiaj sport, wykonuj ćwiczenia fizyczne.

Przebywaj jak najdłużej na słońcu.

Zaangażuj się w jakąś działalność.

Wysypiaj się.

Udzielaj się towarzysko.

Terapia doktora Ilardiego może pomóc każdemu: osobom cierpiącym na depresję o różnym nasileniu i tym, którzy czują się przygnębieni. To również program dla ludzi zdrowych. Dzięki niemu zlikwidujesz nadwagę, będziesz mieć zdrowsze serce i niższe ciśnienie krwi. Zwiększy się odporność twojego organizmu. Poczujesz, że masz więcej energii i lepsze samopoczucie!

Stephen S. Ilardi jest psychologiem klinicznym, autorem wielu publikacji o chorobach psychicznych. Wykłada na Uniwersytecie Kansas.

Opinie o ebooku Pokonaj depresję - Stephen S.Ilardi

Cytaty z ebooka Pokonaj depresję - Stephen S.Ilardi

zwanym ruminacją – nawykiem grzęźnięcia w  negatywnych myślach i  nieustannego powracania do  nich. Przypuszczalnie zdarza się to  każdemu z  nas jako całkowicie naturalna reakcja na  przykre doświadczenia. Kiedy ruminacja trwa krótko, może być pomocna, gdyż uświadamia nam, co  szwankuje i  jak można by  na  przyszłość tego uniknąć. Problem pojawia się wtedy, gdy ludzie zaczynają oddawać się długim okresom ruminacji, nieustannie powracając w  umyśle do  tych samych myśli. Tego rodzaju chroniczna ruminacja w  istocie potęguje negatywny
zwanym ruminacją – nawykiem grzęźnięcia w  negatywnych myślach i  nieustannego powracania do  nich. Przypuszczalnie zdarza się to  każdemu z  nas jako całkowicie naturalna reakcja na  przykre doświadczenia. Kiedy ruminacja trwa krótko, może być pomocna, gdyż uświadamia nam, co  szwankuje i  jak można by  na  przyszłość tego uniknąć. Problem pojawia się wtedy, gdy ludzie zaczynają oddawać się długim okresom ruminacji, nieustannie powracając w  umyśle do  tych samych myśli. Tego rodzaju chroniczna ruminacja
Ludzie oddają się ruminacji tylko wtedy, gdy mają na  to  czas, gdy nie są zaprzątnięci jakąś rozsądnie angażującą działalnością. Stanie w  korku, oglądanie nudnego programu telewizyjnego, samotne spożywanie posiłku, gapienie się gdzieś w  przestrzeń – w  takich właśnie chwilach zazwyczaj pojawia się ruminacja. Głównym czynnikiem ryzyka, jeśli chodzi o  ruminację, jest po prostu
Kiedy obcujecie z  innymi, wasz umysł nie ma sposobności, aby wikłać się w  powracające bez przerwy negatywne myśli. W  gruncie rzeczy każde działanie, w  które potrafimy się zaangażować, może ułatwić neutralizowanie ruminacji. Może to  być coś bardzo prostego.
wytwarzanie przez mózg kluczowego czynnika wzrostu o  nazwie BDNF [9] . Ponieważ  w  depresji poziom tego hormonu znacznie spada, niektóre części mózgu zaczynają z  upływem czasu się kurczyć, co  osłabia pamięć i  zdolność uczenia się. Aktywność fizyczna temu przeciwdziała i  znakomicie chroni w  ten sposób mózg.
niemal jak w  zegarku, zapadają na  depresję. Cierpią na  zaburzenie trafnie nazwane SAD [10] , czyli na  sezonowe zaburzenie afektywne. Jest ono wywoływane przez zmniejszoną ekspozycję na  światło podczas krótkich, zimnych, pochmurnych dni od  listopada do  lutego lub marca (w  zależności od  miejsca zamieszkania). Jak łatwo się domyślić, SAD szczególnie boleśnie doświadcza ludzi na  północy, gdzie zimą jest mało światła [t] (na  przykład mieszkańców Nowej Anglii dotyka znacznie częściej niż mieszkańców Florydy). Choć polepszyć nam nastrój
może zwykłe wyjście z  domu w  słoneczny dzień, związek między ekspozycją na  światło a  depresją jest głębszy, niż się wydaje, i  wynika z  działania naszego zegara biologicznego. Okazuje się bowiem, że  mózg mierzy ilość światła, jaka dociera do  nas w  ciągu dnia, i  wykorzystuje tę informację do  regulacji naszego wewnętrznego zegara. Jeśli ekspozycja na  światło dzienne jest niewystarczająca, zegar w  końcu się rozregulowuje, co  z  kolei zaburza ważne rytmy dobowe kontrolujące gospodarkę energetyczną, sen, apetyt i  poziom hormonów. Zakłócenie tych
hormonów. Zakłócenie tych ważnych biologicznych rytmów może ostatecznie doprowadzić do  depresji klinicznej. Ponieważ naturalne światło słoneczne jest średnio ponadstukrotnie jaśniejsze od  używanego przez nas w  pomieszczeniach sztucznego oświetlenia, półgodzinna ekspozycja na  promienie słońca wystarcza do  wyregulowania zegara biologicznego. Nawet podczas szarego, zachmurzonego dnia naturalne światło dzienne jest kilkakrotnie jaśniejsze niż światło we  wnętrzach większości mieszkań, więc kilka godzin
ekspozycji dostarcza go akurat tyle, aby zapewnić stabilność rytmów dobowych. Ludzie przebywający od  świtu do  zmierzchu w  pomieszczeniu często doświadczają zaburzeń w  pracy swojego zegara biologicznego.
Niedobory snu trwające wiele dni czy tygodni mogą dodatkowo zakłócić jasność myślenia, a  nawet doprowadzić do  poważnych następstw zdrowotnych. Zaburzenia snu to  jeden z  najistotniejszych czynników wywołujących  depresję [w] i  istnieją dowody na  to, że  większość epizodów zaburzeń
że  większość epizodów zaburzeń nastroju jest poprzedzonych co  najmniej kilkoma tygodniami płytkiego, niepełnowartościowego snu. Kiepski sen może prowadzić do  depresji, ale też depresja może prowadzić do  kiepskiego snu – to  rodzaj błędnego koła. Aż 80 procent pacjentów z  depresją doświadcza jakiejś formy zaburzeń snu [x] . Niektórzy mają kłopoty z  zaśnięciem, większości jednak trudno utrzymać ciągłość snu. Często budzą się w  środku nocy i  nie potrafią zmrużyć oka aż do  świtu, przewracając się niespokojnie na  łóżku. Co  gorsza, depresja obniża jakość snu,
a  oni całymi dniami dręczą samych siebie niemającymi końca myślami o  tym, co  by  było gdyby, co  mogli albo co  powinni byli zrobić. Tego rodzaju ruminacja jest skutecznym sposobem utrzymywania ośrodków stresowych mózgu na  wysokich obrotach, a  ludzie, którzy jej ulegają, snując negatywne myśli, są szczególnie podatni na  depresję [l] . Natomiast umiejętność przerywania procesu ruminacji, czyli przekierowywania uwagi z  takich myśli na  bardziej wartościowe działanie, stanowi skuteczne narzędzie chroniące przed tą chorobą. Płeć . Kobiety
Cierpią na  zaburzenie trafnie nazwane SAD [10] , czyli na  sezonowe zaburzenie afektywne. Jest ono wywoływane przez zmniejszoną ekspozycję na  światło podczas krótkich, zimnych, pochmurnych dni od  listopada do  lutego lub marca

Fragment ebooka Pokonaj depresję - Stephen S.Ilardi

Tytuł oryginału: THE DEPRESSION CURE. THE 6-STEP PROGRAM TO BEAT DEPRESSION WITHOUT DRUGS
Redakcja: JOANNA ZIOŁO
Korekta: KINGA SZAFRUGA
Projekt okładki: PANNA COTTA
Zdjęcie na okładce: FOTOLIA
Redakcja techniczna: MARIUSZ TELER
Redaktor prowadząca: AGNIESZKA KOSZAŁKA
Skład i łamanie: IT WORKS, Warszawa
Copyright © 2009 by Stephen S. Ilardi All rights reserved. First published in the United States by Da Capo Press, a member of the Perseus Books Group.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie, w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.
ISBN 978-83-7778-569-0
Copyright for the Polish Edition © 2013 G + J Gruner + Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Spółka Komandytowa 02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15
Konwersja: eLitera s.c.

Wiele nazw używanych przez producentów i sprzedawców w celu wyróżnienia swoich wyrobów to zastrzeżone znaki towarowe. Tam, gdzie pojawiły się w książce i wydawca był świadom, że są zastrzeżone, zostały napisane wielkimi literami.

Uwaga: Według naszej wiedzy informacje podane w tej książce są prawdziwe i kompletne. W zamyśle ma ona stanowić jedynie pouczający poradnik dla osób pragnących pogłębić swoją wiedzę o zdrowiu. Książka ta w żadnym razie nie ma na celu zastępowania ani podważania porad lekarskich. Stanowczo zalecamy stosowanie się do nich oraz podejmowanie ostatecznych decyzji dotyczących opieki zdrowotnej w porozumieniu z lekarzem. Podane tu informacje mają charakter ogólny i ani autorzy, ani wydawca nie dają na nie żadnych gwarancji ani nie ponoszą żadnej odpowiedzialności z tytułu ich wykorzystania przez czytelnika. Nazwiska i szczegóły umożliwiające identyfikację osób uczestniczących w zdarzeniach opisanych w tej książce zostały zmienione. Wszelkie podobieństwa do konkretnych ludzi są przypadkowe.

WSTĘP

Depresja to choroba siejąca spustoszenie. Zaburza pamięć, sen i zdolność koncentracji. Sprawia, że nie potrafimy już kochać, pracować ani się bawić. Pozbawia energii, żywotności i radości, a czasem nawet woli życia. Jako psycholog kliniczny pomagałem setkom pacjentów radzić sobie z jej wyniszczającym działaniem, wiem zatem doskonale, że nie wolno lekceważyć tego podstępnego wroga. Od chwili, gdy dwadzieścia lat temu zacząłem pracę na oddziale psychiatrycznym Centrum Medycznego Uniwersytetu Duke’a, poświęciłem walce z tym zaburzeniem całą swoją karierę. Poznałem je przez ten czas na tyle, aby nie składać gołosłownych obietnic, że znam sposób leczenia, który sprawdza się u każdego pacjenta.

Jedno mogę jednak stwierdzić z całym przekonaniem: depresję można pokonać. A prowadzący do tego celu program sześciu kroków zarysowany w tej książce stanowi najbardziej obiecujące podejście do leczenia depresji, z jakim zetknąłem się w swojej karierze naukowej i lekarskiej. Przyznaję, że to śmiałe stwierdzenie, i gdy kilka lat temu zaczynałem tworzyć zręby tego programu[1], nie przyszło mi do głowy, że kiedyś się odważę je rozpropagować. Opieram swoją tezę na trzech ważnych spostrzeżeniach:

•  Obszerne badania kliniczne przeprowadzone na moim uniwersytecie wykazały niezwykłą skuteczność programu Terapeutycznej Zmiany Stylu Życia (TZSŻ). Pacjenci zostali losowo przydzieleni do jednej z dwóch grup: do grupy leczonej w ramach programu TZSŻ lub do grupy kontrolnej poddanej standardowemu leczeniu ambulatoryjnemu (głównie farmakologicznemu). Okazało się, że wśród pacjentów leczonych tradycyjnie polepszenie stanu zdrowia[2] odczuło niecałe 25 procent, natomiast wśród pacjentów poddanych leczeniu według programu TZSŻ wyniki były ponadtrzykrotnie lepsze. W istocie poprawił się stan każdego pacjenta, który w pełni zastosował się do zaleceń programu, choć wcześniej większości tych chorych nie pomogły środki przeciwdepresyjne.

•  Każdy z sześciu elementów programu TZSŻ z osobna – kwasy tłuszczowe omega-3, zaangażowanie w jakąś działalność, ćwiczenia fizyczne, ekspozycja na światło słoneczne, więzi towarzyskie i zdrowy sen – ma działanie przeciwdepresyjne. Wskazują na to tony opublikowanych wyników badań. TZSŻ jest jednak jedynym podejściem, które wyciąga z tych rozproszonych danych wnioski i proponuje spójny, całościowy, omówiony krok po kroku program dający lepsze wyniki niż każdy z tych czynników z osobna.

•  Co najważniejsze, TZSŻ sięga do samego źródła współczesnej epidemii depresji, czyli uwzględnia fakt, że ludzie nie zostali stworzeni do dwudziestopierwszowiecznego stylu życia, na który składają się niedobory żywieniowe, mała aktywność fizyczna, niedospanie, społeczna izolacja i szaleńcze tempo. Program ten stanowi bardzo potrzebne obecnie zdroworozsądkowe remedium na współczesny amerykański styl życia, który prowadzi nas w bardzo niebezpiecznym kierunku.

W ostatnich latach rozmawiałem o tym opartym na zmianie stylu życia podejściu do leczenia depresji z tysiącami ludzi, w tym z pacjentami, terapeutami, psychiatrami i studentami. Najczęściej pytany jestem o to, komu ten program może pomóc.

Odpowiadam zawsze: każdemu. Zazwyczaj budzi to śmiech, bo ludzie sądzą, że żartuję. Ja jednak mówię zupełnie poważnie. Program TZSŻ może pomóc co najmniej czterem kategoriom ludzi, a niemal każdy z nas należy do jednej z nich.

•  Program został pierwotnie stworzony z myślą o osobach cierpiących na depresję kliniczną, niezależnie od tego, czy były już na nią wcześniej leczone, czy nie. Podejście TZSŻ jest bardzo skuteczne jako samodzielny program leczenia, ale można je też łączyć ze stosowaniem leków przeciwdepresyjnych oraz tradycyjną psychoterapią.

•  Z drugiej strony, korzyści z programu TZSŻ można odnieść nie tylko wtedy, gdy diagnoza jednoznacznie wskazuje na rozwiniętą depresję, lecz także wtedy, gdy zmagamy się z łagodniejszymi jej objawami lub gdy po prostu czujemy się przygnębieni.

•  Stosując ten program, minimalizujemy ponadto ryzyko zapadnięcia na depresję w przyszłości.

•  Poza tym kilka lat temu Harriet Lerner, psycholożka i autorka ważnych bestsellerowych książek, takich jak 100 zasad udanego związku, dostrzegła w programie TZSŻ coś, czego nigdy przedtem nie brałem pod uwagę: każdy jego element ma na nas korzystny wpływ, nawet jeśli stan naszego zdrowia już jest dobry. Jak ujęła to Harriet: „Twój program dotyczy nie tylko depresji. Każdy może odnieść z niego korzyści”.

Oczywiście ma rację. Wiele badań potwierdza płynące z kluczowych elementów programu psychofizyczne korzyści, takie jak spadek wagi, przypływ energii, niższe ciśnienie krwi, zdrowsze serce, wzmocnienie odporności, działanie przeciwzapalne, większa jasność umysłu i ogólnie lepsze samopoczucie. Warto skorzystać z tych „skutków ubocznych” programu TZSŻ, które stanowią kolejny istotny powód, aby się na niego zdecydować.

Mimo pozytywnego wpływu tego programu leczenia przed zastosowaniem go wskazane jest poddanie się badaniom lekarskim. Jako prowadzący własne badania kliniczne na Uniwersytecie Kansas nie zgadzam się, aby ktokolwiek przystępował do tego programu bez konsultacji z lekarzem. Takie podejście może budzić zdziwienie, ale ma solidne podstawy. Po pierwsze, zawsze należy skonsultować się z lekarzem przed podjęciem jakiegoś nowego programu treningowego. To samo dotyczy przyjmowania dużych dawek suplementów diety czy zwiększenia czasu ekspozycji na słońce. A ponieważ są to jedne z podstawowych elementów programu TZSŻ, warto przed przystąpieniem do niego uzyskać aprobatę lekarza.

Ludzie czasem mnie pytają, czy po rozpoczęciu programu TZSŻ mogą przerwać przyjmowanie środków przeciwdepresyjnych. Moja rada w takich wypadkach jest krótka i prosta: wszelkie decyzje dotyczące leków muszą być podejmowane w ścisłym porozumieniu z lekarzem, który je przepisał. Zaniechanie przyjmowania środków przeciwdepresyjnych na własną rękę, bez nadzoru lekarza, może się okazać wręcz niebezpieczne, w niektórych bowiem wypadkach, gdy odstawienie leków nastąpi zbyt gwałtownie, mogą pojawić się uciążliwe skutki uboczne, a depresja może się nawet pogłębić.

Na koniec warto wspomnieć, że depresja może być wynikiem wielu powszechnych schorzeń, takich jak cukrzyca, bezdech senny, zaburzenia tarczycy, choroby serca, przewlekłe infekcje i zaburzenie równowagi hormonalnej, i dopóki nie przezwycięży się tych problemów zdrowotnych, czasem bardzo trudno poradzić sobie z depresją. Pewne leki (jak na ironię również niektóre często przyjmowane środki psychotropowe) mogą nawet wywoływać depresję, więc i nad tą ewentualnością warto się zastanowić wraz z lekarzem.

*

W kolejnych rozdziałach opiszę klarownie, krok po kroku, program Terapeutycznej Zmiany Stylu Życia. Przytoczę przykłady zastosowania go przez ludzi, którzy na dobre uporali się z depresją. Mam nadzieję, że wdrażając stopniowo TZSŻ w swoim życiu, wy także zaczniecie korzystać z tego remedium.

CZĘŚĆ I

ZROZUMIEĆ DEPRESJĘ

1

Epidemia. Jak ją leczyć

Nie wiem, co się ze mną dzieje. Jedyne, na co mam ochotę, to zamknąć oczy i już nigdy ich nie otwierać. Tak jakby życie przeciekało mi między palcami, a ja nic nie mogę na to poradzić. Wszyscy nieustannie mi powtarzają, że powinienem po prostu „otrząsnąć się z tego”. Czy nie zdają sobie sprawy, jakie to z ich strony okrucieństwo? Naprawdę wydaje im się, że dobrze mi w tym stanie? Czasem po prostu wybucham płaczem i nie wiem nawet z jakiego powodu. Ludzie gapią się na mnie jak na wariata i myślą pewnie: „Spójrzcie no tylko na tego biedaka. Tego biednego, żałosnego...”.

Phil nie dokończył zdania, pochylił się na krześle i ujął głowę w dłonie[3]. Utkwił wzrok w podłodze gabinetu i wyszeptał:

– Przepraszam. – Po czym powtórzył to słowo jeszcze kilka razy, jakby to była mantra.

Choć aż nazbyt dobrze zdawałem sobie sprawę ze spustoszenia, jakiego dokonuje depresja, scena ta była na tyle sugestywna, że trudno mi było wyobrazić sobie, jak Phil funkcjonował kilka miesięcy wcześniej, zanim dosięgła go choroba. Jego żona, która zadzwoniła, aby umówić go na pierwszą wizytę, określiła Phila jako „pewnego siebie, rozrywkowego faceta”. Prowadził odnoszącą sukcesy firmę, jego małżeństwo było udane, a dwójkę swoich dzieci wprost ubóstwiał. Jak powiedziała jego żona, kiedyś wystarczyło na niego spojrzeć, aby wiedzieć, że jest to gość, któremu niczego nie brakuje do szczęścia. A jednak siedział teraz w moim gabinecie przygnieciony depresją, która zaatakowała go w najlepszym okresie życia. W ciągu zaledwie kilku miesięcy utracił całą swoją energię, libido i pewność siebie, zaczął mieć trudności z pamięcią, koncentracją i przesypianiem całych nocy. Nie potrafił już efektywnie pracować, całkowicie odizolował się od przyjaciół i rodziny, a ostatnio stracił nawet chęć do życia.

*

Jak wielu innych moich pacjentów Phil przed przyjściem do mnie przez kilka miesięcy zażywał środki przeciwdepresyjne. Leki te niestety mu nie pomogły, co zdarza się częściej, niż większość z nas przypuszcza. Choć w niektórych wypadkach z pewnością działają korzystnie, to jednak sprawdzają się u mniej niż połowy tych[a][4], którzy się na nie decydują. (Zresztą wiele osób i tak rezygnuje z zażywania ich ze względu na uciążliwe skutki uboczne, takie jak rozmaite dysfunkcje seksualne czy przyrost wagi).

Mimo iż w ostatnich latach poziom spożycia środków przeciwdepresyjnych gwałtownie się podniósł, zapadalność na depresję w USA nie zmalała, lecz wzrosła[b]. Według najnowszych badań mniej więcej co czwarty Amerykanin[c] – czyli ponad siedemdziesiąt milionów ludzi – w jakimś momencie swojego życia spełni kryteria wymagane do diagnozy depresji klinicznej. To niepokojące, że od kilku dziesięcioleci depresja staje się coraz powszechniejszą chorobą. Obecnie cierpi na nią dziesięciokrotnie więcej osób[d] niż dwa pokolenia temu. Jak to możliwe, że ludzie są dziś aż tak bardzo podatni na depresję? Co się zmieniło?

Wydaje się oczywiste, że nie jest to kwestia genetyki, gdyż pula genów ludzkich po prostu nie może aż tak szybko się zmieniać. Przyczyna musi być inna. Tym czynnikiem, moim zdaniem, jest styl życia. Weźmy pod uwagę następujące fakty:

•  Znana jest tylko jedna grupa Amerykanów, której nie dotknęła współczesna epidemia depresji: amisze. W tej wspólnocie religijnej, nadal uporczywie trwającej przy osiemnastowiecznym trybie życia, nasilenie depresji jest znacząco niższe niż w reszcie amerykańskiej populacji[e].

•  W krajach Trzeciego Świata ryzyko zachorowania na depresję stanowi ledwie ułamek wskaźników zachodnich[f]. Zapadalność na depresję zaczęła jednak wzrastać w tych krajach, w których tradycyjny styl życia ulega amerykanizacji.

•  Zagrożenie depresją rośnie w ostatnich latach nieubłaganie w całym świecie uprzemysłowionym[g] (np. w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Australii, Nowej Zelandii i Korei Południowej). Nie jest to zjawisko występujące tylko w USA.

•  Zachodni badacze dokonali oceny rozpowszechnienia chorób psychicznych we współczesnych plemionach zbieracko-łowieckich, takich jak lud Kaluli[5] zamieszkujący wyżynne rejony Nowej Gwinei. To zadziwiające, że wśród takich społeczności, żyjących podobnie jak nasi odlegli przodkowie, depresji klinicznej nie spotyka się niemal zupełnie. Mimo bardzo trudnych warunków, gdyż nie dysponują żadnymi udogodnieniami materialnymi ani nie korzystają z postępów medycyny, które my przyzwyczailiśmy się już traktować jako oczywiste, są właściwie odporni na plagę depresji dającej się nam we znaki. (Najbardziej wymownym tego przykładem są badania antropologa Edwarda Schieffelina[h], który spędził wśród Kaluli niemal dziesięć lat i przeprowadził przez ten czas wyczerpujące wywiady z ponad dwoma tysiącami mężczyzn, kobiet i dzieci na temat tego, jak doświadczają smutku i depresji. Okazało się, że znalazł zaledwie jedną osobę, którą można by na podstawie zdradzanych przez nią symptomów uznać za cierpiącą na depresję kliniczną).

Tego rodzaju badania międzykulturowe uzmysławiają nam dobitnie jedno: że im bardziej „nowoczesny” tryb życia prowadzi dane społeczeństwo, tym bardziej rozpowszechniona jest w nim depresja. Może to się wydawać zaskakujące, ale w istocie łatwo to wyjaśnić: organizm ludzki nie został stworzony do radzenia sobie we współczesnej postindustrialnej rzeczywistości. Zanim około dwunastu tysięcy lat temu[i] ludzie wymyślili rolnictwo i zajęli się hodowlą zwierząt, utrzymywali się dzięki myślistwu i zbieractwu. Przez przeważającą większość swoich dziejów ludzkość żyła w społecznościach zbieracko-łowieckich.

Nasze geny nadal to odzwierciedlają i zmieniły się niewiele[j] od czasów naszych przodków. Są nadal idealnie dostosowane do funkcjonowania w pradawnym środowisku i w dalszym ciągu determinują powstawanie ciał jak z epoki kamienia łupanego. Niestety, kiedy takie ciała stykają się z realiami współczesności, konsekwencje zdrowotne mogą być katastrofalne.

Weźmy choćby wymykającą się spod kontroli epidemię otyłości. Szokujące dane wykazują, że aż 65 procent Amerykanów[k] cierpi na kliniczną nadwagę. Dlaczego? Ponieważ nasze apetyty nadal są dostrojone do warunków panujących w epoce kamienia. Za czasów naszych przodków ze społeczności zbieracko-łowieckich dostępność zasobów pokarmowych wahała się sezonowo, a widmo niedożywienia i śmierci głodowej było stale obecne. Upodobanie do pokarmów słodkich, tłustych i skrobiowych – czyli najbardziej kalorycznych – miało więc wtedy głęboki sens, tak samo jak objadanie się nimi, gdy z rzadka były dostępne.

Nasze mózgi w dalszym ciągu są zaprogramowane tak, że żywo reagują na tego rodzaju bogate w składniki odżywcze wysokokaloryczne pokarmy, więc i nam jest niezwykle trudno powstrzymać się przed impulsem, aby się nimi objadać. Kiedy delektujemy się, powiedzmy, kawałkiem sernika (słodkim, tłustym, skrobiowym „trzy w jednym”), nasz ukształtowany w epoce kamienia łupanego mózg radośnie rejestruje satysfakcję płynącą z odkładania na zapas mnóstwa kalorii z myślą o jakimś przyszłym deszczowym dniu, bez względu na to, ile zasobów energetycznych już udało nam się zgromadzić w tkance tłuszczowej.

Ostatnie dziesięciolecia wniosły jednak istotną zmianę: po raz pierwszy w dziejach ludzkości zyskaliśmy stały dostęp do wysokokalorycznych pokarmów. A ponieważ nasze mózgi nie zostały zaprogramowane do umiejętnego regulowania apetytu wobec takiej nieustającej obfitości, codzienne spożycie kalorii wzrosło niebotycznie. Kiedy widzimy jedzenie, nasz mózg po prostu nie potrafi mu się oprzeć. Co gorsza, otworzenie się tego sezamu z pokarmem zbiegło się z gwałtownym spadkiem spalanych przez nas na co dzień kalorii, gdyż udogodnienia, takie jak samochód, urządzenia elektryczne i telewizja, stopniowo uczyniły z nas społeczeństwo nieruchawych domatorów. Skutek? Współczesna epidemia, którą można z powodzeniem wyjaśnić niedawnymi zmianami w stylu życia.

Wróćmy do amiszów, słusznie znanych z oporu stawianego zmianom w stylu życia, jakie następowały przez ostatnie dwa stulecia. Ilu z nich cierpi na otyłość? Niedawne badania mówią o ledwie 4 procentach[l]. A jeśli chodzi o żyjące współcześnie plemiona zbieracko-łowieckie, przypadłość ta jest u nich nieznana.

Czy jednak rzeczywiście współczesną epidemię depresji można wyjaśnić, tak jak w wypadku otyłości, zmianami w sposobie życia? Istnieje wiele dowodów naukowych na to, że można, i świadczą o tym nie tylko badania międzykulturowe. Jak przekonamy się w następnej części książki, dowody te niosą ze sobą ważne następstwa i mogą radykalnie odmienić nasz sposób pojmowania i leczenia depresji.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

PRZYPISY

Rozdział 1. Epidemia. Jak ją leczyć

[a] Nierenberg i in., 2008.

[b] Compton i in., 2006.

[c] Kessler i in., 2005.

[d] Seligman, 1990.

[e] Egeland i Hostetter, 1983. Nowsze wyniki badań można znaleźć w: Miller i in., 2007.

[f] Weissman i in., 1996.

[g] Andrade i in., 2003. Spośród wielu zbieżnych wyników badań te wydają się wyjątkowo przekonujące, gdyż pokazują większą zapadalność na depresję w ostatnich kohortach urodzeniowych w dziesięciu krajach.

[h] Schieffelin, 1985.

[i] Diamond, 1997.

[j] Tooby i Cosmides, 1990.

[k] Ogden i in., 2006.

[l] Rampersaud i in., 2008.

[1] Z pomocą kilku zdolnych studentów podyplomowych (wszystkie przypisy pochodzą od autora poza tymi, które są zaznaczone jako dodane przez tłumacza).

[2] W przeprowadzanych badaniach za „polepszenie stanu zdrowia” uznano co najmniej 50-procentowe ograniczenie objawów depresji oraz brak przesłanek, które uprawniałyby na zakończenie leczenia do postawienia diagnozy większego zaburzenia depresyjnego.

[3] Zgodnie z zasadą poufności wszystkie imiona i inne dane umożliwiające identyfikację pacjentów zostały zmienione.

[4] Wszystkie przypisy oznaczone indeksem cyfrowym odnoszą się do prac naukowych cytowanych przez autora. Ich źródła są podane na s. 291.

[5] Kaluli zdobywają pożywienie, uprawiając myślistwo, zbieractwo i ogrodnictwo, określa się ich więc czasem mianem społeczności ogrodniczej.