Opis

Pewien chłopiec podróżował ze swoimi rodzicami. Zapadał zmrok, a po drodze w żadnym hostelu nie było dla nich wolnych miejsc. Zatrzymali się więc w jedynym dostępnym pokoju o dziwacznej nazwie "NIEgościnny pokój". Taki napis widniał na szyldzie budynku, który zobaczyli. Ale to dopiero początek całej przygody. W domu mieszkała Pani Straszna i Straszniejsza, a razem z nimi mieszkał Pan Wąsaty. Kiedy zobaczyli rodzinkę, mieli już w głowie przygotowany dla nich odpowiedni plan... Sprawdźcie sami, jak wygląda w środku NIEgościnny pokój... I co przytrafiło się Buniowi oraz jego rodzicom! Rodzicu, przekonaj się o tym razem ze swoim dzieckiem, w przyjemny sposób wspierając jego naukę czytania. Seria "Czytam sobie. Poziom III" została stworzona z myślą o najmłodszych czytelnikach, którzy mają już za sobą dwa poziomy nauki. Proste, wciągające historie, wyraźne i duże literki, wprowadzą Twoje dziecko w świat niesamowitych wydarzeń i zachęcą do samodzielnego czytania. Trzeci poziom edukacyjnej serii zawiera 2500-2800 wyrazów w tekście, zdania dłuższe i wielokrotnie złożone; wykorzystuje wszystkie głoski, zawiera słownik trudnych wyrazów dotyczących danej historii. Na początku każdej książeczki dziecko znajdzie trzy pytania, na które może odpowiedzieć po jej przeczytaniu. W ten sposób ćwiczy ono pamięć, ale przede wszystkim umiejętność opowieści. Książeczka przeznaczona jest dla czytelników w wieku od 5 do 7 lat, a cała seria "Czytam sobie" powstała w oparciu o konsultacje z metodykami nauczania.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 16

lub

OkładkaStrona tytułowaPokój NIEgościnnyAlfabetyczny słowniczek trudniejszych wyrazówStrona redakcyjnaOkładka

PO PRZECZYTANIU KSIĄŻKI:

Opowiedz najstraszniejszą, najzabawniejszą albo najdziwniejszą przygodę, jaka przydarzyła ci się podczas wakacji.

Przeczytaj na głos tekst na

stronach 26–27

. Jak myślisz, w czym dorośli przypominają małe dzieci?

Obejrzyj ilustrację na

stronie 30

. Jak ci się wydaje, do kogo mogą należeć te dwie pary oczu?

UWAGA!

Słowa zaznaczone gwiazdką *zostały wyjaśnione w słowniczkuna końcu książki.

Nie brzmiało to zachęcająco, ale tata był już zmęczony długą jazdą i krążeniem po okolicy w poszukiwaniu jakiegoś pensjonatu, w którym będą wolne pokoje. Wszędzie witały nas wywieszki z napisem: „Brak wolnych miejsc”. A tu proszę, na drewnianym płocie kołysała się tabliczka upstrzona kolorowymi literami: „Pokój NIEgościnny do wynajęcia”.

Zachichotałem. Pokój niegościnny. Zabawne!

Słówko „NIE” dopisano krzywo czarnym mazakiem, chyba całkiem niedawno. Litery nie zdążyły jeszcze wyblaknąć, mimo palącego od tygodni słońca. Najwyraźniej przechodził tędy jakiś żartowniś. Może przechodzi każdego dnia? Chciałbym go poznać!

– Niezły żart – powiedziała mama zimnym tonem.

Nie wiem, co miała na myśli: tabliczkę czy dom, przed którym zaparkował tata. Napis był śmieszny, dom także. Drewniany i jeszcze bardziej koślawy* niż literki, które wymalowano na tabliczce. Wyglądał, jakby lada chwila miał się zawalić, jakby ostatkiem sił trzymał się piaszczystego podłoża. Wyobraziłem sobie, że gdy nadejdzie sztorm, wicher zdmuchnie domek z nadbrzeża i ten potoczy się z hukiem w głąb lądu. A my będziemy grzechotali w środku jak plastikowe kulki w niemowlęcej zabawce. Super!

– Na pewno domalował to jakiś chuligan – odpowiedział zmęczony tata, siląc się na spokój. – To tylko żart.

– Nie o to chodzi! Popatrz tylko na ten domek! – oburzyła się mama.

– Nie możemy kaprysić – zdenerwował się tata. – Nigdzie indziej nie ma wolnych miejsc!

– Trzeba było wcześniej zarezerwować pokój! – syknęła zirytowana* mama.

– Trzeba było nie pchać się tam, gdzie wszyscy! – wysapał tata.

Znowu zachichotałem. Uwielbiam, gdy moi rodzice się sprzeczają. Wyglądają wtedy jak naburmuszone przedszkolaki.

Pani Straszna przystanęła tuż obok pani Straszniejszej. Patrzyły przez pożółkłą firankę na samochód, który zatrzymał się przy furtce. Milczały. W staroświecko* urządzonym pokoju, mimo słońca za oknem, panował półmrok. Drobiny kurzu wirowały w smudze wpadającego do środka światła.

– Myślisz, kochaniutka, że się nadają? – spytała skrzekliwym głosem pani Straszna.

– Myślę, moja droga, że tak – odpowiedziała piskliwym tonem pani Straszniejsza.

Nie odrywały wzroku od chłopca siedzącego na tylnym siedzeniu auta. Pan Wąsaty wszedł do pokoju, przeciągnął się rozkosznie, a potem ziewnął, pokazując ostre, błyszczące ząbki.

Dom stał na skraju przerzedzonego lasu. Pomiędzy rdzawymi pniami sosen połyskiwało z daleka morze. Miasteczko zostało gdzieś z tyłu, za wzgórzem. Gwar turystów ginął w szumie fal rozbryzgujących się o piaszczysty brzeg. Mewy wrzeszczały w języku, którego nie znałem.

Mama patrzyła na tatę przez szybę samochodu. Stał przed furtką, szukając na próżno dzwonka lub domofonu. Spojrzał na nas bezradnie. Potem wzruszył ramionami i lekko pchnął furtkę. Otworzyła się z cichym skrzypnięciem. Wstrzymałem oddech. Tata ruszył ostrożnie ku drzwiom koślawego domku.

– Dobrze się czujesz? – zapytała mnie zaniepokojona mama.

– Zaraz go połknie – szepnąłem.

– Kto?

– Zobaczysz...

Mama odruchowo zerknęła na idącego przez zaniedbany ogród tatę, a potem na mnie. Nadal byłem przypięty pasami. Pomyślałem, że to błąd, bo nie będę mógł od razu rzucić się do ucieczki.