Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Pojętna uczennica - Dorie Graham

 

Noah nie stroni od kobiet. Ceni udany seks i krótkotrwałe przygody, nie wierzy w miłość i trwały związek. Zgadza się chętnie na spędzenie nocy z Sabriną, która chce, by wprowadził ją w świat erotyki. Dziewczyna okazuje się wyjątkowo pojętną uczennicą. Noah ze zdumieniem odkrywa, że nie może o niej zapomnieć. Rusza śladem Sabriny na Florydę, gdzie młoda adeptka zamierza kontynuować naukę…

Opinie o ebooku Pojętna uczennica - Dorie Graham

Fragment ebooka Pojętna uczennica - Dorie Graham

OBLICZA NAMIĘTNOŚCI

Dorie Graham

Pojętna uczennica

Tłumaczenie: Lena

Rozdział pierwszy

Noah Banks przełknął ślinę. Sytuacja była niezręczna i nie bardzo wiedział, jak powinien się zachować. Wszedł właśnie do gabinetu swojego partnera, Cliffa Walkera. Mieli przeanalizować dzisiejsze transakcje. Robili to razem co wieczór, przy kieliszku tequili. Ostatnią rzeczą, której mógł się spodziewać, przychodząc do Cliffa, było to, że trafi na sprzeczkę między nim a jego przyszłą żoną.

Noah oderwał wzrok od Mony i spojrzał na Cliffa, który siedział sztywno wyprostowany za ogromnym biurkiem z drewna orzechowego. Pamiętał doskonale kłótnie swoich rodziców. Jego ojciec wyglądał wtedy dokładnie tak jak Cliff w tej chwili. Było to dawno temu, w czasach, kiedy ojciec i matka mogli jeszcze przebywać w jednym pomieszczeniu.

Mona podbiegła do Noaha, chwytając go za ramię drobnymi dłońmi. Ociągając się, przykrył je ręką, a widząc wzburzenie malujące się na twarzy Cliffa, prawie bał się odezwać.

– O co chodzi? – zapytał w końcu.

– Nie! – krzyknął Cliff, zrywając się na równe nogi tak gwałtownie, że omal nie przewrócił fotela. – Mona! Mówiłem ci, że on... nie wchodzi w rachubę. – Wskazał Noaha drżącym palcem.

Noah nie wiedział, o czym rozmawiali, zanim wszedł, jednak mimo wszystko poczuł się urażony. Już otworzył usta, żeby zaprotestować, ale zamknął je, nie powiedziawszy ani słowa.

Cliff miał rację. Histerie Mony to nie był jego problem.

– Cliff, przecież Noah będzie twoim świadkiem na ślubie. On jest naszą jedyną nadzieją – powiedziała, zaciskając kurczowo palce na ramieniu Noaha.

– Chyba sami musicie się z tym uporać. Przyjdę później – zasugerował Noah z wymuszonym uśmiechem.

– Noah, jesteś nam potrzebny! – Mona patrzyła na niego błagalnie.

– Nie! – Cliff znalazł się obok nich. – Powiemy jej o wszystkim i wtedy może przyjechać sama.

– Ależ Cliff... – Dolna warga Mony zaczęła drżeć. – Mówiąc jej, wszystko zepsujesz. Jeżeli ona nie dotrze tu dokładnie o dziewiątej, to cała niespodzianka na nic. Wiem, że ona mnie nie znosi, i bardzo liczę na to, że po przyjęciu zmieni o mnie zdanie. Myślę, że obraziła się na mnie za to, że ustaliliśmy termin ślubu zbyt blisko jej urodzin. Och, proszę cię – zaszlochała, a z jej oczu popłynęły ogromne łzy.

Noah zaczął energiczniej klepać Monę po ręce. Czuł ucisk w żołądku. Widok łez w oczach kobiet sprawiał, że nie był w stanie niczego im odmówić.

– Kto i gdzie musi dotrzeć? – zapytał.

– Sabrina. Musi dotrzeć na swoje przyjęcie urodzinowe, które specjalnie zorganizowałam w tajemnicy przed nią. To ma być niespodzianka – wyjaśniła Mona, pociągając nosem.

– Sabrina? – Noah nie mógł skojarzyć, o kogo chodzi.

– Siostra Cliffa – wyjaśniła.

Noah przypomniał sobie, że pięć lat temu, w Auburn, przyjaciel wspominał coś o siostrze, ale Noah jakoś nigdy jej nie spotkał.

– I z tego powodu ta cała rozpacz i łzy?

Nie mógł zrozumieć, dlaczego kobiety tak bardzo się wszystkim przejmują. Oderwał wzrok od zapłakanej Mony i spojrzał w pozbawioną wyrazu twarz Cliffa.

– Potrzebujecie kogoś, kto zabawi się w szofera – podsumował Noah.

– Cliff ustali z tobą szczegóły – powiedziała Mona, przytulając się do narzeczonego. – Prawda, kochanie?

– Nie zgadzam się – zaprotestował Cliff, ale w jego głosie nie było już nieustępliwości.

– Zgódź się, proszę – mruczała Mona.

Cliff zamknął oczy i poddając się, przytulił ją do siebie.

– Wiesz, że nie podoba mi się ten pomysł.

Mona pisnęła z radości i objęła go.

– Jesteś kochany. – Cmoknęła go głośno w usta i odwróciła się, szukając torebki. Łzy całkiem już obeschły, a o tym, że w ogóle się pojawiły, świadczyło tylko leciutkie pociąganie nosem. – Muszę uciekać, mam spotkanie w sprawie kwiatów na ślub. Wyjaśnij wszystko Noahowi – poprosiła i już jej nie było.

– W końcu poznam twoją siostrę – stwierdził Noah, odstawiając kieliszek.

– Masz ją tylko przywieźć na przyjęcie urodzinowe. To miła i porządna dziewczyna, więc trzymaj od niej z daleka swoje łapy – powiedział Cliff, grożąc mu palcem.

Noah zirytowany popatrzył na Cliffa.

– O co wam wszystkim chodzi? Nie mam żadnych zamiarów w stosunku do twojej siostry. Przecież nigdy jej nawet nie widziałem, co zresztą jest dosyć dziwne. Kiedy studiowaliśmy w Auburn, było to zrozumiałe, ale przecież zanim wyjechałem do Denver, kilka lat pracowaliśmy razem w Atlancie. Od mojego powrotu też minęło już trochę czasu, a mimo to nigdy jej nie spotkałem. Dlaczego? – zapytał.

Cliff patrzył na niego z otwartymi ustami.

– Wyjaśniłem ci. To porządna dziewczyna. Nie chciałem jej narażać na spotkanie z tobą, ze względu na twoje... nawyki. Uwierz mi, naprawdę starałem się znaleźć kogoś, kto mógłby ją przywieźć na to przyjęcie. Ale nie udało mi się.

– Moje nawyki? Co do tego mają moje nawyki? Miałem na myśli przedstawienie nas sobie, a nie zamieszkanie z nią w jednym pokoju.

Zachowanie Cliffa złościło go coraz bardziej.

– Co ci się nie podoba w moich... nawykach? – zapytał.

– Blondynki w poniedziałki, brunetki w czwartki, a rude na weekend – wyrecytował Cliff z lekką irytacją. – Sabrina jest inna. Jest romantyczna, wierzy w miłość i w „żyli długo i szczęśliwie”.

– Czuję się dotknięty. To, że lubię towarzystwo kobiet, nie oznacza, że zaraz rzucę się na twoją siostrę – odparował Noah ze złością.

Zamknął żaluzję i panorama miasta znikła sprzed ich oczu.

– Przywieź ją po prostu na przyjęcie i nie wtrącaj się do reszty. Inaczej... inaczej będziesz miał do czynienia ze mną – zakończył Cliff.

Noah roześmiał się. Widząc komicznie nastroszone włosy Cliffa, trudno było poważnie traktować jego groźby.

– Przesadzasz. Potrafię nad sobą zapanować. A poza tym wcale jeszcze nie powiedziałem, że zgadzam się ją przywieźć.

– Oczywiście, że się zgadzasz. Musisz to zrobić. Przywieziesz ją, i będziesz nad sobą panował. – Cliff westchnął. – Gdybym miał jakieś inne wyjście, nie prosiłbym cię, ale muszę lecieć do Boca. Jestem umówiony z Shorelandem na kwartalny przegląd jego papierów wartościowych. Słyszałeś, co mówiła Mona? Wynajęła już firmę cateringową. Robi wszystko, żeby to przyjęcie wypadło jak najlepiej. Nie rozumiem, dlaczego wbiła sobie do głowy, że Sabrina jej nie lubi.

I to wszystko po to, żeby zadowolić kobietę, pomyślał Noah. Jego zdaniem Cliff był już zgubiony. Noah miał trzydzieści lat i z własnego doświadczenia wiedział, że kobiety nie można zadowolić.

Dwa lata temu był związany z Rebeką, która raz na zawsze pozbawiła go wszelkich złudzeń co do związków z kobietami. Niewiele brakowało, by również zniszczyła jego karierę zawodową.

– Możesz sam zawieźć swoją siostrę na to przyjęcie, a ja polecę do Boca. Starsza pani Shoreland mnie lubi – zaproponował Noah.

– To nie wchodzi w rachubę. W tej chwili jest u niej z wizytą wnuczka z narzeczonym. A o ile cię znam, to jego obecność wcale by cię nie powstrzymała.

– Wiesz, że to nieprawda. Nigdy nikomu nie odbiłem dziewczyny.

– Nie musiałeś tego robić, bo one same na ciebie lecą. Nigdy nie mogłem tego zrozumieć – powiedział Cliff.

– Nie wszystkie. – Noah odchrząknął i podszedł do biurka.

– Och? – zdziwił się Cliff i uniósł brwi. – Chcesz powiedzieć, że znalazła się taka, która nie padła z wrażenia wprost w twoje ramiona?

– Jedna blondynka z czwartego piętra. Wydaje mi się, że ona pracuje w firmie ubezpieczeniowej. – Noah wzruszył ramionami. – Ciągle mi się wymyka.

– To Darcy – wyjaśnił Cliff i uśmiechnął się. – Wczoraj jadłem z nią lunch. W szkole średniej trochę ze sobą chodziliśmy. Oczywiście teraz mam Monę, a z Darcy po prostu jedliśmy razem lunch. Siedziała sama przy takim dużym stoliku, więc się do niej przysiadłem.

– Próbowałeś ją uwieść?

Noah popatrzył ze zdziwieniem na przyjaciela, który zaczerwienił się jak burak. Stary, dobry Cliff jadał lunche z dziewczyną, którą on wybrał sobie jako zdobycz miesiąca? Jak to możliwe?

– Nic z tych rzeczy. Darcy jest dla mnie za szybka. W szkole średniej mówili o niej, że... no wiesz, miała wielu chłopaków. Oczywiście ludzie się zmieniają...

Noah był zadowolony. To, co usłyszał, doskonale pasowało do jego oczekiwań. Interesowały go wyłącznie związki lekkie, łatwe i przyjemne.

– To mi nie przeszkadza – zapewnił.

Cliff wbił ręce w kieszenie i spojrzał w twarz Noahowi.

– To jak, pomożesz mi czy nie? – zapytał. Nagle jego oczy zabłysły. Zrobił krok w stronę Noaha. – Darcy! Tak, to cię zainteresuje. Słuchaj, weźmiesz Sabrinę na kolację, a później przywieziesz ją na przyjęcie. W zamian za to wspomnę o tobie Darcy i nawet zaproszę ją na te urodziny.

Pełne piersi i zgrabna pupa Darcy mignęły przed oczami Noaha. Przeszył go dreszcz emocji. W końcu zjedzenie kolacji z siostrą Cliffa nie mogło być aż tak okropne. A poza tym był mu przecież coś winny. Wyjeżdżając do Kolorado za Rebeką, stracił prawie wszystkich swoich klientów, a kiedy wrócił do Atlanty, to właśnie Cliff dał mu szansę powrotu na rynek.

Wahał się jeszcze przez chwilę, po czym wyciągnął rękę do przyjaciela.

– Zgoda – powiedział.

– Zgoda – powtórzył Cliff i z ulgą uścisnął wyciągniętą dłoń. – Zabierzesz Sabrinę na kolację, a później przywieziesz ją do nas. Wracam z Boca około dziesiątej, ale Mona chce, żebyście się zjawili punktualnie o dziewiątej. Wizytę w naszym domu możesz wytłumaczyć koniecznością nakarmieniem psa.

– Psa? Masz na myśli tego ludojada udającego wilczura, który nienawidzi wszystkich facetów?

– Opal jest wilczurem, częściowo. – Cliff zamrugał. – I to nieprawda, że nienawidzi wszystkich mężczyzn. Na przykład do mnie się przyzwyczaiła. Ona po prostu broni Mony. Tak czy inaczej, nie będziesz miał z nią do czynienia.

– Racja. – Noah skierował się w stronę drzwi.

– Poczekaj chwilę – zawołał za nim Cliff. Milczał chwilę, patrząc na przyjaciela twardym wzrokiem. – Ona jest zupełnie inna niż kobiety, do których jesteś przyzwyczajony.

– Już to mówiłeś. Nie martw się. Zabiorę ją w jakieś miłe miejsce – obiecał Noah.

– To dobrze, ale nie o to mi chodziło – ciągnął przez zaciśnięte zęby Cliff.

– A o co? – Noah westchnął zniecierpliwiony.

– Chodzi o to, że ona... jest dziewicą. I chcę, żeby dalej nią była.

Sabrina Walker jęknęła, wpatrując się w kalendarz. Jej wzrok zatrzymał się na nadchodzącym piątku, który wypadał trzynastego. Co za dzień na obchodzenie urodzin, pomyślała.

Czuła, że depresja, która krążyła wokół niej od miesięcy, nagle zaczęła się zbliżać. Wszystkie jej znajome były albo zaręczone, albo zamężne i zajęte zachodzeniem w kolejną ciążę. Wszystkie oprócz niej.

Ciężko opadła na rozchwiane krzesło i wystukała znajomy numer.

– Halo? – usłyszała głos Bess Anderson, najlepszej przyjaciółki.

– Bess? Życie omija mnie bokiem – poskarżyła się Sabrina.

– Sabrina? To ty? – zapytała Bess.

– Wiem, że przysięgałam czekać na Tego Jedynego, ale miałam wtedy szesnaście lat – ciągnęła Sabrina. – Do głowy mi nie przyszło, że mając dwadzieścia pięć, ciągle jeszcze będę na niego czekać. Siedzę tutaj całymi dniami, a w moim życiu nic się nie dzieje. Rutyna, codziennie to samo. Nie mam nikogo, kto wieczorem powiedziałby mi „dobranoc”. – Sabrina przełknęła ślinę. – Nie wspominając nawet o dziecku.

– Och, Bree, zawsze możesz pożyczyć sobie jedno z moich albo nawet całą trójkę – powiedziała Bess i przerwała, by uciszyć hałasujące dzieci. – Już jestem z powrotem, przepraszam.

– Chcę się wreszcie zapomnieć – oświadczyła Sabrina.

– Co chcesz zrobić? – Bess nie wierzyła własnym uszom.

– Myślę, że nadszedł czas, żebym przestała być dziewicą. Chcę spędzić parę dni w łóżku z jakimś fajnym facetem.

– Kochanie, powiedz mi, kto to jest? Nie rób niczego w pośpiechu, dobrze? – zaniepokoiła się nagle Bess.

– Od dwudziestu pięciu lat żyję w celibacie, więc chyba trudno tu mówić o pośpiechu, nie uważasz? – Sabrina się roześmiała.

– Och, przecież wiesz, o co mi chodzi. Kim jest ten „fajny facet”? Kochasz go? Dlaczego nigdy...

– Nie wiem, kim jest. Pierwszy wolny mężczyzna, który się pojawi, będzie miał u mnie duże szanse.

Właśnie w tej chwili Toby Baxter, licealista, który pracował popołudniami w księgarni, zajrzał do biura.

– Sabrino, czy mogłabyś przyjść do sklepu? Muszę wyjść do toalety.

– Oczywiście. Zaraz przyjdę.

Toby uśmiechnął się z wdzięcznością i zniknął za drzwiami, a Sabrina wróciła do przerwanej rozmowy telefonicznej.

– Myślę, że jednak poczekam na następnego – oznajmiła.

– Posłuchaj, Bree...

– Muszę kończyć Bess. Bardzo mi pomogłaś.

– Poczekaj, nie...

Sabrina odłożyła słuchawkę. Bess nie mogła powiedzieć niczego, co zmieniłoby jej decyzję.

Przystanęła w drzwiach biura. Musi uciec przed ogarniającym ją poczuciem smutku i beznadziei. Zamknęła oczy i zobaczyła zalaną słońcem plażę. Biały jak mąka piasek i błękitna, przejrzysta woda. Tak! To było to! Zrobi sobie prezent urodzinowy i poleci na Florydę. Miała tam swój ulubiony hotel, w którym się zawsze zatrzymywała.

Wchodząc do sklepu, układała już w myślach listę rzeczy, które trzeba zrobić przed wyjazdem. Musiała zmienić grafiki pracowników, tak by księgarnia mogła działać podczas jej nieobecności. Trzeba zarezerwować hotel i bilet na samolot. Przy odrobinie szczęścia do wieczora uda jej się to wszystko załatwić.

W księgarni została tylko Sabrina i Libby Conrad, jedna ze stałych klientek. Libby miała farbowane rude loki przewiązane kwiecistą chustką. Właśnie wyciągnęła rękę, by sięgnąć po wysoko stojącą książkę.

– Pomóc ci? – zapytała Sabrina.

Starsza pani machnęła ręką na znak, że nie potrzebuje pomocy.

– Nic mi nie trzeba. Nie zawracaj sobie mną głowy, kochana – odpowiedziała.

Libby prawie nigdy nic nie kupowała, mimo to spędzała tu długie godziny, chodząc między półkami i plotkując z innymi klientami.

Sabrina zaczęła sprawdzać, które z tytułów zamówionych przez klientów przyszły w ostatniej dostawie. Jej księgarnia w dalszym ciągu miała duży wybór nowych książek. Jednak biorąc pod uwagę konkurencję dużych sieci handlujących książkami, otwierających w sąsiedztwie swoje sklepy, powiększyła dział antykwaryczny. Uznała, że to ją od nich odróżni i da szansę utrzymania się na rynku. Na razie jej strategia wydawała się słuszna.

Toby wrócił z zaplecza i skierował się w stronę stojącego na kontuarze kartonu z używanymi książkami.

– Wszystkie są już w bazie danych. Niektóre są naprawdę dobre – zauważył chłopiec, znikając między półkami z naręczem książek. Mruknął jeszcze coś, czego Sabrina już nie dosłyszała.

Libby podeszła do piętrzących się na blacie książek.

– Czy dzwonił Henry? – zapytała.

Sabrina stała ze skrzyżowanymi na piersiach rękami. Westchnęła cicho i przywołała na twarz uśmiech.

– Przykro mi, Libby, ale nie było do ciebie żadnych telefonów.

Nadzieja malująca się na twarzy starszej pani zaczęła znikać.

– Na pewno zadzwoni. Obiecał mi – powiedziała chrapliwym głosem.

Sabrina uścisnęła dłoń Libby.

Odgrywały tę samą scenę przy każdej wizycie Libby w sklepie. Jednak dzisiaj Sabrina nie zdołała opanować emocji.

– Oczywiście, że zadzwoni – zapewniła zduszonym głosem i zamrugała, by powstrzymać łzy.

Czuła się zakłopotana. To te zbliżające się urodziny i próba dokonania bilansu życiowego zamieniły ją w kłębek nerwów.

– Wiesz? Henry jest niewiarygodnym kochankiem – wyznała Libby, potrząsając wykrzywionym przez wiek palcem.

Sabrina wyprostowała się. To było coś nowego.

– Jestem przekonana, że... jest – odpowiedziała.

– Henry gra na organkach, a ja dla niego tańczę. Pokażę ci – zachrypiała Libby.

– Naprawdę, nie musisz. – Sabrina się rozejrzała. Poza nimi w sklepie nie było nikogo, a Toby zaszył się w dziale science fiction.

– Libby, proszę, nie rób sobie kłopotu z mojego powodu.

– Kochanie, musisz się tego nauczyć. Później wypróbujesz na swoim chłopaku, jak to działa – odparła Libby i zaczęła tańczyć. Rozłożyła ręce i wykonywała nimi obroty, które w jej mniemaniu były kuszące i uwodzicielskie.

– To wprawia mężczyzn w odpowiedni nastrój – zawołała, tańcząc.

Sabrina nie wiedziała, jak się zachować.

– Ja... nie mam chłopaka – powiedziała.

– Nie masz? Może... dlatego... że... nie... tańczysz – wychrypiała staruszka, z trudem chwytając powietrze.

– Libby, proszę. Usiądź na chwilę i odpocznij. Wydaje mi się, że już wiem, o co w tym chodzi – zapewniła Sabrina.

– Nie... nie... musisz zatańczyć! – nie dawała za wygraną Libby, chociaż wyglądała, jakby za chwilę miała dostać wylewu.

– No dobrze, ale tylko chwilkę – zastrzegła się Sabrina.

Jeszcze raz upewniła się, czy w sklepie nie ma nikogo oprócz nich. Uniosła ręce i zaczęła naśladować Libby.

– Musisz bardziej kręcić biodrami – instruowała ją starsza pani.

Sabrina przygryzła wargę, skupiając się na rytmicznym falowaniu biodrami. Po kilku chwilach rozluźniła się, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Metaliczne brzmienie saksofonu zaczęło ją kołysać i poddała się rytmowi otaczającej ją muzyki.

– Popatrz, Libby, chyba już dobrze?

– Och, nawet lepiej niż dobrze – usłyszała głęboki męski głos dobiegający zza jej pleców. – Pytanie, czy zdradzisz mi sekret, w jaki sposób to robisz?

Sabrina odwróciła się zawstydzona.

Mężczyzna stał tuż przy drzwiach sklepu. Podmuch wiatru muskał jego ciemne włosy, a w czarnych jak węgiel oczach błyszczał nieskrywany zachwyt. Jego spojrzenie prześlizgnęło się po jej biodrach i piersiach, aż w końcu spojrzał jej w oczy.

Sabrina na ogół wzbudzała zainteresowanie mężczyzn, ale nie robiło to na niej wrażenia. Jednak teraz spojrzenie tego obcego mężczyzny sprawiło, że nie mogła złapać oddechu. Uśmiech błąkający się na jego twarzy dowodził, że nieznajomy potrafił docenić jej kształty mimo prostej bawełnianej sukienki, w którą była ubrana.

– Widzisz, jednego już złapałaś – powiedziała Libby, wskazując głową przybysza. – Całkiem nieźle jak na pierwszy raz – oceniła.

Mężczyzna roześmiał się i podszedł do nich.

– To jak będzie z tym sekretem? – zapytał ponownie.

Znowu zadrżała i poczuła ucisk w żołądku. To na pewno od tańca, pomyślała.

– Słucham? – zapytała Sabrina.

– Dalej, chłopcze, dalej – zachęcała Libby, klepiąc go po ramieniu. – Sabrina nigdy niczego nie zdradza. Może na tym polega problem – dodała starsza pani z namysłem.

Sabrina wpatrywała się w Libby, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa.

Nieznajomy zatrzymał się i odwrócił w stronę młodej kobiety.

– Sabrina? – zapytał, patrząc na nią z niedowierzaniem.

– Sabrina Walker – przedstawiła się, wyciągając do niego rękę. – W czym mogę pomóc? – zapytała.

Oddychała płytko, a własny głos wydał się jej dziwnie stłumiony.

– Tak naprawdę to szukam właśnie ciebie – odpowiedział, zamykając jej rękę w dużych dłoniach.

– Mnie? – Sabrina zamrugała ze zdziwienia.

Ciepło jego dłoni sprawiało, że serce biło jej coraz szybciej, a ręka, którą trzymał, drżała. Czego taki wspaniały mężczyzna jak on mógł od niej chcieć?

– Tak, ciebie – zapewnił, puszczając jej rękę. – Nazywam się Noah Banks i pracuję z twoim bratem – przedstawił się.

Sabrina była zaskoczona i zmieszana.

– Noah? Coś takiego... to prawdziwa niespodzianka. Cliff dużo mi o tobie opowiadał – powiedziała.

Nie dodała jednak, że brat kazał jej uciekać w przeciwnym kierunku, gdyby go kiedyś przypadkiem spotkała.

– Wyobrażam sobie, co mógł ci naopowiadać. Pewno nie więcej niż połowa z tego jest prawdą – zasugerował, a jego oczy błyszczały.

– Nie wiem, ale mam wrażenie, że zbytnio się nie mylił – odparła Sabrina.

Nigdy nie wierzyła do końca opowieściom Cliffa o niezwykle atrakcyjnym i seksownym przyjacielu ze studiów. Aż do teraz. Teraz przekonała się, że Cliff miał rację, ostrzegając ją przed nim. Cofnęła się, omal nie przewracając stojącej za nią Libby.

– Przecież wy się nie znacie. Gdzie się podziały moje maniery, przepraszam. To jest Libby Conrad, moja najlepsza klientka. Libby, pozwól, że ci przedstawię, Noah Banks, zabójczy dla kobiet.

– Ranisz mnie – odparł, przykładając dłoń do serca i z galanterią całując rękę Libby. – Zawsze pozostawiam kobiety uśmiechnięte i nawet bardziej niż żywe.

– Mogę się założyć, że to prawda – powiedziała Libby, cofając rękę. – Jesteś przystojnym łotrem, ale niestety jestem już zajęta. Mój Henry powinien być tu lada moment, a on jest bardzo zazdrosny.

– Henry? – zapytał Noah i obejrzał się przez ramię, jakby obawiał się spotkania z kochankiem starszej pani.

– Henry Thomas Watson z Decatur, prawdziwy mężczyzna – wyjaśniła Libby i trzęsącą się ręką wydobyła zza dekoltu złoty medalion. Otworzyła go i odwróciła w ich stronę, by mogli obejrzeć umieszczone w środku zdjęcia. Zaciekawiona Sabrina zajrzała Noahowi przez ramię.

Jedno maleńkie zdjęcie przedstawiało młodą kobietę z ognistorudymi włosami i znajomym uśmiechem. Na drugim było widać przystojnego mężczyznę z poważnym wyrazem twarzy. Libby i Henry musieli być bardzo w sobie zakochani, pomyślała wzdychając.

Noah puścił medalion i, prostując się, dotknął stojącej za nim młodej kobiety.

– Ten twój Henry to prawdziwy szczęściarz – zauważył.

– Święta prawda – potwierdziła Libby, chowając medalion.

Sabrina z trudem przełknęła ślinę, usiłując opanować emocje, jakie wzbudził w niej przypadkowy dotyk Noaha. Musi się wziąć w garść. Przecież to tylko mężczyzna.

Wolny mężczyzna, pomyślała.

Wciągnęła powietrze i obrzuciła go długim, uważnym spojrzeniem. Noah odchrząknął.

Sabrina uniosła oczy i ich spojrzenia się skrzyżowały.

Mężczyzna stał nieruchomy i wyprostowany. Pomimo że nie wykonał żadnego gestu, Sabrina czuła przenikający ją żar jego spojrzenia.

A więc to jest pożądanie, pomyślała.

– Znikam, żebyście mogli się lepiej poznać – powiedziała Libby, klepiąc Sabrinę po ramieniu, i oddaliła się w poszukiwaniu Toby’ego.

Cliff musiał się mylić, myślał Noah. Nie może być dziewicą. Sposób, w jaki się porusza, i głodny wzrok, którym na niego patrzyła, zupełnie nie pasował do jego wizerunku dziewicy. Kiedy tańczyła swój syreni taniec, jej ciało przyzywało jego ciało. Sam głęboki i gardłowy głos wystarczał, by mężczyzna był zgubiony.

– Ukrywając cię przede mną, Cliff rozbudził moją ciekawość. Zastanawiałem się, jak by cię poznać – wyznał Noah, wodząc wzrokiem po wypełnionych książkami półkach. – Nudziłem Tiffany, naszą sekretarkę, jaki prezent ślubny kupić Cliffowi i Monie, i to ona właśnie mi poradziła, żeby zapytać ciebie – wyjaśnił.

Uniósł głowę i napotkał spojrzenie błękitnych oczu.

– Czy Cliff wie, że tu jesteś? – zapytała.

– Nie ogłaszałem, dokąd się wybieram – odpowiedział.

– Nic mu nie powiem, jeżeli ty też dochowasz tajemnicy – zaproponowała, a w jej oczach zabłysły iskierki zadowolenia.

– Będę milczał jak grób – zapewnił.

Przez otwarte drzwi sklepu wpadało słońce. Noah zauważył, że w jego blasku włosy Sabriny lśniły głębokim odcieniem mahoniu. Kusiło go, by ich dotknąć. Mimo starań jego ręka sama powędrowała do góry. Przesunął palcami po ciemnych pasmach. Były delikatne i jedwabiste w dotyku. Pochylił głowę i poczuł delikatny, kwiatowy zapach. Jego puls wyraźnie przyspieszył.

– Co do tego prezentu... – zaczęła miękko i z wahaniem.

Wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami. Jasne i czyste spojrzenie przyciągało go jak magnes, czuł, że mógłby w nim utonąć. Nigdy w życiu, w niczyich oczach nie widział takiej niewinności.

Noah przeżył wstrząs. Opuścił rękę i wyprostował się. Przyznał Cliffowi rację. Sabrina była dziewicą. Taki cynik jak on, nie miał prawa się do niej zbliżać.

– Właśnie. – Odchrząknął, próbując otrząsnąć się z wrażenia, jakie na nim zrobiła. – Wiem, że przygotowali listę prezentów, ale chciałbym dać im coś innego.

– Coś innego – powtórzyła, ściągając w zamyśleniu brwi. – Zastanówmy się.

Usiłując coś wymyślić, delikatnie stukała palcami w policzek.

Nagle jej twarz się rozpogodziła.

– Już wiem! W Buckhead jest nowa galeria ze sztuką współczesną. Wejście mają ozdobione takimi prymitywnymi rysunkami. Mona lubi to miejsce. Właściciel ją zna i na pewno pomoże ci wybrać coś, co jej się spodoba. A tak długo jak Mona będzie zadowolona, Cliff będzie szczęśliwy – podsumowała Sabrina, wykrzywiając z ironią usta.

– Świetnie, a więc sztuka współczesna – zgodził się bez oporu. Znał galerię, o której mówiła. Jedna sprawa była załatwiona.

Teraz jeszcze musiał ją zaprosić na piątek, na kolację. Jednak jego normalna pewność siebie i zaradność gdzieś znikły. Stał przed nią jak uczniak, który nie mógł się odważyć, by zaprosić na kolację pierwszą sympatię. A jeżeli odmówi? Albo jeszcze gorzej, jeżeli jest już z kimś umówiona?

Skrzywił się. Nigdy dotąd nie zawracał sobie głowy takimi szczegółami.

– Cieszę się, że wpadłeś. To było interesujące móc porównać mit z rzeczywistością – powiedziała, a w jej oczach zapaliły się iskierki.

– To zabawne, jak ludzie potrafią wszystko wyolbrzymić – odparł ostro.

Zabrzmiało to dużo gwałtowniej, niż zamierzał, mimo to Sabrina uśmiechnęła się i pokiwała w zadumie głową.

Oboje zamilkli.

– Muszę wracać do pracy – oznajmiła, słysząc, że nowy klient wszedł do księgarni.

Noah zacisnął zęby. Nie przypominał sobie, żeby umawianie się z kobietami było kiedykolwiek dla niego problemem. Teraz jednak stał i nie mógł z siebie wykrztusić słowa.

Sabrina ruszyła w stronę kontuaru, nagle stanęła i odwróciła do niego.

Noah cały zesztywniał w oczekiwaniu.

– Może byśmy się kiedyś spotkali – zaproponowała, rumieniąc się.

– W piątek wieczorem... – powiedział, po czym odchrząknął i zaczął jeszcze raz. – Może zjesz ze mną kolację... w najbliższy piątek? Wiesz, pomyślałem sobie, że skoro jesteś siostrą Cliffa... i w ogóle, w związku z tym jego ślubem. Nic się nie stanie, jeżeli się trochę lepiej poznamy...

Serce biło mu szybciej niż zwykle. Urwał nagle, bo zdał sobie sprawę, że jego przemowa jest chaotyczna i bez sensu. Po co w ogóle to wszystko mówił?

– Chętnie – odpowiedziała Sabrina.

– Naprawdę? – ucieszył się. – Świetnie. Czy siódma ci odpowiada? – zapytał.

– Może być siódma. Zapiszę ci mój adres. – Podeszła do kontuaru i nagryzmoliła coś pospiesznie na kawałku papieru. – Na wszelki wypadek dopisałam ci też numer telefonu – dodała.

Noah przełknął z trudem ślinę i wbił w kieszeń rękę ze świstkiem papieru. Wiele wysiłku włożył w to, by nie odwrócić się i nie uciec od niej. Co się z nim działo, na Boga?

Wymamrotał jakieś pożegnanie i skierował się do drzwi. Cały czas, aż do wyjścia na ulicę, czuł na sobie jej wzrok. Ale się nie odwrócił.

Rozdział drugi

Cicha muzyka wypełniała wnętrze sklepu. Sabrina przesunęła palcami po metce z ceną przyczepioną do czarnej sukienki. Westchnęła i spojrzała na Bess, która towarzyszyła jej w zakupach. Musiała kupić coś na piątkową kolację z Noahem. Żadna z luźnych spódnic ani sukienek nie nadawała się na taką okazję. Bess miała doskonały gust i Sabrina potrzebowała jej rady i pomocy.

Zdjęła z wieszaka czarną sukienkę i przyłożyła do siebie.

– Chcę wyglądać seksy. Żadnych kwiatków, żadnych pasteli ani falbanek – oświadczyła.

– Myślałam, że nie dożyję tego dnia. – Bess się zaśmiała i wyciągnęła w kierunku Sabriny długą obcisłą kreację w kolorze czerwonego wina.

Sabrina kiwnęła głową, więc Bess dorzuciła ją do naręcza innych, odłożonych do mierzenia.

– Powiedz mi o nim coś więcej. Na razie wiem tylko, że jest wysoki, ciemnowłosy i cudowny – domagała się Bess.

– Kiedy na mnie patrzy tymi swoimi ciemnymi oczami, mam wrażenie, że widzi wszystkie moje myśli. Na sam dźwięk jego głosu przeszywa mnie dreszcz. A jego usta...

– Posłuchaj siebie. Nigdy cię takiej nie widziałam!

– Wydaje mi się, że to Ten Jedyny – odparła Sabrina, patrząc przyjaciółce w oczy.

Bess zmarszczyła brwi.

– Kochanie, też mam taką nadzieję. Nikt bardziej od ciebie nie zasługuje na szczęście. Ja tylko...

– Wiem, chciałabyś, żebym do tego podeszła racjonalnie. Bez idealizowania i sentymentalizmu. – Sabrina się roześmiała. – Ale to, że ty nie wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia, nie znaczy, że ona nie istnieje. Miłość powoduje zmiany fizjologiczne, czego dowiodło wiele badań. Potrzebna jest jedynie odpowiednia mieszanka i gotowe!

Bess wykrzywiła twarz w ironicznym grymasie.

– Och, nie patrz tak na mnie. To może być to, na co tak długo czekałam – powiedziała Sabrina.

Popatrzyła na naręcze sukienek trzymanych przez przyjaciółkę, dołożyła jeszcze jedną kreację i skierowały się do przymierzalni.

– To na początek, a jak tak dalej pójdzie, to spędzimy tu całą noc – zażartowała Sabrina.

– Nie ma sprawy – westchnęła Bess. – Za nic w świecie nie chciałabym tego przegapić. Zaczynasz się wreszcie ubierać jak kobieta.

– Nie wiem, o co ci chodzi. Przecież ubieram się jak kobieta – odparła Sabrina, rozwieszając wybrane rzeczy.

– Oczywiście, ale wszystkie twoje ubrania są luźne i workowate, a w czymś takim jak to... – tu Bess zademonstrowała obcisłą sukienkę w kolorze śliwki z głębokim dekoltem. – W czymś takim nareszcie będziesz prawdziwą kobietą – powiedziała.

Sabrina wyszarpnęła jej z ręki śliwkową kreację i zamknęła się w przymierzalni.

Odwróciła się w stronę dużego lustra zajmującego całą ścianę kabiny i popatrzyła krytycznie na swoje odbicie. Skrzywiła się. Jej długa, luźna bluza i czarne legginsy wydały jej się skrajnie nieatrakcyjne. Bess miała rację. Jedna sukienka nie załatwi sprawy. Powinna dokładnie przejrzeć całą swoją garderobę. Wzruszyła ramionami – jej życie wymagało tego samego.

Zdjęła bluzę i legginsy. Miała teraz na sobie tylko czarne satynowe majtki i stanik, które znalazła na dnie szuflady. Sięgnęła po sukienkę. Jedwabisty dotyk satyny delikatnie pieścił skórę. Dłoń sama musnęła pierś, podniesioną i uwypukloną przez podtrzymujący stanik. Zadrżała i zdała sobie sprawę, że jest podniecona. Nigdy wcześniej nie wydawała się sobie taka seksowna jak w tej chwili. Może to przez zwykłą bawełnianą bieliznę, którą nosiła na co dzień, a może to spotkanie z Noahem...

Sabrina przygryzła wargę. Zarumieniła się na wspomnienie dzisiejszego poranka, kiedy obudziła się cała spocona, z rozkopaną pościelą i z obrazem kochającego się z nią Noaha przed oczami. Popatrzyła na swoje odbicie w lustrze. Zarumieniona, w czarnej, skąpej bieliźnie wcale nie wyglądała tak niewinnie.

Nagle ogarnęły ją wątpliwości. Może i nie wyglądała niewinnie, ale przecież była dziewicą. Nigdy nie dorówna jego innym, bardziej doświadczonym partnerkom.

Odsuwając na bok wątpliwości włożyła sukienkę i odwróciła się do lustra.

– Och!

Z zachwytem patrzyła na swoje odbicie. Lejący się materiał uwypuklał kształty ciała i miękko spływał w dół, połyskując na biodrach. Głębokie wycięcie dekoltu ukazywało krągłości piersi wyraźnie zarysowanych dzięki odpowiedniemu biustonoszowi.

Obracała się powoli przed lustrem i wpatrując się w swoje odbicie, czuła się coraz pewniej.

– Sabrina? – zawołała Bess, stukając w drzwi. – Nie mogę się doczekać, żeby cię zobaczyć.

Sabrina otworzyła drzwi i uśmiechnęła się na widok miny przyjaciółki. Wyszła z kabiny i podeszła do dużego, trójskrzydłowego lustra w korytarzu przymierzalni.

– No, no... świetnie wyglądasz w takich seksownych kieckach – powiedziała Bess, dotykając palcami śliskiego materiału. – Nie pamiętasz, czy była taka sama w moim rozmiarze? – zapytała.

– Czuję się jak ktoś zupełnie inny. – Sabrina się roześmiała, rozkładając szeroko ręce i obracając się wokoło.

Kiedy się zatrzymała, posłała uśmiech swojemu odbiciu w lustrze.

– Czuję, że w tej sukience mogłabym zrobić prawie wszystko.

– Na przykład zdobyć serce zdeklarowanego playboya, prawda?

– Nic nie mów – przerwała jej Sabrina. – Jestem już dużą dziewczynką, Bess, i jestem zmęczona czekaniem na życie. – Wyprostowała ramiona i oderwała wzrok od oczu przyjaciółki. – Nadszedł czas, bym wreszcie zaczęła żyć.

– Kochanie, kiedy włożysz tę sukienkę, żaden mężczyzna ci się nie oprze. Ale czy naprawdę jesteś na to gotowa? Czy potrafisz to zrobić i nie zaangażować się uczuciowo?

Sabrina zamilkła. Spędziła z Noahem zaledwie kilka minut, a do tej pory wciąż nie otrząsnęła się z wrażenia, które na niej zrobił. Kiedy tylko zamykała oczy, od razu widziała jego spojrzenie i błyszczące w nim uznanie. Czuła, jak biło jej serce, i pamiętała uczucie radosnej pewności, która ją wtedy ogarnęła.

– Czuję, że to On – wyszeptała.