Point Of Retreat - Colleen Hoover - ebook
Opis

Layken i Willa łączy więcej niż typowe młode pary. Mają za sobą podobne doświadczenia, podobne potrzeby. Oboje stracili rodziców i muszą poradzić sobie z wychowaniem młodszego rodzeństwa.
Wygląda na to, że są dla siebie stworzeni.
Ich związek rozpada się jednak, gdy na drodze Willa pojawia się jego dawna miłość Vaughn. Chłopak utrzymuje z nią kontakt, chociaż wie, że Layken może mu nie wybaczyć kłamstw.
Czasami dwoje ludzi musi się rozstać, by zdać sobie sprawę z tego, jak bardzo siebie potrzebują. Czy Willowi uda się naprawić to, co zniszczył, zanim rozstaną się z Layken na zawsze i już nigdy więcej nie zobaczą?

Colleen Hoover jest autorką kilku bestsellerowych powieści z listy „New York Timesa”.
Mieszka w Teksasie wraz z mężem i trzema synami. Uwielbia muzykę, filmy i dietetyczną colę. Point Of Retreat to druga z trzech części opowiadających o miłosnych perypetiach Layken Cohen i Willa Coopera.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 313

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Colleen ‌Hoover

POINT OF RETREAT

Przełożył ‌Jarosław Mikos

Tytuł oryginału: ‌Point of Retreat

Copyright ‌© ‌2012 ‌by Colleen ‌Hoover

Atria Books, a Division ‌of ‌Simon ‌& ‌Schuster, Inc. ‌is ‌the original publisher ‌of the novel

Copyright ‌© ‌for the Polish edition ‌by Grupa Wydawnicza Foksal, ‌MMXVIII

Copyright © ‌for the ‌Polish ‌translation by Jarosław ‌Mikos, ‌MMXVIII

Wydanie ‌II

(wydanie I ukazało się ‌pod tytułem Nieprzekraczalna granica)

Warszawa, ‌MMXVIII

Książkę dedykuję wszystkim, ‌którzy czytali ‌Slammed i zachęcali ‌mnie do ‌kontynuowania opowieści ‌o Layken i Willu.

Prolog

31 grudnia

Postanowienia

Jestem ‌pewien, że to będzie ‌nasz ‌rok. Lake i mój.

Ostatnio ‌los zdecydowanie nam nie ‌sprzyjał. Ponad trzy lata ‌temu nagle straciłem ‌rodziców i musiałem ‌samotnie zająć ‌się ‌wychowywaniem młodszego brata. Chwilę ‌później Vaughn postanowiła ‌ze mną ‌zerwać, czyli ‌zakończyć nasz dwuletni związek. ‌Jakby ‌nie ‌dość tego, ‌musiałem zrezygnować ze ‌stypendium i porzucić uniwersytet. Decyzja ‌o powrocie do Ypsilanti i podjęciu ‌się roli ‌opiekuna prawnego Cauldera ‌była jedną z najtrudniejszych ‌w moim życiu… ‌ale także jedną z najlepszych.

Przez ‌cały następny rok każdego ‌dnia uczyłem się, ‌jak sobie z tym ‌wszystkim poradzić. Jak ‌przetrwać ze złamanym ‌sercem. Jak żyć bez ‌rodziców. ‌Jak ‌przyzwyczaić ‌się do tego, że ‌właściwie zostałem rodzicem ‌i jedyną ‌osobą ‌odpowiedzialną za los mojego brata. Z perspektywy czasu myślę, że nie dałbym rady bez Cauldera. Zrobiłem to wszystko dla niego.

Nawet nie pamiętam pierwszej połowy poprzedniego roku. Tak naprawdę tamten rok zaczął się dla mnie dopiero 22 września. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem Lake. Oczywiście tamten rok okazał się równie trudny co poprzednie, ale w zupełnie inny sposób. Nigdy nie czułem się bardziej ożywiony niż wtedy, gdy byliśmy razem, tyle że – zważywszy na okoliczności – nie mogliśmy być razem, więc chyba niezbyt często czułem się jak żywy.

Ten rok był lepszy – na swój sposób. Tyle się działo. Miłość, żałoba, leczenie ran i dalsze dostosowywanie się. We wrześniu zmarła Julia. Nie spodziewałem się, że jej śmierć będzie dla mnie aż tak bolesna. Czułem się niemal tak, jakbym jeszcze raz stracił własną matkę.

Tęsknię za swoją matką. I tęsknię za Julią. Dzięki Bogu, mam Lake.

Mój ojciec, podobnie jak ja, uwielbiał pisać. Zawsze mi powtarzał, że codzienne zapisywanie swoich myśli przynosiło mu ukojenie. Może też właśnie dlatego było mi tak ciężko w ciągu minionych trzech lat, że nie posłuchałem jego rady. Uznałem, że wystarczy od czasu do czasu pójść na slam i wyrzucić z siebie parę słów; że wystarczy mi taka „terapia”. Pewnie się myliłem. Chciałbym, żeby w nadchodzącym roku spełniły się wszystkie moje oczekiwania: chcę, żeby ten rok był idealny. Biorąc pod uwagę to wszystko, co tu powiedziałem (albo napisałem), moje noworoczne postanowienie brzmi: pisanie. Jeśli nawet ma to być kilka słów dziennie, zamierzam je zapisywać… Wyrzucić z siebie.

Część pierwsza

Rozdział 1

Czwartek, 5 stycznia

Zapisałem się dziś na zajęcia. Nie dostałem tych dni, które chciałem, ale do końca studiów zostały mi tylko dwa semestry, więc nie mam tak wielu przedmiotów do wyboru. Zamierzam na jesieni poszukać posady nauczyciela w którejś z miejscowych szkół. Mam nadzieję, że za rok o tej porze znowu będę uczył. Ale na razie żyję ze studenckiego kredytu. Na szczęście dziadkowie pomagają mi finansowo w okresie przygotowywania pracy dyplomowej. Bez nich nie dałbym sobie rady, to pewne.

Dziś na kolacji będą Gavin i Eddie. Myślę, że zrobię cheeseburgery. To dobry wybór. Tak naprawdę nie mam na razie nic więcej do powiedzenia…

– Layken jest tu czy tam? – pyta Eddie, zaglądając przez frontowe drzwi.

– Tam! – wołam z kuchni.

Czy na moich drzwiach wisi jakaś tabliczka, która informuje, żeby NIE PUKAĆ? Lake już dawno przestała pukać, ale to poczucie swobody, z jaką wchodzi do mojego domu, najwyraźniej rozciąga się także na Eddie. Widzę ją, jak idzie na drugą stronę ulicy, do domu Lake. Tymczasem wchodzi Gavin, lekko stukając we frontowe drzwi. Nie jest to oficjalne pukanie, ale przynajmniej stara się coś zamarkować.

– Co dzisiaj jemy? – pyta.

Ściąga buty przy drzwiach i zmierza do kuchni.

– Burgery.

Wręczam mu łopatkę i wskazuję kuchenkę. Ma przerzucić burgery na drugą stronę, a ja w tym czasie wyciągnę frytki z piekarnika.

– Will, czy zauważyłeś, że jakoś zawsze lądujemy obaj przy kuchni?

– To chyba nie najgorsze – mówię, starając się wyskrobać frytki z rondla. – Pamiętasz alfredo w wykonaniu Eddie?

Robi grymas na wspomnienie alfredo.

– Racja.

Przywołuję Kela i Cauldera, żeby nakryli do stołu. W ciągu ostatniego roku, odkąd jestem z Lake, Gavin i Eddie jedzą z nami przynajmniej dwa razy w tygodniu. Będę musiał wreszcie wyłożyć trochę gotówki na stół do jadalni, bo przy stoliku barowym robi się zdecydowanie za ciasno.

– Cześć, Gavin – mówi Kel.

Wchodzi do kuchni i wyciąga kubki z szafki.

– Cześć – odpowiada Gavin. – Już wiesz, jak spędzimy twój wieczór urodzinowy w przyszłym tygodniu?

Kel wzrusza ramionami.

– Nie wiem, może w kręgielni? A może po prostu zrobimy coś tutaj.

Pojawia się Caulder i zaczyna rozstawiać talerze na stole. Zerkam przez ramię i dostrzegam, że położyli dodatkowe nakrycie.

– Spodziewamy się kogoś? – pytam.

– Kel zaprosił Kiersten – wyjaśnia Caulder zaczepnie.

Kiersten wprowadziła się na naszą ulicę jakiś miesiąc temu i wygląda na to, że Kel trochę się w niej zadurzył. Oczywiście nigdy by się do tego nie przyznał. Za parę dni skończy jedenaście lat, więc razem z Lake spodziewaliśmy się, że kiedyś to nastąpi. Kiersten jest kilka miesięcy od niego starsza i znacznie wyższa. Ale dziewczęta zaczynają dojrzewać szybciej, więc może Kel z czasem ją dogoni.

– Następnym razem, gdy kogoś zaprosicie, powiedzcie mi o tym. Teraz muszę zrobić dodatkowy burger. – Idę do lodówki, żeby wyjąć jeszcze jedną porcję.

– Ona nie je mięsa – odpowiada Kel. – To wegetarianka.

Odkładam mięso do lodówki.

– Nie mam niczego, co mogłoby zastąpić mięso. Co ona zje? Lubi chleb?

– Chleb jest w porządku. Może być chleb – odzywa się Kiersten, która właśnie w tym momencie wchodzi frontowymi drzwiami – bez pukania. – Lubię chleb. A także frytki. Po prostu nie jem niczego, co jest rezultatem niczym nieusprawiedliwionego mordowania zwierząt.

Kiersten podchodzi do stołu, chwyta rolkę papierowych ręczników i zaczyna odrywać kawałki, kładąc je obok każdego talerza. Jej pewność siebie przypomina mi nieco Eddie.

– Kto to jest? – pyta Gavin zaskoczony łatwością, z jaką Kiersten zadomawia się w moim salonie.

Jest u nas pierwszy raz, ale nikt by w to nie uwierzył, widząc, jak płynnie przejmuje dowodzenie.

– Nasza jedenastoletnia sąsiadka. Wspominałem ci o niej. Ale jeśli sądzić po tym, co mówi, jedynie udaje małą dziewczynkę. Zaczynam podejrzewać, że tak naprawdę to raczej ktoś dorosły, kto zręcznie odgrywa nieduże rudowłose dziecko.

– Aaa… Ta, w której Kel się zadurzył? – Gavin uśmiecha się i widzę złośliwe błyski w jego oczach.

Już myśli o tym, jak wprawić Kela w zakłopotanie przy kolacji. Zapowiada się interesujący wieczór.

W ciągu tego roku wyraźnie zaprzyjaźniłem się z Gavinem. Myślę, że to dobrze, zważywszy na to, jak bardzo Eddie przyjaźni się z Lake. A do tego Kel i Caulder także ich lubią. To miłe. Podoba mi się nasza mała grupa. Mam nadzieję, że tak pozostanie.

Wreszcie nadciągają Eddie i Lake i już wszyscy siedzimy przy stoliku. Lake tym razem ściągnęła włosy i upięła je w węzeł na czubku głowy. Ma na sobie domowe pantofle, spodnie od dresu, i T-shirt. Prawdę mówiąc, uwielbiam to, że tak dobrze się u mnie czuje. Siada obok, przytula się i całuje mnie w policzek.

– Dzięki, kochanie. Przepraszam, że tak długo to trwało. Usiłowałam zapisać się online na statystykę, ale mają już komplet. Myślę, że będę musiała uwieść jutro kogoś w sekretariacie.

– Dlaczego wybrałaś statystykę? – pyta Gavin.

Sięga po keczup i wyciska trochę na talerz.

– W zimowym minisemestrze wzięłam algebrę, drugi poziom. Staram się już na pierwszym roku załatwić całą matematykę, bo szczerze jej nie cierpię. – Lake bierze od Gavina butelkę keczupu i wyciska trochę na mój talerz, a potem na swój.

– Ale po co się spieszyć? Masz już więcej punktów niż Eddie i ja razem wzięci – stwierdza Gavin.

Eddie przytakuje, nadgryzając swój burger.

Lake skinieniem głowy wskazuje na Kela i Cauldera.

– Mam już więcej dzieciaków niż ty i Eddie razem wzięci. Dlatego muszę się spieszyć.

– A jaki jest twój przedmiot kierunkowy? – pyta Kiersten, patrząc na Lake.

Eddie spogląda w stronę Kiersten. Wreszcie zauważyła dodatkową osobę przy stole.

– A ty kim jesteś?

Kiersten patrzy na Eddie i się uśmiecha.

– Jestem Kiersten. Mieszkam po przekątnej od Willa i Cauldera, równolegle do Layken i Kela. Przeprowadziliśmy się z Detroit tuż przed świętami. Mama mówi, że musiałyśmy się wyrwać z tego miasta, zanim ono nas dorwie, cokolwiek to znaczy. Mam jedenaście lat. Ściśle biorąc, mam jedenaście lat od jedenastego-jedenastego-jedenastego. To był naprawdę wielki dzień, wiecie? Niewiele osób może powiedzieć, że skończyło jedenaście lat jedenastego-jedenastego-jedenastego. Jestem trochę wkurzona, że urodziłam się o trzeciej po południu. Gdybym urodziła się o jedenastej jedenaście, z pewnością mówiliby o mnie w wiadomościach albo coś takiego. Mogłabym nagrać ten fragment i pewnego dnia wykorzystać go w moim portfolio. Kiedy dorosnę, zamierzam być aktorką.

Eddie, podobnie jak cała reszta, patrzy na Kiersten z lekkim niedowierzaniem. Ale Kiersten jak gdyby nic wraca do swojego pytania.

– Więc jaki jest twój główny przedmiot, Layken?

Lake odkłada swój burger na talerz i odchrząkuje. Wiem, jak bardzo nienawidzi tego pytania, ale stara się odpowiedzieć z pewnością w głosie.

– Jeszcze nie zdecydowałam.

Kiersten spogląda na nią z politowaniem.

– Rozumiem, klasyczna niezdecydowana. Mój najstarszy brat już czwarty rok tkwi w college’u, chociaż ma dość punktów, żeby zaliczyć pięć przedmiotów kierunkowych. Myślę, że nie może się zdecydować, ponieważ woli raczej spać codziennie do południa, spędzać trzy godziny na zajęciach, a potem wieczorem wychodzić na miasto, zamiast po prostu skończyć studia i pójść do porządnej pracy. Mama mówi, że to nieprawda. Według niej mój brat usiłuje „odkryć swoje możliwości”, zajmując się wszystkim, co go interesuje. Ale gdybyście spytali mnie o zdanie, powiedziałabym, że to bzdura, po prostu gówno.

Zakrztusiłem się, bo zacząłem się śmiać właśnie w chwili, gdy próbowałem się czegoś napić.

– Powiedziałaś „gówno”! – mówi Kel.

– Kel, nie mów „gówno”! – ostrzega Lake.

– Ale ona pierwsza powiedziała „gówno”! – Caulder staje w obronie Kela.

– Caulder, nie mów „gówno”! – wrzeszczę.

– Przepraszam. – Kiersten zwraca się do mnie i Lake. – Mama twierdzi, że to FCC1 jest odpowiedzialna za wymyślanie nieprzyzwoitych słów, żeby robiły wrażenie w mediach. Mówi, że gdyby wszyscy zaczęli się nimi posługiwać, nie uważano by ich za nieprzyzwoite i nikt nie czułby się z ich powodu urażony.

Naprawdę trudno wytrzymać z tym dzieciakiem!

– Twoja mama zachęca cię do przeklinania? – pyta Gavin.

Kiersten przytakuje.

– Nie patrzę na to w ten sposób. Ona raczej zachęca nas do podważania systemu, którego wadą jest nadużywanie słów uchodzących za obraźliwe, gdy w rzeczywistości to tylko pomieszane ze sobą litery, jak w przypadku każdego innego słowa. Tym właśnie są, ciągami liter. Na przykład słowo „motyl”. Co by było, gdyby pewnego dnia ktoś postanowił, że „motyl” to nieprzyzwoite słowo? Ludzie w końcu zaczęliby używać słowa „motyl” jako zniewagi albo żeby nadawać rzeczom negatywne znaczenie. Ale w rzeczywistości takie słowa same w sobie nic nie znaczą. To tylko negatywne skojarzenia, jakie ludzie z nimi wiążą, czynią z nich przekleństwa. A zatem, gdybyśmy po prostu postanowili, że będziemy jak najczęściej powtarzać słowo „motylkować”, ludzie przestaliby zwracać na nie uwagę. Przestałoby szokować i ponownie stałoby się jednym z wielu zwykłych słów. To samo dotyczy wszystkich pozostałych tak zwanych brzydkich słów. Gdybyśmy zaczęli używać ich bezustannie, przestałyby być brzydkimi słowami. W każdym razie tak mówi moja mama. – Uśmiecha się, sięga po frytkę i zanurza ją w keczupie.

Na widok Kiersten często się zastanawiam, jak do tego doszło, że stała się właśnie taka, jaka jest. Na razie nie poznałem jeszcze jej matki, ale przypuszczam, że nie jest zwykłą osobą. Kiersten z pewnością jest bardziej inteligentna niż większość dzieci w jej wieku, nawet jeśli to trochę dziwny rodzaj inteligencji. Kiedy jej słucham, Kel i Caulder nagle zaczynają mi się wydawać całkiem normalni.

– Kiersten? Czy chcesz być moją nową najlepszą przyjaciółką? – pyta Eddie.

Lake chwyta frytkę z talerza i rzuca nią w Eddie, trafiając w twarz.

– Chyba ci odbiło! – mówi.

– Och, idź się motylkować. – Eddie odrzuca frytkę w stronę Lake.

Przechwytuję frytkę, mając nadzieję, że nie dojdzie do kolejnej jedzeniowej bitwy jak w zeszłym tygodniu. Ciągle znajduję tu i ówdzie kawałki brokułów.

– Przestańcie – ostrzegam je, kładąc frytkę na stole. – Jeśli macie zamiar znowu obrzucać się jedzeniem w moim domu, zaraz was stąd wymotylkuję.

Lake widzi, że mówię serio. Ściska mi pod stołem kolano i zmienia temat.

– A teraz pora na „dna i słodycze” – ogłasza.

– „Dna i słodycze”? – pyta Kiersten zaskoczona.

Kel szybko jej wyjaśnia:

– Chodzi o to, żeby powiedzieć, co ci się dzisiaj zdarzyło najgorszego i najlepszego. Najwspanialszy moment i najgorszy kanał. Chwila szczęścia i kompletne dno. Robimy tak codziennie przy kolacji.

Kiersten potakuje, jakby zrozumiała.

– To ja zacznę – odzywa się Eddie. – Najgorszy kanał to dzisiejsze zapisy. Dostałam poniedziałki, środy i piątki. Nie było już miejsca we wtorki i w czwartki.

Każdy chce mieć wtorki i czwartki. Wprawdzie zajęcia trwają dłużej, ale to uczciwy układ, skoro musisz chodzić do college’u  tylko dwa razy w tygodniu, a nie trzy.

– A najsłodszy moment to spotkanie z Kiersten, moją nową najlepszą przyjaciółką. – Eddie spogląda zaczepnie na Lake.

Lake bierze kolejną frytkę i rzuca w jej kierunku. Eddie uchyla się, frytka przelatuje nad jej głową. Zabieram Lake talerz i stawiam po lewej stronie, poza jej zasięgiem.

Lake wzrusza ramionami i uśmiecha się do mnie.

– Przepraszam. – Sięga po frytkę z mojego talerza i zjada.

– Pańska kolej, panie Cooper – oznajmia Eddie.

Nadal do mnie tak mówi, zwykle wtedy, gdy chce podkreślić, że jestem nudziarzem.

– Dla mnie też zdecydowanie najgorsza była rejestracja. Dostałem poniedziałki, środy i piątki.

Lake odwraca się do mnie zgnębiona.

– Co? Myślałam, że oboje będziemy chodzić we wtorki i w czwartki.

– Próbowałem, kochanie, ale na moim poziomie nie ma zajęć w te dni. Wysłałem ci SMS.

Robi obrażoną minę.

– Cholera, to jest naprawdę dno. Nie dostałam twojego SMS-a. Znowu nie mogę znaleźć komórki.

Zawsze gdzieś gubi swój telefon.

– A jaki jest twój najwspanialszy moment? – pyta mnie Eddie.

To łatwe.

– Moja słodycz jest właśnie teraz – odpowiadam, całując Lake w czoło.

Kel i Caulder wydają zgodny jęk.

– Will, to jest twój najwspanialszy moment każdego wieczoru – mówi Caulder zirytowany.

– Moja kolej – odzywa się Lake. – Rejestracja, prawdę mówiąc, to mój dzisiejszy największy sukces. Nie udało mi się jeszcze zapisać na statystykę, ale pozostałe cztery zajęcia mam takie, jak chciałam. – Spogląda na Eddie i mówi dalej: – A najgorszy kanał to fakt, że straciłam najlepszą przyjaciółkę na rzecz jedenastolatki.

Eddie śmieje się głośno.

– Chyba już pójdę – oznajmia Kiersten. Nikt nie protestuje. – Dla mnie najgorsze było to, że jadłam chleb na kolację – mówi, wpatrując się w swój talerz.

Twarda sztuka. Rzucam jej na talerz kolejną kromkę chleba.

– Może jak następnym razem wybierzesz się niezaproszona na kolację do mięsożerców, przyniesiesz ze sobą coś, co zastąpi ci mięso – proponuję.

Ignoruje mój komentarz.

– Dla mnie najsłodszy moment był o trzeciej.

– Co zdarzyło się o trzeciej? – pyta Gavin.

Kiersten wzrusza ramionami.

– Szkoła się skończyła. Motylkowo nienawidzę szkoły.

Cała trójka dzieciaków spogląda na siebie, jak gdyby łączyła ich jakaś niepisana umowa. Muszę pamiętać, żeby porozmawiać o tym później z Caulderem. Lake trąca mnie łokciem i rzuca pytające spojrzenie. Widzę, że myśli o tym samym.

– Teraz twoja kolej, jak się tam nazywasz. – Kiersten zwraca się do Gavina.

– Gavin. Dla mnie najsmutniejsze jest to, że jakaś jedenastolatka ma bogatsze słownictwo ode mnie – mówi z uśmiechem. – A mój największy triumf to swego rodzaju niespodzianka. – Spogląda na Eddie, czekając na jej reakcję.

– Co??? – pyta Eddie.

– No właśnie, co? – dorzuca Lake.

Ja też jestem ciekawy. Gavin rozpromieniony opiera się wygodnie, czekając, aż sami zgadniemy.

Eddie szturcha go mocno.

– No powiedzże!

Gavin pochyla się naprzód i zdecydowanie kładzie obie ręce na stole.

– Dostałem pracę! W Getty’s Pizza! Będę rozwoził pizzę! – Z jakiegoś powodu jest szczęśliwy.

– I to ma być twoja najsłodsza chwila? Będziesz chłopakiem do rozwożenia pizzy? – pyta Eddie. – To raczej przypomina kanał.

– Wiesz, że szukam pracy. A poza tym to Getty’s. Uwielbiamy Getty’s!

Eddie przewraca oczami.

– No cóż, gratulacje – mówi bez przekonania.

– Będziemy mieli darmową pizzę? – pyta Kel.

– Nie, ale dostaniemy zniżkę – odpowiada Gavin.

– A zatem to jest moja słodycz – oznajmia Kel. – Tania pizza! – Gavin najwyraźniej jest zadowolony, że wreszcie ktoś podziela jego radość. – A mój najgorszy kanał dzisiaj to dyrektorka Brill – dodaje Kel.

– O Boże, co zrobiła? – pyta Lake. – A raczej, co ty zrobiłeś?

– To nie tylko ja – wyjaśnia szybko Kel.

Caulder opiera się łokciami na stole i stara się ukryć twarz przed moim spojrzeniem.

– A co ty przeskrobałeś, Caulder? – pytam.

Opuszcza ręce i spogląda na Gavina. Teraz Gavin zasłania twarz przed moim spojrzeniem. Mimo to stara się spokojnie jeść dalej, jak gdyby nigdy nic.

– Gavin? Jaki dowcip opowiedziałeś im tym razem?

Gavin chwyta szybko dwie frytki i ciska nimi w Kela i Cauldera.

– Koniec! Nigdy więcej już nic ode mnie nie usłyszycie! Za każdym razem mam potem przez was kłopoty.

Kel i Caulder ze śmiechem odrzucają frytki w jego stronę.

– Ja mogę opowiedzieć. Co mi tam – odzywa się Kiersten. – Narobili sobie kłopotów podczas lunchu. Pani Brill siedziała po drugiej stronie stołówki, a oni starali się wymyślić jakiś sposób, żeby zmusić ją do biegania. Wszyscy mówią, że gdy biegnie, kiwa się jak kaczka. Chcieliśmy to zobaczyć, więc Kel zaczął udawać, że się zakrztusił, a Caulder odegrał wielką scenę pomocy. Stanął za nim i zaczął go uderzać w plecy. Pani Brill oczywiście zerwała się na równe nogi! Kiedy dobiegła do naszego stolika, Kel oświadczył, że czuje się dużo lepiej. Powiedział pani Brill, że Caulder uratował mu życie. Wszystko by się na tym skończyło, ale ktoś już zdążył z jej polecenia zadzwonić na 911. Za chwilę w szkole zjawiły się dwie karetki i wóz strażacki. Jeden z chłopców siedzących przy sąsiednim stoliku powiedział pani Brill, że to wszystko było udawane, i Kel został wezwany do jej gabinetu.

Lake pochyla się i patrzy Kelowi prosto w oczy.

– Proszę, powiedz mi, że to jest żart.

Na co Kel z miną niewiniątka:

– To był żart. Naprawdę nie myślałem, że ktoś zadzwoni na 911. A teraz przez cały następny tydzień będę musiał za karę zostawać po lekcjach.

– Dlaczego pani Brill do mnie nie zadzwoniła? – pyta Lake.

– Na pewno dzwoniła – odpowiada Kel. – Ale nie mogłaś znaleźć swojego telefonu, pamiętasz?

– Oooo rany… Jeśli wezwie mnie na kolejną poważną rozmowę, będziesz uziemiony.

Spoglądam w stronę Cauldera, który próbuje uniknąć mojego spojrzenia.

– Caulder, a co z tobą? Dlaczego pani Brill nie próbowała się ze mną skontaktować?

Odwraca się w moją stronę ze złośliwym uśmieszkiem.

– Kel skłamał w mojej obronie. Powiedział jej, że naprawdę myślałem, że się zakrztusił, i że usiłowałem uratować mu życie – wyjaśnia. – I tak dochodzimy do mojej najwspanialszej chwili. Za swoją bohaterską postawę zostałem nagrodzony. Mogę dwa razy opuścić obowiązkowe zajęcia w bibliotece.

Tylko Caulder potrafi coś takiego: uniknąć kary i jeszcze dostać nagrodę.

– Musicie obaj skończyć z tymi durnymi żartami – mówię do chłopców. – A ty, Gavin, nie opowiadaj im więcej głupich historyjek.

– Tak jest, panie Cooper – odpowiada Gavin sarkastycznie. – Ale chciałbym wiedzieć – dodaje, spoglądając na dzieciaki – czy ona rzeczywiście chodzi jak kaczka?

– Jak stado kaczek. – Śmieje się Kiersten, po czym spogląda na Cauldera. – A jaki był twój najgorszy moment, Caulder?

Caulder nagle poważnieje.

– Mój najlepszy przyjaciel omal nie zakrztusił się dzisiaj na śmierć. Mógł zginąć.

Wszyscy śmiejemy się głośno. Żebyśmy nie wiem jak bardzo starali się z Lake odgrywać rolę odpowiedzialnych rodziców, nie da się ukryć, że czasem trudno wyznaczyć granicę między byciem surowym opiekunem a starszym bratem czy siostrą. Wybieramy walki, które warto podejmować z chłopcami, i Lake mówi, że ważne jest, abyśmy nie wybierali ich za wiele. Spoglądam na nią i widzę, że się śmieje. A zatem należy uznać, że ta bitwa nie należy do tych, które chciałaby z nimi toczyć.

– Czy mogę teraz spokojnie skończyć jeść? – pyta Lake, wskazując na swój talerz, który nadal stoi poza jej zasięgiem, po mojej lewej stronie.

Przesuwam talerz z powrotem.

– Dziękuję, panie Cooper – mówi.

Trącam ją pod stołem. Wie, że nie znoszę, kiedy tak się do mnie zwraca. Właściwie nie mam pojęcia, dlaczego tak bardzo mnie to irytuje. Ale pewnie dlatego, że kiedyś rzeczywiście byłem jej nauczycielem i to była absolutna tortura. Na pierwszej randce od razu złapaliśmy doskonały kontakt. Nigdy wcześniej nie spotkałem kogoś, z kim bawiłbym się tak dobrze, cały czas będąc sobą. Przez weekend myślałem tylko o niej. Kiedy więc w poniedziałek zobaczyłem na korytarzu, że stoi przed moją klasą, poczułem się tak, jakby mi ktoś wyrwał serce z piersi. Od razu zrozumiałem, że mamy problem, choć ona potrzebowała nieco więcej czasu, żeby się domyślić, co oznacza moja obecność. Kiedy do Lake dotarło, że jestem jej nauczycielem, spojrzała na mnie w taki sposób, że wszystko we mnie zamarło. Była naprawdę zrozpaczona. Miała złamane serce. Tak samo jak ja. Jedno wiem na pewno: nigdy więcej nie chcę zobaczyć tego spojrzenia w jej oczach.

Kiersten wstaje i zanosi swój talerz do zlewu.

– Muszę iść. Dzięki za chleb, Will – mówi sarkastycznie. – Był wspaniały.

– Ja też idę, odprowadzę cię do domu – oznajmia Kel.

Zeskakuje ze swojego miejsca i eskortuje ją do drzwi. Spoglądam na Lake, która przewraca oczami. Przejmuje się tym, że Kel zadurzył się po raz pierwszy. Lake niechętnie myśli o tym, że wkrótce będziemy musieli sobie poradzić z całą burzą nastoletnich hormonów.

Caulder także wstaje od stołu.

– Pooglądam telewizję w swoim pokoju – oznajmia. – Zobaczymy się później, Kel. Cześć, Kiersten.

Oboje żegnają się z nim i wychodzą.

– Naprawdę podoba mi się ta dziewczyna – odzywa się Eddie po wyjściu Kiersten. – Mam nadzieję, że Kel jej zaproponuje, żeby chodzili ze sobą. Mam nadzieję, że jak dorosną, pobiorą się i będą mieli mnóstwo zwariowanych dzieci. Mam nadzieję, że ona zawsze będzie należała do naszej rodziny.

– Zamknij się, Eddie – mówi Lake. – On ma dopiero dziesięć lat. Jest za mały, żeby się umawiać.

– Nie całkiem. Za osiem dni skończy jedenaście – prostuje Gavin. – To najlepszy wiek na pierwszą randkę.

Lake bierze całą garść frytek i rzuca je Gavinowi w twarz.

Ograniczam się do głębokiego westchnienia. Nie sposób nad nią zapanować.

– Ty dzisiaj sprzątasz – oświadczam Lake. – I ty też – dodaję, zwracając się do Eddie. – Gavin, chodź, obejrzymy jakiś futbol jak prawdziwi mężczyźni, a kobiety w tym czasie zajmą się swoimi obowiązkami.

Gavin podaje swoją szklankę Eddie.

– Napełnij to, kobieto. Będę teraz oglądał futbol.

Podczas gdy Eddie i Lake sprzątają w kuchni, korzystam z okazji, żeby poprosić Gavina o pewną przysługę. Z powodu ciągłej opieki nad chłopcami od tygodni nie mieliśmy z Lake ani chwili tylko dla siebie. Naprawdę muszę pobyć z nią wreszcie sam na sam.

– Jak myślisz, czy jutro wieczorem moglibyście zabrać z Eddie Kela i Cauldera do kina?

Nie odpowiada od razu, a mnie natychmiast ogarnia poczucie winy, że w ogóle zadałem to pytanie. Pewnie mieli jakieś plany.

– To zależy – mówi wreszcie. – Czy będziemy musieli wziąć ze sobą Kiersten?

Parskam śmiechem.

– To już zależy od twojej dziewczyny. Kiersten jest jej nową najlepszą przyjaciółką.

Gavin przewraca oczami.

– Dobra, w porządku. I tak zamierzaliśmy zobaczyć jakiś film. O której? Jak długo mamy ich zatrzymać?

– To nie takie ważne. Nigdzie się nie wybieramy. Po prostu chciałbym spędzić kilka godzin sam na sam z Lake. Chcę jej coś podarować.

– A… rozumiem. Tylko prześlij mi SMS, kiedy już będzie po wszystkim. Kiedy już „jej to podarujesz” i będziemy mogli przywieźć chłopaków do domu.

Ze śmiechem kręcę głową. Lubię Gavina, ale nie znoszę tego, że wszystko, co robimy z Lake, jest dla niego i Eddie takie oczywiste. Najwyraźniej takie są koszty, kiedy najbliżsi przyjaciele ze sobą chodzą; nie ma żadnych sekretów.

– Idziemy – ogłasza Eddie i ściąga Gavina z kanapy.

– Dzięki za kolację, Will. Joel chciałby, żebyście wpadli w następny weekend. Powiedział, że zrobi tamales2.

Nie potrafię się oprzeć tamales.

– Będziemy na pewno – mówię.

Po ich wyjściu Lake wchodzi do salonu i siada na kanapie. Podwija nogi i przytula się do mnie. Obejmuję ją i przyciągam bliżej.

– Szkoda – wzdycha. – Miałam nadzieję, że przynajmniej będziemy mieli zajęcia w te same dni w tym semestrze. Z powodu tych motylkowo kręcących się dzieciaków nigdy nie mamy ani chwili dla siebie.

Można by pomyśleć, że skoro mieszkamy vis à vis przy tej samej ulicy, możemy spędzać razem tyle czasu, ile tylko nam się spodoba. Rzeczywistość wygląda inaczej. W minionym semestrze Lake jeździła na uniwersytet w poniedziałki, środy i piątki, a ja codziennie. W weekendy zawsze jest mnóstwo prac domowych do zrobienia, ale głównie pochłaniają nas sportowe zajęcia chłopców. Po śmierci Julii, we wrześniu, na barki Lake spadły dodatkowe obowiązki. Delikatnie mówiąc, musiała się jakoś do tego przystosować. Najwyraźniej jeśli czegoś nam brakuje, to pobycia sam na sam. Nawet jeśli Caulder i Kel bawią się razem u niej albo u mnie, czujemy się trochę niezręcznie, szukając przed nimi schronienia po drugiej stronie ulicy. Zresztą jakoś zawsze okazuje się, że i tak muszą być dokładnie tam, gdzie my.

– Damy radę – pocieszam ją. – Zawsze dajemy.

Przyciąga mnie do siebie i całuje. Całowałem ją każdego dnia przez miniony rok, ale jakoś za każdym razem smakuje to bardziej.

– Lepiej już pójdę – mówi wreszcie. – Muszę rano wstać, żeby zdążyć na uniwersytet i dokończyć rejestrację. A poza tym powinnam sprawdzić, czy Kel nie obściskuje się z Kiersten.

Teraz możemy się tylko roześmiać, ale za kilka lat to będzie nasza rzeczywistość. Żadne z nas nie skończy dwudziestu pięciu lat, a będziemy wychowywać nastolatków. Ta myśl jest trochę straszna.

– Poczekaj. Zanim wyjdziesz… Jakie masz plany na jutrzejszy wieczór?

Przewraca oczami.

– Co za pytanie? Ty jesteś moim planem. Zawsze jesteś w moich planach.

– Świetnie. Eddie i Gavin zabiorą chłopców do kina. Może spotkamy się o siódmej?

Prostuje się z uśmiechem.

– Czy to znaczy, że zapraszasz mnie na prawdziwą randkę, na żywo?

Potakuję.

– No cóż… Pamiętasz, że w tej sprawie jesteś naprawdę beznadziejny? I to nie od dziś. Dziewczyna czasem lubi, żeby ją poprosić, a nie jedynie poinformować.

Próbuje grać trudną do zdobycia, ale to bez sensu, bo i tak już ją zdobyłem. Niemniej posłusznie gram swoją rolę. Klękam przed nią i spoglądam głęboko w oczy.

– Lake, czy uczynisz mi ten zaszczyt i będziesz mi towarzyszyć na randce jutro wieczorem?

Opiera się wygodnie na kanapie i spogląda w stronę okna.

– Nie wiem, jestem dość zajęta. Sprawdzę w swoim notesie i oddzwonię.

Stara się zgrywać obojętną, ale nie wytrzymuje i na jej twarzy zakwita uśmiech. Pochyla się, obejmuje mnie, a ja tracę równowagę i oboje lądujemy na podłodze. Przewracam ją na plecy. Śmiejąc się, patrzy mi prosto w oczy.

– Dobra, przyjdź po mnie o siódmej.

Odgarniam jej włosy spadające na oczy i delikatnie przesuwam palcami po policzku.

– Kocham cię, Lake.

– Powiedz to jeszcze raz.

Całuję ją w czoło i powtarzam:

– Kocham cię, Lake.

– Jeszcze raz.

– Kocham. – Całuję ją w usta. – Cię. – Całuję ją jeszcze raz. – Lake.

– Też cię kocham.

Pochylam się nad nią i splatamy palce. Przyciskam nasze dłonie do podłogi za jej głową i przybliżam się, jak gdybym chciał ją pocałować, ale nie robię tego. Lubię się z nią drażnić w ten sposób, gdy znajdujemy się w tej pozycji. Muskam tylko jej usta wargami, a kiedy zamyka oczy, powoli się odsuwam. Otwiera oczy, a ja uśmiecham się do niej i jeszcze raz się pochylam. A kiedy tylko zamyka oczy, znowu się odsuwam.

– Do diabła, Will! Do wszystkich motylków, pocałuj mnie wreszcie!

Chwyta moją twarz i przyciąga do siebie. Całujemy się aż do chwili, gdy dotkniemy „nieprzekraczalnej granicy”, jak lubi to nazywać. Wysuwa się spode mnie i siada z podwiniętymi nogami, a ja przewracam się na wznak i leżę na podłodze. Nie chcemy, żeby nas za bardzo poniosło, skoro nie jesteśmy sami w domu. Tak łatwo się zapomnieć. Kiedy się orientujemy, że sprawy posuwają się za daleko, któreś z nas daje sygnał do odwrotu.

Przed śmiercią Julii popełniliśmy błąd i pozwoliliśmy, żeby sprawy zbyt szybko zaszły za daleko – to był duży błąd z mojej strony. Minęły zaledwie dwa tygodnie, odkąd oficjalnie zaczęliśmy ze sobą chodzić. Caulder spędzał ten wieczór w domu Kela. Po kinie poszliśmy z Lake do mnie. Zaczęliśmy się całować na kanapie i wszystko potoczyło się bardzo szybko, przy czym żadne z nas nie zamierzało się zatrzymać. To jeszcze nie był prawdziwy seks, ale w końcu by do tego doszło, gdyby do pokoju nie weszła Julia. Była kompletnie zaszokowana, a my przerażeni. Zabroniła Lake wychodzić z domu i przez dwa tygodnie nie pozwoliła mi się z nią spotykać. W ciągu tego czasu przepraszałem ją chyba milion razy.

W końcu Julia kazała nam usiąść razem i przysiąc, że zaczekamy przynajmniej rok. Lake miała zacząć brać pigułkę, a ja musiałem dać Julii słowo honoru, patrząc jej głęboko w oczy. Julia nie była zdenerwowana tym, że niewiele brakowało, a jej osiemnastoletnia córka zaczęłaby uprawiać seks. Julia była całkiem rozsądna i wiedziała, że to się zdarzy prędzej czy później. To, co ją zabolało, to fakt, że chciałem posiąść Lake zaledwie po dwóch tygodniach chodzenia. Czułem się potwornie winny i złożyłem obietnicę, jakiej ode mnie zażądała. Poza tym chciała, żebyśmy stanowili dobry przykład dla Kela i Cauldera. Poprosiła więc, żebyśmy przez cały rok nie spędzali nocy u Lake albo u mnie. Po śmierci Julii dotrzymaliśmy danego słowa. Bardziej z szacunku dla Julii niż z jakichkolwiek innych względów. Bóg wie, że to naprawdę trudne. Bardzo często.

Nie rozmawialiśmy jeszcze o tym, ale w zeszłym tygodniu upłynął dokładnie rok, odkąd złożyliśmy Julii naszą obietnicę. Mimo to nie chcę niczego przyspieszać. Chciałbym dać Lake w tej sprawie wolną rękę, więc nie poruszam tematu. Podobnie jak ona. A poza tym i tak nie mamy okazji, żeby być razem sam na sam.

– Nieprzekraczalna granica – mówi Lake i wstaje. – Widzimy się jutro wieczorem o siódmej. Nie spóźnij się.

– Poszukaj w domu swojego telefonu i prześlij mi SMS na dobranoc.

Wychodzi, spoglądając na mnie, i powoli zamyka drzwi.

– Jeszcze raz? – prosi.

– Kocham cię, Lake.

Rozdział 2

Piątek, 6 stycznia

Za chwilę dam Lake prezent. Nawet nie bardzo wiem, co to jest, ponieważ go nie wybierałem. Na razie nie mogę pisać więcej; ręce mi się trzęsą. Dlaczego, do cholery, ciągle się denerwuję z powodu tych randek? Jestem naprawdę żałosny.

– Chłopcy, tylko proszę, nie mówcie od tyłu dziś wieczorem. Wiecie, że Gavin nie może za wami nadążyć, kiedy tak mówicie.

Macham im na do widzenia i zamykam drzwi.

Jest prawie siódma. Idę do łazienki umyć zęby, po czym chwytam kluczyki, marynarkę i ruszam do samochodu. Widzę, że Lake obserwuje mnie przez okno. Pewnie nie zdaje sobie sprawy, że zawsze widzę, kiedy wygląda przez okno. Zwłaszcza w miesiącach poprzedzających oficjalny początek naszego związku każdego dnia, gdy przychodziłem do domu, widziałem jej cień za oknem. To dawało mi nadzieję, że znowu będziemy mogli się spotykać; wiedziałem, że nadal o mnie myśli. Po naszej kłótni w pralni przestała mnie obserwować przez okno. Wtedy myślałem, że wszystko schrzaniłem na zawsze.

Podjeżdżam pod jej dom. Zostawiam włączony silnik i podchodzę z drugiej strony, żeby otworzyć drzwi dla pasażera. Kiedy jesteśmy w środku, czuję zapach jej perfum. To waniliowe, moje ulubione.

– Dokąd jedziemy? – pyta.

– Zobaczysz, to niespodzianka – mówię, wyjeżdżając z podjazdu jej domu.

Zamiast jednak skręcić na ulicę, podjeżdżam pod swoje drzwi. Wyłączam silnik i podchodzę do drzwi samochodu od strony Lake.

– Co ty robisz, Will?

Biorę Lake za rękę i pomagam wysiąść z samochodu.

– Jesteśmy na miejscu.

Uwielbiam ten wyraz zaskoczenia na jej twarzy, więc nie mówię ani słowa więcej.

– Zaprosiłeś mnie na randkę do własnego domu? Ubrałam się do wyjścia, Will! Chcę gdzieś pojechać.

Zaczyna jęczeć. Śmiejąc się, biorę ją za rękę i wprowadzam do środka.

– Nie, ty mnie zmusiłaś, żebym zaprosił cię na randkę. Nigdy nie powiedziałem, że gdzieś pójdziemy. Po prostu spytałem, czy masz jakieś plany na dziś.

Wcześniej ugotowałem makaron, więc idę do kuchni i wyjmuję talerze. Ale zamiast nakryć na stoliku barowym, stawiam talerze na stoliku do kawy w salonie. Lake zdejmuje kurtkę, ale nadal jest rozczarowana. Unikam jej spojrzenia podczas robienia drinków, a potem siadam obok niej na podłodze.

– Nie chodzi o to, że jestem niewdzięczna – mówi z pełnymi ustami. – Ale prawda jest taka, że nigdzie razem nie wychodzimy. Miałam nadzieję, że tym razem będzie inaczej.

Wypijam łyk drinka i wycieram usta.

– Kochanie, wiem, co masz na myśli, ale dzisiejszy wieczór w pewnym sensie został zaplanowany dla nas już wcześniej.

Kładę jej na talerzu kolejną chlebową pałeczkę.

– Co masz na myśli, mówiąc „zaplanowany dla nas”? Nie chwytam.

Milczę, nie próbując niczego wyjaśniać. Spokojnie jem.

– Will, powiedz mi, co się dzieje? Twoja tajemniczość zaczyna mnie niepokoić.

Posyłam jej szeroki uśmiech i wypijam następny łyk.

– Nie zależy mi na tym, żeby cię zdenerwować. Robię tylko to, co mi kazano.

Widzi, że ta zabawa sprawia mi przyjemność. Poddaje się i nie próbuje niczego więcej ze mnie wyciągnąć.

– Przynajmniej makaron jest w porządku – mówi.

– Podobnie jak widok.

Uśmiecha się i mruga do mnie, jedząc dalej.

Dzisiaj ma rozpuszczone włosy. Uwielbiam, kiedy czesze się w ten sposób. Uwielbiam również, kiedy je związuje. Prawdę mówiąc, nie wydaje mi się, żeby kiedykolwiek miała fryzurę, która nie wprawiałaby mnie w zachwyt. Jest nieprawdopodobnie piękna, zwłaszcza gdy się o to nie stara. Uświadamiam sobie, że gapię się na nią zatopiony w myślach. Nie zjadłem nawet połowy swojej porcji, a Lake prawie skończyła.

– Will. – Wyciera usta serwetką. – Czy to ma coś wspólnego z moją matką? – pyta cicho. – Wiesz… z obietnicą, jaką jej złożyliśmy?

Wiem, co ma na myśli. Natychmiast ogarnia mnie poczucie winy, że nie wziąłem pod uwagę tego, jak Lake może zinterpretować moje dzisiejsze zamiary. Nie chcę, aby miała poczucie, że na nią naciskam, że czegoś od niej oczekuję.

– Nie w tym sensie, kochanie. – Chwytam jej dłoń. – Dzisiaj chodzi o coś innego. Przepraszam, jeśli tak pomyślałaś, ale to będzie innym razem… Kiedy będziesz gotowa.

Uśmiecha się.

– Cóż, nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby to było dziś.

Jej uwaga kompletnie zbija mnie z tropu. Tak bardzo przyzwyczaiłem się do tego, że to Lake zawsze przypomina o nieprzekraczalnej granicy, że nawet nie pomyślałem o alternatywnym scenariuszu na dzisiejszy wieczór.

Wydaje się zakłopotana swoją otwartością i dla odwrócenia uwagi sięga z powrotem w stronę talerza. Odrywa kawałek chleba i zanurza go w sosie. Przeżuwa powoli, po czym bierze głęboki łyk drinka i spogląda w moją stronę.

– Przed chwilą – mówi prawie szeptem, niepewnie – spytałam cię, czy to ma coś wspólnego z moją mamą. Odpowiedziałeś, że „nie w tym sensie”. Co miałeś na myśli? Chcesz powiedzieć, że dzisiejszy wieczór ma coś wspólnego z nią w jakiś inny sposób?

Przytakuję, a potem podnoszę się, biorę Lake za rękę i przyciągam do siebie. Obejmuję ją, a ona przytula się do mojej piersi i splata mi dłonie na plecach.

– To rzeczywiście ma coś wspólnego z nią. – Odwraca głowę i patrzy na mnie, słuchając wyjaśnień.

– Julia dała mi coś jeszcze… oprócz listów.

Julia prosiła, żebym jej obiecał, że nie powiem Lake o listach i tym prezencie, dopóki nie nadejdzie odpowiednia pora. Lake i Kel zdążyli jednak otworzyć listy. Prezent był przeznaczony dla Lake i dla mnie. Miał być na Gwiazdkę i mieliśmy otworzyć go wspólnie, ale to pierwszy moment, kiedy jesteśmy naprawdę sami, we dwoje.

– Chodź do mojej sypialni. – Chwytam Lake za rękę.

Idzie do mojego pokoju, gdzie na łóżku leży pudełko, które dostałem od Julii.

Lake pochodzi do niego i przesuwa dłonią po papierze. Dotyka czerwonej aksamitnej wstążki. Wzdycha.

– Czy to naprawdę od niej? – pyta cicho.

Siadam na łóżku i skinieniem zapraszam, aby usiadła obok. Podciągamy nogi i sadowimy się wygodnie po obu stronach pudełka. Na wierzchu jest przyklejona kartka, na której są wypisane nasze imiona, a także ścisła instrukcja, żeby nie czytać kartki, dopóki nie rozpakujemy prezentu.

– Will, dlaczego mi nie powiedziałeś, że jest coś jeszcze? Czy to już ostatnia rzecz od mamy?

Widzę, jak łzy napływają jej do oczu. Zawsze bardzo się stara je ukrywać. Nie wiem dlaczego.

Muskam delikatnie jej policzek i wycieram łzę.

– To już ostatnia, przysięgam – mówię. – Julia chciała, żebyśmy otworzyli to wspólnie.

Lake prostuje się i stara się pozbierać.

– Ty czy ja mam to zrobić?

– Głupie pytanie.

– Nie ma nic takiego jak głupie pytania – odpowiada. – Powinien pan o tym wiedzieć, panie Cooper. – Pochyla się i całuje mnie, a potem się prostuje i zaczyna rozpakowywać prezent. Patrzę, jak rozrywa papier, pod którym kryje się tekturowe pudełko owinięte szarą taśmą klejącą.

– Mój Boże, tu chyba jest sześć warstw taśmy – stwierdza zniecierpliwiona. – Coś jak wtedy w twoim samochodzie. – Spogląda ku mnie i uśmiecha się złośliwie.

– Zabawne.

Gładzę Lake po kolanie i obserwuję, jak stara się kciukiem przerwać taśmę. Kiedy wreszcie rozrywa ostatnią warstwę, zatrzymuje się.

– Dziękuję, że zrobiłeś to dla niej. Że zachowałeś prezent. – Patrzy na pudełko, które ma w dłoniach, ale nie otwiera. – Wiesz, co tam jest?

– Nie mam pojęcia. Ale mam nadzieję, że to nie szczeniak. Leżało pod moim łóżkiem przez cztery miesiące.

Śmieje się.

– Jestem trochę zdenerwowana. Nie chcę się rozpłakać.

Z wahaniem zdejmuje pokrywkę pudełka i odchyla skrzydełka. Wyciąga zawartość, a ja odrzucam pudełko. Lake rozrywa folię, spod której wyłania się przejrzysta szklana waza po brzegi wypełniona geometrycznymi gwiazdkami w różnych kolorach. Wygląda to jak origami. Setki trójwymiarowych papierowych gwiazdek wielkości naparstka.

– Co to jest? – pytam.

– Nie mam pojęcia, ale to piękne.

Oboje wpatrujemy się w prezent, usiłując zrozumieć, co to takiego.

Lake rozkłada kartkę.

– Nie mogę tego czytać, Will. Czy możesz to zrobić?

Biorę kartkę i czytam na głos.

Willu i Lake,