Poezja - Victor Hugo - ebook

Poezja ebook

Victor Hugo

0,0
12,99 zł

lub
Opis

Poezja” to zbiór piętnastu wspaniałych utworów poetyckich, autorstwa Victor Hugo.

 

W całej twórczości poetyckiej Hugo zauważalne są wspólne cechy i tematy. Najważniejsze uczucia wyrażane w jego utworach to miłość do rodziny (zwłaszcza dzieci i wnuków) oraz współczucie dla wykluczonych i skrzywdzonych ludzi, przechodzące w umiłowanie i troskę wobec całej ludzkości. W swoich wierszach Hugo nie definiuje idei i nie przeprowadza logicznych rozumowań – zamiast tego, rozpatrując zagadnienia filozoficzne i rozważając problemy uniwersalne, tworzy wizje. Jego Poezja nie jest dydaktyczna, lecz stanowi ciąg kojarzonych ze sobą obrazów.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 19

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Wydawnictwo Avia Artis

2018

ISBN: 978-83-65922-55-7
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (http://write.streetlib.com).

Cedr

w przekładzie Deotymy

Omer, islamski Szeik, mąż w nowym zakonie

Jakim Prorok dopełnił Issowego prawa, Szeik Omer po świecie chodzi i przystawa, Czasem na długim kiju, o splecione dłonie Oprze brodę jak pasterz. Tak błędnemi kroki Dążąc ku świętéj Dżedździe, zszedł ku wód głębinie,

Gdzie przez Czerwone morze, jak przez sen głęboki Prześwieca Bóg. Aż weszedł na ową pustynię Ciemnicami groźnego nieba zaczernioną, Gdzie Mojżesz się pod tajną przesuwał zasłoną.

Myśl surowa od puszczy na pielgrzyma wieje, Nią pędzony, przemierzył Egipt i Judeję, Aż na Patmos, u stoku obnażonéj góry, Wśród piasków, spostrzegł Jana śpiącego na ziemi.

Bo nie umarł Jan święty, samotnik ponury. Jak Enoch sprawiedliwy, jak Eljasz w ognistém Zachwyceniu, Jan został pomiędzy żywemi. Bóg trzyma ich w odwodzie do walk z Antychrystem.

Spał Jan, przez sen wpatrzony w ten ocean życia, Gdzie flota światów krążąc pędzi do rozbicia. Sen mroczył tę źrenicę światłem nabijaną, Jedyną w pośród żywych, jakiéj było dano Podpatrzéć przez rozprutą szczelinę otchłani, Jak w zbrojach skrzących siarką wojują szatani, Jak w pył lecą Babele, padają Syjony, Jak z czasem blaknie każde, najczystsze widzenie, Znieważone religje śmieją się szalenie, I bluźnierstwa latają na burzy czerwonéj.

Jan spał, a skwar odkrytą rozpalał mu głowę.

Omer, co jak prorocy znał żywiołów mowę, Przy drodze, tuż nad morzem, dostrzegł że pod murem Samotnego santonu, rósł z liściem ponurem Cedr odwieczny. — I wzniosła się ręka kapłana Ku północy, gdzie żyją drapieżni orłowie, Wskazał morze Egiejskie świecące zdaleka, A daléj na Patmosie uśpionego Jana, Pnia się dotknął, i rozkaz w takiém dał mu słowie:

— „Idź cedrze! Idź i ocień mi tego człowieka.“

Widmo z soli co patrzy ku zgliszczom Sodomy, Nie tak nad gorzką wodą nieruchomie czeka, Jak cedr na głos Omera został nieruchomy.

— „Idź-że!“ Powtórzył szeik, i dźgnął go kosturem.

Cedr, od muła krnąbrniejszy, pozostał pod murem, Ani mu żadnym szmerem nie zadrgnęły liście.

Wtedy kapłan się zwrócił ku niewidzialnemu, I podnosząc prawicę wyrzekł uroczyście: — „Idź cedrze, w imię Boga żyjącego!“

 — „Czemu Nie wezwałeś go wcześniéj?“ Spytał głos od drzewa.

I oto, dreszcz niém wstrząsnął jak trzciną zachwiewa. Strzaskując żywą skałę, konary długiemi Wywijając, jak okręt masztami zjeżony, Wypruwając koleją z objęć matki ziemi, Powkręcane korzenie, zewsząd wpite szpony, Cedr, niby ptak posępny wyleciał ku niebu.

Minął Gur, skałę ciemną jak korzec włożony Na ogień, który palą kowacze Erebu. Minął Egipt