Opis

Cześć, pewnie niektórzy z Was już mnie znają z „Podwórkowego Biura Detektywistycznego”. Ale jeśli jeszcze nie czytaliście o moich przygodach – przedstawię się jeszcze raz.

Jestem Franek. Mam jedenaście lat, niebieskie oczy i żółte włosy. Moja siostra Krysia ma osiem lat, bardzo duże, okrągłe niebieskie oczy z długimi rzęsami jak lalka, kilka pomarańczowych piegów na nosie i włosy w kolorze toffi. Razem z Krysią prowadzimy Podwórkowe Biuro Detektywistyczne na osiedlu przy ulicy Króla Jana III Sobieskiego w Wejherowie.

Przynajmniej do niedawna prowadziliśmy biuro RAZEM. Dlaczego to się zmieniło? Sprawa jest prosta. Wszystko zaczęło się do różowej peleryny przeciwdeszczowej. Zapytacie pewnie: „jak to możliwe, że od peleryny przeciwdeszczowej?”

Zaraz, chwila, opowiem Wam wszystko od początku...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 69

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


© Copyright by Jolanta Knitter-Zakrzewska & e-bookowo

ISBN e-book: 978-83-8166-098-3

ISBN druk: 978-83-8166-099-0

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo

www.e-bookowo.pl

Kontakt: [email protected]

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości

bez zgody wydawcy zabronione

Wydanie I 2019

Konwersja do epub A3M Agencja Internetowa

Spis treści
Rozdział I Krysia i salon fryzjerski
Rozdział II Kuba, zaczarowane rolki i dziwne jajko
Rozdział III Ciotka Matylda i nawiedzone szachy
Rozdział IV Franek i Krysia w sklepie
Rozdział V Franek, Krysia i sowy
Rozdział VI Nocny wędrowiec
Rozdział VII Afera kryminalna z Super Zingsami
Rozdział VIII Franek i Krysia w zamku krzyżackim
Rozdział IX Mysia Wieża w Kruszwicy
Rozdział X Krysia i Franek w Biskupinie
Rozdział XI Krysia i Franek w podziemiach
Rozdział XII Afera rowerowa
Rozdział XIII Krysia i Franek gotują obiad
Rozdział XIV Franek u babci
Rozdział XV Krysia i Franekw szkole
Rozdział XVI Trudne zadanie z plastyki, czyli afera słoniowa
Rozdział XVII Podwórkowe Biuro Detektywistyczne w niebezpieczeństwie

Cześć, pewnie niektórzy z Was już mnie znają z „Podwórkowego Biura Detektywistycznego”. Ale jeśli jeszcze nie czytaliście o moich przygodach – przedstawię się jeszcze raz.

Jestem Franek. Mam jedenaście lat, niebieskie oczy i żółte włosy. Moja siostra Krysia ma osiem lat, bardzo duże, okrągłe niebieskie oczy z długimi rzęsami jak lalka, kilka pomarańczowych piegów na nosie i włosy w kolorze toffi. Razem z Krysią prowadzimy Podwórkowe Biuro Detektywistyczne na osiedlu przy ulicy Króla Jana III Sobieskiego w Wejherowie.

Przynajmniej do niedawna prowadziliśmy biuro RAZEM. Dlaczego to się zmieniło? Sprawa jest prosta. Wszystko zaczęło się do różowej peleryny przeciwdeszczowej. Zapytacie pewnie: „jak to możliwe, że od peleryny przeciwdeszczowej?”

Zaraz, chwila, opowiem Wam wszystko od początku...

Rozdział I Krysia i salon fryzjerski

Pewnego dnia, kiedy od rana padał deszcz, moja siostra Krysia wygrzebała z szafy niebieskie kalosze i różową pelerynę przeciwdeszczową. Najpierw biegała w niej po wszystkich kałużach na naszym osiedlu, a kiedy wyszło słońce, wróciła do domu, ale peleryny nie schowała. Stwierdziła, że taka peleryna sprawdziłaby się doskonale u fryzjera. I się zaczęło! Nie wiem, czy moja młodsza siostra Krysia chce być dalej detektywem? Od kilku dni bawi się w salon fryzjerski. Posadziła tatę na drewnianym krześle i okryła go różową peleryną przeciwdeszczową. Wylała mu na głowę całą odżywkę na wzmocnienie włosów, a całość spryskała suchym szamponem. Tata się rozkaszlał, ale jeszcze był spokojny. Jednak, kiedy zobaczył w lustrze, że Krysia wycięła mu na środku głowy włosy i został mu dziwny, łysy placek, zaczął krzyczeć. A Krysia się rozpłakała. Mówiła, że tata nie zna się na zabawie, a przecież zgodził się zostać klientem salonu fryzjerskiego. Na to wszystko włączyła się mama, która próbowała ich przekrzyczeć: „Uspokójcie się wszyscy!” To słowo „wszyscy” było bardzo krzywdzące, bo ja przecież nie brałem w tym udziału! I chyba wtedy do drzwi ktoś zapukał. Na progu stał nasz sąsiad. Ten, który ciągle przychodzi coś pożyczać: grzebień, mimo, że jest łysy, jajko, ładowarkę do telefonu, szklankę cukru. Tym razem zapytał z niepokojem:

– Wszystko dobrze, bo ktoś u was strasznie krzyczy?

– Bardzo pana przepraszam za te nieludzkie wrzaski za moimi plecami, ale to moja rodzina tak ze sobą rozmawia.

– Aha.

Będę musiał poważnie z Krysią porozmawiać. Musi wybrać. Fryzjer czy detektyw? Bo tego pogodzić się nie da!

Kiedy tylko tata wydostał się spod różowej peleryny, odciągnąłem Krysię na bok i konspiracyjnym szeptem zadałem jej pytanie:

– Słuchaj, chcesz być fryzjerką czy detektywem?

– Ojej, teraz jestem zajęta. Muszę obciąć grzywkę Uszatkowi! – powiedziała Krysia. (Uszatek to nasza świnka morska). Odkąd Krysia trzymała w rękach nożyczki Uszatek tracił coraz więcej włosów. Muszę przyznać, że to akurat na dobre mu wyszło, bo lepiej teraz widział. Ale jeśli myślicie, że na tym zakończyła się kariera fryzjerska Krysi, to bardzo się mylicie. Nie dość, że salon fryzjerski cieszył się coraz większą popularnością na osiedlu, to jeszcze do tego doszła afera z kwiatami. A było to tak...

***

– Zostawcie te kwiaty! – krzyk naszej sąsiadki z pierwszego piętra było słychać nawet przy pierwszym bloku naszego osiedla. Ilekroć zobaczyła przez okno, że jakieś dzieci zbliżały się do pielęgnowanej przez nią rabatki z kwiatami, podnosiła lament.

– Hej, Franek, ty jesteś tym detektywem z zielonej kanapy? Pomożesz mi? – zawołała mnie sąsiadka.

Pewnie zapytacie, dlaczego „z zielonej kanapy”? Jeszcze przed wakacjami razem z Krysią urządziliśmy na łące za blokami Podwórkowe Biuro Detektywistyczne. Siedzieliśmy na kanapie obitej zielonym pluszem, przy stoliku z napisem PBD, czyli Podwórkowe Biuro Detektywistyczne i przyjmowaliśmy zlecenia na przeprowadzenie śledztwa. Roboty mieliśmy bardzo dużo. Szukaliśmy zaginionych osób (co z tego, że to tylko chomik), odkryliśmy, kto straszył panią Teresę na strychu starego domu, odkryliśmy, kto ukradł pieniądze ze świnki skarbonki i prowadziliśmy wiele innych spraw. Ale odkąd Krysia zajęła się urządzaniem salonu fryzjerskiego, a ja siedziałem sam na zielonej kanapie, nikt nie zgłosił prowadzenia nowej sprawy. Aż tu nagle nasza głośna sąsiadka zwróciła się do mnie z prośbą o pomoc.

– Znajdź tych wstrętnych chłopaków, którzy powyrywali kwiaty z mojej rabatki!

Ucieszyłem się z możliwości przeprowadzenia kolejnego śledztwa. Od razu pobiegłem powiedzieć o tym Krysi. Byłem przekonany, że kiedy tylko usłyszy o nowym zleceniu, natychmiast rzuci w kąt nożyczki, suchy szampon, odżywki do włosów, różową pelerynę i pobiegnie razem ze mną szukać chuligana wyrywającego kwiaty z przydomowej rabatki. Krysia jednak znowu mnie zaskoczyła.

– Nie możesz zajmować się tą sprawą!

– Jak to nie mogę? Dlaczego? – zapytałem zdziwiony reakcją Krysi.

– Nie możesz i już. Tak po prostu. Nie chcesz zostać fryzjerem?

Pogardliwie potrząsnąłem głową.

– Nigdy w życiu. Ja jestem detektywem!

– To sobie bądź, ale kwiatami się nie zajmuj. Detektywi nie zajmują się kwiatami!

– Przecież tutaj nie chodzi o kwiaty, tylko o kradzież.

– Nie bierz tej sprawy! – Krysia była bardzo poważana.

– Dlaczego?

Krysia wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do kuchni.

– Dlatego! – powiedziała, wskazując ręką na wazon stojący na stole. Były w nim kwiaty z rabatki...

– Chyba na mnie nie doniesiesz, co?

– Dobra, tej sprawy nie wezmę, ale nie wyrywaj więcej kwiatów z rabatek.

– Wiesz, te kwiaty były mi potrzebne dla przystrojenia wnętrza salonu fryzjerskiego – tłumaczyła się Krysia. – Uważam, że w salonie fryzjerskim powinno być ładnie...

Cała Krysia. Taka była. I jak ja się miałem nie denerwować?

Myślicie może, że nic gorszego od zniknięcia kwiatów z rabatki już się nie stało? Muszę wam powiedzieć, że zaraz potem zdarzyło się coś o wiele gorszego. Prawdziwa fryzjerska afera, którą musiał rozwiązać profesjonalny detektyw, czyli ja. A było to tak...

Krysia ustawiła plastikowy, składany stolik ze swojego pokoju i taboret z kuchni tuż obok mojego Biura Detektywistycznego i na białej kartce napisała fioletowym flamastrem: „SALON FRYZJERSKI”. I wiecie, co się stało? U mnie pustki, a u niej kolejka! Pierwszy był Antek. Antek był rok młodszy od Krysi. Tata dał mu dwadzieścia złotych, żeby sam poszedł do fryzjera, ale wcale tam nie dotarł. Zamiast do fryzjera poszedł do sklepu. Wracał właśnie bardzo smutny do domu, kiedy zobaczył salon Krysi. Od razu poweselał i zapytał ją, czy Krysia nie potrzebuje na kimś poćwiczyć obcinania grzywki, bo tata mu kazał właśnie grzywkę skrócić. Krysia bardzo się ucieszyła. Antek usiadł na żółtym taborecie. Krysia okryła go swoim różowym płaszczem przeciwdeszczowym, wylała do głowę pełno pianki i uciachała grzywkę tak jak robiła to przedtem swoim lalkom. Antek wyglądał... hmmm... śmiesznie, ale był zadowolony. Jego dobry humor nie trwał jednak długo. Skończył się wraz z powrotem do domu. Zobaczył go tata i zaczął krzyczeć: „kto ci zrobił taką głupią grzywkę?!” Na to Antek powiedział, że to Krysia. Tata chwycił Antka za rękę i przybiegł z nim do salonu fryzjerskiego Krysi. Kazał mojej siostrze oddać pieniądze, bo Antek powiedział, że zapłacił za fryzjera. Krysia zaczęła tłumaczyć, że Antek był praktykantem i za obcięcie grzywki nie wzięła od niego ani jednego grosika. Jednak tata Antka dalej krzyczał, aż zrobił się cały czerwony. Wtedy stanąłem w obronie Krysi. Zapytałem, co to są za fioletowe plamy na koszulce Antka.

– To po jagodach – przyznał Antek.

– A skąd miałeś jagody? – pytałem dalej.

– No tam były w naszym sklepie, na babeczkach... – cicho przyznał Antek.

– Ile kupiłeś tych babeczek z jagodami? – zapytałem Antka.

– Noo, cztery babeczki.

– Widzi pan, na to poszły pieniądze, które Antek miał wydać u fryzjera. A grzywkę obciął u mojej siostry za darmo.

Tata Antka zamilkł. Chwycił synka za rękę i tyle ich widzieliśmy.

Tak się skończyła afera fryzjerska. Ale to nie zniechęciło Krysi do pracy. Dalej przyjmowała klientów. Ale tym razem zakładała koleżankom kolorowe gumki na warkoczyki i piankę na włosy.

– To o wiele fajniejsze niż nożyczki – powiedziała wesoło. Z dumą patrzyła na kolejkę pod swoim salonem fryzjerskim.

I pomyśleć, że to wszystko przez różową pelerynę przeciwdeszczową. Wierzyłem jednak, że Krysia wróci za jakiś czas do biura detektywistycznego. Doszedłem do wniosku, że każdy detektyw potrzebuje czasem przerwy w swojej pracy.

Rozdział II Kuba, zaczarowane rolki i dziwne jajko

Niedzielne popołudnie zapowiadało się bardzo spokojnie. Zapewne tak cicho byłoby do samego wieczora, gdyby nagle do naszego biura nie przybiegł Kuba.

Kuba jest naszym kolegą z osiedla. Mieszka w bloku stojącym dokładnie naprzeciwko naszego. Ma jasne włosy, niebieskie oczy i jak mówi Krysia – bardzo miły uśmiech. To fajny chłopak, solidny kolega, z którym dobrze się rozmawia, na którego można liczyć w trudnej sytuacji, podobnie jak ja ma młodszą siostrę, którą bardzo często opiekuje się, kiedy razem wychodzą na dwór i bawią się na poletku trawy przy osiedlowej ławce. Jego siostra uczy się skakać na skakance, a Kuba najczęściej jeździ na deskorolce albo na rolkach. Na tych rolkach jeździł bardzo szybko, że inni się dziwili, jak on to robi. „To są zaczarowane rolki, dlatego są takie szybkie” – uśmiechał się Kuba tajemniczo. I właśnie jego rolki stały się przedmiotem detektywistycznej zagadki. A było to tak...

– Kuba, przyprowadź siostrę do domu! – zawołała z okna mama Kuby.

– Dobrze, już idę! – odkrzyknął Kuba.

Usiadł na chwilę na ławce. Zdjął rolki. Chwycił swoją małą siostrzyczkę za rękę i pobiegł z nią do domu. Trwało to wszystko krótką chwilę. Mimo to, kiedy Kuba przybiegł z powrotem do ławki, jego rolek już tam nie było. Wtedy zgłosił się czym prędzej do Podwórkowego Biura Detektywistycznego. Krysia w czarnym notesie zanotowała zgłoszenie kradzieży rolek i natychmiast rozpoczęliśmy poszukiwania. Oczywiście trzeba było przesłuchać świadków. Kiedy Kuba zostawiał swoje rolki przy osiedlowej ławce, znajdował się tam wtedy Staś, Waldek i Wiktor.

– Chłopaki, mam do was kilka pytań – powiedziałem poważnym, stanowczym głosem.

– O co chodzi? – zdziwił się Staś.

– Stasiu, gdzie byłeś w chwili, kiedy Kuba zostawił przy ławce swoje rolki i pobiegł zaprowadzić siostrę do domu?

– Byłem niedaleko ławki i razem z Wiktorem wykopywaliśmy tunel w ziemi. To miała być baza wojskowa i schron dla naszych żołnierzyków

Krysia zanotowała zeznania Stasia. Podeszliśmy też do miejsca wskazanego nam przez Stasia. Faktycznie nieopodal ławki w samym środku trawy tkwił wykopany w ziemi tunel, w którym leżało kilkanaście zielonych żołnierzyków. Całe spodnie Stasia na kolanach były czarne od ziemi, a o paznokciach to już nawet nie będę wam wspominał. Podobnie wyglądał Wiktor, który potwierdził zeznania Stasia.

– Byłem obok Stasia, pomagałem mu wykopać schron dla żołnierzy – powiedział Wiktor – jeszcze Waldek z nami był, ale nagle gdzieś pobiegł.

– Dokąd pobiegłeś, Waldku? – zapytała Krysia.

– Musiałem sprawdzić, czy listonosz nie zostawił listu w naszej skrzynce. Mama mnie zawołała przez okno i kazała mi to sprawdzić, bo widziała, że listonosz właśnie przyszedł – zeznał Waldek.

Jeszcze raz spojrzałem na zeznania całej trójki. Najbliżej ławki znajdowali się Staś i Wiktor, to pewnie oni zabrali rolki. Byli najbliżej, tylko gdzie je ukryli? Waldka nie było w tym czasie przy ławce, bo pobiegł do swojego bloku. Chciał sprawdzić, czy przyszedł list.

– Zaraz, zaraz, ktoś tutaj kłamie... – powiedziałem głośno. – Któryś z was musiał zabrać Kubie rolki.

– Mnie tutaj nie było – zaznaczył Waldek.

– A my kopaliśmy schron dla żołnierzy – bronili się Staś i Wiktor.

– Jaki dzień mamy dzisiaj? – zapytała nagle Krysia.

Najpierw pomyślałem: „co za głupie pytanie”. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że to pytanie wszystko wyjaśnia. Dzisiaj była niedziela! Przecież listonosz w niedzielę ma wolne, nie roznosi żadnych listów. Zatem to Waldek skłamał – to on musiał zabrać łyżworolki.

– Waldku, to ty zabrałeś rolki. Musisz je oddać Kubusiowi! – powiedziałem stanowczo.

– Skąd wiecie, że to ja?! – zdziwił się Waldek.

– Nos ci się wydłużył jak u Pinokia – roześmiała się Krysia.

– Dziś jest niedziela. Tego dnia listonosz nie pracuje – wyjaśniłem spokojnie.

– Dobra... to ja...– Waldek spuścił wzrok i zrobił się cały czerwony ze wstydu. – Chciałem tylko sprawdzić, czy rolki Kuby naprawdę są zaczarowane, a potem bym je oddał.

– Trzeba było poprosić, to bym ci pożyczył – odparł Kuba.

– Przepraszam... – powiedział cicho Waldek – zaraz pobiegnę do domu i przyniosę twoje rolki.

Kuba był szczęśliwy, że odzyskał swoją własność. A my myśleliśmy, że to koniec zagadek na dzisiaj, ale bardzo się pomyliliśmy. Nieomal w tym samym momencie, w którym Kuba zakładał rolki, rozległ się dziki okrzyk. To Staś tak krzyczał.

– Zobaczcie, co znalazłem!

Wszyscy