Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Podwójne życie lady Marryn ebook

Nicola Cornick

3 (18)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Podwójne życie lady Marryn - Nicola Cornick

Lady Marryn Fenner prowadzi podwójne życie. Za dnia udziela się na balach charytatywnych, a nocą jest detektywem. Na jednym z przyjęć spotyka Garricka Northeska, księcia Farne, który przed laty zabił w pojedynku jej brata. Marryn postanawia publicznie skompromitować księcia. W tym celu musi jednak przeprowadzić śledztwo, by dowieść, że pojedynek nie był uczciwy.

Rozpoczyna się gra, której rezultatu nikt nie może przewidzieć…

Opinie o ebooku Podwójne życie lady Marryn - Nicola Cornick

Fragment ebooka Podwójne życie lady Marryn - Nicola Cornick

Nicola Cornick

Podwójne życie lady Marryn

Tłumaczenie: Krzysztof

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Londyn, 1814 r., listopad

– Nie oczekiwaliśmy Waszej Wysokości – powiedział kamerdyner.

Garrick Northesk, książę Farne, zamarł na chwilę z palcami na trokach podróżnego płaszcza. Wielkie krople deszczu lśniły w mdłym świetle kandelabrów, a następnie opadały na marmurową podłogę holu.

– Mnie także miło cię widzieć, Pointer – stwierdził wreszcie.

Na twarzy kamerdynera nie drgnął ani jeden muskuł. Najwyraźniej zmarły ojciec księcia nie miał zwyczaju żartować ze służbą. Jakżeby inaczej?! Osiemnasty książę Farne zasłynął na różnych polach, ale z pewnością nie było to poczucie humoru.

– Nie mieliśmy czasu, żeby przygotować komnatę Waszej Książęcej Mości – ciągnął Pointer. – Braknie nam też pożywienia. Dostałem wiadomość o przyjeździe milorda zaledwie parę godzin temu i nie zdołałem wydać odpowiednich dyspozycji. – Wskazał zakurzone lustra i pokryte pokrowcami meble. – Dom był zamknięty, nie zdążyliśmy nawet posprzątać.

Cóż, taka była prawda. Wystarczyło spojrzeć na zwisające ze świeczników pajęczyny czy kurz z londyńskich ulic snujący się po podłodze. Garrick zdjął płaszcz i przeszedł dalej. W jednym z kandelabrów płonęły tylko dwie świece, a meble w pokrowcach rzucały długie cienie, przez co wszystko wokół prezentowało się ponuro i tajemniczo. Do tego panował przenikliwy ziąb, więc książę pożałował, że zdjął płaszcz.

– Na dzisiaj niczego nie potrzebuję, tylko świecę, by dotrzeć do łóżka, i trochę gorącej wody.

– Wasza Wysokość nie ma bagażu? – Pointer pokręcił z dezaprobatą głową.

– Jedzie za mną. – Żaden powóz nie wytrzymałby szaleńczego tempa Garricka.

– A lokaj Waszej Książęcej Mości?

– Gage też będzie później. – Wziął świecę i zostawił miotającego się niczym wielka ćma Pointera w holu.

Był potwornie zmęczony, od całodniowej jazdy bolały go wszystkie kości. Zaledwie pięć dni wcześniej pochował ojca w grobowcu rodzinnym w Farne House na zachodnim wybrzeżu Irlandii. Oczywiście stary chciał koniecznie leżeć właśnie tam, gdzie najtrudniej było dojechać rodzinie. Pogrzeb odbył się z wielką pompą, co również wynikało z ostatniej woli zmarłego. Za życia jednak nie dbał o Farne House. Uważał te piękne okolice za barbarzyńskie, a mieszkających tam ludzi za głupków.

Nic więc dziwnego, że na uroczystości pojawiło się niewiele osób spoza najbliższej rodziny. Ci, którzy przybyli, najpewniej chcieli zobaczyć na własne oczy, że stary diabeł nie żyje. Cóż, kryptę zamurowano tak szczelnie, że nawet osiemnasty książę nie zdołałby jej przeniknąć, gdyby nagle wstał z grobu.

Teraz to Garrick był księciem Farne’em, a w dodatku nie miał następcy.

I tak miało pozostać.

Pierwsze małżeństwo okazało się tak wielką katastrofą, że nie zamierzał decydować się na drugie.

Przystanął w połowie schodów prowadzących na pierwsze piętro. Pięknie wyłożone drewnem stopnie pokrywał brud. Na eleganckich, kutych z żelaza balustradach dostrzegł znajome pajęczyny. Dom przypominał grobowiec, co znakomicie korelowało z ogólną sytuacją.

Jego ojciec, osiemnasty książę, był wściekły, że musi umierać w tak nieodpowiednim czasie. Udało mu się zrealizować tylko część planów, kiedy nagle okazało się, że jest śmiertelnie chory. Garrick odziedziczył po nim nie tylko to mauzoleum, ale również dwadzieścia sześć innych domów w dziesięciu różnych hrabstwach, jak i olbrzymi majątek. To było za dużo dla jednej osoby.

Odruchowo otworzył drzwi do szóstej sypialni po lewej stronie w korytarzu, który wydawał się ciągnąć w nieskończoność. Kiedy tu się czasami zatrzymywał, zawsze wybierał ten pokój. Był mniejszy od pozostałych, chociaż równie mało przytulny. Farne House zaprojektowano tak, by robił wrażenie, a nie służył wygodzie mieszkańców. Mógłby się tu zagubić nawet spory oddział wojska.

W kominku nie było drew, z wnętrza wionęło chłodem, ale w powietrzu unosił się zapach dymu, jakby ktoś niedawno zgasił świece, a na podłodze leżał egzemplarz „Mansfield Park” Jane Austen. Garrick odruchowo podniósł go i położył na stoliku.

Ktoś zapukał do drzwi. Była to pokojówka z gorącą wodą. Pointer mógł mieć swoje wady, ale najwyraźniej zrobił wszystko, by zgromadzić tu trochę służby.

Dziewczyna postawiła ostrożnie dzban na umywalce, a następnie popatrzyła na księcia spłoszonym wzrokiem. Dygnęła przestraszona, kiedy podziękował, i oddaliła się pośpiesznie. Być może bała się, że będzie się wobec niej zachowywał jak poprzedni pan. Krążyły wieści, że osiemnasty książę posuwał się do gwałtów na młodych służących, potrafił też je uderzyć czy kopnąć, tak jak kopał swoje psy. Garrick poczuł obrzydzenie na samą myśl o tym.

Z westchnieniem ulgi zdjął buty. Na szczęście nie był dandysem i nie potrzebował do tego lokaja. Lubił dobrze wyprawioną skórę, ale dbał też o wygodę, by nie musieć zdzierać obuwia siłą. Nie trzeba mu też było pomagać przy zdejmowaniu surduta, a także potrafił zawiązać fular. Po pierwsze, zawsze uważał, że to mało praktyczne dawać się ubierać i rozbierać jak dziecko albo kaleka. A po drugie, przez wiele lat podróżował po krajach i miejscach, gdzie z pewnością nie pojechałby nawet najbardziej oddany lokaj.

Zmył podróżny brud, tęsknie myśląc o kąpieli, która przyniosłaby ulgę znużonemu ciału, nie chciał jednak o tak późnej porze absorbować służby. Jutro czekało go mnóstwo mozolnej pracy, gdyż musiał się zająć sprawami ojca. Taki spoczywał na nim obowiązek. Powszechnie uważano książęcy tytuł za przywilej, jednak dla Garricka w pierwszym rzędzie był potwornym obciążeniem. Nie zamierzał jednak przerzucać go na inne barki. Wiedział, co do niego należy. Na razie jednak musiał się wyspać.

Na szafce przy łóżku stała karafka. Mając nadzieję, że się rozgrzeje, nalał do kieliszka brandy i zaraz się skrzywił, bo miał wrażenie, że alkohol wypali mu gardło i żołądek. Cóż, był na czczo od co najmniej doby. Nieważne. Powtórnie napełnił kieliszek i wypił do dna, i znów powtórzył kolejkę. Zmęczenie i brandy sprawiły, że zaczęło mu się kręcić w głowie, ale teraz przynajmniej wiedział, że zaśnie, gdy tylko zlegnie na łóżku.

Obawiał się, że pościel będzie wilgotna, ale nie, była sucha, choć dosyć chłodna. Z westchnieniem ulgi wśliznął się pod kołdrę i ułożył głowę na miękkiej, wypełnionej gęsim puchem poduszce. Poczuł słodki zapach ogrodu, w którym rosły dzwonki i kapryfolium. Poczuł też, jak wypełnia go ciepło, budząc dziwne, niechciane tęsknoty. Miał wrażenie, że dotyk jedwabnej poszewki przypomina pieszczotę kochanki. Było to kuszące i pełne erotyzmu. Podniecenie wypełniło całe jego ciało.

To tylko sen, pomyślał. Senna fantazja.

Garrick chrząknął i przewrócił się na bok, próbując odpędzić zmory. Tyle razy mu się to udawało, ale teraz było inaczej. Był coraz bardziej podniecony i nie potrafił sobie z tym poradzić. Znowu leżał na plecach, oddychając ciężko i czując w nozdrzach obezwładniający zapach kwiatów. Gdyby nie było to tak niedorzeczne, uznałby, że niedawno spała tu rusałka.

Oczywiście wiedział, że to omam, nic więcej. Był zmęczony i się upił, a w dodatku od dawna nie miał kobiety, więc podświadomie marzył o tym wszystkim, czego się wyrzekł.

Przed ślubem folgował sobie bez umiaru, bywał nawet prawdziwym łajdakiem, a i po śmierci żony na jakiś czas powrócił do takiego życia. Szukał zapomnienia i ucieczki w łatwych podbojach, nic mu to jednak nie dało. Obecnie żył jak mnich, więc był narażony na różne niespodzianki.

W towarzystwie dużo o nim plotkowano, i to od dawna, ale nauczył się nie zwracać na to uwagi.

Garrick Farne, morderca, który zabił najlepszego przyjaciela, kochanka swojej żony.

Od tego czasu minęło już dwanaście lat, ale nadal nie potrafił o tym myśleć bez drżenia serca i poczucia winy. Tak zresztą powinno być. Kara musi boleć.

Ponownie obrócił się na bok, by zdmuchnąć świecę, i spojrzał na książkę. Oprawę miała ciemnoczerwoną ze złoconymi, ozdobnymi literami. Obok dostrzegł binokle. Dziwne, pomyślał Garrick. Czyżby Pointer korzystał z tego pokoju, by sobie poczytać? Nie, to niemożliwe. Stary lokaj z pewnością nie korzystałby z pokoju państwa, a tak w ogóle potępiłby czytanie jako bezużyteczne zajęcie.

Garrick wziął książkę do ręki i spojrzał na pierwszą stronę. U góry znajdowały się splecione inicjały MF, a kartki pachniały kwiatami, podobnie jak pościel. Odłożył książkę i pomyślał, że powinien poszukać pod łóżkiem albo w szafie kogoś, kto się tu ukrył, jednak był na to zbyt zmęczony. Zajmie się tym następnego dnia, a na razie chce tylko spać i zapomnieć o ojcu i wszystkich możliwych podglądaczach.

Właśnie zamknął oczy, nie gasząc nawet świecy, gdy usłyszał skrzypienie drzwi, choć wcześniej nikt nie zastukał. Gdy uniósł powieki, ujrzał wcielenie wszelkiego piękna. Młoda dama była prawdziwym uosobieniem elegancji i erotyzmu, poczynając od ciemnych loków, a na satynowych trzewikach kończąc. Książę aż usiadł w łóżku.

– Harriet? Skąd tu się wzięłaś?! – Senne marzenie wprawiły go w stan podniecenia, a teraz to... Nie, tylko nie to! – I co, do diabła, tu robisz? – krzyknął zarazem zdumiony, jak i rozzłoszczony.

Ostatnio widział Harriet Knight pięć dni wcześniej na pogrzebie ojca. Była spowita w czerń od stóp do głów, a nie roznegliżowana jak w tej chwili. Cóż, mogło mu się tylko wydawać, że dotrze do Londynu przed resztą rodziny. Okazało się, że Harriet, nad którą kuratelę sprawował jego zmarły ojciec, szybciej tu dotarła. A teraz stała przed nim w rozchylonym szlafroku, który ukazywał kształtne piersi i hojne biodra. Szok i zmęczenie sprawiły, że zaczęło mu się kręcić w głowie. Wiedział, że Harriet jest kokietką, może nawet kimś gorszym, ale żeby posunęła się do czegoś takiego?!

– Garrick, kochanie – powiedziała zmysłowym głosem. – Przyszłam, żeby powitać nowego księcia.

Wiedział, że chce być księżną, zresztą nawet się z tym nie kryła, jednak wcześniej nie uciekała się aż do takich metod.

Gdy podeszła do łóżka, poczuł odurzający zapach jej perfum, który zagłuszył delikatny kwiatowy zapach dzwonków i sprawił, że książę omal nie opadł na poduszkę.

– Czy to Pointer cię tu wpuścił? W środku nocy? W dodatku w takim stroju!

– Co za głupie pytania... – Szlafrok zsunął się z ramion, Harriet przysiadła naga na brzegu łóżka. Nie był to najszczęśliwszy moment na rozmowę o dobrych manierach, do tego Garrick czuł się nie tylko pijany, ale i zagubiony. Natomiast Harriet nie próżnowała. Otarła się nagą piersią o jego ramię, a on poruszył się niespokojnie. W głowie mu się mieszało. Był zmęczony, miał wrażenie, że patrzy na tę scenę gdzieś z daleka. Pragnął kobiety, ale akurat nie tej, na pewno nie tej. Takiej, która byłaby tylko zjawą lub sennym marzeniem. Jednak Harriet istniała w realnym świecie, w dodatku miała imponujące piersi.

No i zbyt mocno pragnęła zostać księżną, co stanowiło ogromne zagrożenie. Gdy Garrick zdecydowanie odsunął się od niej, niezrażona znów do niego przylgnęła.

– Gdzie twoja przyzwoitka? – spytał, bo nic lepszego nie przyszło mu do głowy. – Z pewnością pani Roach nigdy by nie pozwoliła...

– Poślę po nią, jeśli masz ochotę na nas obie. – Oczy jej zalśniły niczym piekielnemu kotu. – Kochanie, powinniśmy uczcić to, że zostałeś księciem.

– Śmierć to niezbyt dobry powód do świętowania. – Znów zakręciło mu się w głowie. – Nie, Harriet...

– Wręcz przeciwnie. – Usiadła na nim okrakiem. – Wszyscy cieszymy się, że umarł. Po co udawać? A teraz możemy to uczcić tylko we dwoje. – Gdy wsunęła dłoń pod kołdrę, wyczuła, że Garrick jest podniecony. – Och, jak dobrze, widzę, że już zacząłeś radosne obchody. – Poruszyła się na nim, po czym przylgnęła do jego ust. – Brandy – mruknęła. – Pyszna.

Garrick z kolei poczuł w ustach kwaśny smak. Miał takie wrażenie, jakby ktoś dusił go poduszką. Sapnął w gniewnym proteście, jednak Harriet odebrała to jako zachętę. Zaczęła wodzić rękami po jego nagiej piersi, całując coraz gwałtowniej i ściskając mocniej udami.

Wiedział, że zaraz wślizgnie się pod kołdrę i przylgnie do niego, a wtedy...

A wtedy rozgorzeje kolejny wielki skandal, Harriet Knight zostanie księżną Farne, a jego życie ponownie legnie w gruzach.

Jedną niewierną żonę można potraktować jako nieszczęśliwe zrządzenie losu, jednak gdy w taki sposób doświadczony mężczyzna powiedzie do ołtarza następną latawicę czy też, mówiąc inaczej, kobietę nowoczesną, solidnie zasłużyłby na miano skończonego głupca. Nie potrzebował żony wyzwolonej, hołdującej tym wszystkim obyczajowym nowinkom. Och, w ogóle nie potrzebował żony!

Nagle poczuł, że sen mu przeszedł i jest zupełnie trzeźwy. Mógł pragnąć Harriet – przecież ciało rządziło się tylko impulsem – ale został mu jeszcze mózg! Garrickowi do cna obrzydło zwykłe spółkowanie bez uczuć czy choćby ulotnej sympatii, i nie miał też zamiaru dać się w ten sposób złapać.

– Nie! – Chwycił ją za ramię i mocno odepchnął. Zachwiała się, pisnęła i spadła z łóżka. – Jesteś dla mnie zbyt łaskawa. – Wstał i podniósł szlafrok Harriet. – Wiem, że potrzebujesz pociechy po śmierci drogiego opiekuna i czuję się zaszczycony, że chciałaś mi ofiarować dziewictwo. – Niech mi Bóg wybaczy te kłamstwa, pomyślał. – Nie mogę jednak przyjąć takiej ofiary.

Okrył Harriet półprzezroczystym materiałem i pchnął w kierunku drzwi.

Popatrzyła na niego mściwie i rzuciła wściekle:

– Powiem pani Roach, powiem mamie, powiem wszystkim, że mnie uwiodłeś!

– Nie sądzę – odparł chłodno.

Gdy wpatrywała się w niego gorejącymi ze złości oczami, pomyślał, co tak naprawdę zobaczyła. Mężczyznę, któremu w ogóle na niej nie zależy? I który ma za nic jej groźby?

Chyba tak, bo w jej oczach mignął strach, zaraz jednak wybuchła:

– Ty... Ty... Niech cię wszyscy diabli!

– Jak sobie życzysz. – Garrick wzruszył ramionami.

Obróciła się na pięcie i wypadła z komnaty, w której znowu zapanowała cisza.

Jednak nie na długo, bo spod łóżka, na którym znużony Garrick wyciągnął się wygodnie, rozległo się głośne kichnięcie.

Lady Merryn Fenner leżała uwięziona pod łóżkiem co najmniej od pół godziny. Policzek miała przyciśnięty do zakurzonej podłogi, bała się poruszyć. W czasie krótkiej, lecz bogatej kariery w biurze detektywa Toma Bradshawa, nigdy jeszcze nie znalazła się w podobnej sytuacji. Nikt też nigdy nie złapał jej na gorącym uczynku.

Czytała właśnie, kiedy usłyszała kroki na korytarzu i miała zaledwie parę sekund na to, by się ukryć. Liczyła na to, że ucieknie, kiedy książę zaśnie, jednak pojawiła się jakaś kobieta. Merryn słyszała jej gardłowy głos, widziała opadający szlafroczek, a potem poczuła, jak ugina się materac, i zrozumiała, że właśnie odbiera lekcję w nieznanej jej sferze życia.

Właśnie wtedy przylgnęła policzkiem do podłogi i kurczowo zamknęła oczy. Zatkała też uszy, mając nadzieję, że wszystko potoczy się migiem, a kochankowie zasną wyczerpani tym, co zaraz uczynią. Jednak docierały do niej jakieś dźwięki, przez materac odczuwała też ruchy, i przez to wszystko zrobiło jej się gorąco. Z zawstydzenia? Z pewnością, ale nie tylko. Jak miałaby zdefiniować te emocje? Nie potrafiła. Wiedziała jedno: owe emocje były dla niej całkiem nowe i bardzo niepokojące. Bo jakże to tak? Przecież nagle ubranie zdało się jej więzieniem, krępującymi pętami, i zapragnęła wyślizgnąć się z niego jak z ciasnego kokonu. Dziwne, doprawdy dziwne.

A potem wciągnęła do nosa odrobinę pajęczyny i chociaż przez jakiś czas dzielnie walczyła, i tak w końcu musiała kichnąć.

Dobry Boże, co teraz będzie? – myślała spanikowana. Na pewno mnie usłyszeli!

Po chwili ktoś wywlókł ją za ramię spod łóżka, a następnie bez cienia uszanowania brutalnie postawił na nogi. Merryn wyprostowała się więc na pełną wysokość pięciu stóp, ale i tak zabrakło jej jeszcze co najmniej stopy, by spojrzeć z góry na prześladowcę. W dodatku łzawiły jej oczy.

Jak wyjaśnić tę sytuację? – myślała gorączkowo. Nie, jakiekolwiek wyjaśnienia nie mają żadnego sensu. Więc jak stąd uciec?

– Mam wrażenie, że moja sypialnia nagle stała się bardzo popularna – oznajmił prześladowca.

Och, znała go doskonale. Był to Garrick Farne, najlepszy przyjaciel jej brata Stephena. I jego zabójca.

Merryn wydało się wprost nieprawdopodobne, że kiedyś podkochiwała się w Garricku, taka jednak była, prawda. Traktowała go jak boga, kogoś z innego świata. Sama żyła skromnie wraz z siostrami i pochłaniała wszelkie dostępne książki, a już szczególnie uczone traktaty, całkiem niewłaściwe jak na jej wiek i płeć, jednak cały realny świat Merryn tak naprawdę ograniczał się do wioski Fenridge i najbliższych okolic. Natomiast Garrick, podobnie jak jej brat, studiował w Oksfordzie, hulał w londyńskich kasynach i jak głosiła fama, żył w grzechu. Ona jednak słuchała opowieści o nim z wypiekami na twarzy. Miała wtedy trzynaście lat, a najdalszą podróż odbyła do Bath.

Oczywiście Garrick w ogóle jej nie zauważał, ale co się dziwić, skoro miała dwie piękne starsze siostry, na które wszyscy zwracali uwagę. Poza tym był od dziecka zaręczony z Kitty Scott, córką przyjaciela i politycznego sojusznika jego ojca. Ślub był tylko kwestią czasu... No i Kitty los również obdarzył wielką urodą, dlatego też Stephen się w niej zakochał.

Wstręt, nienawiść, oburzenie, to teraz czuła. Garrick Farne stał się u Fennerów synonimem wszelkiego zła. Nie tylko zabił jej brata, ale i zrujnował życie całej rodzinie. Kiedy przebywał na wygnaniu za granicą, wyrzuciła z pamięci, czy też raczej stłumiła wspomnienia z tamtego lata, jednak gdy Garrick Farne wrócił przed ponad rokiem, wciąż o nim myślała, co wręcz przypominało obsesję. Dodatkowo zabolało, że powitano go jak od dawna wyczekiwanego bohatera, a od śmierci ojca w londyńskich salonach jest uznawany za znakomitą partię.

Natomiast o jej bracie całkiem zapomniano, jakby nigdy nie chodził po tym świecie. Do tego nie zostały po nim żadne pamiątki, ponieważ po śmierci ojca wszystko pochłonęły długi. Posiadłości Fennerów rozpłynęły się we mgle, resztki hrabiowskiego majątku rozprzedano, zaś Garrick Farne stał się bogaty, sławny i utytułowany. A co najważniejsze, wciąż był żywy. Jego powrót obudził w Merryn bolesne wspomnienia i żale, rozjątrzył uśpioną przez lata nienawiść.

Przeciągnęła dłonią po załzawionych oczach i rozejrzała się wokół, szukając kochanki Garricka, lecz jedynym wspomnieniem po niej był intensywny, ciężki zapach perfum. Zostali więc sami.

– O, poszła – rzuciła trochę bezmyślnie.

– Owszem. – Garrick skinął głową. – A raczej ją wyrzuciłem. Nie było słychać pod łóżkiem? – spytał ze złośliwym uśmieszkiem.

– Zatkałam uszy, nic nie słyszałam – odparła szybko. – Ale najgorszy był ten ruchomy materac.

– Proszę o wybaczenie – rzekł z przesadną rewerencją. – Gdybym wiedział, że tam się pani schroniła, szybciej bym się pozbył... tej osoby. – Patrzył na nią z kpiącym błyskiem w oku, odnotowując zabrudzony policzek i pajęczyny na włosach.

– Pod pańskim łóżkiem pewnie od roku nikt nie sprzątał – stwierdziła z pretensją w głosie.

– Znów więc muszę przeprosić. – Teraz już wręcz się kajał. – Następnym razem zadbam o pani komfort, nakażę służbie nie żałować mioteł i ścierek.

– Będę zobowiązana. – Skinęła głową, udając, że nie dostrzega tak jawnej ironii.

Dlaczego rozmawiamy w ten sposób? – pomyślała zdumiona. Wszystko było nie tak, całkiem inaczej wyobrażała sobie spotkanie z księciem Farne.

Popatrzyła na niego z ukosa. Prawdę mówiąc, nie wyobrażała sobie żadnego spotkania, a w każdym razie ani nie tu, ani nie teraz. Sądziła, że ma dużo czasu, zanim Garrick dotrze z Irlandii. W końcu niecały tydzień temu pochował ojca, była więc przekonana, że jeszcze przez jakiś czas dom będzie pusty.

Garrick stał między nią a drzwiami. Wydawał jej się naprawdę wielki nie tylko dlatego, że była mikrego wzrostu. Musiał mierzyć co najmniej sześć stóp, miał olbrzymie bary i wielkie muskuły. Widziała je dokładnie, gdyż był bez koszuli.

Z ulgą pomyślała, że przynajmniej miał na sobie spodnie, a przecież po spotkaniu z kochanką mógł pozostać nagi. Aż zakręciło jej się w głowie na tę myśl, ale to był dopiero początek, bo wyobraźnia pracowała intensywnie. Wreszcie przez wizję nagiego Garricka przedarły się słowa:

– Nic pani nie jest?

– Nie, nic. – Uważnie popatrzyła na księcia. Miał brązowe oczy i ciemne, ściągnięte brwi. Mocno zaznaczona szczęka i wysokie kości policzkowe sprawiały, że wyglądał na nieprzystępnego i zimnego, do tego patrzył na nią wrogo. Ale poza tym cały był ze złota. Miał jasnozłotą skórę, którą na piersi pokrywały ciemnozłote, schodzące w dół włosy.

Merryn nigdy jeszcze nie widziała rozebranego mężczyzny, a gdy wreszcie tak się stało, uznała ten widok za fascynujący. Zapragnęła dotknąć księcia, nawet wyciągnęła dłoń... i poczerwieniała gwałtownie. Miała tylko nadzieję, że kurz i pajęczyny ukryją jej zażenowanie. Musiała też sobie przypomnieć, jak bardzo nienawidzi Garricka Farne’a.

– W takim razie proszę nie kazać mi czekać, tylko wyjaśnić swoją obecność w tym domu i w tym pokoju – powiedział tak ostrym tonem, że aż podskoczyła.

Wiedziała, że musi jak najszybciej stąd zniknąć, bo książę sprawia wrażenie człowieka nieobliczalnego. Nie mogła mu oczywiście powiedzieć, że zamierzała przeszukać całą rezydencję, a wymyślenie ad hoc czegoś sensownego się nie powiodło. A może mam wyjawić, co odkryłam trzy tygodnie temu? – pomyślała gorzko, bo wiedziała, że wtedy z całą pewnością nie wyszłaby stąd żywa. Otóż książę skłamał, gdy relacjonował śmierć jej brata, więc Merryn zamierza dociec prawdy, a w konsekwencji posłać Garricka Farne’a na szubienicę.

Pozostało jej jedno: uśpić jego czujność.

– Co takiego? Nie wiedziałam, że mam coś wyjaśniać – oznajmiła z głupia frant.

Gdy Garrick zaśmiał się ponuro, wręcz sardonicznie, poczuła dziwne ciarki. To objaw niechęci, pomyślała. Nienawiści.

– Droga pani, to przecież oczywiste, że oczekuję wyjaśnień... – Urwał gwałtownie, przyglądając jej się przenikliwie. – A może powinienem powiedzieć: dziewczyno? Nie wygląda pani zbyt dojrzale.

Zanim zdążyła się cofnąć, palcami wytarł kurz z jej policzka i strzepnął pajęczyny z włosów. Jego dotyk był łagodny. Merryn ponownie zadrżała, jednak w końcu cofnęła się nieco.

– Mam dwadzieścia pięć lat – oznajmiła z godnością, już zła na siebie, że wyjawia mu prawdę. I tak w ogóle po co z nim rozmawia? – Nie jestem podlotkiem.

– Więc tym bardziej powinna pani odpowiadać za swoje czyny.

Znowu nastąpił ten niepokojący uśmiech, który sprawiał, że atakowały ją niepojęte emocje. Muszę się skoncentrować i uciec stąd! – nakazała sobie, po czym powiedziała:

– No tak, pewnie dla pana to dziwne, że się tu znalazłam.

– Niezmiernie, dlatego ze zniecierpliwieniem czekam, jak się pani wytłumaczy.

– Cóż... – Jakoś nic nie chciało jej przyjść do głowy. Nigdy też się nie musiała tłumaczyć, gdyż ludzie jej nie zauważali. Do perfekcji opanowała sztukę, by wydawać się niepozorną i kompletnie nieważną osobą. – Myślałam, że dom jest pusty, a potrzebowałam miejsca na nocleg.

Była to częściowa prawda. Rzeczywiście tu spała, by nie tracić czasu. Szukała czegoś, co rzuciłoby nowe światło na okoliczności śmierci brata. Najpierw zdarzyło się to przypadkowo. Zasnęła w fotelu w bibliotece i obudziła parę godzin później, zdziwiona i rozbawiona, że nie została przyłapana. Oczywiście wiedziała, że ktoś ze służby mieszka w tym domu, ale nikt jej nie niepokoił. Po prostu nie zauważono jej obecności. Farne House to olbrzymia rezydencja, a od kiedy książę zachorował w Irlandii, tak naprawdę nikt się nią nie zajmował. Uznała więc, że może się tu zatrzymać, przez co poszukiwania staną się łatwiejsze. Miało to zresztą pewien uboczny skutek, a mianowicie jeszcze bardziej znienawidziła Garricka Farne’a, mieszkając bowiem w książęcej rezydencji, wszędzie wyczuwała jego obecność...

– Wtargnęła tu pani, bo nie ma gdzie spać?- spytał, marszcząc brwi.

– Tak. – Merryn wiedziała, że to bardzo prawdopodobna historia. W Londynie pełno było opuszczonych domów i wszyscy wiedzieli, że gnieżdżą się w nich bezdomni. Większość oczywiście wolała zadaszony Fleet Market czy dawne fabryki przy Dyott Street, ale odważniejsi włamywali się do domów arystokratów. Niektóre z nich w ogóle były nieużywane, a część zamieszkała tylko w sezonie.

Garrick nie wyglądał na przekonanego. Zbliżył się do Merryn i położył dłoń na jej barku. Drgnęła, ale dotykał jedynie materiału, z którego zrobiono jej suknię. Niestety, kurz nie był w stanie ukryć jakości wełny.

– Dobry pomysł – powiedział wyraźnie rozbawiony. – Jednak bezdomni nie noszą takich strojów.

Cóż, musiała przyznać, że jest bystry.

– Ukradłam tę suknię. – Nagle okazało się, że dysponuje znacznie bogatszą wyobraźnią, niż jej się wydawało. – Suszyła się na sznurku.

– Tak, oczywiście... – Pokiwał w zamyśleniu głową. – Potrafi pani świetnie kłamać.

– Ależ... – Zamilkła. Nie dał się zwieść, ale przynajmniej to było dobre, że odsunął się trochę od drzwi.

– Kim pani jest? I dlaczego tu pani przyszła?

– Tego nie mogę powiedzieć. – Postanowiła już więcej nie zmyślać.

– Nie może pani? A może nie chce? – Przyglądał się jej bacznie.

Miała wrażenie, że lada chwila domyśli się prawdy. Znów zakręciło jej się w głowie. Musiała się skupić. Od drzwi dzieliły ją zaledwie trzy kroki.

– Nie chcę. W ogóle nie chcę z panem rozmawiać.

– Jednak nie może pani odmówić.

– To trzeba by jeszcze ustalić.

– Chce pani jeszcze coś ustalać? – Parsknął śmiechem.

– Nie, chcę wyjść.

– Powinienem kazać panią odprowadzić na Bow Street pod zarzutem włamania.

– Ale i tak nie uzyskałby pan żadnego wyjaśnienia.

– Słuszna uwaga. – W jego oczach zalśniły iskierki rozbawienia. – Muszę więc panią zatrzymać, aż usłyszę stosowne wyjaśnienia.

Merryn rozejrzała się dookoła. Czyżby chciał ją uwięzić w tej sypialni? Czekało tu na nią wielkie łoże. Jeszcze pamiętała gładkość i przyjemny dotyk pościeli. Przez moment wyobraziła sobie, że leży tu naga wraz z Garrickiem i znowu zrobiło jej się gorąco. Zobaczyła dłoń, która pieści jej nagi brzuch... Z trudem oderwała wzrok od łóżka i spojrzała na Garricka.

– Będzie pani mogła przeczytać całą książkę. – Podał jej „Mansfield Park”.

– Dziękuję. – Wyciągnęła dłoń.

Garrick musiał postąpić krok w jej stronę, ich palce niemal się zetknęły na czerwonej okładce. Przypomniała sobie, jak dotykał jej policzków, i przymknęła na chwilę oczy.

Książę zrobił jeszcze krok w jej stronę, więc stali bardzo blisko siebie. Garrick spojrzał na nią groźnie, a następnie pochylił się w jej stronę i... powąchał. Zrobił to delikatnie, jakby była kwiatem.

– Dzwonki – mruknął, a potem znowu powąchał. Na jego twarzy malował się wyraz niepomiernego zdziwienia, a oczy mu pociemniały. – Spała pani w moim łóżku?

– Ja... – Zaschło jej w ustach, nie wiedziała, co powiedzieć. – Tak, spałam. – Oblizała usta i poczuła kurz.

Garrick przywarł wzrokiem do jej warg. Patrzył na nią tak, że jeszcze mocniej zaczęło ją ssać w żołądku.

– Co za niezwykła bliskość – szepnął.

Nikt jeszcze jej nie pocałował, ale czuła, że właśnie to nastąpi za chwilę. Żar, który płonął w oczach księcia sprawiał, że nie mogła się ruszyć. Serce waliło jej jak młot.

Leciutko musnął wargami jej usta i ten delikatny dotyk obudził w niej gwałtowne pragnienie, całą Merryn wypełniła dziwna tęsknota. Bezwiednie rozchyliła wargi... i westchnęła przerażona.

Garrick cofnął się zaskoczony, a Merryn wyrwała „Mansfield Park” i uderzyła go w głowę. Garrick zaklął. Grzbiet książki był nadwątlony i kartki posypały się niczym konfetti, więc przez chwilę nic nie widział. Merryn skoczyła do drzwi i wypadła na korytarz. Klucz tkwił w zamku od zewnątrz. Przekręciła go, a następnie pobiegła przed siebie.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Jak sądzisz, Pointer, czy łatwo włamać się do Farne House? – spytał następnego dnia rano Garrick, kiedy już rozsiadł się przy biurku ojca. – Czy często miewamy tu intruzów?

– Ależ Wasza Książęca Mość! – Służący nie zdołał ukryć niepokoju.

– Pytam, bo wczoraj przyłapałem w mojej sypialni pewną dziwną kobietę.

– Lady Harriet...

– A tak. – Garrick wydał już polecenie, by odesłano Harriet i jej przyzwoitkę na wieś, do księżnej wdowy. Ponieważ dom był pogrążony w żałobie, uznał to za dostateczną karę dla małej rozpustnicy. – Lepiej nie wspominaj o niej przy mnie, Pointer.

– Wedle życzenia, milordzie. – Lokaj pochylił lekko głowę. – Próbowałem ją powstrzymać, ale że była pod opieką zmarłego księcia, więc mogła tu robić, co chciała.

– Tak, oczywiście. Lady Harriet potrafi być bardzo przekonująca. Chodzi mi jednak o tę drugą kobietę. – Garrick nie bardzo wiedział, co jeszcze mógłby o niej powiedzieć?

„Znalazłem pod łóżkiem kobietę. Jest niewysoka, ma niebieskie oczy, które lśnią jak agaty, i jasne, jedwabiste włosy. Pachnie dzwonkami. Kiedy ją pocałowałem, poczułem smak kurzu i niewinności. I nigdy nie pragnąłem bardziej żadnej kobiety...”.

Oczywiście nie zamierzał się dzielić z Pointerem tymi spostrzeżeniami. Takie fantazje nie przystoją księciu, który powinien zająć się swoimi obowiązkami. Mimo to coś w nim drgnęło na myśl o tajemniczej pannie, o jej ustach i westchnieniu, które dotarło do jego uszu, kiedy ich usta ledwie się zetknęły. Tak bardzo pragnął wziąć ją w ramiona, a rozesłane łóżko wyglądało bardzo kusząco. Znów ogarnęło go pożądanie.

Piekło i szatani!

Gdy Pointer chrząknął, Garrick aż podskoczył na swoim miejscu.

– Wasza Książęca Mość...

– Tak?

– Być może to któraś z pokojówek – rzekł niepewnie lokaj. – Poproszę gospodynię, by przekazała dziewczętom, żeby nie niepokoiły Waszej Wysokości.

– Dziękuję, Pointer. – Doskonale wiedział, że nieznajoma nie była służącą. Suknię miała bardzo pospolitą, ale wykonaną ze świetnego materiału, poza tym mówiła i zachowywała się jak dama. Rano znalazł inne ślady jej bytności. W kominku znajdowały się pozostałości spalonego listu, a na toalecie resztki cukierka owiniętego w kolorowy papierek, co wręcz go rozczuliło. Odnalazł też pewne, niewymienialne z nazwy, elementy jej garderoby, co sprawiło, że zaczął się zastanawiać, jak długo tajemnicza lokatorka mieszkała w jego domu. Ponieważ Pointer wciąż stał przy biurku, powiedział: – A wracając do mojego pierwszego pytania, czy dom jest bezpieczny?

– Sprawdzę, Wasza Książęca Mość – odparł z wyczuwalną urazą. – Jeśli milord nie ma nic innego dla mnie, to mogę nawet w tej chwili...

Garrick wiedział, że śmiertelnie go obraził. Już wcześniej zaiskrzyło między nimi. Gdy Pointer zaproponował, że pójdzie do agencji i zatrudni odpowiednich służących do rezydencji, Garrick odparł, że nie zamierza korzystać z Farne House. Wtedy Pointer nie wytrzymał i wychodząc z roli wzorowego sługi, wyrzucił z siebie gwałtownie:

– Ależ... ależ Wasza Wysokość! Farne House to... że się tak wyrażę... statek flagowy rodu! Świadczy o książęcej pozycji milorda. Jest... że tak powiem... klejnotem w koronie Farne’ów!

– A poza tym jest stary, wielki, brzydki i kosztowny – skomentował Garrick. – Nie zależy mi na nim. Nie mam zamiaru przyjmować gości, brak mi też żony, która by o niego dbała. Jak tylko załatwię wszystkie sprawy ojca, wrócę na Charles Street.

– Charles Street! – powtórzył Pointer z taką miną, jakby usłyszał, że Garrick będzie spał pod mostem. – Taki dom jest dobry dla markiza Northeska, ale nie dla księcia. Wasza Wysokość musi dbać o reputację. Ojciec milorda... – Pointer urwał, widząc jego kamienny wzrok.

A potem usłyszał:

– Nie jestem taki jak mój ojciec.

Patrzył teraz, jak Pointer odchodzi, a w każdym jego ruchu wyczuwał dezaprobatę.

Kiedy został sam, zaczął przeglądać zgromadzone na biurku papiery, notując przy tym, co ma zrobić i z kim się spotkać. Mimo niechęci, a może nawet nienawiści, którą czuł do ojca, musiał przyznać, że był świetnie zorganizowany. W papierach panował wzorowy porządek. Wszystkie dane finansowe były systematycznie uaktualniane, co wynikało również z tego, że zmarły książę słynął ze skąpstwa.

Pracował aż do dwunastej, po czym podszedł do brudnego okna. Zakurzone zasłony wpuszczały do środka za mało światła. Jego matka, która mogłaby zająć się domem, od wielu już lat nie przyjeżdżała do Londynu. Zmęczona podbojami męża, a także nim samym, wyjechała do wiejskiej posiadłości w Sussex.

Garrick zaczął się zastanawiać, jak powita psotną Harriet. Pewnie dostanie spazmów, bo tak zwyczajowo reagowała na kryzysy.

Dzień był pogodny i jasny jak na listopad. Świeciło nawet słońce, a na niebie było zaledwie parę niewinnych cumulusów. Garrick poczuł się uwięziony w zatęchłym, pokrytym pajęczynami mauzoleum. Zapragnął wskoczyć na wierzchowca i pojechać gdzieś, ale nie do parku, gdzie zastałby tłumy, na otwartą przestrzeń. Przez wiele lat mieszkał za granicą i uwielbiał jazdę po półpustynnych górzystych terenach Hiszpanii i Portugalii. Wprawdzie już przed rokiem wrócił do Londynu, wciąż jednak wydawał mu się ciasny i zatłoczony, a w dodatku zimny.

Spojrzał na papiery. Cóż, wzywały go obowiązki. Niezależnie od tego, jak kiepskim jest następcą, jeśli idzie o utrzymywanie prestiżu rodziny, miał zamiar się z nich wywiązywać. Zresztą ćwiczono go w tym od wczesnego dzieciństwa. Wrócił do biurka, myśląc o tym, że w domu przy Charles Street też czeka na niego mnóstwo pracy. Musiał uporządkować wyniki badań na temat siedemnastowiecznej astronomii i przetłumaczyć dokumenty dla Ministerstwa Wojny. W czasie wygnania pracował dla hrabiego Bathursta, sekretarza stanu w tymże ministerstwie, nieoficjalnie zbierał też informacje dla innych agend rządowych. Między innymi dlatego ojciec miał do niego tak olbrzymie pretensje. Nie mógł pogodzić się z tym, że jego następca tak lekkomyślnie naraża życie w służbie dla kraju. Cóż jednak miał robić? Latami nie mógł pogodzić się z tym, że odebrał życie Stephenowi Fennerowi i sam szukał śmierci. Jednak bogowie go oszczędzili.

Wziął do ręki pióro, zaraz je jednak odłożył. Musiał przyznać, że w tej chwili interesowała go przede wszystkim tożsamość kobiety, którą widział w nocy. Nimfa, która pojawiła się o północy, miała karnację jak najjaśniejsza porcelana i pachniała dzwonkami. A potem uciekła niczym Kopciuszek, nie zostawiając nawet pantofelka.

Podszedł do solidnego dębowego regału, popatrzył na półki... i włos mu się zjeżył. Niedawno ktoś przeglądał zawartość tych półek! Zostawił niewielkie ślady w kurzu, naprawdę małe, ale wiele mówiące. Wyglądało to tak, jakby intruz nie chciał, by ktoś się zorientował, że tu szperał.

Zerknął w stronę biurka. Czyżby nieznajoma ruszała również dokumenty? A jeśli tak, to po co?

Musi ją odszukać, tyle że Londyn jest wielki. Oczywiście mógł to zlecić agencji detektywistycznej, ale miał niewiele do powiedzenia. Sam opis, w dodatku oparty na tym, co wydawało mu się w niej tak pociągające, niewiele pomógłby prywatnym detektywom.

Kręcąc głową, powrócił do pracy. Rozwiązał wstążkę z następnymi dokumentami.

– Tytuł posiadania majątku Fennerów w hrabstwie Dorset – przeczytał, czując mrowienie na karku.

Nie miał pojęcia, że ojciec wykupił majątek Fennerów. Rozwiązał wstążkę i zaczął czytać kolejne dokumenty. Ojciec kupił nie tylko dom, ale też okoliczne ziemie i prawa do wydobywania kruszców. Zrobił to dziesięć lat temu, kiedy mógł dyktować ceny. Okazało się, że same kopalnie przyniosły dochód w wysokości stu tysięcy funtów.

Tak wiec ojciec wzbogacił się na śmierci Stephena i wygaśnięciu hrabiowskiego rodu. Kiedy on walczył z wyrzutami sumienia, stary po prostu liczył pieniądze. Jakże typowe dla niego! Garrick poczuł obrzydzenie na myśl o tym, że ma odziedziczyć majątek, który trafił do niego w wyniku rozlewu krwi, w czym na dodatek sam miał niebagatelny udział! W przypływie gniewu chwycił leżące papiery i cisnął je na podłogę.

Następnie zapadł się głęboko w wyściełane krzesło i zaczął rozmyślać. Od piętnastu miesięcy bywał w towarzystwie i wiedział, że najstarsza z córek hrabiego Fennera, lady Joanna Grant, była znana w tych kręgach i wyszła za sławnego badacza arktycznego, Aleksa Granta. Jej młodsza siostra, Teresa Darent, wychodziła czterokrotnie za mąż, a obecnie znów była wdową. Oczywiście nie widywał się z nimi. Przecież nie zaproszą do siebie mordercy ich brata. Ludzie z wyższych sfer często przymykali oczy na różne sprawy, ale z pewnością nie na coś takiego.

Przypomniał sobie, że Fennerowie mieli też trzecią córkę, ale niewiele o niej wiedział. Tyle że nie wyszła za mąż, była wyemancypowana i rzadko pojawiała się w towarzystwie. Oczywiście jeśli można wierzyć plotkom...

Sięgnął po pióro i zaczął pisać. Kiedy skończył, złożył list i opieczętował. Pozbierał też papiery dotyczące majątku Fennerów, położył na biurku i głęboko się zamyślił.

Stephen Fenner był jego najlepszym przyjacielem w Eton i Oksfordzie. Lubił kobiety, hazard i burdy. Uroda i wdzięk zapewniły mu dostęp do sypialni i buduarów wielu dam z towarzystwa. Przyjaźń z nim była niekończącą się zabawą. Garrick dał się uwieść takiemu życiu, gdyż w niczym nie przypominało tego, do czego go od dziecka przygotowywano. Jednak Stephen uznał, że musi zdobyć narzeczoną Garricka, co gwałtownie zakończyło ich przyjaźń.

Ktoś zapukał do drzwi. Garrick pomyślał, że Pointer w końcu pokonał swe uprzedzenia i wraca na służbę.

– Zauważyłem, że jedno z okien we wschodnim skrzydle zostało wyważone, Wasza Książęca Mość – oznajmił lokaj, przyglądając się nieżyczliwie rozłożonym w nieładzie papierom. – Być może ta kobieta właśnie w ten sposób dostała się do domu.

– Rozumiem, Pointer. Włamała się przez okno.

– Zabezpieczyłem je, tak więc Wasza Wysokość nie musi się tym już przejmować.

– Bardzo się cieszę, Pointer. Jestem pewny, że dom jest bezpieczny pod twoją opieką. – Wręczył mu list. – A teraz chciałbym prosić, żebyś dostarczył to pismo do kancelarii prawnej Churchward and Churchward na Holborn.

– Oczywiście, milordzie. – Pointer skłonił się i podsunął srebrną tacę, na której Garrick położył list.

– Następnie proszę, żebyś znalazł mi zaufanego prywatnego detektywa.

Pointer poruszył z dezaprobatą długim nosem.

– Detektywa, Wasza Wysokość? Szacowny ojciec milorda nigdy nie korzystał z usług takich osób.

– Wiem, Pointer, ale musisz przywyknąć do zmian – powiedział z uśmiechem Garrick. – Będę wdzięczny, jeśli załatwisz tę sprawę. Muszę kogoś szybko odszukać.

Jeśli uda mu się odnaleźć nocną czytelniczkę, na pewno się dowie, co knuła i czego szukała w tym domu. I tym razem nie pozwoli jej tak łatwo uciec.

– Dziękuję, milordzie. Cieszę się, że mogliśmy dostarczyć odpowiednie informacje.

Merryn siedziała w ciemnym kącie poczekalni, kiedy Tom Bradshaw przeprowadził do wyjścia hrabiego Selfridge’a. Milord ledwie ją zauważył i z całą pewnością jej nie poznał. W towarzystwie Merryn znano jako cichą, zainteresowaną głównie książkami młodszą siostrę lady Joanny Grant i nikt się nią nie interesował. Zresztą rzadko bywała na przyjęciach, które uwielbiały jej siostry, a jeśli nawet, to prawie nie tańczyła. Ci, którzy próbowali z nią porozmawiać, szybko znikali, gdyż interesowały ją tylko intelektualne tematy, a nie plotki. Młodzi mężczyźni albo się jej bali, albo ich nudziła, a najczęściej i jedno, i drugie.

W towarzystwie kwitowano ją stwierdzeniem, że pannie Merryn Fenner brakuje ogłady i manier, co oczywiście nie było zgodne z prawdą, ale miało swoje zalety, podobnie jak brak męskiego zainteresowania. Dzięki temu bowiem mogła żyć na swoja modłę, to znaczy namiętnie poszerzała wiedzę z różnych dziedzin, a także pracowała dla Toma. Gdyby siostry dowiedziały się, że zarabia na życie, dostałyby spazmów, a gdyby dotarło do nich, że pracuje w biurze detektywistycznym, nie pomogłyby najmocniejsze sole trzeźwiące. A to jeszcze nie było wszystko, gdyż Merryn stworzyła fikcyjne przyjaciółki, by pod pozorem odwiedzin u nich wychodzić w nocy. Jednak to, że się dowiedzą, było bardzo mało prawdopodobne. Taka myśl po prostu nie powstałaby im w głowie.

Niestety, wczorajszej nocy popełniła błąd, przez który mogła zostać zdemaskowana. Została przyłapana na gorącym uczynku, a jakby tego było mało, przyłapał ją Garrick Farne! Co za niewybaczalne gapiostwo... Przecież wiedziała doskonale, że musi zachować szczególną ostrożność, gdy toczy wojnę z człowiekiem, który zamordował jej brata i zrujnował rodzinę. Jednak stało się, nie można odwrócić kolei rzeczy. Farne ją zobaczył, a nawet... pocałował. Na myśl o tym Merryn poczuła gwałtowny niepokój i znajome ssanie w żołądku.

– Wejdziesz czy chcesz rozmawiać w poczekalni?

Tom stał w otwartych drzwiach i zapraszał ją gestem do środka. Na jego ustach pojawił się tajemniczy uśmiech. Był zuchwały, czasami bezczelny, ale właśnie za to go lubiła. Urodził się jako syn robotnika portowego i sam przez jakiś czas pracował jako doker. Nawet jego biuro znajdowało się nieopodal rzeki. Jednak obecnie Tom należał do najlepszych detektywów w mieście. Potrafił odnaleźć niemal wszystko, od dziedzica aż po zaginione srebra rodzinne, które często znikały wraz ze służbą. Merryn współpracowała z nim już od dwóch lat.

– Znalazłaś papiery dotyczące pojedynku? – spytał Tom. – Informacje o dużych wypłatach dla służby albo rachunki, które wskazywałyby, że kupiono milczenie?

– U mnie wszystko w porządku, Tom – mruknęła. – A co u ciebie?

– Przecież wiesz, że nie mam manier. – Błysnął białymi zębami.

– Jasne, że wiem. – Mimo drogiego ubrania nikt by nie uznał go za dżentelmena. Od razu widać było, że jest synem robotnika, który dorobił się dzięki własnej pracy i przedsiębiorczości. – Nie, nic nie znalazłam.

Tom trzy tygodnie temu przekazał Merryn pewne informacje, sądząc, że ją zainteresują. Nie przypuszczał jednak, że wywołają w niej aż taką wściekłość. Była to niewielka notatka z gazety z Dorset. Tom znalazł ją przypadkiem, pracując przy innej sprawie. Była to gazeta sprzed dwunastu lat, gdzie między informacjami o kradzieży świń i bójce na targu zamieszczono notatkę o śmierci Stephena Fennera.

Merryn znała ją już na pamięć, wiedziała, że nie zapomni jej do końca życia:

„Koroner, który badał zabitego Stephena Fennera, znalazł w jego ciele dwie kule. Jedną w ramieniu, a drugą w plecach”

I nieco dalej:

„Daniel Scrope, gajowy ze Starcross, powiedział, że usłyszał najpierw trzy strzały, a potem odgłosy kłótni”.

Nawet teraz wzdrygnęła się na myśl o tej informacji, która przeczyła wszystkim oficjalnym raportom dotyczącym śmierci jej brata. Garrick Farne sporządził przed wyjazdem z kraju wyczerpujący raport na temat pojedynku. Przysięgał, że dotyczył ucieczki jego żony, którą poślubił zaledwie miesiąc wcześniej, z jego najlepszym przyjacielem, Stephenem Fennerem. Jego zdaniem oddano dwa strzały. Stephen chybił, zaś strzał Farne’a okazał się śmiertelny. Potwierdził to zarówno lekarz, jak i dwaj sekundanci. Sekundant Farne’a mówił nawet, że Stephen wystrzelił przed sygnałem, co było niewybaczalnym aktem tchórzostwa.

Sprawę oddano do sądu, ale opinia publiczna była po stronie Farne’a. Był żonaty niecały miesiąc, zaś Stephen, udając przyjaźń, uwiódł jego żonę, a nawet skłonił do tego, by z nim uciekła. W dodatku wystrzelił przed sygnałem... Poza tym pojedynki, choć zabronione prawem, były akceptowane w towarzystwie, więc wszyscy uznali zachowane Garricka Farne’a za zrozumiałe i usprawiedliwione.

Merryn uważała to za obrzydliwe i barbarzyńskie, ale kiedy okazało się, że w ciele jej brata znaleziono dwie kule zamiast jednej, uznała, że za pojedynkiem musi się kryć poważne łajdactwo. Garrick Farne kłamał. Nie był to żaden pojedynek, ale zwykła egzekucja, za którą groziła szubienica. Już wcześniej go nienawidziła, ale teraz to uczucie stało się tak dojmujące, że postanowiła działać. Chciała publicznie ujawnić oszustwo, pozbawić księcia honoru i szacunku. Musiała tylko zdobyć dowód na to, że autor notatki napisał prawdę.

Szukała jak opętana, przerzuciła stosy papierów, próbowała dotrzeć do raportów sądowych, sprawdzić zeznania świadków i... znalazła się w ślepej uliczce. Wiele dokumentów zaginęło, a świadków nie można było odnaleźć. Wcale jej to nie zdziwiło, przecież książę Farne miał dosyć pieniędzy, by zatuszować skandal. Jednak się nie poddawała. Jeśli istniała choćby najmniejsza szansa na udowodnienie winny Garricka Farne’a, musiała ją wykorzystać. Pragnęła, by stracił wszystko, jak oni po śmierci brata. Chciała, by zrozumiał, co to znaczy.

– Nic nie znalazłaś. – Tom był tak bardzo zirytowany, że aż wydało się jej to dziwne. Chyba że miał klienta, którego również interesowały tego typu dokumenty. Owszem, było to mało prawdopodobne, ale jednak możliwe. – Naprawdę szukałaś wszędzie?

– Tak. – Zmarszczyła brwi. – Znam swoją robotę. Przeszukałam gabinet, bibliotekę, sypialnie...

– Szukałaś w sypialniach?

– Oczywiście. Musiałam sprawdzić, czy nie ukrył czegoś w książkach.

– Ale... w sypialniach?

– Ludzie mają zwyczaj czytać w łóżku. – Trochę spuściła z tonu, mówiła obronnym tonem.

– Naprawdę? – teatralnie zdumiał się Tom. – Akurat w łóżku wolę robić coś znacznie ciekawszego.

Merryn przewróciła oczami.

– Więc jest was dwóch, ty i Garrick Farne.

– Hm... – Tom uniósł brwi. – Co chcesz przez to powiedzieć?

– Byłam pod jego łóżkiem, kiedy pojawiła się jakaś Harriet.

– Fiu, fiu! Harriet Knight, podopieczna starego księcia?

– Nie mam pojęcia – odparła cierpko. Ogarnęło ją dziwne uczucie. Czyżby zazdrość? – Nie zwracali się do siebie po nazwisku. I w ogóle raczej mało mówili.

– Biedactwo. Nie ma nic gorszego niż podglądanie innych w takich sytuacjach.

– Po pierwsze, z mojego miejsca niewiele mogłam widzieć. A po drugie, na szczęście wyrzucił ją, zanim sprawy zaszły za daleko.

– Farne wyrzucił uwodzicielkę z sypialni? – rzucił rozbawiony. – Musiał się bardzo zmienić. Uciekłaś, kiedy zasnął?