Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 132 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Podróże ekstremalne -

Niegdyś podróżowanie wiązało się z doświadczaniem trudności, a wędrowcy podejmowali ryzyko i towarzyszyło im prawdziwe niebezpieczeństwo. Wraz z rozwojem turystyki, wyjazdy stały się łatwe. Wystarczy kupić wycieczkę i można odpoczywać. Ale nie wszystkim to odpowiada. Wolą organizować sobie wyjazdy na własną rękę. Szukają wrażeń w nietypowych miejscach, często nawet nie wiedzą, dokąd jadą. O miejscach, w których łatwo o przygodę, często piszemy w miesięczniku „Focus" – tutaj znajdziecie najlepsze teksty na ten temat.

Z tej książki dowiece się .: – Który kraj jest najszczęśliwszy? – Czy dzikie plemiona są faktycznie dzikie? – Kto spędza urlop w slumsach? – Jak wyglądają egzotyczne znaki drogowe? – Kim są współcześni nomadzi?

Opinie o ebooku Podróże ekstremalne -

Fragment ebooka Podróże ekstremalne -

Copyright for the Polish edition © 2011 G+J Gruner + Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Spółka Komandytowa

G+J Gruner + Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Spółka Komandytowa 02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. (48 22) 360 38 38 fax (48 22) 360 38 49

Sprzedaż wysyłkowa: Dział Obsługi Klienta, tel. (48 22) 360 37 77

Korekta: Maria TalarProjekt graficzny okładki: Michał JanickiZdjęcie na I stronie okładki: David Stubbs / Aurora / Getty Images / Flash Press Media

Redakcja techniczna: Mariusz Teler Projekt i skład: IT WORKS, Warszawa

Redaktor prowadzący: Joanna Nikodemska

ISBN: 978-83-7778-242-2

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

Skład wersji elektronicznej: pan@drewnianyrower.com

Inaczej niż w raju

Gdyby naszych czasów dożył autor Podróży Guliwera, mógłby z satysfakcją oświadczyć: „a nie mówiłem!”. Nie znaleziono co prawda wysp liliputów ani olbrzymów, jednak na zagubionych wśród oceanów skrawkach lądu odkryto społeczności skazane na życie bardzo odmienne od naszego.

Kazimierz Pytko

W słoneczny dzień wioski na atolu Pingelap w archipelagu Karolinów sprawiają wrażenie wymarłych. Czasem tylko przebiegną dzieci z głowami owiniętymi płachtami ciemnego materiału. Dopiero pod wieczór z domów wynurzają się dorośli. Ten dziwny tryb życia zainteresował naukowców już w latach 20. XX wieku. Pingelap to jednak miejsce tak odludne, że nawet dziś mało kto tam dociera. Pierwsze poważniejsze badania przeprowadzono więc niedawno, a ich wyniki spopularyzował w latach 90. amerykański neurolog Oliver Sacks. Okazało się, że przyczyną niecodziennego zachowania mieszkańców jest rzadkie schorzenie oczu.

Wyspa daltonistów

Sacks nadał swojej książce intrygujący tytuł Wyspa daltonistów, co jednak tylko częściowo oddaje prawdę. Klasyczny daltonizm, czyli niezdolność odróżniania zieleni lub czerwieni, jest szeroko rozpowszechniony i dotkniętych nim ludzi można spotkać wszędzie. Tymczasem mieszkańcy Pingelap w ogóle nie widzą kolorów. Ich świat jest szary, choć i to określenie nic dla nich nie znaczy.

Dotknięci paraliżem mieszkańcy wyspy Guam w milczeniu i bezruchu trwają całymi dniami.

Nikt z nas nie jest w stanie wyobrazić sobie, jak postrzegają rzeczywistość. Odbierają jedynie różne stopnie jasności i ciemności. Światło słoneczne jest zbyt jaskrawe, wywołuje ból i oczopląs, dlatego muszą go unikać. Podczas eksperymentów rzeczy białe, żółte, błękitne postrzegali jako identyczne, podobnie czerwone, ciemnozielone i czarne. Ze względu na słabszą ostrość wzroku, nie widzą też drobnych przedmiotów, nie są więc w stanie opanować pisania i czytania.

Badania wykazały, że w siatkówce ich oczu brakuje czopków (komórek odpowiedzialnych za postrzeganie barw i detali). W medycynie schorzenie to nazywa się achromatopsją. Ze statystyk wynika, że dotyka ono jedną osobę na 30–40 tys. Wśród wyspiarzy z Pingelap jedną na 12!

Co więcej, schorzenie jest tam dziedziczne i można spotkać wielopokoleniowe rodziny, w których dziadkowie, rodzice i dzieci nie mają żadnego wyobrażenia o kolorach. Ludzie ci zdają sobie sprawę ze swej odmienności. Nie znają jej przyczyn, więc jak zwykle w takich sytuacjach winą obarczają siły nadprzyrodzone i obcych. Według wersji mitycznej sprawcą nieszczęścia był bóg ciemności Isoapahu, który nocami współżył z niewiernymi kobietami. W wersji laickiej chorobę sprowadzili koloniści niemieccy, którzy po wybuchu buntu przeciwko ich panowaniu wywieźli młodych mężczyzn do katorżniczej pracy w kopalniach fosforytów na wyspie Nauru. Gdy po dziesięciu latach robotnicy wrócili, byli – zdaniem lokalnych mędrców – zarażeni chorobą, którą przekazali dzieciom.

Dzięki wysiłkom historyków i lekarzy udało się poznać rzeczywiste przyczyny tej ułomności. W 1725 roku. Pingelap nawiedził potężny tajfun, który przeżyło zaledwie 20 osób, niemal wyłącznie członków rodziny królewskiej. Od najbliższych sąsiadów oddzielało ich niemal 300 km burzliwego morza, więc skazani na izolację mogli wybierać partnerów i płodzić potomków tylko w obrębie tak nielicznej grupy. Sacks podejrzewał, że wśród ocalałych znajdował się nosiciel uszkodzonego genu powodującego achromatopsję. To gen recesywny, który uaktywnia się jedynie wtedy, gdy dziecko otrzyma go od obojga rodziców. W większej społeczności prawdopodobieństwo takiego spotkania jest minimalne, natomiast na Pingelap po kilku pokoleniach wszyscy byli spokrewnieni ze wszystkimi i ryzyko gwałtownie wzrosło.

Już po ukazaniu się Wyspy daltonistów naukowcy z Uniwersytetu Hopkinsa pobrali do badań próbki krwi od wszystkich jej mieszkańców. W roku 2000 ogłosili wyniki tej mrówczej pracy i potwierdzili hipotezę genetyczną. Jako sprawcę choroby zidentyfikowali gen oznaczony symbolem CNGB3. Ustalili, że jego nosicielami jest 35% populacji!

Wyspa głuchych

„Czy po przeniesieniu na stały ląd ludzi z Martha’s Vineyard można sprowokować wybuch epidemii głuchoty?” – pytał z niepokojem Alexander Graham Bell. Uczony, znany głównie jako wynalazca telefonu, był także fizjologiem i terapeutą, zajmował się leczeniem wad wymowy i słuchu. Jedna z podopiecznych została jego żoną, o rękę poprosił ją na migi. Ze względów zawodowych i osobistych zainteresował się więc relacjami z położonej u wybrzeży USA wysepki, na której żyło zadziwiająco dużo osób niesłyszących. Wyjechał, by zweryfikować te opowieści, i stwierdził, że są prawdziwe.

Schorzenie miało charakter dziedziczny i dręczyło wyspiarzy od tak dawna, że wypracowali nawet własny, inny niż używany w Stanach, język migowy. Posługiwali się nim nie tylko głusi, ale również ludzie z normalnym słuchem, gdyż był użyteczny w porozumiewaniu się na odległość – podczas pracy w polu, połowu ryb czy plotkowania w kościele. Na podstawie pobieżnych obserwacji żądni sensacji dziennikarze pisali, że na wyspie powstała oryginalna bezgłośna cywilizacja. Trochę przesadzali, jednak statystycy ustalili, że głuchota występowała tam 20 razy częściej niż w pozostałych regionach USA.

Na początku XX wieku władze zdecydowały o objęciu dzieci z Martha’s Vineyard programem, w ramach którego kierowano je do szkół na lądzie. Część z nich wróciła po latach już z własnymi rodzinami, jednocześnie wysepka stała się kurortem wypoczynkowym i przyciągała nowych osadników. W efekcie choroba zaczęła zanikać – w roku 1952 zmarła Katie West, uznana za jej ostatnią ofiarę.

Dla naukowców było oczywiste, że schorzenie miało charakter genetyczny. Kontynuowali zatem badania, gdyż odizolowana od świata społeczność daje rzadką możliwość prześledzenia genezy i rozprzestrzeniania się chorób dziedzicznych. Rezultaty tych prac przedstawiła w książce Everyone Here Spoke Sign Language (Każdy tu mówił językiem migowym) dr Nora Ellen Groce.

WYSPA ŚMIEJĄCEJ SIĘ ŚMIERCI

Wwioskach plemienia Foro na Nowej Gwinei wymierało z powodu niespotykanej w innym zakątku świata choroby nawet 90% mieszkańców. Jej objawy nasilały się stopniowo przez kilkadziesiąt lat. Chorzy tracili pamięć i zdolność samodzielnego poruszania się, nie panowali nad czynnościami fizjologicznymi. W stadium terminalnym popadali w depresję przeplataną okresami nadpobudliwości, w czasie których wykonywali dziwaczne pląsy, gryźli i ssali, wybuchali histerycznym śmiechem i umierali. Przyczynę schorzenia, nazywanego przez tubylców kuru lub z powodu objawów poprzedzających zgon „śmiejącą się śmiercią”, odkrył w 1957 roku. Daniel Carleton Gajdusek. Okazało się, że elementem ceremonii pogrzebowych Foro było zjadanie lub rozmazywanie na twarzy przez współplemieńców mózgu zmarłego. Gajdusek wykazał, że w ten sposób wprowadzano do organizmu wirusopodobne białko, które przenikało do mózgu uczestników rytualnej uczty, powoli się w nim namnażało i powodowało jego zwyrodnienie. Odkrycie dotyczące pozornie jednego plemienia z dalekiej wyspy odegrało przełomową rolę w rozpoznaniu nowego czynnika chorobotwórczego – prionów, odpowiedzialnych m.in. za chorobę Creutzfeldta-Jakoba, czyli gąbczaste zwyrodnienie mózgu.

Dla rozwikłania tajemnicy wyspy głuchych trzeba się było cofnąć o trzy wieki, do czasów, gdy na Martha’s Vineyard przybyła garstka pierwszych osadników z angielskiego hrabstwa Kent. Był wśród nich głuchoniemy cieśla Jonathan Lambert. Jego dzieci odziedziczyły gen recesywny. W nielicznej, stroniącej od obcych purytańskiej wspólnocie po kilku pokoleniach musiało dojść do związków między dalekimi potomkami Lamberta i w wyniku krzyżowania „złych” genów zaczęły się rodzić dzieci pozbawione słuchu. Im było ich więcej, tym szybciej szerzyła się plaga.

Z ustaleń dr Groce wynika, że w połowie XIX wieku w niektórych osadach niesłyszący stanowili 25% mieszkańców (dla porównania w całej populacji USA – 0,04%). Gdy wyspa otworzyła się na świat, wbrew obawom Grahama Bella nie wybuchła epidemia, lecz na skutek większego zróżnicowania genetycznego rodziców choroba zanikła.

Wyspa paralityków

„Mieszkańcy są zdrowi i długowieczni” – pisał kronikarz wyprawy Magellana w relacji z odkrytej podczas rejsu dookoła świata wyspy Guam na Pacyfiku. Zupełnie inaczej brzmiał raport Harry’ego Zimmermana, lekarza amerykańskiej marynarki wojennej. Według niego członkowie zamieszkującego Guam ludu Chamorro wyjątkowo często zapadają na stwardnienie zanikowe boczne rdzenia (ALS). Dokument sporządzony tuż po zakończeniu II wojny światowej był przeznaczony dla armii i dopiero w latach 50. został upubliczniony. Na wyspę natychmiast wyjechały zespoły naukowców. Neurolodzy z Narodowego Instytutu Zdrowia USA Leonard Kurland i Donald Mulder ustalili, że to niezwykle rzadkie i zawsze śmiertelne schorzenie stanowi na wyspie przyczynę aż co dziesiątego zgonu.

Co więcej, spostrzegli, że równie rozpowszechniona jest tam choroba Parkinsona. Jakby tego było mało, odkryli, że oba schorzenia są dziedziczne i współwystępują w tych samych rodzinach. Rodziło to podejrzenia, że chodzi o jedną, lecz objawiającą się w dwóch różnych postaciach nieznaną chorobę. Chamorro na określenie paraliżu używali terminu lytico, parkinsonizmu – bodig, nazwy te przejęła oficjalna medycyna.

W trakcie dalszych badań zdiagnozowano kolejną zadziwiającą cechę lytico-bodig – jego przebieg u każdego był inny. Niektóre objawy w przejmujący sposób opisał Oliver Sacks. Jeden z obserwowanych przez niego mężczyzn trwał w bezruchu i milczeniu całymi dniami, ale gdy go o coś pytano – odpowiadał, gdy rzucano mu piłkę – chwytał ją. Z własnej woli nie był jednak w stanie zainicjować żadnego działania. Kobieta o imieniu Estella zachowywała się jak lalka; gdy unoszono jej ramię – utrzymywała je w dowolnej pozycji przez wiele godzin, gdy kazano wykonać jakąś czynność – wyjść z domu, przyłączyć się do śpiewu – robiła to automatycznie, patrząc szklanym wzrokiem gdzieś w przestrzeń. Jej mąż próbował dla odmiany działać samodzielnie, ale każda próba ruchu była gwałtownie wyhamowywana i zastygał w dziwacznych pozach. Inny pacjent doznawał typowego dla parkinsona drżenia rąk tylko wtedy, gdy zamierzał się poruszyć – wystarczyło, by o tym pomyślał; jeśli nie robił nic, dłonie przestawały dygotać.

WYSPY POTWORÓW

Podczas polarnej nocy wielu Eskimosów z wysp północnej Kanady popada w depresję, jednak u niektórych zapaść pogłębia się i prowadzi do urojeń. Chorzy wyobrażają sobie, że są lodowym potworem – Windingo, który żywi się ludzkim mięsem. Pobudzeni tą wizją odczuwają żądzę kanibalizmu i stają się bardzo niebezpieczni dla otoczenia. Dziś przypadłość tę leczy się środkami psychotropowymi, w przeszłości dotknięte nią osoby współplemieńcy zabijali. Przyczyna choroby pozostaje nieznana.

Bardziej dramatyczny był los dotkniętych symptomami lytico. U jednych paraliż postępował powoli, nawet przez kilkanaście lat, u innych – błyskawicznie, odbierając im w kilka miesięcy zdolność poruszania się, a w końcowym stadium połykania i oddychania.

Naukowcy, którzy przyjechali na Guam, spodziewali się szybkiego poznania przyczyny choroby. Okoliczności wskazywały, że tak jak na Pingelap i Martha’s Vineyard odpowiedź kryje się w genach. Jednak po zbadaniu historii dotkniętych nią rodzin okazało się, że dziedziczenie nie przebiega zgodnie z żadnym ze znanych schematów i sprawia wrażenie przypadkowego. Zaczęto więc szukać przyczyn zewnętrznych, zwłaszcza toksycznych substancji, które mogły przenikać do ludzkich organizmów z jedzenia lub wody. Szczególnie przyglądano się sagowcom – prastarym, przypominającym palmy roślinom, które pojawiły się na Ziemi jeszcze przed dinozaurami. Tubylcy robili z ich nasion mąkę, a od czasów Magellana wiedziano, że owoce sagowców powodują zatrucia pokarmowe. Jednak Chamorro też byli tego świadomi i oczyszczali nasiona z trucizn, mocząc je długo w wodzie, prażąc, a nawet poddając fermentacji.

W 1986 roku toksykolog Peter Spencer wyizolował z mąki sago substancję (aminokwas BMAA), która u małp wywoływała objawy podobne do lytico-bodig. Sukces wydawał się bliski, ale gdy porównano dawki trucizny, stwierdzono, że ludzie, by zachorować, musieliby przez kilka miesięcy zjadać codziennie po 20 kg mąki sago i to z nieoczyszczonych ziaren. Nietrafne okazały się również hipotezy wiążące chorobę z niedoborem wapnia i magnezu w wodzie ani nadmiarem aluminium w glebie.

W desperacji przeprowadzono laboratoryjne badania mózgów ponad 200 zdrowych Chamorro, którzy padli ofiarą wypadków samochodowych i innych nieszczęść. Zamiast odpowiedzi uzyskano kolejną zagadkę – u 70% znaleziono zmiany przypominające zwyrodnienia typowe dla choroby Parkinsona i ALS. Tyle że występowały one u niemal wszystkich osób urodzonych przed II wojną światową, a nie było ich w ogóle u urodzonych po roku 1952. Oznaczało to, że choroba nagle wygasła. Dlaczego?

Jak dotąd naukowcy zdołali jedynie ustalić, że mieszkańcy Guam byli, a być może nadal są, obarczeni genetyczną podatnością na ciężkie schorzenie. Odkrycie, co ją wywołało i co sprawiało, że dochodziło do zachorowań, bardzo wzbogaciłoby wiedzę o przyczynach i mechanizmach przekazywania chorób dziedzicznych. Niestety, wyspa wciąż strzeże swej tajemnicy.

Kazimierz Pytko

Dziennikarz, publicysta, podróżnik, z wykształcenia politolog. Publikował m.in. we „Wprost”, w „Sukcesie”, „Życiu Warszawy”. Laureat Nagrody Kisiela z 1990 roku.

Fajny adres

Cudaczna nazwa ulicy, osiedla czy miejscowości nie musi zawstydzać ani sprawiać kłopotów. Może poprawiać humor i przyciągać turystów. Nawet w Polsce są miejsca słynne tylko z nazwy.

Max Suski

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Dzicy z katalogu

Kobiety z odsłoniętym biustem, wojownicy wymachujący dzidami, szamańskie tańce wokół ogniska – to wszystko pic na wodę. Na tak „ustawianych” atrakcjach zarabiają biura turystyczne. A tubylcy i turyści wracają do domu ordynarnie zrobieni w konia.

Kazimierz Pytko

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Urlop przemysłowy

Zamiast stroju kąpielowego – kask i okulary ochronne. Zamiast słońca i palm – gąszcz metalowych lub ceglanych kominów i plątanina rur. Oto co zaczyna powoli podbijać serca turystów.

Agnieszka Ucińska

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Ludzie drogi

Nasi przodkowie wędrowali w poszukiwaniu lepszego życia, zanim zapuścili korzenie i nauczyli się żyć w jednym miejscu. Historia zatacza koło, z tą różnicą, że dziś bezdomniejemy głównie na własne życzenie.

Jakub Mielnik

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Urlop w slumsach

Zapomnijcie o rajskich plażach i imponujących zabytkach. To turystyczny anachronizm. Teraz wypada pojechać do slumsów na drugi koniec świata i posmakować nędzy.

Jakub Mielnik

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Przykuci do Ziemi

Wbrew oczekiwaniom „wielki krok ludzkości” wykonany 40 lat temu, 20 lipca 1969 roku, przez Neila Armstronga na Księżycu nie dał początku tryumfalnemu marszowi człowieka w kosmos. Po zakończeniu misji Apollo poprzestaliśmy na lataniu na stacje orbitalne, czyli na odległość z Warszawy do Wrocławia. Oto 10 powodów, dla których niestety nie podbijemy kosmosu.

Piotr Szymczak

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Uwaga, niedźwiedzie drogowe

Nie angielski, nie hiszpański, nie esperanto – jedynym językiem zrozumiałym praktycznie na całym świecie jest system znaków drogowych.

Dariusz Klimczak

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Raj zrealizowany

Kostaryka – pomimo że nie ma własnej armii – stała się oazą spokoju w Ameryce Środkowej. Według rankingu Happy Planet jej mieszkańcy to najszczęśliwsi ludzie na Ziemi. Teraz ten niewielki łaciński kraj chce być pierwszym neutralnym dla klimatu, wyprzedzając ekologicznych prymusów ze Starego Świata.

Konrad Godlewski

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Piramidalne rewelacje

Chociaż były największymi obiektami wznoszonymi przez dawne cywilizacje, znaleźć je niełatwo. Szanse na sukces jednak rosną, gdyż można ich już szukać... wszędzie.

Kazimierz Pytko

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Złączym się z narodem?

Po oderwaniu treści hymnu państwowego od kontekstu okazuje się, że to często pieśń komiczna, niezrozumiała lub kiczowata.

Max Suski

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Na szczyt po trupach

Śmierć w górach jest zazwyczaj nagła i nieprzewidywalna. Jest też nieustannie widoczna – ciał wspinaczy, którzy zginęli na najwyższych szczytach, nie da się znieść. zamarznięte straszą, ostrzegają i stają się drogowskazami...

Joanna Szark

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Święty ściek

Niedawno zagłodził się na śmierć hinduistyczny mnich Swami Nigamanda. Był to krzyk rozpaczy: Ganges potrzebuje pomocy! Święta Rzeka coraz bardziej przypomina szambo, zagrażając zdrowiu i życiu ponad miliarda mieszkańców Indii.

Katarzyna Mazurkiewicz

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Własny kraj dla każdego

Ludzie którzy nigdzie nie czuli się dobrze, odważyli się zignorować istniejące granice i założyć własny kraj.

Kazimierz Pytko

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.