Podróże do świata dusz - Elisabeth Iwona Ropcke - ebook
Opis

Elisabeth Iwona Röpcke (Kupisz) jest absolwentką Uniwersytetu im. M. Kopernika w Toruniu. Obecnie mieszka w Bremie (Niemcy), gdzie kształciła się w technikach psychoterapeutycznych. Poznawała techniki mediacji, coachingu i hipnozy, oraz pracy z traumą wg dr. Petera Levine’a. Regresja hipnotyczna do poprzednich wcieleń i regresja duchowa LBL wg metody dr. Michaela Newtona zafascynowały ją najbardziej. Poza tym prowadzi ustawienia rodzinne. Jest nauczycielem hatha-yogi wg B.K.S. Iyengara i nauczycielem vedic art.
W swojej prywatnej praktyce trance-forming® prowadzi indywidualne spotkania, seminaria i szkolenia.
W roku 2007 w Instytucie Michela Newtona w USA została certyfikowanym terapeutą LBL – Life-Between-Lives® (życie między wcieleniami). Sesje LBL prowadzi po polsku i po niemiecku.
Obrazy zaprezentowane w tej książce zostały wykonane przez autorkę na podstawie przekazów klientów w czasie sesji LBL.
Do powstania tej niepowtarzalnej lektury przyczyniły się przeżycia i zmiany wewnętrzne osób przychodzących na sesje regresji duchowej. Dzięki spotkaniu z Przewodnikiem duchowym, grupą dusz i Radą Starszych, przez możliwość przedłożenia pytań, problemów mogły one wyjaśnić przyczyny uwikłań życiowych, rozczarowań czy żalu. W atmosferze miłości, zrozumienia, szacunku i współczucia otrzymały coś niepowtarzalnego. Te spotkania wniosły wiele inspiracji do życia każdej z opisywanych w tej książce osób.

"Podróże do świata dusz. Transformujące doświadczenia" to pozycja ciekawa, ważna i wartościowa. Sam będąc agnostykiem, być może nie jestem najwłaściwszą osobą do dokonywania jej oceny, jednak długoletnie doświadczenie dziennikarskie połączone z kierowaniem od ponad ćwierćwiecza tak szczególnym czasopismem, jak „Nieznany Świat”, podpowiada, że książka ta zasługuje na przeczytanie. Metoda LBL wielu ludziom, którzy borykają się z poważnymi problemami życiowymi, może pomóc w rozwiązaniu oraz zrozumieniu źródła codziennych kłopotów wraz z przeanalizowaniem ich przyczyn na płaszczyźnie duchowej. Zaletą publikacji na temat regresyjnych terapii Iwony Röpcke oraz doświadczeń z sesji LBL są przytoczone w tomie konkretne przykłady świadczące o tym, że autorka i zarazem ceniona terapeutka skutecznie pomogła licznym osobom.
Marek Rymuszko
Redaktor naczelny „Nieznanego Świata”
Prezes Stowarzyszenia Krajowy Klub Reportażu

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 627

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Foreword

We are spiritual beings having a human experience.

This simple statement has enormous impact for all of us as human beings and the ripple effect into our lives and of those around us, brings a deep sense of purpose and peace. It also helps us to transcend the issues that we must navigate in what appears to be a difficult world.

All religions tell us about the unconditional love, compassion and wonder that awaits us when we return to our spiritual home following our passing, though we need these things now. We live in a world that has too many shadows and not enough light, though the secret of transformation lies within all of us…as we are beings of light.

We are incredible eternal beings, who are here for a short while to make a difference to the consciousness of humanity. All we need to do is remember that we are.

This book holds the stories of those who have remembered and have changed their lives as a result.

Life Between Lives® Hypnotherapy is a path towards the discovery of your magnificence. For the past few decades this incredible experience has gradually made its way out into the world, through the skilful art of a handful of people who have been called to offer this work to others. The author of this book, Iwona Roepcke is one of those people. She has the great honour and purpose of helping people find their light so that they are forever different. They no longer fear death, they feel connected to their soul and from that time forward they know they are never alone as their soul is always a part of their lives.

At The Michael Newton Institute, we carry on the work that Dr. Newton started. He undertook his first “Life Between Lives” session in 1968 and over 30 years developed a methodology that could take someone to meet their own soul, in a way that far surpasses what we can find in Past Life Regression.

Our practitioners of The Michael Newton Institute are highly trained professionals that work under a spiritual code of ethics. They are trained to navigate the Afterlife, beyond time and space, practicing a field of therapy that is like no other in the world.

This is a book of powerful stories, of deep healing and transformation. It is a book of inspiration for all who turn its pages.

It is a message to all, that your soul has been quietly waiting your whole life, so that when the time is right, you may meet.

I hope you enjoy the powerful messages that this book offers you.

 

Peter Smith

President

The Michael Newton Institute for Life Between Lives

USA, June 2017

Przedmowa

Jesteśmy istotami duchowymi doświadczającymi ludzkiej egzystencji. To proste stwierdzenie ma niesamowite znaczenie dla wszystkich ludzkich istot i przynosi głębokie poczucie celu i spokoju w naszym życiu. Pomaga nam również wyjść poza kwestie, w których zmuszeni jesteśmy się poruszać w tym trudnym świecie.

Wszystkie religie wspominają o bezwarunkowej miłości, współczuciu i zrozumieniu czekających na nas, kiedy po śmierci powrócimy do naszego duchowego domu. Jednak my potrzebujemy tego wszystkiego teraz. Żyjemy w świecie mającym zbyt dużo cienia, a za mało światła. Choć sekret przemiany leży w nas, ponieważ to my jesteśmy istotami światła, niezwykłymi i wiecznymi, będącymi tutaj tylko na chwilę, aby zmienić świadomość ludzkości. Wszystko, co musimy zrobić, to pamiętać, że po to tu jesteśmy.

Książka ta zawiera historie ludzi, którzy o tym pamiętali i w rezultacie zmienili swoje życie.

Hipnoterapia Life Between Lives® (Życie Pomiędzy Życiami) jest drogą do odnalezienia własnej świetności. W ciągu ostatnich kilku dekad to niewiarygodne doświadczenie stopniowo ujrzało światło dzienne dzięki zdolnościom garstki ludzi powołanych, by zaoferować je innym. Autorka tej książki, Iwona Röpcke, jest właśnie jedną z nich. Ma szczytny cel, by pomóc ludziom chcącym odnaleźć Światło w sobie, aby zmienić się na zawsze. Po tym doświadczeniu nie boją się już śmierci, gdyż czują się połączeni z własną duszą. Od tego momentu wiedzą, że już nigdy nie będą sami, ponieważ ich dusza jest zawsze częścią ich życia.

W Instytucie Michaela Newtona kontynuowana jest obecnie praca zapoczątkowana przez doktora Newtona. Jego pierwsza sesja Życie Pomiędzy Życiami odbyła się w 1968 roku. Przez ponad 30 lat pracy stworzył metodologię, która pozwala spotkać się z własną duszą w sposób przewyższający to, czego można doświadczyć w regresji do poprzednich wcieleń.

Nasi specjaliści z Instytutu Michaela Newtona są wysoko wykwalifikowanymi profesjonalistami pracującymi zgodnie z etyką duchowego kodeksu. Są przeszkoleni do poruszania się po życiu po śmierci, poza czas i przestrzeń, do przeprowadzania terapii, która nie ma sobie równych na świecie.

Ta książka jest zbiorem potężnych opowieści głębokiego uzdrawiania i transformacji, zawiera inspiracje dla tych, którzy zdecydują się przewrócić jej kartki. Jest wiadomością dla wszystkich, że dusza czeka w spokoju przez całe życie, byście we właściwym momencie mogli ją spotkać.

Mam nadzieję, że z przyjemnością poznacie potężne przesłanie, które niesie ze sobą.

 

Peter Smith

Prezes

The Michael Newton Institute for Life Between Lives

USA, czerwiec 2017

Słowo wstępne

Rewizyta w „czyśćcu” – XXI wiek

Wszystkie formy ezoteryki i wszystkie religie, jakie otrzymała i/lub stworzyła ludzkość, głosiły i głoszą wieść o życiu po śmierci. Wieść to z reguły i dobra, i zła: umierając, człowiek może znaleźć się już to w jakiejś krainie wiecznej szczęśliwości, już to w piekielnej otchłani „płaczu i zgrzytania zębów”. (Jednakże w wielu przypadkach pobyt w tych zaświatach nie musi trwać w nieskończoność: w tych formach ezoteryki czy religii, które mówią o prawie reinkarnacji, człowiek może zaświaty opuścić i urodzić się na Ziemi lub w jakimkolwiek innym świecie). Wszakże w niektórych systemach ezoterycznych czy religijnych głosi się istnienie trzeciej możliwości: jest nią świat astralny (w języku ezoteryki) lub czyściec (w języku religii). W Religii. Encyklopedii PWN pod hasłem „czyściec” – pióra Elżbiety Przybył – czytamy:

„Jest to przejściowy stan lub miejsce czasowych cierpień, gdzie po śmierci przebywa człowiek bądź jego dusza aż do chwili, gdy zostanie oczyszczona i będzie mogła udać się do krainy wiecznego szczęścia (np. raju) lub zostanie ponownie włączona do kręgu wcieleń (reinkarnacja); dawniej w teologii katolickiej tzw. Miejsce Trzecie, gdzie przebywają dusze ludzi zmarłych w stanie łaski i gdzie doświadczają kar – cierpień fizycznych i duchowych odpowiednich do popełnionych grzechów; osiągnięte w ten sposób oczyszczenie z win umożliwia duszom zjednoczenie z Bogiem; męki w czyśćcu mogą zostać skrócone dzięki modlitwie Kościoła i wstawiennictwu świętych, zwłaszcza Matki Bożej. Nauka o czyśćcu została ostatecznie ukształtowana w XIII w. Na podstawie wcześniejszych wyobrażeń dotyczących miejsca pośmiertnego odpoczynku (refrigerium – «łono Abrahama») i pism Ojców Kościoła i świętych (Efrema Syryjczyka, Cyryla Jerozolimskiego, Jana Chryzostoma, Augustyna). W oficjalnych orzeczeniach Kościoła Katolickiego koncepcja czyśćca po raz pierwszy pojawiła się w liście apostolskim papieża Innocentego IV Sub catholikae (1254); zatwierdzono ją jako dogmat na soborze we Florencji (1439), co powtórzono w dekrecie o czyśćcu na Soborze Trydenckim (1545–63). Już w średniowieczu zaczęto organizować wspólnoty – bractwa – których powołaniem było wspomaganie dusz przez modlitwę i czyny miłosierdzia […]. Obecnie w teologii katolickiej o czyśćcu mówi się nie tyle w kategoriach miejsca, ile raczej stanu ontycznego odnoszonego do procesu doskonalenia się po śmierci człowieka, który jest objęty łaską zbawienia.

Teologia prawosławna tradycyjnie odrzuca katolicką naukę o czyśćcu jako miejscu kary ekspiacyjnej.

Teologia protestancka neguje istnienie czyśćca jako niezgodne z doktryną usprawiedliwienia przez wiarę. […] Według średniowiecznych wyobrażeń zachodnioeuropejskich czyściec to ciemne miejsce, w którym dusze poddawane są na przemian próbie ognia i zimna. […] Najbardziej rozbudowany opis czyśćca znajduje się w Boskiej komedii Dantego Alighieri: «znajduje się on na zboczach góry, na której szczycie jest raj, składa się z siedmiu tarasów odpowiadających siedmiu grzechom głównym; od raju oddziela go ściana ognia» (Warszawa 2001, t. 3, s. 125–126)”.

A co ezoteryka mówi o świecie astralnym (świecie dusz)? Aby odpowiedzieć na to pytanie, sięgnijmy do pism najwybitniejszego ezoteryka naszych czasów, twórcy antropozofii – Rudolfa Steinera (1861–1925). Kwintesencjonalną prezentację świata dusz Steiner daje w swej pracy pt. Teozofia z 1904 r.:

„Rozważania dotyczące człowieka pokazały, że należy on do trzech światów. Ze świata fizycznej cielesności zaczerpnięte zostały siły i substancje, z których zbudowane jest jego ciało. […] Ktoś, kto ufa jedynie zmysłom [fizycznym] […], nie dowie się nigdy o dwóch innych światach, o świecie dusznym i duchowym. […] Świat duszny i duchowy nie istnieją obok czy poza światem fizycznym, nie są też od niego przestrzennie oddzielone. […] Podobnie jak siły i substancje, które tworzą nasz żołądek, serce, płuca, mózg itd., a także nimi rządzą, pochodzą ze świata materialnego, nasze własności duszne, nasze popędy, żądze, uczucia, namiętności, życzenia, odczucia itd. pochodzą ze świata dusznego. Dusza człowieka jest członem świata dusznego […]. Jeśli chcemy […] podać różnicę między tymi światami, możemy powiedzieć, że […] świat duszny jest o wiele bardziej subtelny, ruchliwy, plastyczny niż świat materialny. Musimy jednak być w pełni świadomi faktu, że wkraczając w świat duszny, wchodzimy w świat zupełnie nowy w porównaniu ze światem fizycznym. Tak jak tworom cielesnym właściwa jest przestrzenna rozciągłość i przestrzenny ruch, rzeczom i jestestwie dusznym właściwa jest pobudliwość, popędliwe pożądanie. Dlatego świat duszny określa się również jako świat żądz lub jako «świat pragnień. […]. (Popęd, życzenie, pragnienie są określeniami odnoszącymi się do tworzywa, materii świata dusznego. Materię tę określamy mianem «astralnej». […] Popęd można również dobrze nazwać «siłą», jak «materią»). W świecie dusznym obowiązują zupełnie inne prawa niż w świecie fizycznym. […] Ważną różnicę między procesami dusznymi a fizycznymi można wyrazić, określając oddziaływanie w przypadku tych pierwszych jako o wiele bardziej wewnętrzne. […] W przestrzeni dusznej wzajemne oddziaływanie dwóch tworów, które natknęły się na siebie, zależy od ich wewnętrznych własności. […] W przestrzeni dusznej rzeczy […] jawią się widzącemu w odległościach, które określa wewnętrzna natura tych rzeczy. […] Jedną z pierwszych zdolności, jakie należy sobie przyswoić, by móc orientować się w świecie dusznym, jest zdolność rozróżniania poszczególnych rodzajów jego tworów […]. By do tego dojść, należy poznać dwie podstawowe siły mające tu zasadnicze działanie. Można je nazwać sympatią i antypatią. […] Należy […] rozróżnić trzy dolne i trzy górne regiony świata dusznego, między nimi pośredniczy czwarty region. W ten sposób otrzymujemy następujący podział świata dusznego:

 

region ognia żądz,

region płynącej pobudliwości,

region pragnień,

region przyjemności i przykrości,

region światła dusznego,

region aktywnej siły dusznej,

region życia dusznego.

 

Właściwości tworów dusznych trzech pierwszych regionów zależą od wzajemnej relacji między antypatią a sympatią, w czwartym regionie w tworach dusznych działa tylko sama sympatia, w trzech zaś najwyższych regionach siła sympatii uzyskuje stopniowo coraz większą swobodę. […] «dla jasności podkreślamy, że owe siedem części świata dusznego nie przedstawia siedmiu oddzielonych od siebie obszarów» […]; przeł. T. Mazurkiewicz, wyd. polskie: Warszawa 1993, s. 72–82”.

 

Dusza w świecie dusznym po śmierci.

„Dusza [ludzka], żyjąc w ciele, bierze w pewnym sensie udział we wszystkim, co w nim zachodzi […]. Dusza uczestniczy jednak również w czynnościach ducha […]. Stopień rozwoju danego człowieka zależy od tego, czy dusza wykazuje skłonności w jednym czy w drugim kierunku. […] Duch stanowi centralny punkt człowieka, ciało jest pośrednikiem, przez którego duch bada i poznaje świat fizyczny oraz w świecie tym działa. Dusza zaś pośredniczy między nimi oboma. […] Człowiek może […] wypełnić swe przeznaczenie tylko wtedy, gdy pozwoli, by duch wyznaczał kierunek wszystkim jego działaniom. Dusza sama przez się może zwracać swe skłonności zarówno ku sferze fizycznej, jak i duchowej. […] Duchowej jaźni żyjącej w poprzednich wcieleniach w coraz większym stopniu winna wytyczać kierunek sfera duchowa. Poznanie winien określać duch wiecznej prawdy, działanie zaś wieczne dobro. Śmierć traktowana jako fakt ze świata fizycznego oznacza zmianę czynności ciała. […] Duch po oddzieleniu się od ciała jest nadal związany z duszą. […] W świecie dusznym nie znajduje on […] swej prawłasnej istoty. […] By w nowym wcieleniu pojawić się w doskonalszej postaci, duch musi zaczerpnąć siły i pokrzepić się w świecie duchowym. […] Po śmierci dusza nie jest już związana z ciałem, a jedynie z duchem. Żyje ona teraz w otoczeniu dusznym. […] Początkowo z życiem duszy w świecie dusznym związany jest również duch. […] Dusza uwalnia ducha od wyższego, duchowego świata, gdy jej siły nie mogą już dłużej działać zgodnie z naturą ludzkiej organizacji dusznej. Następuje to w chwili, w której dusza pozwala, by rozkładowi uległo wszystko to, co mogła przeżyć jedynie w obrębie ciała, zachowując zaś to, co może kontynuować swój dalszy żywot wraz z duchem. Owa zachowana pozostałość – coś, co dusza mogła wprawdzie przeżyć jedynie w ciele, co jako owoc może być jednak wpojone duchowi – wiąże ją z nim w świecie czysto duchowym. By zatem poznać los duszy po śmierci, należy zbadać proces stopniowego rozpadu, w którym bierze ona udział. Zadaniem duszy było zwrócenie ducha ku dziedzinie fizycznej. Z chwilą gdy zadanie to wypełniła, zwraca się ku dziedzinie duchowej. […] Gdyby nie zabarwienie, jakie nadało duszy związanie się ze sferą cielesną, zaraz po opuszczeniu ciała posłuszna byłaby jedynie prawom świata duchowo-dusznego i nie rozwijała w sobie żadnych dalszych skłonności ku dziedzinie zmysłowej. […] O ile tak nie jest, w duszy tkwią nadal ich pozostałości. By uniknąć zamieszania, należy tu starannie rozróżnić między tym, co przykuwa człowieka do świata ziemskiego w taki sposób, że można znaleźć wyrównanie dopiero w następnym wcieleniu, a tym, co przykuwa go do określonej, ostatniej inkarnacji. Pierwsze znajdzie wyrównanie dzięki prawu rządzącemu losem, dzięki karmie, drugiego natomiast dusza może się wyzbyć tylko po śmierci. Po śmierci nastaje dla ducha ludzkiego czas, w którym dusza wyzbywa się swych skłonności ku bytowi fizycznemu, tak by później pozostać znów posłuszną jedynie prawom świata duchowo-dusznego, a tym samym uwolnić ducha. Jest rzeczą naturalną, że okres ten trwa tym dłużej, im bardziej dusza związana była z dziedziną fizyczną. Będzie on krótki u człowieka, który był mało przywiązany do życia fizycznego, długi zaś u człowieka, którego zainteresowania całkowicie związane były ze światem zmysłowym […]. Następujące rozważanie pozwoli najłatwiej wyrobić sobie wyobrażenie o stanie, w jakim żyje dusza bezpośrednio po śmierci. Weźmy dość jaskrawy przykład rozkoszy, jakich doznaje smakosz. […] Rozkosz nie jest naturalnym stanem cielesnym; należy ona do sfery dusznej. W duszy żyje przyjemność, a także żądza przyjemności. Do zaspokojenia tej żądzy konieczny jest jednak odpowiedni organ cielesny, podniebienie itd. Żądzy takiej dusza nie traci natychmiast po śmierci, nie posiada już jednak organu cielesnego będącego środkiem jej zaspokojenia. […] Dusza cierpi więc, odczuwając palący brak przyjemności. […] Stan ten (stan palącego braku) trwa, dopóki dusza nie nauczy się nie pożądać już tego wszystkiego, co może być zaspokojone tylko dzięki ciału. […] Dusza, wkroczywszy po śmierci w świat duszny, podlega jego prawom. […] Zachodzący tu proces polega na stopniowym pokonywaniu przez siły sympatii tego wszystkiego w duszy, co związane było z siłami antypatii […]. Przechodząc przez opisane wcześniej regiony świata dusznego, dusza oczyszcza się, by w regionie doskonałej sympatii zjednoczyć się z ogólnym światem dusznym. To, że duch aż do ostatniej chwili procesu wyzwalania się duszy jest z nią związany, wynika stąd, że w trakcie życia wszedł z nią w bliskie pokrewieństwo. […] Dlatego duch jest […] związany ze stopniowo wyzwalającą się duszą. Świat duszny, będący miejscem pobytu człowieka bezpośrednio po śmierci, można nazwać «miejscem żądz». Różne systemy religijne znają [go] pod nazwą «czyśćca». Najniższym regionem świata dusznego jest region ognia żądz. Żądze te dotyczą […] rozkoszy fizycznych, których nie można zaspokoić w świecie dusznym. […] Płonące żądze wypalają się; dusza doświadcza, że ich wymazanie jest jedynym środkiem zapobieżenia cierpieniu, jakie musi z nich wyniknąć. […] Człowiek [bowiem] doświadcza wtedy uczucia braku i niedostatku. Mroczny jest stan, w którym znajdują się skutkiem tego dusze. Mogą weń oczywiście popaść jedynie ludzie, których żądze w życiu fizycznym skierowane były na rzeczy najbardziej materialne. Natury mniej pożądliwe przechodzą ten stan, nawet go nie zauważając […]. Oczyszczenia takiego nie można określić jako cierpienia w takim samym sensie, w jakim podobny stan w świecie zmysłowym musiałby być odczuwany tylko jako cierpienie. Po śmierci bowiem dusza pragnie swego oczyszczenia, gdyż tylko dzięki niemu może zostać usunięta istniejąca w niej niedoskonałość.

Drugim rodzajem procesów w świecie dusznym są te, w których sympatia i antypatia wzajemnie się równoważą. Zaabsorbowanie błyskotkami życia […] warunkuje ten stan. […] Jeżeli dusza przeżyje taki stan po śmierci i zabraknie przy tym rzeczy zmysłowo fizycznych koniecznych dla jego zaspokojenia, będzie on musiał w końcu wygasnąć.

Jako trzecie w świecie dusznym wchodzą w grę procesy, w których dominuje sympatia, przeważa natura pragnienia. Ich działania doświadcza dusza za pośrednictwem tego wszystkiego, co po śmierci zachowuje w sobie atmosferę pragnienia.

Region przyjemności i przykrości w świecie dusznym, który opisywaliśmy wcześniej jako region czwarty, stanowi dla duszy szczególny sprawdzian. Dopóki mieszka ona w ciele, przenikają ją uczucia przyjemności i przykrości. […] W czasie życia fizycznego człowiek odczuwa swe ciało jako siebie samego. Na tym fakcie opiera się to, co nazywamy poczuciem własnej osoby. […] Po śmierci brak jest ciała jako przedmiotu wspomnianego odczucia. Dlatego dusza, w której ono pozostało, czuje wewnątrz pustkę. Ogarnia ją uczucie, jak gdyby utraciła sama siebie. Stan ten utrzymuje się, dopóki dusza nie pozna, że prawdziwa istota człowieka nie leży w jego ciele fizycznym. Dlatego działania czwartego regionu burzą iluzję cielesnej jaźni. […] Dusza odsuwa się […] od siebie i gotowa jest przelać się w powszechny świat duszny przeniknięta sympatią do niego. Nie powinniśmy tu pominąć milczeniem faktu, że przeżycia tego regionu są szczególnie intensywne u samobójców.

Piątym stopniem świata dusznego jest dziedzina światła dusznego. […] Dusze są spokrewnione z tym regionem, jeśli w czasie życia fizycznego nie były pochłonięte zadowalaniem swych niższych potrzeb, lecz cieszyły się otaczającym je światem, o ile obcowanie z nim sprawiało im przyjemność. Oczyszczeniu podlega tu np. odnoszące się do przyrody marzycielstwo, jeśli posiadało charakter zmysłowy. Tego rodzaju marzycielstwo należy jednak odróżniać od wyższego współżycia z przyrodą, które ma charakter duchowy […]. Taki zmysł przyrody należy do rzeczy rozwijających samego ducha i ugruntowujących w nim to, co nieprzemijające. Od zmysłu tego należy jednak odróżnić przyjemność czerpaną z obcowania z przyrodą i mającą swą przyczynę w czystym bycie fizycznym. Wielu ludzi widzi rodzaj ideału w zabiegach służących zmysłowemu dobrobytowi […]. Ich dusza zorientowana jest […] na świat zmysłowy i musi wyleczyć ją z tego panująca w piątym wymiarze, regionie świata dusznego siła sympatii […], [która] musi obrać inną drogę […]. Drogę tę odnajduje się w «przelaniu się» duszy w przestrzeń duszną spowodowanym sympatią wobec otaczającego świata dusznego. Oczyszczeniu ulegną tu również te dusze, które oczekują, że czynności religijne powiększą ich zmysłowy dobrobyt, niezależnie od tego, czy ich tęsknoty odnoszą się do ziemskiego czy niebiańskiego raju.

Dzięki szóstemu regionowi – aktywnej siły dusznej – następuje oczyszczenie tej spragnionej czynów części duszy, która nie ma wprawdzie charakteru egoistycznego, lecz motywy swe czerpie ze zmysłowego zadowolenia, jakie czyny te przynoszą. […] Należy tu wiele natur artystycznych oraz tych, które oddają się działalności naukowej, ponieważ mają takie upodobania. […]

Siódmy region, region właściwego życia dusznego, uwalnia człowieka z resztek skłonności ku światu zmysłowo-fizycznemu. […] Istnieją [bowiem] wysoce uzdolnieni ludzie, których przedmiot rozmyślań nie wykracza jednak daleko poza procesy świata fizycznego. Ich przekonania można nazwać materialistycznymi. Muszą one zostać zniszczone […]. Istota duszy zostaje teraz wessana przez świat duszny, duch zaś uwolnionym z wszelkich więzów.

[…] Odpowiednio do warunków, jakie dusza stworzyła sobie wcześniej w życiu fizycznym, będzie ona krócej lub dłużej należeć do tego czy innego regionu. W regionie, z którym czuje pokrewieństwo, pozostanie tak długo, aż zostanie ono usunięte” (s. 83–91).

Opis powyższy Steiner uzupełnia w swoich innych książkach i licznych cyklach wykładów następującą konstatacją: w świecie dusznym człowiek nie tylko uwalnia się od swych powiązań ze światem materialnym na Ziemi, lecz także – rzecz równie ważna – oczyszcza swe karmiczne „konto”; mianowicie w świecie tym powracają doń przeżycia ludzi, którym wyrządził nie tylko jakieś dobro, lecz także – co gorsza – wszelkie zło, i to z trzykrotną siłą. Oto drugi aspekt pobytu w „czyśćcu” (usprawiedliwiający jego nazwę).

W dalszym ciągu Teozofii Steiner prezentuje także opis pośmiertnego pobytu człowieka w świecie ducha, opis ten wszakże pominiemy, w naszej przedmowie bowiem interesujemy się wyłącznie porównaniem opisów „życia w świecie dusz”, jakie znajdujemy w pracach Michaela Newtona i Elisabeth Iwony Röpcke, z opisem (kwintesencjonalnym i skrótowym) znanym z tradycji chrześcijańskiej, religijnej oraz ze szczegółowym jego obrazem, jaki przedstawia współczesna ezoteryka w wersji antropozofii Steinera.

Pora już, by dokonać tego porównania.

Zacznijmy od porównania sui generis „metodologii”, na której opierają się „rewelatorzy” opisujący czyściec czy świat dusz. W przypadku relacji z kręgu religii odwołują się oni (z reguły są to święci) do swych wizyjnych doświadczeń o charakterze spontanicznym (łaska boska). W antropozofii rewelatorami tymi – ze Steinerem na czele – są wtajemniczeni, tj. ludzie, którzy w swym rozwoju poznawczym osiągnęli wysoki stopień (w efekcie metodycznego szkolenia). (W obu przypadkach rewelatorzy ci to ludzie wyjątkowi, a zatem nieliczni). Newton i jego uczniowie (jak pani Röpcke) są to ludzie, którzy przeszli stosowny trening w zakresie uprawiania hipnozy, a więc są stosunkowo liczni. (Dwie pierwsze metodologie mają zatem charakter „arystokratyczny”, w przeciwieństwie do metodologii Newtona – zdecydowanie „demokratycznej”). Dodajmy też, że o ile w przypadku pierwszej z nich trudno mówić o precyzji poznawczej, o tyle w przypadku drugiej i trzeciej mamy do czynienia z postępowaniem precyzyjnym, tyle że różnego rodzaju.

Zapytajmy teraz, jak każda z trzech tych propozycji badawczych przedstawia cel, czyli obszar swych badań – czyściec czy świat dusz. Dla człowieka religijnego (ściślej – chrześcijanina katolika, bo już nie prawosławnego czy protestanta) czyściec to stan czy metaforycznie miejsce, w którym część wiernych znajdzie się po swej śmierci – pamiętajmy bowiem, że nieliczni z nich znajdą się w Niebie, o wiele liczniejsi jednak (zapewne) zostaną skazani na piekło. W przypadku rewelacji antropozoficznej w świecie dusz (sympatii i antypatii) człowiek, przeszedłszy przez siedem precyzyjnie opisanych etapów, zostaje oczyszczony po to, by mógł znaleźć się w świecie ducha. Dla twórcy koncepcji LBL (Life Between Lives) celem pobytu w świecie dusz jest poznanie i samopoznanie, umożliwiające rozwój i/lub ekspiację w kolejnym wcieleniu czy wcieleniach. (Pamiętajmy, że koncepcja antropozoficzna, jak i LBL przyjmują prawdę o reinkarnacji i karmie).

Jeśli chodzi o dostęp poznawczy do czyśćca czy świata dusz, to w perspektywie religijnej mają go nieliczni święci i/lub wizjonerzy, w antropozofii – wtajemniczeni określonego poziomu, w koncepcji LBL – zarówno trenerzy, jak i (niemal) wszyscy ludzie, którzy doświadczają seansów hipnotycznych. A w kategoriach ontycznych? Znakomita część ludzi po śmierci w optyce religijnej, wszyscy ludzie w wizji antropozoficznej, wreszcie w koncepcji LBL – również każdy człowiek.

W formie ekskursu, niejakoen passant, nie możemy pominąć kwestii piekła jako – obok czyśćca i Nieba – trzeciego członu pośmiertnej alternatywy, przed którą ma (może?, musi?) stanąć człowiek. Otóż człon ten znajdujemy w całej ludzkiej historii religii, z chrześcijaństwem włącznie. (W Polsce znalazł się wprawdzie – budząc ogromną kontrowersję – teolog katolicki, ks. Wacław Hryniewicz, który głosi, że choć piekło istnieje, to nie ma w nim (poza demonami, jak sądzę) nikogo – Bóg przecież jest tak miłosierny, że nikogo na piekło skazywać nie może). W antropozofii za piekło uważa się de facto tylko najniższe regiony świata dusz. (Jeśli chodzi o tradycję ezoteryczną, to ideę, że piekło wybieramy sami sobie, a nie jesteśmy na nie skazywani „za karę”, znajdujemy w relacjach wielkiego szwedzkiego wizjonera Emmanuela Swedenborga (1688–1772), który opowiada, że jeśli nawet aniołowie wyciągają z piekła jakiegoś potępieńca i zabierają go do Nieba, to ten broni się przed tym, wołając, że nie może znieść niebiańskiego jasnego światła, i powraca z wyboru – do piekła). Wreszcie w ramach koncepcji LBL o piekle w ogóle nie ma mowy.

A problem czasu? (Oczywiście, pamiętać musimy, że w świecie dusz czy tym bardziej ducha czas ustępuje miejsca wieczności). W optyce religijnej człowiek przebywa w czyśćcu przez „czas” nieokreślony, w optyce antropozoficznej – przez „czas” 1/3 jego życia na Ziemi. (Zarówno w antropozofii, jak i w ramach koncepcji Newtona pobyt człowieka w świecie dusz to faza przejściowa między jego inkarnacjami).

Kto z kolei jest Czynnikiem Nadrzędnym w ramach trzech omawianych propozycji? W religii oczywiście Bóg (nie bez udziału naszych Aniołów Stróżów), w antropozofii – nasze Wyższe Ja wraz z aniołem opiekuńczym, w koncepcji LBL – Rada Mędrców ze Źródłem Boskim w tle. W religii jest on sędzią, w antropozofii współdecydentem, w koncepcji LBL – doradcą i wychowawcą.

Zapytajmy z kolei o cel pobytu człowieka w czyśćcu (świecie dusz). W perspektywie religijnej (chrześcijańskiej) śmierć człowieka – a zatem konieczność jego pobytu w czyśćcu czy, horribile dictu, w piekle (bo już nie w Niebie) – to kara za tzw. grzech pierworodny. W antropozofii i jedno, i drugie mają umożliwić człowiekowi przejście od jednego wcielenia do następnego. (Tu warto przypomnieć o książce Jana van Helsinga Rozmowa ze śmiercią, w której Herr Todt podkreśla swą zasługę – umożliwienie człowiekowi przejścia do „lepszego świata”). Podobnie jest w perspektywie doświadczeń LBL. W religii pobyt w czyśćcu ma umożliwić człowiekowi przejście do Nieba (aspekt wertykalny), w antropozofii – poniekąd analogicznie, ale też (horyzontalnie) ma funkcję rozwojowo-wychowawczą. Podobnie jest też w koncepcji LBL.

Punkt ostatni. Kiedy porównujemy wszystkie trzy propozycje – religijną, ezoteryczną (antropozoficzną) i LBL – nie możemy nie zauważyć, że w ramach pierwszej nadrzędną kategorią kierującą jest zasada Sprawiedliwości, podobnie zresztą jak w ramach drugiej – z tym uzupełnieniem, że w obu uzupełnia ją zasada Miłości–i–Poznania. Oznacza to, że choć w każdej z nich afirmuje się i podkreśla znaczenie cierpienia jako instrumentu przemiany i rozwoju człowieka, to jednak tylko w pierwszej z nich wyrasta to z bezsensownej mściwości bóstwa (kategoria kary – w moim przekonaniu – zawsze rodzi się z pragnienia zemsty, bez względu na to, czy uzasadnia się ją religijnie, moralnie czy społecznie). Jaki bowiem sens ma teza o wiecznych cierpieniach w piekle poza samym ich zadawaniem? W przypadku zaś obu pozostałych koncepcji – jeśli nawet afirmują one zasadę cierpienia, to jednak rozumieją ją jako mającą sens rozwojowy i wychowawczy; odchodzą zatem od postawy barbarzyńskiej do humanitarnej.

Tak dochodzimy do puenty naszych rozważań. Stanowi ją pytanie: jaką genezę i jaki sens ma owa – wręcz rewolucyjna – zmiana, owa humanitaryzacja obrazu pośmiertnego życia człowieka?

Na wstępie odrzućmy wrogą i wstrętną tezę materialistycznych „uczonków”, jakoby świat opisywany przez ludzi badanych przez Newtona i jego uczniów zrodziła epistemologiczna (poznawcza) pomyłka. Według tych krytyków obraz tego świata – zarówno Life Between Lives, jak i cykli wcieleń – miałby być iluzorycznym efektem masowej hipnotycznej sugestii (i autosugestii) narzuconej ludziom badanym inicjalne przez Newtona, później zaś także jego uczniów. Teza ta (czy pomówienie) jest ewidentnie błędna. Ci badani (tysiące, dziesiątki tysięcy?) prezentują zarówno obraz świata dusz, jak i wspomnień reinkarnacyjnych w sposób jednolity, a z drugiej zarazem zbyt zróżnicowany, żeby tak było; obraz ten jest zatem jednocześnie obiektywny i indywidualny. (Gdyby był rezultatem hipnotycznej sugestii narzuconej badanym przez hipnoterapeutów, różnych przecież, nie byłby jednolity i obiektywny, ale także – z racji wspólnej im metody – nie byłby zindywidualizowany i zróżnicowany).

Co do mnie, to skłonny byłbym genezy tego obrazu doszukać się zarówno w przemianie czy rekonstrukcji ludzkiej psyche, a przede wszystkim jej „władz poznawczych”, jak i w transformacji czy „przebudowie” ontycznej samego „czyśćca” (w języku religijnym) lub inaczej „świata astralnego” (w języku ezoteryki). Otóż sądzę, że przemiana pierwsza pociągnęła za sobą transformację drugą: przemieniona ludzka psyche niejako zasłużyła na transformację zaświatów. (Tak bóstwo wychodzi człowiekowi naprzeciw). Dusza ludzka bowiem nie ma już formy, którą w antropozofii określa się mianem Empfindungsseele (duszy doznaniowej vel odczuciowej), dominującej w starożytności, czy nawet mianem Verstandes- und Gemütsseele (duszy intelektualno-uczuciowej), dominującej z kolei w średniowieczu i jeszcze w dalszym ciągu dzisiaj u tych, którzy zatrzymali się na ich poziomie. Albowiem znakomita część ludzi naszych czasów – przynajmniej w dużej mierze (w Europie i w Ameryce) – osiągnęła lub rozwija swą duszę, zwaną Bewusstseinsseele (duszą samoświadomą), której przejawem jest myślenie naukowe. Ludziom tym zaświaty muszą jawić się na nowy sposób.

Istotą tej nowości jest po pierwsze pośmiertne stawianie człowieka przed Radą Mędrców kierujących się zrozumieniem i miłością, a nie rzucanie go w paraschizofreniczną otchłań chaosu i koszmarów „czyśćca” czy zgoła „piekła” opartego na prymitywnym wyobrażeniu zemsty Boga pastwiącego się nad człowiekiem. W doświadczeniu LBL autorytety duchowe nie jawią się jako kaci, lecz jako nauczyciele – jakże różne to metafory. Albowiem dojrzały samoświadomy człowiek nie potrzebuje już okrutnego Sędziego czy piekielnych siepaczy: sam może być i jest po śmierci własnym sędzią, niejako wspieranym tylko przez życzliwych doradców-nauczycieli. (Pamiętajmy też, że – jak wynika z innych relacji opisujących spotkanie zmarłych w toku NDE – near death experience – w śmierci klinicznej – ukazująca się im Jasna Postać, np. miłosierny Chrystus czy Budda, nigdy nie straszy ich sądem czy karą, a jedynie pyta, czy za życia poznawali świat i ludzi i czy potrafili kochać; oto cały „sąd” pośmiertny). Po drugie zaś do istoty tej nowości należy renesans idei karmy i reinkarnacji (przede wszystkim w Europie i Ameryce) po 2000 lat jej hibernacji, zaaplikowanej nam, być może, w celach wychowawczych. Znakomitą, bo aktywną i nie tylko bierną, spontaniczną rolę w tym procesie odgrywa regresja praktykowana przez Newtona i jego uczniów.

Już w formie ostatecznej konkluzji chciałbym przytoczyć pewną opowieść, którą przed laty usłyszałem z ust pana X, sinologa, pełniącego funkcję konsula Polski w Pekinie. Otóż pewien mistrz taoistyczny rozpoznał był w panu X swojego ucznia z poprzedniego wcielenia. Dzięki temu mógł zaopatrzyć go w szczególnego rodzaju glejt, upoważniający go do odwiedzenia w całych Chinach klasztorów taoistycznych i innych miejsc, do których białym wstęp był wzbroniony. W toku swych wędrówek po kraju pan X pewnego razu natknął się na świątyńkę w górach, do której wszedł, by chwilę odpocząć. W świątyńce zauważył przede wszystkim duże malowidło ścienne przedstawiające buddyjskie piekła. (Jak wiadomo, w Chinach doszło do sui generis syntezy taoizmu i buddyzmu). A trzeba wiedzieć, że w porównaniu z piekłem buddyjskim piekło chrześcijańskie może przypominać idyllę dziecięcego przedszkola. W świątyńce pan X zastał mnicha, który siedział, kontemplując owo malowidło. Pan X, nie przerywając mu kontemplacji, usiadł obok niego i też oddał się oglądowi przerażających scen z owego panneau. Po chwili jednak postanowił przerwać tę milczącą scenę i zapytał mnicha: „Czy tak jest naprawdę – czy tak jest rzeczywiście?”. A wtedy mnich przerwał swą kontemplację i odparł, patrząc mu głęboko w oczy: „Tak, jeśli ktoś w to wierzy, nie – jeśli nie wierzy”.

Czyżbyśmy więc nasze zaświaty sami kreowali czy przynajmniej współkreowali?

 

Prof. Jerzy Prokopiuk

Warszawa, listopad 2016

1. Moja fascynacja LBL– regresją hipnotyczną do życia między wcieleniami

Trudno jest mi ująć w słowa moją fascynację metodyką dr. Michaela Newtona o przeprowadzaniu sesji hipnotycznych LBL – Life Between Lives. Jest ona głęboko w moim wnętrzu, a tę głębię przepełniają emocje, których nie da się wyrazić słowami. To wypełniło mnie w całości, wpadłam jak śliwka w kompot, wciągnęło mnie w tunel zachwytu bez odwrotu. Jakby jakaś fala mnie uniosła, a ja poddałam się temu w całości. Ta fascynacja utrzymuje się do dziś. Szczególnie kiedy czytam listy od klientów opisujących swoje transformacje, zrozumienie i otwarcie się na życie i świat, mój poziom emocjonalny się podnosi, a intensywność kilkugodzinnej pracy w przeprowadzaniu sesji schodzi na drugi plan.

Z radością tworzę szkice i obrazy na podstawie opisów, a kiedy otrzymuję potwierdzenie wierności przedstawionych form, radość moja się potęguje. Potwierdza to jednocześnie moje poglądy na świat i Wszechświat, na człowieka, umysł i to coś, co nazywamy duszą. Temat reinkarnacji i regresji do świata dusz sprawił, że poczułam, iż tego szukałam, chociaż uświadomiłam to sobie dopiero wtedy, kiedy o tym przeczytałam. Coś się we mnie obudziło, ale aby się obudzić, potrzebne było doświadczenie, które przyszło zza oceanu.

Już w szkole myślałam, że to niemożliwe, by coś tak wspaniale zbudowanego jak człowiek, z talentami i możliwościami umysłowymi, po prostu umierało. I tyle. Po co te talenty i zdolności? O co tutaj chodzi? Kto tym zarządza? LBL pomogło mi znaleźć odpowiedź. Moja pierwsza sesja regresyjna w roku 1985 przeprowadzona przez Lecha Emfazego Stefańskiego pozwoliła mi również, tak jak poznanie LBL, spojrzeć z innej perspektywy na życie.

Nic nie dzieje się przypadkiem, wszystko ma swój czas i prowadzi wcześniej czy później do celu. Mnie zaprowadziło do Instytutu Michaela Newtona.

*

Dziękuję wszystkim duszom, które uczestniczyły w prowadzonej przeze mnie hipnozie LBL. Właśnie one przyczyniły się do powstania tej książki. Dziękuję Instytutowi Michaela Newtona za umożliwienie mi uczestniczenia w seminarium nadającym mi tytuł regresera do życia między wcieleniami Life Between Lives. Dziękuję nauczycielom oraz uczestnikom szkolenia przybyłym z różnych zakątków świata, od Nowej Zelandii po Kanadę, za wspólnie spędzone dni, wsparcie i wymianę doświadczeń. Mojemu mężowi za tłumaczenie z języka angielskiego na niemiecki zajęć, w których uczestniczyliśmy, jak również tekstów niezbędnych do certyfikacji. Moim dzieciom za wsparcie.

 

Prośba

Dla ułatwienia będę posługiwała się formą męską, dlatego proszę wszystkie Dusze żyjące w ciałach kobiet o wyrozumiałość.

 

Uwagi

Skrót I.R. to moje inicjały – Iwona Röpcke. Osobom, które wyraziły zgodę na cytowanie ich z imienia i nazwiska, wyrażam głęboką wdzięczność, jak również tym wszystkim, którzy wyrazili zgodę na publikację ich sesji pod zmienionymi imieniem i nazwiskiem. „A.B., maj 2010” – oznacza imię i nazwisko klienta/-tki oraz termin przeprowadzenia sesji. Może wystąpić przypadkowa zbieżność inicjałów.

Dialogi z sesji poddane zostały drobnym korektom stylistycznym, ponieważ zdania wypowiadane w głębokim transie mają inną składnię i w związku z tym inne działanie energetyczne.

Pochyloną czcionką wyróżnione są listy od klientów. Przytaczając je, zachowałam oryginalną pisownię i interpunkcję. Dziękuję za zgody na ich opublikowanie, jak również za udostępnienie wykonanych szkiców, ponieważ pokazują głębię wewnętrznej transformacji, której te osoby się poddały.

Rysunki i obrazy wykonane przeze mnie podpisane są inicjałami I.R. (Iwona Röpcke).

Tekst napisany pogrubioną czcionką zawiera informacje i przekazy od Rady Starszych, Przewodników albo z innej wysoko wibrującej przestrzeni w świecie dusz.

 

Czytelników proszę o przekazywanie impulsów i ewentualnych uwag, abym mogła dokonać niezbędnych korekt, dążąc do nadania książce jeszcze lepszej formy i treści (e-mail: lbl.bremen@aol.com).

 

Elisabeth Iwona Röpcke

2. Wprowadzenie, czyli jak zostałam terapeutką hipnozy regresyjnej do życia między wcieleniami LBL – Life Between Lives

Proszę mi wierzyć, że hipnoza, zwłaszcza ta szczególna – do życia między wcieleniami – jest fascynującym tematem. Pierwszy raz zetknęłam się z nim, czytając wywiad z dr. Michaelem Newtonem o jego pierwszej książce, której polskie tłumaczenie nosi tytuł Wędrówka dusz. Tematyka ta tak mnie zafrapowała, że zamówiłam wszystkie dostępne na polskim rynku publikacje tego autora. „Połknęłam” je dosłownie w ciągu kilku dni i nocy. Po czym postanowiłam: „Muszę się tego nauczyć. Tylko gdzie?”. Szczęśliwie znalazłam informację, że istnieje taka możliwość, i pomysłem wzięcia udziału w szkoleniu zaraziłam mojego partnera Lutza.

Przygotowania – spisanie życiorysów, zebranie odpowiednich świadectw i tłumaczenie dokumentów na język angielski – zajęły nam sporo czasu i energii. Wszystkie działania związane z przygotowaniami do uczestnictwa w projekcie realizowaliśmy równolegle z pracą zawodową. Z wykształcenia jestem artystą pedagogiem, a po dodatkowych szkoleniach na co dzień pracuję jako systemowy terapeuta rodzinny, superwizor i coach, a także terapeuta od traumy i nauczyciel jogi. Lutz jest psychoterapeutą dorosłych, dzieci i młodzieży. To on podjął się tłumaczeń na język angielski.

Oboje z całego serca pragnęliśmy zakwalifikować się na to szkolenie, a sito było gęste. Dla mnie dodatkową przeszkodą była nieznajomość angielskiego – wszystkie wykłady i dyskusje odbywały się w tym języku. Nie po niemiecku, czyli w języku, którym – od lat mieszkając w Niemczech – posługuję się na co dzień, i nie w moim ojczystym języku, czyli po polsku. Długie rozmowy telefoniczne z jednym z nauczycieli nie dały rezultatów – oświadczył kategorycznie, że zajęcia będą prowadzone wyłącznie po angielsku, bez możliwości tłumaczenia. Stwierdziłam, że mimo ogromnych chęci niestety muszę zrezygnować. Trudno. Ze łzami w oczach powiedziałam sobie: „Poczekam”.

Ale Wszechświat miał wobec mnie inne plany. Ku naszej ogromnej radości propozycja, żeby Lutz odgrywał rolę mojego prywatnego tłumacza, jednak została zaakceptowana. W trakcie wykładów z jego pomocy w tym charakterze skorzystała jeszcze jedna osoba. Lecz to nie koniec dobrych wiadomości. Okazało się, że spotkanie zaplanowano w okolicach Hamburga, w północnych regionach Niemiec, a my mieszkamy w oddalonej o sto dwadzieścia sześć kilometrów Bremie. Czyż to nie wspaniałe?

Na miejsce szkolenia wybrano pensjonat malowniczo położony w lesie. Nasza grupa nie była duża, razem z wykładowcami liczyła piętnaście osób, ale za to barwna. Uczestnicy zjechali z całego świata, od Nowej Zelandii przez Australię i kraje europejskie, po Kanadę.

Wrażeń nie da się opisać, to trzeba przeżyć. Zajęcia były po wielokroć wspaniałe. Każdy dzień mijał mi jak w transie. Mogliśmy podziwiać pracę, wiedzę i doświadczenie nauczycieli. Oczywiście sami, pod uważnym okiem prowadzących, również przeprowadzaliśmy sesje, a wyniki pracy omawialiśmy później w grupach. Wszystko i wszyscy wspierali naszą pracę. Jeden z wykładowców, mówiący po niemiecku, wyraził zgodę, żebyśmy przez cały czas pracowali razem. Wieczorami wyprawialiśmy się wozami konnymi do lasu lub na zwiedzanie okolicy.

Każdy z uczestników otrzymał zaświadczenie o ukończeniu kursu. Na uzyskanie certyfikatu potwierdzającego posiadanie kwalifikacji do używania tytułu „Terapeuta do prowadzenia hipnozy regresyjnej do życia między wcieleniami według metody dr. Michaela Newtona” mieliśmy cały rok kalendarzowy, a termin był nieprzekraczalny. Dwanaście miesięcy było wypełnionych bardzo intensywną pracą – przeprowadzaniem sesji, spisywaniem dokumentacji i tłumaczeniem na język angielski.

W 2007 roku oboje zostaliśmy oficjalnie wpisani na listę terapeutów w Instytucie Michaela Newtona w USA1.

Proszę się nie dziwić, że zafascynowana przeprowadzanymi sesjami LBL chciałabym przybliżyć czytelnikom moje doświadczenia. Pracując jako terapeuta rodzinny, korzystałam z wiedzy otrzymanej z poziomu dusz w czasie osobiście przeżytych sesji regresyjnych. Często miałam do czynienia z trudnymi sytuacjami, do jakich dochodzi w rodzinach. Ale kiedy uświadamiałam sobie, że to dusza wybrała dla siebie właśnie takie doświadczenie, nabierałam dystansu do tragedii, z którą się spotykałam. Zyskiwałam czas na refleksję, nie dając się wciągnąć w prowadzące donikąd emocjonalne huśtawki. Współczucie z poziomu serca pozwalało mi nawiązywać kontakt z członkami rodzin i wyprowadzać ich z bardzo krytycznych sytuacji życiowych.

Klienci dzielą się ze mną swoimi doświadczeniami. Jedni robią to zaraz po sesji LBL, inni dopiero po kilku tygodniach, miesiącach, a nawet latach po spotkaniu. Po sesji, znajdując się w podwyższonym polu energetycznym, nie chcieli jakimikolwiek opowieściami zaburzać stanu, w którym jeszcze trwali. Często trudno im było znaleźć odpowiednie słowa, żeby opisać przeżycia. Otrzymuję listy, w których donoszą, jak one wpłynęły na ich życie. Relacje te cytuję w kolejnych rozdziałach książki. Wzbogacone są rysunkami własnoręcznie wykonanymi przez klientów w czasie i po sesji. Część ich jest mojego autorstwa – namalowałam je na podstawie opisów uczestników sesji.

Jeszcze raz składam głębokie podziękowanie wszystkim klientom, którzy wyrazili zgodę na publikowanie swoich przeżyć, bo to dzięki nim powstała ta książka. Jestem tylko przekaźnikiem tego, czego oni doświadczyli. Sesja, niezależnie od jej przebiegu, przyczynia się do głębokiej transformacji i zrozumienia doświadczeń i decyzji podejmowanych w życiu.

 

2.1. Co to jest hipnoza?

Hipnoza z reguły kojarzy się ze stanem, w którym człowiek nie jest niczego świadomy i można z nim zrobić wszystko. Nic dziwnego, że hipnoza estradowa, gdzie odbywa się to na oczach publiczności, budzi wielkie zainteresowanie. Ale czy nasze wyobrażenie odpowiada temu, czym jest ona w rzeczywistości? Sama długo byłam podobnego zdania: że hipnoza to stan, w którym nic nie wiem o tym, co się ze mną dzieje, a nauczenie się jej jest czymś nieosiągalnym. Musiało upłynąć parę ładnych lat, nim podjęłam kroki zbliżające mnie do jej fenomenu. Okazało się wówczas, że technika wymaga przede wszystkim odwagi od uczącego się jej. Trzeba sobie zaufać, że się potrafi wprowadzić kogoś w bardzo głęboki stan odprężenia, a później wyprowadzić z niego. Co jest niezmiernie ważne.

Odmienny stan świadomości pozwala na zgłębienie samego siebie, a prowadzony przez drugą osobę może być wykorzystany do pracy nad obciążającymi problemami czy traumami, jak również do szukania nowych pomysłów i rozwiązań w życiu. Każdy przechodzi go – mniej albo bardziej świadomie – krótko przed zaśnięciem i krótko po obudzeniu się. Stan pobytu na tzw. poziomie alfa2 zna zatem każdy. A to już wstęp do hipnozy. Kiedy zamyka się oczy, znajduje się w zmienionym stanie świadomości. Ten wewnętrzny świat odbierany jest nie tylko wzrokiem, lecz także innymi zmysłami: słuchem, smakiem, węchem, dotykiem, intuicją, wewnętrzną wiedzą. Jest subtelny i kiedy system nerwowy uspokoi się i zrelaksuje, łatwo odbierze stamtąd impulsy i informacje.

O hipnozie3 napisano tomy książek, a jednak jej możliwości jeszcze nie do końca zostały odkryte. Dobrze przy okazji wspomnieć, że są różnego rodzaju hipnozy. Najnowsze badania neurologiczne oraz odkrycia w dziedzinie psychologii dowodzą, że wiedza, jaką posiadamy na jej temat, jest maleńką cząstką ogromnych nieznanych pokładów tej nauki. A badania mózgu, dzięki wykorzystaniu nowych instrumentów, pokazują, na ile jesteśmy w stanie świadomie kontrolować funkcjonowanie naszego ciała.

Serce nie potrzebuje informacji, jak ma pracować – że ma bić w odpowiedniej częstotliwości i potrzebuje do tego odpowiedniej ilość prądu, że ma otwierać i zamykać klapy, wie, ile krwi pompować do naczyń krwionośnych itp. Organizm robi to samoczynnie. Kontrolę nad tym sprawuje odpowiednia część mózgu.

Dla lepszego zrozumienia działania mózgu – kilka informacji o jego budowie i działaniu. U podstawy mózgu znajduje się pień mózgu składający się z rdzenia przedłużonego, mostu i śródmózgowia. Łączy on mózg z rdzeniem kręgowym. Ta jego część wykształciła się już u gadów, stąd jej druga nazwa – mózg gadzi. Jest odpowiedzialna za takie czynności wegetatywne, jak rytm serca, ciśnienie krwi, trawienie i oddychanie. Reguluje także rytm czuwania i snu.

W tylnej części głowy, pod mózgowiem, połączony z pniem mózgu leży móżdżek, druga po korze mózgowej największa część mózgu. Odpowiada za koordynację mięśni i umożliwia wykonywanie skoordynowanych ruchów i utrzymanie równowagi oraz prawidłowej postawy.

Układ limbiczny (zwany również mózgiem ssaczym) jest istotny w funkcjonowaniu instynktów przetrwania, skłonności i emocji wpływających na zachowanie się człowieka i odgrywających decydującą rolę w utrzymaniu wewnętrznej równowagi organizmu (homeostazy).

Kora mózgowa zbudowana jest z istoty szarej tworzonej przez neurony. Składa się z prawej i lewej półkuli mózgowej. Istota szara to sześć warstw komórek o różnej grubości. Jest ona bardzo silnie pofałdowana. Korę mózgową dzieli się czasami na starą (korę zakrętu obręczy) oraz nową (neocortex), czyli ewolucyjnie najnowszą część, wykształconą bardzo mocno u człowieka. W niej zachodzą wszelkie czynności umysłowe wyższego stopnia, myślenie abstrakcyjne, kojarzenie, planowanie np. ruchów (jak już wiemy, koordynacja ruchowa odbywa się w móżdżku). W korze mózgowej analizowane są sygnały przesyłane z narządów zmysłów4.

Poza fizycznym ciałem, zbiorem miliardów komórek, jest jeszcze coś więcej – jakby wyższa instancja kierująca tymi obszarami naszego życia, które regulują bicie serca i oddech, zapadanie w głęboki trans medytacyjny, gdzie nie są wyczuwalne ani puls, ani oddech. Są też niewytłumaczalne sytuacje wymykające się spod kontroli umysłu. Doświadczamy tego, kiedy spotykamy kogoś i nie możemy sobie przypomnieć, skąd go znamy, choć uświadamiamy sobie, że już kiedyś się widzieliśmy.

To wszystko należy do naszego umysłu. To, co przeżywamy i czego doświadczamy, dzieje się właśnie w nim. Dzięki niemu odbieramy cały świat i cały świat znajduje się w naszym umyśle.

Otaczającą rzeczywistość każdy widzi inaczej, ponieważ w tym fantastycznym organie, jakim jest mózg, każdy ma inne połączenia neurologiczne. Kiedy bardzo mocno, z silnymi emocjami koncentrujemy się na jakimś zagadnieniu, na tym, co chcemy osiągnąć, to w mózgu tworzą się nowe połączenia neurologiczne. Sprawiają one, że dany element pojawia się w naszym otoczeniu, ponieważ nauczyliśmy się go widzieć. Należy jednak pamiętać, że na to otoczenie składają się również inni ludzie, którzy także je kreują, podobnie jak my. W jakim zatem świecie żyjemy – w swoim czy innych?

Z pomocą przy szukaniu odpowiedzi na to pytanie przychodzą interesujące wyniki badań z dziedziny fizyki kwantowej5. Potwierdziła ona fenomen tworzenia własnej rzeczywistości, dokumentując, że cząsteczki elementarne, kiedy na nie patrzymy, reagują zgodnie z naszym oczekiwaniem, czyli podlegają naszej woli. Gdzie ona jest? Czy to są nasze myśli, działania, a może to jedna z tych niezbadanych części umysłu?

W Biblii czytamy, że Bóg dał nam wolną wolę. Posiadanie jej pozwala podejmować decyzje i brać za nie odpowiedzialność. W religiach wschodnich, w buddyzmie nazwano to prawem karmy6, przyczyny i skutku.

Na ile jesteśmy świadomi samodzielnego działania? Na ile odważni, aby wziąć odpowiedzialność za podejmowane decyzje, żeby nie obwiniać innych, gdy dzieje się źle? Kiedy mówimy, że to inni ponoszą winę za nasze niepowodzenia, po części mamy rację. Ale tylko do momentu uświadomienia sobie głębszej prawdy, czyli dotarcia do źródła naszego działania. I tu z pomocą przychodzi hipnoza. Wspominałam, że mamy różne połączenia w mózgu, bardzo podobne, bo widzimy prawie to samo, w takiej samej formie, ale jednak wrażenia odbieramy już inaczej. Stąd jedna osoba reaguje na konkretną sytuację ze wzruszeniem, gdy inna dziwi się, o co chodzi.

Wiele religii opisuje mistyczne stany jako uwolnienie się od fizyczności i połączenie z Bogiem, ze Źródłem, bycie Jednością. Każde starożytne wierzenie zawiera w sobie cząsteczkę tajemniczej wiedzy. Z czym ona jest związana? Już nasi przodkowie stwierdzili, że posiadanie ciała fizycznego to nie wszystko, że musi być coś więcej, jakiś inny świat. Czuli, że są nie tylko ciałem materialnym, fizycznym, lecz także jest w nich coś, co każe im patrzeć w gwiazdy, rozmyślać i zastanawiać się nad sensem życia.

Wewnętrzny świat, który stworzyliśmy dzięki spostrzeganiu i obserwacji siebie samych, kiedy znajdziemy się w innym stanie świadomości, ujawnia wiedzę niedostępną umysłowi funkcjonującemu w życiu na jawie. Fale mózgowe zmieniają się w zależności od tego, czy pracujemy, czy śpimy, czy medytujemy. Każda czynność jest wykonywana z udziałem innej frekwencji: beta, alfa, teta i delta7. W tych odmiennych stanach świadomości dokonano wielu odkryć naukowych.

W czasie snu gałki oczne szybko się poruszają – to znaczy, że śnimy i obserwujemy obrazy. Stan ten nazywany jest fazą REM8. Znajdujemy się wtedy w miejscu rozgrywanej akcji. Nasz wspaniały mózg, kiedy z nim popracujemy, umożliwi nam uzmysłowienie sobie tego wewnętrznego świata. Oznacza to, że kiedy nasze ciało fizyczne śpi, możemy świadomie przebywać w sennym świecie. W tym samym czasie inna część mózgu pilnuje, żeby wszystko funkcjonowało prawidłowo, żeby nasze fizyczne ciało się obudziło, a świadomość powróciła do niego, umożliwiając odbieranie stworzonego na jawie świata.

Hipnoza pozwala osiągnąć różne stany świadomości, dzięki niej można przenosić się w inne światy, inne przestrzenie. Ale to nie jest takie proste.

Podświadome programy, na które wpływ miało wychowanie rodzinne, środowisko, w którym przebywaliśmy i przebywamy, media, jak i powstałe w poprzednich wcieleniach, umożliwiają dostęp do innych światów albo je blokują. Posiadając wiedzę o tym, że czyni to nasz mózg, możemy z nim tak pracować, żeby nas wspierał, a nie ograniczał. Wówczas podświadomość9 również będzie gotowa wskazać nam zagadnienia i kierunek najkorzystniejszy dla naszego rozwoju. A ponieważ mamy wolną wolę, sami podejmujemy decyzje.

W czasie stanu hipnotycznego mamy kontrolę nad tym, co się z nami dzieje, wewnętrznego strażnika, który stawia granice i dba o bezpieczeństwo.

Gdy znajdujemy się w różnych stanach hipnozy, czyli wtedy, kiedy mózg pracuje na odpowiedniej częstotliwości, doświadczamy na nowo scen z poprzednich wcieleń10. Tak jak we śnie – z tą różnicą, że we śnie dzieje się wszystko nieświadomie i po obudzeniu nie zawsze przypominamy sobie nocne podróże. W hipnozie mamy świadomość większości tego, co się dzieje. Najważniejsze jest to, że podświadomość11 podaje nam gdzieś głęboko schowane informacje, o których istnieniu nic nie wiemy. Czasami lepiej jest nie wiedzieć o poprzednich życiach, które przeżyliśmy. Nie zawsze jesteśmy w stanie udźwignąć bagaż doświadczeń, jeszcze nie nauczyliśmy się „obsługiwać” tych wspomnień. Dlatego otrzymaliśmy taką ilość informacji, którą jesteśmy w stanie wykorzystać.

Wiedzę o hipnozie można zgłębić, sięgając po naukowe publikacje opisujące, jak dokładnie i szczegółowo badane są takie fenomeny i co jeszcze jest do odkrycia. Jako autorka nie mam takich ambicji. Chcę przybliżyć ideę zmierzenia się z odmiennym stanem świadomości, pokazać, że jest to możliwe dla każdego, pod warunkiem, że będzie do tego gotowy.

3. Regresja hipnotyczna

Co to jest ta regresja?12 Pytanie to zadają sobie z pewnością wszyscy, którzy słyszeli o hipnozie regresyjnej do poprzednich wcieleń. Regresja to cofanie się w przeszłość do dzieciństwa, do zapomnianych zdarzeń i miejsc pobytu. Trans hipnotyczny wykorzystywany jest w terapiach traumy i amnezji13. Głęboka relaksacja i doświadczanie odmiennych stanów świadomości pozwalają na zgłębienie swojego wnętrza i poznawanie samego siebie. Są wszechstronnie pomocne.

Każdy z nas je przeżywa. Jak już pisałam – jest to stan krótko przed zaśnięciem i zaraz po obudzeniu się. Moment, w którym zamykamy oczy. Bycie na poziomie alfa jest zatem znane, ale nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że jest to wstęp do hipnozy.

Stany te osiągamy również w technice progresywnego odprężania mięśni14, w treningu autogennym15, w medytacji16, w czasie tańca, spaceru i słuchania muzyki. A déjà vu17,gdy nagle uświadamiamy sobie, że to, co się przed chwilą wydarzyło, jest jakby powtórką z przeszłości. Ile razy nie zwracamy uwagi na takie skojarzenia, na to, co przeżyliśmy? Przechodzimy nad tym do porządku dziennego, nie zastanawiając się, traktując jako coś naturalnego. Przygotowując się do sesji regresyjnej, wystarczy przypominać i uświadamiać sobie właśnie te sytuacje, aby potem móc obserwować je w codziennym życiu.

Hipnoza wykorzystywana jest także do wprowadzania osób w taki rodzaj transu, który umożliwi im przypomnienie sobie swojego poprzedniego życia. Nazywamy to regresją inkarnacyjną. Jak również do przeprowadzenia do świata dusz, do miejsca, gdzie dusze przebywają między wcieleniami. Przez nawiązanie kontaktu ze świadomością duszy każdy może uzyskać potrzebne informacje18.

W tym miejscu przerwę mój wywód, aby wyrazić ogromne podziękowanie dr. Michealowi Newtonowi za jego pracę i stworzenie dydaktyki dającej podstawy do nauczania techniki wprowadzania ludzi w trans hipnotyczny, który umożliwia kontakt ze świadomością duszy.

Jak wiemy, cała wiedza o naszym istnieniu znajduje się w nas samych. Informacje z aktualnego życia ma oddany nam do dyspozycji nasz świadomy umysł, a te z przeszłości – przechowuje podświadomość. Połączenie świadomości duszy ze świadomością umysłu i ze świadomością ciała stanowi o naszej egzystencji na Ziemi. Te trzy jestestwa muszą ze sobą współpracować, jedno bez drugiego nie jest w stanie samodzielnie istnieć. My tym jesteśmy. Czyż to nie jest fascynujące?

Carl G. Jung19 w komentarzu do Tybetańskiej Księgi Umarłych„Bardo Thodol” wyjaśniał: „Chwila śmierci jest najwznioślejsza i najwspanialsza – dusza wtedy wyzwala się, aby odrodzić się fizycznie czterdzieści dziewięć dni później. W chwili śmierci […] człowiek dowiaduje się o znaczeniu dobra i zła, tym, co cenne, a co bezwartościowe. […] Drugi stan […] to bardo doświadczania rzeczywistości. Trzeci stan […] to bardo szukające odrodzenia. W nim dusza przyciągana jest do kochających się par, aż w końcu skupia się na jednej, którą wybiera do swego odrodzenia”20.

To oczywiście w wielkim skrócie.

W czasie regresji do świata dusz dochodzimy do momentu, kiedy świadomość duszy opuszcza ciało w poprzednim wcieleniu, obserwując je z oddalenia. Wtedy klient ma możliwość analizy przeżytego życia i zweryfikowania celów, jakie przyjął sobie do realizacji. Z reguły to, co robi teraz, jest kontynuacją zadań przygotowanych wcześniej. Będąc w stanie uwolnienia od ciała, obserwuje swoich bliskich, ale trudno mu nawiązać z nimi kontakt. Kolejny cytat z Tybetańskiej Księgi Umarłych: „Wszyscy bliscy płaczą wówczas, wznoszą krzyki i lamenty, zabierają mu pożywienie, ściągają zeń ubranie, zamiatają wokół łoża. Choć on sam ich widzi, oni go nie widzą, on słyszy, że mówią do niego, lecz oni nie słyszą jego głosu […]”.

Kiedy rodzina rozpacza po stracie bliskiej osoby, jest w tak głębokiej żałobie i smutku, że energia duszy nie jest w stanie przebić się do nich, żeby podzielić się swoją radością powrotu do domu. Ona w tym momencie jest świadoma tego, że istnieje dalej, tylko zmieniła formę.

 

3.1. Wrażenia klientów po sesji

Na podstawie relacji klientów można stwierdzić, jak indywidualnie odbierany jest wewnętrzny świat. W zależności od głębokości transu znajdują się na falach: alfa, delta czy teta, opisują sytuacje w pierwszej osobie: „ja widzę”, „ja czuję”, ale czasami w trzeciej: „nie bój się tego”, „otrzymasz to później”. Kiedy ktoś tak mówi, oznacza to, że znajduje się w stanie transu somnambulicznego21.

Niektóre relacje pokazują, jaką władzę nad człowiekiem ma umysł, oraz jego potrzebę wyjaśnienia tego, co się działo w czasie transu. Klienci dyskutują ze mną, przyjmując to za jakąś wymyśloną historię. Nie przekazali odebranych informacji, ponieważ wydawały się im niewiarygodne, a umysł z powodu niedowierzania szukał potwierdzeń. On korzysta z wiedzy, jaką zdobył od urodzenia po dzień dzisiejszy. To zapewnia mu stabilizację, kontrolę i wyjaśnia wszystkie zjawiska dnia codziennego. Jeżeli nie została wypracowana odpowiednia dawka zaufania do intuicji, a każdy ją ma, to rodzi się konflikt. Ale są też tacy, którzy z radością opisują, że są na właściwej drodze i zgadzają się z tym, co widzieli i słyszeli.

 

G.U., 52 lata, lipiec 2011

 

Jeszcze raz dziękuję ci za sesję w imieniu naszej czwórki i swoim dodatkowo. Wieczorem po drugiej sesji spisałam w notesiku różne myśli i wrażenia, żeby o nich nie zapomnieć, bo nie wszystko przecież wypowiada się na głos i bałam się, że mi potem uciekną… Wczoraj zapisałam je w komputerze i wysyłam też tobie, może przydadzą się do dokumentacji…

To był niesamowity wyjazd!

 

WRAŻENIA PO SESJI LBL – TO, CO ZAPAMIĘTAŁAM NAJBARDZIEJ

 

Jak po każdym regresingu, a zwłaszcza po pierwszym, człowiek jest pomieszany – a może sama to wszystko wymyślam? Mówię to, co mi pasuje? Pewne rzeczy wydają się tak głupie, że nie mówi się ich w ogóle na głos… Jeszcze inne stopniowo do nas dochodzą z czasem…

 

Zapisuję kilka ulotnych wrażeń od razu po sesji.

Mój Nauczyciel… Olbrzymia kosmiczna energia obdarzona Świadomością i zdolnością Tworzenia… Tchnienia… To słowo przeplatało się cały czas w trakcie regresingu… Tchnienie, które tworzy… Jego imię, Ae, które jest Tchnieniem… Jeszcze nie wiem, co tworzy, mam nadzieję, że dowiem się na kolejnej sesji (tak jak obiecał)… Jestem jego uczennicą i uczę się tego samego, co on…

Wiele rzeczy, które pokazywał mi Przewodnik, miało miejsce w czymś na kształt tuneli czasoprzestrzeni… Prowadziły do innych wymiarów lub interesujących mnie odpowiedzi… Większość z nich została zamknięta, a mój dostęp do wiedzy zablokowany… Widziałam mglistą białą energię stanowiącą barierę i symboliczne elektroniczne kłódki. Nauczyciel wyjaśnił, że muszę teraz bardzo mocno stać na ziemi, aby skończyć zadanie, z którym się urodziłam.

Ta gęsta mgła była też w oczyszczalni… Zupełnie zapomniałam, że istnieje… Najpierw poczułam się niepewnie, trochę obco, ale jednocześnie moja część, która tam wędrowała, doskonale wiedziała, dokąd idzie… Pofrunęłam, bo wiedziałam, że tak będzie bliżej i szybciej… Widziałam nieskończone rurociągi wypełnione białą mgłą – energią… Ich ściany tworzyła organiczna półprzezroczysta błona naciągnięta na delikatne stelaże. W pewnym momencie znalazłam się w przezroczystej kuli wypełnionej tą samą energią i połączonej z rurą wypustką. Czułam, że takich kul jest olbrzymia ilość. Iwona przypomniałaś mi o istnieniu oczyszczalni i w tym momencie uświadomiłam sobie, gdzie jestem. Zobaczyłam siebie, jak medytuję w kuli. Odpoczęłam, a po chwili sfrunęłam na dół, do Przewodnika.

Mam wciąż przed oczami scenę, gdy w jednym z tuneli czasoprzestrzeni siedzi Rada Starszych… Widzę stół i kilka postaci w szarych garniturach (z bliska – są to szare szaty)… Daleko za nimi, w głębi tunelu, stoi małe biurko, a przy nim mój Nauczyciel… Nie widzę wyraźnie jego postaci, raczej go czuję… W mojej głowie pojawia się wizja Światowida – mój Przewodnik, podobnie jak on, ma oczy dookoła głowy… Oczywiście nie są to oczy w dosłownym sensie… Ma wgląd w to, co przed nim, za nim i obok… Jego istnienie jest wielowymiarowe… Jednocześnie jest bardzo skromny… Nie wiem dlaczego, ale nie staję przed Radą Starszych… Przewodnik od razu zabiera mnie do siebie…

Moja grupa duchowa jest naprawdę cudowna… Tęsknię za nimi… Dziewczynę pamiętam z dwóch poprzednich wcieleń… Za każdym razem po regresingu czułam, jakbym ją bardzo dobrze znała, ale nie z obecnego życia… Mężczyzna już się nie inkarnuje, jest wysoko rozwiniętym bytem… W grupowych regresjach przychodzi do mnie jako Wewnętrzny Lekarz lub Pomocnik… Oboje traktują mnie trochę jak ukochaną młodszą siostrę… W sesji przyszli do mnie z innego wymiaru, przekraczali barierę gęstej białej energii oddzielającej światy… Nauczyciel oddzielił od nich moją ziemską świadomość szklaną ścianą, ale cieszę się, że pozwolił na spotkanie… To była cudna scena, gdy patrzyłam, jak z nimi rozmawiam, śmieję się, coś sobie opowiadamy i cieszymy się, że jesteśmy razem…

Mój Przewodnik przyjmował różne postaci (światło, piramida, człowiek), czasami cierpliwie tłumaczył, czasami był poważny i dostojny… Ale dwa razy pozwolił mi poczuć to samo, co kiedyś we śnie… Dwa razy zaśmiał się serdecznie, a ja poczułam tę samą błogość, jedność z Absolutem, z Bogiem… Moja energia przestawała być osobna, wtapiała się w niego, a potem znów się wyłaniała z jego wnętrza… Dla tego jednego doznania warto było zrobić tę sesję…

Chce mi się śmiać za każdym razem, gdy przypominam sobie swoje pierwsze ludzkie wcielenie… Ciągle czuję wiatr w nozdrzach, gdy idę przygarbiona, owłosiona, ale już na dwóch nogach przez sawannę… Tyle już przeszłam… Tyle wcieleń przez te wszystkie epoki… Mam szansę je zakończyć w tym życiu i dołączyć do mojej grupy w nowym wymiarze… Dlatego są przy mnie ludzie, którzy stoją mocno na ziemi i pomagają mi przerabiać mój ziemski program.

W czasie sesji wcielałam się też w byty zwierząt (orzeł, wilk, świstak). Czułam też, że mam kontakt z innymi planetami… Na jednej z nich podłączałam się do białego drzewa jak do baterii. Lubię też przebywać w przestrzeni Wszechświata… Najlepiej rozmawia mi się z Przewodnikiem, gdy siedzimy na wizualizowanych schodach w kosmosie, a pod nami widać Ziemię lub inne planety… Mój Nauczyciel przesuwa je jak pionki na szachownicy…

Niesamowite uczucie, gdy miałam wejść w ciało dziecka… Wiszę w kosmosie, taka wielka, że mogłabym objąć ramionami Ziemię… Wizualizuję ciało dziecka… Jak tu w nie wejść?… Rozszerzam to ciało, dotykając swoją energią, ale do końca, do narodzin, zostawiam sobie oddech… Plecy mojej matki są cały czas otwarte i czuję przestrzeń za sobą… Nie interesuje mnie ciało dziecka ani rodzice… Jest mi wszystko jedno, co będzie na płaszczyźnie fizycznej… Mam dokończyć zadanie, nad którym pracuję od kilku wcieleń… Polega ono na wniesieniu do świata nowej świadomości przez twórczość… Technicznie za każdym razem rozgrywa się to trochę inaczej i za każdym razem nawalam… Potem wracam, naprawiam, co zepsułam, i jednocześnie psuję co innego… Dlatego teraz ważny jest dla mnie tylko ten niebieski błysk energii w zwoju mózgowym, który mówi mi, że to dziecko będzie miało odpowiednie predyspozycje. 
Moim zadaniem jest Łączyć – to słowo, jak i Tchnienie, przewija się w całej sesji… Nie wiem, co… Zewnętrzne z wewnętrznym, materialne z duchowym, pieniądze z twórczością, biznes ze sztuką, czarne z białym, dobro ze złem… Łączyć przeciwieństwa…

Mam skończyć inkarnację na twórczości i wniesieniu nowej świadomości do świata… Nauczyciel zapalał na ekranie Australię i Amerykę. Już wiele razy byłam artystką, ale tym razem mam zrobić coś konkretnego dla świata… Wzięłam czterdzieści procent energii, aby wypełnić ten cel. Przewodnik mocno sugerował, by skupić się na tym, na ziemskim życiu i zadaniu do wykonania. Potem pocałował mnie w czoło i obiecał, że gdy przyjdzie odpowiedni czas, to da mi odpowiedzi na wszystkie interesujące pytania. I tego się teraz trzymam!

 

Ten list pokazuje zbieżności relacji o tunelach. Opisy tuneli zdarzają się często. Jest to specyficzna forma podróżowania w świecie dusz.

 

K.Ł., 59 lat, maj 2013

 

K.Ł. opisywał tunele, dzięki którym się przemieszczał w różne miejsca w świecie dusz. Przesłałam mu obraz podobny do jego opisu. Jest to obraz calabi-yau22, kuli, która jest tak powyginana, że jej płaszczyzna tworzy różnorodne kanały, przejścia, utrzymując swoją formę. Jest całością.

 

Calabi-yau

Źródło: Andrew J. Hanson, https://en.wikipedia.org/wiki/Calabi%E2%80%93-Yau_manifold#/media/File:CalabiYau5.jpg [dostęp: 15.09.2017].

 

Dziękuję za ciekawy obraz.

Moje tunele były długie i żywe, przepełnione i wypełnione energią i ciągnęły się lub wiły.

Wszystko było wyciągnięte, długie przestrzenie, ale rzeczywiście łączyły się albo przechodziły w inne kształty.

Potrzebuję trochę czasu, żeby nawiązać do naszej sesji, bo muszę coś posprawdzać, a przede wszystkim przesłuchać nagrania i też włączyć się w nie.

Ostatnia sesja to był mój eksperyment, ale chyba zapomniałem, że aktywność lub też zaangażowanie są jednak potrzebne, a przypomniało mi się to, jak uświadomiłem sobie, ile dawałem z siebie, żeby pomóc synowi, kiedy był po wypadku, o którym wspominałem. Scena zamykania i uchylania klapy w dachu i pusta sala z owalnym stołem i wysokimi krzesłami uświadomiła mi to jeszcze dobitniej, no, ale cóż, może dokończę to sam.

Jedno jest pewne, że teraz skupiam uwagę nie na dźwiękach, tylko poddaję się napływającym obrazom i wchodzę w nie.

 

Ciąg dalszy naszej korespondencji.

 

Mówiąc, „ile dawałem z siebie”, miałem na myśli leczenie na odległość, łączenie się z Nadświadomością, ściąganiem energii i przekazywaniem jej synowi. Najczęściej robiłem to wieczorem w domu […]. Moja mobilizacja i motywacja były ogromne, a co najważniejsze – niesamowite emocje i koncentracja. To tak w celu uściślenia.

Nie wiedziałem, jak to się odbywa w pogłębionej hipnozie, więc postanowiłem zrobić eksperyment, ale widzę jednak, że zaangażowanie powinno być nieodłącznym składnikiem każdego naszego działania.

Kiedy medytuję, obrazy napływają same, ale mogę je wybierać, szczególnie teraz, po LBL, wiem, które mają dla mnie duże znaczenie. Pomocne jest dla mnie uaktywnianie się czakramu trzeciego oka, taki znak, że otwierają się większe możliwości.

 

Jacek S., 43 lata, sierpień 2011

 

Dziękuję za te wspólne dwa dni wytężonej i odkrywczej pracy!

Cały czas chodzi mi po głowie to, co „zobaczyłem” i czego doświadczyłem.

Sprawdziłem także kilka faktów, o których nie miałem dotychczas pojęcia. Choćby kto to był Jezechiel (Ezechiel) i o czym jest jego starotestamentowa księga – w wolnej chwili zerknij, jak mu Bóg niebo otwiera!??!

Wiem też, jaka jest etymologia słowa Andora (moje rozumienie fonetyczne) – lub Endor – to kraina pod dawnym panowaniem Egipcjan…

O kwarkach już nie będę pisał, bo i po co…

W samochodzie też udało mi się „odlecieć” i już wiem, kim była ta kobieta – moją ukochaną żoną w średniowieczu.

W drodze powrotnej kolega był bardzo spięty i zdenerwowany.Wracał do swoich kłopotów fizycznie i analitycznie.Troszkę go oderwałem od zmartwień, opisując, jaką ma rolę (transportera) i podbudowując go wewnętrznie. A tak przy okazji, to nie wydaje Ci się, że jego rolą miało być między innymi dosłowne dotransportowanie mnie do Ciebie tu i teraz?

To takie moje małe spostrzeżenie z perspektywy czasu.

Tak więc dalej składa mi się wszystko i mój umysł analityczny oswaja się z nową rzeczywistością.

Obkupiłem się już w nowe książki i zagłębiam się w wiedzę i samodoskonalenie.

A jakie są Twoje przemyślenia z perspektywy tych kilku dni?

A, i jeszcze jedno. Może to teraz być zbyt duży szok dla umysłu. Sam bym się wziął za wariata, słuchając z boku o spotkaniach z Takimi Osobami i w takich okolicznościach.

 

List, który otrzymałam po kilku latach:

 

Pozwolę sobie przypomnieć się nieśmiało. Ze dwa–trzy lata temu byłem u Ciebie z moim przyjacielem i staraliśmy się wspólnie wędrować przez moje dawne życia. Ja jestem tym, któremu na początku nie szło zbyt dobrze, a potem to już się działo.