Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2012

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Podróż przedślubna - Jules Bennett

Abby Morrison pracuje dla najbardziej aroganckiego i przystojnego mężczyzny, jakiego spotkała w życiu. Nie dość, że jest w nim beznadziejnie zakochana, to jeszcze musi zorganizować jego wesele. To polecenie Abby przyjmuje ze zdumieniem. Wie, że Cade Stone z nikim się nie spotyka. Orientuje się, że prawdziwym powodem małżeństwa są interesy, i postanawia nie dopuścić do ślubu …

Opinie o ebooku Podróż przedślubna - Jules Bennett

Fragment ebooka Podróż przedślubna - Jules Bennett

Jules Bennett

Podróż przedślubna

Tłumaczenie: Magda

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Dalej! Dasz radę!

Poczuła drżenie, a następnie wierzgnięcie. Jej ciałem wstrząsnęło. Trzymała się kurczowo, bolał ją każdy mięsień.

– Ruszaj biodrami!

Jak gdyby miała inny wybór! Rzucało nią na wszystkie strony, paliły ją uda, była już bliska upadku, kiedy w końcu mechaniczny byk się zatrzymał. Dzięki Bogu, pomyślała.

Tłum wył i gwizdał.

– Panie i panowie, oto jak kobieta ujeżdża! – Zaryczał głos z megafonu. – Wytrzymała jedenaście sekund. Zasługuje na piwo!

Abby Morrison na drżących nogach zsunęła się na czerwony materac, zrobiła kilka chwiejnych kroków, po czym zeskoczyła na porysowaną drewnianą podłogę. Nigdy w całym swoim dwudziestoośmioletnim życiu nie zrobiła niczego równie głupiego i zabawnego.

Zamrugała, zdziwiona. Chodzenie po materacu mogło być trudne, ale dlaczego teraz, kiedy stała na twardej, nieruchomej posadzce nadal miała problemy z utrzymaniem równowagi? Może miało to związek z faktem, że wypiła wcześniej dwie... Nie! Trzy margarity... kto by zresztą pamiętał. Kiedy dodała do tego dwa kieliszki tajemniczego, wysokoprocentowego napoju, który zaserwował jej barman, wszystko stało się jasne. Cóż, po okropnym dniu zasługiwała na chwilę przyjemności. Musiała oderwać się od codzienności. Choćby na chwilę, nawet gdyby jutro rano miała żałować swojej decyzji.

Abby, przeciskając się przez gęsty tłum w stronę baru, przybijała piątki i przyjmowała gratulacje. Gdy w końcu dotarła do stołka i usiadła, poczuła na ramieniu czyjąś rękę.

Jej spojrzenie powędrowało na opaloną dłoń, następnie na podwinięty rękaw białej koszuli i wyżej, aż zatrzymało się na czarnych jak węgiel, wściekłych oczach. Oczach, które w marzeniach i fantazjach oglądała znacznie cieplejsze.

– Cade. – Uśmiechnęła się słodko. – Co ty tu robisz?

– Ratuję cię.

Skinął na barmana, który natychmiast podał mu jej torebkę i klucze. Właśnie to irytowało ją w Cadzie Stonie najbardziej. Nawet nie musiał się odezwać, by wszyscy skakali wokół niego i przymilali się.

Abby znała Cade’a od roku. Był zabójczo przystojny, emanowała z niego wewnętrzna siła i otaczała go aura władzy. Zawsze nosił elegancki włoski garnitur. Gdziekolwiek się pojawiał, kobiety mdlały na jego widok... A ona nie była wyjątkiem od tej reguły.

– Nigdzie się nie wybieram – oświadczyła, choć gdyby zaprosił ją do domu, pewnie zmieniłaby zdanie. – Ale możesz zostać i się ze mną napić.

– Myślę, że wypiłaś już dość za nas dwoje.

Zdecydowanie zacisnął dłonie na jej ramieniu i wyprowadził na zewnątrz.

Było wyjątkowo chłodne wiosenne popołudnie.

– Jak mnie znalazłeś?! – spytała buńczucznie, drepcząc na plączących się nogach za Cade’em, który ciągnął ją do czarnego lincolna navigatora.

Otworzył drzwi pasażera, wrzucił do środka torebkę, podniósł ją i posadził na podgrzewanym siedzeniu.

– Ten lokal był pierwszą nieruchomością, którą sprzedałem po rozpoczęciu pracy w firmie ojca. Kupiec do dziś dnia pozostał moim dobrym znajomym.

Jasne, pomyślała. Kto nie znał potężnego, żądnego władzy Cade’a Stone’a? Zignorowała dreszczyk, o jaki przyprawił ją jego dotyk. To z pewnością skutek nadmiaru alkoholu, wytłumaczyła sobie. Nie chciała dopuścić do siebie myśli, że jej uczucia do tego mężczyzny były czymś więcej niż powierzchownym zauroczeniem.

Jak mogłaby zaufać instynktowi, skoro była tak pijana. Zalana w pestkę, powiedziała do siebie po cichu i dodała na głos:

– Dlaczego do ciebie zadzwonił?

Odepchnęła jego rękę, kiedy próbował zapiąć jej pas.

– Stwierdził, że nie spodoba mi się, że moja asystentka pije na umór... Publicznie! I miał rację.

Zatrzasnął drzwi, nim zdążyła pomyśleć o odpowiedzi. Umościła się na ciepłym skórzanym siedzeniu i zamknęła oczy. Cade wsiadł i włączył silnik.

Abby znów nawiedziły myśli o wydarzeniach, które doprowadziły ją do wieczornego wybryku. Niezapłacone rachunki za leczenie, pogrzeb matki, propozycja dodatkowej pracy, którą złożył Cade... Wszystko naraz zaskoczyło ją i przerosło. Miała przeciążony umysł. Musiała się odprężyć.

Nim jednak otrzymała od Cade’a ofertę, mogącą zmienić jej życie, podjęła decyzję, że złoży wymówienie. Nie mogłaby teraz odejść, ale też nie chciała zostać.

– Dlaczego nagle zaczęłaś zachowywać się jak dzika imprezowiczka? – spytał.

– Mam ku temu powody.

Nie odpowiedział.

Przez chwilę jechali ulicami San Francisco w milczeniu. Wiedziała, że Cade czeka na odpowiedź, ale w głębi duszy czuła, że na nią nie zasługuje.

– To znaczy? – ponaglił ją.

Otworzyła oczy i spojrzała na niego.

– To, co robię i dlaczego, nie powinno cię interesować.

Zobaczywszy, jak Cade zacisnął ręce na kierownicy, Abby mimowolnie uśmiechnęła się. Dobrze mu tak! – pomyślała. Zwłaszcza po tym jak po południu w biurze ogłosił, że jest zaręczony. Co więcej, zaproponował jej, by zajęła się organizacją ślubu razem z Moną, szczęśliwą narzeczoną.

Najwyższy czas, by oznajmić mu, że odchodzi. Nie mogła dłużej pracować z mężczyzną, którego w sekrecie kochała.

Zaoferował jednak bajeczną premię za pomoc w zorganizowaniu ślubu. Jak miała zaplanować piękne, pełne przepychu wesele, kiedy narzeczeni traktowali małżeństwo jak kolejną transakcję handlową?

Wspaniale! – ironizowała w myślach. Zanim pojawiła się w Stone Enterprises, pracowała przez kilka lat jako koordynatorka w prestiżowej firmie organizującej przyjęcia weselne. Cade więc uznał, że Abby ma odpowiednie kwalifikacje, by zaplanować uroczystość.

– To do ciebie niepodobne! – Głos Cade’a wyrwał ją z zamyślenia.

Jakim prawem pozwala sobie na taki komentarz? – pomyślała. Przecież praktycznie jej nie zna. Może i pracowała dla niego, ale nie wiedział nic o jej prywatnym życiu.

Abby miała zamknięte oczy, nie śmiała spojrzeć na zasępioną twarz Stone’a. Był wymięty i miał potargane włosy, co czyniło go nieco bardziej przystępnym. Nigdy, od kiedy go poznała, nie widziała go w takim stanie. Zawsze wyglądał perfekcyjnie.

Nie chciała zastanawiać się, czy był w łóżku, gdy zadzwonili z baru. Ciekawe, czy Mona czekała teraz na niego w domu?

Nie! – upomniała się. Nie będzie o tym myśleć. Niestety Cade nie tylko zawładnął jej wszystkimi zmysłami, ale także sercem i umysłem. Na domiar złego otulił ją jego seksowny zapach. Żałowała, że nie silne ramiona.

Abby jęknęła.

– Dobrze się czujesz? – spytał. W jego głosie wyczuła troskę wymieszaną z irytacją. – Mam się zatrzymać?

Zachichotała. Przestraszył się, że mogłaby zwymiotować na siedzenie jego eleganckiego, utrzymanego w nieskazitelnej czystości auta, pomyślała rozbawiona, ale szybko posmutniała. Bardziej martwił się rachunkiem z myjni niż jej stanem psychicznym?

Jęknęła jeszcze raz i odwróciła się do okna.

– Zawieź mnie do domu.

W swoim skromnym, maleńkim, pustym mieszkaniu będzie mogła cierpieć i użalać się nad sobą do woli. A Cade wróci do drogiego penthouse’u, gdzie czeka na niego narzeczona.

Kto zamówił orkiestrę dętą? – pomyślała, błagając w duchu, by perkusja ucichła. Abby przekręciła się na bok. Poczuła pod policzkiem coś miękkiego i delikatnego. Satyna?

Podniosła się gwałtownie i sparaliżowana przeszywającym bólem, chwyciła się za głowę. Otworzyła jedno oko i stwierdziła, że jest w obcym łóżku.

W tym momencie przypomniała sobie. Apartament Cade’a.

– No to pięknie, mruknęła pod nosem.

Wciąż trzymając się za głowę, zaryzykowała otwarcie drugiego oka, by sprawdzić, czy Stone stoi obok i patrzy na nią z wyższością. Na szczęście była sama i ubrana.

Najwyraźniej nic się nie wydarzyło zeszłej nocy. Chyba że Cade zdołał ją z powrotem ubrać.

Przez chwilę nasłuchiwała, ale wokół panowała martwa cisza. Na szczęście Stone wyszedł i jak dżentelmen pozwoli jej się wymknąć bez słowa. Kiedy Abby wróci w poniedziałek do pracy, Cade nie wspomni słowem o wydarzeniach piątkowej nocy.

Jasne! – skomentowała. A potem wyzna jej miłość aż po grób!

Uśmiechnęła się kwaśno. Cade należał do innego świata, do którego ona nie ma wstępu. Szczególnie teraz, kiedy się zaręczył.

Z trudem zwlokła się z łóżka, poprawiła wymiętoszone ubranie i wyszła do holu w poszukiwaniu torebki i kluczy. Dzięki Bogu, Stone’a nie było. W salonie o obniżonej podłodze, który był dwa razy większy od jej całego mieszkania, dostrzegła torebkę na stoliku z kutej stali stojącym naprzeciw skórzanej sofy.

Obok leżała kartka. Ogarnęły ją mdłości. Przeszła przez pokój po błyszczącej drewnianej podłodze i wzięła liścik.

Zostań. Musimy porozmawiać.

Cade

Czując narastające mdłości, padła na sofę.

Zamierzał dać jej kolejną reprymendę?! – zastanowiła się. Był jej szefem, a nie ojcem. Ogarnął ją gniew, gdy zdała sobie sprawę, że Cade nie miał prawa wyciągać jej wczoraj z Bulls N’Bears. Po raz pierwszy w życiu zrobiła coś spontanicznie i świetnie się bawiła.

Teraz jednak nie było jej do śmiechu. Miała okropnego kaca. Poza tym musiała pomóc narzeczonej Cade’a zorganizować ślub roku i nie mogła zrezygnować, ponieważ miała do zapłacenia stos rachunków za leczenie matki. To wszystko sprawiło, że znalazła się w głębokim dołku.

Przełknęła ślinę, powstrzymując zbierające się w oczach łzy. Matka nie chciałaby, żeby rozpaczała z powodu jej śmierci ani żeby wykonywała pracę, której nienawidzi. Tonęła jednak w długach i nie miała wyboru. Zaraz po weselu odejdzie, niezależnie od tego, co zrobi Cade.

Westchnęła i oparła się o poduszki, by rozkoszować się komfortem. Szkoda, że pocieszenie pochodziło od mebla wartego kilka tysięcy dolarów, a nie od mężczyzny o czarnych oczach, szerokich ramionach, ubranego w elegancki włoski garnitur.

Przykre. Westchnęła.

Cade przeprowadzał miliardowe transakcje. Skakał ze spadochronem tylko po to, by poczuć dreszcz emocji. Zaryzykował nawet i oświadczył się kobiecie, której nie kochał, żeby wprowadzić firmę na rynki zagraniczne. Uwielbiał to, co robił. Teraz stał przed wejściem do swojego penthouse’u i wpatrywał się w ciemne drewniane drzwi ze złotą tabliczką z literą P. Wszystko dlatego, że bał się stanąć twarzą w twarz z drobną blondynką o krągłych kształtach.

Wspomnienie Abby kołyszącej się na mechanicznym byku nie dawało mu zasnąć przez całą noc. Żałował, że w ogóle pojechał do tego baru, by zabrać śliczną imprezowiczkę do domu.

Widok jej kołyszących się seksownie do przodu i do tyłu bioder, jasnych włosów przyklejonych do wilgotnej twarzy zapisał się na zawsze w jego pamięci. Nie wiedział, że była spontaniczna, beztroska i taka... seksowna. Domyślił się, że wycieczka do popularnego baru była decyzją z ostatniej chwili. Barman powiedział mu, że Abby przyszła sama. To była jedna z tych chwil, kiedy był zadowolony, że wszyscy go znają i wiedzą, kto dla niego pracuje.

Musi wyrzucić jej obraz z głowy. Do licha, jest przecież jego asystentką. Pomagała mu we wszystkim... W transakcjach, w podróżach, razem z nim oglądała nieruchomości, które planował kupić. Nigdy wcześniej jednak nie widział w niej kobiety ani nie miał związanych z nią erotycznych fantazji. Od wczorajszej nocy potrafi myśleć tylko o jednym.

W końcu wszedł do mieszkania, ściskając pod pachą torbę świeżych bułeczek. Musi zachowywać się jak dorosły, opanowany mężczyzna, upomniał się.

Zobaczył jasne włosy Abby, a następnie nagie, zgrabne nogi, które oparła na stoliku.

Odwróciła się i pośpiesznie wstała. Zły na siebie, że znów jej pragnie, trzasnął drzwiami.

Podskoczyła, zamknąwszy oczy od huku. Pięknie, ironizowała. Teraz jeszcze będzie musiał borykać się z jej kacem!

– Doszłaś do siebie po wczorajszej nocy? – spytał, wszedłszy do salonu.

Usiadła z powrotem, tym razem na brzeżku sofy.

– Tak. A co ja tu robię?

Zignorował pytanie i postawił torbę na stole.

– Twoje ulubione zatykające tętnice śniadanie. Zjedz, żebym mógł na ciebie nakrzyczeć.

– Jeśli zamierzasz w ten sposób ze mną rozmawiać, to nie chcę mojego duńskiego ciastka z serem i kremem.

Cade oparł ręce na biodrach.

– Naprawdę chcesz mnie wysłuchać o pustym żołądku z pękającą z bólu głową?

Wpatrywała się w niego przez kilka sekund, po czym zajrzała do torby. Kiedy pochłaniała ciastko, Cade przyglądał jej się z zainteresowaniem. Miała na sobie różową bluzkę bez rękawów i białe wyjściowe szorty. Mimo że wszystkie części garderoby były wymięte, a długie, gęste włosy potargane, Abby nie sprawiała wrażenia kogoś, kto zarwał noc na alkoholowej imprezie, pomyślał.

Wyglądała, jakby spędziła noc z kochankiem.

O nie! Nie potrzebował w swoim i tak już chaotycznym życiu więcej komplikacji, a Abby Morrison z pewnością by nią była. Od początku coś go w niej intrygowało. Może to dlatego, że zawsze trzymała się na uboczu, jakby chciała chronić prywatność. Pracowała dla niego i jego brata, Brady’ego, od prawie roku i nigdy nie widział w niej kobiety, o której można by całą noc fantazjować.

Aż do dziś.

Jak udało jej się w ciągu zaledwie kilku godzin zawładnąć jego myślami? – głowił się.

Gdy zlizała z palców krem, zazgrzytał zębami, po czym poszedł do kuchni po szklankę soku. Cała ta sytuacja była wysoce niezręczna. W związku z planowanym ślubem z Moną Tremane nie powinien się dekoncentrować. Małżeństwo z córką magnata nieruchomości otwierało przed nim nową szansą, której bardzo potrzebował. Po śmierci ojca dziesięć miesięcy temu przejął z bratem Bradym zarządzanie firmą. Od tego czasu czekał na możliwość rozwinięcia Stone Enterprises i wprowadzenia przedsiębiorstwa na międzynarodowy rynek. Brady zgadzał się w stu procentach z koncepcją globalizacji, ale w wyniku długoterminowych inwestycji. Cade chciał tego teraz.

Ojciec Mony zaproponował stworzenie spółki pomiędzy swoim wielomiliardowym przedsiębiorstwem zajmującym się handlem nieruchomościami a Stone Enterprises. Jednocześnie w dogodnym momencie wspomniał o małżeństwie. Na myśl o tym, że mogliby przejść do wyższej ligi, Cade’owi pociekła ślinka i aby tego dopiąć, był gotów podpisać nawet akt małżeństwa.

Dlaczego nie miałby się oświadczyć Monie? – powtarzał sobie. Byli kilka razy w teatrze, przyjaźnili się. Partnerstwo na wszystkich poziomach. Poza tym jego brat ożenił się i chwalił sobie stan małżeński. Brady i Sam byli jednak w sobie zakochani, a Cade jeszcze tego nie doświadczył.

Uważał, że miłość to przywilej tylko pewnej grupy ludzi i on z pewnością do niej nie należy. Ci, którzy się zakochują, wypełniają w sobie pustkę. On tę pustkę wypełniał, z wielką przyjemnością kupując nowy samolot, szybki samochód lub kolejny dom na plaży.

Poza tym, czy władza i pieniądze nie są trwalsze od miłości? W ogóle nie miał pewności, czy miłość istnieje w innej postaci niż miłość ojca do syna czy dziecka do ukochanego zwierzaka.

Cade odepchnął smutne myśli, które napłynęły na wspomnienie o ojcu. Rozpamiętywanie nie przywróci życia ojcu. Może natomiast, jako dobry syn, uhonorować jego pamięć, rozwijając firmę, aż stanie się światowym gigantem.

Westchnął i nalał do szklanki sok ze świeżo wyciśniętych pomarańczy. Wiedział, że przyszedł czas, by się ustatkować i przedłużyć linię Stone’ów. Mona nie miała nic przeciw rodzinie, a on pragnął przekazać w przyszłości firmę dzieciom, tak jak zrobił to jego ojciec. Brady i Sam wyprzedzili go. Za trzy miesiące spodziewali się bliźniaków.

Cade wszedł do salonu w momencie, kiedy Abby wkładała do ust ostatni kawałek ciastka. Przestań myśleć o jej rozkołysanych biodrach, upomniał się.

– Proszę.

Postawił szklankę z sokiem na stoliku, po czym przeszedł w drugi koniec pokoju i stanął ze skrzyżowanymi ramionami, opierając się o mebel ze sprzętem grającym.

Abby spojrzała na niego niechętnie.

– Może wyjaśnisz mi, dlaczego wczoraj tyle wypiłaś?

– Jestem dorosła. – Wzruszyła ramionami. – Chciałam się oderwać, zabawić. Wiesz, co to znaczy bawić się, prawda?

– Nie mówimy o mnie – mruknął.

– Wyjaśnij mi w takim razie, dlaczego po raz pierwszy usłyszałam o Monie Tremane, kiedy tak niespodziewanie ogłosiłeś zaręczyny.

Cade wyprostował się i oparł ręce na biodrach.

– Moje życie osobiste nie powinno cię interesować. Jesteś moją pracownicą.

Abby zrobiła minę, jakby te słowa zraniły ją, choć patrzyła na niego z podniesioną głową.

– Masz rację – zgodziła się. – I dlatego ja również mogę wyjść i dobrze się bawić, kiedy zechcę. Nie musisz udawać dobrego, zatroskanego tatusia. – Sięgnęła po sok. – Choć widujesz mnie częściej niż on przez całe moje życie – burknęła pod nosem.

Ton jej głosu z rozdrażnionego zrobił się nagle smutny. Co się stało z jego zawsze dumną, zamkniętą w sobie asystentką? Dlaczego nigdy wcześniej nie słyszał niczego o jej rodzinie?

Ponieważ łączyły ich wyłącznie stosunki służbowe, odpowiedział sobie od razu. Dlaczego w takim razie znów czuł troskę?

Odgarnęła z twarzy zmierzwione włosy.

– Jestem zmęczona. Nie chcę teraz rozmawiać na takie tematy. Daj narzeczonej mój numer telefonu. Zastanowię się, od kiedy mogę zacząć przygotowania do wesela.

Cade patrzył, jak Abby wzięła torebkę i założyła różowe sandały na szpilce. Ciekawe, czy zawsze miała francuski manicure? Hm. Seksowny, znowu mimowolnie pomyślał.

– Podwiozę cię do samochodu – zaproponował, odrywając wzrok od jej paznokci.

– Zamówię taksówkę.

Nim zdążyła położyć rękę na klamce, Cade zagrodził jej drogę, stając między nią a drzwiami.

– Podczas jazdy porozmawiamy.

– Nie ma mnie teraz w pracy. Sprawy służbowe mogą zaczekać do poniedziałku. A kwestii osobistych nie będziemy poruszać.

Dlaczego w jej głosie było tyle stanowczości?

– Musimy przedyskutować kilka tematów – oświadczył, odwracając wzrok od jej piersi, które prawie dotykały jego czarnego podkoszulka. – Wchodzę w spółkę z Tremane International. Podpiszemy umowę, jak tylko ja i Mona powiemy sobie „tak”. Zależy mi, aby ślub i fuzja firm odbyły się za miesiąc.

ROZDZIAŁ DRUGI

Mona Tremane była przeciwieństwem Abby. Piękna, wysoka, zgrabna... i bogata.

Abby siedziała naprzeciw niej przy stoliku pożerana przez zazdrość. Mona miała na palcu olśniewający diamentowy pierścionek. Uśmiechała się i odzywała zawsze we właściwym momencie.

Trudno wyobrazić sobie bardziej niestrawny lunch.