Wydawca: Amber Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2016

Podróż do miłości ebook

Sandi Lynn  

4.42857142857143 (14)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 274 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Podróż do miłości - Sandi Lynn

Czasami miłość zaskakuje samą siebie…


Emerson James – piękna, żywiołowa i buntownicza. Wciąż jest w drodze, wciąż szuka swego miejsca, wciąż ucieka od strasznych wspomnień.
Alex Parker – miliarder i pracoholik. Jest arogancki, seksowny jak grzech i chce mieć wszystko pod kontrolą.
Co ich łączy? Chyba tylko to, że przeciwieństwa się przyciągają…


Emerson: "Nigdy nie zatrzymuj się w jednym miejscu zbyt długo. To było moje motto, odkąd wyjechałam. Nie mogłam zostać po tej tragedii, która odebrała mi rodzinę. Nie miałam już nikogo. I nie chciałam więcej nikogo mieć. Po co? Żeby znów przeżywać ból straty?"


Alex: "Była najpiękniejszą kobietą, jaką spotkałem. Ale była też irytująca, pyskata i kompletnie nieodpowiedzialna. Spotykałem się z zupełnie innymi dziewczynami. Miałem wszystko i byłem zadowolony z życia. A przynajmniej tak mi się wydawało, dopóki nie zjawiła się Emerson. Ale ona zamierzała wyjechać, a ja musiałem zrobić wszystko, by ją zatrzymać. Nie myślałem, że znów ją zranię…"

Opinie o ebooku Podróż do miłości - Sandi Lynn

Fragment ebooka Podróż do miłości - Sandi Lynn

Korekta

Anna Raczyńska

Hanna Lachowska

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcie na okładce

© conrado/Shutterstock

Tytuł oryginału

The Seduction of Alex Parker

The Seduction of Alex Parker

Copyright © 2015 by Sandi Lynn.

Published by arrangement with Browne & Miller Literary Associates, LLC.

All rights reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2016 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-5990-1

Warszawa 2016. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

tel. 620 40 13, 620 81 62

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

P.U. OPCJA

Rozdział 1

EMERSON

Nigdy nie zatrzymuj się w jednym miejscu zbyt długo. To było moje motto. Świat jest ogromny, a nam dano tak niewiele czasu na zobaczenie go – taki więc miałam plan: zwiedzać świat. Dopóki nie zaczęły mi się kończyć pieniądze. Siedząc w swym maciupeńkim mieszkanku w Teksasie, złapałam za telefon i zadzwoniłam do mojego brata Adama.

– Cześć, Emerson.

– Cześć, braciszku. Słuchaj, potrzebuję jeszcze trochę gotówki.

– Em, to koniec. Wyczerpałaś swoje fundusze prawie do końca. Mówiłaś, że zostaniesz gdzieś na stałe i znajdziesz pracę.

– Miałam pracę. Rzuciłam ją. Czas ruszać dalej. Mam dość Teksasu, Adam, muszę wyjechać.

Usłyszałam, jak wzdycha.

– Emerson, masz dwadzieścia sześć lat. Czas już skończyć z tym, co robisz, i gdzieś się osiedlić. Mieć gdzieś swój dom. Myślałem, że już o tym rozmawialiśmy.

– Adam, potrzebuję trochę kasy na wyjazd z Teksasu. Nie mogę tu dłużej zostać.

– Co się stało z tym kowbojem, z którym się umawiałaś? Sądziłem, że między wami jest coś poważnego.

– Nie. Był miły i w ogóle, ale traktował to coraz bardziej serio. Zaczął wspominać o ślubie i dzieciach. Rozumiesz już, dlaczego muszę wyjechać?

– Nie możesz dalej tak funkcjonować, Em. Moja odpowiedź brzmi „nie”. Nie dostaniesz już więcej pieniędzy, bo nic z nich nie zostało. Ostrzegałem cię w tej kwestii jakiś rok temu. Niech to szlag. Pora, żebyś dorosła.

– Jestem dorosła. Fakt, że nie lubię tkwić w jednym miejscu i wieść nudnego, zwyczajnego życia jak większość ludzi, nie znaczy jeszcze, że jestem dzieckiem.

– Z tobą to zawsze ta sama rozmowa.

– Dobra, Adam. Pozwól, żeby siostra została bezdomną.

Klik.

Rzuciłam komórkę na kanapę i przespacerowałam się po pokoju. Pobyt w Teksasie zaczynał doprowadzać mnie do szaleństwa, więc musiałam jak najszybciej się stąd wyrwać. Miałam jeszcze inne miejsca do odwiedzenia. On nie rozumiał. Nie potrafił zrozumieć. Nieważne, ile razy usiłowałam tłumaczyć, Adam nie chciał słuchać. To, że sam był szczęśliwy w okowach biurowej posady, pracując po osiem godzin dziennie, jeszcze nic nie znaczyło.

Następnego ranka, kiedy piłam kawę i ignorowałam połączenia od Billy’ego, rozdzwoniła się komórka. To był Adam.

– Czego? – rzuciłam z irytacją.

– Tylko nie tym tonem, siostrzyczko. Słuchaj, tak sobie myślę, że powinnaś wrócić na trochę do Kalifornii. Musimy usiąść i pogadać.

– Masz na myśli, że to ty musisz usiąść i palnąć mi wykład? Ja wcale nie chcę tam wracać.

Westchnął.

– Firma wysyła mnie na trzy miesiące do Tennessee, gdzie spróbuję uratować pewne przedsiębiorstwo przed bankructwem. Kupiłem ci bilet na samolot, zatrzymasz się u mojego przyjaciela. Nazywa się Alex Parker.

– Czemu nie mogę mieszkać u ciebie, gdybym zdecydowała się wrócić?

– Ponieważ podczas mojej nieobecności wchodzi ekipa remontowa i nie będzie się tam dało żyć.

– Więc chcesz, żebym zamieszkała u twojego kumpla? Jaki brat robi siostrze coś takiego? Każe jej się wprowadzić do obcego faceta?

– Wierz mi. Nie masz się czym martwić, jeśli chodzi o Alexa. Poza tym jest mi winny przysługę i wczoraj wieczorem mu o tym przypomniałem. Trzy miesiące, Em, a potem wrócę i utniemy sobie pogawędkę. Ale w czasie tych trzech miesięcy masz zastanowić się nad swoim cholernym życiem i zdecydować, gdzie na tym świecie na dobre zapuścisz korzenie. Dom Alexa jest ogromny, a jego prawie nigdy nie ma, więc rzadko kiedy będziesz go widywała.

– No nie wiem, Adam. Nie chcę wracać i dobrze o tym wiesz.

– Chcesz się wyrwać z Teksasu czy nie? To twoja jedyna opcja – oznajmił z powagą.

– Zgoda – westchnęłam. – Kalifornio, przybywam. Kiedy mam lot?

– Jutro o ósmej rano. Więc bierz się do pakowania.

– Zobaczymy się jutro?

– Nie. Wyruszam, jeszcze zanim ty wylądujesz. Wyślę ci adres Alexa. Weź taksówkę i urządź się tam trochę. Ja wrócę za trzy miesiące.

Przewróciłam oczami.

– Dobra. Skoro poukładałeś mi już całe życie, to chyba nie mam wyboru.

– Bezpiecznego lotu i do zobaczenia niedługo.

Klik.

Kochałam mojego brata. Był jedyną osobą, jaka mi na tym świecie została, ale czasami potrafił zachowywać się jak prawdziwy dupek i teraz, wymuszając na mnie powrót do Kalifornii, znów dał tego dowód.

ALEX

Spotkałem się z Adamem na kolacji i drinku przed jego wyjazdem do Tennessee. Nie mogłem uwierzyć, że naprawdę zgodziłem się wziąć do siebie jego młodszą siostrę na czas jego nieobecności.

– Jeszcze raz dziękuję, że zgodziłeś się przyjąć Emerson, stary.

– Nie ma sprawy. Od czego są przyjaciele? No nie? – Posłałem mu niepewny uśmiech.

– Chyba powinienem cię przed nią ostrzec. W pewnym sensie jest lekkoduchem. Potrafi być bardzo pyskata i buntownicza. Ale serce ma szczerozłote, no i potrafi gotować. Już jej wspominałem, że nigdy nie ma cię w domu, więc pewnie i tak nie będziecie się widywać.

– To prawda. Nie martw się. Postaram się, żeby poczuła się jak u siebie. A właściwie poproszę Jennę, żeby się o to zatroszczyła. To tylko na trzy miesiące, tak?

– Tak. Gdy tylko wrócę, przyjadę ją odebrać. I z góry przepraszam za wszystkie nieprzyjemne czy nieuprzejme rzeczy, które od niej usłyszysz.

Zaśmiałem się cicho.

– Kiedy wrócisz, dam ci znać, czy przyjmuję przeprosiny.

– Jenno, przez następne trzy miesiące będziemy mieli gościa. Na imię ma Emerson i jest młodszą siostrą mojego przyjaciela Adama. Upewnij się, proszę, że jeden z pokoi gościnnych jest dla niej przygotowany, a kiedy się zjawi, oprowadź ją po domu. Ląduje dziś po południu. Będę wtedy w biurze i nie wiem dokładnie, o której wrócę. Przypilnuj też, z łaski swojej, żeby nie dotykała niczego cennego.

– Oczywiście, panie Parker. – Jenna pokiwała głową.

Wdrapałem się na tylne siedzenie bentleya i poinformowałem o Emerson mojego kierowcę, Phillipa.

– Jeśli akurat nie będziesz w trasie ze mną, a panna James zechce dokądś się udać, dowieź ją, proszę, bezpiecznie na miejsce. Gdyby poprosiła, żebyś zabrał ją gdzieś absurdalnie daleko, skonsultuj się najpierw ze mną.

– Nie ma problemu, Alex. Muszę powiedzieć, że jestem szczerze zdumiony, że pozwalasz jej u siebie mieszkać. Podejmowanie gości – to do ciebie niepodobne.

Westchnąłem.

– Wyświadczam przysługę przyjacielowi. Wierz mi. To się więcej nie powtórzy.

Uśmiechnął się i zawiózł mnie do biura. Czułem się z tą sytuacją nieswojo, a do tego zapomniałem zapytać Adama, ile lat ma jego siostra. Ale ostrzegał mnie, że jest pyskata i buntownicza, więc zgadywałem, że koło osiemnastu. Tego mi właśnie było trzeba: pałętającego się po domu dzieciaka. Będę musiał ustalić jakieś zasady, których ona powinna przestrzegać, i to bez żadnych „ale”. W Adamie dziwne wydawało mi się to, że nigdy nie wspominał o swojej rodzinie. Znałem go od trzech lat, a właśnie po raz pierwszy usłyszałem o siostrze. Ale dobry był z niego facet, a rok temu wyświadczył mi ogromną przysługę. Kiedy zadzwonił i spytał, czy Emerson mogłaby u mnie pomieszkać, nie bardzo mogłem odmówić.

Rozdział 2

EMERSON

Gdy tylko wysiadłam z samolotu i postawiłam stopę na kalifornijskiej ziemi, zaczęło mi brakować tchu. Musiałam znaleźć łazienkę i wziąć się w garść. Miałam stąd złe wspomnienia i nie bez powodu wyjechałam. Niech Adama szlag trafi za to, że mnie tu ściągnął. Żywiłam ociupinkę nadziei, że ośmioletnia nieobecność wszystko ułatwi. Ale myliłam się. Okrutnie się myliłam.

Skierowałam się do punktu odbioru bagażu, chwyciłam swoje dwie wielkie walizki i wsiadłam do taksówki. Pokazałam kierowcy wyświetlacz telefonu, prosząc, aby zawiózł mnie pod przysłany przez Adama adres. Zdziwiło mnie, że znajdował się w Malibu. Kim był ten Alex Parker? Czas go wygooglować i się dowiedzieć. Kiedy wpisałam nazwisko w wyszukiwarkę, oczy dosłownie wyszły mi z orbit. Chodziło o tego Alexa Parkera. Sławnego na cały świat developera budowlanego. Był właścicielem niemal wszystkiego: hoteli, firm kredytowych, budynków mieszkalnych, apartamentów, restauracji i paru resortów rozproszonych po całej kuli ziemskiej. Kurczę! Był miliarderem, a skończył dopiero trzydzieści lat! Czy to w ogóle możliwe? Cholera, był też seksowny. A niech mnie. Jak, u diabła, Adam mógł oczekiwać, że zamieszkam w jednym domu z tym przystojnym mężczyzną? Brat mówił wprawdzie, że w ogóle nie muszę przejmować się Alexem, więc mogłam się założyć, że mój gospodarz okaże się dupkiem. Dupkiem z rodzaju: drętwy, bogaty playboy, któremu się zdaje, że cały świat należy do niego. Dopóki będzie mi schodził z drogi, ja będę schodziła z drogi jemu, a sądząc po liczbie różnych kobiet, z którymi pojawiał się na zdjęciach, panicznie bał się zobowiązań. Jeśli tak, to przynajmniej tyle mieliśmy wspólnego.

Toczyliśmy się długą, krętą drogą dojazdową, aż zatrzymała nas czarna brama z kutego żelaza. Taksówkarz wcisnął guzik i wrota otwarły się, podjechał więc pod sam dom. Wysiadł i wyjął z bagażnika moje walizki. Uiściłam opłatę, a kiedy odjechał, ja wciąż stałam w miejscu i gapiłam się na ogromniasty, przycupnięty na zboczu wzgórza dom. Nagle frontowe drzwi stanęły otworem i wyłoniła się z nich jakaś kobieta. Wyglądała, jakby niedawno przekroczyła trzydziestkę, była drobna, a czarne włosy spięła w kok.

– Dzień dobry, ty musisz być panną James. Jestem Jenna, gospodyni pana Parkera. – Posłała mi ciepły uśmiech.

Wyciągnęłam do niej rękę.

– Emerson. Miło mi cię poznać.

Wzięła jedną z moich walizek i wprowadziła mnie do środka. Już we foyer zamarłam w pół kroku i rozejrzałam się po pięknie urządzonym domu pana Parkera. Jenna oznajmiła, że zabierze mnie do sypialni położonej w głębi parteru.

– Yyy, Jenno. Jak duży jest ten dom? – spytałam.

– Sześćset pięćdziesiąt metrów kwadratowych.

– Jezu. Komu potrzebna aż tak duża powierzchnia?

Zaśmiała się.

– To twój pokój. Będziesz tu miała więcej prywatności, no i to największa gościnna sypialnia. A do tego ma najlepszy widok.

Gdy otworzyła drzwi, wciągnęłam głośno powietrze. Pokój był większy od mojego mieszkania w Teksasie. Cholera, był większy od jakiegokolwiek miejsca, w którym kiedykolwiek się zatrzymałam. Skośny sufit, ściany w kolorze kawy z mlekiem oraz białe ozdobne gzymsy nadawały mu elegancji w najczystszej postaci. Potężne łóżko z wysokim wezgłowiem przylegało do jednej ze ścian, naprzeciwko niego znajdował się kominek, a wyżej – wbudowany telewizor. Duże przeszklone drzwi prowadziły na patio wyposażone w dwa krzesła oraz stół. Jedwabne zasłony zwisały elegancko do samej podłogi. Ale to widok błyskawicznie przykuł moją uwagę. Widok na Pacyfik.

– Tutaj masz szafę – poinformowała Jenna, otwierając podwójne drzwi.

Zaparło mi dech, gdy weszłam do przestronnej garderoby, a może raczej: do pięknej, ogromnej, białej świątyni próżności. Szlag, nawet szafa była większa niż moje mieszkanie. Naprawdę dałoby się w niej urządzić.

– To niesamowite.

Jenna się uśmiechnęła.

– Poczekaj, aż zobaczysz łazienkę.

Wyszłyśmy z garderoby i przemierzyłyśmy krótki korytarz, który prowadził do łazienki. Nie żartuję, gdy mówię, że chyba doświadczyłam orgazmu. Znajdowała się tu olbrzymia, wpuszczona w podłogę wanna z masażem, w której zmieściłyby się przynajmniej cztery osoby, gigantyczny wykafelkowany prysznic o szklanych ścianach oraz potężny blat z dwiema umywalkami. Całe pomieszczenie wykończono w beżowym marmurze i zadbano o perfekcyjny wystrój.

– Nie dekorował domu samodzielnie, co? – spytałam.

– Nie. Kiedy pan Parker go budował, zatrudnił też dekoratora wnętrz.

– Ile już tu mieszka? – zapytałam z ciekawości.

– Jakieś pięć lat. Chodź ze mną, pokażę ci resztę domu.

Przeszłyśmy przez budynek, aż Jenna doprowadziła mnie do kuchni, gdzie nastąpił orgazm numer dwa. Było to urzeczywistnienie marzeń każdego szefa kuchni. Jasny gwint. Patrząc na dwa piekarniki, podwójną kuchenkę, pokaźną granitową wyspę w samym środku oraz największą lodówkę z nierdzewnej stali, jaką w życiu widziałam, nietrudno było sobie wyobrazić mnóstwo eleganckich posiłków, które można by tu przygotować. Całości dopełniały szafki i gzymsy z ciemnego wiśniowego drewna otaczające duże wykuszowe okno z wyłożoną poduszkami ławą, z której rozciągał się widok na ocean.

Po tej wycieczce wyszłyśmy do ogrodu na tyłach. Musiałam napiąć mięśnie nóg z powodu orgazmu numer trzy. Wspaniały widok, obrzeżony drzewami teren, basen z iluzją nieskończoności, jacuzzi i mnóstwo innego wyposażenia – wszystko to było niewiarygodne.

– Jeśli zejdziesz po tych stopniach – Jenna wskazała w bok – trafisz na plażę.

– Tu jest pięknie. Naprawdę pięknie.

– Wiem. Praca tu to prawdziwy zaszczyt – uśmiechnęła się.

Uniosłam wzrok w stronę pierwszego piętra i zauważyłam ciągnący się wokół całego budynku balkon.

– A co jest tam?

– Na piętrze mieści się sypialnia oraz gabinet pana Parkera.

Uniosłam brew, zerkając na nią.

– Jego sypialnia i gabinet zajmują całe piętro?

– Tak. Na ten poziom nie ma wstępu. Nikt nie może tam wchodzić, chyba że dostanie zgodę pana Parkera.

– A ty?

– Ja muszę tam sprzątać, więc właściwie stanowię jedyny wyjątek.

– Rozumiem. Mam pytanko. Czy pan Parker jest drętwy?

Z jej gardła wydobył się cichy śmieszek.

– Tak. Troszeczkę.

– Świetnie. No cóż, przynajmniej nigdy nie ma go w domu. Nie będę widywała go zbyt często, prawda?

– Zgadza się. Od czasu do czasu zagląda tu w ciągu dnia. Jeśli chodzi o noce, to, szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Wychodzę codziennie o piątej. On jest bardzo towarzyską osobą, więc spędza wiele czasu na przyjęciach charytatywnych i nie tylko, i naprawdę rzadko bywa w domu.

– Co za strata, mieć taki dom i nigdy nie móc się nim cieszyć.

Pokiwała lekko głową.

– Jeśli pozwolisz, muszę wracać do pracy. Pan Parker kazał ci przekazać, żebyś się rozgościła. Jeśli jesteś głodna, w lodówce znajdziesz mnóstwo jedzenia i picia.

– Dziękuję, Jenno.

– Nie ma za co, panno James.

– Tylko bez formalności. Nie cierpię formalności. Mów mi Emerson.

– Dobrze, Emerson. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, proś bez wahania.

ALEX

Dotarłem do domu o dziewiętnastej, żeby poznać mojego gościa, wziąć prysznic i przebrać się na randkę, na którą byłem umówiony. Gdy tylko przekroczyłem próg, powietrze wypełniło się niesamowitym aromatem. Odłożyłem aktówkę i ruszyłem do kuchni, gdzie zastałem kobietę ubraną w niezwykle krótkie dżinsowe szorty i stojącą przy moim piecu.

– Ekhem – odchrząknąłem. Nie odwróciła się, więc zrobiłem to ponownie: – Ekhem.

Westchnąłem i podszedłem do niej, by stuknąć ją lekko w ramię. Podskoczyła i okręciła się na pięcie.

– Jezu Chryste, ale mnie przestraszyłeś – rzuciła, wyjmując z uszu słuchawki.

Co, do cholery? Nie była osiemnastolatką. Podczas gdy ona przyłożyła dłoń do serca, ja wpatrywałem się w jej niebieskie niczym ocean oczy.

– Próbowałem się do ciebie odzywać, ale oczywiście mnie nie usłyszałaś. – Wskazałem słuchawki.

– Ty musisz być Alex Parker. Ja jestem Emerson James. Siostra Adama. – Wyciągnęła rękę.

– Miło mi cię poznać. Ile masz lat?

– Słucham? – spytała, mrużąc oczy.

– To przez sposób, w jaki Adam o tobie mówił. Myślałem, że masz coś koło osiemnastki. Oczywiście, sądząc po wyglądzie, wcale tak nie jest.

– Mam dwadzieścia sześć lat.

– Rozumiem. Dobra. Witaj w moim domu, panno James, i proszę, czuj się jak u siebie. Zakładam, że Jenna oprowadziła cię po terenie.

– Owszem. Była bardzo miła. A co konkretnie mówił o mnie Adam? – dopytywała ze ściągniętymi brwiami.

– Niewiele. Po prostu założyłem, że jesteś młodsza. Co gotujesz? – Pochyliłem się i zajrzałem do stojącego na kuchence garnka.

– Makaron z domowej roboty sosem palomino.

– Pachnie wyśmienicie. Adam wspominał, że niezła z ciebie kucharka.

– Chcesz trochę? – spytała z uśmiechem.

Uprzejmie odmówiłem, wkładając dłoń do kieszeni.

– Idę na kolację. To randka, na którą zresztą muszę się przygotować. Więc jeśli mi wybaczysz…

– Och, jasne. Baw się dobrze.

Odwróciłem się i skierowałem ku drzwiom kuchni. Zatrzymałem się jednak, okręciłem na pięcie i spojrzałem na nią jeszcze ostatni raz, zanim ruszyłem na górę.

– Dziękuję – rzuciłem.

Cholera. Siostra Adama była piękna, niezwykle piękna. Brązowe włosy z jasnymi pasemkami, które nosiła spięte w kucyk, współgrały z opaloną skórą oraz oczyma w kolorze oceanu. Z tego, co zdołałem zauważyć, ciało miała doskonałe. Wysportowane, szczupłe i tak w sam raz umięśnione we wszystkich właściwych miejscach, a jej koszulka na ramiączkach ciasno opinała wielkie, krągłe piersi. Pokręciłem głową i udało mi się powstrzymać fiuta przed stwardnieniem. Byłem, bądź co bądź, mężczyzną, który znalazł się w obecności pięknej młodej kobiety, i nic nie dało się na to poradzić. Biorąc prysznic, nie mogłem przestać rozmyślać o reakcji mojego penisa na Emerson. Normalnie nie staje mi na sam widok jakiejś tam kobiety. Widuję piękne kobiety każdego dnia, i to nigdy wcześniej się nie zdarzyło. Co tu się, do cholery, wyprawia?

Rozdział 3

EMERSON

Zdjęcia Alexa nie oddawały mu sprawiedliwości. Ten mężczyzna prezentował się jeszcze apetyczniej na żywo niż w sieci. Miał nieco ponad metr osiemdziesiąt wzrostu, krótkie brązowawe włosy w lekko piaskowym odcieniu i brązowe oczy. Kości policzkowe jak spod dłuta oraz mocna szczęka czyniły go bardzo przystojnym, nie wspominając już o popołudniowym zaroście, który zbliżał go do perfekcji. Cholera. I owszem, zerknęłam w dół, na jego męskie zalety, by sprawdzić, czy może się pochwalić czymś dużym. Trudno to było ocenić w czarnych garniturowych spodniach. Musiałabym go zobaczyć w dżinsach albo krótkich spodenkach.

Kiedy nakładałam sobie makaron na talerz i zanim jeszcze wyszłam na patio, usłyszałam, jak frontowe drzwi otwierają się, a potem zamykają. Ten zapach. Do moich nozdrzy dotarła smuga męskich perfum, która przydryfowała aż do kuchni. Znałam tę woń. Spryskał się dolce & gabbaną, moim najulubieńszym męskim zapachem wszech czasów. Westchnęłam, chwyciłam talerz i wyszłam z nim na zewnątrz. Był piękny wieczór. Słońce już zaszło i zaczynały pokazywać się gwiazdy. Ciepła bryza owiewająca mi twarz przypomniała, jak bardzo uwielbiałam swego czasu mieszkanie w Kalifornii. Gdy jadłam, zadzwonił mój telefon. To był Adam.

– Cześć.

– Upewniam się tylko, że dotarłaś bezpiecznie. Jak tam?

– Na razie dobrze. Nie mówiłeś, że twój Alex Parker to ten Alex Parker.

– Szczerze mówiąc, nawet o tym nie pomyślałem. Robi ci to jakąś różnicę?

– Nie. Ale jego dom to prawdziwy dwór.

– No. Odjazdowy, nie? Hej, nie przeszkadza ci, że jesteś tam? Mam na myśli, z powrotem w Kalifornii?

Och, teraz o to pyta?

– Owszem. Trochę przeszkadza i jeśli mam być szczera, jestem wściekła, że zmusiłeś mnie do przyjazdu.

– Musisz zostawić przeszłość za sobą, Em. Wiem, że to trudne, ale musisz popchnąć swoje życie do przodu.

– Ależ ja już dawno je popchnęłam, Adam! Po prostu postanowiłam, że popchnę je z dala od tego miejsca. Ta rozmowa zawsze przybiera ten sam obrót. Muszę lecieć.

Klik.

Zaczynałam czuć się zmęczona, więc posprzątałam i skierowałam się do sypialni. Gdy już przebrałam się w piżamę, otworzyłam przeszklone drzwi, aby wpuścić do środka bryzę. Wdrapałam się do łóżka, naciągnęłam na siebie prześcieradło i wpatrywałam się w noc, słuchając fal rozbijających się o brzeg.

Zawsze byłam rannym ptaszkiem. W moim odczuciu nie ma sensu marnować choćby minuty dnia. Wstałam z łóżka, wślizgnęłam się w krótki jedwabny szlafrok w kremowym kolorze i wyszłam z pokoju na patio. Wciągnęłam w płuca świeże poranne powietrze i spojrzałam na ocean. Po twarzy przemknął mi uśmiech, kiedy dostrzegłam w wodzie dwa delfiny.

Poszłam do kuchni i nastawiłam dzbanek kawy. Podskoczyłam, gdy rozdzwonił się mój telefon. Kto, do cholery, może chcieć się ze mną skontaktować o tak wczesnej porze? Och. To był Billy. Kurczę. Odebrałam, przełączyłam na głośnomówiący i wyjęłam z lodówki jajka.

– Cześć.

– Gdzie ty się, u diabła, podziewasz, Em? Wybrałem się wczoraj wieczorem do twojego mieszkania, ale cię nie zastałem. Próbowałem dzwonić, ale odesłało mnie prosto na pocztę.

– Jestem w Kalifornii i wieczorem wyłączyłam telefon.

– W Kalifornii! Co ty tam, u diabła, robisz i czemu mi nie powiedziałaś, że wyjeżdżasz?

– Brat kazał mi tu przyjechać i zapomniałam ci o tym wspomnieć.

– Kotku, proszę, nie okłamuj mnie. Przykro mi z powodu tamtego wieczoru. Nie chciałem cię zdenerwować.

– Nie zdenerwowałeś mnie, a ja nie kłamię.

Rozbiłam jajka na patelni, włożyłam kromkę chleba do tostera i zabrałam się do krojenia awokado.

– Kotku, kiedy wracasz do domu? Musimy usiąść i poważnie porozmawiać.

Alex wmaszerował do kuchni, spojrzał na moją komórkę, a potem na mnie.

– Nie wracam do Teksasu, Billy.

– Co to ma, do diabła, znaczyć, że nie wracasz do Teksasu?! – wrzasnął.

– Nie rozumiesz po angielsku?

Zauważyłam, że Alex uśmiechnął się pod nosem.

– Z nami koniec, Billy. A ja skończyłam też z Teksasem. Na samym początku powiedziałam ci, że prawdopodobnie nie zostanę długo.

– Ale, Em, co z nami? Mieliśmy przecież plany, do cholery!

– Ty miałeś plany, Billy. Plany, które snułeś bez wcześniejszego porozumienia ze mną. Mnóstwo rzeczy sobie założyłeś.

– Więc tak po prostu uciekniesz od naszego związku? Masz jakiekolwiek pojęcie, jak okrutnie teraz cierpię, kotku?

– Na miłość boską, przestań nazywać mnie „kotkiem” i przykro mi, jeśli cię zraniłam. Ale ja idę naprzód, Billy, i sugeruję, żebyś ty zrobił to samo.

– Ale, Em, ja cię kocham. Proszę, nie rób nam tego. Co mogę zrobić, żeby wszystko naprawić?

– Billy, to za wczesna pora na tę dyskusję, a ja nie zdążyłam jeszcze nawet wypić kawy. Nic nie możesz zrobić. Nie wracam i to koniec. Zasługujesz na kogoś lepszego niż ja. Muszę lecieć. Przepraszam.

Klik.

– Kawy? – spytałam Alexa, który opierał się o blat.

– Tak. Kawa dobra rzecz. Niezła z ciebie łamaczka serc. Współczułem Billy’emu – uśmiechnął się krzywo.

Przewróciłam oczami, wręczając mu filiżankę kawy.

– Billy’emu nic nie będzie. Jajka? – zaproponowałam.

– Nie. Nie mam czasu. Jestem umówiony na spotkanie. Miłego dnia, panno James.

– Dość tych formalności, Alex. Mów mi Emerson, Em, Emmie – jak chcesz. Byle nie „panno James”.

Przekrzywił głowę i uśmiechnął się.

– Myślę, że będę cię nazywał „łamaczką serc”.

– Uch. – Złożyłam głowę na blacie, a kiedy Alex wychodził, doleciał mnie jeszcze jego cichy śmieszek.

ALEX

Uznałem, że nie muszę ustanawiać żadnych reguł, skoro Emerson jest dorosła. Dorosła, piękna i już całkiem ukształtowana, co mogło mnie ostatecznie wpędzić w kłopoty, jeśli nie zachowam ostrożności. Niech Adama trafi szlag za to, że nie powiedział mi, jaka ona jest gorąca. Ale gorąca czy nie, była siostrą przyjaciela, co stanowiło nieprzekraczalną granicę. Poza tym nie była w moim typie. Nie była… jak by to ładnie ująć? Nie była wystarczająco wysublimowana. Kobiety, z którymi się umawiałem i pieprzyłem, pochodziły z wyższych sfer. Miały klasę, której Emerson, zdaje się, brakowało. Miałem swoje standardy, a ona niestety ich nie spełniała. I nawet dobrze się składało. Nie potrafiłem jednak przestać się zastanawiać, czemu wyjechała z Teksasu w taki sposób. Przysłuchiwanie się jej rozmowie z Billym okazało się niezłą zabawą, a to, jak go spławiła, pokazało, że ma jaja. Kobiety, z którymi się spotykałem, były inne. Były Billymi naszego związku. Błagającymi i przekonującymi, bym z nimi został, zawsze próbującymi się dla mnie zmieniać. Emerson James kryła w sobie jakąś historię, a ja nie mogłem powstrzymać się przed próbami odgadnięcia jej natury. Czy miałem poznać jej treść? Nie. Nie moja sprawa. Emerson zatrzymała się u mnie na trzy miesiące i ani dnia dłużej. Póki nie wtrącała się w moje życie, póty ja nie zamierzałem wtrącać się w jej.

Rozdział 4

EMERSON

Jenna zjawiła się w kuchni, gdy byłam w trakcie sprzątania.

– Dzień dobry, Emerson. Jak ci minęła pierwsza noc?

– Dzień dobry. Świetnie. Spałam w tym łóżku jak niemowlę.

Zaśmiała się.

– To dobrze. Jakieś problemy z panem Parkerem?

Zmarszczyłam twarz, zerkając na nią.

– Nie. Czemu pytasz?

– Tak się tylko zastanawiałam. Czasami potrafi być trochę, jak by to powiedzieć, niegrzeczny i niewrażliwy.

– Och. Jak na razie wydaje się w porządku.

– Świetnie. Miłego dnia, Emerson – uśmiechnęła się i wyszła z kuchni.

Skoro już wróciłam do Kalifornii, nadszedł czas na odnowienie kontaktów z dawnymi przyjaciółkami. Przyjaciółkami, których nie widziałam od ośmiu lat, ale z którymi kontaktowałam się od czasu do czasu przez Facebooka. Najlepszymi przyjaciółkami, które porzuciłam, wyjeżdżając i nigdy nie oglądając się za siebie. Ruszyłam do pokoju, otworzyłam laptopa i wywołałam stronę profilową Christine Howl, mojej najlepszej przyjaciółki z czasów licealnych. Była teraz mężatką i niepracującą mamą jednego dziecka.

„Cześć, Christine. Wróciłam na trochę do Kalifornii i liczyłam, że uda nam się spotkać na lunch i nadrobić stracony czas”.

Odpowiedziała po zaledwie paru minutach.

„O mój Boże! Nie mogę uwierzyć, że jesteś z powrotem. Tak! Możemy umówić się na lunch jeszcze dzisiaj? Zadzwonię do Bayli i dowiem się, czy ma wolne. Wiem, że bardzo chciałaby się z tobą zobaczyć”.

„Dziś mi pasuje. Może spotkamy się o pierwszej w Polo Lounge? Swego czasu uwielbiałyśmy tę knajpę”.

„Brzmi świetnie. Nie mogę się doczekać”.

„Ja tak samo”.

Teraz musiałam wezwać taksówkę. Kiedy dotarłam do kuchni, ujrzałam jakiegoś mężczyznę rozmawiającego z Jenną.

– Emerson, to jest Phillip. Osobisty szofer pana Parkera.

– Miło mi cię poznać, Emerson. Właściwie przyszedłem właśnie po to, żeby się przedstawić. Pan Parker polecił, żebym zawiózł cię, gdzie tylko będziesz chciała.

– Naprawdę?

– Tak, naprawdę. Pod warunkiem że on nie będzie mnie akurat potrzebował.

– Masz doskonałe wyczucie czasu, Phillipie, bo na pierwszą muszę dotrzeć do Polo Lounge na lunch z przyjaciółką.

– Dobrze, a zatem pojedziemy do Polo Lounge – uśmiechnął się. – Powinniśmy wyruszyć koło południa, podjadę cię zgarnąć.

– Dziękuję. To bardzo miło z twojej strony.

Kiwnął głową i wyszedł. Był przystojnym dżentelmenem o ciemnobrązowych włosach, zielonych oczach i krótko przystrzyżonej brodzie. Strzelałam, że ma czterdzieści parę, najwyżej pięćdziesiąt lat. Nie mogłam uwierzyć, że Alex poprosił go, by woził mnie po okolicy. Może Alex Parker nie był wcale aż takim beznadziejnym przypadkiem.

Wskoczyłam pod prysznic, ubrałam się i czekałam, aż Phillip po mnie przyjedzie. Kiedy się zjawił, otwarł przede mną drzwi bentleya, a ja wślizgnęłam się do środka.

– Jak długo pracujesz dla Alexa? – spytałam.

– Jakieś trzy lata – uśmiechnął się. – Co cię sprowadza do Kalifornii?

– Mój brat, Adam. Tak naprawdę nie bardzo miałam wybór i musiałam na trochę wrócić.

– Wrócić? Mieszkałaś tu już wcześniej?

– Tak. Dorastałam w Los Angeles.

– Czemu wyjechałaś? – zapytał, zerkając na mnie w lusterku wstecznym.

– To długa i nieciekawa historia.

Wreszcie dotarliśmy do Polo Lounge, a kiedy wysiadałam z auta, Phillip wręczył mi swój numer telefonu.

– Zapisz go sobie w komórce i dzwoń albo pisz, jeśli będziesz chciała się gdzieś dostać. Mogę cię odebrać najpóźniej o czwartej.

– Nie ma sprawy. Jeśli miałabym zostać dłużej, złapię po prostu taksówkę.

– Miłego lunchu z przyjaciółkami, Emerson.

– Dziękuję, Phillipie.

Jeszcze zanim doszłam do wejścia do restauracji, usłyszałam, jak ktoś woła mnie po imieniu od strony patia. Obejrzałam się i dostrzegłam Christine oraz Bayli machające do mnie od stolika.

– Spójrz tylko na siebie – odezwała się Christine, przytulając mnie. – Świetnie wyglądasz.

– Dzięki. Ty też.

– Dawno się nie widziałyśmy, kochana. – Bayli uśmiechnęła się, gdy się uściskałyśmy. Czułam się, jakbyśmy znów były Trzema Muszkieterkami.