Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Podróż do Hongkongu - Robyn Donald

Siena zakochała się w Nicholasie. Nigdy nie zapomniała ich wspólnej nocy i tego, jak cierpiała, gdy potem porzucił ją i wyjechał bez słowa. Zaręczyła się z godnym zaufania człowiekiem i zaplanowała przyszłość.

Niestety, pewnego dnia ten poukładany, bezpieczny świat rozsypuje się jak domek z kart. I wtedy właśnie w jej życiu znowu pojawia się Nicholas i proponuje wspólna Podróż do Hongkongu...

Opinie o ebooku Podróż do Hongkongu - Robyn Donald

Fragment ebooka Podróż do Hongkongu - Robyn Donald

Robyn Donald

Podróż do Hongkongu

Tłumaczenie: Maria

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Siena uniosła kieliszek i patrzyła przez chwilę, jak korowody bąbelków ulatują z jasnozłotego płynu, a potem objęła wzrokiem dwoje ludzi, których kochała od zawsze.

– Wielkie gratulacje, mamo i tato! Życzę wam następnych trzydziestu lat razem – powiedziała uroczyście. – Niech będą jeszcze lepsze.

– Niechby okazały się w połowie tak dobre jak te, które dane nam było przeżyć. – Matka uśmiechnęła się z rozmarzeniem. – I tak będziemy z tatą nieprzyzwoicie szczęśliwi.

Hugh Blake otoczył żonę ramieniem; w jego spojrzeniu była miłość i duma.

– A ja jestem pewien, że następne lata będą coraz lepsze. Jak mogą nie być? Los obdarzył nas bogactwem, które znakomicie procentuje. Mówię o naszych wspaniałych córkach. – Uśmiechnął się szeroko, unosząc kieliszek. – Za Sienę i Gemmę, dwie piękne kobiety, które wniosły w nasze życie mnóstwo radości i nie pozwoliły nam na najmniejszą chwilę nudy.

Siena zaśmiała się do wspomnień. Dzieciństwo na przedmieściach nowozelandzkiego Auckland było cudownym, beztroskim czasem, który spędziły z Gemmą, szalejąc jak dwie dzikuski w buszu. Rodzice z pewnością się nie nudzili przy tak pomysłowych i kipiących energią córeczkach. Ale mówiąc o dwóch pięknych kobietach, tata grubo przesadził. Gemma była piękna, to nie ulegało wątpliwości. Po ojcu odziedziczyła wysoki wzrost, po matce smukłą, gibką sylwetkę modelki, proste, miękkie jak jedwab włosy mieniące się miedzią i ciepłym brązem, a także złocistą karnację. Ale ona, Siena… przy reszcie rodziny wyglądała jak chodzący żart. Była, co tu dużo mówić, kurduplem; nawet w kapeluszu nie osiągała metra sześćdziesięciu. W dodatku natura obdarzyła ją, nie wiedzieć czemu, cerą tak jasną, że gdy nad Nową Zelandią królowało letnie słońce, ona musiała kryć się w cieniu niczym partyzant. Włosy miała za to smoliście czarne, poskręcane w niesforne loki, a oczy intensywnie niebieskie. Doprawdy, trudno było uwierzyć, że ona i Gemma są siostrami. A jeszcze trudniej, że urodziły się tego samego dnia.

– Jestem pewien, że dzięki naszym bliźniaczkom przeżyjemy jeszcze wiele pięknych chwil – podjął ojciec, upiwszy szampana. – I tak sobie myślę, droga Diano, że w naszym podeszłym wieku powinniśmy już chyba zacząć z niecierpliwością wyczekiwać pojawienia się wnuków.

Siena zerknęła na swoją lewą dłoń. W blasku świec brylantowe oko zaręczynowego pierścionka zamigotało tęczowo.

– Podeszły wiek, dobre sobie. – Pokręciła głową ze śmiechem, a krótko przycięte ciemne sprężynki loków, o których wyprostowaniu przestała marzyć już parę lat temu, zatańczyły energicznie wokół jej twarzy. – Obawiam się, drodzy rodzice, że upłynie trochę czasu, zanim zostaniecie dziadkami. Gemma nie spotkała jeszcze mężczyzny, który byłby jej wart, a my z Adrianem… nie sądzę, żebyśmy zdecydowali się na dziecko zaraz po ślubie.

Nieuchwytny niepokój, dręczący jak wirus grypy, odezwał się znowu, jak zawsze, kiedy myślała o swojej starannie zaplanowanej przyszłości. Nie rozumiała tego uczucia. Adrian był przecież cudownym facetem; wiedziała, że dokonała dobrego wyboru, przyjmując jego oświadczyny. Ta niepewność to na pewno normalny objaw przedślubnej tremy, powiedziała sobie uspokajająco, i upiła solidny łyk z kieliszka.

Przedni francuski szampan, schłodzony do idealnej temperatury, był jak wyrafinowana pieszczota dla podniebienia. Siena przymknęła oczy i skoncentrowała się na jego niezrównanym smaku. Zdawało jej się, że wyczuwa w trunku potęgę słońca i słodycz deszczu… Łagodna muzyka na flet i fortepian wypełniała restauracyjną salę luksusowego londyńskiego hotelu. Idealna oprawa, żeby uczcić trzydzieści lat małżeńskiej miłości Diany i Hugh.

– Nasze plany nie są w tej chwili istotne – powiedziała, salutując rodzicom kieliszkiem. – Dzisiaj liczycie się tylko wy i wasze święto. Zasłużyliście… na wszystko co najlepsze.

– Jest wspaniale. – Niekłamany, dziecięcy zachwyt w oczach matki sprawił, że Sienę ogarnęło wzruszenie. Rodzice całe życie ciężko pracowali. Zanim doczekali się czasów względnej zamożności, przetrwali wiele trudnych lat. Bóg jeden wiedział, ilu rzeczy musieli sobie odmówić, żeby jej i Gemmie niczego nie brakowało. Teraz, po trzydziestu latach małżeństwa, byli na pierwszych w życiu luksusowych wakacjach. Zwiedzali Europę, a potem planowali złapać oddech podczas długiego, leniwego rejsu po ciepłych morzach. Rocznicę ślubu wypadło im obchodzić w Londynie.

– Zrobiłaś nam cudowną niespodziankę, przylatując dosłownie z drugiego końca świata, żeby spędzić z nami ten wieczór. – Diana pogłaskała córkę po dłoni. – Szkoda, że Gemma nie mogła wziąć urlopu. Byłoby idealnie, gdyby ona też była z nami, no i gdyby towarzyszył ci Adrian!

– Niestety, on też nie mógł się zwolnić z pracy. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Miesiąc minie szybko, a kiedy wrócicie do Nowej Zelandii, spotkamy się wszyscy, żeby razem świętować i oglądać tysiące zdjęć, które na pewno zrobicie podczas tej waszej odysei!

Nagłe poruszenie przy wejściu do sali restauracyjnej przyciągnęło wzrok Sieny. Zachciało jej się śmiać, kiedy zobaczyła, jak maître d’hôtel, sztywno wyprostowany, przebiera nogami z komiczną szybkością, niemal biegnąc na spotkanie nowego gościa. Ciekawe, cóż to za ważna figura się pojawi, pomyślała z roztargnieniem. Kiedy godzinę wcześniej przekraczała próg restauracji, żeby dołączyć do rodziców, wyfraczony cerber ledwo raczył ją zauważyć.

W następnej chwili w wejściu pojawiła się wysoka męska postać. Siena od niechcenia przesunęła po niej wzrokiem. I zamarła. Świadomość, kogo ma przed oczami, eksplodowała w jej umyśle, a przez znieruchomiałe ciało przetoczyła się gorąca, uderzeniowa fala szoku.

Był ostatnią osobą, którą spodziewała się zobaczyć tego wieczora.

Był kimś, kogo nie chciała nigdy więcej widzieć.

Powoli, bardzo powoli odstawiła kieliszek i splotła lodowate dłonie pod blatem stolika.

– Wiecie, co robi tutaj Nick? – spytała, zmuszając drżące wargi do posłuszeństwa. – Zaprosiliście go na naszą rodzinną imprezę?

– Nasz Nick tutaj? – Zdumienie w głosie ojca starczyło za odpowiedź.

– Owszem, niejaki Nicholas Grenville. – Skinęła głową. Kiedyś to imię i nazwisko było dla niej jak zaklęcie, jak magiczny klucz otwierający drzwi do krainy dziewczęcych marzeń. Teraz te drzwi były zamknięte na głucho, a znajome sylaby rozbrzmiewały pustym, bolesnym echem.

– Nick? Gdzie jest? Co robi? – zaciekawiła się Diana, która siedziała tyłem do sali.

– Właśnie wszedł do restauracji… – Siena schyliła głowę i spod zasłony włosów zerknęła jeszcze raz w stronę drzwi. – W towarzystwie jakiejś zjawiskowej laski.

– Platynowa blondynka? – spytała Diana, nie odwracając się. – Wysoka, chłodna i wyrafinowana, w ciuchach godnych gwiazdy filmowej?

– Ta sama. – Siena skrzywiła się. – Znasz ją? Wiesz, kto to jest?

Matka i ojciec wymienili znaczące spojrzenia.

– Portia Makepeace-Singleton. – Diana pochyliła się nad stolikiem. – Poznaliśmy ją, owszem. Tydzień temu, zaraz po naszym przyjeździe do Londynu. Nick zadzwonił do taty. Okazało się, że mieszka tu od paru miesięcy. Zaprosił nas do siebie na drinka. Siedzieliśmy i gadali w najlepsze, kiedy nagle zjawiła się Portia. Moim zdaniem nie była zaproszona, ale znasz Nicka. Zachował pokerową twarz.

– Jak to miło, że nadal uważasz Nicka za członka naszej rodziny – ucieszył się ojciec.

Siena zrobiła nieokreślony ruch dłonią.

– A za kogo miałabym go uważać? – rzuciła lekko. – Odkąd zacząłeś pomagać mu w nauce, tato, Nick bywał u nas co najmniej dwa razy w tygodniu. Ile razy spędzał z nami wakacje? Trzy, nie, cztery lata z rzędu, bo jego mama pracowała. Dobrze pamiętam, jak chodził za tobą krok w krok, chciał wiedzieć wszystko o prowadzeniu własnego przedsiębiorstwa… Obydwie z Gemmą byłyśmy w niego wpatrzone jak w tęczę, lecz cóż, nas interesowała głównie jazda na deskorolce i gra w zbijaka, a jego – rodzaje spółek kapitałowych. Był dla nas oczywiście bardzo miły…

Przestań pleść trzy po trzy, skarciła się w duchu. Jeszcze chwila tego słowotoku, a rodzice domyślą się, że jest coś, czego bardzo nie chcesz im powiedzieć.

– Ta Portia Cośtam-Jakośtam, to jego narzeczona? – spytała, starając się, żeby w jej głosie pobrzmiewało tylko powierzchowne zainteresowanie towarzyską plotką.

– Możliwe – odparła Diana. – Nie pytaliśmy.

Siena popatrzyła uważnie na mamę, potem na tatę.

– Oj, chyba nie spodobała wam się jego wybranka. – Pokręciła głową, rozbawiona.

Diana przewróciła tylko oczami.

– Zauważyli nas? – spytała konspiracyjnym szeptem, i na wszelki wypadek zasłoniła twarz kieliszkiem.

– Nie. – Siena posłała kolejne ukradkowe spojrzenie w głąb sali restauracyjnej. – Maître d’hôtel właśnie zaprowadził ich do stolika dla VIP-ów, za tymi kwitnącymi drzewkami.

Całe szczęście, że Nick i jego luba usiedli daleko, poza zasięgiem wzroku… Ale wieczór był wczesny i wszystko się mogło zdarzyć. Myśl, że może być zmuszona do tego, żeby stanąć z nim twarzą w twarz, spłynęła po jej plecach dziwnym, elektryzującym dreszczem.

Uniosła nagle niespokojne dłonie, żeby poprawić fryzurę. Brylant na jej serdecznym palcu znów rozbłysnął kaskadą tęczowych promieni.

Z rozczuleniem spojrzała na pierścionek, który narzeczony nie tak dawno wsunął na jej palec. Adrian… był naprawdę kochany. Siena wiedziała, po prostu wiedziała, że będzie z nim szczęśliwa. On nigdy by jej nie skrzywdził. Podczas gdy Nick…

Nick omal jej nie zniszczył.

Zdusiła drżące westchnienie, bezbronna wobec zalewającej ją fali wspomnień. Miała szesnaście lat, gdy pewnego dnia zrozumiała, że w starszym o sześć lat Nicku jest beznadziejnie, śmiertelnie zakochana. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że poważny, małomówny młodzieniec mógłby kiedykolwiek odwzajemnić jej uczucia. Zresztą, zaraz potem Nick wyjechał z kraju. Zanim ona i Gemma skończyły liceum, zdążył udowodnić, że potrafi zrobić użytek z lekcji, jakich udzielał mu Hugh. W rekordowym czasie zarobił pierwszy milion, a potem kolejne. Nie zerwał kontaktu z Blake’ami tylko dlatego, że przerósł swojego dawnego mistrza. Dzwonił, pisał, czasami wpadał z wizytą. Po kilku latach zdecydował się wrócić do Nowej Zelandii i znowu zaczął być częstym gościem w domu Hugh i Diany. Dziewiętnastoletnia wówczas Siena zdała sobie sprawę, że jej dziewczęce uczucie nie wygasło, lecz zamieniło się w coś znacznie potężniejszego – w fascynację i pożądanie tak silne, jak tylko to możliwe u młodej kobiety. Walczyła ze sobą, kryła przed Nickiem swoje uczucia, jakby instynktownie wyczuwała niebezpieczeństwo. Aż pewnego dnia on…

– Siena?

Zamrugała, kiedy zaniepokojony głos matki przywołał ją do rzeczywistości.

– Wybaczcie, kochani – zaśmiała się. – Odpłynęłam. Cały ten luksus… jest trochę przytłaczający, nie sądzicie? Ciekawe, jak by to było, żyć na co dzień w takim otoczeniu.

Hugh rozejrzał się wokół z błyskiem rozbawienia w oczach.

– Myślę, że gdyby treścią twojego życia miały się stać rauty, stroje, plotki i rozgrywki towarzyskie w gronie milionerów, szybko zanudziłabyś się na śmierć. Zbyt energiczna z ciebie osóbka. Zresztą, co my możemy na ten temat wiedzieć? Nick powiedziałby ci więcej, przecież to teraz jego świat. Nasz chłopak zdobył go przebojem i czuje się w nim jak ryba w wodzie. Właściwie nie schodzi z pierwszych stron biznesowych pism…

– …które nadały mu szereg barwnych określeń – Diana wpadła w słowo mężowi. – Dziennikarze wspinają się na szczyty kreatywności. Jedni nazywają go piratem, inni finansowym geniuszem, jeszcze inni piszą, że jest zbyt pewny siebie i niebezpiecznie przystojny, a to może się obrócić przeciw niemu.

– Wszystko się zgadza – skwitował ojciec.

Siena ucieszyła się w duchu, że rodzice nie wdali się w dyskusję o tym, co na temat Nicka można było przeczytać w pismach plotkarskich. Pewnie po prostu do nich nie zaglądali; ona, niestety, nie mogła zwalczyć głupiej ciekawości, i czytała wszystko, co tabloidy wypisywały o Nicholasie Grenville’u, o jego wciąż rosnącym majątku, o zbytku, w jakim żył, i o pięknych kobietach, które walczyły, żeby choć jeden wieczór spędzić u jego boku. Siena nie dziwiła się ani trochę. Nick był niezwykłym mężczyzną. Opisywano go jako wysokiego i przystojnego bruneta o zielonych oczach, ale żeby oddać rzeczywistość, należałoby jeszcze dodać, że był smukły, perfekcyjnie umięśniony i poruszał się z miękką gracją drapieżnika. Jego sposób bycia charakteryzował się niewymuszoną, instynktowną pewnością siebie. W spojrzeniu miał coś mrocznego i nieuchwytnego, co niepokoiło i hipnotyzowało zarazem, i wreszcie, że miał ogromną, wręcz niebezpieczną charyzmę…

Przestań, powiedziała sobie twardo. Przestań o nim myśleć!

Nie widziała Nicka od pięciu lat i wiedziała, że robi sobie przysługę, utrzymując ten dystans. Nie była już nastolatką, z romantycznych złudzeń wyleczyła się raz na zawsze, właśnie za jego sprawą. Zmądrzała na tyle, żeby wybrać przyszłość u boku człowieka solidnego i godnego zaufania. Adrian był zupełnie inny niż Nick. Może nie miał tego magnetyzmu, może nie potrafiłby jej uwieść jednym mrocznym spojrzeniem. Na pewno nie spędziłby z nią nocy pełnej takiej pasji, takiej szalonej namiętności, jakby o świcie miał skończyć się świat, tylko po to, żeby porzucić ją następnego ranka bez słowa wyjaśnienia, wycedziwszy jedynie sztywną formułkę przeprosin za to, że nie umiał się opanować! Nie. Adrian nie złamałby jej serca. Przy nim mogła się czuć bezpiecznie.

– Nasz Nick nie powinien przejmować się tym, co o nim wypisują gazety – powiedziała zdecydowanie Diana. – Pamiętasz, Hugh, jaki to był nieśmiały, wycofany chłopiec, kiedy zaczął do nas przychodzić? Muszę powiedzieć, że niepokoiłam się o niego. Całkiem niepotrzebnie, bo wyrósł na wspaniałego młodego człowieka i poradził sobie w życiu jak mało kto. Myślę, że to w ogromnej mierze twoja zasługa – dodała, pochylając się ku mężowi, żeby wycisnąć na jego policzku głośnego całusa.

– I bez mojej pomocy doszedłby tam, gdzie jest dzisiaj – powiedział Hugh z przekonaniem. – Myślę, Diano, że najważniejszą rzeczą, jaką zrobiliśmy dla Nicka, było to, że pokazaliśmy mu, jak wygląda pełna, kochająca się i szczęśliwa rodzina.

– Naprawdę? – wyrwało się zdumionej Sienie. – Przecież Nick przychodził głównie do ciebie, tato. Stale zajmowaliście się męskimi sprawami.

– Och, już on swoje wiedział. Ten chłopak zawsze był niesamowicie bystry. Chłonął wszystko jak gąbka, i wiedzę, i panującą u nas w domu atmosferę. Kiedy po rozwodzie rodziców zamieszkał z ojcem, był przygaszony i nerwowy, istna kupka nieszczęścia. Potem matce udało się wywalczyć prawo do opieki i Nick wyraźnie się uspokoił. Zresztą, niedługo później jego ojciec zmarł. To bardzo znamienne, że Nick nigdy o nim nie mówił.

– Przy mnie raz o nim napomknął. – Diana zamilkła na chwilę, jakby wsłuchując się we wspomnienia. – Powiedział, że nigdy nie pozwoli sobie na to, żeby zachowywać się jak ojciec. Dobrze pamiętam tę rozmowę, bo zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nick był jeszcze w szkole, ale mówił to chłodnym, zdecydowanym tonem dorosłego człowieka. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy, nie daj Boże, ojciec go nie bił, ale nie zauważyłam u niego reakcji charakterystycznych dla dziecka, które boi się fizycznej przemocy.

Siena nie wierzyła własnym uszom. Gdy Nick pojawił się u nich w domu, była za mała, żeby zdać sobie sprawę z jego problemów. Potem przywykła do obecności starszego chłopca. Mogła o nim dużo powiedzieć, ale na pewno nie to, że był nieśmiały i zalękniony.

– Myślisz, że ojciec Nicka znęcał się nad jego matką? Dlatego się rozwiedli? – spytała, przerażona tym, jak mało wie o człowieku, który kiedyś był jej intymnie bliski. Rodzice nigdy nie omawiali przy niej sytuacji rodzinnej Nicka. Zawsze byli niezwykle dyskretni i choć Siena intuicyjnie wyczuwała, że Nick nie pochodził ze szczęśliwego domu, nie miała pojęcia, że jego dzieciństwo było aż tak traumatyczne.

– Niewykluczone – westchnęła Diana.

Siena wbiła wzrok w swoje dłonie splecione na kolanach. Czy ten fragment historii Nicka tłumaczył w jakiś sposób katastrofę, jaką skończyła się ich… ich co? Miłość? Kiedy była naiwną dziewiętnastolatką, uwierzyła, że to miłość. I spotkało ją bardzo bolesne rozczarowanie. Nie, to nie była miłość, ani nawet miłosna przygoda. Spędzili ze sobą tylko jedną noc, a rano Nick zapewnił ją, że nigdy już tego błędu nie powtórzy. To była po prostu… zwykła chwila zapomnienia, i tyle.

Tak, to trafne określenie, pomyślała z ponurą ironią. Sprowadza całą sprawę do właściwych proporcji. Pokazuje, że była epizodem bez znaczenia.

– Moim zdaniem najwyższy czas, żeby Nick się ożenił. Ma już trzydziestkę na karku! – orzekła Diana kategorycznie, wyrywając córkę z zamyślenia. – Mam tylko nadzieję, że nie oświadczy się tej całej Portii…

Nick miałby się ożenić?! Z tym blond wampem? Siena poczuła się tak, jakby dźgnięto ją nożem pod żebro. Cały jej organizm spiął się w odruchowej reakcji na nagły, niemal fizyczny ból.

Co się ze mną dzieje? – pomyślała, przestraszona. Nick mógł się przecież żenić, z kim mu się żywnie podobało, albo nawet założyć harem, jej nie powinno to w ogóle obchodzić. Co najwyżej mogła życzyć mu wszystkiego najlepszego. Ich życiowe drogi rozeszły się przecież na dobre.

Matka chciała coś jeszcze powiedzieć, ale zamilkła nagle, kiedy zespół muzyczny, który zastąpił na podium flecistkę i akompaniującego jej pianistę, zagrał Fever. Ukryty w zwodniczo powolnej melodii, uwodzicielski i energetyczny rytm wypełnił salę, sprawił, że Hugh i Diana jednocześnie spojrzeli na siebie oczami błyszczącymi z podekscytowania. To była ich piosenka. Uwielbiali wspominać, jak zakochali się w sobie, tańcząc fokstrota na balu maturalnym.

– Hej, na co czekacie? – Siena stanowczym gestem wskazała parkiet. – Idźcie tańczyć, ale już!

– Nonsens. – Diana rzuciła tęskne spojrzenie na jeszcze pusty parkiet, ale z uporem pokręciła głową. – Nie zostawimy cię tu samej!

– Owszem, zostawicie. – Siena z czułością pogłaskała matkę po dłoni. – Jestem dorosła i mogę posiedzieć parę minut sama przy stoliku. Jeżeli nie zatańczycie, będę naprawdę zła. Specjalnie przyleciałam z Nowej Zelandii, żeby zobaczyć, jak moi rodzice bawią się w trzydziestą rocznicę ślubu!

Hugh i Diana nie potrzebowali dalszej zachęty. Z werwą nastolatków zerwali się z miejsc i podążyli na parkiet. Siena opadła na miękkie oparcie fotela, i, bezwiednie obracając w palcach kieliszek, patrzyła, jak jej rodzice tańczą – dwie wysokie, smukłe sylwetki, poruszające się z płynną swobodą i w idealnej harmonii. Mężczyzna i kobieta, którzy przeszli razem przez życie, i nie zgubili po drodze swojej młodzieńczej miłości… W tańcu Diana posyłała mężowi zalotne spojrzenia, a on obejmował jej gibką talię zaborczym gestem zakochanego mężczyzny.

Piękny widok. Siena uśmiechnęła się, wzruszona. Rodzice, choć już nie najmłodsi, byli najprzystojniejszą parą na parkiecie. Szkoda, że nie odziedziczyła po nich ani wzrostu, ani smukłości kształtów, ani złocistej karnacji… Kiedy tylko odrosła od ziemi na tyle, żeby móc przeglądać się w lustrze, zaczęła zadręczać rodziców pytaniami o swój wygląd.

– Jesteście pewni, że pielęgniarka w szpitalu nie podmieniła dzieci? Może mieliście drugą córeczkę śliczną jak Gemma, a ja trafiłam do was przez pomyłkę? – pytała, czując, że zbiera jej się na płacz.

– Nie mamy cienia wątpliwości, że jesteś naszą córką. – Rodzice przytulali ją mocno i gładzili niesforną, hebanową czuprynę. – To prawda, nie jesteś podobna do siostry, ale za to bardzo przypominasz babcię taty, która umarła wiele lat przed twoim urodzeniem. Nie mamy jej zdjęć, ale wiemy, że choć była niskiego wzrostu, to miała wielkie serce, kipiała energią i optymizmem. Odziedziczyłaś po niej też porcelanową cerę i te niesamowite, niebieskie oczy…

Ciekawe, czy po nieznanej prababci odziedziczyła również instynkt, który pozwalał jej wyczuwać na sobie czyjś wzrok, pomyślała, gwałtownie wracając do rzeczywistości. Znajome mrowienie między łopatkami sprawiło, że wyprostowała się odruchowo. Ktoś przyglądał jej się intensywnie i Siena aż za dobrze wiedziała, kto to taki. Nie zamierzała się odwracać. Patrząc prosto przed siebie, zmusiła się do głębokiego oddechu, i w myślach zaczęła powoli liczyć do dziesięciu.

Nie dotarła nawet do czterech, kiedy tuż za nią rozległ się męski głos. Dokładnie ten, którego się spodziewała – niski i melodyjny, z charakterystyczną lekką nutą, ni to życzliwą, ni to kpiącą.

– Pięć lat temu odwróciłabyś się, żeby sprawdzić, kto ci się przygląda.

Nick.

Poczuła, że ogarnia ją rozkoszne ciepło, jakby po długiej zimie odnalazło ją nagle wiosenne słońce. Uniosła głowę, spojrzała prosto w oczy o barwie malachitu, i przepadła. Wnętrze restauracji znikło, jakby przesłoniła je mgła. Widziała tylko jego twarz. Po ich ostatnim spotkaniu tak usilnie próbowała wyrzucić go z pamięci, że w końcu jej się to udało – nie mogła sobie przypomnieć, jak wyglądał. A jednak jego rysy wciąż nosiła wyryte w podświadomości i teraz wpatrywała się w nie z radosnym dreszczem, jak człowiek, który po latach odnajduje coś dobrze znajomego, za czym długo tęsknił.

Czarne włosy nosił teraz dłuższe niż dawniej, zaczesane do tyłu. Jego twarz o ciemnej karnacji była szczupła jak zawsze, a śmiałe, regularne rysy chyba wyostrzyły się trochę przez ostatnie lata. Siena nie wiedziała, ile czasu wpatrywała się bez słowa w tę twarz, jak w nagle odzyskane bogactwo. Miał zmysłowe, pięknie wyrzeźbione usta, mocno zarysowaną szczękę i szczupłe policzki. Grube, czarne linie brwi podkreślały wysokie czoło, a oczy, zielone jak u kota, ukryte w gąszczu smoliście czarnych rzęs, były przenikliwe i jakby lekko rozbawione.

– Pięć lat to dużo czasu, Nick – powiedziała ostrożnie. Mogła tylko mieć nadzieję, że ton głosu nie zdradza głupiego wzruszenia, które poczuła na jego widok.

– Ale założę się, że nadal potrafisz wyczuć czyjś wzrok na sobie. – Swobodnie uśmiechnięty, podszedł bliżej. Za blisko, uznała Siena. Czego od niej chciał? Po co w ogóle szukał jej towarzystwa?

– Usiądź, proszę. – Wskazała mu krzesło po drugiej stronie stolika i uśmiechnęła się z udawaną swobodą. – Kiedy tak stoisz nade mną, czuję się jak hobbitka nagabywana przez elfa.