Wydawca: Prószyński Media Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 411 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Pod włoskim niebem - Nicky Pellegrino

Stella prowadzi bardzo uporządkowane życie – i bardzo to lubi. Po dwudziestu pięciu latach musi jednak stawić czoło nowej rzeczywistości, ponieważ jej szefowa, znana projektanta mody, nagle umiera. Stella zostaje bez pracy i bez wizji na przyszłość.

Szukając pomysłu, daje się namówić na wakacyjną zamianę domów. W ten sposób trafia do pięknej starej villi w małym miasteczku na południu Włoch. Wyjeżdża tam na wakacje.

Ostatecznie okazuje się, że te wakacje mają stać się punktem wyjścia do zupełnie nowego życia. Stella poznaje nowy kraj, jego zwyczaje i kuchnię. Nawiązuje nowe znajomości i przy okazji przekonuje się, że nie tylko ona szuka nowego pomysłu na siebie.

Przez cały czas koresponduje z tajemniczym właścicielem villi, który pozostawił dla niej specjalny autorski przewodnik po okolicy. Stopniowo stają się sobie coraz bliżsi, chociaż w ogóle się nie znają. 

Nicky Pellegrino – pisarka i dziennikarka pochodzenia włoskiego. Urodziła się w Wielkiej Brytanii, ale w dzieciństwie spędzała wakacje u rodziny we Włoszech, uważnie obserwując życie wokół siebie. Gdy rozpoczęła karierę pisarską, tamte włoskie doświadczenia nagle odżyły w jej pamięci – włoska pasja, żywiołowe kłótnie, ale nade wszystko jedzenie. Obecnie mieszka ze swoim mężem w Nowej Zelandii. Uwielbia gotować dla swoich przyjaciół, rozkoszować się czerwonym winem, spacerować po plaży, ale także wylegiwać się w łóżku z dobrą książką. Pracuje jako dziennikarka i publikuje swoje teksty między innymi na łamach "Herald on Sunday" oraz "New Zealand Woman’s Weekly". Ma też na swoim koncie kilka książek, między innymi "Przepis na życie", "Weneckie lato", "Wakacje w Italii" oraz "Włoskie wesele".

Opinie o ebooku Pod włoskim niebem - Nicky Pellegrino

Fragment ebooka Pod włoskim niebem - Nicky Pellegrino

Tytuł oryginału

UNDER ITALIAN SKIES

Copyright © Nicky Pellegrino 2016

All rights reserved

First published by Orin, London

Projekt okładki

Joanna Wasilewska

Zdjęcia na okładce

© Susan Fox/Trevillion Images; Pixabay.com

Redaktor prowadzący

Joanna Maciuk

Redakcja

Renata Bubrowiecka

Korekta

Katarzyna Kusojć

Bożena Hulewicz

ISBN 978–83–8123–446-7

Warszawa 2017

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02–697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Table of Contents
NA POCZĄTEK KONIEC

NA POCZĄTEK KONIEC

Stella postanowiła uporządkować stare książki zamówień. Stały gdzieś w głębi magazynu, jedna przy drugiej, równo na półce. Oczywiście wiedziała, gdzie ich szukać, ale od lat na nie nie spojrzała, nie mówiąc już o tym, żeby zajrzeć do środka. Gdy teraz w końcu się na to zdecydowała, zobaczyła własne pismo, tylko nieco okrąglejsze i jakby bardziej kształtne niż obecne – mniej pospiesznie.

W środku znajdowały się zamówienia na plisowane tkaniny z paryskiego Maison Lognon, na wysokiej jakości kaszmiry i wzorzyste jedwabie, na żakardowe dżerseje w odcieniach głębokiego błękitu i wrzosu, a także na miękkie skóry i delikatne zamsze. Gdy tak przeglądała kolejne strony, nagle zebrało jej się na płacz.

Te łzy ją zaskoczyły. Dotychczas mocno się trzymała, nie rozkleiła się ani razu. Chociaż choroba Milly postępowała szybko, Stella zachowywała równowagę. Była spokojna nawet wtedy, gdy informowała pracowników o śmierci projektantki i nieuchronnym zamknięciu firmy. Od tamtej pory codziennie przychodziła do biura, aby pozamykać różne sprawy: uregulować rachunki, spakować pudła i wysłać ostatnie stroje do muzeum mody. To wszystko było naprawdę przygnębiające, ale dotychczas nie uroniła ani jednej łzy. Ani jednej…

Teraz oto, zupełnie sama w na wpół opustoszałym magazynie, usiadła na podłodze, oparła się plecami o półki, głowę schowała w ramionach i zupełnie się rozpadła. Całym jej ciałem wstrząsnął nagły i nieokiełznany szloch. Im mocniej płakała, tym trudniej jej było sobie wyobrazić, aby się miała kiedykolwiek opanować.

W tych książkach zamówień zapisana była historia jej życia. Tego życia, które właśnie się skończyło.

Jej policzki błyszczały od łez, a tusz do rzęs zupełnie się rozpłynął, więc Stella cieszyła się, że nikogo nie ma teraz w biurze i nikt jej w tym stanie nie zobaczy. Siłą woli podniosła się z podłogi. Postanowiła jednak nie zajmować się tym dzisiaj. Książki z zamówieniami oczywiście trzeba było wyrzucić, ale to mogło przecież zaczekać do czasu, gdy zapanuje trochę nad emocjami. Na razie powinna po prostu zaparzyć sobie herbaty.

Stella zaczęła się zastanawiać, czy to aby nie przez hormony. Może zaczęła przechodzić wczesną menopauzę? W żaden bowiem sposób nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego kilka książek z zamówieniami – niektóre sprzed ćwierć wieku – tak mocno wytrąciło ją z równowagi.

Wstawiła wodę i sięgnęła po filiżankę, żeby ją przepłukać. Zaczęła rozmyślać o tym, jaka była młoda, gdy starannym pismem zapełniała kolejne strony tych zestawień. Jej życie było wtedy takie obiecujące, takie fascynujące… Choć też odrobinę przerażające… W końcu udało jej się znaleźć dla siebie miejsce w świecie mody. Zaczęła pracę jako asystentka Milly Munro i tak bardzo chciała zrobić dobre wrażenie... Tak bardzo chciała się sprawdzić.

Milly okazała się wspaniałą, szczodrą szefową, która potrafiła docenić jej wysiłki. Zawsze ją interesowało, co Stella myśli o najnowszym projekcie garnituru czy małej czarnej. Przysiadała na krawędzi biurka – siwe włosy przystrzyżone w krótkiego boba, usta pociągnięte ciemnoczerwoną szminką... Zawsze nosiła też ubrania, które sama zaprojektowała. Coś prostego, dopasowanego, idealnie odszytego. Stella zawieszała szkice każdej nowej kolekcji na dużej tablicy korkowej, po czym wspólnie z Milly i resztą niewielkiego zespołu rozmawiali o każdym z nich, omawiając dobór materiałów i kroju. Wspólnie zastanawiali się nad tym, jaki typ kobiety mógłby zechcieć włożyć daną spódnicę czy marynarkę albo jedną z sukienek o fantazyjnych upięciach. Rozmawiali i o tym, czy da się w tych strojach dobiec do autobusu, usiąść przy biurku albo podnieść dziecko na ręce. „To są ubrania, w których człowiek ma żyć, pracować i kochać”, powtarzała często Milly. Można by wręcz powiedzieć, że to było jej motto. Stella wydrukowała je kiedyś i przypięła na ścianie, aby nikt ani na chwilę o tym nie zapomniał.

Nie będzie już więcej pięknie skrojonych ubrań. Żadna kolekcja już nie powstanie – pracownia przestała działać. Tablica korkowa jest pusta, podobnie zresztą jak ściany i biurka, z których wszystko zostało uprzątnięte.

Stella cały czas się zastanawiała, czy szefowa podejrzewała u siebie chorobę. Przez ostatni rok co prawda pracowała tak samo ciężko jak zawsze, ale wydawała się jakby cieniem samej siebie. Na oko było widać, że chudnie, bo te wszystkie stroje, które kiedyś tak idealnie na niej leżały, nagle zaczęły zwisać. Od czasu do czasu narzekała na dolegliwości żołądkowe albo bóle pleców. Stella przekonywała ją, że powinna iść do lekarza, ale Milly nie dawała się namówić. Twierdziła, że ma zbyt wiele spraw na głowie. Powtarzała, że wszystko jest w najlepszym porządku i że wszyscy się niepotrzebnie przejmują.

W końcu było aż tak źle, że Stella sama umówiła Milly do lekarza, a potem dopilnowała, aby szefowa stawiła się na wizytę. Diagnoza była druzgocząca. Rak trzustki. Choroba osiągnęła już zaawansowane stadium. Milly co prawda próbowała dalej pracować, ale szybko musiała zrezygnować z wizyt w biurze. Jeszcze przez jakiś czas Stella odwiedzała ją co rano w jej domu w Kensington, aby odebrać szczegółowe wytyczne. Obserwowała wówczas, jak żółtaczka się nasila, a Milly z dnia na dzień znika.

Sprawa przyszłości firmy została jasno określona w jej testamencie. Pracownia miała zakończyć działalność. Nikt nie miał jej zastępować. To ona była Milly Munro. To były jej projekty i jej styl. Jej marka miała umrzeć razem z nią. Stella zgadzała się z tą decyzją. Co do tego jednego nie miała żadnych wątpliwości.

Pracowała w tym biurze tak długo, że na pamięć znała każdy załom budynku, każdy parapet i każde pęknięcie w suficie. Nie mieściło jej się w głowie, że już wkrótce jednego dnia po prostu zamknie za sobą drzwi po raz ostatni, aby już tu nigdy nie wrócić.

Dokąd wtedy pójdzie? Co będzie robić? Na razie nie miała na to pomysłu. Ale jedno wiedziała na pewno: nie będzie niczyim popychadłem. Nie zamierzała zajmować się robieniem kawy i załatwianiem drobnych sprawunków dla kogoś, kto nie ufałby jej na tyle, aby powierzyć jej bardziej odpowiedzialne zadania. Ale nawet gdyby znalazła pracę u boku jakiegoś projektanta, którego ceniła, to przecież nie byłoby to samo. Nie, Stella doszła do wniosku, że musi znaleźć nowy pomysł na siebie. Musi teraz zająć się czymś zupełnie innym.

Na pewien czas pochłonęło ją zamieszanie związane z zamykaniem firmy, ale na tych książkach z zamówieniami historia miała się właściwie zakończyć. Gdy już zrobi z nimi porządek (i załatwi jeszcze kilka ostatnich spraw), dłużej nie będzie mogła zwlekać.

Miała to szczęście, że nie musiała martwić się o pieniądze. Kilka innych dziewcząt wpadło w panikę i zaczęło gorączkowo szukać nowej pracy. Stella natomiast miała za sobą dość korzystny rozwód, a po śmierci rodziców jako jedynaczka odziedziczyła cały ich majątek. Dzięki temu nie miała kredytu hipotecznego do spłacenia. Ba, miała nawet pewne oszczędności. Gdyby nie przeszkadzało jej skromne życie, mogłaby na upartego już nigdy nie pracować – choć akurat ta myśl wydawała jej się zupełnie absurdalna.

Przecież dzisiaj w wieku czterdziestu dziewięciu lat człowiek nie jest jeszcze stary! Ta myśl raz po raz przewijała się w kolorowych magazynach dla kobiet. Poza tym Stella też nie czuła się staro. Owszem, kasztanowym kolorem włosów mogła się cieszyć już tylko dzięki wysiłkom firmy L’Oréal, a nakładanie kolejnych warstw serum i kremu na noc zajmowało jej każdego dnia całkiem sporo czasu, ale Stella nadal wyglądała zupełnie przyzwoicie. Do nielicznych zalet nieposiadania dzieci zaliczała to, że nie przybyło jej centymetrów w pasie i nie dorobiła się worów pod oczami z niewyspania. Starała się raczej chronić swoją jasną cerę przed słońcem, dobrze się odżywiała i dbała o ruch. Cały ten wysiłek niewątpliwie jej się opłacił. Tak w każdym razie sobie powtarzała.

Czterdzieści dziewięć lat to wiek, w którym można jeszcze zacząć w życiu zawodowym wszystko od nowa. Można też zwiedzać świat i na nowo się zakochać. Stella oczywiście niosła bagaż przeszłości, ale miała jeszcze przed sobą wiele dobrych lat – tak jej przynajmniej ostatnio powtarzali wszyscy. Każda z przyjaciółek miała na ten temat coś do powiedzenia, ale większość rad raczej trudno by było uznać za praktyczne. „Załóż własną firmę – usłyszała raz podczas takiej rozmowy nad filiżanką herbaty czy kieliszkiem chardonnay – albo własną markę odzieżową”. „Otwórz butik”, poradził ktoś inny. „Zostań osobistym doradcą do spraw zakupów albo stylistą”, „Zapisz się na kurs dla florystów albo może zostań makijażystką”, „Zacznij uczyć angielskiego” – pomysłom nie było końca, ale jakoś żaden z nich do niej nie przemawiał. Choć pewnie należałoby raczej powiedzieć, że większość jej się nie podobała.

Dopiero Lisa, jedna z młodszych asystentek w Milly Munro Fashion, powiedziała coś, co ją zaintrygowało:

– Może zrób sobie rok przerwy?

– Rok przerwy? Czy to aby nie za późno na coś takiego?

– A niby dlaczego? Dla mnie rok przerwy to było coś absolutnie niesamowitego. Podróżowałam, zaczęłam fotografować, próbowałam wielu nowych rzeczy. Chętnie bym to powtórzyła. Ty też byś mogła.

– Nie mam czego powtarzać. Nigdy sobie takiego roku przerwy nie zrobiłam – przyznała Stella.

– No to teraz masz okazję.

Rok przerwy. Przecież to był pomysł dla młodych ludzi. Stella wyobrażała sobie, że chodzi o wakacje z plecakiem, pracę w kibucu albo wolontariat w jakimś biednym kraju, ale nie czuła się na siłach na coś takiego. Jej miejsce było w biurze, w tym biurze. W tym pomieszczeniu odgrodzonym od świata ciężkimi wielodzielnymi oknami z łuszczącą się farbą na ramach. W tym pokoju, w którym na stertach leżały bale materiału i który wypełniał gwar kobiet. Stella doskonale wiedziała, że mało kto pracuje w jednym miejscu tak długo, ale jakoś nigdy nie miała ochoty stąd odchodzić. Teraz też nie.

Oczywiście tak naprawdę najchętniej porozmawiałaby o tym wszystkim z Milly. Dawniej, gdy coś ją gnębiło, Milly zabierała ją na lunch do włoskiej restauracji, którą obie uwielbiały, gdzie Stella zwykle zamawiała spaghetti z małżami, a Milly – sałatkę z kurczakiem. Jeśli to był akurat piątek, pozwalały sobie niekiedy na kieliszek wina. Milly słuchała. Potrafiła słuchać.

Stella chciała jej opowiedzieć o tym smutku, który przepełniał ją każdego ranka, gdy otwierała drzwi do biura i nie zastawała w nim Milly, przy biurku, stukającej w klawiaturę laptopa. Chciała jej powiedzieć, jak wielki ma do niej żal, że wcześniej nie poszła do lekarza – bo być może wtedy udałoby się powstrzymać chorobę, zanim tak bardzo się rozprzestrzeniła. Chciała jej przekazać wyrazy ubolewania, które płynęły od wieloletnich klientek. Chciała wspomnieć o pełnych niepokoju e-mailach, które z takim ciężkim sercem czytała i na które z takim trudem odpowiadała. Przede wszystkim jednak chciała usłyszeć zdecydowany głos, którym Milly jej powie, co powinna zrobić – tak samo jak każdego dnia od poniedziałku do piątku (a niekiedy także w weekendy) przez dwadzieścia pięć ostatnich zabieganych, ale szczęśliwych lat.

Stella zalała wrzątkiem torebkę z herbatą. Dolała do filiżanki odrobinę mleka, ale zaraz potem zmieniła zdanie i całość wylądowała w zlewie. W końcu to już pora lunchu. Stella zamierzała zajść do ich ulubionej restauracji. Chciała zamówić porcję makaronu i kieliszek wina – ale tym razem miała delektować się nimi w samotności.

Kierownik sali, stary Włoch imieniem Frederico, zawsze poświęcał im dużo uwagi. Stella nigdy wcześniej nie była w tej restauracji bez Milly, więc teraz z niepokojem myślała o tym, że będzie musiała przedstawić powód nieobecności swojej towarzyszki.

Włożyła kurtkę i szybko przejrzała się w malutkim lusterku od puderniczki. Oczy ciągle jeszcze miała zapuchnięte od płaczu, ale lekka korekta makijażu zdziałała cuda.

Restauracja znajdowała się tuż za rogiem. Stella z przyjemnością pomyślała o tym, że za chwilę usiądzie przy jednym z dobrze sobie znanych stolików i zajrzy do menu, które czytała już co najmniej ze sto razy. Gdy jednak weszła do lokalu, z zaskoczeniem stwierdziła, że wszystko wygląda jakby inaczej. Wystrój się zmienił. Zniknęły krochmalone białe obrusy, a ściana w głębi została pomalowana czarną farbą tablicową i zapełniona kolorowymi literami.

Na szczęście w drzwiach powitał ją ten sam staruszek co zawsze.

– Co się stało? – zapytała Stella. – Nowy właściciel?

– Nie, nie. Restauracja pozostaje w rodzinie – odparł z włoskim akcentem mimo wielu lat spędzonych w Londynie.

– Ale wszystko wygląda inaczej – zauważyła Stella.

Włoch wyrzucił ręce w powietrze.

– Młodzi ludzie nie lubią stać w miejscu. Chcą stale podążać z biegiem czasu, nawet tutaj, w Little Italy. Dlatego nie ma już menu jak trzeba, tylko ta tablica.

Stella zmrużyła oczy.

– Ale spaghetti z małżami dalej macie?

– Dla pani, signora, oczywiście, że tak. Zgłoszę w kuchni, że mają zrobić.

– Już nie ma takiej pozycji w menu?

– Teraz panuje tu bardzo swobodna atmosfera, duże odprężenie. Podajemy małe talerze z przekąskami: klopsiki, owoce morza, crostini. Weneckie specjały, którymi można się podzielić z przyjacielem. – Nagle spoważniał. – Słyszałem o pani przyjaciółce, signora. Taka strata, tak bardzo mi przykro. Dla pani zawsze tu będzie spaghetti z małżami, a dzisiaj proponuję jeszcze kieliszek czegoś specjalnego dla uczczenia pamięci pani towarzyszki.

Frederico przyniósł kieliszek chłodnego musującego czerwonego wina, które Stella sączyła powoli, racząc się jego smakiem. Jakoś nie do końca potrafiła się pogodzić z tym, że restauracja się zmieniła. Wydawało jej się, że wcześniej było z nią wszystko w porządku. Chociaż to i tak nie miało większego znaczenia. Po zamknięciu biura i tak pewnie nie będzie tu już przychodzić. Restauracja to po prostu kolejny element jej dawnego życia, który zniknie.

Spaghetti smakowało jej tak samo jak zawsze, lekko słony płyn wyciekający z małży, doprawiony odrobiną płatków chilli oraz kroplą oliwy i białego wina. Stella mogła sobie powiedzieć, że przynajmniej w tej kwestii nic się nie zmieniło. Takim jedzeniem można sobie poprawić humor, a teraz właśnie tego jej było trzeba.

Zastanawiała się, jak jej życie będzie wyglądać za miesiąc. Nigdy nie opracowała planu B. Wystarczało jej to, co miała.

Rok przerwy... Niby dlaczego ten pomysł miałby być dobry wyłącznie dla studentów? Może właśnie czegoś takiego jej potrzeba, aby na nowo naładować akumulatory. Potem przypomniała sobie o tych wszystkich książkach z zamówieniami – relikt przeszłości, który z jakiegoś powodu postanowiła zachować przy życiu, chociaż powinna je wszystkie wyrzucić już wiele lat temu, gdy przeszli na system komputerowy.

Stella odłożyła widelec i przytknęła do ust papierową serwetkę, która zastąpiła dobrze jej znane krochmalone serwetki z materiału. Gestem poprosiła Frederica o rachunek. Nadszedł czas, aby zacząć wszystko od nowa.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

PEŁNY SPIS TREŚCI:

NA POCZĄTEK KONIEC

CZAS SZALEJE

OGROM PRACY

ROBI SIĘ CORAZ CIEKAWIEJ

BŁĘKIT NIEBA

GDZIE SERCE TWOJE

JASNA WŁOSKA GWIAZDA

SANKTUARIUM

LEKCJA

PROBLEM Z JEDZENIEM

BLADOZIELONE SERCE

KWASKOWATA SŁODYCZ

PIASEK I MORZE

WIEDZIEĆ, NIE WIEDZIEĆ

GOŚCIE

HISTORIA TOSKI

FARE UNA PASSEGGIATA (IŚĆ NA SPACER)

KTOŚ SIĘ POJAWIA, KTOŚ ZNIKA

TO SZTUKA MIEĆ NADZIEJĘ

DROGA DO MIŁOŚCI

DŁUGI WŁOSKI LUNCH

DRAMAT PONAD MIARĘ

CZASAMI DOBRZE JEST SIĘ WTRĄCIĆ

NA KONIEC POCZĄTEK

DROGI CZYTELNIKU!