Pod świątecznym niebem - Praca zbiorowa - ebook
Opis

W tę magiczną noc, kiedy zwierzęta mówią ludzkim głosem, dzieją się rzeczy niespotykane. Antologia, którą trzymacie w rękach, to efekt wyobraźni naszych dwunastu autorek, które przygotowały dla was dwanaście świątecznych opowiadań. Poznacie dalsze losy bohaterów znanych wam z ich poprzednich książek.
Czy w Karterze w ogóle istnieją Święta?
Jak potoczą się dalsze losy Majki i Łukasza, bohaterów powieści Tu i teraz?
Czy w Barwinach zdarzy się bożonarodzeniowy cud?
Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź, otwierając stronice „Pod świątecznym niebem”. Nie zabraknie także całkiem nowych historii i postaci, które na dłużej zagoszczą w waszych sercach. 


Życzymy przyjemnej lektury - pełnej wzruszeń i ciepła płynącego z wersów, które autorki stworzyły właśnie dla was. Ślemy również życzenia spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w gronie najbliższych, bo przecież rodzina jest w życiu człowieka najważniejsza.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 299

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Spis treści

Teraz i na zawsze

Aneta Grabowska

Sprzedawca choinek

Małgorzata Manelska

Gdziekolwiek serce twoje

Karolina Staszak

Tylko jednożyczenie…

Adriana Rak

Pod jemiołą i liśćmi mango

Nina Nirali

Druga szansa

Angelika Ślusarczyk

Chłopiec, którego nie było

Greta Gulsen

Święta Karteru

Meridiane Sage

Bieg do Świąt

Dominika Smoleń

Wspomnienia ognistowłosej księżniczki

Anita Gierak

Nie Obrażaj Się NaŚwięta…

Kinga Baran

Niebieski Nissan Qashquay

Anna Partyka–Judge

Teraz i na zawsze

Aneta Grabowska

No nie! Znowu? Ale dlaczego? Przecież to niemożliwe! – lamentowała Majka, stojąc na łazienkowej wadze. – Tyle wyrzeczeń, a waga ani drgnie… – dodała zrezygnacją.

Spojrzenie w lustro znajdujące się tuż przed nią nie przyniosło poprawy humoru, bo o ile w ubraniu dziewczyna wyglądała normalnie, jak większość spotykanych na ulicy kobiet, ani za grubych, ani za chudych, o tyle łazienka stała się w ostatnich miesiącach miejscem przez Majkę znienawidzonym, boleśnie przypominając jej o wszystkich mankamentach ciała, które nie potrafiło poradzić sobie ze skutkami niedawnejciąży.

Frustrację kobiety pogłębiał fakt, że nikt poza nią nie zauważał problemu. Aniela przytulała ją i zapewniała, że jest piękna taka, jaka jest. Ale zapewnienia babci Majka traktowała trochę tak przez pół, bo dla staruszki liczyło się przede wszystkim piękno wewnętrzne i tak też Maja odbierała jej słowa. Gorszy w swoich próbach poprawy jej samooceny był Łukasz. Nigdy co prawda nie dał jej do zrozumienia, że przestała mu się podobać, ale dziewczyna uparcie wierzyła, że jej ukochany po prostu dobrze się maskuje, nie chcąc jej sprawiać przykrości. Często mówił za to, że miło przytulić się do niej, bo jest mięciutka jak podusia albo że uwielbia się do niej przytulać, zwłaszcza teraz, w te jeszcze jesienne, ale pogodowo już zimowe wieczory, bo ogrzewa go ciepło jej ciała. Dużego ciała, zapominał tylko dodawać. Jeśli to miało poprawić Majce nastrój, to chłopak zdecydowanie mało wiedział okobietach.

Za każdym razem, gdy wracała z łazienkowych potyczek z wagą, z których rzadko kiedy wychodziła obronną ręką, wyrzucała sobie, że za bardzo się tym przejmuje. Przecież nie była płytka i nie skupiała się tylko na wyglądzie. Zawsze uważała, że reprezentuje sobą coś więcej niż dylematy na temat urody lub jej braku. Nie potrafiła jednak zaakceptować do końca tego, co ciąża zrobiła z jej ciałem i chociaż kochała dzieci najbardziej na świecie i tłumaczyła sobie, że dodatkowe kilogramy to cena, jaką musiała zapłacić za swoje pociechy, to codzienność potrafiła wbić przysłowiową szpilę w bardzo prozaiczny sposób– a to guzikiem w spodniach, który trzeba było przeszyć, to znów brzuchem, którego nadmiar się z nichwylewał.

– Kochanie, długo jeszcze? Marysia płacze, pampers suchy, tulenie nie pomaga, więc chyba musisz ją nakarmić. – Usłyszała zza drzwi głosŁukasza.

– No tak, jeszcze ten biust… – Zmierzyła go krytycznym spojrzeniem, westchnęła nieco teatralnie, po czym machnęła ręką i opuściła progi wrogiego pomieszczenia, by zająć sięcórką.

***

Związek Majki i Łukasza od początku nie był normalny, w zasadzie z normalnością niewiele miał do niedawna wspólnego. Często wracała pamięcią do chwili ich poznania i splotu setek kolejnych drobnych sytuacji, które sprawiły, że zakochali się w sobie bez pamięci. Maja wskutek wypadku straciła pamięć i to właśnie Łukasz, jako jedyny, zaproponował jej pomoc. Chociaż początkowo nie wierzył w jej wersję wydarzeń i na każdym kroku starał się ją podważyć, to przygarnął dziewczynę pod dach swojego domu, który dzielił z babcią Anielą, najcudowniejszą kobietą pod słońcem. Kiedy w końcu przeszłość wróciła do Majki, dla nich było już za późno, by wymazać z pamięci wszystko, co się wydarzyło w zaciszu bieszczadzkich gór i lasów. Zakochali się w sobie i nie chcieli stracić tegouczucia.

Wbrew pozorom brak znajomości przeszłości Majki nie był najtrudniejszym, co ich spotkało. To przyszło później, wraz z pojawieniem się rozwikłania zagadki dotyczącej przeszłego życia dziewczyny. Majka długo wyrzucała sobie to, jakim człowiekiem była w poprzednim życiu – kobietą bezwolną, bezrefleksyjną, poddaną woli męża do tego stopnia, że pozwoliła sobie odebrać przyrodzone prawo matki do opieki nad własnym dzieckiem. To Dariusz, szczęśliwie były już mąż kobiety, utrzymywał dom i wszystko, co z nim związane. A że był znanym w całej stolicy biznesmenem, Majka opływała w luksusy, o które zresztą nigdy nie prosiła, ale okupiła to brakiem decyzyjności, życiem pełnym błyskotek, za to bez grama miłości czy szacunku w związku, nie mówiąc już nawet o partnerstwie. Dariusz skutecznie zadbał o to, by miała jak najmniejszy wpływ na wszystko, co działo się w domu, włącznie z wychowywaniem ich syna, Jasia, którym zajmowała się zaprzyjaźniona gosposia. On potrzebował żony dla siebie, ale nie Majki takiej, jaką była i chciała być. On pragnął żony w stu procentach zgodnej z jego wyobrażeniami – wyglądającej jak milion dolarów, umiejącej podtrzymywać luźną pogawędkę przy stole, co przydawało się w kontaktach biznesowych i przede wszystkim – niezadającej pytań, podporządkowanej i wdzięcznej za to, co ją w życiu spotkało. Krok po kroku zmieniał więc Majkę, onieśmieloną pozycją i pewnością siebie Dariusza, w swój ideał, nie bacząc na to, że niszczy ją wewnętrznie, odbierając własne „ja”.

Kiedy ta przeszłość do Majki wróciła, nie była ona już tą samą kobietą. Odnalazła w sobie odwagę, by zawalczyć o szczęście swoje i syna. Zabrała więc Jasia i wróciła w Bieszczady, gdzie zostawiła, jak jej się wydawało – na zawsze, prawdziwą miłość. Dariusz początkowo przystał na rozwód, co dziewczyna przyjęła za dobrą monetę. Po cichu liczyła na to, że zgodzi się także nie widywać syna, w końcu nigdy nie wykazywał wobec niego cieplejszych uczuć. Dla Dariusza dziecko było po prostu kolejnym elementem układanki w grze pozorów przeznaczonej dla jego kontaktów biznesowych. Obraz oddanej żony i potomka dopełniały w oczach wspólników jego wizerunek mężczyzny spełnionego w życiu. Nikt nie przypuszczał, że może być zupełnieinaczej.

Głośny rozwód i publiczne pranie brudów nie było zatem w jego interesie i Majka kurczowo trzymała się tej myśli. Nie chciała od męża żadnych pieniędzy, pamiętając, że wchodziła do tego związku bez grosza przy duszy i nie zamierzając żerować na czyimś dostatku. Musiałaby się zniżyć do poziomu Dariusza, a nie chciała mieć z tym człowiekiem już nicwspólnego.

Wszystko wydawało się iść w dobrym kierunku – jej mąż zgodził się na rozwód, a w prywatnej rozmowie wyznał, że nie chce prawnie ograniczać swoich możliwości spotkań z synem, ale na chwilę obecną nie czuje potrzeby, by z tych widzeńkorzystać.

Maja cieszyła się z tego jak dziecko i liczyła, że ten stan rzeczy będzie trwał wiecznie. W końcu Dariusz nie był typem mężczyzny oddanego życiurodzinnemu.

Tymczasem tuż po cichym i sprawnie przebiegającym rozwodzie wszystko sięzmieniło.

Nagle ojciec Jasia zapragnął spotkań z nim. Zaczęły się słowne przepychanki i straszenie sądami, ale Majka wiedziała, że możliwości Dariusza w tej kwestii są o wiele większe niż jejwłasne.

Ustalili, że będzie jeździła do jego domu na peryferiach stolicy raz w miesiącu, by ojciec mógł zobaczyć się z synem. Była już co prawda w kolejnej ciąży, więc kilkugodzinna podróż nie należała do przyjemnych, mimo że Łukasz zawsze w nich uczestniczył, wspierając ukochaną, jak tylkomógł.

Za pierwszym razem z Dariuszem minęli się w drzwiach. Spieszył się na jakieś ważne, rzekomo wcześniej niezapowiedziane spotkanie z ważnymklientem.

Z cynicznym uśmiechem kazał im się oczywiście rozgościć i czuć jak u siebie. Ale Majka nie zamierzała spędzać tam ani chwili dłużej, niż to było konieczne. Wrócili więc do siebie. W kolejnym miesiącu poświęcił Jasiowi całe pół godziny, następnie dał mu drogi prezent i znów opuścił swoją willę z marmurowymi schodami, tłumacząc się pracą. Do kolejnych dwóch spotkań nie doszło, gdyż Dariusza po prostu nie było w domu. Nie raczył ich jednak o tym uprzedzić ani niczego odwołać, więc podróż nie ominęła całej trójki, a w zasadzie już czwórki – wraz z Majką i jej coraz większymbrzuchem.

Wtedy coś w kobieciepękło.

Zadzwoniła do byłego męża i oznajmiła mu, że więcej nie przyjadą, a jeśli chce się z nią kontaktować, to tylko przez adwokata. Zapowiedział, że tak właśnie uczyni, ale choć od tamtej chwili minęło kilka długich miesięcy, słowa na szczęście niedotrzymał.

Co nie znaczy, że Maja odetchnęła zulgą.

To wciąż w niej siedziało, gdzieś głęboko ukryte, co jakiś czas przypominając, że ten człowiek jest zdolny do wszystkiego, a że najwyraźniej napawanie się strachem byłej żony stanowiło jego hobby, mógł w każdym momencie znów wkroczyć w ich poukładaneżycie.

***

Majka właśnie skończyła karmić córeczkę i jeszcze przez chwilę spoglądała w jej ciemne oczy, tak podobne do oczu Łukasza. Podniosła wzrok i napotkała spojrzenie ukochanego mężczyzny. Wyrażało tyle czułości, że momentalnie zaczęła wyrzucać sobie wcześniejsze wątpliwości dotyczące jego uczucia względem niej. Może rzeczywiście przesadzała, może nie było z nią takźle?

– Maju, tak sobie pomyślałem, że może wezmę Jasia na sanki, a później porąbiemy trochę drewna i rozpalimy w kominku. Poprosimy też babcię, żeby wzięła ze strychu jedną z tych swoich książek z dzieciństwa, rozłożymy się na dywanie i posłuchamy bajek na dobranoc? Jaś będzie zachwycony – powiedział Łukasz zuśmiechem.

– Przypominam, że on ma dopiero dwa lata, więc pomysł wspólnego rąbania drewna budzi moje obawy. – Zmarszczyłabrwi.

– Mama! Ja chcę! – krzyknął uradowanychłopiec.

– Majka, przecież nie dam mu siekiery do ręki. Ja będę rąbał drewno, a Jasiek pomoże mi je układać w koszyku. Przy tym chyba nic mu się nie stanie. – Łukasz wyglądał na nieco zirytowanego. – Wykaż trochę radości z fajnego pomysłu, a nie szukasz wszędzie haczyków. Nie masz jeszcze trzydziestki, a czasem zachowujesz się jakbyś dobiegała do emerytury. – Zaśmiałsię.

– Spadaj! Po prostu się boję. Wiesz, że chciałabym dla dzieci jak najlepiej… – Oczy kobiety zaszłyłzami.

– Wiem, Maju. I w tym problem, bo wtedy łatwo o przesadę. Ale uspokój się już, Jasiek będzie pod dobrą opieką. Nie martw się. – Podszedł do niej i zamknął dziewczynę w czułym uścisku. – No już, poproszę o uśmiech, bez niego nigdzie się nie wybieramy, prawda, młody kawalerze? – zwrócił się do małego chłopca, który przysłuchiwał się rozmowie, niewiele jeszcze z niejrozumiejąc.

– Prawda – powtórzył malec, czym udało mu się przywołać uśmiech na twarz swojejmamy.

– Dobrze, już dobrze. Moi mężczyźni mnie przegłosowali, a że Marysia jeszcze nie mówi, to nie może stanąć po mojej stronie. – Majka zaśmiałasię.

– A do czego potrzebujesz kobiecego głosu, Maju? – Nagle do pokoju weszła Aniela. – Może przyda ci się mój, bo wiecie, głos babci liczy się podwójnie – dodaławesoło.

– Babcia! – Jaś ucieszył się na widok ukochanej staruszki i od razu podbiegł doniej.

Aniela usiadła na krześle i wzięła wnuka nakolana.

Odkąd w ich życiu pojawiła się Majka, zmieniło się ono o sto osiemdziesiąt stopni. Teraz już nie wyobrażała sobie nawet jednego dnia bez tupotu małych stópek, które co rano witały ją z niemą prośbą o kubekkakao.

Jaś miał w zwyczaju od razu po wstaniu pędzić do kuchni, by przywitać się z babcią i wskazać palcem na kuchenkę, na której już gotował się ulubiony napój chłopca. Doceniała to, co otrzymali od życia i każdego dnia dziękowała za to Bogu. Teraz jedynym zmartwieniem starszej kobiety było to, co działo się z Mają. Dawniej zawsze uśmiechnięta, otwarta i wygadana, teraz momentami zdawała się być cieniem samej siebie. Przygasła i widocznie nie dawała sobie rady z emocjami, które kotłowały się w jej głowie, niewypowiedziane, choć chciały krzyczeć. Aniela bardzo chciała pomóc ukochanej wnuka, ale chyba po raz pierwszy w życiu nie miała pojęcia, jak postąpić. Delikatne próby skierowania rozmowy na drażliwe dla Majki tematy skutkowały jedynie tym, że dziewczyna zamykała się w sobie i jakbygasła.

– Nic takiego, babciu – zaczął Łukasz wesoło. – Po prostu Maja boi się, że zrobię z naszego synarzeźnika.

Spojrzenia obu kobiet spotkały się, połączone wspólnym uśmiechem i świadomością tego, że czasem wciąż rozumieją się bez słów. Tak zadziałały słowa „nasz syn” w ustach Łukasza, który choć nie był biologicznym ojcem Jasia, to zdecydowanie zasługiwał na to, żeby chłopiec nazywał go tatą, co teżczynił.

– Chyba nie do końca nadążam za wami, młodymi, bo nic z tego nie rozumiem. – Aniela zaśmiałasię.

– Po prostu Łukasz chce zabrać Jasia do wspólnego rąbania drewna, a ja potraktowałam to dosłownie i się wystraszyłam. No, ale chłopaki mnie przegłosowali i jednak pójdą do szopy – wyjaśniłaMaja.

– Oj, w takim razie nie możesz liczyć na mój głos, kochanie. Bawcie się dobrze, chłopcy, a ty, Maju, w tym czasie może trochę odpoczniesz? Wezmę Marysię do siebie, a ty się prześpij. Słyszałam, że nasza kruszynka znów dała wam dziś w nocy popalić, więc powinnaś odespać zmęczenie, Majeczko.

– Nie! – powiedziało nieco zbyt ostro Maja. – To znaczy… Nie trzeba, babciu. Nie jestemzmęczona.

Łukasz i Aniela wymienili porozumiewawcze spojrzenia i po kilku mało istotnych zdaniach wyszli z pokoju, zostawiając Maję z córkąsame.

To był kolejny problem, z którym kobieta nie umiała sobie poradzić, nie chcąc także pomocy od innych. Majka tak bardzo wyrzucała sobie swoją bierność przez pierwszy rok życia Jasia, że teraz nie pozwalała nikomu zrobić nic przy Marysi. To ona nosiła ją wieczorami, kiedy nastał bolesny czas kolek. Ona po kilka razy wstawała do niej w nocy – nakarmić, przewinąć, utulić – nie pozwalając Łukaszowi wyręczyć się w żadnej z czynności. Doszło nawet do tego, że Maja wszelkie sprawunki związane z domem i samą sobą planowała na pory drzemek Marysi, żeby nikt inny nie musiał się nią zajmować. Była na każde jej zawołanie, choćby piśnięcie czy mocniejsze poruszenie się włóżeczku.

Starała się być matką wręcz podręcznikową, zabijając w ten sposób wyrzuty sumienia, ale także okupując to sińcami pod oczami i – niestety – oddalaniem się odŁukasza.

Nienawykła do wtrącania się w cudze sprawy Aniela nie miała pojęcia, z której strony ugryźć ten delikatny temat, by uświadomić Majce, że perfekcjonizm dobrze wygląda tylko w książkach, a w życiu codziennym może przynieść więcej szkody niżpożytku.

Kiedy Majka została sama z dzieckiem, po kolejnym sprawdzeniu, czy pampers suchy i odłożeniu córeczki do łóżeczka, postanowiła oddzwonić doprzyjaciółki.

Kaśka próbowała się do niej dodzwonić wczoraj kilka razy, ale Marysia miała ciężki dzień i dużo płakała, więc po prostu nie było kiedy porozmawiać. Obiecała sobie dziś tonadrobić.

– Cześć! – Usłyszała w słuchawce wesoły głosKaśki.

– Cześć, przepraszam, że wczoraj nie odbierałam, ale miałyśmy trudny czas… – Majawestchnęła.

– Coś ty! Nie przejmuj się. Macie tam dwoje dzieci, więc na pewno jest armagedon. Dzięki, że oddzwaniasz. Mampytanie.

– O! – wyrwało się wyraźnie zaintrygowanej Majce. – Mów!

– Mówiłaś kiedyś, że chciałabyś coś dla siebie zrobić… – zaczęła Kaśkadelikatnie.

– Raczej ze sobą, Kaśka, nazywaj rzeczy po imieniu – sprostowała.

– Oj, tam, cicho bądź i słuchaj! Razem z kilkoma dziewczynami pomyślałyśmy, że fajnie byłoby spotkać się w kilka osób i razem poćwiczyć. Wiesz, zumba i tesprawy…

Cisza po drugiej stronie zwiastowała, że entuzjazm Kaśki najwyraźniej nie udzielił się jej rozmówczyni. Po chwili dało się usłyszeć głośnewestchnięcie.

– Kaśka, ja i zumba? Proszęcię…

– A niby dlaczegonie?

– W sumie raz bym się zatrzęsła, a brzuch tańczyłby jeszcze przez dobre półgodziny.

– Maja, przestań! Nie bądźtaka!

– To znaczy jaka? Szczera? – zapytała kobieta zironią.

– Wszyscy chcemy, żeby wróciła ta dawna Majka. Zawsze uśmiechnięta, z ciętym żartem i jeszcze mocniejszą wiarą w siebie. Po tym, co przeszłaś, jak zawalczyłaś o siebie, o was, jesteś moim guru! Gdzie się podziała tamtadziewczyna?

– Nie wiem… – szepnęła Maja, a po kilku kolejnych zdaniach zręcznie zakończyłarozmowę.

Tak, ona także chciałaby powrotu dawnej siebie. Ale to nie było takie proste, o ile w ogólemożliwe.

***

Nadszedł grudzień, a wraz z nim pierwsza wizyta Mikołaja w domu Karbowników. Łukasz bardzo przejmował się rolą, która została mu powierzona i osobiście nadzorował szycie przez Anielę kostiumu, stając do przymiarek, jakby chodziło co najmniej o skrojenie garnituru ślubnego. Majka uśmiechała się na ten widok, który sprawiał jej naprawdę dużo radości. To był przedsmak pierwszych Świąt spędzonych we czwórkę, a w zasadzie w piątkę, bo nikt z domowników nie wyobrażał sobie, aby przy wigilijnym stole mogło zabraknąćAnieli.

Radość Jasia z prezentów otrzymanych od pulchnego świętego z długą, białą brodą była nie do opisania. Choć chłopiec na początku dość sceptycznie podszedł do zaproszenia, by usiąść na kolanach nieznajomego jegomościa w czerwonym kubraku, to gdy tylko zajrzał do worka z prezentami, chętnie pozował do zdjęć i nie chciał puścić Mikołaja, póki nie zapewni go, że za rok znowu przyjdzie. Łukasz musiał powtarzać to kilka razy, nim w końcu udało mu się opuścić próg domu, by zniknąć w szopie i wrócić tam do swojej normalnejpostaci.

Przedświąteczna sielanka trwała w najlepsze i wydawało się, że nawet Maja jakby trochę odpuściła z tym swoim perfekcyjnym macierzyństwem, ale wtedy wydarzyły się dwie rzeczy, które kompletnie zburzyły ład i porządek w życiu Majki iŁukasza.

Dwa dni po rzeczonych mikołajkach w domu Karbowników dało się usłyszeć dzwonek do drzwi. Maja, krzątając się po kuchni i starając nie wyrzucać sobie, że obarczyła swojego mężczyznę opieką nad Marysią, o co zresztą od dłuższego czasu zabiegał, krzyknęła do ukochanego, żeby sobie nie przeszkadzali, onaotworzy.