Pod kontrolą. Haker cz. 3 - Meredith Wild - ebook
Opis

W trzeciej części serii "Haker" między Blake’em a Ericą nadal iskrzy. Jego tendencja do kontroli oraz jej niezależność niezmiennie się ścierają. Jednak Blake nie zamierza pozwolić Erice zniknąć z jego życia.

Erica próbuje obdarzyć Blake'a zaufaniem i miłością. Ma nadzieję, że razem pokonają każdą przeszkodę. Kiedy jednak Blake stawia coraz większe żądania i testuje granice jej zaangażowania, Erica musi stawić czoła mrocznym pragnieniom swojego ukochanego.

Zagrożeniem dla ich miłości są nie tylko oni sami, ale i wrogowie w interesach, przez których nowopowstała firma Eriki znajduje się w tarapatach. Blake stara się jednak uchronić wybrankę przed osobami, które chcą ją zniszczyć tylko po to, żeby się na nim zemścić.

Czy związek Blake’a i Eriki przetrwa w obliczu czychających niebezpieczeństw?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 308

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


1

Mój telefon zapiszczał.

B: Za dwadzieścia minut wychodzę z pracy.

Wyłączyłam dźwięk w komórce, zignorowałam wiadomość od Blake’a i z powrotem skupiłam się na Alli. Założyła za ucho kosmyk długich, brązowych włosów i wróciła do podawania tygodniowych statystyk naszego portalu internetowego Clozpin. Słuchałam uważnie, ciesząc się, że mam ją z powrotem w swoim zespole.

Alli wróciła do Bostonu zaledwie kilka tygodni wcześniej, ale już zdążyła znowu oswoić się z tym miastem i zamieszkać z Heathem. Heath był szczęśliwy, ona była szczęśliwa, a ja nie posiadałam się z radości, kiedy po aferze z Risą odzyskała swoje stanowisko dyrektora do spraw marketingu. Zaproponowałam jej powrót, jeszcze zanim zwolniłam Risę za udostępnianie poufnych informacji na temat mojej firmy.

Na tę myśl aż się skrzywiłam. Alli tryskała optymizmem, ale zdrada Risy wciąż mnie bolała. Od naszego ostatniego spotkania nie miałam z nią kontaktu, co z jakiegoś powodu napawało mnie strachem. Wolałam nie myśleć, że mogłaby założyć konkurencyjną firmę z Maxem, zaprzysięgłym wrogiem Blake’a i moim niedoszłym inwestorem, ale niewiedza mnie niepokoiła. A jeżeli uda im się odebrać nam reklamodawców? A jeżeli stworzą coś o wiele lepszego i bardziej konstruktywnego niż Clozpin?

Max miał tyle pieniędzy, a Risa wyniosła z mojej firmy tyle wiedzy, którą posiadłam w trakcie mojej krótkiej kariery jako dyrektor generalny firmy, że wszystko było możliwe. Poza tym odeszła, ziejąc takim jadem i tak pełna pretensji, że natychmiast zwątpiłam w swoją umiejętność prowadzenia firmy. Widziałam, że jestem jeszcze nieopierzona. Chciałam wierzyć, że dam sobie radę sama i pod wieloma względami tak właśnie było, ale musiałam jeszcze wiele się nauczyć.

Przyszedł kolejny, tak samo rozpraszający SMS. Telefon zawibrował na szklanym blacie stołu konferencyjnego.

B: Erico?

Przewróciłam oczami i szybko mu odpisałam. Wiedziałam, że będzie mnie nękał, dopóki nie odpowiem.

E: Mam spotkanie. Zadzwonię później.

B: Kiedy wrócę do domu, chcę, żebyś leżała nago w łóżku. Niedługo wychodzę z pracy.

E: Potrzebuję więcej czasu.

B: W ciągu godziny będę w tobie. Albo zostajesz w biurze, albo kładziesz się do łóżka. Twój wybór. Zbieraj się.

Powietrze w pomieszczeniu nagle stało się zbyt chłodne dla mojej rozpalonej skóry. Zadrżałam, a moje sutki stwardniały, nieprzyjemnie ocierając się o koszulę. Jak on to robił? Kilka zgrabnych słów przysłanych w SMS-ie, a ja już nerwowo spoglądam na zegarek.

– Erico, chcesz jeszcze coś omówić?

Spojrzałam na Alli. Uniosła jedną brew, jakby wiedziała, że jej nie słuchałam. Myślałam tylko o konsekwencjach swojego spóźnienia i już trudno mi było zignorować fizyczną reakcję na to oczekiwanie. Odsunęłam od siebie myśli o obietnicach Blake’a i wróciłam do rzeczywistości.

– Nie, myślę, że to już wszystko. Dziękuję. – Szybko zebrałam swoje rzeczy, chcąc czym prędzej wyjść. Pomachałam członkom zespołu, którzy wrócili do swoich miejsc pracy. Alli poszła za mną do gabinetu odgrodzonego od reszty biura ścianką działową.

– Co z Perrym? Nie chciałam poruszać tego tematu na zebraniu, bo to dość dziwna sprawa.

– Nic specjalnego. Znowu napisał do mnie maila, ale jeszcze nie odpisałam. – Jeśli miałam zdążyć do domu w terminie narzuconym mi przez Blake’a, nie mogłam teraz wdawać się w zawiłości tej sprawy.

– Planujesz skorzystać z jego usług reklamowych?

– Jeszcze nie wiem. – Wciąż miałam wątpliwości.

Szeroko otworzyła swoje brązowe oczy.

– Czy Blake wie, że Perry się z tobą skontaktował?

– Nie. – Rzuciłam jej znaczące spojrzenie, dając do zrozumienia, że sobie tego nie życzę. Kiedy ostatnio widziałam Isaaca Perry’ego, Blake chwycił go za gardło, przyparł do muru i zagroził, że mu pourywa nogi i ręce, jeśli jeszcze raz waży się mnie tknąć. Nie chciałam usprawiedliwiać zachowania Isaaca tamtej nocy i tak samo jak Blake nie zamierzałam mu wybaczać, ale tym razem chodziło o interesy.

– Blake nie będzie zadowolony, jeżeli nawiążesz współpracę z Perrym.

Wepchnęłam laptop do torby.

– Myślisz, że o tym nie wiem?

Koneksje Blake’a wpływały na moje decyzje biznesowe w o wiele większym stopniu, niż bym sobie tego życzyła.

Alli oparła się o moje biurko.

– No to co zrobisz? Perry pewnie złożył ci jakąś imponującą ofertę, skoro jeszcze go nie skreśliłaś.

– Perry Media Group jest właścicielem kilkunastu wydawnictw multimedialnych na całym świecie. Nie mówię, że mu ufam, ale mogę przynajmniej go wysłuchać.

Alli wzruszyła ramionami.

– Poprę cię we wszystkim, co uważasz za korzystne dla firmy. Mogę też się z nim skontaktować, jeżeli tak ci wygodniej.

– Dzięki. Wolałabym jednak sama się tym zająć. Pogadajmy o tym później. Muszę już lecieć. Blake na mnie czeka.

– O, idziecie do restauracji? – Natychmiast się rozpromieniła. Profesjonalna współpracowniczka ustąpiła miejsca tryskającej energią przyjaciółce, która uprzyjemniała mi każdy dzień.

– Yyy, mamy pewne plany. Do zobaczenia później. – Starałam się nie mówić zbyt tajemniczo. Wyszłam z gabinetu i pomachałam wszystkim na pożegnanie.

Minutę później znalazłam się na zalanej słońcem ulicy. Był początek sierpnia. Mijały mnie samochody powoli poruszające się w godzinach szczytu. Zanim zdążyłam ruszyć w stronę domu, zadzwonił mój telefon. Jęknęłam i włożyłam rękę do torebki. Blake swoją natarczywością niekiedy doprowadzał mnie do szału. Kiedy jednak wyjęłam telefon, na ekranie pojawił się numer telefonu z Chicago.

– Halo? – odezwałam się ostrożnie.

– Erica?

– Tak, kto mówi?

– To ja, Elliot.

Położyłam dłoń na ustach, starając się opanować zaskoczenie wywołane głosem mojego ojczyma.

– Elliot?

– Masz chwilkę? Dzwonię nie w porę?

– Nie, nie. – Weszłam do Mocha, kawiarni na dole, żeby schronić się przed upałem. – Co u ciebie? Nie rozmawialiśmy całe wieki.

Roześmiał się.

– Byłem zajęty.

Ucieszyłam się. Od tak dawna nie słyszałam jego śmiechu.

– Rozumiem. Jak tam dzieci?

– Doskonale. Zbyt szybko rosną.

– Domyślam się. Co u Beth?

– W porządku. Dzieci poszły do szkoły, a ona wróciła do pracy. Oboje mamy pełne ręce roboty. – Chrząknął i głośno wciągnął powietrze. – Erico, posłuchaj. Wiem, że długo się do ciebie nie odzywałem. Naprawdę bardzo mi przykro. Chciałem przyjść na twoją uroczystość ukończenia studiów, ale miałem tyle na głowie…

– Nie szkodzi, Elliot. Rozumiem. Jesteś bardzo zajęty.

– Dzięki. – Westchnął cicho. – Zawsze byłaś taka zrównoważona. Nawet w dzieciństwie. Czasami wydaje mi się, że byłaś rozsądniejsza ode mnie. Wiem, że twoja matka byłaby dumna, że wyrosłaś na taką mądrą kobietę.

– Dzięki. Mam taką nadzieję. – Zamknęłam oczy, przywołując w myślach zapamiętany obraz mojej matki. Serce zabolało mnie na wspomnienie czasów, kiedy byliśmy szczęśliwi we trójkę. Wszystko się skończyło, kiedy u mojej mamy wykryto nowotwór, który zniszczył ją w zatrważającym tempie i odebrał ją nam zbyt wcześnie.

Po jej śmierci nasze drogi się rozeszły. Miałam nadzieję, że Elliot odnajdzie szczęście u boku nowej żony i ich dzieci, nawet jeśli miało się to stać kosztem mojego normalnego dzieciństwa. Wychowywałam się sama najpierw w szkole z internatem, a później na studiach. Cóż, tak ułożyła się moja historia. Ostatecznie los doprowadził mnie do Blake’a i życia, które w końcu zaczęło wydawać mi się normalne.

– Ostatnio często myślę o Patricii. Nie do wiary, że minęło już dziesięć lat. Czas biegnie tak szybko. Uświadomiłem sobie, jak dawno temu ostatnio rozmawialiśmy.

– To prawda. Ostatnie lata przeżyłam na wysokich obrotach. Nie wyobrażałam sobie, że mogę być aż tak zapracowana. – Miotałam się między firmą a Blakiem, a moje życie kilka razy stanęło na głowie. Kiedy tylko sytuacja zaczynała się uspokajać, spadało na mnie kolejne nieszczęście.

– Sprawdzę, czy w najbliższym czasie uda nam się przyjechać do Bostonu. Nie mogę znieść myśli, że minęło dziesięć lat bez… wiesz, jakiegoś sposobu uczczenia jej pamięci. Jesteśmy jej to winni.

Uśmiechnęłam się ze smutkiem.

– Byłoby miło. Bardzo bym się ucieszyła.

– Świetnie. Zobaczę, co da się zrobić.

– Daj mi znać, kiedy już wybierzesz termin. Postaram się dostosować.

– Super. Niedługo porozmawiam o tym z Beth i poinformuję cię, co ustaliliśmy.

– Już nie mogę się doczekać. Bardzo chętnie znowu się z tobą spotkam i oczywiście poznam twoją rodzinę. – Twoją rodzinę. Słowa te dziwnie zabrzmiały w moich ustach.

– Trzymaj się, Erico. Będziemy w kontakcie.

Pożegnałam się z Elliotem. Kiedy tylko się rozłączyłam, komórka znowu zadzwoniła. Serce mocniej mi zabiło, bo zobaczyłam numer Blake’a.

Cholera.

* * *

Weszłam do mieszkania i położyłam torby na blacie w kuchni. Lampy były zgaszone, a przez zasunięte kotary sączyło się popołudniowe światło. Kiedy weszłam do salonu, usłyszałam głos Blake’a.

– Spóźniłaś się.

Odwróciłam się i zobaczyłam go przy barze na drugim końcu pokoju. Był boso, bez koszuli, trzymał w ręce do połowy pustą szklaneczkę. Miał twarz pozbawioną emocji, ale jednocześnie w jakiś sposób emanującą taką intensywnością, że od razu ogarnęło mnie zdenerwowanie. Jego zielone oczy zdawały się lśnić w przyćmionym świetle. Szczęki miał zaciśnięte, ich mięśnie rozluźniały się tylko wtedy, kiedy podnosił drinka do ust.

– Przepraszam. Miałam ważny telefon…

– Chodź tutaj.

Nie dokończyłam zdania. Wiedziałam, że nie będziemy rozmawiali o nieoczekiwanym telefonie od Elliota, przynajmniej nie teraz. W spojrzeniu Blake’a było coś niepokojącego, a kiedy wypowiedział te dwa słowa, jego głos zabrzmiał bezwzględnie.

Podeszłam powoli i stanęłam zaledwie kilkanaście centymetrów od niego. Poczułam ciepło emanujące od jego ciała. Blake był nieprawdopodobnie cudowny, stanowił ideał męskiej urody. Na widok jego wysokiej i szczupłej sylwetki zawsze traciłam głowę. Ta sytuacja nie należała do wyjątków. Nie mogąc się oprzeć bliskości, dotknęłam jego torsu; mięśnie jego klatki piersiowej zareagowały drżeniem.

– Zdejmij bluzkę – powiedział.

Spojrzałam mu prosto w oczy, ale nie znalazłam w nich figlarnego błysku. Stał przede mną jak posąg, pięknie wyrzeźbione dzieło sztuki, zimne i nieruchome. Musnęłam palcami mięśnie jego brzucha i przesunęłam nimi do paska dżinsów wiszących nisko na biodrach.

– Wszystko w porządku? – wymruczałam. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim nastroju. Nie musiał się przede mną tłumaczyć. Domyśliłam się, że ktoś zalazł mu dzisiaj za skórę.

W odpowiedzi skrzywił się ledwo dostrzegalnie.

– Za chwilę poczuję się lepiej.

Wiedziałam, jak mogę mu poprawić nastrój. Ściągnęłam bluzkę i rzuciłam ją na podłogę.

– Tak lepiej? – Przechyliłam głowę z nadzieją, że zacznie się zachowywać jak niesforny kochanek.

Wyraz jego oczu się nie zmienił. Pozostał nieruchomy i twardy.

– Erico, nie każ mi znowu czekać.

Mówił niebezpiecznie niskim głosem. Wstrzymałam oddech, na próżno starając się okiełznać reakcje mojego ciała. Czułam potężną mieszaninę pożądania i niecierpliwości. Wydarzenia tego dnia wtopiły się w tło, stały się drugorzędne wobec tej chwili i dominującego mężczyzny, który miał zaraz rozładować swoje seksualne napięcie w moim ciele.

Opuściłam rękę i przez miękki, znoszony materiał jego dżinsów pogłaskałam go po wyprężonym członku.

– Już tu jestem. Wynagrodzę ci swoje spóźnienie. – Chwycił mnie za nadgarstek. – Zobaczysz, będziesz zadowolony.

Spojrzałam na niego spod rzęs. Puścił mnie i położył dłoń na mojej piersi. Przesunął palcem po koronkowym brzegu stanika i skórze pod spodem. Ten prosty dotyk mnie rozgrzał. Potem szorstkim ruchem ściągnął stanik z mojej piersi, położył na niej dłoń i zaczął drażnić kciukiem sutek. Pod wpływem tego powolnego okrężnego ruchu wychyliłam się do przodu. W podbrzuszu poczułam rosnące pożądanie.

Kiedy jęknęłam, mocno mnie uszczypnął. Wciągnęłam powietrze przez zęby, ale go nie odepchnęłam. Uniósł kącik ust, a w jego oczach pojawiły się złośliwe iskierki.

– Rozbierz się i pochyl nad stołem.

Zanosiło się na niezłą zabawę, ale nie tylko.

Ze zmarszczonymi brwiami spojrzałam na salon i ogromny drewniany stół w wiejskim stylu na jego środku. Zanim zdążyłam zaoponować, Blake klepnął mnie po tyłku i lekko popchnął w tamtą stronę. Szybko zdjęłam spódnicę, stanik i majtki. Stanęłam przodem do stołu i położyłam dłonie na ciepłym drewnie. Na środku stołu leżały zwoje linki.

– Niżej – nakazał mi szorstkim tonem.

Położył dłoń między moimi łopatkami i zmusił do pochylenia się. Wysunęłam ręce przed siebie. Gwałtownie wypuściłam powietrze, kiedy poczułam pod sobą chłodny blat, a moje uda mocno przycisnęły się do jego krawędzi. Niemal drżałam z oczekiwania. Nie wiedziałam, co się wydarzy, byłam jednak pewna, że Blake kontroluje sytuację.

Zawsze, kiedy wracałam z pracy i wchodziłam do naszego mieszkania, zaczynałam się zmagać sama z sobą. Oddałam całą kontrolę mężczyźnie, którego kochałam, ufając, że zaopiekuje się nami obojgiem. Zawsze to robił, ale niekiedy nie mogłam się oprzeć pokusie, by zrobić choć krok do tyłu – tak by wiedział, że istnieję i wciąż walczę.

Przesunął chłodną dłonią po mojej pupie. Moje mięśnie się naprężyły. Przygryzłam dolną wargę w oczekiwaniu na to, co miało się wydarzyć.

– Spóźniłaś się dwadzieścia minut. Wiesz, co to znaczy?

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, wymierzył mi mocnego klapsa. Zaskamlałam pod wpływem ostrego bólu. Potem pieczenie ustało, a moje ciało zalała fala gorąca. Wygięłam plecy w łuk, napierając na niego.

– Ukarzesz mnie? – spytałam cicho.

– Chcesz tego?

– Tak. – Uległy ton w mojej odpowiedzi nieodmiennie mnie zaskakiwał, chociaż zaszliśmy tak daleko i chociaż uwielbiałam te mroczne krainy, w jakie się zapuszczaliśmy. Przyznanie się do tego nadal wymagało ode mnie pewnej dozy odwagi.

– Masz szczęście. Dostaniesz dwadzieścia klapsów. Chcę, żebyś liczyła. Nie zapomnij, bo inaczej przyniosę pas.

Nie zwlekając, znowu wymierzył mi klapsa, tak głośnego, że odgłos uderzenia odbił się echem w pokoju. Kiedy tylko udało mi się złapać oddech, powiedziałam:

– Jeden.

– Dobrze. – Znowu mnie uderzył.

– Dwa.

Z każdym uderzeniem robiłam się coraz ciaśniejsza i coraz bardziej mokra, czego wciąż nie mogłam zrozumieć. Lanie doprowadzało mnie do szaleństwa. Przekroczyliśmy dziesiątkę, a ja mocniej chwyciłam się stołu, gotowa na rozkosz, która przychodziła po tym słodkim bólu.

Dwadzieścia.

Westchnęłam i położyłam się na stole. Ulga trwała krótko, bo Blake chwycił mnie za kucyk i zmusił do wstania.

– Podnieś się.

Wyprostowałam się, a on odwrócił mnie do siebie. Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale zamiast tego tylko przyciągnął mnie do siebie. Miał rozpaloną skórę i nagle zapragnęłam go jeszcze bardziej. Pocałował mnie mocno. Aromat szkockiej mieszał się z jego piżmowym zapachem. Rozchyliłam usta, zapraszając go, chcąc go poczuć na języku.

– Jesteś zbyt zachłanna.

Wydęłam wargi.

– Jesteś rozpieszczona i mnie nie słuchasz.

– Właśnie, że słucham.

– Może i tak, ale jesteś kompletnie nieposłuszna. Koniec zabawy. Musisz się zacząć uczyć. Dzisiaj zaczynamy.

Zdusiłam w sobie lęk, który poczułam gdzieś głęboko w sobie. Lęk przed nieznanym.

– Przepraszam.

– Dobry początek. Usiądź na stole.

Zawahałam się na chwilę, ale szybko przysiadłam na brzegu stołu. Blake pokręcił głową i mnie ponaglił.

– Na środku. Szybciej.

Uniosłam brwi, ale posłusznie przesunęłam się na środek. Blake obszedł stół i przesunął linę.

– Połóż się.

Wykonałam jego rozkaz. Chwycił mnie za nadgarstek i wyciągnął moją rękę do rogu stołu. Szokująco szybko i sprawnie przywiązał moje ręce do nóg stołu. Kiedy przeszedł do moich kostek, pociągnęłam za linkę, sprawdzając, czy dobrze trzyma. Ani drgnęła.

Przywiązał moją nogę, potem drugą, aż wszystkie kończyny zostały szeroko rozłożone na stole i unieruchomione.

– Tak lepiej. – Lekko ścisnął mnie za łydkę.

Policzki mnie zapiekły, gdy sobie uświadomiłam swoją bezbronność. Chciałam mu powiedzieć, że to za dużo. Miałam te słowa na końcu języka, ale już byłam mokra i gotowa na to, co sobie zaplanował w tym pokręconym umyśle. Ogarnął mnie jeszcze większy niepokój, kiedy Blake cofnął się od stołu i znalazł się poza moim zasięgiem wzroku.

– Dokąd idziesz? – Starałam się ukryć lęk w głosie.

– Nie bój się. Nie wychodzę. Nie teraz, kiedy jesteś przede mną rozłożona jak szwedzki stół.

Usłyszałam grzechot kostek lodu wrzucanych do szklanki, a potem cichy odgłos nalewanego płynu. Blake wrócił, stanął przede mną i podniósł szklankę do ust, zasłaniając cień uśmiechu na swojej pięknej twarzy. Coś w jego spojrzeniu powiedziało mi, że czeka mnie powolna tortura. Pożądanie, które we mnie pulsowało, zwiększyło się jeszcze bardziej. Teraz byłam całkowicie zdana na jego łaskę.

Minęło zaledwie kilka sekund, ale mnie wydawało się, że to minuty. Moja pierś unosiła się miarowo. Czekałam. Na co? Nie miałam pojęcia, ale mnogość możliwości przepełniała mnie ekscytacją.

Blake znowu uniósł szklankę, opróżnił jej zawartość i głośno postawił ją między moimi nogami. Włożył do niej palce. Usłyszałam grzechot kostek lodu, a potem szokujące zimno na skórze. Blake powoli przesuwał kostkę po mojej nodze, po wrażliwej skórze na wewnętrznej stronie uda. Zadrżałam, a moje mięśnie się napięły, kiedy powędrował od bioder na brzuch. Jedna kostka lodu powoli topniała w moim pępku, a on sięgnął po następną.

Okrążył stół i stanął z boku. Zaczął niespiesznie zataczać kostką kręgi wokół moich sutków. Aż zabolało, ale zdusiłam w sobie protest. Nie mogłam narażać się na kolejną karę, bo to by odwlekło nasze zbliżenie. Pochylił się nade mną i zastąpił odrętwiający chłód lodu mokrym ciepłem ust. Chwycił zębami stwardniały sutek, a chłodną rękę włożył między moje uda.

Zamruczał cicho, z łatwością rozchylił moje wargi sromowe i zaczął drażnić łechtaczkę.

– Maleńka, lubisz, kiedy cię wiążę?

Oblizałam suche usta i szybko kiwnęłam głową. Czy to lubiłam? Właściwie nie miałam takiej pewności. Wiedziałam tylko, że nie chcę, by przerywał. Nie chciałam się odzywać, obawiając się, że nie da mi rozkoszy, którą tylko on mógł mi zapewnić. Utrzymywał mnie na jej skraju w stanie podniecenia i bezbronności niemal nie do zniesienia. Pociągnęłam za linki, które wbiły się w moje ciało.

– Erico, przestań walczyć.

Wyprostował się, odbierając mi swój dotyk i bliskość.

– Myślałam, że się spieszysz – poskarżyłam się, starając się zapanować nad pożądaniem, które rosło z każdą minutą. Niech diabli wezmą jego i te linki.

Uśmiechnął się szeroko.

– Tak było, ale myśl o ukaraniu cię wszystko zmieniła. Teraz po prostu dobrze się bawię.

Zamknęłam oczy. Moja klatka piersiowa podniosła się, kiedy wzięłam głęboki wdech. Ze wszystkich sił próbowałam się rozluźnić. Kiedy wreszcie mi się to udało, poczułam lodowate zimno między nogami.

Krzyknęłam – z zaskoczenia i pod wpływem odczucia, które nie do końca było nieprzyjemne. Moja łechtaczka pulsowała pod kostką lodu, gdy Blake przesuwał ją między fałdkami mojego ciała. Wypuściłam powietrze, kiedy zdjął kostkę z mojego najwrażliwszego miejsca i delikatnie wsunął jej czubek do mojej cipki. Myślałam, że chce doprowadzić mnie do orgazmu, ale wyjmował kostkę za każdym razem, zanim osiągnęłam szczyt. Jak długo mógł to robić, kontrolując własną żądzę? Jak długo mogłam wytrzymać? Myślałam, że pęknę i zacznę krzyczeć.

– Blake, nie mogę… już dłużej nie wytrzymam. Dobijasz mnie.

– Jak się czujesz, czekając… i pragnąc?

Mocno zacisnęłam szczęki, próbując odwrócić uwagę od słodkiego bólu między udami. Wbrew sobie poruszyłam się, chociaż wiedziałam, że nie przyspieszę w ten sposób zbliżenia.

– Okropnie.

– Skończymy?

– Tak. – W moim głosie zabrzmiała desperacja.

Pochylił się nade mną i musnął ustami wrażliwą skórę na mojej szyi. Potem przesunął językiem po brzegu ucha, co samo w sobie było powolną torturą.

– Błagaj.

Przeszył mnie dreszcz. Wypięłam pierś, ale nie dotknęłam go, bo już się odsunął.

– Powiedz, jak bardzo tego pragniesz. Chcę to usłyszeć.

– Blake… proszę, po prostu mnie zerżnij.

– To zabrzmiało jak rozkaz. Chcę, żebyś mnie błagała.

Jęknęłam, a on odsunął się jeszcze dalej. Teraz nasze ciała już w ogóle się nie stykały.

– Blake! – Byłam wściekła i zdesperowana.

– Ulegnij.

Powiedział to tak ostro, że aż się wzdrygnęłam.

– Erico, musisz mi ulec, jeśli chcesz przeżyć orgazm. Koniec z gierkami. Koniec z testowaniem mnie.

Z trudem przełknęłam ślinę, walcząc z odruchem, by sprzeciwić się jego rozkazowi. Ulegnij. Moje gardło się zacisnęło, jakbym zadławiła się tym słowem i jakby nie przeszło dalej, dopóki bym go nie wypowiedziała. To słowo miało ogromne znaczenie. Łatwiej było mi ulec, kiedy namawiałam go, by wziął ode mnie to, czego pragnął. Teraz sam brał to, co chciał. O nic nie prosił i nie było mowy o negocjacjach.

Zamknęłam oczy, starając się usłyszeć w głowie głos mówiący, żebym się rozluźniła i poddała.

– Nie ułatwiasz mi tego. – Miałam nadzieję, że zrozumie mój opór, może nawet zrezygnuje. Nawet kiedy całkowicie nade mną dominował, czasami dawał mi szansę na wycofanie się.

– Miałem ciężki dzień w pracy. Chcę wracać do domu, w którym ty na mnie czekasz, i nie musieć za każdym razem cię łamać. Zrobię to, jeśli nie będę miał innego wyjścia, ale nie zawsze będę uprzejmie prosił i wszystko ci ułatwiał. Powinnaś więc przyzwyczaić się do uległości. Jesteś naga, przywiązana do stołu, a od orgazmu dzieli cię mój jeden dotyk. Chcesz dojść?

– Tak, bardzo.

– W takim razie błagaj.

– Proszę… – Mój głos zabrzmiał słabo.

– Słucham, Erico. O co mnie prosisz?

– Proszę, doprowadź mnie do orgazmu. Chcę, żebyś mnie dotykał. Zrobię wszystko… przysięgam.

– Czy kiedy następnym razem cię o to poproszę, będziesz czekała na mnie w domu, naga?

– Tak.

Musnął palcami moją pulsującą łechtaczkę. Ostro wciągnęłam powietrze i uniosłam biodra, ale on czym prędzej cofnął rękę.

– Przysięgasz?

– Przysięgam. Zrobię wszystko.

– I nie będę musiał znowu cię pouczać, jak masz ulec, tak?

– Tak – obiecałam, z emfazą kiwając głową.

Poczułam ciepło jego dłoni tam, gdzie tak bardzo go pragnęłam. Powstrzymałam się przed tym, by choć na kilka centymetrów przysunąć się do niego. Cholera jasna, co za męka.

Każda komórka mojego ciała pragnęła jego dotyku, a ja nie miałam nad niczym kontroli.

Z trudem akceptowałam tę rzeczywistość. Musiałam uwierzyć, że doprowadzi nas do celu. Kiedy to sobie uświadomiłam, coś we mnie pękło. Rozluźniłam się, już nie walczyłam z okowami. Moje mięśnie się odprężyły, ale w głowie mi się kręciło. Tak bardzo go pragnęłam, że nie panowałam ani nad własnym ciałem, ani nad umysłem.

Wtedy mnie dotknął. Przykrył dłonią moją cipkę i mocno ją chwycił.

– To należy do mnie. Nie dojdziesz, dopóki ja sobie tego nie zażyczę. Rozumiesz?

Spojrzałam na niego wzrokiem zmętniałym z pożądania. Mało brakowało, a wykrzyczałabym swoją frustrację, tak jakby cały stres, który przeżył tego dnia, przeszedł na mnie.

– Blake, zrobię wszystko, czego chcesz.

Po tym wyznaniu jego wzrok na chwilę złagodniał. Potem Blake wsunął we mnie dwa palce. Otworzyłam usta i jęknęłam z ulgą. Poruszył palcami, eksplorując moją mokrą dziurkę. Z drżeniem zacisnęłam się wokół niego, żałując, że nie wszedł we mnie, ale wdzięczna i za to. Blake zaczął delikatnie wsuwać i wysuwać palce, jednocześnie zataczając kciukiem kręgi wokół mojej łechtaczki.

Było to tak potężne doznanie, że krzyknęłam cicho. Poczułam ulgę, ale jednocześnie znowu natychmiast się napięłam. Moje nerwy ożyły, a ciało oblało się gorącem, gotowe, by go przyjąć. Ten facet naprawdę umiał mi wręcz boleśnie uświadamiać, jak bardzo moje ciało pragnęło jego dotyku. Odruchowo nieco uniosłam biodra.

Błagaj. Jego rozkaz rozbrzmiał mi w głowie, jednocześnie zmysłowy i surowy. Poczułam pulsowanie w samym środku łona. Krew mocniej krążyła mi w żyłach i dudniła w uszach. Orgazm zbliżał się nieubłaganie, a ja nie zamierzałam go powstrzymywać. Zapomniałam o dumie, zapomniałam o całym świecie.

– Nie przerywaj. Błagam, nie przerywaj.

– To właśnie chciałem usłyszeć, maleńka. Chcesz, żebym w ciebie wszedł?

– O Boże, tak.

– Chcesz, żebym najpierw pozwolił ci dojść?

Kolorowe plamy zawirowały mi pod powiekami, a każdy mój mięsień napiął się w oczekiwaniu. Gwałtownie otworzyłam oczy, kiedy uświadomiłam sobie, że nie dał mi bezpośredniego pozwolenia na to, żebym doszła. Spojrzałam w jego pociemniałe oczy przesłonięte powiekami ciężkimi od tego samego pożądania, które teraz pulsowało we mnie.

– Proszę, pozwól mi. Blake, proszę…

Pochylił się i mocno mnie pocałował. Pożeraliśmy się ustami, nasze języki splatały się i ssały nawzajem. Przez cały ten czas Blake delikatnie podniecał mnie palcami, prowadząc tuż na skraj orgazmu. Ogarnęła mnie przeszywająca rozkosz, jakby jedyny sens życia pochodził z miejsc, w których nasze ciała się stykały, rozkosz, którą dawał mi w darze. Przyjmowałam ją z wdzięcznością i desperacją. Zalała mnie potężna fala gorąca. Zaczęłam drżeć, ze wszystkich sił próbując opóźnić orgazm.

– O Boże – zaskamlałam, tracąc kontakt z rzeczywistością. – Proszę, proszę, proszę.

– Dojdź, Erico. Teraz – ochryple szepnął mi do ucha i głębiej włożył we mnie palce.

Z trudem złapałam powietrze i wygięłam plecy w łuk. Związana, nie mogłam niczego przyspieszyć, niczego kontrolować. Jego słowa, ten rozkaz całkowicie mnie zniewoliły. Stałam się własnością. Jego własnością. Zdana na jego łaskę i niełaskę, z jękiem doszłam do krawędzi. Mocno zacisnęłam dłonie w pięści, kiedy przeszył mnie orgazm.

W tej idealnej chwili cały świat ucichł. Blake wyjął ze mnie palce, a ja wciąż jeszcze drżałam. Zaczął rozwiązywać linki, którymi miałam przywiązane nogi. W delirycznej błogości po orgazmie odnotowałam ulgę, jaką dało mi to uwolnienie. Kilka sekund później Blake się rozebrał i przykrył mnie swoim ciałem. Założył sobie moje nogi w pasie, przyłożył czubek grubego członka do wejścia do mojej waginy i wszedł tylko odrobinkę.

– Jestem tak twardy, że aż boli. Zerżnę cię głęboko, tak głęboko, żebyś nie zapomniała, do kogo należysz. Będziesz dochodziła raz za razem, aż zrozumiesz, że masz nam dawać to, czego oboje potrzebujemy.

Czułam taką błogość, że zupełnie straciłam głos. Kręciło mi się w głowie. Nie byłam gotowa na to, co dla mnie szykował. Objął mnie w talii. Mięśnie jego torsu były twarde i napięte, a zielone oczy pociemniały i z rozszerzonymi źrenicami spojrzały prosto na mnie. Wtedy zobaczyłam go naprawdę – nie tylko mężczyznę, ale i zwierzę, które kryło się pod powierzchnią.

Pragnął tego. Pragnął mnie w ten sposób.

– Blake. – Oblizałam usta wyschnięte od urywanego oddechu. – Pocałuj mnie… proszę.

Napięcie i dominacja w jego spojrzeniu zniknęły. Nasze usta się spotkały, teraz delikatniej niż wcześniej, ale nie mniej namiętnie. Poczułam to. Miłość. Rozpoznałam ją. Kochałam tego mężczyznę, pomimo jego dziwacznych seksualnych upodobań i doprowadzającej do szału potrzeby sprawowania kontroli nad wszystkim. Musiał mieć kontrolę, a ja chciałam mu ją oddać.

– Kocham cię. – Kiedy skończyliśmy się całować, słowa same popłynęły z moich ust.

Znowu spojrzał na mnie tym świdrującym wzrokiem. Żądza, która wibrowała w jego ciele, na chwilę przycichła. Potem znowu się nade mną pochylił i lekko musnął ustami moje usta.

– Kochanie, bez ciebie nie mogę oddychać. Rozkładasz mnie na części, a potem składasz z powrotem. Bierzesz wszystko i kochasz mnie za to.

Jego pytające spojrzenie i wątpliwość, jaka zabrzmiała w ostatnich słowach, sprawiły, że serce lekko mnie zakłuło.

– Blake… jestem twoja. Chcę tego. Chcę ciebie całego. – Gardło mi się ścisnęło, tym razem z zupełnie innego powodu. Przemknął między nami prąd pożądania i niemal bolesnej miłości.

Nasze usta znowu się spotkały. Wszedł we mnie, jednocześnie wkładając mi język do ust. Zacisnęłam się wokół jego grubego członka. Był bardzo głęboko we mnie. Złączyły się nie tylko nasze ciała, ale i dusze. Wycofał się, po czym pchnął znowu, jeszcze głębiej. Gwałtownie wciągnęłam powietrze. Jego umięśnione ciało pochylało się nade mnę, drżąc od powstrzymywanego orgazmu. Ja to też poczułam – to pragnienie, by wybuchnąć, dać się pochłonąć dzikiemu zatraceniu.

Kiedy położył dłoń na moim karku i wsparł się na łokciach, jego oczy zapłonęły z pożądania. Mocno zacisnęłam nogi wokół jego pasa. Jego biceps wbił się w moją talię. Potem Blake wszedł we mnie mocno, dokładnie tak, jak chciałam. Ten ruch doprowadził mnie na skraj orgazmu. Otworzyłam usta w bezgłośnym okrzyku, kiedy zaczął mnie rżnąć.

Mocno. Szybko. Bezlitośnie i ostro. Tak, jak lubiłam.

Znowu doszłam. Moja cipka zacisnęła się wokół niego. Nadal mocno obejmowałam go udami. Kiedy jeden orgazm przeszedł w następny, Blake doszedł razem ze mną. Wbił we mnie biodra i przycisnął do stołu we wściekłej pogoni za ulgą, rozładowaniem… z moim imieniem na ustach.

2

Usiadłam okrakiem na Blake’u i zaczęłam masować kciukami mięśnie jego ramion. Ani drgnęły. Już się zaczęłam zastanawiać, czy w ogóle na niego działam, kiedy jęknął cicho. Uśmiechnęłam się i położyłam się na jego plecach. Zaczęłam całować jego skórę, chłonąc zapach wody kolońskiej i jego ciała. Dzięki jakiemuś cudowi natury moje własne mięśnie się rozluźniły. Piżmowy zapach Blake’a i naszego potu po seksie niemal mnie obezwładniły. Mogłabym tak leżeć i cały dzień go wąchać.

– Cudownie pachniesz. – Przycisnęłam usta do jego skóry. Całowałam go, napawając się jego zapachem.

Cicho zachichotał.

Wysunęłam język, żeby go posmakować, jakby sam zapach mi nie wystarczał. Jakby nie wystarczyło mi to, że zostałam zerżnięta aż do nieprzytomności na stole w jadalni, przywiązana i uległa. Blake Landon był moim narkotykiem, moją obsesją – nałogiem, z którym nie zamierzałam zrywać.

Smakowałam go ustami i zębami. Masowałam go, obsesyjnie wodząc palcami po jego ciele.

Nagle, w ułamku sekundy przewrócił mnie na plecy i umościł swoje cudowne, nagie ciało między moimi nogami.

– Chcesz, żebym cię znowu zerżnął? Bo jeśli tak, to jesteś na dobrej drodze.

Zachichotałam. Blake uśmiechnął się szeroko i przygwoździł moje ręce po obu stronach mojej głowy. Pogładził delikatne miejsca na skórze, na których zostały ślady linki.

Dostrzegłam na jego twarzy znajomy wyraz troski i wyślizgnęłam się z jego uścisku. Ujęłam jego twarz w obie dłonie i odwróciłam do siebie jego głowę.

– Nic mi nie jest. Tylko nie zaczynaj z poczuciem winy, dobrze?

– Nie chciałem zrobić ci krzywdy.

– Nic nie czuję. Naprawdę. W takich chwilach czuję tylko twoje ręce na moim ciele i ciebie w sobie. To mnie całkowicie pochłania. W innych okolicznościach mogłoby sprawić mi to ból, ale kiedy się kochamy, to jeszcze bardziej zwiększa rozkosz, jaką mi dajesz. I doskonale wiesz, że to lubię, więc przestań się zachowywać, jakbym była bezbronnym kotkiem.

– Ale teraz cię boli. A jeżeli zostaną siniaki?

– Co mnie to obchodzi? Następnym razem nie będę się tak szarpała. Chciałeś dać mi nauczkę, prawda? – Poruszyłam pod nim biodrami, drażniąc jego znowu twardy i gorący członek, który pulsował nad moim brzuchem. Uśmiechnęłam się chytrze. Chciałam, żeby Blake dobrze się bawił i nie zamierzałam pozwolić, żeby znowu zaczął mieć poczucie winy z powodu swoich potrzeb – potrzeb, które szybko stawały się również moimi.

Nigdy bym się nie spodziewała, że po gwałcie, który przeżyłam cztery lata temu, będę potrafiła dać mężczyźnie taką władzę nad sobą, jaką dałam Blake’owi. On jednak pokazał mi, jak czerpać przyjemność z uległości. Otworzył mi na to oczy, na coś głębszego i nieskończenie bardziej intensywnego niż wszystko, czego do tej pory doświadczyłam.

Walczyłam o wolność tylko po to, żeby mnie jej pozbawił w swój mistrzowski sposób. Łamał mnie, aż z pożądania odchodziłam od zmysłów – i teraz nie chciałam już inaczej. Nie wyobrażałam sobie tego.

Przesunęłam dwoma palcami po zmarszczce między jego brwiami.

– Co cię gryzie? Wcześniej wyglądałeś na zdenerwowanego.

Sturlał się ze mnie na plecy i wbił wzrok w sufit. Zanim zdążyłam powtórzyć pytanie, usłyszałam trzaśnięcie drzwiami i stłumione głosy. Szybko zeskoczyłam z łóżka i zamknęłam drzwi na klucz. Z powrotem położyłam się obok Blake’a i wtuliłam głowę w jego ramię. Leniwym ruchem zarzuciłam nogę na jego umięśnione udo.

Głośne łupnięcie w holu odbiło się echem w sypialni. Potem rozległ się kobiecy chichot i jęk. Uśmiechnęłam się. Alli i Heath znowu baraszkowali, ale nie mnie było ich osądzać.

Całe szczęście, że nie przyłapali nas na stole w jadalni. Nie wyobrażałam sobie, jak mogłabym to wytłumaczyć Alli. Nadal nic nie wiedziała o szczególnych upodobaniach Blake’a i przynajmniej na razie wolałam, żeby tak pozostało.

– Powinniśmy wybrać się w podróż – powiedział nagle Blake.

– Na pewno niedługo znajdą sobie własne mieszkanie – westchnęłam.

– To trwa zbyt długo. Poza tym nie wyjeżdżaliśmy razem od… od Vegas. Moglibyśmy wykorzystać najbliższy długi weekend. Chciałbym spędzić trochę czasu z tobą, tylko we dwójkę. Żeby nikt nam nie przeszkadzał.

Znaleźliśmy się w tym miejscu dzięki niespodziewanej serii wydarzeń, z których wiele zostało zaaranżowanych przez Blake’a. To, co się stało w Vegas, było punktem zwrotnym, a na wspomnienie naszego pierwszego razu nadal robiło mi się gorąco. Wtedy połączyła nas tylko żądza, która potem przemieniła się w obsesję i gdzieś w tym dzikim oszołomieniu zakochałam się w Blake’u.

– Nie jestem pewna, czy teraz powinnam robić sobie przerwę w pracy. – Ostatnie godziny odsunęły na dalszy plan Risę, Maxa i ich intrygi, ale powoli zaczynałam wracać do rzeczywistości.

– Uważam, że na to zasłużyłaś. Zabiorę cię dokądś na kilka dni. Obowiązki nigdy się nie skończą i zawsze ktoś będzie nas potrzebował, ale wszystko może poczekać dzień lub dwa.

Uniosłam brwi. Jako pracoholiczka nie do końca mu wierzyłam.

– Na pewno?

– Na sto procent. Szczerze mówiąc, właśnie postanowiłem, że nie daję ci wyboru. Wyjeżdżamy jutro po pracy. – Uśmiechnęłam się szeroko. Przeszył mnie przyjemny dreszczyk.

– Co mam spakować?

– Spakuję cię sam.

– Nie musisz tego robić.

– Zresztą myślę, że niezbyt często będziesz się ubierała, więc to nie ma żadnego znaczenia, prawda? Wystarczy bikini, jakieś stringi.

Roześmiałam się i żartobliwie klepnęłam go po policzku. Złapał mnie za rękę, zawarczał i wciągnął na siebie.

– Myślę, że tymczasem powinniśmy trochę pohałasować.

Znowu się roześmiałam i pokręciłam głową.

– Nie chcesz być gorszy? Jesteś niepoprawny.

– Możesz mi wierzyć, że nie mam ochoty słuchać, jak mój młodszy brat uprawia seks. Mogę mu to uświadomić, rewanżując się. Muszę tylko wymyślić, jak cię zmusić do krzyku.

Uśmiech zniknął z mojej twarzy. Blake objął mnie, przytrzymał mocno i zaczął rozpalać moje ciało każdym muśnięciem palcami.

– Mam wrażenie, że już coś wymyśliłeś.

* * *

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

3

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

4

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

5

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

6

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

7

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

8

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

9

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

10

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

11

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

12

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

13

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

14

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

15

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

16

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

17

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

18

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

19

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

20

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

PODZIĘKOWANIA

Ta książka nie powstałaby bez codziennych słów zachęty ze strony moich fanów. Nie macie pojęcia, jak doceniam każdą Waszą wiadomość i każdy komentarz. To dla mnie ogromne szczęście, że mogę pisać, wiedząc, że tak wiele osób niecierpliwie czeka na kolejny owoc mojej wyobraźni.

Specjalne podziękowania składam czytelnikom pierwszych wersji tej książki i cudownym ochotnikom za niezłomne wsparcie i cierpliwość! Team Wild to potęga. Dziewczyny, niesamowicie Was kocham!

Gorąco dziękuję każdej osobie, która utwierdzała mnie w przekonaniu, że zdołam napisać tę książkę pomimo morderczych terminów, ogromnej presji i kłód, jakie życie czasami rzucało mi pod nogi. Nie wyobrażam sobie większego wsparcia. Dziękuję również mojej mamie, która przypominała mi o tym, że powinnam czasami się wyspać, zrobić sobie przerwę i zachować odpowiednią perspektywę. Przeważnie ignorowałam te rady i jak czołg szłam do przodu, ale dzięki, że mi przypominałaś, iż jestem zwykłym człowiekiem, a nie superwoman.

Chciałabym też podziękować moim znajomym pisarzom za ich wsparcie i miłe słowa. Nie wiem, jak bym dała radę bez regularnych odwiedzin i wirtualnych wypadów na whiskey z moją seksowną duchową siostrą, Mia Michelle. Przy okazji dziękuję także Jackowi. Ty też przeprowadziłeś mnie przez kilka trudnych momentów.

Jak zwykle jestem dozgonnie wdzięczna mojej redaktorce, Helen Hardt, za cuda uczynione w ostatniej chwili. Moje książki oficjalnie przychodzą na świat dopiero wtedy, kiedy Helen machnie nad nimi swoją redaktorską czarodziejską różdżką. Dziękuję Amy i Jonowi za poświęcenie czasu na korektę!

Podziękowania składam również Remi za przedstawienie mnie gwiazdom i rzucenie światła na tę część historii Blake’a i Eriki, której sama nigdy bym nie dostrzegła.

Na koniec dziękuję mojemu zespołowi za prowadzenie firmy w okresach, kiedy na całe dni znikałam w świecie Blake’a i Eriki. Szczególne podziękowania składam Kurtowi, którego pomoc w ponownym zaprojektowaniu okładek tej serii zaoszczędziła mi mnóstwo czasu i stresu. Masz anielską cierpliwość!

www.facebook.com/meredithwild

www.meredithwild.com

Tytuł oryginału: Hardline

Copyright © 2014 by Meredith Wild All rights reserved including the right of reproduction in whole or in part in any form. This edition published by arrangement with Grand Central Publishing, New York, New York, USA.

Copyright for the Polish Edition © 2016 by Burda Publishing Polska Sp. z o.o. 02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 41–42 faks 22 360 38 49

Sprzedaż wysyłkowa: Dział Obsługi Klienta, tel. 22 360 37 77

Redakcja: Maria Talar Korekta: Maria Dziedzic-Wesołowska Projekt okładki: Anna Angerman Zdjęcie na okładce: Forewer/Shutterstock Redakcja techniczna: Mariusz Teler

ISBN: 978-83-8053-119-9

Skład i łamanie: Beata Rukat/Katka

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.