Początki państw. Dania - Jakub Morawiec - ebook
Opis

Wejście Danii na arenę dziejów to historia brawurowych wypraw wikińskich jarlów na wybrzeża zachodniej Europy i  dalej, docierających nawet do wybrzeży Morza Czarnego i Azji Mniejszej. W opowieści o tej części Skandynawii, jak w kalejdoskopie, przeplatają się wątki handlowe (powstanie pierwszych kantorów kupieckich w VIII wieku) i militarne (wojny króla Godfreda z cesarzem Karolem Wielkim), które ukształtowały jej oblicze. Kres lokalnym waśniom i rządom niezależnych jarlów przyniosło panowanie dynastii Jelling, której przedstawiciele z Haraldem Sinozębym na czele skonsolidowali władzę nad całością ziem duńskich. Harald jako pierwszy duński władca przyjął chrześcijaństwo. Jego dzieło kontynuowali syn Swen Widłobrody i wnuk Knut Wielki. Apogeum sukcesów dynastii przypadło na czasy panowania tego ostatniego, gdy Duńczycy przejęli tron angielski i utrzymali go do 1042 roku. Opowieść wieńczy opis rządów króla Swena Ulfssona, kiedy to Dania przekształciła się z wikińskiego królestwa w monarchię w pełni europejską. Kolejni następcy tronu skupiali się na umacnianiu pozycji kraju na politycznej mapie Zachodu, dysponując dużym potencjałem świetnie rozwijającego się państwa.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 241

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Danię bez wahania można określić bramą do Skandynawii. To ziemie wchodzące od wieków do Królestwa Danii łączyły się i nadal bezpośrednio łączą z resztą europejskiego kontynentu. To przez duńskie ziemie człowiek zasiedlał na stałe całą Północ po ostatecznym ustąpieniu lodowca, około 12 tysięcy lat temu. To te ziemie doświadczały jako pierwsze wszelkich korzyści i niebezpieczeństw, wynikających z sąsiedztwa lub interakcji z potężnymi siłami z Południa, od Cesarstwa Rzymskiego począwszy, a na Królestwie Saskim skończywszy. Świadczą o tym badania nad kolejnymi kulturami archeologicznymi, których przedstawiciele potrafili afirmować swój status pokaźnym importem broni i biżuterii, zdobywanymi zarówno jako wojenne łupy czy dary, jak i dzięki wymianie handlowej. W tym kontekście warto przywołać chociażby spektakularne odkrycie w dolinie rzeki Illerup (Illerup Ådal) we wschodniej Jutlandii. Kompleksowe badania archeologiczne ujawniły ogromny zbiór (ponad 15 tysięcy) przedmiotów, w tym również broni, datowanych na lata 200–500 naszej ery. Przeważa pogląd, że artefakty te stanowiły łup wojenny i zostały oddane w ofierze bogom. Na terenie pobliskich bagien, Alken Enge, odkryto z kolei masowy pochówek kilkuset mężczyzn, którzy najpewniej byli jeńcami wojennymi i którzy także zostali oddani w ofierze. Do wydarzeń tych doszło najprawdopodobniej na początku naszej ery.

Dania to najbardziej nizinny i rolniczy kraj Skandynawii, zajmujący powierzchnię Półwyspu Jutlandzkiego oraz ponad 400 wysp i wysepek. Wynikające z tego, strategicznie kluczowe, jednoczesne położenie na granicy dwóch basenów, Morza Północnego i Morza Bałtyckiego, stwarzało warunki do systematycznego rozwoju gospodarczego i kulturowego, a jednocześnie ułatwiało wyłanianie się ponadregionalnych aspiracji.

Prezentowana książka skupia się na czasach, w których doszło do terytorialnego i ideowego wykształcenia się średniowiecznej Danii. Decydujące znaczenie przypadło w tym aspekcie politycznym, kulturowym i gospodarczym procesom, które znamionowały epokę wikingów. Mieszkańcy Danii, podobnie jak innych regionów Skandynawii, właśnie wtedy, w okresie od przełomu VIII i IX do końca XI wieku, zdołali rozwinąć swoją świadomość etniczną, a jednocześnie trwale zaznaczyli swą obecność w całym regionie, a nawet poza nim. To wówczas kronikarze z sąsiednich krajów mają więcej do powiedzenia na temat Duńczyków i ich władców, o których pierwsze informacje pojawiają się już u dokumentujących dzieje Franków Grzegorza z Tours i Fredegara. To wtedy zaczęło funkcjonować pojęcie duńska mowa na określenie języków, którymi posługiwali się mieszkańcy wczesnośredniowiecznej Skandynawii. Co więcej, patrząc z zewnątrz, Duńczycy stali się nieformalnym reprezentantem całego regionu i jego mieszkańców. Wielu frankijskich czy anglosaskich kronikarzy Duńczykami nazywało wszelkie oddziały wikingów, które najeżdżały ich okolice. Sposobem na neutralizowanie niebezpieczeństwa z ich strony było płacenie tzw. danegeldu, czyli duńskiego pieniądza. Haracze te nazywano w ten sposób, nawet jeśli pobierali je np. wodzowie z Norwegii. Co więcej, obszar północno-wschodniej Anglii, zdominowany politycznie i gospodarczo przez Skandynawów od połowy IX do połowy X wieku, przeszedł do historii jako Danelaw, czyli duńskie prawo, nawet jeśli o władzę w jego głównym ośrodku z powodzeniem rywalizowali także możni norwescy. Zjawiska te stanowiły refleks nie tylko aspirowania do przywództwa w regionie ze strony duńskich elit, ale także faktu, że dla wielu dotkniętych wikińską penetracją ludów Duńczycy byli, z powodu swojego położenia, najbliższymi i relatywnie najlepiej rozpoznanymi sąsiadami.

Książka ta w głównej mierze skupia się na dziejach politycznych średniowiecznej Danii. Historia królewskich rodów, nade wszystko zaś dynastii Jelling oraz, inicjującego nową linię, Swena Ulfssona, stanowi centralną oś narracyjną, która została tu przyjęta. Informacje pozyskiwane z przekazów pisanych, zarówno tych współczesnych opisywanym wydarzeniom, jak i późniejszej tradycji historiograficznej, uzupełniają wyniki badań archeologicznych. Te ostatnie ujawniają wiele aspektów szeroko pojętej kultury materialnej, wskazują na zakres i tempo rozwoju gospodarczego oraz kulturowych przemian, chociażby tych związanych z przyjmowaniem w Danii chrześcijaństwa.

Dzieje Danii to, przynajmniej po części, także dzieje całego regionu. Już pierwsi historyczni królowie wykazywali zainteresowanie rozszerzaniem swojej domeny na inne regiony. Ich uwaga koncentrowała się przede wszystkim na Norwegii. Duńskie wpływy w południowej części tego kraju, w Vestfold, były bardzo silne przez niemal całą epokę wikingów.

Tak jak w przypadku pozostałych królestw skandynawskich, to właśnie ten okres, kojarzony w popkulturze z bezkresem bezwzględnych najeźdźców, przyniósł Danii to wszystko, co ukonstytuowało średniowieczne królestwo na kolejne stulecia i przyczyniło się do jej miejsca w dziejach Europy.

Wikińskie królestwo

Na słynnym kamieniu runicznym z Jelling władztwo Haralda Sinozębego i jego rodziców określone zostało terminem Taunmark. Nawiązuje ono ściśle do zbliżonych określeń, które zastosowali redaktorzy chociażby roczników frankijskich na początku IX wieku. Duńczycy (Dani) i ich władztwo (marca) wyróżniali się na tle pozostałych ludów Północy (Nordmanni). Według niektórych badaczy, to frankijscy skrybowie przejawiali tendencję do rozróżniania między ówczesnymi Duńczykami (gens Danorum) a pozostałymi północnymi sąsiadami Franków i wskazywania ich politycznego prymatu mierzonego między innymi tym, że miał nimi rządzić rex, czyli król.

Zainteresowanie sąsiadami z Północy ze strony frankijskich autorów wynikało bezpośrednio z zagrożeń, które dla państwa karolińskiego przyniósł początek epoki wikingów. Na przełom VIII i IX datuje się pierwszą falę pirackich najazdów, organizowanych zarówno przez Norwegów, jak i Duńczyków na wybrane cele w rejonie Wysp Brytyjskich i na kontynencie. Zagrożenie stąd wynikające było zaskoczeniem, co więcej, przez długi czas polityczne elity w Europie Zachodniej nie potrafiły wypracować skutecznej metody bronienia się przed najeźdźcami.

Zagrożenie to postrzegano z jednej strony jako przejaw Bożego gniewu na grzesznych chrześcijan, z drugiej strony jako wyzwanie, przede wszystkim dla Karola Wielkiego, najważniejszego władcy ówczesnej Europy. Oba aspekty potwierdza piśmiennictwo Alkuina, anglosaskiego mnicha i intelektualisty. Furia Normannorum stanowić miała motywację do walki z grzechem, jednocześnie Frankowie, niczym nowi Trojanie, mieli dać skuteczny odpór nowym Danai, czyli właśnie Duńczykom.

Zbrojna aktywność Skandynawów w tym czasie była podyktowana wieloma czynnikami, między innymi niestabilnością polityczną w regionie i bezwzględną walką o władzę i wpływy między poszczególnymi liderami. Nie inaczej było na terenie ziem duńskich. Co prawda źródła, którymi dysponują badacze, pozwalają jedynie na mocno ograniczony wgląd w ówczesną sytuację, zdaje się jednak nie ulegać wątpliwości to, że ówczesna Dania stanowiła zlepek rywalizujących ze sobą władztw, które niekiedy z chęci, niekiedy z konieczności wchodziły w interakcję z Frankami, co skutkowało od czasu do czasu śladem w ówczesnym piśmiennictwie i danymi na temat poszczególnych wodzów, ich działań, a nade wszystko relacji z Karolingami.

Najazdy Skandynawów objęły między innymi wybrzeża fryzyjskie, w szczególności zaś zlokalizowane tam ważne ośrodki wczesnomiejskie w Quentovic i Dorestad. Szybko okazało się, że sieć rzeczna na terenie państwa karolińskiego stanowi dla wikingów idealną drogę do zbrojnego penetrowania miast, klasztorów i innych ważnych miejsc położonych w głębi lądu. Temu zagrożeniu próbował stawić czoło Karol Wielki. Jednym ze sposobów na zneutralizowanie duńskiego potencjału miał być sojusz z Obodrytami. Ta federacja słowiańskich plemion, z cesarskiego nadania, przejęła około 804 roku kontrolę nad Transalbingią, buforowym regionem oddzielającym ziemie Duńczyków w południowej Jutlandii od Saksonii.

Prewencyjnym działaniom cesarza stanął naprzeciw Godfred. Nawet jeśli przez ówczesne frankijskie przekazy określany był mianem rex Danorum, przyjmuje się, że jego wpływy sięgały przede wszystkim Jutlandii. To najpewniej on stał za kolejnymi najazdami na Fryzję i w rejon ujścia Łaby, odnotowanymi w źródłach w 804 i 808 roku.

Godfredowi miało nie odpowiadać umocnienie Obodrytów, na których czele stał wówczas książę Traszko (Drożek). Jeśli w stwierdzeniu tym doszukiwać się prawdy, to najpewniej duński władca obawiał się, że frankijskie wsparcie pozwoli Obodrytom nie tylko zdobyć przewagę w newralgicznym regionie, ale także uczyni z nich potencjalnych partnerów dla oponentów i konkurentów Godfreda w samej Danii. Stąd atak datowany na 808 rok skupił się na Reric, obodryckim ośrodku handlowym, który został zniszczony, a działający w nim dotąd rzemieślnicy i kupcy siłą przeniesieni zostali do rozwijającego się pod kuratelą Godfreda Hedeby. Jeszcze do niedawna nie było wiadomo, gdzie lokalizować ów słowiański portus. Badania archeologiczne w Gross Strömkendorf, we wschodniej części pobrzeża Zatoki Wismarskiej, nie pozostawiają w tej kwestii już raczej żadnych niejasności. Choć Reric w wyniku tego najazdu nie upadł całkowicie, nie ulega wątpliwości, że Hedeby straciło poważnego konkurenta, jeśli chodzi o transfer towarów między Europą Zachodnią a Bałtykiem. Co więcej, w czasie ataku na Reric zginąć miał Traszko.

Zdecydowane posunięcia Godfreda, zagrażające nie tyle samym Obodrytom, ile przede wszystkim działaniom Franków wieńczących długoletnie zbrojne zabiegi zmierzające do opanowania Saksonii, zmusiły do reakcji Karola Wielkiego. Cesarz planował wyprawę odwetową, ale Godfred go ubiegł, atakując po raz kolejny wybrzeża fryzyjskie. Jednocześnie na dwór cesarza mieli dotrzeć posłowie duńskiego władcy z deklaracją Godfreda, że nie miał on nic wspólnego z atakiem z 808 roku.

Dobra passa Godfreda nie trwała długo. W 810 roku został on zamordowany. Za czyn ten odpowiedzialny był najpewniej jego bratanek i następca, Hemming. Również i jego panowanie należało do krótkich. Już w 812 roku padł on ofiarą intrygi synów Godfreda, którzy skutecznie doprowadzili do jego usunięcia. Nie oznaczało to jednak nawet chwilowej stabilizacji w Danii. Przeciw synom Godfreda wystąpili ich krewni, Harald Klak oraz jego brat, Reginfred. Niedługo po zamordowaniu Hemminga obaj bracia wysłali posłów na dwór Karola, deklarując chęć zawarcia pokoju.

Powyższe przetasowania polityczne wskazują jednoznacznie na całkowity brak stabilności w Danii. Stan ten nie mógł na dłuższą metę cieszyć dworu karolińskiego, gdyż jego oczywistym efektem ubocznym były najazdy wikińskie, których ofiarą padały także terytoria Franków.

Sytuacja nie zmieni sią zasadniczo po 814 roku. Następca Karola, Ludwik Pobożny, będzie w podobny sposób zmuszony reagować – między innymi szukając układów oraz wspierając wybranych wodzów – na stałe niepokoje na duńskim pograniczu. Zasadniczą cezurą w tej kwestii była wizyta Haralda Klaka w 826 roku w Ingelheim i spotkanie z cesarzem Ludwikiem. Duński władca nie tylko przyjął wówczas chrzest, ale także zobowiązał się chronić fryzyjskie wybrzeża przed innymi agresorami. Chodziło zapewne w pierwszej kolejności o Horika i innych synów Godfreda, czyli tych, którzy wygnali go z kraju, gdzie Harald z cesarską pomocą miał odzyskać władzę. Inną ważną konsekwencją tego spotkania była decyzja o wysłaniu na Północ misji chrystianizacyjnej, o której jeszcze będzie mowa poniżej.

Pomoc cesarska okazała się skuteczna i Harald Klak odzyskał władzę w Danii. Jednakże w 834 roku musiał znów ulec przewadze Horika. Nastanie nowego władcy oznaczało kolejne najazdy, przede wszystkim na Fryzję. Między 834 a 837 rokiem czterokrotnie plądrowane i palone były Dorestad i Quentovic, Duńczycy zajęli wyspę Walcheren, która stała się bazą wypadową do dalszych wypraw. Część badaczy podejrzewa wręcz, że najazdy te miały związek z konfliktem cesarza Ludwika z synem Lotarem. Horik miał wspierać swoimi działaniami tego ostatniego. Wrogie relacje próbowano zniwelować w 838 roku, ale Ludwik nie chciał spełniać duńskich oczekiwań. Te, po części, zostały spełnione w 841 roku, gdy, już po śmierci Ludwika, jego bracia, skupieni na rywalizacji między sobą, zgodzili się oddać Horikowi Walcheren. Pogłębiający się w drugiej połowie IX wieku kryzys polityczny w państwie karolińskim w naturalny sposób sprzyjał kolejnym najazdom, z którymi aż do końca stulecia władcy ani zachodniej, ani wschodniej części dawnego imperium Karola Wielkiego nie potrafili sobie poradzić. Dowodem na to są liczne spektakularne akcje zbrojne, z których warto odnotować ataki na Paryż i Hamburg w 845 roku. Poza tym należy pamiętać, że duńscy wikingowie nie pomijali w swoich najazdach Anglii. Bardzo możliwe, że z Danii wywodzili się wodzowie, którzy w latach sześćdziesiątych IX wieku poprowadzili atak tzw. Wielkiej Armii, który zakończył się zajęciem większości terenów anglosaskich królestw, powstaniem tzw. Danelaw i zaczątkiem trwałego skandynawskiego osadnictwa na tych terenach.

Mimo aktywnego zaangażowania duńskich elit w działania wikińskie rodzima tradycja królewska była zapewne od początku oparta w głównej mierze na umiejętności obrony przez władców Danii swojej domeny przed zakusami potężnego sąsiada z południa. Wpływ na to miały oczywiście rzeczywiste stosunki z Karolingami, a następnie z Liudolfingami, o których będzie jeszcze mowa. Jak można było już zobaczyć na przykładzie relacji Godfreda z Karolem Wielkim, areną bezpośrednich konfrontacji stała się Nordalbingia. Co więcej, obie strony rywalizowały także pośrednio, a stawką były wpływy na Połabiu. Intryguje fakt, że zależności te możemy śledzić od momentu, gdy tylko władcy Danii pojawiają się na kartach historii i niemal niezmiennie aż do końca epoki wikingów.

Ciekawym refleksem tych procesów jest tradycja o pierwszej duńskiej dynastii królewskiej, której rządy miały ukonstytuować duńskie regnum. Nośnikiem tej tradycji jest spora grupa prac powstałych w Skandynawii, począwszy od XII stulecia. W tym miejscu ograniczę się do tego, w jaki sposób przekaz ten utrwalił jeden z najstarszych duńskich historiografów, Swen Aggesen, w swojej Brevis Historia Regum (Krótkiej historii Królestwa Danii):

Dowiedziałem się, że Skiold był pierwszym, który rządził Danami i jeśli skądś możemy wywieść jego imię, to z tego, iż zwano go tak dlatego, iż zwykł on ochraniać wszystkie granice królestwa ochronną mocą swej królewskiej władzy. Był on pierwszym z królów, których zwano Skioldungami w poezji Islandczyków.

Słowo skjold oznacza tarczę. Imię króla więc odnosiło się z jednej strony, jak tłumaczy to Swen, do umiejętnego zabezpieczania granic królestwa, z drugiej strony, do sprawiedliwych i prawomocnych rządów. Jedynie z pozoru imię to naprowadza nas na defensywny zakres królewskich działań. Królowie Danii jako skjoldungar będą aktywnie walczyć z tymi, których uznają za zagrożenie dla pokoju w swoim królestwie. Choć rolę tę w dużej mierze będą odgrywać pogańscy Słowianie, to jednak Swen stara się nas przekonać, że wielkość dynastii wykuła się w zabiegach obronnych przed być może znacznie poważniejszym zagrożeniem. W rozdziale drugim swojejHistorii Swen przywołuje jednego z kolejnych władców Danii, tym razem Wermunda:

[…] tak wyróżniał się cnotą rozwagi, iż dzięki niej otrzymał swe imię, zwano go Wermundem Mądrym. Miał on syna imieniem Uffi, który aż do trzynastego roku nie wykazywał daru mowy. Było to spowodowane straszną klątwą, która spadła na Duńczyków w tym czasie. Dwóch Duńczyków podążyło do Szwecji, aby pomścić swego ojca, i razem dosięgli zabójcę. W tym czasie uważano za wielką hańbę, gdy dwóch mężów kończyło żywot jednego, szczególnie gdy przesądni poganie tamtych dni próbowali poświęcać swą energię wyłącznie aktom odwagi. Więc Wermund, wspomniany wcześniej, rządził królestwem aż do swej starości, aż w końcu stał się on tak zniszczony wiekiem, tak że jego oczy były przyćmione i zgrzybiałe.

Gdy wieści o jego kalectwie rozeszły się poza granice kraju i za Łabę, dumni Teutoni jeszcze bardziej nadęli się, jako że nigdy nie byli zadowoleni ze swoich granic. Ich cesarz skierował swą wściekłość przeciw Duńczykom, chcąc podbić ich królestwo i osiągnąć nową chwałę. Posłowie zostali przeto wysłani, aby zanieść żądania dumnego księcia królowi Duńczyków Wermundowi i dali mu oni dwie opcje do wyboru, z których żadna nie była godna. Gdyż on [cesarz] nakazał mu albo oddać królestwo rzymskiemu cesarstwu i płacić trybut, lub znaleźć męża dostatecznie zaprawionego w walce, który stawiłby czoło wojowi cesarza w pojedynku.

Gdy król dowiedział się o tym, przeraził się. Wezwał on wszystkich możnych królestwa i szukał u nich rady co do dalszych działań. Gdyż król ogłosił, iż nie jest w stanie podjąć decyzji. Jego obowiązkiem było walczyć i był on zobowiązany chronić królestwo, lecz ślepota opanowała jego wzrok, a dziedzic królestwa był niemową i dorastał pozbawiony wszelkiej aktywności, tak że powszechnie wierzono, iż z jego strony nie można liczyć na żaden ratunek. Gdyż Uffi, którego już wspominaliśmy, cechował się od dzieciństwa żarłocznością i niestrudzenie przykładał się do pracy w kuchni i spiżarni, jak to w zwyczaju mają epikurejczycy. W tych sprawach rzadko wykazywał się lenistwem, gdyż będąc młodym, zdecydował, iż siła jego ciała nie będzie zużyta. Tak więc król objawił zebranym możnym całego królestwa ambicje Niemców i powtarzał pytanie, jakiego wyboru dokonać wobec sytuacji, gdy wyboru nie było.

I gdy zebrany tłum tonął w zakłopotaniu i ciszy, Uffi jako jedyny powstał pośrodku zebrania. Gdy wszyscy skierowali swój wzrok na niego, trudno było opisać ich zdumienie, gdyż będący dotąd niemową młodzieniec zdawał się szykować do zabrania głosu. Jak każda rzadkość warta jest oglądania, wszyscy skupili swoją całą uwagę na nim.

Tak więc powstając, rozpoczął on swoją przemowę: „Nie kłopoczmy się zagrożeniem ze strony naszych przeciwników, Teutoni mają w zwyczaju być nad wyraz dumni, chełpić się wyszukanymi słowy i straszyć słabych, i tchórzliwie zastraszać ich pompatycznymi groźbami. Natura uczyniła mnie jedynym prawdziwym dziedzicem królestwa, z pewnością wiecie, że jedynie na mnie spoczywa obowiązek próby w pojedynku i poświęcenia życia dla dobra królestwa. Odrzućmy w takim razie ich groźby i pozwólmy zanieść ich cesarzowi taką oto wiadomość, iż jego syn i dziedzic cesarstwa, razem z ich najlepszym wojownikiem, muszą odważyć się na spotkanie ze mną”. On wypowiedział z dumą te słowa.

Gdy skończył swoją przemowę, starzec spytał tych, którzy siedzieli obok niego, czyja była to mowa. I gdy powiedziano mu, iż był to jego własny syn, który dotąd zdawał się głupcem, nakazał przyprowadzić go do siebie. Dotykał jego ramion i piersi, pośladków, łydek i goleni oraz rąk, i następnie powiedział: „Przypominam sobie, iż takim byłem w kwiecie mojej młodości”.

Data i miejsce pojedynku zostały ustalone i posłowie wrócili do swego kraju z przesłaniem, które otrzymali.

Jedyne co pozostało, to zebrać broń godną wojownika. Król nakazał szukać i wybrać najlepsze miecze w kraju, a Uffi dzierżył każdy w swej prawicy i łamał je na drobne kawałki. „Czy to jest broń, którą mam bronić swego życia i honoru królestwa?”, pytał on.

I gdy jego ojciec odkrył, jak znakomitym w walce jest jego syn, rzekł: „Jest tylko jeden ratunek dla naszego królestwa i życia”.

Nakazał zaprowadzić się do kurhanu, gdzie swego czasu ukrył on wypróbowany miecz i odczytując znaki na kamieniach, nakazał wykopać najlepsze ostrze. Ujął je w swoją prawicę i ogłosił: „Oto miecz, mój synu. Wiele razy odnosiłem nim triumfy i zawsze chronił mnie on od porażki”. Mówiąc to, przekazał miecz synowi.

Czas walki się zbliżał. Niezliczone tłumy nadeszły z wszystkich stron, a miejsce walki wyznaczono na wyspie na rzece Eider, tak że walczący powinni być oddzieleni od tłumu i swoich stronników. Tak więc Niemcy zasiedli przy rzece w Holsztynie, a Duńczycy po tej stronie. Król zasiadł pośrodku mostu, więc jeśli jego jedyny syn miałby paść, on mógłby rzucić się raczej w rzeczne głębiny, niż patrzeć na stratę swego syna oraz królestwa.

Walczący spotkali się na wyspie pośrodku rzeki. I gdy nasz szlachetny wojownik spojrzał na dwóch mężów spieszących na spotkanie z nim, zawył potężnie niczym lew i z sercem pełnym odwagi ruszył naprzeciw im, mając przy sobie broń, którą jego ojciec trzymał w ukryciu, a drugi miecz trzymał w swojej prawicy.

Jak tylko zetknął się z nimi, zaatakował ich obydwóch. Rzadko możemy obserwować takie zdarzenia, ale nasi najwięksi wojownicy, o których pamięć nigdy nie przeminie, zachęcali swych przeciwników do walki: „Jeśli tęsknota za naszym królestwem pali waszą ambicję i chcecie przejąć naszą władzę oraz bogactwa, powinniście wyjść przed waszą świtę. Wówczas obaj możecie rozszerzyć granice waszego królestwa i zdobyć sławę odważnych wojowników wobec obserwującej was armii. Jakkolwiek, nie zwlekajmy! Weźcie lekcję wojennych umiejętności u swego przeciwnika i poczujcie uderzenie”.

Tymczasem do wojownika zwrócił się tymi słowy: „Tu jest miejsce, aby okazać swoje męstwo. Obejmij dowodzenie i okaż Duńczykom waleczność, którą prezentowałeś Niemcom. Masz teraz okazję powiększyć swoją sławę sprawnego w rycerskim rzemiośle. Jeśli staniesz przed swoim władcą i ochronisz go swoją tarczą, spłynie na ciebie łaska nieskończonej hojności. Błagam cię, pozwól doświadczonym i dzielnym Niemcom jak najlepiej pokazać Duńczykom sztukę walki, abyś osiągnął długo oczekiwane zwycięstwo i powrócił do swoich w triumfie”.

Gdy skończył on zachęcać swoich oponentów, uderzył w hełm wojownika z całej swej mocy i miecz, którym uderzał, przełamał się na dwie części. Zgromadzeni wojowie poczęli wznosić okrzyki. Niemiecki oddział zakrzyknął w zachwycie, gdy tymczasem duńska armia po drugiej stronie popadła w smutek i rozpacz. Gdy tylko król usłyszał dźwięk łamanego miecza jego syna, nakazał ustawić się na krawędzi mostu.

I nagle Uffi pochwycił miecz, który miał przy sobie, zabarwił go posoką wojownika i bez zwłoki odciął jego głowę.

Tak więc Fortuna, różnorodna jak Księżyc, zakpiła raz jeszcze i spojrzała nieprzyjaźnie niczym macocha na tych, których dotąd faworyzowała dla ich triumfu. Gdy starzec usłyszał o tym, odzyskał pewność i powrócił na poprzednie miejsce.

Zwycięstwo szybko stało się pewne, gdyż Uffi przegnał dziedzica cesarstwa na brzeg wyspy i tam bez trudu pokonał go i pozbawił życia. Tak więc sam pokonał dwóch wojów i dzięki swej odwadze wymazał hańbę Duńczyków, którą ci od dawna odczuwali. Niemcy powrócili do domu okryci wstydem, jako że ich groźby spełzły na niczym. Po tych wydarzeniach szeroko sławiony Uffi rządził królestwem w spokoju i równowadze.

Swen wspomina w cytowanym na początku fragmencie, że skjoldungami zwano w poezji Islandczyków wielu królów. W istocie, słowo skjoldungar stanie się synonimem króla jako takiego i będzie wykorzystywane do określania królewskiego statusu różnych władców, chociażby tych w Norwegii, w Anglii czy na Rusi. Skaldom nie chodziło o wykazywanie w ten sposób jakichkolwiek więzów swoich bohaterów z legendarną dynastią. Niemniej samo zjawisko pojawienia się takiego synonimu świadczy o sile owej tradycji, która emanowała na cały region i stała się integralną częścią skandynawskiej ideologii władzy królewskiej, nawet jeśli jej pierwotny kontekst uległ zapomnieniu lub zniekształceniu.

Jednym z najbardziej pamiętanych czynów panowania Godfreda jest atak na Reric i przeniesienie tamtejszych kupców i rzemieślników do Hedeby. Osada handlowo-rzemieślnicza, położona u nasady Schleifjordu wpadającego od zachodu do Bałtyku na południowo-wschodnim krańcu Jutlandii, powstała najpewniej już w VIII wieku. Niemniej to dzięki zabiegom Godfreda ośrodek ten już z początkiem IX wieku stał się kluczowym w transferze towarów między basenem dwóch dużych zlewisk: Morza Północnego i Bałtyku.

Jego powstanie, jak wielu innych mu podobnych, wiązało się ściśle ze zjawiskiem, które w znaczący sposób zdefiniowało epokę wikingów: dalekosiężnym handlem, niezwykle dochodowym i prestiżowym, który połączy trwałymi więzami na kolejne ponad dwa stulecia ziemie między Irlandią a Bagdadem. Godfred, jak wielu jemu podobnych władców, rozumiał korzyści płynące z tej koniunktury, której symbolem szybko stał się dirhem, srebrna moneta arabska, i poprzez rozwój Hedeby postanowił czerpać zyski z aktywności kupców i rzemieślników pracujących teraz także i pod jego egidą.

Handel, o którym mowa, charakteryzował się nie tylko niespotykanym bodaj wcześniej zasięgiem terytorialnym. Objął on spory katalog towarów, który pozwalał na bogacenie się różnym grupom społecznym zamieszkującym tereny objęte siatką szlaków komunikacyjnych. Handlowano przede wszystkim niewolnikami. Ponadto wymiana objęła wiele towarów luksusowych, biżuterię i broń. Warto także wspomnieć o handlu metalem i metalami kolorowymi. Popularne w tym czasie stały się przedmioty z bazaltu (np. żarna) oraz norweskiego słonińca (np. przęśliki czy osełki). Handlowano również rybami, rogacizną, winem i zbożem, a także solą. Zakres prowadzonej wówczas wymiany nie tylko rewolucjonizował codzienną dietę, decydował o technologicznym skoku w wielu rzemiosłach i pozwalał się bogacić bezpośrednio zaangażowanym w tę działalność. Wymiana decydowała też o zwiększaniu się świadomości ludzi, w tym mieszkańców Północy, o otaczającym ich świecie, a także tworzyła dogodne warunki, choć akurat w odrobinę dalszej perspektywie, dla zmian światopoglądowych i kulturowych.

Te nowe procesy dobrze pokazuje historia powstania i rozwoju Ribe, położonego u zachodnich wybrzeży Jutlandii, bodaj najstarszego z powstających wówczas w całej Północy ośrodka wczesnomiejskiego. Dane uzyskane na terenie osady metodą dendrochronologiczną wskazują, że początki Ribe sięgają zarania VIII stulecia. Działała tu osada sezonowa, a inspiracją dla jej powstania z pewnością była penetracja jutlandzkich wybrzeży przez kupców fryzyjskich.

Najstarsza osada ulokowana została nad prawym brzegiem rzeki Ribe, około 5 km od jej ujścia do Morza Północnego. O funkcjonowaniu osady w tym czasie świadczą także, zlokalizowane około 1 km na północny wschód od osady, najstarsze groby. Mimo że początkowo osada działała jedynie okresowo, zapewne przez kilkanaście tygodni miesięcy letnich, o jej żywotności, a także szerokich kontaktach świadczą liczne importy, między innymi monety fryzyjskie, tzw. sceattas, żarna z lawy bazaltowej czy osełki ze słonińca.

Choć trudno tu o chronologiczną precyzję, dość szybko Ribe przekształciło się w stały ośrodek produkcji rzemieślniczej i wymiany handlowej, systematycznie się rozrastając. Osada składała się z działek, które najpewniej najpóźniej na początku IX wieku zostały uregulowane. Podzielone były na dwie grupy, rozdzielone ulicą, która biegła równolegle do rzeki. Zlokalizowano tam szereg warsztatów rzemieślniczych, w których pracowali kowale, złotnicy, szklarze, rogownicy, bursztyniarze, szewcy i inni.

W pierwszej połowie IX wieku osadę targową otoczono niewielkim rowem, który w połowie X wieku zastąpiono fosą oraz wałami ziemnymi. Jednocześnie na południowy wschód od najstarszej osady zaczęła powstawać nowa. Początkowo niewielkich rozmiarów, jednak wiele wskazuje na to, że to ona przejęła w X wieku rolę nowego centrum Ribe.

O znaczeniu osady świadczą liczne importy z rejonu Wysp Brytyjskich, państwa karolińskiego oraz innych części Skandynawii. Znajdowane są one do dziś nie tylko w samym Ribe, ale także na jego zapleczu. Dobrym przykładem licznych osad, które powstały od VIII–IX wieku wokół Ribe, mogą być Vilslev i Gammel Hviding, gdzie archeolodzy ujawnili znaleziska srebrnej biżuterii (zapinki) pochodzącej z obszaru państwa zachodnio- i wschodniokarolińskiego.

Mimo że, o czym będzie jeszcze mowa w kolejnych rozdziałach, Ribe przeżyło pewien regres rozwoju w X i XI stuleciu, znaczenie osady dla dziejów Danii trudno przecenić.

Dzięki intensywnym badaniom archeologicznym dysponujemy dziś sporą wiedzą na temat rozwoju Hedeby – ośrodka, który z czasem stał się kluczowym w kontekście nie tylko przemian gospodarczych, ale także politycznych losów duńskiego królestwa.

Pierwsza przystań powstała tu jeszcze w VIII wieku. Od początku swojego funkcjonowania Hedeby miało, oprócz funkcji produkcyjnych, odgrywać rolę punktu węzłowego w transferze towarów między poszczególnymi częściami nie tylko Skandynawii, ale całej Europy Północnej. Poświadcza to między innymi IX-wieczna relacja norweskiego kupca Ottara, wiozącego towary z północy Norwegii przez Kaupang właśnie do Hedeby.

Zadania te osada mogła spełniać jedynie dzięki rozbudowanemu systemowi przystani portowych, które zajmowały najpewniej całość nabrzeża, połączonych z lądem systemem pomostów i palisad. Pod koniec lat trzydziestych IX wieku powstały pierwsze drewniane umocnienia osady, które w drugiej połowie X wieku zastąpił półkolisty wał o łącznej długości 1300 m. Wał ten był przerwany trzema bramami, od zewnętrznej strony był jeszcze poprzedzony fosą. Tym samym, w okresie największego rozwoju, osada w Hedeby zajmowała powierzchnię blisko 24 ha.

Teren ogrodzony wałem był pokryty parcelami oraz siatką uliczek. Do pierwszego podziału działek doszło około 820 roku. Większość ulic kierowała się w stronę najbardziej newralgicznej części osady, czyli portu. Co więcej, przez środek osady przepływał z zachodu na wschód strumień, przez który przerzucone były kładki. Archeolodzy odkryli na tym terenie pozostałości przynajmniej kilkudziesięciu domów, budowanych różnymi technikami. Pełniły one, podobnie jak w innych tego typu ośrodkach, zarówno funkcje mieszkalne, jak i gospodarcze. W obrębie wielu z nich znajdowały się liczne warsztaty produkujące na potrzeby kwitnącej tu cały czas wymiany handlowej.

Wieloletnie badania w Hedeby ujawniły świadectwa wielu rodzajów rzemiosła. Jednym z nich było kowalstwo, którego śladem są odkrycia narzędzi, półfabrykatów oraz metalowych sztabek. Warto jednocześnie pamiętać, że te ostatnie mogły też odgrywać rolę płacideł. Na terenie Hedeby wytapiano także szkło, o czym świadczą niezwykle liczne znaleziska paciorków, samego surowca oraz pozostałości pieca. Podobnie dobrze poświadczone jest jubilerstwo. W Hedeby znaleziono liczne gotowe wyroby, bogaty zestaw różnych narzędzi i form odlewniczych. Wśród tych pierwszych znajdowanych jest dużo wyrobów nie tylko ze srebra, ale także złota. Ślady zdobienia wyrobów złotniczych filigranem i granulacją świadczą o wysokim poziomie tutejszych specjalistów.

Wśród rzemiosł uprawianych w Hedeby można wymienić też szewstwo, rogownictwo i inne, potwierdzające to, że osada, szczególnie w okresie swojego apogeum, była niezwykle żywym i barwnym wczesnym miastem, które przyciągało swoim bogactwem ludzi z różnych stron świata. Oprócz wspomnianego już przeze mnie Ottara, do Hedeby zawitał też w połowie lat sześćdziesiątych X wieku Ibrahim ibn Jakub, na którym jednak, na co wskazuje jego relacja, miasto nie zrobiło zbyt pozytywnego wrażenia.

O statusie osady świadczy, obok rozległych kontaktów handlowych i produkcji rzemieślniczej, funkcjonowanie tu, przynajmniej od około 820 roku, mennicy. Bito tutaj przede wszystkim imitacje monet karolińskich, z czasem zaś także, to już w XI stuleciu, monety władców Danii.

Ze względu na strategiczne położenie, od samego początku osadę w Hedeby włączono w system umocnień zwanych Danevirke, który przecinał od strony południa Jutlandię w poprzek, na linii wschód–zachód, odgradzając tym samym ziemie Duńczyków od sąsiadów z południa, Słowian i Sasów. Pierwsze umocnienia zostały zbudowane już w latach trzydziestych VIII wieku i były systematycznie rozbudowywane aż do drugiej połowy X stulecia.

Oczywiście tego typu miejsc powstawało w całej Skandynawii, w tym na terenie Danii, o wiele więcej. W kontekście dalszego rozwoju terytorialnego warto przywołać przykład Uppåkra w zachodniej Skanii. Miejsce to, którego początki sięgają czasów rzymskich, już w okresie wędrówek ludów stało się największym kompleksem osadniczym w południowej Skandynawii. Ośrodek w Uppåkra pełnił już wtedy różne funkcje: gospodarcze, kultowe i polityczne. Badania archeologiczne wykazały funkcjonowanie kompleksu budynków, wśród których szczególnie wyróżniał się jeden, który mógł być halą kultową. W jego obrębie znaleziono liczne przedmioty luksusowe (ozdoby, broń, szklane naczynia).

Z początkiem okresu wikińskiego doszło do poważnych zmian w Uppåkra. Powstała tu nowa, mniejszych rozmiarów, hala. Nadal pełnić mogła funkcje reprezentacyjno-kultowe, o czym może świadczyć między innymi figurka Odyna. Inne znaleziska zdają się wskazywać, że właściciele kompleksu, zaliczający się do najwyższych elit, przyjęli chrzest, do czego mogło dojść w drugiej połowie X wieku. O statusie tych osób świadczą między innymi znaleziska zapinek zdobionych stykami Terslev i Jelling.

Oprócz sprawowania kultu w Uppåkra prowadzono działalność gospodarczą. Z okresu wikińskiego pochodzą znaleziska monet, zapinek, okuć oraz ołowianych odważników, ponadto wagi i monety, przede wszystkim dirhemy, często we fragmentach. Na miejscu z pewnością funkcjonował jeden lub więcej warsztat kowalski, którego początki sięgają okresu wędrówek ludów. Podobnie rzecz się ma z działającym na terenie kompleksu warsztatem grzebienniczym oraz jubilerskim. Ten ostatni był czynny jeszcze w XI wieku, produkując ozdoby ornamentowane w stylu Urnes.

Uppåkra powszechnie traktowana jest jako poprzednik Lund. Wyniki badań archeologicznych wskazują jednak, że oba miejsca przez pewien czas funkcjonowały jednocześnie. Nie do końca wiadomo, w jakich okolicznościach i dlaczego kompleks w Uppåkra ostatecznie został opuszczony, co wpłynęło na dalszy rozwój Lund. Być może, choć to jedynie przypuszczenia, losy kompleksu ściśle wiązały się z przejęciem kontroli nad Skanią przez dynastię Jelling, do czego doszło w ciągu X stulecia.

Jak już zostało wspomniane wyżej, w 826 roku cesarz Ludwik i Harald Klak zawarli porozumienie. Cesarz obiecał duńskiemu władcy pomoc w odzyskaniu tronu, ten natomiast zobowiązał się chronić północne granice cesarstwa przed napadami piratów i pozostać w sojuszu z Ludwikiem.

Rękojmią zawartego porozumienia był chrzest Haralda. Władca duński miał poprosić Ludwika o przysłanie do Danii misjonarzy, którzy podjęliby się dzieła ochrzczenia jej mieszkańców. Cesarz z entuzjazmem poparł tę ideę i obiecał Haraldowi przysłanie duchownych. Zadanie zorganizowania i przeprowadzenia misji w Danii powierzono Ansgarowi, który wówczas był mnichem w klasztorze w Nowej Korbei. O jego życiu i działalności dowiadujemy się przede wszystkim z żywota, jaki niedługo po jego śmierci został spisany przez bliskiego mu towarzysza w misjach i następcę na biskupim urzędzie, Rimberta.

Ansgar urodził się w 801 roku. Jak podaje Rimbert, jego towarzysz i biograf, przyszły święty sam o sobie mówił, że w wieku 5 lat został przez rodziców oddany do klasztoru w Korbei na naukę. Z czasem począł kierować tamtejszą szkołą klasztorną. W 822 roku Ansgar wraz z kilkoma innymi mnichami został przeniesiony do klasztoru w Nowej Korbei w celu między innymi odbudowy tamtejszego klasztoru.

Zdaniem Rimberta Ansgar jak najbardziej nadawał się do realizacji tego typu zadania. Pisze on, iż był to człowiek niezwykle religijny, zapatrzony w służbę Bogu i Kościołowi. Mówiono o nim, iż nierzadko ma wizje, w czasie których rozmawia z Bogiem. Na postawę Ansgara niewątpliwie wpływ miało wykształcenie w duchu i tradycji nauki św. Kolumbana, której głównym ośrodkiem był klasztor w Luxeuil, cechującej się ortodoksyjnością w interpretowaniu Pisma świętego, praktykowaniem życia w skrajnym ubóstwie i ciągłej modlitwie.

Jeszcze w tym samym 826 roku Ansgar wraz z kilku towarzyszami wyruszył do Danii. Ciekawostką jest trasa, jaką misjonarze obrali. Mianowicie – mimo bezpośredniego połączenia lądowego między państwem karolińskim a Danią – wyruszyli z Kolonii w dół Renu, dopływając do miasta Dorestad, a stamtąd drogą morską już bezpośrednio do Danii. Taka trasa może sugerować, że wrogowie Haralda Klaka panowali właśnie na obszarze bezpośrednio łączącym Jutlandię z resztą kontynentu.

Niewiele wiadomo o tym, gdzie dokładnie na terenie Danii Ansgar próbował nawrócić pierwszych pogan i czy misja ta przyniosła jakieś trwalsze efekty. Niektórzy badacze są skłonni umiejscawiać działania misjonarzy w Hedeby, lecz co do tego nie ma pewności, tym bardziej że całkiem możliwe, że w ośrodku tym znikome były wpływy Haralda. Główny świadek tych wydarzeń, Rimbert, wspomina jedynie nie bez dumy, że udało się Ansgarowi założyć w Danii, być może właśnie w Hedeby, szkołę dla młodych chłopców, którzy mieli być kształceni i przygotowywani do kariery duchownej. To w zasadzie tyle, ile wiemy o pierwszej misji Ansgara do Danii. Po niespełna trzech latach została ona przerwana, zapewne z powodu nowych zawirowań politycznych w samej Danii.

Ansgar