Pocałuj mnie wiosną - Wmily March - ebook
Opis

Mężczyzna z przeszłością. Kobieta szukająca swojego miejsca. Wiosna, która niespodziewanie wedrze się w ich serca

Caitlin Timberlake osiągnęła szczyt drabiny zawodowej w Nowym Jorku. Oszałamiająca kariera nie zaspokoiła jednak jej ambicji. W głębi duszy chciała zmieniać świat, a nie projektować narzuty – nawet jeśli były warte tysiące dolarów. Kiedy rzuca wszystko i wraca do rodzinnego Eternity Springs, poznaje Josha. Odkrywa, że chce jeszcze czegoś. Caitlin pragnie Josha. Niestety, on ma inne plany. Gdyby wszystko ułożyło się inaczej…

Josh to przystojny mechanik, który próbuje odciąć się od swojej przeszłości w malowniczym Kolorado. Spotkanie z piękną Caitlin rozpala jego zmysły i porusza serce, ale już dawno obiecał sobie, że z nikim się nie zwiąże. Kiedy dopadają go demony przeszłości, wpada w tarapaty i może utracić wszystko, na czym mu zależy. Czy miłość i determinacja Caitlin wystarczą, by go uratować?

Kiedy przestajesz się bać miłości, w twoim sercu zaczyna się wiosna

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 374

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Billowi i Mary Litty, z którymi przyjaźń łączy mnie więcej lat, niż chcę liczyć. Wasza przyjaźń to jedno z prawdziwych błogosławieństw w naszym życiu. Bill, przykro mi, że nie wyszło z okładką.

Słowa uznania dla bestsellerowej autorki „New York Timesa” Emily March i jej powieści z serii Eternity Springs

Dzięki namiętności, gorącej miłości i chwilom prawdy trafiającym prosto w serce Emily March zabiera czytelników w podróż, w trakcie której grzechy ulegają odkupieniu, a przed bohaterami rysuje się o wiele piękniejsza przyszłość.

– „USA Today”

Doskonała pisarka tworzy świat, którego w ogóle nie chce się opuszczać.

– Susan Mallery

autorka bestsellerów z list „New York Timesa”

Płynąca prosto z serca opowieść o rodzinie, społeczności małego miasteczka, drugich szansach i potędze miłości… Nie przegapcie jej!

– Susan Wiggs

autorka bestsellerów z list „New York Timesa”

Historia chwytająca za serce i dająca mnóstwo satysfakcji. Koniecznie odwiedźcie Eternity Springs.

– Lisa Kleypas

autorka bestsellerów z list „New York Timesa”

Przesympatyczni bohaterowie, świat, w którym pragniesz się znaleźć, i historie dotykające czułych strun w sercu. Brawo, Emily March. Kocham Eternity Springs.

– Christina Dodd

autorka bestsellerów z list „New York Timesa”

Napawająca optymizmem opowieść o odwadze i odkupieniu, która zachwyci czytelników.

– „Publishers Weekly”

Kartka z pamiętnika

Mówili mi, że jestem aniołem.

Twierdzili, że śpiewam jak anioł i że jestem takim ładnym dzieckiem z różowymi policzkami, jasnymi loczkami i dużymi oczami, które zależnie od światła przybierały odcień jasnego błękitu albo szarości. Miałem rzęsy stające się przedmiotem zazdrości każdej kobiety, która mnie zobaczyła, i promienny uśmiech.

Byłem także bystry. Bez problemu uczyłem się wierszyków na pamięć i pięknie je deklamowałem. Taki utalentowany. Miałem to we krwi, tak mówili. Rodzinny talent.

Wiodłem takie magiczne życie. Podróże, sława i pieniądze. Obiekt zazdrości.

Miałem pięć lat, kiedy uderzył mnie po raz pierwszy.

Dom.

Caitlin Timberlake wyszła z terminala regionalnego lotniska w Telluride i wykonała niespieszny obrót, delektując się rozciągającym się przed nią widokiem. Region Western Slope w stanie Kolorado był światem poszarpanych, skalistych szczytów i lodowato zimnych strumieni pełnych srebrzystych ryb, bosko smakujących, kiedy upiekło się je nad ogniskiem na śniadanie. Majestatyczne góry San Juan prezentowały latem feerię barw – wzgórza zieleni i złota, czerwone skały i alpejskie łąki usłane niebieskim, różowym, fioletowym i żółtym kwieciem.

Dom.

Wciągnęła do płuc czyste górskie powietrze pachnące sosnami i jodłami i poczuła, że jej ciało opuszcza nagromadzone w nim napięcie.

Dom.

Większość czasu podczas ostatnich ośmiu lat mieszkała w Nowym Jorku, w zgiełku i zamęcie wielkiego miasta, urabiając się po łokcie jako projektantka tekstyliów. Specjalizowała się w projektowaniu tkanin pościelowych i choć lubiła twórcze aspekty swojej pracy, nie do końca czuła się w niej spełniona. Bądź co bądź ładne narzuty nigdy nie zmienią świata, a Caitlin pragnęła, aby jej praca była znacząca. Aby jej życie było znaczące.

Jej niezadowolenie narodziło się w chwili, kiedy się dowiedziała, że jej brat Chase zaginął w rozdartej wojną części świata, a w ciągu kolejnych tygodni tylko przybrało ono na sile. Jego bezpieczny powrót do domu wcale nie zdusił tego uczucia. W tym trudnym okresie zbyt wiele dowiedziała się o sobie i swoich pragnieniach.

Przede wszystkim dotarło do niej, że za dużo czasu spędza tysiące kilometrów od tych, których kocha. Trochę trwało, nim zrozumiała, co chce z tym zrobić, a jeszcze dłużej – zrealizowanie tego. Nie pokonała wszystkich przeszkód, ale jeszcze nigdy nie była tak blisko stania się własną dobrą wróżką i spełnienia części życzeń.

Zrobiła głośny wydech, uśmiechnęła się i oznajmiła:

– Witaj, Kolorado. Stęskniłam się.

Gotowa była przysiąc, że usłyszała, jak wiatr szepcze w odpowiedzi: „Witaj w domu, Caitlin”.

– Robię to, co należy – rzekła do siebie. Gdyby tylko potrafiła przekonać do tego swoją matkę...

Cóż, na to przyjdzie pora jutro, kiedy już usunie z drogi przeszkody i weźmie czarodziejską różdżkę do ręki. Dzisiaj zamierzała wejść w tryb druhny.

Do Denver przyleciała wczoraj po pracy i noc spędziła w hotelu przy lotnisku. Poranny lot do Telluride okazał się punktualny, a teraz czekał na nią hotelowy transport. Po batalii z torebką na ramię, torbą na laptopa i dwiema walizkami wypełnionymi rzeczami absolutnie niezbędnymi druhnie, miała ochotę wycałować sympatycznego kierowcę vana, który najpierw jej się przedstawił, a następnie uwolnił ją od nieporęcznych bagaży.

Swój udział mógł mieć w tym także fakt, że Will Gustophsen okazał się przystojny i był mniej więcej w jej wieku.

Przed rokiem, kiedy Stephanie Kingston, jej przyjaciółka ze studiów, poprosiła ją o bycie druhną na jej ślubie, Caitlin zgodziła się bez wahania. Żałowała jedynie, że nie dowiedziała się wcześniej o tych wszystkich rzeczach, które Steph chciała, aby ze sobą zabrała, bo wtedy wysłałaby wszystko pocztą.

– Na długo przyjechałaś? – zapytał Will, wkładając jedną z walizek do bagażnika.

– Bo mam tyle bagażu? – Caitlin uśmiechnęła się z żalem i wyjaśniła: – Przyjechałam na ślub.

– Ach. W takim wypadku tych bagaży wcale nie ma tak dużo.

Kiedy już wszystko znalazło się w bagażniku, wsiadła do vana. Była jedyną pasażerką, więc mogła przebierać w miejscach. Zapięła pasy, szykując się na krótką jazdę do hotelu.

Kierowca skręcił w Last Dollar Road, kierując się w dół wysokiego wzgórza.

– Skąd jesteś? – zapytał.

– Stąd. Cóż, to znaczy nie z Telluride. Wychowałam się w Denver. Ale studiowałam w Tennessee, a potem się przeprowadziłam do Nowego Jorku.

– Powinienem gratulować czy współczuć?

Caitlin się roześmiała.

– Cieszę się, że tego doświadczyłam. Jestem jednak gotowa na powrót do domu.

– Do Denver?

– Nie. – Jej spojrzenie skupiło się na niewielkiej miejscowości leżącej w rozpościerającej się dolinie. – Polubiłam małe górskie miasteczka.

Will Gustophsen spojrzał w lusterko wsteczne i sugestywnie poruszył brwiami.

– Błagam, powiedz mi, że zamieszkasz w Telluride.

Jego wyraźne zainteresowanie podziałało jak ciepły kompres na jej serce, nadal obolałe po rozstaniu w Boże Narodzenie. Doug Wilkerson co prawda nie złamał jej serca, kiedy ją porzucił, ale na pewno je poobijał.

– Wątpię. To miejsce jest dla mnie ciut za drogie. Poza tym mam rodzinę w Eternity Springs.

– To przyjemne miasteczko, ale Telluride także. Da się tu żyć bez rozbijania banku. Trzeba jedynie mądrze to rozegrać. – I zaczął zachwalać swoją miejscowość z takim zapałem, jakby pracował dla Izby Handlu.

Caitlin nie mogła nie przyznać mu racji. Widoki były spektakularne, a wymieniane przez niego atrakcje niezwykle kuszące. Kiedy jechali do hotelu w Mountain Village – przyjaznym kurorcie w europejskim stylu, wybudowanym ponad Telluride i połączonym z niegdyś górniczą miejscowością za pomocą kolei gondolowej – nie mogła się doczekać, aż się wybierze na wycieczkę krajoznawczą. W tej części Kolorado po raz ostatni była jako dziecko i zakładała, że wiele się od tamtego czasu zmieniło. Ze Stephanie miała się spotkać dopiero za kilka godzin, więc na razie mogła się spokojnie pobawić w turystkę.

– Pracę kończę o szóstej – rzekł Gustophsen. – Chętnie oprowadzę cię po okolicy. Postawię kolację.

– Dziękuję bardzo. – Miło było wpaść w oko przystojniakowi. – Ale obawiam się, że mam już plany na wieczór. Po południu przyjeżdża panna młoda i cała akcja nabierze tempa.

Głośno westchnął.

– Takie już moje szczęście.

I tak reszta drogi upłynęła im na przyjaznej pogawędce. Pod hotelem kierowca wypakował bagaż z vana i dał jej swój numer na wypadek, gdyby plany się zmieniły, ona zaś wręczyła mu hojny napiwek i podziękowała za serdeczne powitanie.

Po zameldowaniu się i rozlokowaniu w swoim pokoju Caitlin poświęciła trochę czasu na odpisywanie na służbowe maile. Niektórych aspektów pracy będzie jej brakować, ale na pewno nie listy wiadomości wymagających jej nieustannej uwagi.

Po ugaszeniu służbowych pożarów zamknęła laptop, wzięła kapelusz oraz krem z wysokim filtrem i wyszła z hotelu. Pospacerowała po terenie Mountain Village, będąc pod wrażeniem stylu i elegancji tego kurortu. Jednak jak w domu poczuła się dopiero wtedy, kiedy zjechała gondolą do Telluride i pochodziła sobie uliczkami, czytając historyczne tablice, zaglądając do sklepów i porównując je z tymi w innym małym, historycznie górniczym miasteczku bliskim jej sercu.

W Eternity Springs może i nie było gondoli oraz stoków narciarskich, ale wynagradzały to piekarnia, sklepik z ręcznie robionymi mydłami i sklep ze świątecznymi dekoracjami. Ludzie z całego kraju przyjeżdżali, aby zrobić zakupy w galerii sztuki Vista’s i w studiu szkła Whimsies, a należąca do jej matki Yellow Kitchen była najlepszą pięciogwiazdkową restauracją w Kolorado.

Nie mogła się doczekać, kiedy tam pojedzie.

Zjadła lunch w tajskiej knajpce poleconej przez kierowcę, a na deser zafundowała sobie lodowy rożek czekoladowy. Siadła z nim na ławce w parku niedaleko stacji gondolowej i obserwowała ludzi.

W ten sierpniowy weekend w miasteczku roiło się od turystów i miejscowych cieszących się popołudniowym słońcem. Uśmiechnęła się, kiedy obok niej przemknęli na rowerach górskich dwaj – na oko – dziesięcioletni chłopcy; ich ubłocone ubrania świadczyły o wesołym, beztroskim zjeździe z góry w takim samym stopniu, jak radosne uśmiechy.

Szkoda, że cały weekend miała zajęty ślubem, bo też chętnie by pojeździła na rowerze. Imponował jej fakt, że kurortowi narciarskiemu udawało się znaleźć sposoby na przyciąganie turystów po sezonie – sportowców i odważnych nastolatków. Dzięki temu małe górskie miasteczka cieszyły się całoroczną popularnością, a to wspierało lokalną gospodarkę.

Wiedziała, że na ten sukces trzeba sobie zapracować. Miała okazję być świadkiem rewitalizacji Eternity Springs i widziała, jak ludzie pracują ramię w ramię, aby żyło im się lepiej.

Eternity Springs. To zabawne, jak bardzo to małe miasteczko ją do siebie przywoływało. To nie było nawet jej miasto rodzinne. Po raz pierwszy zjawiła się tam dopiero, kiedy po jej wyjeździe na studia rodzice postradali zmysły i podjęli decyzję o separacji, a matka uciekła z domu.

Jej myśli przerwał dzwonek komórki. Wyjęła ją z plecaka i zerknęła na wyświetlacz. Stephanie. Za pół godziny miały się spotkać w Mountain Village.

– Cześć, panno młoda.

– Hej, Cait. Nie uwierzysz, co się stało. Nasz samolot z Logan miał spóźnienie i nie zdążyliśmy się przesiąść na kolejny. Do Telluride dotrzemy dopiero późnym wieczorem.

– O nie. – Przez głowę Caitlin przemykały potencjalne konsekwencje opóźnienia. – Co miałaś zaplanowane na dzisiaj? Jak mogę pomóc?

– Nic się dzieje. Na szczęście uwzględniłam spory zapas czasu w grafiku. Tyle że jestem rozczarowana, że nie spędzimy razem popołudnia, no i oczywiście szkoda mi wspólnej kolacji z George’em i Nathanem. Nathan czekał niecierpliwie na możliwość spotkania z tobą, nim damy nura w ten weselny szał. Bo jutro będzie istne szaleństwo, zobaczysz.

Odkąd Doug rzucił Caitlin, Stephanie próbowała ją umówić z kolegą z pracy. Tyle że zawartość jego konta na Instagramie okazała się mocno zniechęcająca i Caitlin nie była po prostu zainteresowana. Niestety Stephanie trudno było odwieść od czegoś, co sobie raz postanowiła, a uważała, że Caitlin i Nathan są dla siebie stworzeni – mimo że ona mieszkała w Nowym Jorku, a on w Miami. Caitlin uznała, że opóźnienie samolotu przyjaciółki to w sumie błogosławieństwo.

– Nic się nie martw, Steph. W październiku obie przylecimy na ślub Marshy. Możemy zrobić sobie wtedy dłuższy urlop.

– Dobry pomysł. A może ty i Nathan znajdziecie jutro czas na wspólnego drinka. Może uda się go wcisnąć po naszym spa i golfie chłopaków. Nie chcę, aby ominęła cię możliwość zapoznania się z nim. Telluride to takie romantyczne miejsce.

Caitlin zamknęła oczy i zdusiła westchnienie.

– Telluride rzeczywiście jest piękne, Steph. Wybrałaś sobie cudowne miejsce na ślub. No i zapowiadają fantastyczną pogodę na sobotę.

Omówiły to, czym muszą się zająć jutro. Na zakończenie Steph rzekła:

– Jeśli tak się akurat złoży, że dziś wieczorem poznasz wysokiego, ciemnowłosego i przystojnego nieznajomego, spokojnie możesz go zaprosić na ślub. Sześć osób w ostatniej chwili odwołało swój przyjazd, a wszystko jest już i tak opłacone.

– Sądziłam, że to Nathana masz dla mnie na oku.

– Owszem, ale odrobina rywalizacji nie zaszkodzi.

Rozmyślanie o braku życia uczuciowego popsuło Caitlin dzień. Może powinna jednak skorzystać z propozycji kierowcy vana. Kiedy schowała telefon do plecaka, jej spojrzenie padło na parę mniej więcej w jej wieku, idącą za ręce chodnikiem i kradnącą sobie buziaki. Tym razem nie udało jej się zdusić westchnienia.

Była sama. Znowu. Nadal. Jak to się stało, że mieszkała i pracowała w mieście liczącym ponad osiem milionów mieszkańców, a zawsze czuła się samotna? Nawet kiedy się z kimś spotykała. Była zmęczona udawaniem, że jest inaczej. Zmęczona udawaniem, kropka. Nie ulżyło jej ani trochę, kiedy po ośmiu miesiącach umawiania się Doug posadził ją na sofie i uraczył gadką o pozostaniu przyjaciółmi.

Kiedy tak siedziała w górskim miasteczku i rozmyślała o związkach, jej myśli nieuchronnie pomknęły ku rodzicom. Z perspektywy czasu Caitlin wiedziała, że niepotrzebnie tak surowo potraktowała swoją mamę, kiedy Ali uciekła do Eternity Springs. Jeśli Ali Timberlake czuła w tamtym czasie coś podobnego do tego, czego Caitlin doświadczała teraz, to potrafiła zrozumieć zachowanie mamy. Ali próbowała się wtedy tłumaczyć, używając określeń: „brak spełnienia”, „pragnienie czegoś więcej” i „niechęć do ustatkowania się”. Ale Caitlin nie chciała jej słuchać. Przez jakiś czas jej ojciec także.

Ali nie pozwoliła jednak, by ktoś ją powstrzymał. Porzuciła Maca, porzuciła Denver i w końcu otworzyła restaurację w Eternity Springs. Nawiązała nowe przyjaźnie i znalazła dla siebie miejsce w lokalnej społeczności. Udowodniwszy samej sobie, że potrafi żyć bez Maca, zrozumiała, że kontynuowanie tego to ostatnie, czego chce. Mac, mieszkający samotnie w Denver, doszedł do takiego samego wniosku.

– I wszystko dobre, co się dobrze kończy – mruknęła Caitlin, odrywając wzrok od kochanków. Wyglądało na to, że podejmując decyzję o separacji, jej rodzice wcale nie postradali zmysłów.

Dokończyła lodowy rożek, oblizała lepkie palce i uznała, że dość ma zwiedzania. Wróci do hotelu, może wskoczy w strój kąpielowy i trochę popływa w basenie. A może się przebierze, wynajmie rower i będzie się zachowywała jak czternastoletni chłopiec.

Udała się do stacji gondolowej i stanęła w kolejce. Za nią ustawiła się grupka turystek w wieku studenckim. Śmiały się, głośno rozmawiały i niewątpliwie zalatywało od nich trawką.

Caitlin zrobiła krok do przodu, a kiedy pracownik stacji otworzył przed nią drzwi, niewybredny język dwóch dziewczyn za nią sprawił, że jednak się zawahała. Odsunęła się na bok.

– Niech jadą pierwsze.

Turystki zachichotały i potykając się, wpadły do kabiny. Pracownik stacji spojrzał na Caitlin i przewrócił oczami, po czym zamknął drzwi.

Kiedy patrzyła, jak zbliża się następna gondola, usłyszała za sobą męski głos:

– W tej akurat można przewozić zwierzęta. Mam nadzieję, że nie przeszkadza pani dzielenie jej z moim psem?

Caitlin obejrzała się przez ramię i zobaczyła wysokiego mężczyznę z rozjaśnionymi słońcem ciemnymi włosami i wysokimi kośćmi policzkowymi. Ale to jego oczy przykuły jej uwagę. Okolone długimi, gęstymi rzęsami miały kolor wiosennego nieba w trakcie burzy i były doprawdy urzekające. Wpatrywała się w nie nieco za długo.

Co on powiedział? „Z moim psem”?

– Kocham psy.

Zażenowana w końcu oderwała spojrzenie od tych przepięknych oczu i skierowała je na psa. Jako że zapytał, czy nie będzie jej przeszkadzała obecność czworonoga, spodziewała się dużego, włochatego i groźnie wyglądającego psiska. Zamiast tego ujrzała małą, rudą, długowłosą jamniczkę z tylnymi łapkami wspartymi na psim wózku inwalidzkim.

Gorąca blondynka cała się rozpłynęła. Zawsze tak się działo. Josh Tarkington uważał, że to jeden z niewielu plusów bycia właścicielem psa ze złamanym kręgosłupem.

– O nie. – Jej zielone jak mech oczy złagodniały, a pełne usta ułożyły się w literę „o”. – Co mu się stało?

– Jej – poprawił ją Josh. W tym momencie podjechała gondola i pracownik stacji otworzył dla nich drzwi. – To dziewczyna. Zeskoczyła z sofy i wylądowała na podłodze tak nieszczęśliwie, że jest sparaliżowana od połowy kręgosłupa w dół.

– Jakie to smutne – westchnęła blondynka, wchodząc do kabiny i siadając.

– Ta dziewczynka jest bardzo radosna. – Josh wziął suczkę na ręce wraz z wózkiem i posadził ją na miejscu naprzeciwko nieznajomej. Zdjął plecak, usiadł obok psa i się uśmiechnął. – Kobieta, która była jej właścicielką, kiedy doszło do wypadku, mówiła, że Penny miała depresję przez jakieś trzy dni, ale potem wrócił jej dobry humor.

Spora grupa dzieci i dorosłych zdecydowała się zaczekać na następną gondolę, żeby móc jechać razem, więc pracownik stacji zamknął drzwi.

– Ma na imię Penny? – zapytała nieznajoma.

Przytaknął, a kiedy wyciągnęła rękę do jamnika, żeby ten mógł ją obwąchać, Josh dostrzegł, że na lewej dłoni nie ma obrączki.

– Miedziana Penny. A tak w ogóle to jestem Josh.

Uniosła wzrok znad psiaka i uśmiechnęła się promiennie.

– Miło cię poznać, Josh. Mam na imię Caitlin.

– Jesteś stąd, Caitlin, czy przyjechałaś z wizytą?

– Przyjechałam na ślub przyjaciółki ze studiów. Mieszkam w Nowym Jorku. A ty?

– W ten weekend bawię się w turystę. To moja pierwsza wycieczka do Telluride.

– Nie byłam tu od lat. Jest pięknie, prawda?

– Zdecydowanie – odparł, nie odrywając od niej wzroku.

Sądząc po jej uśmiechu i nagłym spuszczeniu powiek, jego subtelny flirt nie uszedł jej uwadze.

– Od jak dawna masz tę słodką Penny? – zapytała, ponownie skupiając się na psie.

– Od niecałego miesiąca. Jej właścicielka musiała się przenieść do domu opieki, gdzie nie wolno trzymać psów, więc poprosiła naszego miejscowego weterynarza o znalezienie Penny domu. Wybrałem się do centrum adopcyjnego po odpowiedniego męskiego psa. Nadal nie wiem, jak to się stało, że wyszedłem stamtąd z kaleką psiną.

– Najwyraźniej potrzebowałeś odrobiny szczęścia.

Josh potrzebował kilku sekund, żeby zrozumieć aluzję.

– Ach, masz na myśli to powiedzenie: „Widzisz pensa, to go podnieś”?

– „A przez dzień cały szczęście mieć będziesz” – dokończyła Caitlin.

– Coś w tym jest. Udało mi się dzielić gondolę z piękną kobietą zamiast stojącymi za mną biwakowiczami. Czuć było, że dawno nie brali prysznica.

– Pochlebia mi to – odpowiedziała, a po krótkim milczeniu dodała: – Chyba.

Gondola wyjechała ze stacji i zaczęła się wspinać ponad zboczem.

Josh nachylił się i rzekł poważnie:

– Obawiam się, że nie jestem zbyt dobry, jeśli chodzi o pochlebstwa. Mam w zwyczaju palnąć coś głupiego, kiedy tylko próbuję flirtować.

Na jej twarzy błąkał się uśmiech.

– Czy to próba flirtowania?

– Kiepski w tym jestem, wiem. – Posłał jej swój firmowy, zażenowany uśmiech. Znowu zrobiła maślane oczy. „Kurde, dobry jestem”.

Ale po chwili Caitlin zmrużyła powieki.

– Właściwie to myślę, że najpewniej jesteś w tym dobry.

„I mnie przyłapała”.

– Prawdę mówiąc… – Skrzyżowała ręce na piersi i przyjrzała mu się uważnie. – Mam dwóch starszych braci. Wiem, jak to działa. Ten pies jest w ogóle twój?

Josh się wyprostował i odparł z nutką urazy w głosie:

– Insynuujesz, że wykorzystuję kalectwo Penny do podrywania kobiet?

W jej oczach zabłysło rozbawienie.

– Zanim poznali swoje żony, moi bracia zrobiliby coś takiego bez mrugnięcia okiem. Stephen raz pożyczył szczeniaka, żeby zwrócić na siebie uwagę pewnej dziewczyny.

Josh się zaśmiał.

– Okej, możliwe, że nie uszedł mojej uwadze fakt, iż Penny pomaga przełamać lody, ale to rzeczywiście mój pies. Drogi w utrzymaniu.

A potem wyciągnął asa z rękawa. Nie poznał jeszcze kochającej psy kobiety, na której nie zrobiłby wrażenia fakt, że utrzymywanie Penny w zdrowiu oznaczało ręczne opróżnianie jej pęcherza trzy razy dziennie.

– Okej, nigdy bym o tym nie pomyślała – powiedziała Caitlin. – To dopiero oddanie.

Codzienną psią kąpiel postanowił zachować na później.

– Warta jest tego. To naprawdę słodki psiak. A ty masz jakieś zwierzę?

– Nie. W moim mieszkaniu nie ma miejsca na nic większego od rybki, a poza tym zbyt często wyjeżdżam służbowo.

– Czym się zajmujesz?

– Jestem projektantką tekstyliów. – Podała nazwę słynnego domu mody, dla którego pracowała, i pokrótce wyjaśniła zakres swoich obowiązków.

Zrobiło to na nim wrażenie.

– A więc jesteś artystką. Twórczy ludzie zawsze mnie intrygują. Pracujesz ze szkicownikiem czy komputerem?

– Jednym i drugim. Najczęściej zaczynam od szkiców, ale większość projektowania odbywa się na komputerze.

– Myślę, że stworzenie czegoś od zera daje sporo satysfakcji. Założę się, że fajnie jest widzieć swoje dzieło w sklepach.

Caitlin obdarzyła go promiennym uśmiechem.

– To prawda. Niesamowicie byłam podekscytowana, kiedy stało się to po raz pierwszy. Znałam datę wypuszczenia mojej kolekcji. Przyleciała moja matka i razem udałyśmy się do Macy’s. – Zaśmiała się cicho i dodała: – Kupiła po jednym egzemplarzu z każdego projektu, a potem uczciłyśmy to szampanem. Ona chyba nawet cieszyła się bardziej niż ja. Ale dość już o mnie. A ty? Czym się zajmujesz?

– Jestem mechanikiem samochodowym. Pracuję na własny rachunek. Na początku roku otworzyłem swój warsztat.

– Rewelacja. Marzę o pracy dla samej siebie.

– Bycie swoim szefem daje satysfakcję, ale to także niesamowicie ciężka praca, którą… – Josh urwał nagle, kiedy Penny zastrzygła uszami i uniosła łepek.

Gondola zadrżała, szarpnęło nią i w końcu się zatrzymała.

– Co się stało? – zapytała Caitlin, a w jej głosie dało się słyszeć nutkę niepokoju.

Josh popatrzył w górę i w dół. Zobaczył, że nic strasznego się nie dzieje, ale za to widać było oznaki paniki. Dzieci w gondoli za nimi płakały. Przed nimi jedna z imprezowiczek zaczęła krzyczeć.

„Tak się cieszę, że nie jadę tamtą gondolą”.

– Wygląda to niegroźnie – rzekł. – Chyba…

W głośniku nad ich głowami rozległ się męski głos:

– Pasażerowie są proszeni o uwagę. Prosimy o zachowanie spokoju. Nie ma powodu do niepokoju. Powtarzam. Nie ma powodu do niepokoju. Nic państwu nie grozi. Z powodu usterki mechanicznej zatrzymano główną linię z Telluride do stacji St. Sophia. Pracujemy nad jak najszybszym przywróceniem normalnego kursowania gondoli. Prosimy państwa o cierpliwość.

Caitlin wzruszyła ramionami.

– Mogło być gorzej. Mogliśmy jechać tą samą gondolą, co amatorki jointów.

– Albo płaczące dzieci.

– Nie spieszy mi się. A tobie?

Planował jechać w stronę Delores i znaleźć jakieś miejsce na biwak, ale mógł się dostosować.

– Ani trochę. Skoro przyjechałaś tu na ślub, dziwne, że nie masz zajętej każdej minuty.

Wyjaśniła, że samolot panny młodej miał opóźnienie, i przyznała, że zważywszy na to, iż jej przyjaciółka bawiła się w swatkę, poczuła ulgę. No a Josh dzięki temu mógł swobodnie zapytać:

– A więc z nikim się nie spotykasz?

– Nie. Jestem singielką. – Nachyliła się, podrapała Penny za uszami i lekkim tonem rzuciła: – A ty?

– Ja też. Mieszkam teraz sam, to znaczy tylko z Penny. W zeszłe lato mieszkałem z całym stadem kobiet, ale ciągle mnie karmiły i zaczynałem tyć, więc zamieszkałem sam.

Na widok szoku malującego się na twarzy Caitlin Josh głośno się zaśmiał.

– Twoja mina jest bezcenna. Zanim postanowiłem otworzyć warsztat, mieszkałem i pracowałem na osiedlu przyczep kempingowych. Średnia wieku tamtejszych pań to sześćdziesiątka, no i lubiły piec.

– A więc jesteś jednym z tych – stwierdziła, przewracając oczami.

– Tych?

– Lubisz się drażnić.

Nagle oczami wyobraźni ujrzał ponętną Caitlin na swoim łóżku, nagą i drżącą, gdy tymczasem on czubkiem języka drażni jej brodawkę.

– Och tak.

– Zupełnie jak moi bracia – westchnęła.

Temu stwierdzeniu udało się wylać kubeł zimnej wody na jego fantazje.

A skoro mowa o wodzie, zaczął wyciągać butelkę z plecaka i w tym momencie ponownie rozległ się głos w głośniku.

– Pasażerowie są proszeni o uwagę. Zatrzymanie się kolejki jest spowodowane awarią mechaniczną, która pozostaje bez wpływu na państwa bezpieczeństwo. Powtarzam. Pozostaje to bez wpływu na państwa bezpieczeństwo. Linia ze stacji St. Sophia do Mountain Village zaraz ponownie zostanie uruchomiona. Ta z Telluride do stacji St. Sophia zostanie ewakuowana przez nasz doskonale wyszkolony zespół. Ponownie prosimy o cierpliwość.

– Ewakuowana? – powtórzyła Caitlin. – Znajdujemy się trzydzieści metrów nad ziemią! Jak nas ewakuują?

Josh wyjrzał przez okno.

– Najwyżej dwadzieścia pięć metrów. Mam podejrzenie, że wykorzystają system lin. Założą ci uprząż i spuszczą na ziemię.

– Och.

Ta perspektywa nie napawała jej entuzjazmem.

– Masz lęk wysokości?

– Nie. Raczej nie. – Uśmiechnęła się zawstydzona. – W czasie studiów wybrałam się z bratem i jego kolegą na wspinaczkę. Powiedzieć o nim, że jest śmiałkiem, to stanowczo za mało. W każdym razie jego kolega nie złapał się dobrze uchwytu, ześlizgnął się i zepchnął mnie z góry. Wisiałam na końcu liny przez najdłuższe i najbardziej samotne pięć minut w swoim życiu, aż w końcu bratu udało się mnie wciągnąć. Nie mogę powiedzieć, że mi się to podobało.

– Wcale ci się nie dziwię.

– Myślisz, że długo potrwa ta ewakuacja?

– Zależy od tego, jak duży mają zespół i gdzie zaczną. Znajdujemy się mniej więcej w połowie drogi między miasteczkiem a stacją St. Sophia.

– Więc raczej nie wydostaniemy się stąd jako pierwsi.

– Raczej nie.

Zamilkła i przez chwilę się zastanawiała. W końcu skinęła głową.

– Dam sobie radę. A Penny?

Josh oderwał wzrok od Caitlin i zerknął na psa.

– Nic jej nie będzie.

Ale pewnie chętnie napiłaby się wody, którą zamierzał jej podać przed kilkoma minutami. Kiedy sięgnął do plecaka po butelkę, jego palce natrafiły na termos, który napełnił rano.

– Skoro zanosi się na to, że spędzimy tu trochę czasu – rzekł, wyjmując termos – to może się napijemy? Mam kombuczę z czerwonymi pomarańczami.

– Chętnie. Dziękuję.

Ponownie sięgnął do plecaka po butelkę z wodą i składaną miskę. Napełnił ją do połowy i postawił przed Penny. Następnie wyjął plastikowy kieliszek do wina i kubek.

Kieliszek podał Caitlin.

– Tylko mi nie mów, że byłeś harcerzem.

– Zawsze przygotowany – rzucił wesoło. To akurat było prawdą. W pewnym towarzystwie łatwiej się raczyć własnym „winem” niż wyjaśniać, dlaczego nie pije się tego, co wszyscy.

Kiedy napełnił jej kieliszek, Caitlin powiedziała:

– Jesteś pierwszym znanym mi facetem, który pije kombuczę. Należysz do fanów zdrowej żywności?

Popatrzył na nią badawczo.

– Widzisz, nie znam cię jeszcze na tyle dobrze, aby wiedzieć, jak odpowiedzieć na to pytanie.

– Nie rozumiem.

– Mieszkałem w Kalifornii i Oklahomie. Jeśli ci powiem, że jem tofu i kiełki, a ty jesteś Kalifornijką, najpewniej ci tym zaimponuję. Ale dziewczyna z Oklahomy jak nic uznałaby mnie za słabeusza i dziwaka.

Caitlin zmierzyła go lustrującym spojrzeniem i odparła:

– Z całą pewnością nie jesteś słabeuszem. Co do bycia dziwakiem, cóż, za słabo cię znam, żeby się do tego ustosunkować. Osobiście nie tykam tofu, ale nie przeszkadza mi, jak ktoś się nim delektuje. Jesz czerwone mięso?

Przytaknął z powagą.

– Kiedy tylko mam okazję. Jadasz śmieciowe jedzenie?

– Cheetosy zamawiam skrzynkami.

– No to sprawa jasna. Jesteśmy sobie przeznaczeni. Urodzisz mi dziecko?

Mało nie zakrztusiła się kombuczą.

– Dziwak.

Zaśmiał się głośno, a potem rozmowa potoczyła się w stylu tych na pierwszej randce. Zapytała go o jego ulubione miejsce na świecie. On chciał wiedzieć, co wywarło na nią największy wpływ, a ona – co go rozśmiesza. Josh uchylał się jednak przed odpowiedziami na pytania dotyczące dzieciństwa i rodziny. Porozmawiali też o psach.

Siedzieli w gondoli przez ponad godzinę. Joshowi to nie przeszkadzało. Już długo nie flirtował z żadną kobietą i sprawiało mu to przyjemność. Caitlin okazała się dowcipna, inteligentna i dobrze patrzyło jej z oczu. I wyglądało na to, że jej także nie przeszkadza to opóźnienie.

Postanowił, że zaprosi ją na kolację. Zabierze ją do jednej z eleganckich restauracji w Mountain Village. W sumie to miał nawet garnitur w przyczepie, bo wczoraj, nim wyruszył na wycieczkę, pojawił się na pogrzebie matki burmistrza Eternity Springs.

Kiedy czekał na odpowiednią chwilę, aby ją zaprosić, zapytał:

– Zawsze chciałaś być projektantką tekstyliów i mieszkać w Nowym Jorku?

Zawahała się i przez jej twarz przemknął cień.

– Niezupełnie. Spełniam w ten sposób marzenie mojej matki.

– To dopiero intrygujące stwierdzenie.

– Była niepracującą mamą, która pragnęła robić karierę zawodową. Ona… Oooch! – Gondola się zakołysała i nad nimi rozległ się głośny łomot. – Co to?

– Chyba jesteśmy ratowani.

– Och.

Nie wyglądała na zadowoloną.

Chwilę później drzwi się otworzyły i do środka wparował mężczyzna obładowany sprzętem.

– Nikomu nic się nie stało?

– Nikomu – odparł Josh.

– No więc mamy dwoje dorosłych i psa? Pies jest sparaliżowany?

– Tak.

– Widziałem takie wózki na Animal Planet. Zmyślne ustrojstwo. Mam uprząż dla zwierząt. Może zjechać w taki sposób?

– Wydaje mi się, że tak. To spokojna suczka. Powinna dać sobie radę. Lepiej spuścić ją samą niż u mnie na rękach?

– Tak, proszę pana. Tak jest bezpieczniej. Będzie w pełni zabezpieczona.

– Skoro tak będzie najlepiej, to tak właśnie zróbmy.

– Dobrze. Ją spuścimy jako pierwszą.

Podczas gdy ratownik rozkładał liny, Josh skupił uwagę na Penny. Nie martwił się tym, że wyśle ją na dół samą. Zdążyła już okazać hart ducha. Wyjął z plecaka psie smaczki i karmił ją nimi, a w tym czasie ratownik zapinał na niej psią uprząż.

Po krótkiej rozmowie z Joshem mężczyzna zapiął także ważący półtora kilograma wózek.

Caitlin podrapała jamniczkę za uszami i posłała jej buziaka. Josh kazał Penny być grzeczną, dał jej jeszcze jeden przysmak, a potem patrzył, jak zjeżdża na dół. Ekipa ratowników powitała ją z entuzjazmem.

– Nic nie chwyta za serce tak jak kaleki pies – stwierdził Josh i spojrzał z uśmiechem na Caitlin. Uśmiech natychmiast zniknął z jego oblicza. Dziewczyna była zielona na twarzy. – Caitlin? Wszystko w porządku?

– Niepotrzebnie na to patrzyłam – stęknęła. – Nie jestem tchórzem. Zjeżdżam czarnymi trasami. Uprawiam rafting. Ale naprawdę nie mam ochoty spuszczać się z tej gondoli na linie.

Ratownik ściągnął brwi.

– Nie za bardzo ma pani wybór.

– Wiem. Dam sobie radę. – Uśmiechnęła się blado i dodała: – Przepraszam. Tak już mam.

– Nic się pani nie stanie. Nawet jeśli dojdzie do najgorszego i coś zawiedzie, jest jeszcze system wspierający.

Josh spojrzał na uprząż i zapytał:

– Macie uprząż dla tandemu?

– Mamy jedną i wykorzystujemy ją w przypadku dzieci, ale dorośli…

– Ona nie waży nawet pięćdziesięciu kilo. Możemy zjechać razem.

– Pięćdziesiąt jeden – poprawiła go Caitlin i spojrzała z nadzieją na ratownika.

Josh nie sądził, aby jakikolwiek gorącokrwisty mężczyzna był w stanie oprzeć się temu spojrzeniu, więc się nie zdziwił, kiedy ratownik sięgnął po nadajnik i zaczął rozmawiać z kolegami znajdującymi się na dole. Kilka minut później na górze pojawiła się inna uprząż. Mężczyzna zabezpieczył najpierw Josha, następnie pomógł Caitlin. Oblała się ognistym rumieńcem, kiedy kazał jej opleść Josha rękami i nogami i mocno się trzymać.

– Nie martw się. Zachowam się jak dżentelmen.

– I to mówi nieznajomy, trzymając ręce na moim tyłku – mruknęła.

Ze śmiechem pokazał ratownikowi uniesiony kciuk i chwilę później znaleźli się w powietrzu.

Choć tych dwadzieścia pięć metrów pokonywali powoli, dla Josha i tak działo się to stanowczo za szybko. Caitlin miała zamknięte oczy, a twarz wtuloną w jego klatkę piersiową, ale przez cały czas nie przestawała nadawać.

– Żałuję, że zamiast kombuczy nie napiłam się wina. Dwóch kieliszków. Jeden by nie wystarczył. Taki strach jest upokarzający. Zabiję mojego brata, to wszystko jego wina. Trzęsę się jak dziecko.

„A ja jestem twardy jak granit na Mount Wilson”.

Była delikatna i ciepła i używała kokosowego szamponu. Josh w nosie miał smak kokosu, ale uwielbiał jego zapach. Aby zająć czymś myśli ich obojga, rzekł:

– A więc jesteś dziewczyną z Denver. Ktoś mi mówił, że na logo piwa Coors widnieje góra Mount Wilson. To prawda?

– Co? Och. Logo. Tak. Myślę, że to prawda. Na logo widnieje całe pasmo: Mount Wilson, Wilson Peak, Gladstone i El Diente.

– Ząb – przetłumaczył Josh. – Rzeczywiście wygląda jak ząb, nie sądzisz?

Caitlin uniosła głowę i popatrzyła na góry.

– Ale pięknie – westchnęła. – Och, wow. Co za widok.

Kiedy na jej twarzy powoli wykwitł uśmiech, urzeczony Josh nie był w stanie się powstrzymać.

Pocałował ją.

Kartka z pamiętnika

Wcześnie się przekonałem, że nie wszystkie pocałunki są takie same.

Były cmoknięcia na odległość, którymi Mama i Ojciec wymieniali się z gośćmi. Pocałunki w głowę, którymi raczyły mnie panie, kiedy byłem mały. Pocałunki w policzek, gdy byłem starszy.

Doskonale pamiętam, kiedy pierwszy raz pocałowano mnie w usta.

To miało miejsce krótko po rozwodzie. Byłem na imprezie w domu aktualnego chłopaka mojej matki. Mama nie kazała mi iść spać. Przez większość czasu mnie ignorowała. Wtedy tęskniłem za jej uwagą, jednak patrząc wstecz, widzę, że lepiej mi było, kiedy zapominała o moim istnieniu.

Bo wtedy nie zabierała mnie na imprezy.

Imprezy, podczas których sama znikała, a drapieżcy zabawiali się, dając mi drinki. Dając narkotyki.

Całując mnie w usta.

Tamten pierwszy pocałunek – miałem osiem lat.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
Słowa uznania dla bestsellerowej autorki „New York Timesa” Emily March i jej powieści z serii Eternity Springs
Kartka z pamiętnika
Rozdział 1
Kartka z pamiętnika
Rozdział 2
Kartka z pamiętnika
Rozdział 3
Kartka z pamiętnika
Rozdział 4
Kartka z pamiętnika
Rozdział 5
Kartka z pamiętnika
Rozdział 6
Kartka z pamiętnika
Rozdział 7
Kartka z pamiętnika
Rozdział 8
Kartka z pamiętnika
Rozdział 9
Kartka z pamiętnika
Rozdział 10
Kartka z pamiętnika
Rozdział 11
Kartka z pamiętnika
Rozdział 12
Kartka z pamiętnika
Rozdział 13
Kartka z pamiętnika
Rozdział 14
Kartka z pamiętnika
Rozdział 15
Kartka z pamiętnika
Rozdział 16
Kartka z pamiętnika
Rozdział 17
Kartka z pamiętnika
Rozdział 18
Kartka z pamiętnika
Rozdział 19
Kartka z pamiętnika
Rozdział 20

TYTUŁ ORYGINAŁU:

The First Kiss of Spring

Redaktor prowadząca: Marta Budnik

Redakcja: Ewa Kosiba

Korekta: Marta Akuszewska

Projekt okładki: Łukasz Werpachowski

Zdjęcie na okładce: © Alena Ozerova (Shutterstock.com)

Copyright © 2018 by Geralyn Dawson Williams

Copyright © 2019 for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Copyright © for the Polish translation by Monika Wiśniewska, 2019

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2019

ISBN 978-83-66338-18-0

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: redakcja@wydawnictwokobiece.pl

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek