Po wojnie, z pomocą Bożą, już niebawem … Pisma Kopla i Mirki Piżyców o życiu w getcie i okupowanej Warszawie - Kopel Pizyc, Mirka Piżyc, Prof. Barbara Engelking - ebook

Po wojnie, z pomocą Bożą, już niebawem … Pisma Kopla i Mirki Piżyców o życiu w getcie i okupowanej Warszawie ebook

Prof. Barbara Engelking, Kopel Pizyc, Mirka Piżyc

0,0
25,00 zł

lub
Opis

Za mną idzie młoda kobieta. Na plecach nosi tłumok. Niemiec z szatańskim uśmiechem podchodzi do niej, podnosi pejcz i wali w plecak. Rozlega się straszny krzyk ukrytego dziecka. Niemiec wyrywa kobiecie maleństwo i ciska je wraz z tłumokiem pod ścianę. Nieszczęsna chce iść za dzieckiem. Oprawca zatacza się wprost ze śmiechu, bawi go to. Uderzeniem kolby wpycha siną z rozpaczy kobietę z powrotem do szeregu”.
z pamiętnika Mirki Piżyc

Na książkę składają się pisma ojca i córki: Kopla i Mirki Piżyców, którzy sporządzali swoje notatki po ucieczce z warszawskiego getta, w ukryciu po stronie aryjskiej. Kopel był syjonistą, działaczem społecznym, w getcie współorganizował szkolnictwo hebrajskie i chór dziecięcy. Mirka tuż przed wojną zdała maturę, marzyła o medycynie, a w getcie pracowała w domu dziecka.

Zapiski Kopla dotyczą życia w getcie, jego działalności społecznej oraz losów całej rozgałęzionej i bardzo ze sobą związanej rodziny, z której większość osób zginęła.

Mirka opisuje życie w getcie od akcji likwidacyjnej (lipiec–wrzesień 1942 r.) do początków powstania w kwietniu 1943 r., kiedy jej i ojcu udało się wydostać z getta. Młodsza siostra Mirki Rutka z matką wyszły z getta tydzień wcześniej. Wszyscy czworo przeżyli w kryjówkach po stronie aryjskiej. Po wojnie Piżycowie wyjechali do Szwecji, a stamtąd do Izraela.

„W tym okresie pracowałam w (…) domu dziecka mającym pod swą opieką ponad sześćset osieroconych dzieci żydowskich (…). Tułały się po ulicach ghetta, (…) żebrały, wyjadały surowe, zgniłe jarzyny ze śmietników, ogryzały porzucone kości. (…) zostały wzięte pod opiekę (…). Znikły wszy, świerzba uleczona, własne łóżko, pościel, porządne ubranie (…). Pełna miseczka jedzenia (…).
Wieści o wysiedleniu, które zaczęły krążyć po ghetcie, dotarły i do naszych (…) dzieci. (…) Lolek i Jadzia, Henio i Rywcia zasypują mnie pytaniami: «Czy to prawda? Panno Mirko, Panno Mireczko, czy mają nas wysłać? To my znowu nie będziemy mieli gdzie być? Niech Pani powie, że to nieprawda!».
«Ja nie chcę być znowu sam, niech mnie Pani nie zostawia» – łka Mendele, a łzy płyną mu po buzi. Cóż mam ci powiedzieć, mój mały, kochany chłopaczku, czy to, że niestety prawda, straszna, nieubłagana prawda? (…) O nie! Łudź się, póki możesz. I tłumaczę, że internatów nie ruszą (…)”.

Z pamiętnika Mirki PIżyc

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 357

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Drzewo genealogiczne rodziny Piżyców

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Edycja hebrajska:

Ha-od jiwater mi sze-jiwke? Joman u-ktawim szel miszpacha mi-geto Warsza [Czy jeszcze będzie komu płakać? Dziennik i pisma rodziny z getta warszawskiego]

 

Copyright © for this edition by

Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów and Yad Vashem

 

Copyright © for Hebrew edition Yad Vashem, 2013

 

Wydanie pierwsze

 

Wprowadzenie i redakcja merytoryczna wydania hebrajskiego: Havi Dreifuss

 

Opracowanie edycji polskiej:

Barbara Engelking

 

Redaktor prowadzący:

Jakub Petelewicz

 

Praca naukowa finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa

Wyższego pod nazwą „Narodowy Program Rozwoju Humanistyki”

w latach 2014-2017

 

Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów

ul. Nowy Świat 72

00-330 Warszawa

 

Yad Vashem

International Institute for Holocaust Research

P.O.B. 3477, Jerusalem 9103401, Israel

 

ISBN: 978-83-63444-50-1

Preambuła serii „Biblioteka Świadectw Zagłady”

Wbrew oczekiwaniom, wbrew potocznym wyobrażeniom, wbrew regułom prawdopodobieństwa pisanych świadectw z czasów Zagłady ocalało dużo. Ci, którzy nadludzkim wysiłkiem podejmowali próbę pisania o katastrofie podczas trwania katastrofy, najczęściej adresowali swoje zapiski „do przyszłego czytelnika”. Chcieli, aby świat ich usłyszał. Nie możemy pozwolić, aby ich świadectwa pozostały nieme — przysypane kurzem archiwów.

BIBLIOTEKA ŚWIADECTW ZAGŁADY zrodziła się z przeświadczenia, iż pomimo różnych inicjatyw edytorskich wciąż zbyt mało tekstów, w stosunku do istniejących zasobów archiwalnych, zostało opublikowanych i udostępnionych czytelnikom. Zbyt mało wobec potrzeb badawczych i czytelniczych zainteresowań, a także wobec obecnych niemal w każdym ocalałym zapisie apeli, nakładających na nas wszystkich moralną powinność lektury.

BIBLIOTEKA ŚWIADECTW ZAGŁADY skupia się na prezentacji dzienników, zapisów pamiętnikarskich, relacji pozostających w kręgu form autobiograficznych i spisywanych hic et nunc, tzn. w gettach bądź w ukryciu poza murami, ale jeszcze w czasie trwania wojny i okupacji. Teksty są publikowane w ich kształcie integralnym, według jednolitych zasad edycji krytycznej. Korzystamy przede wszystkim z zasobów Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie oraz Archiwum Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie.

BIBLIOTEKA ŚWIADECTW ZAGŁADY jest wydawana przez Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów.

Nota edytorska

NOTA EDYTORSKA

Niniejsza edycja została przygotowana na podstawie wydania hebrajskiego zatytułowanegoHa-od jiwater mi sze-jiwke? Joman u-ktawim szel miszpacha mi-geto Warsza[Czy jeszcze będzie komu płakać? Dziennik i pisma rodziny z getta warszawskiego] w opracowaniu Havi Dreifuss.

Podstawową zmianą w stosunku do pierwodruku jest dostosowanie przypisów sporządzonych przez Havi Dreifuss do potrzeb polskiego czytelnika. W aneksie zamieściliśmy dodatkowo posłowie syna Miry Piżyc Dediego (Davida) Flinta oraz rozmowę o losach rodziny Piżyców w czasie ukrywania się w Warszawie, przeprowadzoną przez Barbarę Engelking z Rutką (Piżyc) Berlinger w Jerozolimie w listopadzie 2016 r.

Zgodnie z zasadami przyjętymi w serii zakres ingerencji edytorskich został ograniczony do koniecznego minimum. W tekstach pisanych po polsku uwspółcześniono interpunkcję i ortografię, poprawiono oczywiste błędy, pozostawiono zaś słowa i zwroty przestarzałe, które oddają język autorów. Uwagi redaktorskie zawarte są w nawiasach kwadratowych.?

Wprowadzenie: Rodzina Piżyców i pozostawione przez nich pisma (Havi Dreifuss)

WPROWADZENIE

RODZINA PIŻYCÓW

I POZOSTAWIONE PRZEZ NICH PISMA

Kopel Piżyc i Mira Piżyc, ojciec i córka, pozostawili zbiór niezwykłych i bardzo zróżnicowanych tekstów dotyczących rozmaitych aspektów życia Żydów w warszawskim getcie. Kopel Piżyc (1895-1969) był najstarszym synem jednej z najbardziej szacownych i zamożnych rodzin żydowskich w Mławie. Jego ojciec Dawid Piżyc należał do grupy chasydów cadyka z Kocka i sześcioro jego dzieci (pięciu synów i córka) wychowywało się w tradycyjnej atmosferze żydowskiego domu, zadziwiająco jednak otwartego na świeckie dziedziny wiedzy. Rodzice zatrudniali dla swoich dzieci nauczycieli przedmiotów religijnych, jednocześnie zaś dbali o rozwój ich wiedzy ogólnej, m.in. znajomość języków obcych.

Podobnie jak w wielu innych rodzinach żydowskich żyjących w Europie Wschodniej na przełomie xix i xx w., ogromne zmiany zachodzące w żydowskim świecie doprowadziły do podziałów w obrębie najbliższej rodziny. Tak więc mimo wieloletniego ortodoksyjnego wychowania, jakie dzieci w rodzinie Piżyców wyniosły z domu, każde z nich obrało własną drogę. Niektórzy przystąpili do Bundu, żydowskiego ruchu robotniczego, inni skłaniali się ku asymilacji, a niektórzy – jak Kopel – stali się zagorzałymi syjonistami. Niezależnie od zasadniczych różnic ideologicznych, bez wątpienia dzielących dzieci i rodziców, a także dzieci między sobą, rodzina utrzymywała bliskie kontakty, a odmienne poglądy nigdy nie spowodowały rozpadu więzi.

Rodzina Piżyców posiadała spory majątek w Mławie – należały do niej rozmaite grunty i budynki. Jednocześnie była znana z działalności społecznej w kręgu ludności żydowskiej, z wielkiej hojności oraz ze wspierania instytucji publicznych. Na przykład dziadek Kopla Szmul Cwi Hersz Piżyc przekazał fundusze na założenie żydowskiego szpitala w Białej Podlaskiej. Dziadek ze strony matki Azriel Icchok Makowski szczodrze wspierał różne przedsięwzięcia religijne i społeczne, a ojciec Kopla Dawid Piżyc, zamożny kupiec, który samodzielnie dorobił się majątku, brał udział w wielu inicjatywach niesienia pomocy miejscowym Żydom.

Zamożność i zaangażowanie społeczne stały się także udziałem Kopla Piżyca, gdy wyuczył się od swojego ojca arkanów profesji w branży drzewnej. Wprawdzie on sam oddalił się od świata Tory, w którym dorastał, i przystał do partii Ogólnych Syjonistów, ale chociaż nie przestrzegał nakazów religijnych, z szacunkiem odnosił się do pobożnego trybu życia swoich rodziców i czuł się związany z żydowskim dziedzictwem. Jako zagorzały syjonista Kopel aktywnie uczestniczył w tworzeniu Gimnazjum Hebrajskiego w Mławie i angażował się w działalność społeczną. Nawet wtedy, gdy się ożenił i przeniósł do Warszawy, zachował więzi ze swym rodzinnymi miastem – Mławą.

W 1919 r. Kopel Piżyc poślubił Genię z domu Klinkowstein, uzdolnioną pianistkę, pochodzącą z niezwykle muzykalnej rodziny. W domu Kopla i Geni Piżyców miłość do narodu żydowskiego łączyła się z syjonistycznym aktywizmem i umiłowaniem muzyki. Takie zasady małżonkowie wpajali dwóm córkom – Mirze (Mirce, Miriam), urodzonej na początku 1922 r., i jej młodszej siostrze Rut (Ruth), która przyszła na świat w 1931 r. Mimo że dziewczęta wychowywały się w żydowskiej atmosferze i miały solidnie ugruntowaną żydowską tożsamość, zostały wysłane do polskich szkół i kształciły się w języku polskim.

Po wybuchu drugiej wojny światowej los rodziny Piżyców splata się ściśle z losami Żydów warszawskich. Natychmiast po zajęciu miasta niemieccy żołnierze schwytali Dawida Piżyca, pobili go i obcięli mu brodę. Później, po utworzeniu getta w Warszawie w listopadzie 1940 r., rodzina musiała opuścić swoje mieszkania i tam się przenieść.

Wydaje się, że okropności wojny jeszcze bardziej zacieśniły więzi w licznej rodzinie Piżyców. Ogromne trudności materialne, z jakimi borykali się Żydzi w okresie Zagłady, często prowadziły do rozpadu rodziny, ale w wielu wypadkach, wręcz przeciwnie, przyczyniały się do jej konsolidowania. Historia Piżyców stanowi imponujący przykład trwałości żydowskiej rodziny w czasie Holokaustu. W wyniku wielu rozporządzeń i splotów okoliczności członkowie rodziny skupili się wokół domu dziadka, dlatego pisma Kopla Piżyca oraz Miry Piżyc ukazują także cierpienie i losy najbliższych krewnych: dziadka Dawida i babci Chawy, którzy roztaczali opiekę nad swoimi dziećmi, synowymi i wnukami aż do czasu, gdy oboje zostali wywiezieni do obozu w Poniatowej w kwietniu 1943 r. i tam zamordowani w listopadzie tegoż roku; Leona, nieżonatego brata Kopla, mieszkającego z rodzicami, który dzięki swej niezwykłej inwencji niejednokrotnie ratował bliskich, zanim został razem z rodzicami zamordowany w Poniatowej; bratowej Kopla Reni, żony Henryka, działacza Bundu, oraz jej synka Witka, którzy zginęli w czasie powstania w getcie warszawskim; Beli, żony brata Mendla, i ich córki Hani, którzy przeżyli wojnę dzięki swojej ogromnej zaradności, a także dzięki pomocy zorganizowanej przez Kopla; Idy, jedynej siostry Kopla, która ze swoim synem Alikiem mieszkała przez cały okres istnienia getta z rodzicami i bratem Leonem, i razem z nimi oboje poszli na śmierć.

Poza imponującym wręcz podtrzymywaniem wzajemnych więzi nawet w czasie wojny rozgałęziona rodzina Piżyców udzielała się nadal w sferze działalności publicznej. Dom ojca, Dawida Piżyca, był właściwym adresem, pod którym szukali pomocy liczni uchodźcy przybywający do miasta z Mławy, Mira pracowała w jednym z domów dziecka w getcie, Kopel zaś zajmował się bliskimi jego sercu dziedzinami, czyli szkolnictwem hebrajskim i muzyką.

Tak oto pisał o nim Adolf Berman, jeden z przywódców społeczności żydowskiej po aryjskiej stronie: „Chciałbym wspomnieć jeszcze jednego entuzjastę działalności chórów dziecięcych, mojego przyjaciela Kopla Piżyca. Przed wojną był on bogatym kupcem, a równocześnie działaczem Tarbutu [...]. W getcie warszawskim zaliczał się do najbardziej aktywnych i zaangażowanych działaczy Żydowskiej Samopomocy Społecznej i wydziału społecznego CENTOS. Był wiernym przyjacielem dzieci i pomagał różnym instytucjom opieki nad dziećmi, ale przede wszystkim – wielkim kuchniom dla dzieci przy szkołach tarbutowskich. Kopel Piżyc był miłośnikiem chórów dorosłych i chórów dziecięcych. Aktywnie pomagał [...] w organizowaniu chóru «Szir» i był przewodniczącym patronatu, który wspierał materialnie ten wielki chór, liczący 80 osób. Wspierał też bardzo znacząco chóry dziecięce [.]. Kopel Piżyc uczestniczył również w wielkich imprezach z okazji «Miesiąca Dziecka». Urządził seder podczas ostatniego uroczystego święta Pesach w roku 1942 w dużej szkole z internatem”1.

Los getta warszawskiego został przypieczętowany latem 1942 r., wraz z rozpoczęciem wielkiej akcji likwidacyjnej, podczas której ponad 300 tys. Żydów wywieziono stamtąd do obozu zagłady w Treblince. Okres deportacji wywołał chaos i trwogę w całym getcie. W tej sytuacji rodzina Piżyców musiała toczyć nieustanną walkę o to, by uchronić się przed wywiezieniem. Dzięki swoim koneksjom i statusowi w getcie wszystkie osoby dorosłe znalazły miejsca pracy, co zapewniało – przynajmniej na pozór – ochronę przed deportacją. Ogromne trudności sprawiało ukrywanie najsłabszych w rodzinie, czyli osób starszych i dzieci. W obliczu horroru masowych deportacji koneksje i zaradność nie zawsze wystarczały, by się ratować, ale w tym wypadku rozpaczliwe starania Piżyców odniosły pozytywny skutek. Po zakończeniu wielkiej akcji likwidacyjnej cała rodzina, zarówno dorośli, jak i młodzież, pozostała w getcie.

Pełna świadomość tego, jaki los czeka wysiedlonych Żydów, oraz niepewność co do dalszego istnienia getta spowodowały, że Piżycowie zaczęli szukać miejsca schronienia po aryjskiej stronie. Leon, któremu wcześniej udawało się ratować krewnych z rozlicznych zagrożeń, i tym razem próbował znaleźć ratunek, szukając dla nich kryjówki po aryjskiej stronie. Mimo jego wielkiej zaradności stało się jednak dla nich jasne, że na tym etapie duża liczba osób jest zasadniczą przeszkodą. Trudno było znaleźć odpowiednie miejsce dla tylu ludzi, w tym starców i małych dzieci. Pomysł przerzucenia całej rodziny na aryjską stronę był więc raz po raz odrzucany.

Celina, siostra Geni, która wcześniej wydostała się z getta razem z mężem ( Józefem Gitlerem) i córką Ireną, skontaktowała się z Koplem i Genią Piżycami na początku kwietnia 1943 r., zawiadamiając, że udało jej się znaleźć kryjówkę dla dwóch kolejnych osób. Chciała, żeby dziewczęta – Mira i Rut – natychmiast uciekły na aryjską stronę, ale decyzja o rozdzieleniu rodziny, zwłaszcza tej najbliższej, okazała się zbyt trudna. Niemniej po gorączkowych naradach zdecydowano, że Genia z młodszą córką Rut uciekną, natomiast Mira i ojciec zostaną w getcie jako oficjalni robotnicy jednej z niemieckich firm.

Pozostali w getcie członkowie rodziny Piżyców też planowali wydostać się jak najszybciej na aryjską stronę i dołączyć do krewnych, którzy już się tam ukrywali. Podobnie jednak jak w wypadku wielu innych Żydów uprzedził ich wybuch powstania w getcie warszawskim, co definitywnie pokrzyżowało im plany. Po wybuchu powstania ucieczka z getta stała się prawie niemożliwa, zwłaszcza tak dużej grupy obejmującej osoby starsze i dzieci. W tej sytuacji Piżycowie nie mieli innego wyjścia, jak tylko złamać rodzinną jedność, zachowaną aż do tej pory mimo niezwykle trudnych warunków. Renia, bratowa Kopla, współpracująca z Bundem, zdążyła już wcześniej dołączyć do swoich walczących towarzyszy i zginęła wraz z nimi; Kopel i Mira w ostatniej chwili przedostali się na aryjską stronę; reszta rodziny musiała się stawić na wezwanie właścicieli niemieckich warsztatów produkcyjnych i została wywieziona do obozu w Poniatowej w dystrykcie lubelskim, gdzie przebywali do chwili likwidacji obozu i zamordowania wszystkich znajdujących się tam Żydów 4 listopada 1943 r.

Ucieczka na aryjską stronę otworzyła nowy etap w walce o przetrwanie czworga Piżyców. I znowu zadziałały ich powiązania rodzinne i zawodowe, dzięki którym Rada Pomocy Żydom „Żegota” udzielała im wsparcia od samego początku przebywania w kryjówkach. Kopel Piżyc i jego rodzina uzyskali skromny zasiłek, a niezawodna łączniczka Wanda, czyli Bela Elster-Rotenberg, utrzymywała z nimi stały kontakt. Mimo pomocy ze strony „Żegoty” trzeba było jednak nieraz zmieniać kryjówki z powodu donosów i szantaży. Oprócz ciągłego poszukiwania bezpiecznego dachu nad głową rodzina musiała się zmierzyć z emocjonalnym ciężarem życia w ukryciu.

Podczas miesięcy w ukryciu pisanie stało się dla Kopla rodzajem ucieczki. Tworzył po polsku, w jidysz i po hebrajsku długie, szczegółowe teksty o życiu w getcie, o swoim udziale w organizowanych tam przedsięwzięciach Tarbutu, a przede wszystkim o członkach rodziny, którzy tam zginęli. Jako remedium zalecał pisanie także swojej dwudziestojednoletniej córce Mirze, gdyż życie w kryjówce w kwiecie młodości zdruzgotało ją psychicznie. Mira w swoim pamiętniku skoncentrowała się na wstrząsających opisach życia Żydów w getcie warszawskim w ostatnich miesiącach jego istnienia. Jej siostra Rut była zbyt młoda, żeby znaleźć ukojenie w pisaniu, dlatego jej ojciec – złota rączka – zajął ją budową małego domu dla lalek, który rodzina podarowała w prezencie łączniczce Wandzie.

Piżycowie ukrywali się w wielu miejscach w Warszawie i udało im się dotrwać do wyzwolenia. Kopel, Genia, Mira i Rut przeżyli, ale większość pozostałych krewnych zginęła.

Po zakończeniu wojny ściągali do zburzonej Warszawy liczni uchodźcy, a wśród nich resztki żydowskiej społeczności w Polsce. Kopel Piżyc znów zaangażował się w działalność na rzecz ludności żydowskiej jako jeden z przywódców powstałego w mieście Komitetu Żydowskiego. Sześć miesięcy później rodzina otrzymała zezwolenie na wyjazd do Szwecji. Chociaż mieli możliwość wyemigrowania do Stanów Zjednoczonych, woleli zaczekać w tym skandynawskim kraju, aż będą mogli wyjechać do Izraela. Mira z mężem Abrahamem Flintem udała się do Izraela kilka tygodni po ogłoszeniu niepodległości państwa, a rodzice dołączyli do niej mniej więcej po roku, chcieli bowiem zostać na ślubie Rut, która wyszła za mąż za szwedzkiego Żyda Shlomo Berlingera.

Kopel Piżyc służył nowo utworzonemu państwu Izrael swoją wiedzą i doświadczeniem w branży drzewnej. Ponadto starał się o sprowadzenie prochów swojej rodziny do Izraela. Należał też do inicjatorów i realizatorów nagrobka upamiętniającego Żydów zamordowanych w obozie w Poniatowej, w tym członków jego rodziny, który stanął na cmentarzu im. Trumpeldora w Tel Awiwie. Jednocześnie jednak, choć był członkiem loży masońskiej i ziomkostwa Żydów z Mławy, nie angażował się w działalność publiczną w takim stopniu, jak to czynił dawniej w Polsce.

Kopel Piżyc zmarł w Tel Awiwie w 1969 r., Genia odeszła w roku 1986, Mira zaś zmarła w Tel Awiwie w 2003 r. Rut (Ruth) Berlinger, oby żyła jak najdłużej, mieszka naprzemiennie w Szwecji i w Izraelu.

TEKSTY

Niniejsza książka zawiera pisma, szkice i notatki sporządzone przez Kopla Piżyca i jego córkę Mirę w czasie drugiej wojny światowej. David Flint, syn Miry Flint z domu Piżyc, odnalazł pisany przez matkę pamiętnik dopiero po jej śmierci, kiedy przeczytał transkrypt jej relacji zdeponowanej w archiwum Yad Vashem. Mimo trudności z odszukaniem zapisków ostatecznie udało mu się odnaleźć większość tekstów napisanych przez dziadka oraz kompletny pamiętnik matki z czasu wojny. Owocem dalszych poszukiwań w archiwach Yad Vashem i Muzeum Bojowników Gett (Bejt Lochamej ha-Getaot) są kolejne zapiski i notatki, które dopełniły obrazu i pomogły odtworzyć historię rodziny podczas wojny.

Pierwsza część książki zawiera teksty Kopla Piżyca dotyczące bezpośrednio i pośrednio losu Żydów w getcie warszawskim. Oprócz opisów losu licznej rodziny w getcie pisma te ukazują różne sfery działalności samego Kopla Piżyca i prezentują stosunkowo mało znany aspekt aktywności syjonistycznej w getcie.

Pierwszy szkic, Święci i czyści, przybliża dzieje rodziny przed wojną i w czasie Zagłady. Tekst ten został napisany po hebrajsku w końcu listopada 1943 r., wkrótce po tym, jak Kopel Piżyc dowiedział się o wymordowaniu swojej rodziny w obozie w Poniatowej. Decyzja, by pisać po hebrajsku, siedząc w kryjówce, nie była sprawą błahą. Być może Piżyc czuł, że ogrom tej straty daje się wyrazić wyłącznie po hebrajsku. Imponująco wartkim językiem wystawił więc pomnik upamiętniający jego rodzinę, a równocześnie opisał ich rozpaczliwe próby ratowania życia i zachowania ludzkiej godności w czasie wojny.

W następnych pismach przedstawionych w tej części Piżyc ukazuje rozmaite przedsięwzięcia kulturalne i edukacyjne, w których brał udział, oraz swoje zaangażowanie w nadzwyczajne inicjatywy. Na przykład w zapiskach Tarbut orazSzczegóły dotyczące działalności na polu kultury hebrajskie) w Warszawie w latach 1939-1942 opisuje starania mające na celu stworzenie tajnego i oficjalnego systemu szkolnictwa w języku hebrajskim, będącego kontynuacją przedwojennego systemu edukacji i kultury. Ta działalność edukacyjna i kulturalna odbywała się nie tylko w szkołach, lecz także – a może przede wszystkim – w kuchniach ludowych, a jego słowa ukazują czytelnikowi, przed jak ogromnymi trudnościami stali Żydzi kierujący instytucjami niosącymi pomoc w getcie.

SzkicSzir poświęcony jest noszącemu tę nazwę chórowi założonemu w getcie i ukazuje bogatą działalność muzyczną, jaką tam prowadzono, a także to, jak wiele osób szukało ucieczki właśnie w muzyce. Piżyc uczestniczył również w działaniach spoza dziedzin kultury i edukacji: w tekście Komitet Ścisły przedstawia starania mieszkańców ulicy Siennej mające na celu zmianę decyzji władz niemieckich o wyłączeniu ich ulicy z obszaru getta. Wysiłki te spełzły na niczym i Sienna została oderwana od getta. Opisy Piżyca pokazują ciężkie warunki mieszkaniowe w getcie oraz próby znalezienia jakiejkolwiek luki w okupacyjnym systemie, dzięki której udałoby się nieco poprawić położenie Żydów. Ostatni tekst w tej części, zatytułowany Moja całościowa praca w czasie wojny, prawdopodobnie napisany na początku 1944 r., jeszcze w ukryciu, podsumowuje rozmaite sfery działalności Piżyca, uwypuklając jego poczucie obowiązku wobec żydowskich dzieci oraz wobec języka hebrajskiego.

Druga część książki to pamiętnik pisany przez Mirę Piżyc w kryjówce po aryjskiej stronie. Pamiętnik opowiada o losach autorki w warszawskim getcie od połowy kwietnia 1942 r. do chwili jej ucieczki z ojcem na aryjską stronę mniej więcej rok później, już po wybuchu powstania w getcie. Chociaż w ciągu tamtych miesięcy zginęła ogromna większość warszawskiej społeczności żydowskiej, dysponujemy tylko nielicznymi zapiskami pochodzącymi z tego okresu i poświęconymi temu, co się wówczas działo. Pamiętnik Miry Piżyc jest więc unikatowym i ważnym źródłem wiedzy o codziennym życiu w getcie warszawskim podczas akcji likwidacyjnej i po niej.

Mira zaczyna swój tekst od opisu kwietniowych dni 1942 r., kiedy niepewność losu staje się namacalną rzeczywistością warszawskiego getta. Pewną ręką i w głęboko poruszających słowach kreśli grozę wielkiej akcji likwidacyjnej oraz sytuację, jaka nastała po jej zakończeniu. W tamtym czasie, w lipcu 1942 r., Mira pracowała w jednym z gettowych sierocińców. Wiele już powiedziano i napisano o Domu Sierot prowadzonym przez słynnego pedagoga, pisarza i lekarza Janusza Korczaka, lecz mimo to jej notatki są ważnym świadectwem tego, co działo się wśród dzieci i pracowników domów dziecka w tygodniach wywózek do Treblinki. Mira Piżyc opisuje obłęd i tragizm masowych deportacji: bezwzględne blokady, pościg za zdobywaniem niemieckich dokumentów, podziały w rodzinach i zerwane więzi społeczne, nieustanne poszukiwanie bezpiecznego miejsca i dachu nad głową, desperackie próby ratowania życia wszystkich członków rodziny, topniejące środki finansowe, załamanie psychiczne i wiele innych zjawisk.

Spora część jej tekstu została poświęcona akcji zwanej kotłem na Miłej, czyli bezlitosnej selekcji przeprowadzonej w warszawskim getcie między 6 a 12 września 1942 r., a będącej ostatnim brutalnym akordem wielkiej akcji likwidacyjnej. Znany poeta i pedagog Icchak Kacenelson do samego końca starał się opisywać w swoich tekstach to wydarzenie, które nazwał „dniem ulicy Miłej”. Ale barbarzyństwo tego, co się wówczas działo, nie pozwoliło nawet jemu, poecie, wyrazić tego słowami. Mirze Piżyc udało się w wyważony sposób odmalować śmiertelną grozę tamtych dni: niepewność, desperację, bezdenną rozpacz i potworne przerażenie całej rodziny, a równocześnie mordercze rozpasanie Niemców oraz bezradność Żydów w getcie. Opis Miry należy zestawić z krótkimi uwagami jej ojca o tym straszliwym okresie (w jego szkicu Święci i czyści), by uzyskać wstrząsające świadectwo tragedii Żydów w warszawskim getcie podczas akcji likwidacyjnej.

W dalszej części tekstu Mira uwiecznia przetrzebione i zdruzgotane resztki ocalałych Żydów warszawskiego getta od czasu wielkiej akcji likwidacyjnej do wybuchu powstania w getcie. Dzięki niej można odtworzyć wiele ważnych zjawisk i wydarzeń występujących wśród ludności żydowskiej w tamtych dniach, takich jak demoralizacja i degrengolada sporej jej części z powodu skrajnej brutalności, jakiej doświadczyli; społeczne i ekonomiczne rozwarstwienie niedobitków w getcie wedle zamieszkiwanych rejonów i fabryk, w których pracowali; życie codzienne w kurczącym się getcie; nieuchronność śmierci i strach przed kolejną nieuniknioną deportacją; chęć ucieczki na aryjską stronę i praktyczne trudności z tym związane; złudna nadzieja i nieufność wobec niemieckich planów przewiezienia zatrudnionych w fabrykach robotników do obozów w dystrykcie lubelskim i tak dalej.

Ostatnią część swojego pamiętnika Mira Piżyc poświęciła powstaniu w getcie warszawskim. W odróżnieniu od późniejszych świadectw, sporządzonych głównie przez członków różnych organizacji podziemnych, autorka koncentruje się na codziennym życiu Żydów nienależących do żadnych struktur politycznych. Opisuje panikę i bezradność pozostałych w getcie krewnych; zniechęcenie ojca, który do tej pory był główną podporą i źródłem siły, a w rezultacie odwrócenie ról ojca i córki; niezdolność do trzeźwego myślenia, umożliwiającego podejmowanie racjonalnych decyzji w obliczu nieznanego; beznadziejne położenie Żydów w rejonie szopów (warsztatów produkcyjnych) w getcie, gdzie opór był stosunkowo niewielki; ukrywanie się w bunkrze dzięki łasce innych; a zwłaszcza bezsilność w obliczu niemożności ratowania rodziny. Ostatecznie za sprawą drobiazgowego opisu tragedii własnej rodziny dramat wielu innych Żydów nabiera konkretnego kształtu.

Trzecia część książki,Zapiski z aryjskiej strony, to powrót do pism ojca, Kopla Piżyca. Rozmaite notatki sporządzane przez niego w czasie, gdy ukrywał się po aryjskiej stronie – czy to dla zabicia czasu, czy ćwiczenia pamięci, czy też dokumentowania wydarzeń dla przyszłych pokoleń – dotyczą różnorodnej tematyki, ale koniec końców obrazują ciężkie wojenne dni. Trudno sobie wyobrazić, przez co przechodził w chwilach, gdy starał się ułożyć w jidysz Spis wydarzeń, w którym szczegółowo odnotował losy Żydów w Warszawie podczas wojny, albo Różne zapiski z aryjskiej strony, zawierające m.in. próbę ustalenia stanu rodzinnego majątku; aktywa finansowe, w tym wsparcie otrzymane od podziemnych organizacji wspierających ukrywających się Żydów; nazwiska ludzi, którzy skrzywdzili jego i jego rodzinę w czasie wojny; Moją bibliotekę – 2800 książek, a w niej listę książek z jego imponującej przedwojennej biblioteki, oraz Listę zamordowanych rodzin Piżyców i Makowskich, długi i przygnębiający wykaz członków licznej rodziny, którzy zginęli – ponad 70 osób.

Szczególnie interesujące jest osiem karteczek zachowanych w kolekcji Adolfa Bermana w archiwum Muzeum Bojowników Gett, liścików pisanych od końca 1943 do połowy 1944 r. jako Prośby o wsparcie kierowane przez rodzinę Piżyców po aryjskiej stronie. Urywane zdania i zwięzłe słowa odsłaniają przed nami kolejny wymiar życia Kopla Piżyca, ukazując jego wzburzenie w obliczu utraty krewnych zamordowanych w Poniatowej. Te krótkie zapiski dają nam również wgląd w istotne aspekty życia Żydów ukrywających się wśród ludności polskiej, takie jak tęsknota za bliskimi, ból po otrzymaniu wieści o utracie rodziny i imponująca gotowość niesienia pomocy innym.

Ostatnie prezentowane w tym zbiorze pismo Kopla Piżyca to krótka lista sporządzona po hebrajsku w połowie lutego 1944 r., zatytułowana Po wojnie, z pomocą bożą, już niebawem. W tym dokumencie Piżyc wypunktowuje najważniejsze sprawy, którymi jego zdaniem należy się zająć po zakończeniu wojny, aby odbudować żydowskie życie i dokonać rozrachunku z tymi, którzy je zniszczyli. Ten tekst wyraża nadzieję i oczekiwanie Kopla Piżyca na rychłe zakończenie wojny, ale minął jeszcze niemal cały rok, zanim on, jego żona i dwie córki tego doczekali.

Havi Dreifuss

1 Adolf Berman, Ba-makom aszer jaad li ha-goral: im Jehudej Warsza, 1939-1942 [W miejscu, które przeznaczył mi los. Z Żydami Warszawy, 1939-1942], tłum. z jidysz Shlomo Even-Shoshan, Tel Awiw: Bejt Lochamej ha-Getaot, Ha-Kibuc ha-Meuchad, 1978, s. 125.

I. Kopel Piżyc

I

KOPEL PIŻYC

Teksty o losach Żydów w getcie warszawskim

TEKSTY O LOSACH ŻYDÓW

W GETCIE WARSZAWSKIM

Święci i czyści

ŚWIĘCI I CZYŚCI

Napisałem w końcu listopada 1943 roku1.

Pamięci moich bł. pamięci rodziców, którzy ponieśli męczeńską śmierć z rąk okrutnych Niemców w dniach od 5 do 7 miesiąca cheszwan (8-10 listopada 1943 roku)2w Poniatowej w dystrykcie lubelskim3.

Bardzo trudno jest chwycić za pióro, wszak nie jestem pisarzem, i pisać wspomnienia o ukochanych rodzicach4, o moich drogich bracie i siostrze, o bratowej i dwóch miłych chłopcach5, którzy jeszcze przed dwoma tygodniami byli wśród żywych, wciąż mając nadzieję, że dotrwają do dnia, gdy wysłuchana zostanie nasza modlitwa: „Pomścij na naszych oczach przelaną krew sługi Twego”6. Wspomnienia swoje poświęcam szczególnie memu bł. pamięci ojcu. Nadzwyczaj trudno jest wygłosić mowę pochwalną tej drogiej i czystej duszy teraz, gdy ja sam przebywam w ukryciu i w każdej chwili razem z moją żoną i dwiema córkami mogę wpaść w łapska straszliwego i brutalnego kata. Ów kat przyniósł unicestwienie i kres wszystkim europejskim Żydom. Być może będę jednym z garstki ocalałych. Jednym z tych szczęśliwych świadków, którzy własnymi rękami będą mogli pomścić przelaną niewinnie krew, tę czystą i nieskazitelną krew, krew ojca i matki, krew starca i dziecięcia, krew, którą przelano, zanim ofiara zdołała wypowiedzieć „Szma Israel”7. Do was, moi ukochani rodzice, bracie mój i jedyna siostro, do was, najdrożsi moi, modlę się z głębi oddanego wam serca i proszę o wybaczenie. Wielkie jest moje strapienie, strapienie wiernego syna, któremu nie jest dane wylać swego żalu ni znaleźć pociechy przez odmówienie kadiszu sierocego8. Syna znajdującego się obecnie w trudniejszym położeniu aniżeli marrani w Hiszpanii, którzy przynajmniej ukrywali się pośród żydowskich braci i wciąż można było znaleźć dziesięciu, by zebrać minjan. Wybaczcie mi, moi najdrożsi, i jeszcze raz proszę was o łaskawość i wyrozumiałość. Niechaj te moje słowa staną się nagrobkiem upamiętniającym znanych żołnierzy na nieznanych grobach. Biada mi, że nawet miejsca ich pochówku nie poznam.

Ojciec mój, bł. pamięci Dawid Piżyc9, urodził się w mieście Biała Podlaska10 w roku 1875 i był ukochanym synem Szmula (Szmelke)11. Od wczesnej młodości pilnie przykładał się do nauki, był prawy w zachowaniu i czynach, szanowany wśród mieszkańców Białej Podlaskiej. Dorastał w domu bardzo zamożnym i szczęśliwym, w domu, którego zasługi wychwalano w całej Polsce, a także w Rosji, był bowiem domem Tory i prawości. Kiedy ukończył osiemnaście lat, nastał czas, że swaci zawieźli go do Mławy12, gdzie znalazł towarzyszkę życia, a moją matkę Chawę bł. pamięci13, kobietę niezwykle inteligentną, jedyną córkę Azriela Icchoka Makowskiego14, potężnego i wpływowego człowieka, którego nazwisko było znane w każdym mieście i miasteczku w całym regionie. Znano go jako człowieka bogatego i szacownego, jako pobożnego i europejskiego15. Zięcia Dawida przyjął na „kest”16 do swego domu, gdzie ten ostatni żył sobie beztrosko i wygodnie. Ale tylko przez krótki czas cieszył się domowym spokojem. Nadszedł czas rekrutacji do armii, armii rosyjskiej17. Wtedy to zaczęło się nękanie ze strony znanego w Białej Podlaskiej donosiciela Szmele Krejtsztajna, skończonego łajdaka, który za cel obrał sobie Dawida. Sześć, siedem razy stawiał się ojciec w wojsku i za każdym razem poprzedzał go „ni[erób]” Szmele. Obie strony, zarówno reb Szmelke, jak i reb Azriel Icchok, mieli wystarczająco dużo pieniędzy, dzięki czemu ostatecznie ich syn Dawid pozostał w domu ukochanej żony z trzema synami. Młody Dawid, uduchowiony zwolennik chasydów z Kocka18, znalazł sobie także w Mławie pobożnych towarzyszy z tego samego kręgu. Niewielkie stanowili grono, ale wiernie trwali przy swoim rebe. Dawid przebywał stale pośród swoich towarzyszy, a już szczególnie w szabaty i święta. W każdy szabat odprawiano kidusz, a trzeci posiłek19 przeciągano do późna w nocy; w towarzystwie [ludzi z jego kręgu w obecności] mojego ojca często słyszałem opowieści na temat Kocka oraz pochodzące stamtąd pieśni pochwalne. Ojciec był wtedy ogromnie szczęśliwy. Po śmierci starca z Kocka20 jego zwolennicy przenieśli się do Sokołowa21, dokąd ojciec jeździł kilka razy w roku i zabierał mnie z sobą.

Zaraz po ślubie22 ojciec zdobył sobie reputację w Mławie. Stało się jasne, że zięć Azriela Icchoka ma szczodrą rękę i ucho skłonne do wysłuchania każdego potrzebującego i nędzarza. Wiadomo było, że hojne wsparcie wraz z dobrym słowem można dostać u Dawida Piżyca. Wiadomo było, że pożyczkę, choćby bezzwrotną, a także jałmużnę tylko tu można uzyskać. Sporo pieniędzy, sądzę, że jakieś 20 tysięcy rubli, wydał na „Talmud Torę” i „Mykwę”.

Po uwolnieniu się od donosicielstwa i brzemienia rekrutacji do wojska, mając w kieszeni „białą kartę”23, ojciec zabrał się za prowadzenie własnych interesów. W domu swojego ojca w Białej Podlaskiej wyuczył się obowiązków „podriadczika” 24, znalazł w Mławie znających się na rzeczy ludzi z armii rosyjskiej i od tamtej pory prowadził z nimi interesy, w których wiodło mu się coraz lepiej. Poza tym zajmował się handlem drewnem i otworzył w miasteczku wielki magazyn wyrobów drewnianych. Miał wielu pracowników, a jego życzliwe nastawienie sprawiło, że stał się ich patronem. Były to stosunki przyjacielskie. Co wieczór przychodzili do jego prywatnej siedziby na herbatę, a w szabaty widywaliśmy ich u nas w domu razem z rodzinami. Utrzymywali dobre relacje wiernych i oddanych przyjaciół. We wszystkim tym brała udział mama, błyszcząc swoją mądrością i inteligencją.

W dużym, przestronnym mieszkaniu przyjmował wysokich rangą wojskowych, każdego, z kim prowadził interesy lub miał z nim prywatne sprawy, a także swoich chasydzkich towarzyszy. W tym mieszkaniu urodzili mu się pozostali synowie, w sumie pięciu, a ostatnim dzieckiem była córka jedynaczka25. Dom był zawsze pełen gości i innych osób, bo i nauczycieli dla synów było niemało. Zatrudniano ich przede wszystkim do nauk żydowskich, świętych tekstów, Biblii i Talmudu, ale uczyli dzieci także przedmiotów świeckich oraz języków obcych. Z Warszawy sprowadził ojciec nauczyciela Biblii i Talmudu oraz nauczyciela języków obcych i przedmiotów świeckich. Ojciec często przychodził do pokojów dzieci, żeby sprawdzić, czy pilnie przykładają się do nauki, i żeby wysłuchać opinii nauczycieli.

W 1914 roku wybuchła wojna światowa. Zaczęły się wojenne kłopoty, a nasz dom zawsze służył jako miejsce przyjmowania narzekań i udzielania pomocy we wszystkim, co możliwe. Otrzymywano tu hojne wsparcie, pożyczki i pomoc wojskowych. Ojciec był zaprzątnięty takimi sprawami przez cały dzień i z całej tej pracy czerpał satysfakcję, że ma możność pomagania ludziom. Ten okres nie trwał długo. Razem z rosyjskim wojskiem uciekliśmy z Mławy, wraz z babcią (dziadek tymczasem zmarł), do Warszawy i tu wynajęliśmy piękne mieszkanie przy ulicy Przejazd 1. W Warszawie pojawiło się wtedy wielu mieszkańców Mławy i znaczna była liczba tych, którzy potrzebowali pomocy. Odszukiwali więc ojca i znajdowali pomoc. Po jakimś czasie, pamiętam, że było to wcześnie rano, do naszego mieszkania przyszli rosyjscy żandarmi i aresztowali ojca wskutek intryg pewnego donosiciela z miasteczka Maków, który utrzymywał, że ojciec zdradził jakieś rosyjskie tajemnice Niemcom. Nie zdążyliśmy mu pomóc i uzyskać zwolnienia, a tymczasem otrzymaliśmy wiadomość, że Rosjanie uciekają z Warszawy i wszystkich swoich więźniów wysyłają do Rosji. Pamiętam tę chwilę, kiedy my, nieszczęśni synowie, staliśmy naprzeciwko, wiedząc, że ojciec znajduje się wśród wielu tysięcy więźniów ustawionych przed dworcem kolei żelaznej. Udało nam się tylko dowiedzieć, że jadą do Moskwy, i tego samego dnia moja matka ze swoją jedyną córką, mającą wówczas dwanaście lat, udała się do Moskwy, żeby zapobiec nieszczęściu. W Moskwie ojciec odsiedział trzy miesiące w areszcie. Dzięki nadludzkim wysiłkom matka zdołała dzięki mnóstwu pieniędzy oraz znajomościom doprowadzić do uwolnienia ojca. Do Warszawy nie można było wrócić, osiedlili się więc w Mińsku, gdzie wynajęli mieszkanie przy ulicy Kajdanowskiej 19. Ojciec nie siedział z założonymi rękami, nawiązał rozliczne kontakty i zaczął prowadzić wielkie interesy z Moskwą. Tu także odnosił sukcesy. Martwił się jedynie o swoich synów i teściową, którzy bez środków do życia zostali w Warszawie. W Mińsku założył komitet pomocy dla uchodźców z Polski, którzy przebywali tam w ogromnej liczbie, i sam stanął na jego czele. Natychmiast rozeszła się wieść, że Dawid Piżyc udziela pomocy i jest lekiem na wszelkie troski. Każdy znał adres ojca, od rana do nocy mieszkanie ojca stało otworem dla wszystkich chętnych. Tam otrzymywali oni wsparcie, a to pieniądze, a to odzież, a to żywność, a to wszystkie [te rzeczy] razem. Tam znajdowali też wsparcie moralne. Wszyscy wiedzieli, że tylko dzięki ojcu uniknęli śmierci z głodu, zimna i strachu.

W 1919 roku rodzice wrócili do Warszawy, ku naszej i babci radości. Niedługo potem ojciec pojechał do Mławy. Został przywitany przez całe miasteczko z nieopisaną wręcz radością. Tam przekazał swój dom – duży, przestronny budynek z wielkimi dziedzińcami – gimnazjum hebrajskiemu, przedtem wydając mnóstwo pieniędzy na jego remont. Komitet gimnazjalny zorganizowałem ja, ojciec zaś pomagał tej instytucji na wszelkie sposoby.

Pomoc, jakiej ojciec udzielał swoim braciom, była czymś znacznie więcej niż zwykłą braterską pomocą. Bratu Mendlowi z Końskich pożyczył dużo pieniędzy, niemal 80 tysięcy rubli, i nie otrzymał z powrotem ani grosza. Bratu Nachmanowi, który nie cieszył się szacunkiem u ludzi, przyniósł bowiem całej rodzinie wiele kłopotów i wstydu, również pożyczał i dawał sporo pieniędzy. Eleazarowi Lejbowi nie szczędził wielkich sum.

Tamtego roku celebrowaliśmy mój ślub. Rodzice byli szczęśliwi, że ich najstarszy syn znalazł sobie porządną żonę i godną ich synową. Wyrazili zgodę, mimo że była uboga26. Niedługo potem zamieszkaliśmy w Warszawie jako pełnoprawni obywatele; od tej pory interesy ojca zaczęły bardzo podupadać. W krótkim czasie utracił cały pokaźny kapitał i nastały dni zmartwień, z czego dalej żyć. Zdarzały się takie chwile, że nie starczało na utrzymanie domowników, których było sporo. Ojciec nigdy nie okazywał smutku i nikt nie mógł po nim poznać, że ma tak wielkie kłopoty. Wiedziano wprawdzie, że zubożał, ale nie wiedziano, że niemal brakowało mu na chleb.

Na pochwałę i uznanie zasługiwała praca ojca na rzecz ogółu w Warszawie. Chociaż nie miał z czego utrzymać rodziny, jego dom otwarty był na oścież przed każdym człowiekiem. Nawet wtedy okazywał szczodrość i życzliwość, nie mając sobie równych pod tym względem. Po jakimś czasie został wybrany na członka zarządu gminy w Warszawie, największej gminy w Europie27. Był najbardziej lubianym i chwalonym parnasem28. Do jego prywatnego domu przy ulicy Złotej 16 przychodzili ludzie ze swoimi „interesami”. Komuś właśnie ktoś umarł, ktoś popadł w biedę i prosił o wsparcie gminy, ktoś zachorował, ktoś ze skargą, że składka gminna jest za wysoka itd., itp.

Od rana do wieczora przychodzili do naszego prywatnego mieszkania ludzie w sprawach dotyczących gminy. Ojciec pamiętał o kłopotach każdego z nich i każdemu dawał pozytywną odpowiedź. Warszawscy Żydzi wiedzieli już, że w zarządzie gminy pomoc można uzyskać tylko od parnasa Dawida Piżyca. Każdy wiedział, że tylko on umie życzliwie wysłuchać i tylko on jest w stanie załatwić jego sprawę. Jeśli nie [zastali go w gminie,] to znajdowali go w domu, bo ten adres znany był ogółowi warszawskich Żydów. Przychodzili tu ze złamanym sercem, a wychodzili zawsze usatysfakcjonowani i pełni nadziei. Wiedzieli, że reb Dawid będzie ich orędownikiem. Często wyjeżdżał do Otwocka29, gdzie w sanatorium przebywał rebe z Sokołowa. Rebe był nie tylko jego cadykiem, lecz także jednym z najbliższych przyjaciół. Ojciec zawsze wracał stamtąd uszczęśliwiony i pełen nadziei. Jako przewodniczący komitetu domu starców w Falenicy (30 km od Warszawy) ojciec jeździł tam, żeby sprawdzić, jak się miewają podopieczni, i żeby pomóc, w czym się tylko dało.

Tymczasem jego czwarty syn Mendel ożenił się i po jakimś czasie urodziła mu się córka. Nie minęło wiele czasu i jego syn Chaim, znany w Warszawie jako działacz Bundu, wziął sobie za żonę kobietę, która też była bundystką. Córce jedynaczce Itce także spełniły się wtedy marzenia i znalazła towarzysza życia, swojego znajomego i przyjaciela z Mławy, studenta jesziwy Szmula Rosenberga, który był lekarzem. Dyplom uzyskał w Paryżu. Urodził im się synek Aleksander.

Po pewnym czasie bundyście Chaimowi urodził się syn Awigdor. Pamiętam jego brit mila30, w tamtym czasie rodzice, zwłaszcza jego ojciec Chaim, nie chcieli obrzezać swojego synka. Trzeba było urządzić ceremonię obrzezania bez jego wiedzy i wszystko wypadło wspaniale. Radość mojego ojca i matki była niezmierna. Tymczasem Rosenberg wyjechał do Syjamu i Itka została z synkiem sama.

Oficjalnie ojciec należał do Agudy Chasydzkiej i ogólnoświatowego związku walczącego o przestrzeganie zasad religii i tradycji żydowskiej31. Wydaje mi się, że był członkiem komitetu warszawskiego. Ale jak się zdaje, ojciec był bodaj jedyny pośród nich, który odnosił się tolerancyjnie do każdego mitnagda32 i każdego działacza ugrupowań mitnagdzkich. Taką samą tolerancją wykazywał się także w stosunku do swoich synów, synowych i wnuków. Nasz dom był domem bogobojnym, a mimo to ojciec z radością przesiadywał z całą rodziną, choć jego synowie spożywali posiłek bez nakrycia głowy i wedle jego opinii niezbyt ściśle przestrzegali zasad świętowania szabatu itd. Z pewnością w sercu nad tym ubolewał, lecz jednocześnie wykazywał wielką tolerancję.

[Emigracja Izraela do Erec Israel, tam się ożenił. Urodził im się syn Michael33.]

Ojciec twardo kroczył własną drogą. Z jakąż radością i przyjemnością celebrował szabat i wszystkie święta. W wigilię każdego święta szykował się od samego rana, przygotowując cały dom na jego powitanie. Ale nie tylko radośnie witał święta. Pościł w każdym dniu postu przez całe życie, aż do ostatnich chwil, nawet gdy był w podeszłym wieku. W wolnych chwilach zawsze czytał albo studiował swoje święte księgi, których miał bardzo wiele. Pamiętam, jaki był uszczęśliwiony, kiedy przychodził do mojego mieszkania i spędzał kilka godzin przy półkach z książkami. Znalazł tam sporo książek bliskich swemu sercu. Pamiętam, że bardzo się zdumiał, znalazłszy w mojej bibliotece

List po hebrajsku napisany przez Kopla Piżyca z Warszawy

do przebywającego w Palestynie brata Izraela, kwiecień 1934 r.

Na końcu listu załączone są pozdrowienia od żony Kopla Geni

(po polsku), a na odwrocie kartki jego córka Mira

zamieściła krótki liścik do stryja.

Księgę szabatu34. Zabrał tę książkę do swego domu i dziękował mi za nią ogromnie. Byłem szczęśliwy, kiedy z nim przebywałem. Miał poczucie własnej godności, jaka szkoda, że nie zdążyłem wyuczyć się od niego dobrych cech i nie przejąłem po nim pokory.

Swoje wnuki niezmiernie kochał. Codziennie rano modlił się z Aleksandrem, recytując poranne modlitwy. Dzieci były z tego powodu zadowolone.

Do swoich synów odnosił się tak, jak przystało na oddanego i kochającego ojca. Cieszył się, kiedy wszystkie dzieci, ich małżonkowie i wnuki przychodzili do jego domu i zasiadali razem z nim do posiłku. Okazywał im swoje przywiązanie, w szczególności podczas świąt oraz sederów w Pesach. Jakże wspaniały był to seder, gdy ojciec zasiadał i twarz mu jaśniała niczym oblicze króla. Ojciec lubił zwłaszcza Lejbusza, który był kawalerem.

Matkę darzył zawsze wielką miłością. Wszak była to kobieta mająca tak wiele wspaniałych przymiotów. Dobre serce, a zarazem wielka mądrość i inteligencja przysporzyły jej licznych przyjaciół. Pilnowała wszystkich domowych spraw i nie zdarzało się, by ojciec czy któreś z dzieci zrobili coś bez jej wiedzy i zgody. A zgodę u niej zawsze można było uzyskać – dopomagała jej w tym wielka mądrość.

Ode mnie ojciec wymagał więcej niż od pozostałych dzieci. Wszak jesteś najstarszy, mówił mi, powinieneś więc być nauczycielem dla wszystkich dzieci. Wiedział, że jeśli chodzi o religię, to szedłem niemal całkowicie jego śladem, toteż upominał mnie zawsze przed każdym, choćby najmniejszym grzechem.

Bardzo kochał swoją teściową, była to relacja kochającego syna i matki. Gorzko opłakiwał jej śmierć35. We wrześniu 1939 roku wybuchła straszna wojna. Najstraszniejsza wojna, przynosząca unicestwienie wszystkich europejskich Żydów. Potworna katastrofa, wskutek której zgładzone zostało wszystko, co miało jakikolwiek związek z Żydami. Ta wojna wyrwała z korzeniami całe polskie żydostwo, liczące cztery miliony. [Bomba, która spadła na ulicę Złotą 1636.]

Już w pierwszych dniach po wkroczeniu do Warszawy Niemcy pokazali, co zamierzają zrobić z Żydami. Dochodziły wieści z prowincji nieopodal Warszawy o „wizycie” Niemców. Z pobliskiego Otwocka nadeszła wiadomość, że Niemcy zrzucili z samolotów bomby na teren sanatorium CENTOS, gdzie przebywała znaczna liczba chorowitych żydowskich dzieci. Większość dzieci zginęła37. Widać już było, zanim Niemcy zajęli Warszawę, na warszawskich ulicach furmanki z prowincji, pełne mężczyzn, kobiet i dzieci, którzy uciekli przed nadejściem Niemców. Zabrali ze sobą tylko niewielki dobytek, ale za to przywieźli do Warszawy potok trosk, kłopotów, chorób i żebraniny. Do kogóż się zwrócić o pomoc, jak nie do zarządu gminy? Kto się o nich zatroszczy, kto da im dach nad głową i udzieli pomocy? Wiadomo już było, że ojciec stanie się ich dobrodziejem, że chętnie pochyli się nad ich zmartwieniem. Wychodzenie z domu było niebezpieczne, na przedmieściach bowiem trwała wojna38. Gdy tylko sprawy nieco „się uspokoiły” i Niemcy zajęli miasto, ojciec skierował swe kroki do zarządu gminy. Pomagał, w czym tylko mógł. Troszczył się o to, żeby uchodźcy znaleźli dach nad głową, a przede wszystkim, żeby dostali żywność i odzież. Za pośrednictwem zarządu znaleziono dla nich mieszkania, które nazywano „punktami” 39. Mieszkania te później zmieniły się w źródło straszliwej epidemii tyfusu w dzielnicach miasta, a następnie w żydowskim getcie.

Przybyli uchodźcy z Mławy. Znaleźli sobie pokoje u znajomych i krewnych. Zorganizowano dla nich komitet, na którego czele stanął ojciec. W jego warszawskim domu wiedziano, że pochodzi z Mławy. Każdy z tych wysiedleńców przywiózł ze sobą kłopoty i troski, prośby o radę i pomoc.

Przychodzili do domu reb Dawida głodni i bosi, a wychodzili syci i odziani. Ojciec dawał z siebie wszystko, co w jego mocy, dostarczając im pomoc od zarządu gminy i od ogólnego komitetu pomocy, organizowanego przez Joint40 i działaczy społecznych. Utworzony został komitet pomocy o nazwie ŻTOS41, także tam ojciec był jednym z głównych przedstawicieli. Tymczasem przybyli wysiedleńcy z Niemiec, z pięknymi bagażami i swoim niemieckim porządkiem. Im Niemcy przyznali specjalne miejsce42.

Przy stole ojca zawsze znajdowali się uchodźcy z Mławy i Białej Podlaskiej. Byli wśród nich również krewni ojca i matki z prowincji.

Otwarto ochronki dla dzieci i kuchnie. Jedna z kuchni przy ulicy Śliskiej pozostawała pod patronatem Żydów przestrzegających nakazów religijnych43. Ojciec wszedł w skład jej komitetu i często do tej kuchni chodził.

Joint organizował pomoc dla instytucji i osób prywatnych. Ojciec został mianowany członkiem komisji rewizyjnej Jointu. Wychodził z domu rano, wracał późnym wieczorem, bardzo zmartwiony, i opowiadał o strasznych problemach wysiedleńców. Codziennie chodził też do zarządu gminy. Pewnego razu został wezwany na pilne zebranie w dniu szabatu po południu. Zebranie zostało zwołane przez Niemców w sprawie pracy gminy. Dzień się kończył, a ojca nie ma. Wszyscy nabraliśmy obaw, że stało się jakieś nieszczęście. Wieczorem dowiedzieliśmy się, że po zebraniu w gminie, kiedy prawie wszyscy członkowie zarządu się rozeszli, a ojciec został, żeby załatwić jeszcze parę spraw, przyjechało Gestapo i zabrało tych, którzy tam pozostali, w tym ojca. W mieście zawrzało, z ciężkim sercem Żydzi przyjęli smutną wiadomość o areszcie44. Po wielu staraniach zarządowi udało się uwolnić swoich towarzyszy i ku naszej radości ojciec wrócił do domu. Niedługo jednak trwała radość, bo tymczasem aresztowano mego brata Mendla. Po tygodniu wrócił do domu, ciężko pobity w areszcie przez Gestapo. Krótko potem Mendel uciekł z Warszawy do Wilna, gdzie spotkał naszego brata Chaima, który uciekł tam wcześniej45.

[Moje starania, żeby dostać zezwolenie na wyjazd do Erec Israel. Ile trudu i pieniędzy to kosztowało46.]

Niemcy rozsiedli się w Warszawie i głównym ich zajęciem było wyłapywanie Żydów na ulicy i z domów do przymusowej pracy. Wychodzenie na dwór stało się niebezpieczne. Poza tym podjeżdżali wozami do żydowskich domów i rabowali meble, sprzęty, wszystko, co im w łapy wpadło. Na domiar złego zabierali też Żydów, sterczeli nad nimi i kiedy ci pracowali, zadawali im śmiertelne ciosy. Tego rodzaju wizyty zdarzały się w moim domu i w domu mego brata Mendla, które znajdowały się w nieżydowskiej dzielnicy. Mnie zabrali do pracy, ale udało mi się szybko wrócić do domu. Judenrat47 otrzymał rozkaz, żeby codziennie dostarczać około dwóch tysięcy ludzi do pracy, których traktowano wprost bestialsko. Bito ich i wyszydzano w niewyobrażalny sposób. Ojciec codziennie chodził do gminy i wracał wieczorem zdruzgotany.

Na początku października 1940 roku Niemcy zajęli prawie wszystkie meble w moim lokum, jednocześnie otrzymałem nakaz opuszczenia mieszkania48. Oczywiście natychmiast stamtąd uciekłem – dali na to sześć godzin – do mieszkania rodziców przy ulicy Złotej 16. W tym samym czasie także moja bratowa, żona Mendla, dostała nakaz wysiedlenia ze swojego mieszkania i pozostawienia tam całego dobytku49. Ona też przyszła z córką do mieszkania ojca. Rodzice użalali się nad niedolą syna i synowej, ale zarazem cieszyli się, że są w stanie przyjąć ich do swojego obszernego mieszkania i dać im schronienie. Tymczasem Niemcy rękami robotników z zarządu gminy i na jej koszt przystąpili do budowy murów getta. Mury wznoszono w samym środku

List w jęz. niemieckim napisany przez Kopla Piżyca

do brata Izraela w Palestynie, 23 grudnia 1939 r.

miasta, na skraju ulicy Marszałkowskiej i ulic przylegających do dzielnic żydowskich50. W krótkim czasie zostały zbudowane. Nie czekaliśmy długo w naszym lokum, czyli mieszkaniu ojca, na nowy rozkaz, żeby i stąd się wynosić. W listopadzie 1940 roku wyprowadziliśmy się całą rodziną z mieszkania i z domu ojca na ulicę Wielką 11. Nowe mieszkanie znajdowało się niedaleko starego i udało nam się zabrać ze sobą wszystkie meble. Nowe lokum było duże, wystarczyło w nim miejsca dla całej rodziny, w sumie czternastu osób. Tutaj zorganizowany został komitet domowy, w każdym domu w żydowskich dzielnicach był taki komitet, a na czele komitetu stanąłem ja51. Ojciec zaczął tu nową pracę. Z każdą chwilą rosła liczba uchodźców w Warszawie i z każdą chwilą – liczba proszących o pomoc. Tymczasem wskutek głodu i braku higieny wybuchła epidemia tyfusu. [Powstała] Rada Żydowska, na której czele stanął inżynier Czerniaków, mianowany przez Niemców, ale nie ich sprzymierzeniec. W nowej radzie, którą on utworzył, ojca nie było, mimo że usilnie prosił i zabiegał o mandat. My, tj. cała rodzina, obstawaliśmy przy tym, żeby ojciec nie wchodził do rady. Udało nam się. Działalność ojca na rzecz ogółu wcale się przez to nie zmniejszyła. Miał mnóstwo pracy i mnóstwo trosk w Joincie i w Komitecie Pomocy. Przez cały dzień przychodzili do naszego mieszkania ludzie, a ojciec we wszystkim im pomagał. W każdy szabat ojciec przygotowywał na ulicy Mariańskiej czulent dla głodnych bogobojnych Żydów i pilnował, by każdy z nich otrzymał na to kartkę. Jeśli nie zjawiał się osobiście, ojciec fatygował się i sam mu zanosił kwit do domu!!

[Moje aresztowanie w czasie święta Purim w 1941 roku52.] Podczas święta Pesach w 1941 roku ojciec zorganizował tak wielką pomoc, że wprost trudno to opisać. Przyniósł do domu kartki na paczki z Jointu, z Komitetu Pomocy i Judenratu dla wielu tysięcy osób. W paczkach były maca, olej, cebula, jajka itd. Ojciec otrzymał tyle błogosławieństw od wszystkich wyciągających ręce o pomoc, że trudno sobie wyobrazić. Sam słyszałem od prezesa Jointu Gitermana53 i od Guzika54, że ojciec niemal rzucał się na te kartki, ale oni nie byli w stanie spełnić próśb reb Dawida. Poza tym chociaż w domu brakowało środków do życia, ojciec dawał z własnej kieszeni więcej, niż było możliwe – był szczęśliwy, że może pomagać ludziom.

Tymczasem rozeszła się wieść, że Niemcy chcą wysiedlić [choroba ojca w tych strasznych dniach i wizyta pośredników. Jego modlitwa w domu i dęcie w szofar55] wszystkich Żydów z ulic Wielkiej, Siennej itd.56