Wydawca: Akapit Press Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 126 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Plotkarski SMS - Marta Fox

Życie Oli, osiemnastoletniej licealistki, która stała się ofiarą cyberprzemocy (cyberbulling) radykalnie zmienia bieg. Krzywdzące plotki, rozprzestrzeniające się jak wirus, powodują, że Ola nie chowa głowy w piasek, nie wyjeżdża, nie ucieka. Wręcz przeciwnie: pracuje w czasie wakacji jako kelnerka w Cafe Plotka, postanawia zdawać maturę w tej samej szkole, próbuje znaleźć winowajcę. Czy to jest możliwe? Czy warto karmić się podejrzeniami i tworzyć kolejne spiskowe teorie? Ola zauważa, że zło, które ją spotkało, paradoksalnie, doprowadziło ją do dobra i zrewolucjonizowało jej życie. Ekran komputera zastąpiony został prawdziwymi relacjami z ludźmi, którzy też pragną ciepła i przyjaźni. Wśród nowych znajomych pojawia się skrzypek, Marcel i…Zdzichu z Bażantowa. Dla kogo Ola straci głowę? Czy będzie to kolejnym tematem plotek?

Opinie o ebooku Plotkarski SMS - Marta Fox

Fragment ebooka Plotkarski SMS - Marta Fox

Projekt okładki: Anna Kwapisz

Fotografia Marty Fox na okładce: Janusz Stobiński

Redakcja: Witold Kowalczyk

Copyright © by Marta Fox

Wydanie I, Łódź 2012

ISBN 978-83-62955-94-7

Akapit Press Sp. z o.o. ul. Łukowa 18 B, 93-410 Łódź tel./fax 42 680 93 70 Księgarnia internetowa: www.akapit-press.com.pl Dział zamówień:

Plotkarski SMS 1. Feralna osiemnastka

– Mamo, tato – powiedziałam – musicie mi na to pozwolić, bo inaczej się z wami nie bawię.

Tata siedział w fotelu, trzymając w ręku rozłożoną gazetę. Spojrzał zza okularów najpierw na mnie, potem na mamę, siedzącą obok i czytającą powieść.

Tym oświadczeniem i desperacją zburzyłam rodzicom błogie popołudnie. Przerwali lekturę, ale z nadzieją, że zaraz do niej powrócą, bo ani tata nie zamknął gazety, ani mama nie odłożyła książki.

– To jest poważna sprawa i nie da się jej załatwić w ciągu minuty, więc musicie mnie wysłuchać – powiedziałam patetycznie i być może zabrzmiało to, jakbym przed rodzicami wypowiadała wyuczoną kwestię z przedstawienia, w którym miałam grać podczas akademii z okazji końca roku szkolnego.

Przed osiemnastymi urodzinami nieodwołalnie postanowiłam zostać aktorką dramatyczną, by grać w prawdziwym teatrze. Powiadomiłam o tym rodziców i klasę. Moje oświadczenie nie było próbą generalną, nie dotyczyło planów na przyszły rok, ale tego, co chciałam zrobić teraz.

– „A taki miał być przyjemny nastrój po podwieczorku. W małym, zacisznym, ukrytym w drzewach dworku” – mama zacytowała kwestię z W małym dworku Witkacego.

Od dawna czytałam dramaty i oglądałam spektakle teatralne, więc poznałam źródło cytatu, ale nie pochwaliłam się, bo nie chciałam, by rozmowa zeszła na inne tory.

– Przyjeżdża człowiek na trzy dni do domu z nadzieją na spokój, a tu każą podejmować decyzje, wyrażać zgodę i jeszcze szyfrem mówią. O co chodzi, Olka?

Tata bardziej udawał zirytowanego niż rzeczywiście był zirytowany, ale gazetę odłożył na stolik. Mama poszła w ślad za nim i wreszcie zamknęła książkę, choć widziałam, że robiła to z niechęcią, jakbym przerwała jej w kulminacyjnym momencie.

– Chodzi o to, że decyzję już podjęłam, o czym was powiadamiam, i teraz czekam tylko na wasze błogosławieństwo, kochani rodzice – wyrecytowałam przekonująco.

Miny rodziców nie wróżyły niczego dobrego, ale nie zamierzałam odpuszczać. Przecież dorosłość polega także na podejmowaniu samodzielnych decyzji, za które ponosi się odpowiedzialność, więc zamierzałam brnąć do końca i walczyć jak lwica, choć przecież jestem zodiakalnym Rakiem.

– Wyjeżdżasz na antypody i dlatego za chwilę zażądasz wypłaty posagu? – tata zapytał groźnie, jakby odgrywał Złą Macochę z baśni o Kopciuszku.

– Wprost przeciwnie, zostaję, wy sobie wyjeżdżajcie, ja będę strzegła domu, by nie czuł się samotny.

– Jak to? – zapytali wspólnie.

– A tak to, zwyczajnie, nie wyprowadzam się z mamą, chcę chodzić do szkoły tutaj, tutaj zdać maturę i tutaj pracować jako kelnerka w Café Plotce – powiedziałam na jednym wydechu, a raczej przydechu, by brzmieć bardziej melodramatycznie.

Miny i spojrzenia rodziców były bezcenne.

Tego się nie zapomina, mogłyby powracać w koszmarach.

– Ho, ho, ho, ambitne plany córki, która buntuje się już drugiego dnia urzędowej dorosłości – tata bardzo starał się zabrzmieć kpiąco.

Mama siedziała cichutko, jakby przyklejona do jego ramienia i wyroków. Ona tak zawsze, pomyślałam. Ale tym razem odezwała się pojednawczym tonem, dyplomatycznie.

– Wytłumacz się, Olu. Przecież zgodziłaś się na wyjazd, mało tego, nawet się cieszyłaś, że trafisz do miasta ze starówką, poznasz nowych ludzi. A teraz zmieniasz plany? Burzysz to, co tak długo przygotowywaliśmy?

Po cichu przyznawałam mamie rację, ale nie chciałam wtajemniczać rodziców w swoje problemy, musiałabym opowiedzieć o agresji, cyberbullyingu, czyli cyberprzemocy. O tym, jak próbowano mnie przestraszyć, zawstydzić, nękać, wysyłając SMS-y pełne podłych treści, publikując obelżywe sugestie w specjalnie spreparowanym artykule, a także zamieszczając w sieci odpowiednio zmontowane filmiki. Chciałam bez pomocy rodziców rozwiązać problemy, bo rola księżniczki mającej fanaberie bynajmniej mnie nie interesowała.

Moja przemowa była zdecydowana, konkretna i nieznosząca sprzeciwu. Podałam kilka rzeczowych argumentów, które na tyle zaintrygowały rodziców, że miny im nieco złagodniały. Kazali sobie dać czas do namysłu, co dobrze rokowało. Tata wprawdzie mamrotał coś w stylu „jak to?” i „przecież wszystko zapięte”, ale co stało na przeszkodzie, by rozpiąć zapięte i zmienić plany? Myślę, że tata po cichu podziwiał mnie za to, że znalazłam pracę. Mama wprawdzie powtarzała „niepotrzebnie, niepotrzebnie”, ale tata ścisnął ją za rękę, co zauważyłam. Jakby chciał powiedzieć: „Niech zobaczy, jaka to przyjemność”.

Tylko moje plany miałyby ulec zmianie, nie burzyłam zawodowych przedsięwzięć rodziców. Tata nadal pracowałby w Brukseli, mama w mieście ze starówką, czyli w Toruniu. Ja zostałabym w Katowicach, gdzie mieszkamy od dwóch lat i gdzie nie częściej niż raz w miesiącu spotykaliśmy się wszyscy, gdy tata przyjeżdżał na weekend.

Rodzice niełatwo zapuszczają korzenie.

Ciągle wiatr miota nimi w różne strony. Uwielbiają zmieniać miasta i mieszkania. Urządzać się na nowym. Zmieniać kolory ścian, ustawienia mebli. Nie gromadzą rzeczy w nadmiarze, nie zagracają mieszkania bibelotami, szaf ubraniami ani biurka niepiszącymi długopisami, ani szuflad zbędnymi papierami.

Dziadek też lubi mieć porządek i to taki, by w razie potrzeby po ciemku trafić na właściwą rzecz. Babcia natomiast uwielbia zakamarki i tajemnice, dlatego u niej każdy kąt i każda rzecz mogłyby opowiedzieć swoją historię. Lubię odwiedzać dziadków, mieszkają niedaleko, w sąsiedniej dzielnicy. I to był jeszcze jeden argument za tym, bym się nie wyprowadzała z mamą do Torunia. Nie zostanę przecież sama. Będę mogła zadbać o dziadków, a oni o mnie.

W jednym rodzice są stali: chodzi mi o ich uczucia do siebie. I dopóki tak jest, wszystko inne można negocjować. Tata często powtarza, że jeśli każdy w rodzinie może robić swoje, to łatwiej pielęgnować rodzinne uczucia. Podjęta przeze mnie decyzja daje mu więc możliwość potwierdzenia wygłaszanych teorii.

Wszystkie kłopoty i dziwne wydarzenia rozpoczęły się od przygotowań do osiemnastki. Zamarzyłam sobie, by impreza była inna od wszystkich osiemnastek, w których do tej pory uczestniczyłam. Chciałam zaszpanować i to się obróciło przeciwko mnie. Tak bywa: chce się dobrze, wychodzi źle, nie szuka się pracy, a ona sama wpada w ręce i podsuwa pomysł na miesiąc wakacji za swoje.

Kiedy zdradzałam mamie pomysł na urodzinowe spotkanie, kiwała głową bez zrozumienia. Co za moda, wystawne urodziny to wyrzucanie pieniędzy. Ilu masz przyjaciół, dopytywała, nie oczekując odpowiedzi. Czy nie lepiej byłoby zaprosić ich na weekend w góry, sugerowała. A jednak zgodziła się kupić bilety dla całej klasy na spektakl w teatrze Korez i zafundować poczęstunek w postaci wina musującego i coca-coli.

Moje plany, by na osiemnastce pojawić się z chłopakiem, Danielem, nie wypaliły. Kiedy nie poszłam na całość, jak powiedział, i uciekłam mu z łóżka, obraził się. Wtedy mama nieopatrznie podsunęła mi pomysł, bym znalazła chłopaka przez portal towarzyski. Dorośli nie zawsze mają mądre pomysły, ale uczepiłam się go, jakby od tego miało zależeć moje podejście do matury. Mogłam pójść sama, bez chłopaka, jednak szpan byłby mniejszy. Nie chodziło mi o prawdziwego chłopaka, tylko o kogoś, kto na urodzinach „zagrałby” tę rolę.

NAMIESZAŁAM, TO PRAWDA.

Nie obwiniam mamy, próbuję tylko zebrać fakty, spojrzeć z boku i zobaczyć, jakie koło zatoczyło moje życie, co wydarzyło się w ciągu tak krótkiego czasu i jakie konsekwencje ponoszę. Poddałam się modzie na osiemnastki, ale jednocześnie chciałam się wyróżnić, czyli być najlepszą w schemacie.

ZA PYCHĘ SIĘ PŁACI.

Zbieram plony, które w moim przypadku są ciosami.

Po pierwsze: podobnie jak inne dziewczyny, planowałam stracić dziewictwo na osiemnaste urodziny.

Po drugie: chciałam mieć chłopaka, by pokazać się z nim na imprezie.

Po trzecie: marzyłam o tym, by tę imprezę wspominano długo po moim wyjeździe do Torunia.

Czy chciałam zbyt wiele?

Plotkarski SMS 2. Na czym stoję?

Wniosek z moich planów jest taki:

JAK SIĘ CZEGOŚ CHCE ZA BARDZO I ZA WSZELKĄ CENĘ, TO SIĘ NIC NIE OTRZYMUJE. BO LOS JEST PRZEWROTNY.

Widocznie starożytni myśliciele mieli rację, mówiąc o „złotym środku”, czyli harmonii. Babcia nazwałaby tę harmonię skromnością, umiarkowaniem i brakiem pychy. Niestety, wychodzi na to, że trzeba mieć mądrość filozofów lub przynajmniej dziadków, aby nie popełniać „najgłupszych głupstw” i nie poddawać się stadnemu instynktowi.

Mamie zdarza się czasem filozofować w stylu babci i dziadka. Wówczas mawia, że wszystko w życiu jest po coś. I każde „coś” może nas wiele nauczyć. Gdybym przyjęła jej uwagi za pewnik, musiałabym zgodzić się z faktem, że opluwanie mnie w Internecie, rozpuszczanie plotek fałszywymi SMS-ami było po coś i to „coś” powinno mnie „czegoś” nauczyć.

Nie potrafię z powyższego rozumowania wykrzesać pozytywów.

Czuję się skrzywdzona pomówieniami i plotkami. Nie rozumiem, jaką przyjemność znajdują plotkarze w rozsiewaniu fałszywych informacji. Zadaję sobie codziennie wiele pytań i nie znajduję na nie ani jednej sensownej odpowiedzi. Jednym słowem: cierpię.

Zupełnie nie potrafię się uwolnić od rozpamiętywania, co mnie podkusiło, by zainteresować się właśnie Danielem, kiedy on zerwał z Anką. Nie musiałam być dla niego aż tak miła i empatyczna, jak byłam. Miał nadzieję, że skoro po wspólnej zabawie w klubie zaprosiłam go do domu, zrobiłam to w jedynie oczywistym celu. Daniel nie potrzebował rozmowy, tylko dziewczyny, z którą mógłby pójść do łóżka.

I tu się pomylił!

To prawda, kleiłam się do niego pod wpływem uczuć, które mnie nagle dopadły. Wydawało mi się, że jestem zakochana. Miałam ogromną ochotę rozbujać się jeszcze bardziej, ale stchórzyłam. Zwyczajnie. Kiedy już byłam do połowy rozebrana, moje głośne „nie!” mogli usłyszeć sąsiedzi z prawej i z lewej. Wtedy Daniel się rozzłościł i nazwał mnie „panną podpuszczalską”.

Zabolało.

Zabrzmiało tak, jakbym specjalnie zaplanowała tę schadzkę w domu, by Daniela odtrącić i ośmieszyć. Nie planowałam tego, nie miałam złych intencji. Nie było też okazji, by rzecz wytłumaczyć. Wydarzenia toczyły się za szybko, zraniona duma moja i zapewne duma Daniela kazały nam czekać, kto wykona pierwszy ruch. A tu nastał nowy dzień i przyniósł kolejne niusy. I w ten sposób się zapętliliśmy.

Zapisuję wydarzenia i przemyślenia, by lepiej się rozeznać w tym, co się u mnie dzieje.

PISANIE TO MÓJ TELEFON ZAUFANIA.

Może spisując meandry swojego zawirowania, zacznę lepiej rozumieć siebie i innych? Zauważyłam, że zdarza mi się powtarzać te same myśli, to nie szkodzi. Przeglądam notatki i dzięki temu łapię sznurki albo linki, jak kto woli. Aktor też wiele razy powtarza rolę nie tylko po to, by się jej nauczyć, ale też odpowiednio zagrać swoją postać, wykreować ją i uwiarygodnić. Aby w przyszłości, kiedy już zostanę aktorką dramatyczną, zagrać kogoś innego, muszę lepiej poznać samą siebie. Próbuję to właśnie zrobić.

Na razie ustaliłam, co następuje.

Daniel rozstał się z Anką i zaczął spotykać się ze mną, więc Anka była wściekła. Zauważyła, że wyszliśmy razem z imprezy. Zaczęła do mnie wysyłać SMS-y z pytaniami „Jak było?”. Nie odpowiedziałam, więc zapytała o to Daniela, na przerwie, w szkole. Daniel na to, że świetnie, bo cóż miał powiedzieć. No i Anka wysnuła z tego jednoznaczne wnioski.

Być może to w tamtej chwili zrodziła się plotka i zaczęła się błyskawicznie roznosić. Dziesiątki osób w tej samej chwili czytały w Internecie opluwające mnie informacje, zamieszczone w artykułach i filmikach emitowanych na YouTubie. Łatwo kogoś opluć. A odkręcić wszystko trudniej. Po jakimś czasie nikt nie pamięta, o co chodziło ani kto miał rację, ale niesmak pozostaje.

Są jednak i pozytywy zaistniałej sytuacji, czyli dziadkowe „coś za coś”.

Gdyby nie stało się to, co się stało, nie poznałabym Aleksandra, tancerza, który „zagrał” mojego chłopaka na osiemnastce. Od pierwszego spotkania dobrze nam się rozmawiało i czułam, że nasz jednorazowy „biznes” mógłby się przemienić w przyjacielską zażyłość… Podobnie poczuł Aleksander (nie pozwolił zdrabniać swojego imienia), dlatego zapewne od razu postawił sprawę jasno i powiedział, że jest gejem. Przyjęłam to prawie radośnie, poczułam się lżej, bo bezkarnie mogłam szukać ciepła na jego ramieniu, mając pewność, że lubi mnie dla samego lubienia, a nie po to, by sobie przygruchać dziewicę, którą ciągle byłam.

Zbliżyłam się do Anki, dzięki temu, że postanowiłam z nią otwarcie porozmawiać. Dobrze się stało, bo jeśli nawet zazdrość Anki mogła dać początek plotkom na mój temat, to na pewno Anka nie była autorką ani wrednych SMS-ów, ani filmików. O tym się przekonałam.

Dzięki temu, że umówiłam się na rozmowę z Anką, a potem z Aleksandrem w Café Plotce, zauważyłam w karcie menu anons o poszukiwaniu pracownika do kawiarni. I dostałam tę pracę, co oznaczało rewolucję w moim życiu.

Plotkarski SMS 3. Odlecieć na świadectwie jak na czarodziejskim dywanie

Dobre rady Aleksandra, który „zagrał” chłopaka na mojej urodzinowej imprezie, od razu wcieliłam w życie. Najpierw zmieniłam numer telefonu i nowy podałam tylko kilku osobom: rodzicom, Ance, Aleksandrowi, właścicielce Café Plotki, gdzie rozpocznę pracę w ostatnim dniu czerwca.

Zdziwiło mnie, z jak niewieloma osobami chciałam mieć kontakt. Zazwyczaj bywa na odwrót. Utrata danych w telefonie obezwładnia człowieka, odbiera mu poczucie bezpieczeństwa, jakby ilość znajomych przekładała się na umiejętność funkcjonowania w codzienności i dobre wyniki w pracy czy nauce.

Następnie na YouTubie, w komentarzach, zamieściłam wpis: „Zdejmij ten film, Sympatyczny Internauto, artykuł 23 Kodeksu cywilnego i artykuły 212 i 216 Kodeksu karnego”. Podobnej treści SMS-y wysłałam ze starego telefonu pod nieznane mi numery, z których wysyłano do mnie pomówienia. Tymi paragrafami i słowem „cyberbullying” zaśmieciłam także znajomym profil na Facebooku. Cóż więcej mogłam zrobić? Starą kartę telefoniczną wyrzuciłam.

Mogłam rozpocząć nowe życie, z ochotą i za przyzwoleniem rodziców, którzy przytaknęli temu, bym wakacje wykorzystała, jak zechcę. Wprawdzie po cichu liczyli na to, że szybko się umęczę samodzielnością i zmienię zdanie, co by oznaczało powrót do dawnych ustaleń, ale miałam przed sobą całe dwa miesiące, by spróbować żyć po swojemu. I to było cudne, dodało mi skrzydeł!

Poczułam się wolna jak ptak.

Takiej samodzielności nie miałam, jak żyję osiemnaście lat!

Rodzice wprawdzie nie kontrolowali mnie nadmiernie i w porównaniu z innymi miałam dużo wolności. Ale z drugiej strony do tej pory nie było sytuacji, która by ich zmusiła do narzucania mi rygorów czy też wtrącania się do każdego mojego ruchu. W sumie fajnych mam rodziców, a oni mają fajną córkę, która łagodnie przeszła okres dojrzewania, bez palenia mostów i innych zabaw na granicy ryzyka.

Ostatni dzień w szkole też mnie uskrzydlił.

Rozpoczęłam dzień o szóstej rano czterdziestominutowym bieganiem po lesie. Wybiegłam bez słuchawek na uszach, bo las ma swoją muzykę i czasem lubię się w niej zanurzyć. Wróciłam z ciepłą bagietką, którą kupiłam mamie. Kiedy wyszłam z łazienki, mama już siedziała z kawą na balkonie, rozleniwiona, spokojna, jakby miała tutaj spędzić całe wakacje, a przecież czekała ją przeprowadzka i nowa praca. To lubię u swoich rodziców, że potrafią pogodzić ambicje zawodowe z życiem prywatnym. Znajdują czas nie tylko na pracę, ale i chwytanie dni, jak to się mówi.

Spojrzałam na mamę zupełnie nie jak na mamę i zobaczyłam w niej młodą dziewczynę. Aż dziwne, że jestem jej dorosłą córką, pomyślałam. Ładną mam mamę, tylko za mało w niej szaleństwa, jak na mój gust. Za to dużo wyrozumiałości dla moich fanaberii, bo tak właśnie nazwała to, że choć nie muszę, postanowiłam pracować w czasie wakacji.

– O czym myślisz, mamo? – zapytałam.

– O tym, że mi tutaj dobrze, w tej chwili i na tym balkonie.

– To po co zmieniłaś pracę, po co wyjeżdżasz na drugi koniec Polski? – zdziwiłam się.

– Olka, czy słyszysz, co powiedziałam? Teraz mi tu dobrze.

– Aha, czyli tak w ogóle to ci źle?

– A w ogóle to NIGDY NIE JEST TAK DOBRZE, BY SIĘ NIE CHCIAŁO, ŻEBY BYŁO LEPIEJ – uśmiechnęła się.

– Nie mam czasu na filozofowanie, dziś odbieram świadectwo, mamo.

– Wiem, wiem, poczekam na ciebie, a potem pojedziemy nad rzekę. Będzie upał, już teraz są dwadzieścia cztery stopnie.

– Nad jaką rzekę? – zdziwiłam się. – W Katowicach wprawdzie są bulwary nad Rawą, ale tam śmierdzi, bo to ściek, a nie rzeka, prawda?

– Myślałam, by pojechać do Wisły, przecież to tylko osiemdziesiąt kilometrów, a od dziś masz wakacje.

– O jedenastej najpóźniej powinnam być z powrotem, to jeszcze będzie cały dzień przed nami.

– Tylko nie zbocz z drogi, Olka.

Zjadłam jogurt z bananem i płatkami owsianymi. Wypiłam kawę z mlekiem. Byłam gotowa na dzień, o którym ostatnio często marzyłam, ale potem przestałam, bo inne sprawy stały się ważniejsze. W szkole wszyscy byli uśmiechnięci, odświętni, przyjaźnie nastawieni. Czułam się tak, jakby nic złego się nie wydarzyło, jakby nikt mnie nigdy nie opluwał i jakby w ogóle nie było koszmaru ostatniego tygodnia. Owszem, gapili się na mnie, może nawet i szeptali o mnie między sobą. Nic dziwnego, miałam nową sukienkę, z założenia skromną i „szkolną”, granatową, prostą, z jedwabnego dżerseju, z krótkim rękawem i białym kołnierzykiem pod szyję, przed kolana. Do tego granatowe baleriny.

W czasach szkolnych babci taki strój był obowiązujący, ale dzisiaj nie ma rygorów. Kiedy wszyscy mają gołe plecy, gołe nogi, dekolty i pępki na wierzchu, zapięcie się pod szyję i obwarowanie kołnierzykiem może być bardziej prowokujące niż kiedyś spódniczka mini. Może dlatego tak patrzyli. „WSZYSTKICH NIE ZADOWOLISZ, CHOĆBYŚ NIE WIEM JAK SIĘ STARAŁA” – mawia babcia. I zapewne ma rację.

Anka była też skromnie ubrana.

Nie prowokowała białym kołnierzykiem, ale nie wyglądała, jakby szła na plażę. Ciemna spódniczka przed kolana, błękitna bluzka z krótkim rękawem. Żaden tam T-shirt. Prawdziwa, z cienkiej materii, zapinana na małe guziczki, ze stójką. Usiadłyśmy w jednej ławce, co od razu skomentowała Sabina.

– O… ooo, jaki piękny widok, rywalki razem – zasyczała.

Już nabierałam powietrza, by jej odparować, ale Anka złapała mnie za rękę.

– Luzik – szepnęła – tylko to nas uratuje.

Powiedziała „nas” i byłam jej za to wdzięczna, czego nie wyraziłam słowami, tylko wzrokiem. Uspokoiłam się, co Anka przyjęła z zadowoleniem. Moja reakcja oznaczała, że drzazgi ciągle we mnie tkwią, że wystarczy jedno słowo, jeden gest nie po mojej myśli i zaczynam kipieć. Sabina myśli, że skoro Anka była dziewczyną Daniela, a potem ja się z nim spotykałam, to znaczy, że powinnyśmy do siebie żywić urazę albo przynajmniej krzywo na siebie patrzeć.

Spostrzegłam, że obserwuje nas Daniel.

Patrzył oczami skrzywdzonego psiaka. Żal mi się go zrobiło, ale nie był to czas na wyjaśnienia. Mieliśmy odebrać świadectwa i odfrunąć na nich jak na czarodziejskim dywanie. Odfrunąć w wakacyjną przygodę, nie oglądając się za siebie, byle dalej od tego, co było.

Świadectwo dostałam bez czerwonego paska, ale nigdy o to specjalnie nie dbałam, a już szczególnie w tym roku, kiedy zdecydowałam, że chcę iść do szkoły teatralnej. Anka miała trzy oceny dostateczne, ale bynajmniej nie była smutna z tego powodu. Smutny natomiast był Daniel, choć miał najwięcej powodów do radości. Czerwień paska pyszniła się na jego świadectwie, a w dodatku dostał nagrodę, grubą księgę o życiu Zofii Nałkowskiej.

– Nigdy tego nie przeczytam – marudził. – Co mnie obchodzi życie kobiety, której książki też mnie nie obchodzą?

Wystarczyło choć trochę znać Daniela, by wiedzieć, że ucieszyć go można bardziej książką o życiu pszczół niż znanej pisarki. Trzymałam tę książkę w ręku i czułam, że Daniel szuka pretekstu, by porozmawiać, ale podbiegła Anka, złapała mnie za rękę i powiedziała „odfruwamy”. Oddałam więc książkę i pobiegłam za Anką.

Bardzo mi się podobało, że się ostatnio do siebie zbliżyłyśmy, i chciałam to utrzymać.

– Mam pomysł – powiedziała Anka, kiedy już byłyśmy za ciężkimi drzwiami szkoły, z której wybiegali także inni, jakby z niedowierzaniem, że skończyła się całoroczna orka, którą nauczyciele nazywali „drogą przez mękę”, jakby tylko oni się męczyli.

Nie zdążyła jednak powiedzieć, co to za pomysł, bo pod szkołę w tym samym momencie podjechał mój tata, co było absolutną niespodzianką i, jak się okazało, nadprogramowym, dodatkowym urlopem od pracy w Brukseli.

Ucieszyłam się tak, jakby przyjechał po mnie co najmniej wokalista kultowego zespołu albo i sam Marcin Dorociński, którego dziewczyny od urodzin Anki pokochały miłością nieodwzajemnioną i wciąż szukały okazji, by się do Anki przymilić. Miały nadzieję, że a nuż kuzyn odwiedzi Ankę jeszcze raz i one go u niej spotkają.

Tata wyglądał świetnie.

Na luzie, w dżinsach, w jasnej sportowej koszuli, opalony. Pomachałam do niego świadectwem i podbiegłam, a on złapał mnie jak wtedy, kiedy byłam małą dziewczynką i nóżki mi dyndały, kiedy mnie podnosił. Ręce zarzuciłam mu na szyję jak dawniej, ale musiałam zgiąć nogi w kolanach, by mógł mną zawirować.

Pomachałam Ance, zdążyłam krzyknąć, że zadzwonię, i już siedziałam w samochodzie taty. Wiem, że to śmieszne, że dziewczyny w moim wieku tak się nie cieszą ze spotkania z ojcem, ale one mają ojców codziennie, a ja tylko raz w miesiącu, więc nasze relacje wyglądają nieco inaczej.

– Przyjechałem pod szkołę, bo mama wymyśliła, że spędzimy dzień nad Wisłą, więc szkoda każdej minuty – powiedział uradowany tata.

– A na świadectwo nie popatrzysz? Może nie zasłużyłam na żaden wyjazd? – zapytałam przekornie.

– Zobaczę w domu, spokojnie, córeczko, przecież wiesz, że dla mnie WAŻNIEJSZE JEST TO, CO MASZ W GŁOWIE, NIŻ TO, CO WIDNIEJE NA ŚWIADECTWIE.

Plotkarski SMS 4. Smutaszki i wesoły barszcz

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Plotkarski SMS 5. Jestem kelnerką

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Plotkarski SMS 6. Marzenie Anki

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Plotkarski SMS 7. Mały incydent, wielki niepokój

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Plotkarski SMS 8. Może Weronika?

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Plotkarski SMS 9. Kto tak pięknie gra?

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Plotkarski SMS 10. Marcel z Akademii i Zdzichu z Bażantowa

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Plotkarski SMS 11. Sabina wraca do gry

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Plotkarski SMS 12. Wieczór z Anką

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Plotkarski SMS 13. Czerwona sukienka i inne dolegliwości

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Plotkarski SMS 14. Aleksander, wściekłość i walc

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Plotkarski SMS 15. Muśnięcie, dotyk, dreszcz

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.