Plama po kawie - Jakub Koźbiał - ebook

Plama po kawie ebook

Jakub Koźbiał

3,0
24,23 zł

lub
Opis

Tomik składa się z dwóch rozdziałów, w pierwszym autor odkrywa pesymistyczny obraz świata i neurotycznej natury człowieka XXI w. doświadczonego różnymi problemami i pokusami życia codziennego. Natomiast w drugim rozdziale znajdują się bardziej optymistyczne utwory, w których nawet trudne tematy ukazane są poprzez humor. Autor w tomiku przedstawia świadomie obraz współczesnej obyczajowości, nacechowany pozytywnymi, jak i negatywnymi emocjami, aby każdy czytelnik mógł znaleźć w nim coś dla siebie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 22

Oceny
3,0 (1 ocena)
0
0
1
0
0



Jakub Koźbiał

Plama po kawie

Projektant okładkiMartyna Różańska

© Jakub Koźbiał, 2020

© Martyna Różańska, projekt okładki, 2020

Tomik składa się z dwóch rozdziałów, w pierwszym autor odkrywa pesymistyczny obraz świata i neurotycznej natury człowieka XXI w. doświadczonego różnymi problemami i pokusami życia codziennego. Natomiast w drugim rozdziale znajdują się bardziej optymistyczne utwory, w których nawet trudne tematy ukazane są poprzez humor. Autor w tomiku przedstawia świadomie obraz współczesnej obyczajowości, nacechowany pozytywnymi, jak i negatywnymi emocjami, aby każdy czytelnik mógł znaleźć w nim coś dla siebie.

ISBN 978-83-8189-979-6

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Rozdział I. Espresso

Zatarte ślady

jesteś moją traumą

ktoś rzucił we mnie pająkiem

mimo ustającego bólu

rany nie zabliźniają się

błądzę nawet w snach

dotykają mnie cienie

na granicy z podręcznym bagażem

zostawiam po sobie ślady

jestem samospełniającą się przepowiednią

Duszności

Proste drogi są kręte, drabina się chwieje,

znów jest ślisko, w odbiciu kałuży poszukujesz siebie.

Myślisz, że niektóre rzeczy dzieją się same.

Powiązanie szybko rozwiązuje życie.

Wyglądasz obco, zdrapujesz tatuaże.

Mówisz, że wdychasz pustkę. Unoszą się opary.

Smugi rysują pętle na szyi — niebo zachodzi.

W rzece puszki odpływają w wirze, jak ty.

Później wypływasz na drugą stronę,

w sam piach, którego niedługo już nie wyplujesz.

Tango za marne grosze

zima jest inspirująca odkładam paletę

pewnym ruchem zrywam sukienkę z baleriny

spływa ultramaryna

pociągnięciem pędzla spinam jej włosy

zmieniając odcień powoli wnika

ozdabia światłocieniem płótno

nawet w bezruchu tańczą kontrasty

La Cumparsita wprawia w ekspresję

stawiasz krok w przód i dwa kroki do tyłu

wyciągnięte ręce pozorują rytm tanga

wieczorem sprzedaję cię na licytacji

W pryzmacie

rozpędzeni jak chmury

ciągle czekamy na słoneczną pogodę

mijamy ludzi w mętnych kałużach

kiedy śnimy dźwięk budzika

sprowadza nas na ziemię

oślepieni ślubnym blaskiem

wciskamy obrączki na palce

z nadzieją że nic nas nie rozdzieli

nadciągają ciemne obłoki

po przebudzeniu wypadamy z siebie

grzmi pioruny uderzają w drzewa

po burzy wychodzi słońce

kolejna zmiana budzi w nas zdziwienie

znowu się kochamy w domu nazywanym

rajem zakazany owoc krąży w naszych głowach

Triada poznawcza

podobno dusza waży dwadzieścia jeden

gramów najlepiej wiedzą o tym psychoterapeuci

komponując diagnozy

sekretarka podaje kawę w gorącym kubku

pyta czym się zajmuję

mówię — wyjściem z sytuacji

wzrokiem opiera się o mnie

uchylone okno przemyciło prześwity

przeczuwam o pacjentach wie tyle co ja

w poczekalni przeklinam guziki w dżinsach

piszę na kolanie erotyk

niełatwo wyleczyć się z toksycznych ludzi

wypieram strome myśli

na kozetce trudno zachować pion

dzielimy się na dziedziczne przypadki

Bez cienia

kiedyś lubiłeś zabawy w chowanego

nocą nagle wyszedłeś obrażony przez ojczyma