Wydawca: Biblioteka Analiz Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2007

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 152 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Pisarze zapomniani - Piotr Kitrasiewicz

Książka zawiera sylwetki wybitnych pisarzy polskich, o których w swoim czasie było głośno, ale z różnych powodów - często politycznych - popadli w swego rodzaju literacki niebyt. A ich tworczość na pewno na zapomnienie nie zasłużyła. Kto słyszał o Sygurdzie Wiśnowskim, podróżniku i pisarzu, który wyprzedziła H.G. Wellsa w literackim motywie "Niewidzialnego człowieka"? Albo o Janie Żyznowskim, autorze pacyfistycznej prozy, zabitym we śnie przez swoją kochankę? Autor dotyka również zepchniętych w niepamięć niewygodnych zjawisk, jak na przykład książka "Pobojowisko" Bogusława Kuczyńskiego, wydana w czasie wojny w wielu krajach, a w Polsce nigdy nie opublikowana. Albo moralnego problemu jaki stanowiły bardzo popularne komedie Romana Niewiarowicza, wystawiane przed wojną na scenach polskich i niemieckich, a podczas wojny w jawnym Teatrze Komedia. "Pisarze zapomniani" to książka mogąca stanowić cenną lekturą uzupełniającą dla studentów, uczniów szkół średnich oraz dla wszystkich pasjonatów polskiej literatury.

Opinie o ebooku Pisarze zapomniani - Piotr Kitrasiewicz

Fragment ebooka Pisarze zapomniani - Piotr Kitrasiewicz

Piotr Kitrasiewicz

Pisarze zapomniani

Jirafa Roja

Warszawa 2007

© Copyright by Piotr Kitrasiewicz, 2007 © Copyright by Jirafa Roja, 2007

Redakcja: Marta Oniszk, Katarzyna Zegarek Korekta: Paweł Waszczyk

Opracowanie graficzne serii: Grzegorz Zychowicz | Tatsu Łamanie: Tatsu

Druk i oprawa: Sowa – druk na życzenie, www.sowadruk.pl

Wydanie I Warszawa 2007

ISBN 978-83-89143-83-9

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

Władysław z Gielniowa Lewitował w ekstazie

Władysław z Gielniowa był jednym z pierwszych poetów piszących po polsku, a jako duchowny stał się niedługo po swej śmierci obiektem kultu. Dostąpił beatyfikacji, a następnie został patronem Warszawy.

Trzy grosze czesnego

Informacje, jakie zachowały się na jego temat, są skąpe i niepełne. Wiadomo, że urodził się w Gielniowie niedaleko Opoczna w biednej rodzinie mieszczańskiej. Na chrzcie otrzymał imiona Marcin Jan. Nie zostało dokładnie ustalone, kiedy przyszedł na świat. Przyjmuje się, że nastąpiło to ok. 1440 roku.

Ukończył szkołę parafialną, gdzie był wyróżniającym się uczniem. W 1462 roku został studentem Akademii Krakowskiej. Opłacił czesne, które wynosiło trzy grosze, ale po kilku miesiącach porzucił studia. Wybrał drogę duchownego i wstąpił do zakonu bernardynów. Bernardyni, czyli Zakon Braci Mniejszych, wywodzący swoją tradycję z kultu św. Franciszka, byli wówczas jednym z bardziej reformatorskich zgromadzeń duchownych. Marcin z Gielniowa przybrał tam zakonne imię Władysław (w dawnej formie: Ładysław). Najpierw przebywał w Krakowie, potem m.in. w Stradomiu. W klasztorze krakowskim studiował teologię i filozofię. Przygotowywał się do święceń kapłańskich, które uzyskał w 1465 roku. Dwukrotnie pełnił funkcję prowincjała. Z zaangażowaniem poświęcał się wówczas działalności organizacyjnej oraz duszpasterskiej. W latach 1486-1487 ponownie przebywał w klasztorze krakowskim, gdzie był członkiem komisji prowadzącej dochodzenie w sprawie cudów, jakie miały miejsce za sprawą późniejszego błogosławionego, Szymona z Lipnicy zmarłego w 1482 roku zakonnika bernardyńskiego. W latach 1487-1490 oraz 1496-1499 Władysław z Gielniowa zajmował stanowisko zwierzchnika polskiej prowincji bernardynów Utworzył w Polsce dwa nowe klasztory swojego zakonu: w Skępem i w Połocku nad Dźwiną. Dwukrotnie wyjeżdżał do Włoch na obrady kapituły generalnej zgromadzenia. Pod koniec życia, w latach 1504-1505 był przełożonym warszawskiego klasztoru św. Anny Zaprzyjaźnił się wtedy z księżną Anną Mazowiecką. Wśród ludu zasłynął jako pełen krasomówczego talentu kaznodzieja, który w swoich rozważaniach zajmował się tematem męki Zbawiciela.

Cud w kościele

Zmarł w maju 1505 roku, zgon poprzedziło zasłabnięcie podczas kazania w Wielki Piątek. Wydarzenie to miało niesamowity przebieg. Wygłaszając kazanie, które jak zwykle rozpoczął od imienia Chrystusa, Władysław z Gielniowa wpadł w ekstazę. Krzycząc „Jezus! „Jezus!”, uniósł się nad ambonę i przez kilka chwil lewitował nad nią, po czym runął na ziemię i stracił przytomność. Stało się to na oczach licznych wiernych, którzy także wykrzykiwali za nim imię Zbawiciela. Przeniesiony do izby chorych nie odzyskał już przytomności. Zmarł 5 maja, a po jego śmierci natychmiast zaczął się rozwijać oddolny kult. Oczywiście ogromne znaczenie w jego powstaniu miał — zgodnie z przekazem tradycji — przedśmiertny akt lewitacji (w XX wieku przypadek ten znajdzie opis w niektórych książkach parapsychologicznych), ale nie tylko.

Poeta Władysław słynął za życia nie tylko z wierszy i płomiennych kazań, ale i starannego przestrzegania postów oraz innych form pokuty. Chodził boso i we włosienicy, pościł, uprawiał samobiczowanie. Modlący się przy jego grobie wierzyli, że za jego pośrednictwem ich prośby zostaną wysłuchane przez Boga. Przypisywano mu też cuda o szerszym zasięgu, jak ustanie epidemii w 1522 roku. W 1572 roku szczątki Władysława z Gielniowa uroczyście złożono jako relikwie na ołtarzu w obecności króla Zygmunta Augusta oraz nuncjusza papieskiego. Jego beatyfikacja odbyła się niespełna 200 lat później, bo w 1750 roku. Dekret beatyfikacyjny podpisał papież Benedykt XIV Kolejny papież, Klemens XIII, ogłosił Władysława z Gielniowa patronem Królestwa Polskiego oraz Wielkiego Księstwa Litewskiego, natomiast Jan XXIII uczynił go patronem Warszawy w roku 1962. Pod jego wezwaniem jest okazały kościół wybudowany na początku obecnego tysiąclecia na warszawskich Kabatach. W dzwonnicy świątyni znajduje się największy w Warszawie, a jednocześnie trzeci co do wielkości w Polsce dzwon (po dzwonie Zygmunta i dzwonie z bazyliki licheńskiej). Nosi on imię patrona kościoła.

Wiersze polskie dla ludu

Władysław z Gielniowa zasłynął jako poeta polsko-łaciński, ale przez wiele lat był twórcą prawie całkowicie zapomnianym. Dopiero w XX wieku zaczęto mu przywracać należne miejsce w polskiej literaturze. Monografię na temat jego życia i twórczości opublikował w Poznaniu w 1992 roku Wiesław Wydra (,Władysław z Gielniowa. Z dziejów średniowiecznej poezji polskiej"). Wcześniej wysoko cenił go przedwojenny badacz literatury staropolskiej, Aleksander Bruckner.

Władysław pisał zarówno po łacinie, co było powszechną praktyką w tamtych czasach, jak i po polsku, co stanowiło pionierskie działanie w naszej literaturze.

Wiersze łacińskie adresował głównie do władających tym językiem osób duchownych. Były to utwory religijne w formie antyfon, epitafiów i modlitw (np. do św. Brygidy), pieśni odwołujące się do opieki Matki Boskiej (np. w związku z panująca epidemią), a także poemat oparty na starotestamentowej „Pieśni nad pieśniami”. Pozostawił też wiersz o charakterze autobiograficznym, dotyczący jego decyzji o wstąpieniu do wspólnoty bernardynów. Dzieła łacińskie budował za pomocą kunsztownej i niełatwej frazy — wiersza sylabicznego z zastosowaniem rymów wewnętrznych oraz innych, trudnych technik z zakresu poetyki.

Wiersze w języku polskim tworzył duchowny-poeta głównie dla ludu. Wykonywano je w formie śpiewanej podczas nabożeństw w kościołach. Były to utwory bożonarodzeniowe, pasyjne, maryjne oraz wykorzystujące popularne wątki apokryficzne. Cechowała je w tamtym okresie nowoczesność, głównie ze względu na pojawiające się w nich nowatorskie poglądy, chociażby propagowanie modlitwy myślowej (do tej pory Kościół uznawał tylko modlitwę w postaci mówionej). Najlepiej znane utwory twórcy z Gielniowa to: „Już się anjeli wiesielą”, „Jezu, zbawicielu ludzski”, „Jasne Krystowo oblicze”, „Anna, niewiasta niepłodna” (o św Annie, matce Maryi), „Augustus, kiedy królował”, „Jezusa Judasz przedał za pieniądze nędzne”. Oto pierwsza strofa wiersza „Już się anieli wiesielą”:

Już się anieli wiesielą Na niebie słodko śpiewają Bo Maryja w niebo jidzie Radujcie się wszyscy ludzie.

A pieśń „Jasne Krystowo oblicze” rozpoczyna zwrotka:

Jasne Krystowo oblicze Więcej niż słuńce świecące Tobie dawam pozdrowienie Ty jeś moje ucieszenie

Były to utwory długie, składające się z kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu czterowersowych strof, przy czym te pisane w języku polskim, adresowane do prostego ludu, nie miały tak kunsztownej formy jak łacińskie. Spełniały jednak niezwykle ważną rolę w propagowaniu języka ojczystego w ówczesnej kulturze masowej, której jedyną enklawą były w średniowieczu kościoły. Sława, jaką zyskał Władysław z Gielniowa i szacunek jakim go otaczano sprawiły, że w jego ślady poszli inni, często anonimowi poeci duchowni. Pisane przez nich wiersze i pieśni polskie utorowały z czasem drogę najwybitniejszym — już świeckim — przedstawicielom naszej literatury piszącym w języku narodowym: Biernatowi z Lublina, Mikołajowi Rejowi, a zwłaszcza Janowi Kochanowskiemu.

Piotr Ciekliński Prekursor z dworu Batorego

Niewiele osób zna tego staropolskiego pisarza, nazywanego w wąskim gronie specjalistów „pierwszym polskim komediopisarzem”. Inscenizatorzy nie sięgają po jego głośny w swoim czasie utwór, a podręczniki szkolne nie wymieniają jego nazwiska. A zainspirował on nie tylko naszych twórców komediowych, ale również autorów wierszy religijnych oraz bajek alegorycznych.

Człowiek renesansu

Piotr Ciekliński urodził się w 1558 roku w majątku rodzinnym w okolicach Biecza, niedaleko Jasła. Jego ojciec, Stanisław Ciekliński, był podstarościm sanockim i potomkiem drobnej, lecz starej szlachty herbu „Abdank”, nadanego rodowi prawdopodobnie przez Bolesława Krzywoustego. Nie wiemy dokładnie, gdzie młody Piotr zdobył wykształcenie. Wiadomo jednak, że był człowiekiem o szerokich horyzontach. Znał łacinę, grekę, prawo, literaturę starożytną, z czasem stał się ekspertem w sztuce wojennej, polityce oraz dyplomacji. Umiejętności te, a przede wszystkim protekcja ustosunkowanego sąsiada sprawiły, że Piotr trafił na dwór Jana Zamoyskiego, wpływowego kanclerza i hetmana, a stamtąd do najbliższego otoczenia samego króla Stefana Batorego. W wieku 20 lat został sekretarzem królewskim. Był to początek jego kariery dworzanina, polityka i dyplomaty. Cieklińskiego protegował Zamoyski, z którym młody szlachcic związał się blisko i którego zaufanie zdobył. Zamoyski jako doradca i prawa ręka króla miał wtedy na dworze bardzo silną pozycję. Udzielenie protekcji młodemu przyjacielowi jeszcze ją umocniło. Kanclerz zyskał bowiem kolejną zaufaną osobę w otoczeniu króla.

Z misją w Watykanie

Ciekliński brał udział w wojnach Batorego z Iwanem Groźnym o Inflanty oraz wyprawie na Moskwę. Potem — już po śmierci monarchy — Zamoyski wysłał go z misją do Szwecji. Piotr przekazał dworowi Wazów wiadomość o wyborze elekcyjnym nowego króla, Zygmunta III Wazy, który wcześniej uznawany był za najmniej liczącego się kandydata do korony. Wybór Szweda nie spodobał się innemu pretendentowi do tronu, arcyksięciu Maksymilianowi II Habsburgowi, który wyruszył ze zbrojną wyprawą na Polskę. Habsburg liczył na poparcie swoich stronników, m.in. gdańszczan. Jego wojska zostały rozgromione pod Byczyną w 1588 roku przez armię Zamoyskiego. Cieklińskiemu przypadł w udziale zaszczyt posłowania z radosną wiadomością o zwycięstwie do Krakowa, na dwór królewski.

Największa misja dyplomatyczna Piotra miała jednak miejsce sześć lat później. Wyruszył on do Rzymu, żeby w Watykanie wynegocjować zgodę na zatwierdzenie statutu Akademii Zamoyskiej, której to organizacją aktywnie się zajmował. Wyprawa zakończyła się sukcesem. Przy okazji Ciekliński przywiózł z Italii wiele humanistycznych druków łacińskich, które zasiliły księgozbiór uczelni. W 1597 roku był posłem do Konstantynopola. I ta podróż zaowocowała nowymi darami dla Akademii, tym razem rękopisami greckimi. W nagrodę za swoje zasługi otrzymał od króla włości w okolicach Jasła oraz tytuł podczaszego krakowskiego.

W 1601 roku, z okazji ślubu córki Cieklińskiego, Jan Sechini stworzył w języku łacińskim poemat zatytułowany „Thalamus nuptialis”, w którym opisał uroczystości weselne oraz dwór Cieklińskich w Lipniku pod Bieczem. Rok później, dzięki protekcji pana Piotra, Sechini został profesorem Akademii Zamoyskiej, gdzie wykładał poetykę, logikę oraz składnię. A osiadły w swoim majątku Ciekliński przystąpił do tłumaczenia jednej z komedii Arystofanesa. Niestety nie ukończył przekładu. Zmarł w Lipniku w roku 1604.

Bajkopisarz i poeta religijny

Pierwszym znanym dziełem literackim Cieklińskiego była wydana w 1595 roku „Ziemia Wołoska”. Poemat opowiadał o wyprawie wojennej Batorego, w której sam autor brał udział jako oficer. Utwór przyjął kształt alegorycznej bajki politycznej i jako taki był dziełem prekursorskim na polskim gruncie. W późniejszym okresie oświecenia w podobną formę artystyczną ujmowali swoje patriotyczne wiersze najwięksi polscy bajkopisarze, z Ignacym Krasickim i Stanisławem Trembeckim na czele.

W 1600 roku powstały poemat o św. Wojciechu oraz cykl siedmiu utworów maryjnych „Hymny na święta Panny Najświętszej”, które ukazały się nakładem młodej wówczas drukarni w Zamościu. Wiersze maryjne nie były wprawdzie novum w polskiej literaturze, ale Ciekliński wprowadził do nich nowe motywy. Najważniejszymi było: osobiste przeżywanie kontaktu z Madonną, traktowanie postaci Matki Jezusa jako osobistej przyjaciółki, subtelne adorowanie Jej urody oraz nawiązanie z Maryją intymnej więzi, niepozbawionej pierwiastka fascynacji czysto fizycznej (do tej pory poeci maryjni sławili obiekt swojego kultu wyłącznie w sferze duchowej lub jako matkę). Przytoczmy fragment jednego z utworów Cieklińskiego, „Hymnu Wniebowzięcia”:

Ale któż, Panno, sławie twej podoła?

Głos z góry świętej na cię z wieków woła:

Wszystkaś jest śliczna, przyjaciółko moja,

Próżna wszelakiej zmaze piękność twoja.

Ten nurt liryki maryjnej pojawi się w naszej literaturze już w XVII wieku, chociaż niewielu pamięta, że zapoczątkował go właśnie poeta-dyplomata z dworu Stefana Batorego.

Oryginał „Hymnów na święta Panny Najświętszej” spłonął w Powstaniu Warszawskim z całym księgozbiorem Biblioteki Ordynacji Zamoyskich. Na szczęście w 1938 roku prof. Stanisław Łempicki wydał je w „Tece Zamojskiej”. Zachował się natomiast do naszych czasów oryginał poematu o św. Wojciechu, wydanego podobno tylko w jednym egzemplarzu. Jest to więc „biały kruk” polskich zbiorów bibliotekarskich.

Plautus we Lwowie

W 1598 roku ukazała się drukiem komedia Cieklińskiego „Potrójny z Plauta”. Była to przeróbka dzieła „Trimummus” autorstwa starożytnego komediopisarza rzymskiego Titusa Plautusa. Ciekliński dodał do oryginału prawie 600 własnych wersów, a co najważniejsze osadził akcję utworu w polskich realiach współczesnych, dokładnie we Lwowie (akcja dramatu Plautusa rozgrywa sie w Atenach). Bohaterowie Cieklińskiego ubierali szlacheckie kontusze i posługiwali się mową typową dla potocznego języka z okolic Jasła. Również ortografia i leksyka, jakie stosował autor parafrazy, były charakterystyczne dla pisanego języka z tamtego regionu. „Potrójny z Plauta” to śmiała i udana, prekursorska próba wprowadzenia do polskiej literatury utworu satyrycznego utrzymanego w realiach i klimacie określonego regionu Polski, a ponadto obrazującego stosunki polityczne w naszym kraju u schyłku XVI wieku. Ciekliński odważnie posłużył się językiem lwowskiego gminu, wprowadzając nawet wyrażenia wulgarne, co w tamtym czasie było ewenementem. Oczywiście ostrze satyry nie było skierowane przeciwko królowi, na to Ciekliński — wdzięczny dworak w służbie królewskiej dyplomacji — nie mógł i nie chciał się zdecydować. Utwór jest prokrólewski (akcja rozgrywa się w czasach Batorego), autor popiera w nim także politykę prowadzoną przez najmądrzejszego — po królu — człowieka w państwie, czyli Jana Zamoyskiego. Nie było w tym zresztą nawet odrobiny serwilizmu: Ciekliński, którego łączyła z Zamoyskim prawdziwa przyjaźń, wierzył w słuszność jego poglądów oraz posunięć dla dobra państwa i służył Zamoyskiemu nie tylko piórem. W swojej komedii propagował patriotyzm oraz poczucie obywatelskiej odpowiedzialności (tematyka ta pojawia się w dialogach postaci). Podkreślał wartość wykształcenia (chwalił Sorbonę i polskie uczelnie).

Warto powiedzieć jeszcze kilka słów o niezbyt skomplikowanej intrydze „Potrójnego z Plauta”: Pangracz, lekkoduch i hulaka, syn bogatego szlachcica, właściciela okazałego domu we Lwowie, naraża na niebezpieczeństwo rodzinny majątek pod nieobecność ojca, który wyjeżdża do Francji. Jego rozrzutność stara się wykorzystać cwany sługa, Pierczyk, a inny sługa, poczciwy Dobrochowski, próbuje przeciwstawić się zgubnym posunięciom młodego Skarbka. Autor dał w utworze przegląd ówczesnych warstw społecznych Lwowa, w tym przedsiębiorców i handlarzy, a także zamieszkujących miasto przedstawicieli innych narodów (np. Greków).

Dzieło Cieklińskiego zainspirowało oświeceniowych komediopisarzy, takich jak Wojciech Bogusławski, Franciszek Zabłocki czy Adam Czartoryski. Zaczęli oni tłumaczyć, przerabiać i dostosowywać zachodnie komedie do obyczajowych oraz politycznych realiów Polski za rządów króla Stanisława Augusta i, co więcej umieszczać w nich elementy (a niekiedy całe wywody) moralizatorsko-patriotyczne.

„Potrójny z Plauta” cieszył się dużym powodzeniem w środowisku szlachty. Premiera sztuki odbyła się wkrótce po jej publikacji w teatrze dworskim Stanisława Tarnowskiego w Busku. Jej inscenizatorem i reżyserem był sam Ciekliński.

Stefan Garczyński Gasnący płomień

Stefan Garczyński był jednym z najciekawszych poetów polskiego romantyzmu, choć monografie dziejów ojczystej literatury zwykle pomijają jego nazwisko. Milczy o nim zarówno Julian Krzyżanowski w „Dziejach literatury polskiej”, jak i Czesław Miłosz w „Historii literatury polskiej”. Mickiewicz natomiast wychwalał go w swoich paryskich wykładach, co wielu miało mu za złe. Niektórzy poczytywali to za próbę lansowania przedwcześnie zmarłego przyjaciela — Garczyńskiego — poety-emigranta, uczestnika wojny polsko-rosyjskiej, autora niekonwencjonalnych wierszy z pola bitwy i poematu „Wacława dzieje”.

Stefan Florian Garczyński urodził się w majątku Kosmowo pod Kaliszem 13 października 1805 roku. W latach 1818-1823 uczył się w Liceum Warszawskim, a w 1825 wyjechał do Berlina, żeby studiować filozofię u samego Friedricha Wilhelma Hegla, uchodzącego wówczas za ostatniego z wielkich myślicieli wszechczasów Urzeczony poglądami mistrza, uczęszczał na jego wykłady z filozofii, uczył się również prawa i aktywnie działał w środowisku polskich studentów Z czasem nabrał dystansu do poglądów Hegla, a nawet nie zawahał się z nimi polemizować w swoim dramacie „Wacława dzieje”.